Akcja oszczędzania, czyli przeżyć listopad za 50zł

sobota, 30 listopada 2013 41 komentarzy
Listopadowe zakupy kosmetyczne rozpoczęłam już 4 listopada odbierając zamówienie z apteki Dbam o Zdrowie. Planowałam kupić tylko glinki ( każda po 4zł ) oraz mydełko z nanosrebrem ( 6,09zł ), ale skusiłam się jeszcze na Regenerum do włosów ( 16,49zł ) oraz dwa kremy Bioliq, na które miałam ochotę już od dłuższego czasu: rozjaśniający przebarwienia ( 13,70zł ) i punktowy na trądzik ( 12,09zł ).
Kilka dni później weszłam do Rossmanna z mocnym postanowieniem kupna tylko podkładu Lirene ( 24,79zł ), korektora ( 7,99zł ) i żelu do depilacji ( 10,99zł ). Nie umiałam się jednak oprzeć kilku promocjom... np. na olejek do włosów Gliss Kur, który był przeceniony z 19,99zł na... 3,99zł! Stąd aż trzy opakowania :) W promocji były też żele pod prysznic Wellnes&Beauty ( każdy po 3,49zł ) oraz szampon L'Oreal ( 11,59zł ). A piaskowy lakier do paznokci Wibo ( 7,69zł ) kupiłam przez Was, bo tak zachwalałyście te lakiery na swoich blogach :P Niestety, w domu okazało się, że jest chyba stary, bo jest bardzo gęsty, a malowanie nim paznokci to straszna męczarnia...
W Biedronce także zrobiłam kosmetyczne zakupy, chociaż w ogóle ich nie planowałam ;) Ale nie mogłam nie skusić się na zestawy AA, które kosztowały tylko 10zł każdy. W dniu, w którym robiłam zakupy był ostatnim promocji -30% na mydła, żele i inne kosmetyki myjące. Wszystko było już prawie przebrane, ale udało mi się wrzucić do koszyka żel Palmolive ( 4,16zł ), Nivea ( 4,86zł ) oraz Be Beauty ( 3,99zł ). 
Mój ukochany zbiera punkty PayBack. Ostatnio przeglądałam wraz z Nim najnowsze kupony, dzięki którym mógł zdobyć dodatkowe punkty. Jeden z nich wywołał szeroki uśmiech na mojej twarzy- za dowolone zakupy w Yves Rocher mój M. mógł dostać aż 400 punktów. No i dzięki mnie je dostał :P Już od dawna chciałam bliżej przyjrzeć się kosmetykom Yves Rocher, ale do tej pory nie było ku temu szczególnej okazji. W końcu taka okazja nadeszła, a moja kosmetyczka stała sie bogatsza o zestaw trzech żeli pod prysznic ( 17,80zł ), malinową pomadkę do ust ( 9,90zł ), trzy maski do włosów ( każda po 9,90zł ), szampon do włosów ( 12,90zł ), dwie oczyszczające maseczki do twarzy ( każda po 4,90zł ) oraz maseczkę rozjaśniającą ( 4,90zł ).
W ostatnim tygodniu listopada w Rossmannie znów była promocja -40% na kosmetyki do makijażu. Tym razem nie zaszalałam tak bardzo jak ostatnim razem :P Stojąc przed szafami i patrząc na poszczególne kosmetyki mówiłam sobie "nie, tego nie kupię, bo już to mam... a tego to mam z pięć sztuk...to też mi nie potrzebne...". Koniec końców kupiłam tylko tusz Booster, bez którego nie wyobrażam sobie makijażu ( 5,39zł ), lakier Lovely ( 3,39zł ) oraz Miss Sporty ( 3,89zł ). W koszyku znalazły sie także kosmetyki "pierwszej potrzeby", któe akurat mi się pokończyły, czyli płyn do higieny intymnej Lactacyd ( 9,99zł ), antyperspirant Rexona ( 9,49zł ) oraz balsam do ciała Wellnes&Beauty ( 7,69zł ). 


Nieco zaszalałam w listopadzie, prawda?
Aż boję się robić podsumowanie...
 Po podliczeniu wszystkich zakupów wyszło mi, iż w listopadzie wydałam na kosmetyki gruuubo ponad 50zł.
A dokładniej aż... 300,22zł
Nie zaoszczędziłam w listopadzie, oj nie... Przeszłam samą siebie i nawet nie mam dla siebie usprawiedliwienia...
Czytaj więcej »

