Kwiecień na zdjęciach

poniedziałek, 29 kwietnia 2013 45 komentarzy
 
1. sajgonki!
2. nowe książki
3. ja też byłam w Hebe ;)
4. Przyjaciele :D
5. muffinki z posypką czekoladową
6. relaks z Glamour
7. maseczka 
8. nowe słuchawki do telefonu
9. ostatni mani
10. zakupy apteczno-kosmetyczne
11. pożywne śniadanko
12. ćwiczymy !!

Czytaj więcej »

Kwietniowy projekt denko

piątek, 26 kwietnia 2013 57 komentarzy
Peeling błotny do twarzy z kwasami owocowymi Bingo Spa- recenzja tutaj
Kokosowy balsam do dłoni Bingo Spa- recenzja tutaj
Żel do mycia twarzy głęboko oczyszczający Vichy Normaderm- lubię ten żel za to, że super się pieni (!!), jest szalenie wydajny i bardzo dobrze oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń. Nigdy mnie nie podrażnił, całkiem dobrze radził sobie także z demakijażem oczu. Wolę wersję opakowania z pompką, to w tubce jest troszkę nieporęczne. 
Antyperspirant Nivea Fresh Natural- przez pierwsze kilka dni stosowania tego antyperspirantu bolała mnie prawa pacha :/ Wiem, że to wina antyperspirantu, bo spotkałam się już z kilkoma takimi przypadkami. Wystarczyło odstawić go na kilka dni, by wszystko wróciło do normy. Co do działania, niestety nie wypowiem się, bo odkąd stosuję Bloker każdy antyperspirant sprawdza się na 5 z plusem ;)
Kolagenowe serum do mycia włosów Bingo Spa- recenzja tutaj
Mleczko do demakijażu twarzy i oczu BeBeauty- kupiłam zachęcona kilkoma pozytywnymi opiniami na blogach. Wypróbowałam na własnej skórze i powiem Wam, że nigdy więcej nie kupię! Mleczko strasznie szczypało mnie w oczy, a skóra mnie po nim lekko piekła, mimo że kupiłam wersję do skóry suchej i wrażliwej. Chciałam dać mamie, bo ona lubi takie mleczka, ale ją także szczypało w oczy...Więc wykorzystałam je do kawowego peelingu.
Żel ze świetlikiem lekarskim i babką lancetowatą do powiek i pod oczy Flos Lek- nie lubię kremów pod oczy, w moim przypadku o wiele lepiej sprawdzają się żele, a najbardziej te z Flos Leku. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że moje worki pod oczami nieco się zmniejszyły, a skóra wokół oczu była delikatnie napięta. Już mam kolejne opakowanie, tym razem z arniką.
Żel pod prysznic z ekstraktem zielonej herbaty Aile Energy- najtańszy żel pod prysznic jaki kiedykolwiek miałam, za 750ml zapłaciłam chyba 4zł! Poza tym, że wysusza skórę i bez balsamu ani rusz jest niczego sobie: fajnie pachnie, dobrze się pieni i oczyszcza skórę.
Odżywka Naturalne Oczyszczenie Timotei- ułatwia rozczesywanie włosów i nie obciąża ich. Minus za mało praktyczne otwieranie, dość oporne we współpracy. Plus za ładny zapach, wydajność i rozsądną cenę. Dla zainteresowanych: odżywka ta nie zawiera ani parabenów ani silikonów ani barwników. 
