Akcja oszczędzania, czyli przeżyć lipiec za 50zł

środa, 31 lipca 2013 38 komentarzy

Antyperspirant Dove Original 6,99zł
Antyperspirant Nivea Dry Comfort 7,99zł
Eyeliner Lovely 6,79zł
Lakiery Safari 2x3,50zł
Żel pod prysznic AA 10,09zł
Kremowy olejek do mycia twarzy Ziaja Ulga 7,70zł
Płyn do higieny intymnej Ziaja Intima 6,99zł
Mydełko naturalne z otrębami pszennymi 5,90zł
które pokażę w notce o nowościach kosmetycznych i nie tylko
oraz zamówienie ze strony Zrób Sobie Krem 70,55zł ( z przesyłką )
które pokażę w oddzielnej notce, bo jeszcze mi go nie dostarczono
Razem 130,00zł

To sobie w lipcu poszalałam :D
Ciekawa jestem jak mi pójdzie w sierpniu i czy w którymkolwiek miesiącu uda mi się zrobić zakupy kosmetyczne za mniej niż 50zł ;)
Czytaj więcej »

To nie denko, to dno totalne!

poniedziałek, 29 lipca 2013 53 komentarze
Dzisiaj mam dla Was notkę o wykończonych kosmetykach inną niż zwykle. Dotychczas pokazywałam Wam denka z konkretnego miesiąca, a dziś będzie denko kilkumiesięczne, a w nim kosmetyki, które zużyłam nie tylko w lipcu, ale także w ciągu ostatniego pół roku kiedy spędzałam wszystkie wolne dni i weekendy w rodzinnym domu :) 

1. Sól peelingująca do ciała Sea of Spa-kosmetyk, który znalazłam podczas generalnych porządków w łazience, kupiony przez moją mamę podczas ostatnich wakacji w Tunezji, czyli jakiś rok temu :P
2. Maska Intensywna Odbudowa do włosów zniszczonych Ziaja- nie zauważyłam żeby cokolwiek zrobiła z moimi włosami.
3. Wygładzająca maska do włosów Masło Kakaowe Ziaja-moja ulubiona maska do włosów Ziaja :) Nawilża, wygładza i sprawia, że włosy ślicznie pachną.
4. Żel pod prysznic i do kąpieli Sensations Spa Johnson's Body Care- baaardzo wydajny. Używałam tylko jako żel pod prysznic i w tej kwestii sprawdzał się znakomicie.
5. Żel pod prysznic o zapachu wanilii i imbiru Radox- ładnie pachnie, dobrze się pieni, nie wysusza skóry, a przede wszystkim dobrze oczyszcza i pozostawia uczucie świeżości na długo.
6. Emulsja do higieny intymnej Lactacyd Femina- po Ziaja Intima mój ulubiony płyn go higieny intymnej. Delikatny, a jednocześnie bardzo skuteczny.


7. Szampon do włosów zniszczonych i suchych Ultimate Repair Gliss Kur- mam w nosie to, że kosmetyki Gliss Kur to bomby silikonowe, uwielbiam je i koniec kropka! :)
8. Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu BeBeauty- recenzja tutaj
9. Żel do golenia dla kobiet Senusal Joanna-stały bywalec w mojej łazience :)
10.  Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu, Bourjois- recenzja tutaj
11. Żel pod prysznic i szampon o zapachu mięty i olejku cytrynowego Radox- pieni się, nie wysusza, ładnie pachnie i dobrze oczyszcza- więcej od żelu pod prysznic nie wymagam.
12.  Emulsja micelarna do mycia Cetaphil- recenzja tutaj
13. Emulsja do higieny intymnej Lactacyd Femina- bardzo dobry płyn do higieny intymnej, delikatny aczkolwiek bardzo skuteczny, pozostawiający uczucie świeżości na długi czas.

 
14. Pianka do golenia Raiser Schaum Isana- kupiona przez moją mamę, sama bym jej nigdy nie kupiła, bo jest beznadziejna!
15. Pielęgnujące mydło z proteinami kaszmiru i zapachem orchidei Cashmere Moments Nivea- pozostawia  skórę dłoni tak delikatną, że nie ma potrzeby kremowania ich po umyciu.
16.  Krem odmładzający Kozie Mleko- recenzja tutaj17. Zmywacz do paznokci z laoliną i gliceryną BeBeauty- całkiem dobry zmywacz, ale daleko mu do mojego ulubieńca z Isany.
18. Superskoncentrowane serum modelujące pośladki Total Push-Up Effect Slim Extreme 3D Eveline-wygładza skórę na pośladkach, ale ich nie modeluje i nie unosi.
19. Płyn do demakijażu oczu Ziaja- trafiłam chyba na felerny egzemplarz. Do tej pory płyn ten świetnie radził sobie z moim makijażem, a tym razem nie radził sobie w ogóle...
20. Nafta kosmetyczna z sokiem z pokrzywy- wraz z żółtkiem nakładałam na 10minut przed myciem włosów. Opakowanie wystarczyło mi na około 5 zastosowań, po których moje włosy trochę się wzmocniły i przestały tak bardzo wypadać. 


21. Masło do ciała Kwiat Wiśni, Fennel- recenzja tutaj
22. Oliwkowe masło do ciała Athena's Treasures-  najlepsze oliwkowe masło do ciała jakie może być! Szkoda wielka, że dostępne jest tylko w Grecji...
23. Krem do ciała Soft Isana- bardzo fajne mazidło do ciała. Dobrze nawilża i sprawia, że skóra jest jedwabiście gładka i miękka w dotyku.
24. Perfumy Euphoria Calvin Klein- ślicznie pachną i są bardzo trwałe, w zapasie mam już drugi flakon.
25. Pefrumy Masaki Fluo- piękny, słodki, wręcz cukierkowy zapach. Bardzo wydajne i jak tylko jeszcze spotkam to kupię ponownie :)
26. Krople przyspieszające wysychanie lakieru Express Dry Drops Essence-nie umiem już pomalować paznokcie bez użycia tych kropli :) Dzięki nim lakier jest wyschnięty już po minucie, góra dwóch!
27. Maskara 3D Extreme Revlon-świetny tusz i bardzo żałuję, że już nigdzie nie mogę go spotkać... Wydłuża, perfekcyjnie rozdziela rzęsy i tworzy z nich prawdziwą firankę rzęs.
28. Maskara Lash Stiletto Volume Maybelline New York- oprócz wydłużenia rzęs nie robi z nimi nic innego.
29 ( na zdjęciu 30.). Podkład Soft Touch Joko- lubię te podkład za uczucie delikatności, takiego satynowego wykończenia na buzi. Z korektorem dobrze kryje, nie tworzy maski ani nie jest komedogenny. To moje drugie, ale nie ostatnie opakowanie.