Listopadowy projekt denko

czwartek, 28 listopada 2013 43 komentarze
1. Płyn micelarny BeBeauty- recenzja tutaj
2. Supermocny lakier do włosów Loreto- ten lakier był ze mną przez całe studia magisterskie :P Kupiłam go zaraz na początku studiów i dopiero teraz dobił dna. Mnie wcale to nie dziwi, bo kosmetyków do stylizacji włosów używm od wielkiego dzwonu. Ten lakier kosztował mnie grosze w Biedronce, a okazał się lepszym niż wszystkie drogeryjne. Dobrze utrwala włosy nie sklejając ich, daje się łatwo wyczesać z włosów. Ma tendencję do wysuszania włosów, ale chyba jak każdy lakier do włosów. Jestem zadowolona z tego lakieru i zapewne jeszcze kiedyś kupię :) Tym bardziej, że od tygodnia mam Biedronkę praktycznie przed nosem :D 
3. Płyn do higieny intymnej Ziaja Intima- w mojej łazience zawsze jest miejsce na płyny do higieny intymnej Ziaja :) Lubię w nich zapach, konsystencję oraz działanie- delikatnie, aczkolwiek skuteczne. Czasami zdarza mi się 'zdradzić' z innymi płynami do higieny intymnej, ale szybko wracam do mojego ulubieńca :)
4. Żel do golenia Venus z aloesem- moje nie pierwsze i nie ostatnie opakowanie tego żelu. Lubię to jak łatwo się rozprowadza, ten moment kiedy zamienia się z żelu w pianę :D A także to, że nie podrażnia i nie dostaję po nim czerwonych krostek.
5. Micelarny płyn do demakijażu oczu i twarzy AA- płyn podkradłam mamie, która w ogóle chyba o nim zapomniała :P Na szczęście ma mnie, dzięki czemu micel AA nie poszedł na zmarnowanie :D Sprawdza się tak samo genialnie jak inne płyny micelarne AA.
6. Ujędrniająco- modelujący balsam do ciała AA- już kiedyś miałam ten balsam i jeżeli pamięć mnie nie myli nie zapałałam do niego wielkim uczuciem. Dziś biję się w pierś i zwracam honor! Nie wiem czy to producent zmienił skład balsamu czy mi się w główce coś poprzestawiało, ale jestem zachwycona jego działaniem, tym jak odżywia, natłuszcza i dba o moją skórę. Nadal mam zastrzeżenia do opakowania, z którego bardzo ciężko wyciska się kosmetyk.
7. Fluid matująco- wygładzający City Matt Lirene- recenzja tutaj
8. Korektor w sztyfcie Art Make-Up Eveline- kolejny kosmetyk kupiony na chybił trafił, który okazał się fenomenalny! Odcień, który wybrałam okazał się idealny, mimo że dostępne są tylko trzy do wyboru. Korektor dobrze kryje niedoskonałości, ładnie stapia się ze skórą, nie podrażnia i długo się utrzymuje. Wrócę do niego jeszcze nie raz :)
9. Błyszczyk do ust Vinyl Bronze Rimmel- i jeszcze jeden kosmetyk kupiony w ciemno, który okazał się strzałem w dziesiątkę :) Ma jakby lekko żelową konsystencję i słodko-owocowy zapach. Posiada niewielki aplikator, którym banalnie maluje się usta. Usta nabierają fantastycznego, ale nie mocnego połysku, są zadbane i nawilżone. Nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba :)
10. Chusteczki do demakijażu twarzy, oczu i szyi Marion- recenzja tutaj
11. Aloesowy szampon Equilibra- recenzja tutaj
12. Limonkowy żel pod prysznic Original Source- długo przekonywałam się do zeli OS, a jak już się przekonałam to za jednym zamachem kupiłam 6 różnych :P Wszystkie wersje zapachowe bardzo mi się podobają. Tak samo jak to, że dobrze oczyszczają ciało, nie wysuszają skóry, swoim zapachem umilają poranny prysznic, mają poręczne opakowanie i nie wygórowaną cenę. 
13. Żel pod prysznic Avon Senses- żel, który oczarował mnie swoim zapachem. Rześkim, energetycznym i ezgotycznym. Fajnie się pieni, dobrze myje, ale miałam wrażenie, że lekko wysusza skórę. PS. jest to mój pierwszy kosmetyk z Avonu od jakiś dwóch lat ;)
14. Zmywacz do paznokci Isana- mój ulubieniec!
15. Czekoladowo-morelowe serum do pielęgnacji ciała Bingo Spa- recenzja tutaj
16. Odżywka do włosów suchych i zniszczonych Garnier Ultra Doux- kolejny kosmetyk, który fenomenalnie pachnie. W połączeniu z takim zapachem idzie też ekstra działanie! Po nałożeniu włosy są nawilżone, odżywione, gładkie, błyszczące i puszyste, czyli takie jakie lubię najbardziej, takie jakie zawsze chcę mieć. Odżywka jest bardzo wydajna i niedroga, dostępna praktycznie wszędzie i na pewno zagości u mnie w łazience jeszcze duuużo razy :)
17. Tusz do rzęs Extra Wow Lash Rimmel- fajnie wydłuża rzęsy i ładnie rozdziela przy jednej lub dwóch warstwach. To tyle dobrego co mogę powiedzieć na temat tego tuszu. Efekt jaki daje jest bardzo delikatny, codzienny, prawie niewidoczny. Nie nadaje też rzęsom koloru intensywnej czerni, powiedziałabym, że jest to czerń matowa, w ogóle niedostrzegalna. Po prostu bubel, od którego lepiej trzymać się z daleka.
18. Tusz do rzęs Colossal Volum Express Maybelline New York- recenzja tutaj
19. Tusz do rzęs 2000 Calorie Max Factor- recenzja tutaj
20. Naturalny puder do cery tłustej i trądzikowej Jadwiga- recenzja tutaj
Czytaj więcej »

Przegląd poczty

środa, 27 listopada 2013 33 komentarze
  Wydawnictwo Znak przyciąga klientów kuszącymi promocjami :) Kolejny raz i ja dałam się omamić jednej z ich ostatnich promocji- po raz drugi mogłam kupić co drugą książkę z 99% upustem! Moja biblioteczka bogatsza jest o kolejne cztery książki, z czego jedna kosztowała bagatela 15groszy, a druga aż 33grosze :D
Wraz z zamówionymi książkami listonosz wręczył mi także paczkę, w której znajdował koncentrat do płukania Wanosu, który otrzymałam do testowania od Sample City :P
Z rąk listonosza odebrałam także przesyłkę dla mojego ukochanego. Dzięki portalowi Uroda i Zdrowie oraz sklepowi MenSpace będzie mógł testować dezodorant w kulce oraz zestaw kosmetyków, który składa się z żelu do mycia twarzy, wygładzającego balsamu po goleniu oraz hypoalergicznej pianki do golenia :) Oczywiście swoją opinią podzieli się z Wami na moim blogu :) 
Czytaj więcej »