Płyn do higieny intymnej z szałwią lekarską Ziaja Intima- to moje sprawdzone płyny do higieny intymnej, którym jestem wierna od kilku lat o czym doskonale wiecie, bo wspominam o tym przy prawie każdym denku;)
Żel pod prysznic Brzoskwinia i Liczi Alterra- oczywiście pierwszy plus należy się za przyzwoicie naturalny skład. Kolejne za przyjemny dla nosa zapach, nie wysuszanie skóry i niską cenę. Minus za to, że słabo się pieni i jest średnio wydajny.
Żel do golenia Venus- o tym żelu też Wam niejednokrotnie pisałam przy okazji denka, więc nie będę się powtarzać. 
Żel pod prysznic Mango i Macadamia Original Source- chyba najładniejszy zapach wśród tych żeli :) Żel ma fajną konsystencję, dobrze się pieni, nie wysusza skóry, a zostawia ją przyjemnie gładką w dotyku. Duży plus za poręczną butelkę i za to, że pustą można oddać do recyklingu i nieco ulżyć naszej planecie.
Perfumy Roma Laura Biagiotti- dostałam w prezencie od mamy chyba z dwa lata temu i dopiero teraz udało mi się je wykończyć. Początkowo zapach wydawał mi się zbyt intensywny, wręcz przytłaczający, dopiero z czasem przekonałam się do niego i gdyby teraz ktoś mnie zapytał jak oceniam ten zapach powiedziałabym, że jest kobiecy i energetyzujący. 
Serum wyszczuplające do szybkiej redukcji cellulitu Extra Slim Perfecta- stosowałam regularnie, ale nie zaobserwowałam ani wyszczuplenia ani tym bardziej redukcji cellulitu. Serum przyczyniło się tylko do wygładzenia i małego ujędrnienia skóry na udach i pupie. 
Podkład Skin Match Astor- nic Wam nie napiszę o skuteczności tego podkładu, bo kupiłam za jasny odcień i musiałam mieszać go z innym.
Krem do rąk 24 Hour Moisture Johnson's Body Care- jeden z lepszych kremów do rąk dostępnych na drogeryjnych półkach. Krem, który nadaje naszym dłoniom długotrwałe uczucie miękkości, nawilżenia i gładkości.
I kilka próbek:
Odżywka nadająca diamentowy blask Diamond Gloss Nivea- próbka starczyła mi na 4 zastosowania. Diamentowego blasku nie zauważyłam, ale odżywka całkiem przyjemnie wygładza włosy i ujarzmia ich puszenie się.
Krem na noc Immortelle L'Occitane- recenzja wkrótce
Mleczko nawilżająco-odżywcze Yves Rocher- nie do końca przypadła mi do gustu lejąca konsystencja tego mleczka, długo zastanawiałam się co z nim zrobić, więc w ostateczności zużyłam je do kawowego peelingu.
Żel pod prysznic Verbena L'Occitane- recenzja wkrótce
Krem do rąk z 20% Karite Shea L'Occitane- recenzja tutaj 
Mydełko L'Occitane- recenzja tutaj 
Maseczka błotna przeciwzmarszczkowa Efektima- recenzja wkrótce
Maseczka doskonale nawilżająca Efektima- recenzja tutaj
Szafirowy peeling i maska-serum do rąk Perfecta Spa- recenzja wkrótce
Czytaj więcej »