31. Jedwabisty balsam do ciała Supreme Dove- przyjemny balsam do ciała, dobrze nawilża, a skóra po nim jest tak gładka, że nic tylko ją dotykać i dotykać :D
32. Odżywka wygładzająca do włosów suchych i niesfornych Liss Infini Labell- kupiłam w jakimś markecie typu Kaufland. Dobrze, że kosztowała grosze ( ok.3zł ), bo okazała się bardzo kiepska.
33. Nawilżająca  odżywka zwiększająca objętość włosów Balsamo Disciplinante Idratante Equilibra- recenzja tutaj
34. Odżywka do włosów Diamond Gloss Nivea- diamentowego blasku włosom nie dodaje, ale dobrze wygładza, a właśnie tego wymagam od odżywek do włosów.
35. Hair Repair, Serum - eliksir do włosów, Gliss Kur- recenzja tutaj 
36. Antyperspirant Fresh Natural Nivea- z Blokerem działa na 110% :)
37. Antyperspirant Clear Diamond Rexona- skuteczny, a jednocześnie tak delikatny, że można go stosować nawet zaraz po depilacji pach.
38. Antyperspirat Extra Fresh Garnier Mineral- mój ulubiony antyperspirant, zawsze do niego wracam.

I wyrzutki lakierowe.
Czytaj więcej »

Lipiec na zdjęciach

sobota, 27 lipca 2013 38 komentarzy
 przygotowania do egzaminu magisterskiego | i już po krzyku :) | opijanie tytułu magistra | widok z Cafe Wolność w Łodzi
 frytki!! | "Gotowe na wszystko" mogłabym oglądać w kółko | wciągający kryminał i całe mnóstwo owoców | najlepsze żelki tylko z Lidla
 rozrywka na deszczowe dni | delikatnie połyskujący mani | przygotowywania do panieńskiego przyjaciółki | owsianka, czyli od kilku dni moje ulubione śniadanie
Czytaj więcej »

Płyn micelarny do demakijażu Technologia Wieku 18+, AA

czwartek, 25 lipca 2013 29 komentarzy
Obietnice producenta:
AA Technologia Wieku to seriakosmetyków powstałych z myślą o pielęgnacji skóry, posiadająca grupy kosmetyków dostosowanych do potrzeb w każdym wieku. Technologia Wieku 18+ to linia odpowiadająca na potrzeby młodych kobiet prowadzących aktywny tryb życia. Wyselekcjonowane składniki aktywne zapewniają skórze równowagę i harmonię oraz dodają blasku i nawilżenia.
Płyn micelarny 18+ służy do demakijażu twarzy oraz oczu. Przeznaczony jest do młodej skóry, która potrzebuje nawilżenia i równowagi. Doskonale usuwa makijaż oraz inne zanieczyszczenia nie zaburzając równowagi hydrolipidowej. Płyn nie wysusza skóry, a co więcej- optymalnie ją nawilża dzięki zawartości kwasu hialuronowego oraz betainy. Dodatkowo odświeża i nadaje blask. Witamina C zawarta w ekstrakcie z wiśni z Barbados- rozjaśnia i niweluje niedoskonałości oraz odżywia. Natomiast prowitamina B5 pielęgnuje skórę nadając jej miękkość. Po zastosowaniu płynu, skóra jest oczyszczona, odświeżona i przyjemna w dotyku.

200ml/ około 13-15zł

Moja opinia:
Płyn micelarny AA 18+ kupiłam zupełnym przypadkiem, mimo że już kilka lat temu skończyłam 18 lat, ale ciągle brakuje mi jeszcze roku by zacząć szukać kosmetyków 25+ :P .W ogóle zauważyłam, że jeśli kupuję kosmetyk na chybił trafił to w większości przypadków jestem szalenie zadowolona z jego zakupu :) I tak właśnie jest z tym płynem micelarnym. 
Płyn zamknięty jest w poręcznej, wysokiej butelce utrzymanej w białej kolorystyce z niebieskimi i srebrnymi detalami. Zakończona jest wygodnym zamykaniem i tak zwanym dzióbkiem, przez który wylewa się odpowiednia ilość płynu.
Zdaniem producenta płyn jest bezzapachowy, jednak mój nos wyczuwa coś bardzo przyjemnego, słodkiego, jakby owocowego. Jak wszystkie znane mi płyny micelarne i ten w konsystencji jest jak woda.
Micel radzi sobie świetnie w zmywaniu makijażu, nawet tego wodoodpornego. Nie rozmazuje go na wszystkie strony, tylko rozpuszcza i sprawnie zmywa. Nie trzeba też niepotrzebnie trzeć, by np. tusz do rzęs się rozpuścił. Po przemyciu twarzy wacikiem nasączonym tym micelem czuć, że skóra jest oczyszczona, nawilżona i przyjemnie gładka w dotyku. Buzia wygląda promiennie i świeżo. Dużym plusem tego kosmetyku jest to, że nie wysusza skóry twarzy, ale ją nawilża, dodaje jej blasku i nie pozostawia uczucia lepkości.
Płyn AA jest szalenie wydajny. Na zmycie całego makijażu potrzebuje 3-4 wacików: po jednym do każdego oka i jeden góra dwa do przemycia całej twarzy.
Bardzo polubiłam ten płyn micelarny i wiem, że będę często go kupować. Wam także polecam :)
Czytaj więcej »

Recenzja porównawcza tuszy do rzęs

poniedziałek, 22 lipca 2013 36 komentarzy
Porównawcza recenzja nawilżających pomadek już była ( tutaj ), więc dziś pora na ranking tuszy do rzęs :)

