Recenzja: Mascara Butterfly Perfect Lashes, Verona

środa, 31 grudnia 2014 30 komentarzy
Obietnice producenta:
Maskara Perfect Lashes Butterfly opracowana została, aby pogrubiać i zwiększać objętość, dając efekt sztucznych rzęs. Inowacyjna szczoteczka dokładnie rozczesuje, a dopracowana formuła zmienia krótkie i rzadkie rzęsy w niespotykanie długie i grube.

12 ml kosztuje 10,20 zł w tym sklepie internetowym
Moim zdaniem:
W ostatnim dniu 2014 roku mam dla Was przede wszystkim życzenia szampańskiej zabawy oraz tego, aby Nowy Rok był dla każdej z Was dużo lepszy niż mijający i przyniósł ze sobą to, o czym każda z Was marzy, ale też recenzję ostatniego już produktu, który otrzymałam w ramach współpracy z Veroną, czyli tuszu do rzęs Butterfly Perfect Lashes.
Mój aparat niestety nie potrafi współpracować z 'lustrzanymi', błyszczącymi opakowaniami, dlatego musicie uwierzyć mi na słowo, że w rzeczywistości prezentuje się ono dużo korzystniej niż na pierwszym zdjęciu ;) Wykonane zostało z mocnego tworzywa, jest odporne na upadki, nie pęka ani się nie kruszy wraz z częstą eksploatacją. Silikonowa szczoteczka jest prosta, delikatnie zwężająca się ku końcowi. Łatwo się nią operuje przy oku, bezproblemowo dociera do wszystkich rzęs, nawet tych najkrótszych. Konsystencja jest gęsta, kremowa i mokra, przez co zawsze mam jej za dużo na szczoteczce i nadmiar muszę ścierać o brzegi opakowania. Kolor tuszu to klasyczna czerń, która głębokiego odcienia nabiera dopiero po nałożeniu kilku warstw, co dobrze widać na zdjęciu poniżej. 
Przy pierwszej warstwie tuszu Perfect Lashes efekt jest tak subtelny, że prawie niedostrzegalny, da się tylko zauważyć delikatne rozdzielenie rzęs. Druga warstwa nieco wydłuża rzęsy i przyciemnia je, ale nadal szału nie ma. Dopiero przy kolejnej warstwie widać, że coś zaczyna się dziać, tzn. rzęsy nabierają koloru mocnej czerni, są wydłużone i podkręcone ku górze. Oko jest ładnie podkreślone, a efekt końcowy naturalny. Niestety, więcej niż 3 warstwy tuszu sprawiają, że rzęsy zaczynają się sklejać, więc po wytuszowaniu ich muszę jeszcze je rozczesać specjalnym grzebykiem ( zdjęcie poniżej przedstawia efekt przy użyciu samego tuszu ). Nie zauważyłam, aby w ciągu dnia odcień tuszu tracił na intensywności, by się ścierał, osypywał, grudkował, kruszył lub rozmazywał, trzyma się na rzęsach dobrych kilka godzin. Jest delikatny dla oczu, nie podrażnia ani też nie uczula i nie sprawia trudności podczas demakijażu.
Podsumowując, tusz Perfect Lashes nie jest wcale taki perfekcyjny, ale łatki bubla też nie można mu przyczepić. Jak na maskarę za mniej więcej 10,00 zł, w moim odczuciu spisał się dobrze, bez efektu WOW tylko po prostu dobrze :)
Tak tusz prezentuje się na rzęsach po 3 warstwach, przepraszam za moje nieogarnięte brwi ;)
Czytaj więcej »