Tusz do rzęs 2000 Calorie Dramatic Volume, Max Factor

wtorek, 23 kwietnia 2013 81 komentarzy
Według producenta:
Max Factor 2000 Calorie jest tuszem super pogrubiającym, dzięki niemu możesz osiągnąć efekt fantastycznie pogrubionych rzęs.
Max Factor zapewnia pogrubienie aż do 300%! Mascara zawiera specjalnie dobrane polimery, dzięki którym odżywia i wzmacnia rzęsy. Max Factor 2000 Calorie jest bezzapachowy i hipoalergiczna co oznacza, że jego skład jest dobrany pod kątem zminimalizowania ryzyka reakcji alergicznych. Bardzo ważnym atutem tego tuszu jest dopuszczenie go do stosowania przez osoby noszące szkła kontaktowe.
Bardzo łatwo się go nakłada a w rezultacie otrzymujemy ślicznie wydłużone rzęsy(aż do 30%). Jego kolejnymi zaletami jest fakt iż nie kruszy się i nie skleja rzęs. Przez wiele kobiet Max Factor 2000 Calorie uznawany jeden z najlepszych tuszy dostępnych na naszym rynku.
Cena: ok.30zł/9ml
Według mnie:
Do zakupu tuszu skusiła mnie rossmannowska, przedświąteczna promocja: tusz 2000 Calorie i podkład Colour Adapt ( o którym pisałam już TUTAJ ) za nieco ponad 40zł- to jest coś, obok czego nie mogłam przejść obojętnie :D 
Opakowanie jest utrzymane w ciemnej tonacji ze złotymi napisami. Jest ono smukłe, klasyczne, takie trochę "z wyższej półki" i bardzo mi się podoba :) Z szczoteczką, mimo że nie jest silikonowa ( bo takie lubię najbardziej ) też bardzo się polubiłlyśmy. Jest spiralna, zwęża się ku końcowi, nabiera odpowiednią ilość tuszu, ładnie rozczesuje rzęsu. W dodatku bardzo prosto manewruje się nią tuż przy oku i dociera nawet do najkrótszych rzęs. Sam tusz ma kremową konsystencję, ani nie za gęstą, ani nie za "mokrą".
Tusz 2000 Calorie to już kultowy kosmetyk, z gronem wiernych fanek, chwalony na lewo i prawo. I ja po przetestowaniu tego tuszu dołączyłam do grona jego miłośniczek :) Kupując kolejny tusz do rzęs przede wszystkim zwracam teraz uwagę na to by nie podrażniał moich oczu, nie uczulał i nie powodował łzawienia. W tej kwestii tusz 2000 Calorie sprawdza się na medal!
Jak już wspomniałam wcześniej szczoteka perfekcyjnie rozdziela rzęsy, podkręcając je i wydłużając prawie do nieba. Nawet po nałożeniu kilku warstw tusz ten nie skleja rzęs, ale je stosunkowo pogrubia i nadaje kolor intensywnej czerni. Jest to szalenie trwały kosmetyk, utrzymujący się na rzęsach długie godziny bez odbijania się na powiece, bez rozmazywania się i bez kruszenia. Nie znalazłam informacji czy jest to tusz wodoodorny, jednakże stwierdzam, że nie straszne mu deszcze i zawieruchy śnieżne.
Tusz ładnie się zmywa zarówno przy zastosowaniu płynu micelarnego jak i mleczka do demakijażu. Można go kupić praktycznie w każdej drogerii za cenę ok.30zł. Czy kupię go ponownie? Pewnie tak, ale nie w najbliższym czasie, bo po pierwsze mam w zapasie ponad 10 tuszy do rzęs, a po drugie lubię testować coraz to nowsze;)

A wiecie, że twórca marki Max Factor ( marka "odziedziczyła" imię i nazwisko swojego twórcy ) był Polakiem i urodził się w Łodzi :)?

Artykuł możecie przeczytać także tutaj
Czytaj więcej »

Recenzja: Krem pielęgnacyjny z Zea Mays, BingoSpa

sobota, 20 kwietnia 2013 62 komentarze
 Obietnice producenta:
Krem pielęgnacyjny z Zea Mays BingoSpa zawiera olej z kukurydzy. Polecany dla cery mieszanej, tłustej oraz problematycznej (np. zmiany trądzikowe)

*olej z kukurydzy BingoSpa zawiera 55-65% kwasu linolowego, 12-14% kwasu palmitynowego, 4% kwasu stearynowego, 29% kwasu olejowego oraz dużą ilość witaminy E ( do 1g/kg). Polecany zarówno dla skóry tłustej, mieszanej, dojrzałej, jak i suchej, wrażliwej czy zmęczonej. Posiada właściwości odżywcze, uelastyczniające, łagodzące, poprawia mikrokrążenie w skórze.
*pheohydrane® - kompleks wyciągów z Laminaria Digitata (listownica palczasta) i Chlorella vulgaris; głęboko nawilża, odbudowuje obecny w skórze NMF i restrukturyzuje płaszcz hydrolipidowy; wspomaga utrzymanie odpowiedniego poziomu nawilżenia na długi czas. Jest jednym z najefektywniejszych kompleksów algowych; ma działanie nawilżające jeszcze przez 7 dni po zakończeniu stosowania.

Krem BingoSpa to krem o lekkiej i delikatnej konsystencji. Szybko się wchłania. Dzięki niemu cera staje się jedwabiście gładka oraz wyraźnie poprawia się jej sprężystość i jędrność.