Miejsce 7 The Colossal Volum Express, Maybelline New York
Na początku testów myślałam, że ostatnie miejsce w tym rankingu zajmie tusz Rimmel, ponieważ jeszcze chyba nigdy nie miałam kosmetyku tej marki, który by mnie zadowolił na tyle, że poleciłabym go koleżankom czy też Wam samym. Dlatego jestem też troszkę zaskoczona tym, że na szarym końcu mojego zestawienia znalazł się tusz od MNY, ponieważ jeszcze nie tak dawno temu bardzo lubiłam te tusze ( dopóki jeden z nich mnie nie uczulił ).
Tusz zamknięty jest w dużym, obłym opakowaniu utrzymanym w żółto-czarnej kolorystyce. Ma taką "mokrą", wodnistą konsystencję, czyli dokładnie taką jakiej szczerze nie cierpię... Nie wiem czy któraś z Was też tak ma, ale ja wolę malować rzęsy lekko podeschniętym tuszem :P
Szczoteczka jest duża, zwykła ( tzn. nie silikonowa ) i zwykle nabiera za dużo tuszu, dlatego trzeba zdjąć jego nadmiar, by nie posklejać rzęs. Zresztą, nawet to nie uchroni nas przed posklejanymi rzęsami. Nie wiem czy trafiłam na felerny egzemplarz czy ogólnie wszystkie te tusze są takie beznadziejne, ale już jedna warstwa skleja mi rzęsy... Muszę później spędzać dodatkowe minuty na rozczesywaniu ich.
Oprócz sklejania rzęs ten tusz nie robi z nimi nic innego- ani nie pogrubia ani nie wydłuża, nawet ich minimalnie nie podkręca. Za to lubi się grudkować i rozmazywać. Nie należy też do trwałych tuszy, z upływem czasu tak jakby...wyparowuje, znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Zmywanie tego tuszu też nie należy do najprzyjemniejszych czynności, bo jak już wspomniałam wcześniej lubi się rozmazywać, a nie tak jak inne tusze ładnie rozpuszczać pod wacikiem z kosmetykiem do demakijażu.
Jedyny plusik jaki mogłabym przyznać jest za niesamowicie intensywną czerń, którą tusz ten nadaje moim rzęsom.
Maskara jest łatwo dostępna, chociażby w Rossmannie i kosztuje około 30zł, ale kupno jej oznacza wyrzucenie pieniędzy w błoto. W tej cenie można mieć dwa tusze z Wibo, które sprawdzają się znacznie lepiej niż ta.
 Miejsce 6 False Lash Wings, L'Oreal
Jest to mój drugi tusz do rzęs z L'Oreala.
Opakowanie jest duże, posrebrzane z czarnymi detalami. Jest ładne i samo w sobie cieszy oko.
Tusz ma kremową, ale "mokrą" konsystencję, przez co już przy drugiej warstwie może sklejać rzęsy. Posiada także nietypową, inną niż wszystkie silikonową szczoteczkę- z jednej strony ma dłuższe włoski, z drugiej krótsze, a sam jej kształt jest trudny do opisania, bo nie jest ani prosta, ani nie zwęża się ku końcowi ani nie jest mega duża. Dociera jednak do wszystkich rzęs, nawet tych najmniejszych. Niestety, szczoteczka zbiera zawsze za dużo tuszu i jeśli nie wytrze się nadmiaru o brzeg opakowania tuż przed pomalowaniem rzęs to zamiast nich będziemy mieć tzw. owadzie nóżki.
Maskara ma więcej minusów niż plus. Do tych drugich zaliczyć mogę fakt, że przy jednej warstwie wydłuża rzęsy. Dodatkowo jest kosmetykiem, który nie podrażnia oczu, nie robi grudek ani nie sprawia trudności w demakijażu.
Minusów jest troszkę więcej... Zaliczam do nich między innymi to, że jak już wspomniałam nieco wyżej tusz już przy drugiej warstwie skleja rzęsy. Nie dodaje im ani obiecywanej przez producenta objętości ani pogrubienia, a zamiast podkręcać rzęsy prostuje je. Jakby tego było mało po kilku godzinach kruszy się i osypuje, a także rozmazuje tworząc efekt pandy.
Reasumując jest to przeciętny tusz z nieprzeciętną szczoteczką, który nie jest zupełnie wart swojej wysokiej ceny, ok.50zł. 
Miejsce 5 Extra Super Lash, Rimmel
Nie mam przekonania do marki Rimmel, a do ich tuszy to już w szczególności. Kilka razy kupiłam na własną odpowiedzialność tusz Rimmel z myślą, iż okaże się wielkim zaskoczeniem, jednak za każdym razem moje nadzieje zostawały szybko rozwiane... Myślałam, że może maskara Extra Super Lash sprawi, że zmienię zdanie, ale nawet i ona nie podołała temu zadaniu.
Opakowanie tuszu jest proste, takie smutne, bo utrzymane w czarno-szarej kolorystyce. Kryje w sobie 8 ml kremowej, gęstej konsystencji oraz szczoteczkę w kształcie strzałki, tzn. takiej, która zwęża się ku końcowi, co zapewnia dobre manewrowanie przy oku oraz dotarcie do króciutkich rzęs przy kącikach oczu. Szczoteczka nie jest silikonowa, a włosie ułożone jest spiralnie.
Tusz przy dwóch warstwach ładnie rozdziela rzęsy, przy trzeciej zaczyna je już sklejać. Wydłuża rzęsy i naprawdę bardzo delikatnie podkreśla całe oko, więc moim zdaniem jest to dobry tusz do codziennego makijażu. Producent wspomina coś o super pogrubieniu, ale nie dajcie się na to nabrać, bo jest to jeden wielki pic na wodę- tusz nic a nic nie pogrubia, nawet minimalnie. Większość tuszy do rzęs nadaje im kolor intensywnej czerni, ale nie ten. Czerń, którą nadaje rzęsom jest matowa i prawie niewidoczna.
Jest to dość trwały tusz, który nie robi grudek, ale lubi się osypywać i nieco rozmazywać pod okiem.Jest też tuszem łatwo zmywalnym, nie pozostawiającym tzw. efektu pandy i nie podrażniającym oczu.
Czy kupiłabym ten tusz ponownie? Nie, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, lubię poznawać coraz to nowe maskary, a po drugie lepsze i tańsze od tego są tusze Wibo, które bardzo cenię i często do nich wracam :)
Kosmetyki Rimmel są szeroko dostępne, m.in. w Rossmannie, gdzie tusz ten kosztuje około 18zł.
Miejsce 4 Beauty Full Volume, Bourjois
Jest to mój pierwszy tusz z Bourjois i drugi po różu kosmetyk tej marki :)
Opakowanie maskary jest duże, proste i stabilne. Utrzymane w czarno-różowej kolorystyce kryje w sobie 9 ml kremowej, tak jakby lekko przyschniętej konsystencji- takie właśnie lubię najbardziej :) Szczoteczka jest zwykła, gruba i prosta w kształcie, ale trochę ostra- czasami czuję jak szarpie rzęsy lub, że drasnęłam się nią w powiekę, jednak manewrowanie nią przy oku nie sprawia mi żadnych trudności.
Maskara ładnie rozdziela rzęsy, wydłuża je i unosi, ale nie zauważyłam żadnego pogrubienia, nie wspominając o dziesięciokrotnym obiecanym przez producenta. Nie osypuje się, nie tworzy grudek i wytrzymuje na rzęsach długie godziny. Jedna warstwa tego tuszu daje bardzo naturalny efekt, dwie ładnie podkreślają oko, a trzy już zaczynają sklejać rzęsy.
Przy testowaniu tuszu do rzęs zwracam dużą uwagę na to czy nie podrażnia oczu i w tej kwestii tusz Bourjois zdaje egzamin na pięć. W kwestii demakijażu oceniłabym go znacznie niżej, bo bardzo rozmazuje się pod oczami tworząc tzw. efekt pandy.
Kosmetyki Bourjois są szeroko dostępne, a ten tusz kosztuje około 30zł.