Miesiąc na zdjęciach, listopad

poniedziałek, 25 listopada 2013 57 komentarzy
 po prawie 5 miesiącach znów jechałam łódzkim MPK :P | piernikowe latte z koleżanką, a w tych małych kieliszeczkach dostałyśmy na spróbowanie grzany cydr :) | tańce-hulańce w najlepszym łódzkim klubie | powrót do domu | aby podróż autokarem szybciej zleciała
 testy najnowszej eletrycznej szczoteczki oral-B, recenzja już niedługo | zapomniany czerwony lakier do paznokci | aby włoski szybciej rosły | herbatka z sokiem malinowym na podniesienie odporności | wyrzutki lakierowe
 arsenał do walki z choróbskiem | kalendarz na Nowy Rok | mandarynki <3 | obróbka zdjęć na bloga | najpiękniejsza mięta jaką kiedykolwiek miałam
może i chora, ale na czytanie książki zawsze mam siły | nowe zapachowe świece z Ikei | nowe smaki herbat idealne na zimne wieczory | szybki wypad do Maca | zamierzam zadbać o skórę twarzy od wewnątrz :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Ekspresowe serum antycellulitowe 14dni z efektem ultradźwięków i komórkami macierzystymi

piątek, 22 listopada 2013 29 komentarzy
Obietnice producenta:
Redukuje cellulit i wysmukla ciało po 14 dniach stosowania. Działa na komórki tłuszczowe jak ultradźwięki, stymulując rozkład tłuszczu, zmniejsza objętość i grubość tkanki tłuszczowej o ok. 17%. Eliminuje nadmierne centymetry do - 1,5 cm w udzie i do - 2 cm w biodrach. Usprawnia mikrokrążenie, wspomaga usuwanie toksyn i nadmiaru płynów. Silnie nawilża, uelastycznia i ujędrnia skórę. Zaraz po zastosowaniu wygładza, napina i rozświetla skórę zmniejszając widoczność nierówności.

TAK dla:
- pigmentów rozświetlających
- roślinnych składników aktywnych
- fizjologicznego pH
- konserwantów
-opakowania bezpiecznego
dla środowiska, poddawanego recyklingowi

NIE dla:
- alergenów
- PEG – ów
- silikonów
- oleju parafinowego
- donorów formaldehydu

250ml/około 66zł
Widoczne efekty:
* pierwsze rezultaty widoczne po 14 dniach
* zmniejsza obwód bioder do - 2 cm i obwód uda do - 1,5 cm
* redukuje tkankę tłuszczową o ok. 17 %

* badania aparaturowe i dermatologiczne na grupie 44 osób – USG skóry, pomiar obwodów. Wyniki badań aparaturowych i pomiary po 6 tygodniach stosowania.
Moim zdaniem:
Cellulit to w większym lub mniejszym stopniu zmora większości kobiet. Także zaliczam się do tej grupy, jednak kicham już na moją pomarańczową skórę- jest sobie to niech będzie :) Na szczęście nie mam sporego cellulitu, może dlatego jego obecność aż tak bardzo mi nie przeszkadza. Jednak nie byłabym sobą gdybym mimo wszystko nie sięgała po coraz to nowsze specyfiki mające na celu wyeliminowania tego dziadostwa z moich ud. Jednym z takich kosmetyków jest ekspresowe serum antycellulitowe z efektem ultradżwięków i komórkami macierzystymi od Tołpy. 
Serum znajduje się w poręcznej butelce z pompką, która została wykonana z przezroczystego plastiku, a przez ścianki można kontrolować ubytek kosmetyku. Pompeczka działa bez zarzutu, dozując odpowiednią ilość produktu. Konsystencja serum jest płynna, leciutko brązowa z mieniącymi się drobinkami. Łatwo rozprowadza się po skórze i szybko wchłania, a jej zapach jest bardzo delikatny, można nawet wyczuć lekką cytrusową nutę. 
Do obietnic producenta podeszłam dość sceptycznie, jednak zostałam mile zaskoczona :) Serum wcierałam codziennie w uda, czyli w miejsca gdzie pomarańczowej skórki mam najwięcej. Pierwszym efektem widocznym gołym okiem było wyrównanie struktury skóry już po kilku dniach systematycznego używania serum. Skóra na udach została wygładzona, sprężysta, napięta i elastyczna. Cellulit nie zniknął, ale został jakby rozbity od wewnątrz przez co skóra wygląda znacznie korzystniej. Wydaje mi się także, że dzięki rozświetlającym drobinkom uda są optycznie smuklejsze, szczuplejsze i bardziej zgrabne. 
Oczywiście samym serum Tołpy cudów nie zdziałamy, ale moim zdaniem w połączeniu z aktywnością fizyczną oraz bardziej świadomym, zdrowszym odżywianiem się cellulit nie ma najmniejszych szans :)

Kosmetyk otrzymałam od serwisu bangla.pl
w ramach współpracy z Klubem Kejt


Czytaj więcej »

Uległam...