100g/14zł
Moim zdaniem:
To już ostatni kosmetyk z III edycji współpracy BingoSpa z blogerkami. Jakiś czas temu dostałam e-maila z informacją, że rusza kolejna edycja, ale tym razem się nie zgłosiłam, bo nie mam już gdzie trzymać tych wszystkich kosmetyków :P Ale mam nadzieję, że załapię się na kolejne, bo niektóre kosmetyki BingoSpa bardzo przypadły mi do gustu i chętnie je polecam innym.
Krem znajduje się w niepozornym, plastikowym słoiczku o pojemności 100g i z czarnym odkręcanym wieczkiemopakowanie jest typowe dla marki BingoSpa. Zapach jest wyczuwalny tylko w słoiczku i jest taki trochę mydlano-mentolowy. Początkowo krem wydaje się gęsty i zbity, a w rzeczywistości jest lekki jak mgiełka, puszysty, coś na kształt żelu-kremu. Z łatowścią rozsmarowuje się i nie spływa z twarzy. Nawet sobie nie wyobrażacie jak ten krem jest cholernie wydajny! Po miesiącu codziennego stosowania nawet dwa razy dziennie ubytek był tak mały, że aż troszkę mnie to zaniepokoiło, bo pomyślałam sobie, że będę używać tego kremu do usranej śmierci, a ja tak lubię często zmieniać kremy do twarzy :P Dlatego zaczęłam go używać do peelingu z korundem, w czym świetnie się sprawdza. 
Wybrałam ten krembo po pierwsze zaintrygowała mnie nazwa, w szczególności tajemnicze Zea Maya ( czyli olej kukurydziany ), a po drugie jest on przeznaczony do cery problematycznej, mieszanej, czyli wypisz wymaluj takiej jak moja. Krem nie spowodował u mnie dodatkowych krostek, ale też nie zniwelował już  tych istniejących ( na co skrycie bardzo liczyłam... ). Poza tym zauważyłam, że skóra twarzy jest znacznie gładsza, delikatniejsza w dotyku, dobrze nawilżona i uelastyczniona. 
Krem szybko się wchłania, nie pozostawiając uczucia lepkości czy ściągnięcia, nadaje się pod makijaż i jest na tyle delikatny, że nie zrobi krzywdy nawet nadwrażliwcom. Szału nie robi, ale i tak uważam, że warto po niego sięgnąć. Więc jeśli jesteście zainteresowane tym kremem ( lub jakimkolwiek innym kosmetykiem BingoSpa ) to serdecznie zapraszam Was TUTAJ :)  
Czytaj więcej »

Recenzja: Gel Spray Żel Mocny, Hegron

piątek, 19 kwietnia 2013 29 komentarzy
Krótko od producenta:
Profesjonalny produkt, który dzięki wysokiej zawartości alkoholu natychmiastowo odparowuje z włosów, co powoduje silne i natychmiastowe utrwalenie każdej fryzury. Może być stosowany zarówno na suche jak i mokre włosy. Jest łatwy do wyczesania i nie pozostawia na włosach białego nalotu jak lakiery. Przeznaczony do wszystkich rodzajów włosów.

150ml/ok.10zł
I co nieco ode mnie:
Kiedy byłam mała moja mama i wszystkie ciotki używały dzisiejszego bohatera notki i nawet przez myśl mi nie przeszło, że mi także będzie dane go używać. Nigdzie go nie widziałam od dłuższego czasu, więc myślałam, że już dawno został wycofany z produkcji, a tu taka niespodzianka.
Jest to pierwszy żel w sprayu, z którym mam styczność. Buteleczka zawiera 75ml kosmetyku, jest w perłowym kolorze i jeśli weźmie się ją pod światło można zobaczyć ile żelu jeszcze zostało. "Psikadełko" działa bez zarzutu, nie zacina się i spryskuje włosy delikatną mgiełką. 
Żel dobrze utrwala fryzurę bez tworzenia tzw. hełmu i jeśli sprykamy włosy z odpowiedniej odległości to nie będą sklejone. Fryzura jest utrwalona przez długie godziny, przeważnie używałam tego żelu rano i gdy wracam wieczorem moje uczesanie było w takim samym stanie jak przed wyjściem z domu. Żel daje się łatwo rozczesać/wyczesać z włosów i ich nie obciąża. 
Żel ma bardzo krótki skład, ale na pierwszym miejscu już jest alkohol, który strasznie wysusza włosy i dodatkowo sprawia, że robią się matowe. Po tygodniu codziennego używania tego żelu moje włosy były przesuszone na wiór i musiałam je "reanimować". Teraz używam go od wielkiego dzwonu. 
Tak więc reasumując wszystko to co napisałam, jest to dobrze utrwalający kosmetyk, dzięki któremu naszym fryzurom nie straszne będą deszcze czy zawieruchy, ale polecam go raczej od święta niż na codzień. 
Czytaj więcej »