Miejsce 3 Big&Beautiful Boom!, Astor
Nigdy wcześniej nie miałam tuszu Astora, ten jest pierwszym w mojej kolekcji i przyznaję, że jestem z niego nawet zadowolona :)
Opakowanie jest duże, obłe oraz całe pozłacane i kryje aż 12ml tuszu o kremowej konsystencji. Szczoteczka nie jest silikonowa, ma bujne włosie ( :P ) i jest baaardzo duża, przez co troszkę trudno manewruje się nią koło oka, szczególnie przy kącikach.
Przy dwóch-trzech warstwach tusz nie skleja rzęs, ale ładnie je wydłuża, leciutko podkręca i ładnie rozdziela. Oczy są podkreślone, a rzęsy nabierają koloru intensywnej czerni. W moim odczuciu jest to tusz dobry do codziennego makijażu, a dziewczyny, które lubią mieć naprawdę mocno podkreślone oczy raczej się z nim nie polubią, bo nawet mimo starań nie daje on spektakularnego efektu. Tusz Astora jest bardzo trwałym tuszem, wytrzymuje na rzęsach przez długie godziny nie mażąc się, nie osypując i nie grudkując. Nie sprawia najmniejszych problemów z demakijażem, ładnie schodzi z płynem micelarnym nie pozostawiając po sobie tzw. efektu pandy. Nie podrażnia oczu co jest dla mnie równie ważne jak efekt na rzęsach.
Tusz kosztuje około 30zł i jest naprawdę łatwo dostępny- widziałam go i w Naturze i w Rossmannie, a nawet chyba w Tesco. 

Miejsce 2 Studio Lash Mascara, Miss Sporty
Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek wcześniej miała w swojej licznej kolekcji tuszy do rzęs jakiś z Miss Sporty. Ten w zielonym opakowaniu jest pierwszy i coś czuję, że mimo wszystko nie ostatni :)
Opakowanie tuszu kryje w sobie 8ml kremowej, nie za gęstej nie za rzadkiej konsystencji. Jest proste, stabilne, utrzymane w zielonym kolorze z srebrnymi detalami. Szczoteczka jest plastikowa, ma krótkie włoski i zwęża się ku końcowi.
Patrząc na obietnice producenta, czyli że tusz: wydłuża, unosi rzęsy, perfekcyjnie rozdziela, nie skleja ich, nie osypuje się ani nie robi smug nie mogę się nie zgodzić :) Producent podaję w jakich procentach tusz ten ma wydłużać i unosić rzęsy. Niestety nie jestem w stanie sprawdzić czy naprawdę rzęsy są wydłużone o te 60% i uniesione o 70% :P , ale faktycznie są zauważalnie dłuższe i ładnie podkręcone. Rzęsy tusz ten może sklejać przy jakieś trzeciej-czwartej warstwie. Poza tym jest bardzo trwały i łatwy w demakijażu, ale po kilku godzinach może rozmazywać się pod okiem.
Tusz ten w Rossmannie kosztuje około 13zł i jest kolejnym dowodem na potwierdzenie mojej tezy, że tanie nie znaczy gorsze, bo droższe jest przeważnie przereklamowane ;)
Miejsce 1 Dolls Lash Ultra Volume, Wibo
W swojej kosmetyczce mam dwa te tusze, jeden kupiłam w Rossmannie podczas promocji -40%, a po niedługim czasie drugi dostałam do testowania od Bangli.
Opakowanie tuszu ma koralowy kolor z srebrnymi napisami, które z upływem czasu ścierają się, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, bo nie to jest ważne w kosmetyku. Opakowanie jest stabilne, estetyczne i po prostu miłe dla oka.
Szczoteczka jest zwykła, bardzo przypomina mi szczoteczkę tuszu 2000 Calorie Max Factor. Zwęża się ku końcowi, łatwo manewruje się nią przy oku i dociera do nawet najkrótszych rzęsek.
Konsystencja jest kremowa i gęsta, czyli taka jaką lubię najbardziej. Nie cierpię tuszy, które mają wodnistą konsystencję, bo strasznie sklejają mi rzęsy.
Maskara Wibo ładnie wydłuża, podkręca i pogrubia rzęsy. Nie jest to efekt sztucznych rzęs jak u lalki, ale mimo wszystko bardzo ładnie podkreśla oczy, nadając rzęsom kolor intensywnej czerni. Przeważnie maluję rzęsy tym tuszem dwa-trzy razy i nie zauważyłam by kiedykolwiek je skleił, wręcz przeciwnie bardzo ładnie je rozczesuje i rozdziela.
Tusz nie podrażnił czy też nie uczulił moich oczu, co jest oczywiście dużym atutem tego kosmetyku. Jest bardzo trwały, nie rozmazuje się, nie grudkuje ani nie osypuje się w ciągu dnia.
Ze zmyciem także nie ma żadnego problemu- rozpuszcza się pod wacikiem nasączonym kosmetykiem do demakijażu, nie rozmazuje się ani nie tworzy efektu pandy.
Tusz ten po raz kolejny przekonał mnie, że tanie równa się dobre, a marka Wibo ma w swojej ofercie kosmetyki naprawdę warte uwagi. Można go kupić w Rossmannie za cenę około 9-10zł.

PS. Zapomniałam napisać, że za każdym razem pomalowałam rzęsy jedną warstwą tuszu.

Tusze do rzęs otrzymałam od serwisu bangla.pl
w ramach współpracy z Klubem Kejt


Czytaj więcej »

Recenzja: Nawilżająca odżywka zwiększająca objętość włosów, Equilibra

piątek, 19 lipca 2013 34 komentarze
Obietnice producenta:
Odżywka o gęstej, kremowej konsystencji głęboko nawilża włosy. Specjalna formuła tworzy na trzonie włosa cienką warstwę ochronną, poprawiając elastyczność włosów, zwiększając ich objętość i nabłyszczając je.