środa, 20 listopada 2013 44 komentarze
Broniłam się rękami i nogami przez blisko pół roku, ale znów mnie omamiłyście i musiałam przekonać się na własnym nosie o co tyle hałasu. Gdyby nie Wy i Wasze posty wychwalające pod niebiosa woski Yankee Candle dziś u mnie w pokoju nie unosiłby się wspaniały zapach truskawki i bitej śmietany :)
Długo zastanawiałam się czy kupić jeden czy od razu kilka wosków oraz na jakie zapachy najpierw się zdecydować. Po długich rozmyślaniach zdecydowałam się na:
Pineapple Cilantro, czyli połączenie ananasa i kolendry:
"Ananasowy, mocno zamrożony i w pełni naturalny sorbet zaserwowany z listkiem aromatycznej kolendry – to przepis na letni koktajl idealny. To także receptura sprawdzająca się podczas domowych sesji aromaterapeutycznych! Wosk Pineapple Cilantro tworzy niekonwencjonalny miszmasz i swoim zapachem – wyczuwalnym w chwilę po podgrzaniu – kreuje atmosferę cudownych wakacji przeżywanych na tropikalnej wyspie. Gorące słońce, czysta plaża, lazurowa woda, świeża, pachnąca solą bryza i... zimny, ananasowy sorbet z dodatkiem kolendry! Marzenia o raju zamieniają się w prawdę, a rzeczywistość zaczyna pachnieć egzotyką!"
Strawberry Buttercreme, czyli truskawka w bitej śmietanie:
"Mimo że ich przygotowanie zajmuje dosłownie chwilę – smakują lepiej niż najbardziej pracochłonne desery. Świeże truskawki przykryte grubą warstwą słodkiej, kremowej śmietany to prawdziwe delicje – chóralnie zapowiadające nadejście ciepłego lata i zwiastujące czas wielkich, wakacyjnych podbojów. Niestety, ten zbudowany z owoców i mlecznego dodatku deser ma jedną wadę – można się nim delektować zaledwie przez chwilę. Z myślą o łasuchach uwielbiających połączenie śmietany i truskawek powstała kompozycja Strawberry Buttercream – zaklęta w pachnącym wosku esencja i dostępna przez okrągły rok nuta letnich smakołyków."
Fruit Fusion, czyli owocowe połączenie limonki, soczystej pomarańczy oraz słodkiej truskawki:
"Witaminowy zastrzyk, eksplozja smaków i błyskawiczny lot, który wyrywa nas z ramion szarej rzeczywistości i zabiera w same serce egzotycznej wyspy. Wosk Fruit Fusion to owocowy remiks, w którym mieszają się wszystkie, najcudowniejsze smaki słonecznych wakacji. Fuzja soku wyciśniętego z dojrzałej pomarańczy, kilku kropel orzeźwiającej limonki i musu ze słodkich, czerwonych truskawek to kwintesencja wakacyjnych deserów i zapach, który w nawet najcięższe, najchłodniejsze, zimowe wieczory poprowadzi nas za ręką na spacer po nadmorskim, sierpniowym molo."
Christmas Cookie, czyli zapach świeżego masła i wanilii posypanych cukrem:
"Wygląda jak słodka, lukrowana tarteletka i... tak samo pachnie, bo wosk Christmas Cookie to esencja mistrzostwa sztuki cukierniczej w świątecznym wydaniu. W bożonarodzeniowym, kruchym ciasteczku od Yankee Candle mieszają się aromaty świeżego masła i najprawdziwszej wanilii. Całość posypana jest szczodrze dekoracyjnym cukrem, przemieniającym się po podgrzaniu w lukrową kołderkę. Christmas Cookies to deser przyrządzony na podstawie tradycyjnej receptury i pomysł na to, jak w kilka chwil otulić dom aromatem świątecznych, domowych wypieków."
Black Coconut, czyli zapach dojrzałego kokosa, nuty cedru oraz aromatu kwitnących kwiatów:
"Żeby wnętrze orzecha kokosowego mogło wypełnić się charakterystycznym, aromatycznym mleczkiem – cała palma filtruje i dostosowuje do swoich potrzeb dostępną jej wodę. To właśnie dzięki temu słodkie mleczko ma tak specyficzny, uwodzący smak i aromat, który w wosku Black Coconut urozmaicony został nutami drzewa cedrowego i elementami zaczerpniętymi z serca kolorowych, egzotycznych kwiatów. W tym niezwykłym połączeniu znany dobrze kokos pokazuje swoje nowe oblicze – słodkie, ale nie mdłe, uzależniające, ale nie nużące i – przede wszystkim – jeszcze bardziej egzotyczne!"
Paradise Spice, czyli zapach dojrzałych bananów, wanilii, cynamonu oraz goździków:
"Dojrzałe banany mocno zmiksowane z nasionkami słodkiej wanilii. Koktajl nie jest mdły! Wręcz odwrotnie – jest świeży, orzeźwiający, idealnie sprawdzający się podczas plażowania na rajskiej, egzotycznej wyspie. A wszystko przez to, że w jego gęstej, mięsistej strukturze znalazło się miejsce dla garści cynamonu wymieszanego z goździkami – korzennych, bardzo orientalnych i ożywiających całą miksturę wonią przypraw. Aromat koktajlu jest świeży i zaskakujący. Jego esencja zamknięta została w wosku Paradise Spice – sprawnie łączącym azjatycką egzotykę z tajemnicą wyrwaną wprost ze skrzyneczki skrywającej w swoim wnętrzu orientalne przyprawy"
Póki co jestem oczarowana tymi woskami, a w przyszłości na pewno zdecyduje się na inne zapachy :)
Czytaj więcej »

Post chwalipięty, czyli mały przegląd niekosmetycznych nowości

poniedziałek, 18 listopada 2013 38 komentarzy

Weekend spędziłam bardzo intensywnie. W sobotę rano pojechałam do Łodzi, aby spotkać się z dziewczynami ze studiów, wypić kawę z koleżanką oraz pójść na imprezę z przyjaciółką i jej znajomymi. Oczywiście w międzyczasie znalazłam chwilę na małe zakupy :)
Najpierw poszłam do New Look'a, gdzie od piątku jest promocja 2 za 1 na torebki i biżuterię. Spędziłam w tym sklepie dobre pół godziny wybierając coś dla siebie :P Wybór padł na niedużą czarną torebkę, która miała już swój debiut na imprezie oraz na czarno-złoty naszyjnik, który kupiłam z myślą o Sylwestrze. Nie wiem jeszcze gdzie przywitam Nowy Rok ani jak się ubiorę, ale jeden dodatek już mam :P Torebka kosztowała 69,99zł, a naszyjnik 79,99zł, jednak za obie rzeczy zapłaciłam tylko tą drugą kwotę :) Porozmawiałam chwilę z ekspedientką na temat tej promocji. Powiedziała, że dużo pań korzysta z niej z myślą o prezentach świątecznych- jedną torebkę kupują dla siebie, a drugą dla córki. Na co ja z uśmiechem na ustach odpowiedziałam, że ja kupiłam i torebkę i naszyjnik z myślą tylko o sobie samej :D
W Housie udało mi się kupić dawno upatrzone granatowe rurki, które przed przeceną kosztowały 79,99zł, a ja zapłaciłam za nie tylko 49,99zł. Troszkę ubolewałam nad tym, że nie miałam więcej pieniędzy w portfelu, bo kupiłabym jeszcze dwie pary- brzoskwiniowe oraz w kolorze khaki :)
Ostatnim sklepem, w którym zrobiłam zakupy był Top Secret, gdzie kupiłam białą bluzeczkę za 49,99zł oraz naszyjnik przeceniony z 29,99zł na 14,99zł. Jestem chyba jedyną osobą, która zimą kupuje bluzki na krótki rękaw, a latem ciepłe swetry :P
Z wszystkich zakupów jestem bardzo zadowolona :) Do końca roku już nic nie kupuję tylko odkładam pieniążki na wyprzedaże w styczniu :D
Czytaj więcej »