Recenzja: Krem do rąk z 20% masłem shea/karite oraz Nawilżające Mydło Shea - Milk, L'Occitane

środa, 17 kwietnia 2013 47 komentarzy
Od producenta:
Silnie wygładzająca - bestsellerowa - kombinacja Masła Shea (20%) oraz wyciągów z miodu i słodkiego migdała, zmieszanych z lekkimi i wabiącymi aromatami jaśminu. Ten balsam o przyjemnej konsystencji łatwo rozchodzi się po skórze, pomagając w gojeniu i ochronie suchej oraz przesuszonej skóry. Obecność anty-oksydacyjnej witaminy E zapewnia odżywienie

30ml/29,90zł

Ode mnie:
Krem do rąk o bardzo zbitej konsystencji kryje się w srebrnej tubce z czarną nakrętką. Materiał, z którego tubka została wykonana jest bardzo plastyczny, więc wyciśnięcie kremu na dłoń nie sprawia najmniejszego problemu. W ogóle opakowanie przypomina trochę takie, w których kryją się farbki akrylowe ;)
Mimo zbitej konsystencji krem z zadziwiającą łatwością rozprowadza się do dłoni, a jeszcze lepiej się wchłania- chwila moment i już go nie czuć, bo nie pozostawia ani tłustej warstwy ani uczucia lepkich rąk. Za to czuć, że dłonie są porządnie nawilżone, że są gładziutkie i przyjemnie aksamitne w dotyku. Wszelkie podrażnienia, przesuszenia czy szorstkości po prostu znikają. 
Krem ma delikatny zapach, prawie nie wyczuwalny i jest szalenie wydajny, wystarczył mi na ponad miesiąc. 
Z wszystkich kosmetyków, które znalazłam w koszyczku L'Occitane najbardziej mi się spodobał, a nawet stał się moim ulubieńcem. Jednak nie kupiłabym go w pełnowymiarowej wersji, bo za cenę 30zł, którą kosztuję mogę mieć kilka innych, równie dobrych kremów do rąk. 
Od producenta:
Oparte w 100% na roślinnej bazie z dodatkiem nawilżającego Masła Shea. Do codziennego stosowania. Nie wywołuje podrażnień; wskazane dla mężczyzn, kobiet i dzieci. Dostępne również o zapachach: pomarańczy z cynamonem oraz lawendy.

100g/17zł

Ode mnie:
Mydła w kostce jeszcze nie miałam okazji testować, to dla mnie totalna nowość, ale myślę, że jakoś z tego wybrnę ;)
Mydełko, które dostałam ma 50g i jest to mała, biała kosteczka z "wygrawerowaną" nazwą producenta. Większość mydeł przy używaniu wysycha i pęka, ale to nie, do samego końca ma taką samą konsystencję, jest twarde i nie pęka. Dobrze się pieni i jest w miarę wydajne. Mydełko dobrze oczyszcza z zanieczyszczeń i nie wysusza skóry, ale też jej nie nawilża. Nie podrażnia, pozostawia delikatny zapach na skórze i uczucie takiej delikatności. Sprawdza się także przy depilacji nóg, gdy zabraknie nam pianki ;)
Choć mydełko bardzo przypadło mi do gustu, to do kupna kolejnej kostki skutecznie zniechęca mnie cena.
Czytaj więcej »

Różowy mani

poniedziałek, 15 kwietnia 2013 61 komentarzy
Golden Rose Rich Color, nr 06
Czytaj więcej »

Recenzja: Hydro Repair Maska Doskonale Nawilżająca, Efektima

czwartek, 11 kwietnia 2013 53 komentarze
 
Obietnice producenta:
Zdecydowanie poprawia stan nawilżenia skóry i sprawia, że cera jest gładka oraz sprężysta. Zawiera specjalny kompleks nawilżający, przez co natychmiast likwiduje uczucie ściągnięcia, chroni skórę przed utratą wody oraz poprawia jej spoistość. Wzbogacona w wyciąg z ananasa i mango wzmacnia naczynia krwionośne, wygładza skórę i sprzyja jej regeneracji. Efektem zabiegu jest doskonale nawilżona , pełna blasku skóra oraz widoczna poprawa jej elastyczności. Cera odzyskuje uczucie komfortu i świeżości.