200ml/ około 20zł w aptekach i sklepach zielarskich, w aptekach doz.pl niecałe 18zł
Proteiny jedwabne: otulają włosy warstwą ochronną
Witamina E: zapobiega starzeniu się włosa
Keratyna wełniana: wzmacnia strukturę włosa pokrywając go warstwą ochronną
Phytosinergia: kompleks roślinny o działaniu regenerującym w jego skład wchodzi: Aloes, Olejek Arganowy, Keratyna.
Nie zaiwera sztucznych barwników, alergenów ani parabenów.
Z ręką na sercu przyznaję, że jestem włosową odżywkomaniaczką i z ogromną przyjemnością sprawdzam coraz to nowsze. Dlatego też ucieszyłam się, gdy w ostatnim czasie otrzymałam do przetestowania nawilżającą odżywkę Equilibra, bo czego jak czego, ale moje włosy potrzebują stałego nawilżenia. 
Opakowanie: Tubka, w której znajduje się odżywka utrzymana jest w biało-zielonej kolorystyce. Wykonana jest z elastycznego, miękkiego plastiku, a fakt, że można postawić ją na głowie także przemawia na jej korzyść, bo spływający po ściankach kosmetyk można wykorzystać do samego końca. 
Zapach, konsystencja i wydajność: Konsystencja jest treściwa, gęsta, kremowa i jak dla mnie sama odżywka jest bezzapachowa. Dzięki takiej konsystencji odżywka po pierwsze nie spływa z włosów, a po drugie jest bardzo wydajna. Mam średniej długości włosy i zawsze nakładam sporą ilość odżywki- ktoś mi kiedyś powiedział, że traktuję odżywki do włosów jakby to była woda, tyle ich używam :P, a ta odżywka wystarczyła mi na prawie 2 miesiące stosowania mniej więcej co drugi dzień.
Działanie i efekty: W moim odczuciu odżywka ta ma same plusy. Już po pierwszym jej użyciu moje włosy nabrały elastyczności, miękkości i blasku. Są też dogłębnie nawilżone, i odżywione, a ich rozczesywanie to teraz bułka z masłem. Włosy są także wygładzone, lepiej się układają i nie puszą się. Odżywka ma także zbawienny wpływ na końcówki włosów, które są teraz zregenerowane oraz wyglądają na zdrowsze.
Nie wiem czy odżywka faktycznie zwiększa objętość włosów, bo nigdy, ale to nigdy nie nakładam odżywki na włosy tuż przy skórze głowy, bo zawsze mam wrażenie, że nawet jeśli ją spłuczę to i tak moje włosy będą wyglądały na nieświeże.
Jednym słowem jestem oczarowana tą odżywką i jak tylko pokończą mi się zapasy to ta będzie pierwsza, którą kupię :)

Artykuł możecie przeczytać także tutaj
Czytaj więcej »

Recenzja porównawcza nawilżających pomadek

wtorek, 16 lipca 2013 62 komentarze
Jakiś czas temu pisałam Wam, że zaczynam wielkie testowanie z Banglą. W paczce, którą dostałam ( a której dokładną zawartość możecie zobaczyć tutaj ) znalazło się między innymi aż 8 różnych pomadek nawilżających, których recenzję dziś przygotowałam. Jest to recenzja inna niż wszystkie, bo w formie rankingu od najgorszego do najlepszego kosmetyku. Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do dalszej lektury- mam nadzieję, że wytrwacie do końca :)

Miejsce 7 Kremowa pomadka do ust, Essence
Do przetestowania otrzymałam odcień nr 31, czyli Glamour Queen. W opakowaniu wygląda na mocny brąz, na ustach powiedziałabym, że jest średnio mocnym brązem wpadającym w róż z delikatnymi drobinkami rozświetlającymi. Nie jest t mój kolor, ale mimo to ładnie prezentuje się na ustach pod warunkiem, że są one naprawdę zadbane i wypielęgnowane w przeciwnym wypadku pomadka zbiera się w kącikach i bruzdach ust oraz podkreśla suche skórki. W dodatku wspomniane wcześniej drobinki są bardzo "niesforne", osypują się i brudzą wszystko co się da.
Czytałam opinię na temat tej pomadki między innymi na wizażu i wiele dziewczyn chwaliło jej właściwości nawilżające. Jest to moja druga pomadka z Essence ( wcześniej kupiłam w odcieniu delikatnego różu ) i zarówno ta, jak i poprzednia strasznie wysuszają usta, które trzeba natychmiastowo ratować jakimś dobrze nawilżającym mazidełkiem do ust. Pomadka ta jest dodatkowo bardzo ciężka- czuć, że ma się coś na ustach, w dodatku coś co daje taki chemiczny posmak, brrr okropne uczucie...
Wydajność i trwałość tej pomadki pozostawiają wiele do życzenia. To, że jest mało wydajna akurat bardzo mnie cieszy, bo szybciej się jej pozbędę. Trwałość jest właściwie zerowa, praktycznie wystarczy lekko przejechać palcem po ustach, by momentalnie zebrać całą pomadkę...a w starciu z jedzeniem czy piciem przegrywa z kretesem już przy pierwszym kęsie/łyku...
Czy mogę coś dobrego napisać o tej pomadce? Chyba tylko to, że łatwo rozprowadza się po ustach zarówno bezpośrednio, jak i opuszkiem palca lub pędzelkiem oraz to, że ma szeroką gamę kolorystyczną i kosztuje grosze. Jednakże nie przekonuje mnie to do zakupu kolejnej sztuki, co to to nie!
Miejsce 6 Ultimate Shine Lipcolour, Catrice
Do przetestowania otrzymałam nr 010, Good Nudes! Na zdjęciu wyglądał na ślicznego nudziaka, w rzeczywistości okazał się bladym, perłowym, wręcz trupim odcieniem, który nie ma bata żeby komukolwiek pasował... Takie kolory lubią tylko tapeciary wracające prosto z solarium. Przepraszam jeśli kogoś uraziłam, ale właśnie takie było moje pierwsze skojarzenie po pomalowaniu ust tą właśnie szminką.
Największym plusem pomadki jest jej opakowanie- bardzo solidne, ładnie wykonane i dopracowane aż cieszy oko. Szminka posiada tłoczony napis CATRICE co bardzo mi się spodobało.
Konsystencja nie jest tępa, przyjemnie rozprowadza się po ustach nie podkreślając suchych skórek ani nie zbierając się w załamaniach ust. I w tym momencie plusy się kończą.
Szminka jest ciężkawa, czuć ją na ustach, a dodatkowo pozostawia po sobie nielubiany przeze mnie chemiczny posmak. O jakimkolwiek nawilżeniu nie ma mowy, a jeśli ktoś lubi gdy pomadka się klei i waży. to śmiało może kupować tę, ona mu to zagwarantuje w 100%...
Trwałość jest kiepska, bo właściwie mija może pół godziny?, może godzina? a pomadki już praktycznie nie ma na ustach.
Pomadka Catrice kosztuje około 16zł w Naturze, ale moim zdaniem kupno jej równoznaczne jest z wyrzuceniem pieniędzy w błoto.