Delikatny fluid intensywnie kryjący SPF 20, Pharmaceris F

sobota, 16 listopada 2013 33 komentarze
Od producenta:
Polecany do stosowania dla każdego rodzaju skóry (również skóry problemowej i wrażliwej) w celu ukrycia jej niedoskonałości (przebarwienia, rozszerzone naczynka, blizny potrądzikowe, cienie wokół oczu, trądzik różowaty) oraz zapewnienia jej naturalnego, jednolitego kolorytu. Nie zawiera konserwantów i parabenu, bezzapachowy. Przebadany i bardzo dobrze tolerowany przez skórę wrażliwą. Działanie: Fluid dobrze maskuje niedoskonałości skóry (94%* badanych). Dzięki lekkiej, kremowej konsystencji i zastosowaniu innowacyjnego systemu kryjącemu nowej generacji TM nie obciąża skóry i nie powoduje efektu maski, a rezultat kryjący utrzymuje sie ok. 10h. Fluid nie zatyka porów i nie pozostawia plam na ubraniu (83%* badanych). Zawarte w recepturze mikrokapsułki filtrów mineralnych chronią przed negatywnym wpływem promieni UVA i UVB. Po 2 tyg. stosowania u 94%* osób zanotowano wzrost elastyczności skory i poprawę jej nawilżenia o 15%**.
Efekt: Gładka, świeża i miękka skóra o równej, naturalnej barwie bez efektu maski.

* - badania subiektywne w niezależnym Laboratorium Badawczym
**- badania aparaturowe w niezależnym Laboratorium Badawczym
Trzy odcienie
Ivory-Kość słoniowa
Sand-Piaskowy
Bronze-Brązowy

Cena: ok.37zł/30ml
Moim zdaniem:
Nie mam idealnej cery, ale jej obecny stan jest dużo lepszy niż kilka lat temu. Wiele niedoskonałości twarzy poznikało i już na szczęście nie wraca, niestety pozostawiły po sobie przykre wspomnienia w postaci blizn potrądzikowych. Dlatego wybierając podkład szukam takiego, który przede wszystkim będzie dobrze krył i nie daj Boże aby nie zapchał mojej i tak już problemowej buzi. Wypróbowałam już kilka kryjących podkładów, jedne spisywały się lepiej, drugie gorzej. Do pierwszej grupy zaliczyć mogę fluid Pharmaceris- musi byc dobry skoro mam już drugie opakowanie ;) Słyszałam o nim dużo dobrego, konsultantka w Super Pharm też bardzo go zachwalała, dlatego oczekiwałam od niego bardzo wiele. I nie zawiodłam się :) No może nie tak do końca, ale o tym niżej.
Opakowanie to nieduża buteleczka z pompką air less. Jest to rozwiązanie nie tylko wygodne i poręczne, ale także bardzo higieniczne. Pompka działa bez zarzutu, nie zacina się i dozuje odpowiednią ilość fluidu, przez co podkład jest bardzo wydajny. Niestety nie ma jakiejkolwiek możliwości kontrolowania jego zużycia, a dostępny jest tylko w trzech odcieniach- posiadam 02 oraz 03 i przyznam, że dużej różnicy nie widzę...
Fluid jest bezzapachowy, ma lekką konsystencję, która z łatwością rozprowadza się po buzi, idealnie stapiając się z nią i nie tworząc efektu maski. Świetnie kryje zaczerwienienia nawet bez użycia korektora. Nie jest ciężki, więc nadaje się także do tuszowania cieni pod oczami. Daje ładne matowe wykończenie, jednak efekt ten utrzymuje się bardzo krótko- max. dwie-trzy godziny i już muszę sięgać po puder, aby okiełznać błyszczenie się buzi. Fluidu nie czuć na twarzy, jednak jego trwałość pozostawia wiele do życzenia albowiem gdzieś po 4-5 godzinach zaczyna się po prostu ścierać... Chyba że został nałożony na bazę, wtedy trzyma się buzi trochę dłużej.
Jak widać fluid ma swoje zalety jak i wady, ale polubiłam go ze względu na dobre krycie oraz za to, że nie podrażnił mojej buzi, albowiem chyba nie przeżyłabym kolejnego jej 'buntu'...
Czytaj więcej »