ok.2,50zł/7ml
Moim zdaniem:
Jakiś czas temu otrzymałam paczkę kosmetyków z Efektimya w niej między innymi aż 5 różnych maseczek do twarzy. No i zgłupiałam, bo nie wiedziałam od której zacząć testowanie! Gdybym mogła nałożyłabym wszystkie pięć na raz, ale co to było za testowanie... ;) Aby w końcu rozwiązać dylemat wróciłam do czasów dzieciństwa i zrobiłam wyliczankę :P Wiecie: entliczek pętliczek czerwony stoliczekna maseczkę nawilżającą wypadnie, na tego bęc :D
Jak możecie zobaczyć na zdjęciu saszetka jest bardzo "wakacyjna", to chyba przez te egzotyczne owoce i wodę, która od razu nasunęła mi przejrzyste wody oceanu gdzieś w tropikach. Sam zapach maseczki także jest bardzo egzotyczny, owocowy, delikatny. Jest tak ładny, że w ogóle nie miałam ochoty zmywać maseczki ;) Saszetka kryje w sobie 7ml kosmetyku i spokojnie wystarczy na dwa razy, ja jednak nałożyłam całość na raz. Konsystencja jest kremowa, gęsta i nie spływa z twarzy. Dość przyzwoicie się wchłania, po kilku minutach na twarzy pozostaje tylko cienka tłustawa warstewka. 
Maseczka wręcz doskonale nawilżyła skórę i dodała jej blasku, przywróciła promienisty wygląd. Skóra wygląda na wypoczętą, odżywioną, dodatkowo jest gładka w dotyku, a jej koloryt jest ujednolicony. Zaraz po użyciu czuć przyjemne ukojenie i żadnego dyskomfortu w postaci ściągniętej skóry. 
Przyznam, że maseczka Efektimy mile mnie zaskoczyła i chętnie kupię ją jeszcze nie raz, tym bardziej, że kosztuje grosze ( ok.2,50zł ) i jest szeroko dostępna m.in. w Rossmannie i w Hebe.


Maseczkę  otrzymałam od serwisu bangla.pl 
w ramach współpracy z Klubem Kejt


Czytaj więcej »

Recenzja: Mascara The Rocket Volum Express Maybelline New York

wtorek, 9 kwietnia 2013 52 komentarze
Obietnice producenta:
Pokochaj nasz najbardziej odlotowy tusz wszechczasów!
DLA KOGO?
Dla kobiet, które pragną nadać swoim rzęsom natychmiastowy efekt wyrazistej objętości bez grudek.
DZIAŁANIE!
• Połączenie nowoczesnej szczoteczki Ultra – Sonic, która zapewnia równomierne pokrycie tuszem zapobiegając powstawaniu grudek, z legendarną formułą Fast – Glide, pozwala osiągnąć nawet 8 razy większą objętość rzęs.
• Maskara dostępna w dwóch odlotowych odcieniach: czarnym, o głębokim, intensywnym nasyceniu, oraz brązowym – dla kobiet poszukujących wybuchowej objętości w nieco subtelniejszym wydaniu.
• Już niebawem dostępna będzie również wodoodporna wersja maskary The Rocket – doskonale sprawdzająca się wiosną i latem.
EFEKT!
Wybuchowa objętość w ekspresowym tempie, pogrubione rzęsy bez grudek. 