Miejsce 5 Color Sensational, Maybelline New York
Posiadam odcień nr 175 Raspberry Diamonds, czyli ciemny kolor z błyszczącymi drobinkami, taki trochę brązowo-bordowy. Jednym słowem kolor jest trudny i chyba mało komu by pasował. Ma za to przyjemną, kremową konsystencję, opakowanie miłe dla oka i obłędny zapach! Taki cukrowy, słodki, jakby landrynkowy. Łatwo się rozprowadza na ustach, najlepiej pędzelkiem lub opuszkami palców, bo wtedy kolor jest subtelniejszy.
Pomadka nie wysuszyła ust, ale też ich nie nawilżyła- po prostu są tak samo nawilżone i gładkie jak przed nałożeniem. Co do trwałości to jest ona niczego sobie: z jedzeniem radzi sobie tak sobie, ale w pojedynku z piciem jest już na wygranej pozycji, bo tak łatwo się nie poddaje. Średnio bez poprawek wytrzymuje około 3 godzin, czyli chyba nie tak źle ( nie wiem, nie wypowiadam się, bo rzadko używam szminek i nie mam obeznania ).
Kosmetyk ma jednak kilka minusów. Pierwszy minus dałabym za ilość rozświetlających drobinek, które po pierwsze ciężko się zmywają, a po drugie "panoszą" się po całej buzi... Drugi za to, że pomadka jest dość ciężka, tzn. czuć, że ma się ją na ustach, za czym niezbyt przepadam. A trzeci minus za zbieranie się w kącikach i załamaniach ust, co wygląda mało estetycznie.
Tej pomadki też sama bym sobie nie kupiła.

Miejsce 4 Hydra Renew, Rimmel
Posiadam kolor nr 150 Piccadilly Pink. Jest to brudny, ciemniejszy róż, taki jakby przydymiony, który ku memu zaskoczeniu bardzo ładnie prezentuje się na ustach.
Opakowanie jest bardzo ładne, miłe dla oka, utrzymane w fioletowym kolorze z wytłoczoną koroną. Ani trochę nie wydaje mi się tandetne.
Szminka ma taką jakby tępą i suchą konsystencję, a więc jest troszkę oporna w aplikacji. Nie umiem malować nią ust bezpośrednio z sztyftu, najlepiej maluję mi się nią usta przy pomocy opuszka palca wskazującego.
Według producenta jest to szminka nawilżająca, ale moim zdaniem jest to tylko chwyt marketingowy, bo ja żadnego nawilżenia nie zauważyłam. Wręcz przeciwnie mam wrażenie, że wysusza usta, ale na szczęście tylko tak delikatnie ( nie tak mocno jak pomadka z Essence ). Na ustach daje efekt matowego wykończenia. W przypadku koloru, który posiadam wystarczy jedna warstwa by usta były ładnie podkreślone bez żadnych prześwitów.
Szminka nie pozostawia po sobie chemicznego posmaku i należy do tych pomadek, które czuć na ustach, ale rekompensuje mi to jej zapach- delikatny i kremowo-pudrowy. Do plusów pomadki zaliczam także to, że nie podkreśla suchych skórek, nie klei się ani nie wchodzi w załamania ust. Co do trwałości to jest ona taka sobie, wytrzymuje na ustach około 2 godzin lub do pierwszego kęsu.
Dostępna jest w 11 kolorach m.in. w Rossmannie za cenę około 17zł. 
Miejsce 3 Cr Rouge Caresse, L'oreal
Kolor, który mam to nr 04 o wdzięcznie brzmiącej nazwie "Rose Mademoiselle". Jest to przepiękny odcień różu, który w opakowaniu może wydawać się intensywny, ale w rzeczywistości wcale taki nie jest.
Lubię gdy opakowanie kosmetyku jest ładne i przykuwające wzrok i w tej kwestii L'oreal nie zawodzi- pomadka schowana jest w przezroczystym, bardzo eleganckim opakowaniu z pozłacanymi detalami oraz charakterystycznym 'kliknięciem' przy zamykaniu. Plastik, z którego jest wykonana jest mocny, a tym samym bardziej odporny na małe nieszczęścia czy wypadki losowe ;)
Konsystencja jest lekka i kremowa, a zapach owocowy, czyli szminka ma w sobie to co lubię najbardziej:) Jest dobrze napigmentowana, dzięki czemu wystarczy raz pociągnąć nią usta, by cieszyć się ładnie umalowanymi ustami bez prześwitów. Nakłada się ją bardzo przyjemnie i komfortowo zarówno bezpośrednio z opakowania jak i przy pomocy pędzelka. Najbardziej lubię wklepywać ją opuszkiem, bo wtedy dłużej trzyma się na ustach, nie przesadzę z jej ilością, a kolor będzie delikatniejszy ( nie lubię mocno umalowanych ust ). Na moich ustach najlepiej sprawdza się jedna warstwa, wtedy efekt nie jest przesadzony.
Producent wspomina coś o nawilżaniu ust, ale w moim mniemaniu nieco mija się z prawdą, bo pomadka wcale a wcale ich nie nawilżyła. Ale nie mogę powiedzieć żeby je wysuszyła, są w takim samym stanie jak przed ich umalowaniem. Nie mam o to żalu do producenta, albowiem szminka ma nadawać ustom kolor, a od ich nawilżania są inne specyfiki :) Pomadka ładnie podkreśla usta, nadaje im kuszący, ale nienachalny połysk i wygląd. Nie ma w sobie drobinek rozświetlających ( i chwała jej za to ), ale taką jakby delikatną, satynową poświatę.
Pomadka nie pozostawia posmaku chemii, nie klei się ani nie waży, nie włazi w zakamarki ust ani nie podkreśla suchych skórek. Jej trwałość także jest na plus- jeżeli nie pijemy ani nie jemy, to pomadka wytrzymuje na ustach około 4 godzin.
Szminka jest ogólnie dostępna ( np. w Rossmannie ), a znalezienie idealnego koloru dla siebie nie powinno stanowić problemu, albowiem wybierać i przebierać można w aż 16 odcieniach.
Minusem pomadki jest jej cena, prawie 50zł... To i brak nawilżenia plasuje ją w moim zestawieniu na trzecim miejscu. 
Miejsce2 Perfect Colour, Miss Sporty i Eliksir, Wibo
Na miejscu drugim znalazły się aż dwie pomadki, które skradły moje serc. Nie umiałam zdecydować, która jest lepsza, więc obie zajmują to zaszczytne miejsce.
Pierwszą z nich jest pomadka Perfect Colour z Miss Sporty. W swoich zbiorach mam odcień nr  050 Rosy Cheeks, czyli przepiękny i delikatny róż.
Niepozorne, minimalistyczne, a jednocześnie eleganckie w swojej prostocie opakowanie kryje w sobie pomadkowe cudo o boskim zapachu arbuzowego żelu pod prysznic! Chyba właśnie ten zapach zdecydował, że ta pomadka jest na pierwszym miejscu :D
Konsystencja jest kremowa, a sama pomadka jest dobrze na pigmentowana, miękka i bardzo dobrze maluje się nią usta. Jest delikatna i w ogóle nie czuć, że ma się ją na ustach. Podoba mi się w niej to, że nie zawiera żadnych rozświetlających drobinek, dzięki czemu jest także idealna jako dopełnienie codziennego makijażu. Poza tym jestem zdania, że szminki z przesadzoną ilością takich drobinek są nieco...tandetne.
Pomadka nie zbiera się bruzdach na ustach, nie roluje się ani nie waży na ustach, nie brudzi i nie podkreśla suchych skórek. Pomalowane usta nie kleją się, są ślicznie podkreślone, nawilżone i mięciutkie jak aksamit.
Jedynym mankamentem jest trwałość tej pomadki; nie wytrzymuje starcia z jedzeniem, a tak poza tym schodzi już po 1,5-2 godzinach, ale wystarczy tylko jedno pociągnięcie ust by z powrotem nabrały koloru. Jak same czytacie oprócz trwałości nie mam do niej żadnych innych zastrzeżeń i na pewno kupię jeszcze nie jedną, tylko już w innym odcieniu :)