Zapowiedź testowania, czyli same wspaniałości do Eveline

czwartek, 14 listopada 2013 64 komentarze
Cały dzisiejszy dzień przesiedziałam jak na szpilkach w oczekiwaniu na kuriera, który miał mi dostarczyć małą paczuszkę z kosmetykami Eveline. Juz straciłam nadzieję, że przyjdzie gdy kilka minut po 15:00 usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyobraźcie sobie minę mojego taty jak w podskokach ruszyłam do drzwi śpiewając "kurier, kurier przyszedł" :D Niewielkie pudełko, które mi wręczył wyładowane było po brzegi! Jeszcze zbieram szczękę z podłogi!
 W najbliższych tygodniach testować będę:
* Arganowy szampon 8 w 1 przeznaczony dla włosów zniszczonych, farbowanych lub rozjaśnianych.
* Arganowy suchy olejek do ciała przeznaczony do pielęgnacji każdego rodzaju skóry.
* Serum nawilżająco- wygładzające z kwasem hialuronowym, czyli gwarancja błyskawicznego liftingu oraz poprawy napięcie skóry.
* 3 w 1 Wysuszacz Utwardzacz Nabłyszczacz, dzięki któremu lakier wyschnie już w 1 minutę. 
* Peeling do rąk 8 w 1, które zadanie to nawilżenie, odżywienie i regeneracja skóry dłoni.
* Gruboziarnisty peeling do twarzy 3 w 1 ma złuszczać martwe komórki naskórka, eliminować szorstkość i odświeżać. 
* Quattro Eyedshadow  poczwórne cienie do powiek, dzięki którym zmalujemy przepiękny makijaż. 
* Arganowa maska do włosów 8 w 1, która zapewnić ochronę koloru i odbudowywać włosy farbowane i rozjaśniane.
* Argan & Olive  przeciwzmarszczkowy krem nawilżający, który regeneruje, wygładza i redukuje oznaki upływającego czasu oraz symptomy zmęczenia i stresu
* Magical Cover długotrwały podkład kryjący, czyli perfekcyjne krycie i trwałość makijażu aż do 16 godzin.
* Magnetic Look tusz pogrubiający, czyli mega pogrubienie rzęs !
* Lovers Ultra Shine błyszczyk do ust, który nada naszym ustom kuszący wygląd. 
Już dzisiaj zabieram się za testy, a Wy już niedługo spodziewajcie się pierwszych recenzji :)



Kosmetyk otrzymałam od serwisu bangla.pl
w ramach współpracy z Klubem Kejt

Czytaj więcej »

Recenzja: Chusteczki do demakijażu twarzy, oczu i szyi, Marion

wtorek, 12 listopada 2013 29 komentarzy
Obietnice producenta:
Wyjątkowo delikatne chusteczki do demakijażu twarzy, oczu i szyi stworzone z myślą o potrzebach skóry suchej i wrażliwych oczu. Chusteczki dokładnie usuwają makijaż oraz wszelkie zanieczyszczenia, pozostawiając skórę nawilżoną, oczyszczoną i odświeżoną. Specjalna formuła oparta została na ekstrakcie z bławatka, który działa przeciwzapalne, koi i łagodzi podrażnienia. Zawarta Prowitamina B5 doskonale nawilża i witalizuje skórę, nadaje jej gładkość i elastyczność. Idealne do codziennej pielęgnacji. Bez zawartości alkoholu.
Praktyczne w pracy, podróży i na wakacjach.

1opakowanie = 25chusteczek/ około 4,50zł
Moja opinia:
Nigdy nie byłam przekonana do chusteczek do demakijażu, jednak moje nastawienie do nich powoli zmienia się, najpierw dzięki chusteczkom Equilibra, a teraz za sprawą marki Marion :)
Opakowanie jest typowe dla wszystkich tego typu chusteczek. Utrzymane jest w lekko niebieskiej kolorystyce, znajduje się w nim 25 białych chusteczek. Są one dobrze nawilżone, czuć że producent nie skąpił na ich namaczaniu w płynie do demakijażu. 
Zanim rozpoczęłam właściwe testowanie chusteczek na własnej buzi zrobiłam im najpierw mały sprawdzian, którego efekty widoczne są gołym okiem na zdjęciu powyżej. Do testów wybrałam czarną kredkę do oczu Ikebana, pomadkę do ust L'Oreal oraz eyeliner Lovely. Na dolnym zdjęciu po lewej możecie zobaczyć jak chusteczka poradziła sobie ze zmyciem kosmetyków przy pierwszym przetarciu, na zdjęciu obok widoczny jest efekt po drugim przetarciu. Jak widać bardzo dobrze poradziła sobie ze szminką oraz eyelinerem, troszkę gorzej z kredką,ale dla mnie rezultat jest zadowalający :) Z podkładami i tuszami do rzęs radzi sobie równie dobrze. Nie umiem powiedzieć czy tak samo sprawnie zmyje kosmetyki wodoodporne, ponieważ nie używam ich. Chusteczki nie podrażniają oczu, nie zapychają ani nie uczulają buzi. Wystarczy przyłożyć je na kilka chwil, aby makijaż ładnie rozpuścił się i zmył. Jedną chusteczką niestety nie zmyje się całego makijażu, potrzebne są dwie aby buzia była naprawdę czysta. Dlatego zawsze pierwszą chusteczką 'rozpuszczałam' kosmetyki, którymi wykonywałam makijaż zbierając większą warstwę, a drugą chusteczką zmywałam tzw. resztki. 
Mogłoby się wydawać, że chusteczki nie mają żadnych wad, a jednak jest jeden malutki mankament, czyli ich dostępność. Nie widziałam ich w Rossmannie czy Naturze, u mnie w miasteczku też ich nie znalazłam. Kosmetyki Marion kupuję w Inter Marche, bo tylko tam je spotykam, ale tych chusteczek nie widziałam... Pozostaje mi dalej szukać lub zamawiać przez Internet. Jak tylko je znajdę na pewno kupię i Wam także polecam ich wypróbowanie, nie powinnyście się zawieść :) 
Czytaj więcej »

Maska Do Włosów Regenerująco-Nawilżająca, Farcom Seri Natural Line

sobota, 9 listopada 2013 49 komentarzy
Obietnice producenta:
Intensywna kuracja do włosów zniszczonych z ekstraktem z migdałów i miodu. Oba składniki bogate są w aminokwasy, cukry, witaminy A,B1,B2, C i E oraz minerały, które są dobrze znane z właściwości nawilżających i odbudowujących. Włosy odzyskują swój naturalny połysk.

Sposób użytkowania: Nałożyć maskę na całe włosy. Pozostawić na około 3 minuty, a następnie dokładnie spłukać ciepłą wodą.