9,6ml/ok.25-30zł
Moim zdaniem:
Jako tuszoholiczka nie mogłam przejść obojętnie obok akcji promocyjnej Maybelline New York, w której można było dostać najnowsze dziecko MNY, maskarę The Rocket Volum Express. Wysłałam zgłoszenie, a gdy zobaczyłam swoje nazwisko na liście wybranych to z radości skakałam pod sam sufit ;)
Opakowanie tuszu jest typowe dla MNY: duże, grube, utrzymane w niebiesko-różowej kolorystyce z perłowym połyskiem, widoczne już z daleka. Szczoteczka jest silikonowa, czyli taka jaką lubię. Jest bardzo duża, taka jakby napęczniała, z krótkimi włoskami.
Konsystencja tuszu jest kremowa, troszkę rzadka i mokra. Osobiście wolę jak tusz jest jakby suchy, wtedy jakoś lepiej mi się go nakłada i mam wrażenie, że znacznie lepiej rozczesuje rzęsy.
Pierwsze co zauważyłam po wytuszowaniu rzęs The Rocket Volum Express to to, że moje rzęsy nabrały mocnej czarnej barwy. Producent wspomina coś o 8-krotnie większej objętości, ale moim zdaniem są to obietnice baaardzo nad wyrost. To znaczy widać, że rzęsy nabierają nieco objętości, ale aby uzyskać aż 8 razy większą objętość musiałabym chyba jednorazowo wymalować rzęsy całym opakowaniem tuszu. Za to nie mogę odmówić temu tuszowi ładnego rozdzielenia, pogrubienia, podkręcenia rzęs oraz lekkiego wydłużenia. Jednak zauważyłam, że tusz już przy trzeciej warstwie skleja rzęsy...
Trochę bałam się testować The Rocket, ponieważ w ostatnim roku jedna z maskar MNY uczuliła mnie, ale na szczęście ta ani nie podrażniła mi oczu, ani nie uczuliła, nie spowodowała też szczypania czy łzawienia.
Jeśli przeczytałyście notkę do tego momentu to możecie sobie pomyśleć "o, całkiem dobra maskara". Zgodzę się z tym, o ile tuszuje się nią rzęsy w bezdeszczowe i bezśnieżne dni. Nie tak dawno wybrałam się do biblioteki i Galerii Łódzkiej i gdy tylko wyszłam z mieszkania zaczął padać śnieg. Wierzcie mi lub nie, na dworze byłam góra 20mint, czyli tyle ile musiałam przejść na przystanek i z powrotem z kapturem na głowie i schyloną głową, bo śnieg strasznie ciął w twarz, a gdy weszłam do przymierzalni i spojrzałam w lustro doznałam szoku- pod oczami miałam czarne smugi rozmazanego tuszu... Wiem, że nie jest to tusz wodoodporny, ale nie myślałam, że spłynie mi cały podczas krótkiego pobytu na dworzu...

Czytaj więcej »

Recenzja: Kolagenowe serum do mycia włosów, BingoSpa

niedziela, 7 kwietnia 2013 31 komentarzy
Obietnice producenta:
Rekonstruujące i nawilżające serum do mycia włosów BingoSpa
Skuteczne, bo bogate w kolagen, który wspomaga proces odbudowy włókna włosa.
Kolagen jest białkiem o bardzo podobnej budowie do białek tworzących strukturę włosa.
Dzieki temu tworzy cieniutki film ochronny na powierzchni włosów, który zwiększa zatrzymanie wilgoci i jednocześnie chroni włosy przed wnikaniem szkodliwych substancji z otoczenia przywracając włosom jędrność, elastyczność i miękkość w dotyku.  

150ml/9zł

Moim skromnym zdaniem:
Chyba najwyższa pora na recenzję kolejnego kosmetyku BingoSpa. Wiem, że już ruszyła kolejna edycja współpracy z blogerkami, tym razem się nie zgłosiłam, bo nie mam już miejsca na nowe kosmetyki- moja łazienka aż ugina się od nadmiaru kosmetyków :P
Buteleczka, w której kryje się kolagenowe serum jest dość niepozorna i nie duża ( 150ml ), myślę, że idealnie sprawdzi się do wakacyjnej kosmetyczki. Niestety, nie jest zbyt praktyczna przez odkręcane wieczko i zbyt duży otwór, przez który zawsze, ale to zawsze wylewa się za dużo kosmetyku. BingoSpa powinno pomyśleć nad zmianą, np. na pompkę, a jeszcze lepiej na zamknięcie typu "klik"- mam nadzieję, że wiecie o co chodzi ;) Na plus tego typu opakowania przemawia to, że jest przezroczyste, więc wiem ile kosmetyku już zużyłam.
Nigdy wcześniej nie myłam włosów serum, ale wydaję mi się, że nie różni się niczym innym od zwykłego szamponu. To, które dostałam od BingoSpa ma gęstą konsystencję w mlecznobiałym kolorze i pachnie jak mydło w kostce.  Lubię bardzo pieniące się szampony do włosów, a to serum pieni się tak sobie.
Pierwszy raz umyłam włosy samym serum i wyjątkowo nie nałożyłam ani maseczki ani odżywki, by sprawdzić jak sprawdzi się bez 'wspomagaczy". Serum oczyściło i odświeżyło włosy, ale były one suche i matowe, jednym słowem- tragedia. Za drugim razem zrezygnowałam z maseczki, ale odżywce juz nie odpuściłam. Włosy nadal były matowe, ale już nie tak bardzo suche. Za trzecim razem zaaplikowałam i maseczkę i odżywkę i wtedy moje włosy odżyły, nabrały blasku i sprężystości. Na plus przemawia fakt, że serum nie plącze włosów i są one po nim dłużej świeże, nie przetłuszczają się tak szybko. Serum to nie obciąża włosów, nie wysusza skóry głowy i nie powoduje łupieżu. Jeśli mam być szczera, drugi raz tego serum bym nie kupiła. 
Jeśli, mimo wszystko, jesteście zainteresowane kupnem tego serum ( lub jakiegokolwiek innego kosmetyku BingoSpa ) serdecznie zapraszam Was TUTAJ .
Czytaj więcej »