Drugą pomadką, która zasłużyła na miejsce pierwsze jest osławiony już dawno Eliksir od Wibo. Do testowania wybrałam sobie kolor nr 05, czyli taki odcień nude, którego poszukiwałam dobrych parę miesięcy. 
Pomadka znajduje się w takim szarawym opakowaniu z różowymi detalami. Opakowanie nie rzuca się w oczy, jest minimalistyczne, eleganckie, bardzo mi się podoba, chociaż jest wykonane z taniego plastiku, mało odpornego na upadki.
Konsystencja pomadki jest kremowa, miękka i delikatna, dzięki czemu szminka nie sprawia problemów z nałożeniem jej na usta- rozprowadza się gładko niczym balsam do ust, nie zbierając się w kącikach czy innych zakamarkach naszych ust. Bardzo ładnie pachnie i w ogóle nie czuć, że ma się coś na ustach.
Szminka nadaje ustom kuszący połysk i kolor, który można stopniowo pogłębiać lub nałożyć tylko jedną warstwę i cieszyć się pięknie połyskującym ustami jak po nałożeniu błyszczyka. Nie podkreśla suchych skórek ani nie wysusza ust, za to sprawia, że są dogłębnie nawilżone, mięciutkie i w ogóle wyglądają na wypielęgnowane i zdrowe.Pomadka nie waży się, równomiernie schodzi, a jedyne do czego mogłabym mieć pretensje to jej trwałość, która do najlepszych nie należy. Mimo wszystko i tak jest dla mnie wręcz ideałem :)
Można ją kupić w Rossmannie za mniej niż 10zł. Mam nadzieję, że prędko nie wycofają jej z sprzedaży, bo zamierzam kupić jeszcze kilka w innych odcieniach :)
Miejsce 1 Glam&Sexy, Bell
Tu nie miałam żadnych wątpliwości, ta pomadka zasługuje na miejsce na podium! Ta pomadka w kolorze nr 44 jest jedną z lepszych, które miałam okazję testować w ostatnim czasie i jest namacalnym dowodem, że tanie nie znaczy gorsze, a czasami jest nawet znacznie lepsze! :)
Opakowanie jest w odcieniu oczodajnego różu z srebrnymi detalami. Wykonane jest z grubszego plastiku, więc jest odporne na upadki, co sprawdziłam wielokrotnie oczywiście nie specjalnie :P
Konsystencja pomadki jest taka jaką lubię, czyli kremowa, nie za miękka, a ona sama pachnie jak guma balonowa!! Słowo harcerza ( którym nigdy nie byłam :P ), aż przypomniały mi się czasy dzieciństwa :) Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ten zapach czuć nawet po nałożeniu pomadki! Jej samej nie czuć w ogóle, nie pozostawia także takiego chemicznego posmaku.
Nr 44 jest odcieniem nude z delikatnymi, prawie niewidocznymi drobinkami rozświetlającymi, które rozpraszają światło sprawiając tym samym, że usta nabierają zmysłowego, nienachalnego połysku. Pomadka daje taki pół transparentny efekt na ustach, więc można pomalować nią usta bez lusterka nie obawiając się, że wyjdzie nam poza linię ust. Bardzo ładnie podkreśla usta, nadaje im blasku i sprawia, że są dobrze nawilżone, wyglądają delikatnie i całuśnie :) Nie klei się, nie waży się, nie podkreśla suchych skórek ani nie zbiera w kącikach ust.  Ma tylko jeden minus, mianowicie trwałość, ale uwielbiam często malować nią usta, więc ta kwestia akurat mało mnie obchodzi :P
Gdzieś spotkałam się w opinią, że pomadka ta jest kosmetykiem 3 w 1: to szminka, błyszczyk i balsam do ust jednocześnie i z pod tym zdaniem mogę się podpisać obiema łapkami :)
Dostępna jest w 12 odcieniach, można ja kupić m.in. w Rossmannie za mniej niż 10zł. 