Skład: Aqua, Cetearyl Alocohol, Cocamide DEA, Cetrimonium Chloride, Dimethicone, Glycerin, Mel, Butylene Glycol, Malic Acid, Actinidia Chinensis (Kiwi) Fruit Juice, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Juice, Citrus Paradisi (Grapefruit) Juice, Pyrus Malus (Apple) Juice, Trideceth-9, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, Panthenol, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Parfum, Cl 19140, Cl 16185 .

1000ml/ ok.15zł w Hebe
Moja opinia:
Maski do włosów to stały punkt pielęgnacji moich włosów. Nie jestem wierna jednej konkretnej masce, lubię je zmieniać, testować coraz to nowsze, porównywać z tymi, które już miałam. Maskę, która jest bohaterką dzisiejszego posta kupiłam w Hebe w promocyjnej cenie 10zł, czyli za przysłowiowe grosze biorąc pod uwagę nie tylko pojemność ( 1000ml ), ale tez wydajność i działanie. Stała cena maski też nie jest wygórowana, albowiem z tego co pamiętam cena przed promocją wynosiła jakieś 15-16zł.
Maska znajduje się w dużym, prostym słoiku z odkręcanym wieczkiem. Całość utrzymana jest w lekkiej kolorystyce. Nie ma najmniejszego problemu z wydostaniem kosmetyku ze słoika- jak możecie zobaczyć na zdjęciu otwór jest bardzo duży, zmieści się w nim nie tylko malutka i delikatna kobieca rączka, ale wielka męska graba też :P Jest szalenie wydajna, stosowałam ją regularnie co dwa dni i dno ujrzałam dopiero po 4 miesiącach. Nakładałam ją w dużej ilości zawsze od połowy włosów, nigdy przy nasadzie, albowiem bałam się, że włosy szybko staną się nieświeże. 
Maska ma lekko miodowy zapach, w którym można wyczuć nutkę migdałów. Konsystencja jest zbita, gęsta, trochę glutowata, jakby gumowa. Trzeba bardzo mocno 'wcisnąć' ją we włosy, w przeciwnym razie po prostu maska spadnie do wanny. 
Producenta zaleca trzymanie maski na włosach przez 3minuty, jednak nie stosowałam się do tego zalecenia :P Każdą maskę do włosów trzymam minimum 15minut, a jak mam duuużo wolnego czasu to nawet godzinę ;) Już przy spłukiwaniu maski czuć, że włosy są gładsze i takie śliskie. Po wysuszeniu włosy są sypkie, bardzo nawilżone, błyszczące i wyglądają na dużo zdrowsze. Końcówki są zregenerowane, włosy delikatne i miękkie w dotyku, a podczas rozczesywania nie plączą się- szczotka wchodzi w nie jak w przysłowiowe masło. Nie są obciążone, ale ujarzmione- nie puszą się ani nie elektryzują i znacznie lepiej się układają. 
Co tu dużo gadać- maska świetnie działa na włosy, a ja polecam ją każdej napotkanej osobie :) Ostatnio nawet fryzjerce, która była zaskoczona, że co drugi dzień prostuje włosy, a mimo to są tak zdrowe i zadbane :) A zawdzięczam to między innymi tej właśnie masce :)


O masce możecie poczytać także tutaj :)
Czytaj więcej »

Odrobina brokatu jeszcze nikomu nie zaszkodziła ;)

czwartek, 7 listopada 2013 46 komentarzy
Lakier bazowy to Miss Sporty nr 343 ( dwie warstwy ), który został wykończony 3 warstwami brokatowego cuda Colour & Go Essence nr 103 Space Queen.

PS. Przepraszam za skórki w opłakanym stanie...
Czytaj więcej »

Październikowy projekt denko

wtorek, 5 listopada 2013 48 komentarzy
Płyn do kąpieli Choco Orange Luksja- bardzo fajnie umila kąpiel, a zapach jest tak mocny i trwały, że nawet godzinę po kąpieli czuć go w łazience! Fajnie nawilża i myje, nie podrażniają skóry. Litrowa butla kosztuje przysłowiowe grosze, a wystarcza na kilka przyjemnych dla ciała i duszy kąpieli. 
Maska do włosów z miodem i migdałami Seri Natural Line- recenzja już niedługo. 
Antycellulitowe masło do ciała Perfecta Spa- recenzja tutaj
Solny peeling do ciała Perfecta Spa- dobrze złuszcza nartwy naskórek, nie wysusza skóry, ale lekko ją nawilża. Po spłukaniu skóra jest aksamitna w dotyku i gładziutka jak pupa niemowlaka :) Mimo że jest jednym z mocniejszych zdzieraków do ciała nie podrażnia. Po peeling sięgałam raz w tygodniu i wystarczył mi na równy miesiąc. 
Aloesowe chusteczki złuszczające Equilibra- recenzja tutaj
Zabieg laminowania włosów Marion- recenzja tutaj
Wygładzająca odżywka do włosów suchych i zniszczonych Joanna Professional- litrową odżywkę do włosów kupiłam za niecałe 12zł! W dodatku wystarczyła mi na prawie rok stosowania co drugi dzień! A nakładałam na włosy spora ilość za każdym razem, to się dopiero nazywa megawydajność. Niestety sama odżywka jest taka sobie, nic szczególnego nie robi z włosami. 
Płyn do płukania jamy ustnej Colgate Plax Multi Protection- ma trochę za mocny smak, ale zapewnia wielogodzinne uczucie świeżości.
Szampon do włosów suchych i puszących się Dove Hair Therapy- moje włosy uwielbiają szampony Dove :) Sprawiają, że są gładkie, ujarzmione, błyszczące i wyglądają na dużo zdrowsze niż są w rzeczywistości. Cóż mogę chcieć więcej ;)?
Serum do pięt Regenerum- recenzja tutaj
Balsam do ciała Sea of Spa- całkiem przyjemny balsam do ciała o fajnym cytrusowym zapachu. Dobrze się rozprowadza, szybko wchłania i zostawia skórę nawilżoną, odżywioną i miękką w dotyku. 
Żel myjący do twarzy Physiogel- recenzja na dniach.
Antyperspirant Garnier Mineral- mój ulubieniec :)
Nawilżający płyn micelarny do demakijażu Ultra Nawilżanie AA- płyny micelarne AA są moimi ulubieńcami od dłuższego czasu. Lubię je za to, że dobrze zmywają makijaż, nie podrażniają skóry, są delikatne, przyjemnie odświeżają, oczyszczają i nawilżają buzię. 
Odżywka do włosów suchych i zniszczonych Schauma- podoba mi się w tej odżywce wszystko, i zapach i konsystencja i działanie. Regeneruje zniszczone końcówki, ujarzmia włosy, które nabierają blasku, lepiej się rozczesują i układają. To na pewno nie jest moje ostatnie opakowanie tej odżywki. 
Szampon z kofeiną przeciwko wypadaniu włosów Sanbern- recenzja tutaj
Żel pod prysznic z lawendą i lilią wodną Radox- chyba najmniej przyjemny zapach. Dobrze myje i oczyszcza. Nie ma właściwości nawilżających, ale na szczęście też nie wysusza, a po użyciu skóra jest czysta i odświeżona.
Antyperspirant Dove Original- nadaje się do wrażliwej skóry, nie podrażnia i dobrze radzi sobie w kwestii pocenia się.  
Modelujący koncentrant wyszczuplający Tołpa Dermo Body Slim- recenzja tutaj
Ekspresowe serum antycellulitowe 14dni Tołpa Dermo Body Cellulite- recenzja już niedługo.
Krem do rąk 20% Masła Shea Zielona Herbata Spa Kosmetyki- recenzja tutaj
Czytaj więcej »