Dzisiejszy napad na Biedronkę!

czwartek, 4 kwietnia 2013 93 komentarze
Zaraz po zajęciach na uczelni zamiast grzecznie wrócić do siebie i pisać pracę magisterską, pojechałam teoretycznie na małe zakupy, a skończyło jak się skończyło- takim małym napadem :P
Po raz pierwszy udało mi się trafić na płatki Carea za 5,55zł, więc od razu "chapsłam" dwie paczuszki :D I właściwie na tym miały zakończyć się moje zakupy kosmetyczne, ale jakoś nie wyszło, bo w moim koszyku znalazły się jeszcze: peeling o zapachu mango za 7,99zł, dwie maseczki każda za 3,99zł, szampon wzmacniający włosy Elseve 400ml za 10,99zł, osławiony na blogach płyn micelarny za 4,39zł, a będąc już przy kasie wrzuciłam jeszcze lakier do paznokci Bell za 5,99zł. Nie byłabym sobą gdybym wyszła z Biedronki bez chociaż jednej książki. Od dziś trwa kiermasz i wszystkie książki można kupić za 7,99zł, więc wzięłam aż trzy ;)
A Wy byłyście już w Biedronce? Kupiłyście coś?
Czytaj więcej »

Recenzja: Masło do ciała antycellulitowe waniliowo - pomarańczowe, Perfecta Spa

wtorek, 2 kwietnia 2013 56 komentarzy
Od producenta:
Puszyste masło do ciała o właściwościach antycellulitowych i zmiękczających. Olejek z ziaren zielonej kawy opóźnia procesy starzenia, wygładza i regeneruje skórę. Masło pomarańczowe działa antycellulitowo i ujędrnia. Kompleks witamin E - C - F nawilża i przeciwdziała wiotczeniu skóry.
Apetyczny zapach pomarańczy z dodatkiem wanilii orzeźwia i pobudza do działania.

ok.14zł/225ml
Ode mnie:
Opakowanie to plastikowy słoiczek z odkręcanym wieczkiem i dodatkową folią zabezpieczającą. Plusem tego typu opakowań jest to, że nie trzeba go rozcinać by wydobyć kosmetyk do samego końca. 
Zapach jest mocny, słodki, trochę mdły, czuć w nim coś co przypomina wanilię. Przy codziennym stosowaniu zapach może szybko się znudzić, "przejeść" i zniechęcić do dalszego używania, dlatego lepiej balsamować tym masłem ciało co drugi dzień. Zapach jest bardzo podobny do zapachu Cukrowego Peelingu, o którym pisałam TUTAJ  . Konsystencja bardziej przypomina budyń niż masło- jest kremowa, gładka, gęsta i puszysta, z łatwością rozprowadza się po ciele. 
Nie mam zastrzeżeń co do właściwości pielęgnacyjnych tego masła. Odpowiednio nawilża, wygładza, koi i niweluje uczucie suchości, pozostawiając skórę miłą w dotyku. Dość szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu na skórze.
Nie jest to oczywiście ideał, ma kilka swoich wad. Pierwszym minusem tego masła jest to, że niestety nie ma ono właściwości antycellulitowych. A drugim jest kiepska wydajność- balsamowałam nim ciało codziennie przez dwa tygodnie i ani się obejrzałam jak w opakowaniu została mi połowa...
Podsumowując, masło Perfecta Spa jest bardzo dobrym kosmetykiem, który fajnie nawilża skórę, a swoim zapachem może umilić rytuał pielęgnacji ciała.
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.