Pomadki otrzymałam od serwisu bangla.pl
w ramach współpracy z Klubem Kejt









PS. Gratuluję tym, którzy dotrwali do samego końca notki :D
Czytaj więcej »

Subiektywny Ranking Przystojniaków

niedziela, 14 lipca 2013 51 komentarzy
Jakiś czas temu po blogosferze krążył tag zatytułowany Subkietywny Ranking Przyjstojniaków ( jestem prawie pewna, że tak to leciało ). Dzisiaj sobie o nim przypomniałam i ni stąd ni zowąd pomyślałam, że ja też o tym napiszę, a co mi tam :)  
Oczywiście pierwsze miejsce w rankingu zajmuje Mój Kochany M. :) 

  Szybsze bicie serca i uczucie nóg jak z waty wywołują u mnie także:
1. Matthew  McConaughey 
To jego spojrzenie!
2. Johnny Depp
Jest jak wino- im starszy, tym przystojniejszy :D Niektóre filmy oglądam tylko dlatego, że on w nich gra.
3. Bradley Cooper
Spojrzenie łobuziaka i piękny uśmiech przemawiają na jego korzyść
4. Ryan Gosling
Moje serce zdobył rolą Noah w "Pamiętniku"
5.  Ian Somerhalder
Tylko dla jego roli Damona i dla tego spojrzenia oglądam jeszcze "Pamiętniki Wampirów" 
6. Adam Levine
Po prostu ma w sobie to coś :) No i ten głos!

A jakie są Wasze typy przystojniaków :)?
Czytaj więcej »

Emulsja micelarna do mycia, Cetaphil

czwartek, 11 lipca 2013 33 komentarze
Obietnice producenta:
Gruntownie przebadany dermokosmetyk rekomendowany do mycia skóry wrażliwej.
Dzięki budowie micelarnej, Cetaphil EM Do mycia jest delikatny a jednocześnie skutecznie oczyszcza skórę. Dzieje się tak dlatego, że substancja myjąca jest w nim zamknięta w miceli i uwalnia się jej tylko tyle ile potrzeba do oczyszczenia skóry, przez co nie uszkadza płaszcza lipidowego – naturalnej bariery ochronnej skóry. Zapewnia skórze uczucie elastyczności i świeżości.
Nie zawiera mydła ani innych drażniących substancji.
Dzięki swoim szczególnym właściwościom Cetaphil EM Do mycia został już sześciokrotnie nagrodzony przez specjalistów wyróżnieniem Perła Dermatologii Estetycznej.
Został też trzykrotnie doceniony w plebiscycie magazynu „InStyle” i otrzymał tytuł „Laureat InStyle Best Beauty Buys”.
Seria Cetaphil otrzymała również godło Odkrycie Roku ogólnopolskiego konkursu Laur Klienta 2011.

Jest szczególnie polecany w przypadku:
- skóry suchej
- skóry wrażliwej
- skóry z trądzikiem młodzieńczym i różowatym
- skóry przed i po zabiegach dermatologicznych
- demakijażu twarzy i okolic oczu
Może być również stosowany u dzieci od pierwszego dnia życia.

250ml/około 35zł
Sposób stosowania:
Należy nanieść niewielką ilość emulsji na skórę twarzy oraz okolice oczu i równomiernie rozprowadzić na całej powierzchni.
Następnie należy oczyścić skórę wodą lub samym płatkiem kosmetycznym.
Skórę twarzy najlepiej przemywać dwa razydziennie, rano i wieczorem.
Cetaphil można stosować również, jako preparat do demakijażu.
Moja opinia:
Dzisiejsza notka jest o ideale kosmetycznym, dzięki któremu pozbywam się problemów z niedoskonałościami cery :) Z trądzikiem męczę się mniej więcej od gimnazjum i uwierzcie mi przez te wszystkie lata wypróbowałam chyba wszystko co tylko się dało zarówno z drogeryjnych kosmetyków jak i z aptecznych, a także z naturalnych sposobów walki z trądzikiem, konsultowałam się z wieloma dermatologami, ba do jednego jeździłam nawet do Wrocławia. I nic, nic mi nie pomagało... Aż kilka tygodni temu trafiłam na filmik dziewczyny, która pozbyła się trądziku kosmetykami do cery wrażliwej. Byłam tym faktem nieco zaskoczona, ale postanowiłam spróbować jej metody ( bo co mi szkodzi? ).  Po obejrzeniu tego filmiku bardzo zmieniłam pielęgnację swojej buzi. Po pierwsze, odstawiłam wszystkie kosmetyki do cery tłustej, mieszanej, z niedoskonałościami. A po drugie, ograniczyłam ilość kosmetyków do minimum. Obecnie moja pielęgnacja wygląda tak: rano myję buzię bohaterem dzisiejszej notki, a następnie wklepuję krem nawilżający i żel pod oczy; do demakijażu używam tylko płynów micelarnych, po czym myję buzię samą wodą i smaruję tym samym kremem co rano, a raz w tygodniu robię peeling z korundu i nakładam maseczkę, głównie z spiruliny. I takim oto sposobem moja buzia jest w coraz lepszej kondycji, a wypryski pojawiają się coraz rzadziej, a jeśli już to naprawdę bardzo malutkie. Dużą zasługę w tym ma micelarna emulsja Cetaphil, którą moja buzia pokochała miłością dozgonną :)
Opakowanie, jak same widzicie na zdjęciu, to plastikowa buteleczka o pojemności 250ml. Jest bardzo poręczna, higieniczna i wygodna w użyciu, a jeśli podstawi się ją pod światło można zobaczyć ile kosmetyku w niej jeszcze zostało. 
Emulsja dokładnie oczyszcza buzię z wszystkich zanieczyszczeń, pozostawiając ją mięciutką w dotyku, gładką i nawilżoną. Efekt nawilżonej skóry utrzymuje się naprawdę przez długie godziny! Dzięki niej moja buzia odzyskała wyrównany koloryt i swoistą promienistość. Jest to tak delikatny kosmetyk, że nawet nie szczypie i nie podrażnia oczu. I jak już wspomniałam wcześniej dzięki regularnemu stosowaniu tej emulsji moja tłusta cera z niedoskonałościami wraca do równowagi, a o pryszczach, krostkach i diodach mogę zapominać :)
Emulsja ma perłowo-białą, lejącą konsystencję i jest bezzapachowa. Jest szalenie wydajna, używam jej od 1,5 miesiąca, a w buteleczce została mi prawie połowa. Jedynym jej "minusem" jest to, że się nie pieni, a ja lubię pieniące się kosmetyki do mycia buzi ;)
Dla niektórych cena może wydawać się wysoka, ale biorąc pod uwagę wydajność i działanie emulsji jest ona jak najbardziej adekwatna :) Emulsją jestem tak oczarowana, że kupowałabym ją nawet gdyby kosztowała dwa razy tyle :P
Podsumowując, jeśli borykacie się z niedoskonałościami cery to koniecznie wypróbujcie tą emulsję. Na pewno Wam nie zaszkodzi, a może sprawić, że zaniemówicie z wrażenia, gdy pewnego dnia spojrzycie w lustro i zobaczycie piękną, gładziutką buzię :)

Artykuł dostępny również tutaj :)
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.