"Inferno" Dan Brown

niedziela, 3 listopada 2013 20 komentarzy
Na najnowszą powieść Dana Browna czekałam od dnia, w którym poznałam ostateczną datę premiery książki w Polsce. Było to przeszło rok temu, a dziś- niecały miesiąc od premiery "Inferno" jestem po jej lekturze i z nieco zmieszanymi uczuciami...
Dan Brown zyskał rozgłos książką pt. "Kod Leonadra da Vinci", która wzbudziła nie małe kontrowersje założeniem, że potomek samego Jezusa żyje wśród nad, ot zwykłych ludzi. Jego kolejne dzieła również budziły szok i zdumienie- w "Aniołach i Demonach" odkrywał sekrety i zbrodnie watykańskie, a w "Zaginionym Symbolu" tajemnice loży masońskiej. W swojej najnowszej powieści również szokuje, budzi kontrowersje i zaskakuje.
Robert Langdon, profesor, historyk i symbolista, budzi się w szpitalu. Okazuje się, że ktoś chciał go zabić, a na domiar złego w wyniku postrzału w głowę stracił pamięć i zupełnie nie pamięta ostatnich kilku dni- tego co robił, co jadł, z kim się spotkał, ani tego jakim cudem znalazł się we Florencji, co takiego zrobił, że szuka go policja, dlaczego w jego marynarce znalazł się radioaktywny pojemnik, który otwiera się tylko i wyłącznie na jego dotyk ani dlaczego amerykańska ambasada nasłała na niego zabójcę. Z pomocą młodej i ślicznej lekarki ( jakże by mogła być inaczej ;)? ) udaje mu się uciec przed zabójczynią, jednak od tego momentu musi uciekać próbując jednocześnie ratować swoje życie oraz swojej towarzyszki, a także rozwikłać zagadkę tajemniczego pojemnika i jego zawartości. Dzięki urywkowym wizjom z przeszłości wie gdzie ma się udać by odnaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania. Sporo wyjaśnień dostarcza mu tytułowe "Inferno", czyli jedna z części znanego wszystkim dzieła "Boska Komedia" Dantego. Odkrycie drugiego dna utworu tego włoskiego pisarza i filozofa pozwoli na to by Langdon po raz kolejny ocalił świat od zguby. Od zguby, którą jesteśmy my sami, ludzie. Dlaczego? Albowiem światowej sławy genetyk odkrył, iż liczba ludzi na świecie wzrasta z zatrważającą szybkością, co za kilkadziesiąt lat może skutkować tym, że zabraknie surowców naturalnych i ludzie zaczną walczyć między sobą o przetrwanie, aż w końcu wszyscy wyginą... Aby zapobiec tej katastrofie stwarza groźnego wirusa, który doprowadzi do zagłady połowy ludzkości...
Wszystkie poprzednie powieści Dana Browna czytałam z zapartym tchem, z każdą stroną moje serce biło coraz szybciej, czytając niektóre fragmenty mamrotałam pod nosem "nie, to nie możliwe...", zarywałam noce byle by jak najszybciej dowiedzieć się jakie jeszcze tajemnice zostaną ujawnione, jak zakończy się niesamowita przygoda dojrzałego profesora noszącego na nadgarstku zegarek z Myszką Miki. Tego samego oczekiwałam czytając "Inferno" jednak żadne z wymienionych przeze mnie emocji, stanów, uczuć nie miało miejsca. Nie zrozumcie mnie źle, książkę czyta się przyjemnie, ale jak to mówią "dupy nie urywa". Nic mnie w tej ksiażce nie zaskoczyło, nic nie sprawiło, że puls mi przyspieszał, myśli kotłowały, a oczy robiły się coraz większe ze zdumienia. Rozwiązanie tajemnicy, samo zakończenie książki pozostawia także wiele do życzenia. Albo mi się wydaje albo pomysłowość i kreatywność Dana Browna powoli wygasa...
Czy poleciłabym książkę? Myślę, że tak, albowiem zawarta została w niej teza, która daje bardzo dużo do myślenia, do refleksji nad ludzkością, nad tym do czego zmierzamy, nad tym czy faktycznie na własne życzenie nie stwarzamy sobie piekła na Ziemi...

O "Inferno" możecie poczytać także tutaj.
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.