Matujący podkład Stay Matte, Rimmel

poniedziałek, 29 grudnia 2014 44 komentarze
Obietnice producenta:
Matujący podkład Rimmel Stay Matte to lekki sposób na idealnie matową cerę bez śladu błyszczenia! A wszystko za sprawą kompleksowej formuły podkładu Stay Matte. Dzięki super lekkim drobinkom pudru skóra jest jedwabiście gładka i miękka. Konsystencja lekkiego kremu wyjątkowo łatwo się rozprowadza i równomiernie łączy z cerą bez rolowania się i efektu maski. Matowe wykończenie zawdzięcza opatentowanej japońskiej formule żelu pielęgnacyjnego. Zawarty w podkładzie kaolin zapewnia matową oraz promienną cerę. Wszystko po to, by stworzyć nieskazitelne, jedwabne wykończenie makijażu, które utrzymuje się cały dzień, pozostawiając skórę świeżą i naturalnie matową. Dostępny w 7 odcieniach.
30ml kosztuje nieco ponad 20,00zł, ale często dostępny jest w Rossmannie w atrakcyjnej cenie 13,00zł 
Moim zdaniem:
Kosmetyki marki Rimmel są dla mnie, delikatnie rzecz ujmując, średniej jakości i abym zdecydowała się kupić jakikolwiek produkt tejże marki musi mnie skusić naprawdę fantastyczna promocja. Jednak w ostatnim czasie w blogosferze zaczęły pojawiać się recenzje podkładu Stay Matte na tyle zachęcające, że przy pierwszej lepszej okazji kupiłam sztuk trzy, w różnych odcieniach w zaskakująco niskiej cenie około 11,00 zł :) Dlaczego aż trzy i to każdy w innym odcieniu? Przez głupie, jaskrawe światło w drogeriach, przez które nie potrafię nigdy idealnie dobrać odpowiedniej tonacji podkładu do swojej karnacji :( Dwa ciemniejsze odcienie w miarę dobrze wpasowują się w mój koloryt skóry, jaśniejszy leży nie używany, czekając nie wiem na co :P
Podkład znajduje się w giętkiej tubce o pojemności 30 ml utrzymanej w biało-kremowej kolorystyce z fioletowymi detalami, zakręcanej na plastikową nakrętkę. Moim zdaniem takie a nie inne opakowanie jest bardzo dobrze dobrane pod kątem konsystencji podkładu: rozwiązanie z pompką nie sprawdziłoby się ze względu na mocną i zbitą zwartość produktu ( przeczuwam, że pompka szybko mogłaby się zapchać ). Producent mógłby zdecydować się jeszcze na słoiczek, ale osobiście wolę wycisnąć podkład z tubki niż maziać palce jak w kremie do twarzy. Tubka zakończona jest niewielkim otworkiem, przez który można wycisnąć tyle podkładu, ile się chce. Szata graficzna jest przejrzysta, czytelna i przyjemna dla oka, ale przez grube ścianki nie ma możliwości kontrolowania zużycia podkładu nawet podsuwając tubkę pod światło.
Konsystencję podkładu nazwałabym bardzo gęstym musem, który może wydawać się "ciężki", ale w kontakcie ze skórą nabiera lekkości. Niemniej jednak trzeba przyłożyć się do starannego i dokładnego rozprowadzenia go, albowiem źle rozsmarowany może tworzyć smugi i dawać uczucie "tępej buzi". Sama nakładam go opuszkami palców i moim zdaniem jest to najlepszy sposób aplikowania tego podkładu. Odpowiednio nałożony dopasowuje się do skóry, nie tworzy efektu maski, nie ciemnieje w ciągu dnia i co dla mnie najważniejsze trzyma się cały dzień, zupełnie się nie ścierając! Po 8 godzinach w pracy muszę tylko delikatnie przypudrować twarz, aby na nowo nabrała matowego wyglądu i mogę cieszyć się makijażem jakby dopiero co zrobionym :)
Choćbym nie wiem jak chciała, kompletnie nie potrafię doszukać się w tym produkcie najmniejszego mankamentu :) A nie, jednak mam jeden- podkład niestety podkreśla suche skórki, ale poza tym jest po prostu genialny. Rewelacyjnie kryje zaczerwienienia i niedoskonałości, nawet gdy zapomnę użyć korektora. Delikatnie wygładza nierówności, ujednolica oraz wyrównuje koloryt skóry i matuje na długie godziny. Używam go codziennie i nie zaobserwowałam, aby negatywnie wpłynął na stan mojej cery. Bardzo dobrze zgrywa się z bazami pod makijaż, kremami do twarzy oraz pudrami. 
Reasumując, dawno żaden drogeryjny podkład nie wywarł na mnie tak bardzo pozytywnego wrażenia, dlatego z całą stanowczością stwierdzam, że podkład Stay Matte w ostatnim czasie jest dla mnie faworytem, numerem 1 :) Mimo ciężkiej konsystencji nie obciąża twarzy, zapewnia lekkie pudrowe wykończenie oraz natychmiastowy efekt naturalnie matowej i gładkiej skóry. Jest bardzo wydajnym produktem, szeroko dostępnym i często można go spotkać w atrakcyjnej cenie- ostatnio była na niego promocja w Rossmannie, kosztował chyba nieco ponad 12,00 zł, dlatego od razu wzięłam dwie tubki na zapas :D
Czytaj więcej »

Recenzja: Deserowy balsam ochronny Guma do żucia, Laura Conti

sobota, 27 grudnia 2014 35 komentarzy
Obietnice producenta:
Balsam ochronny z pantenolem i allantoiną. O zapachu owocowej gumy do żucia i delikatnym, pastelowym odcieniu. Wyjątkowo aromatyczny, a zarazem o wysokich walorach pielęgnacyjno - odżywczych ochronny balsam do ust. Bogata formuła oparta o wosk mikrokrystaliczny i doskonałej jakości emollienty wzbogacona pantenolem i allantoiną oraz kompleksem witaminowym utrzymuje usta w perfekcyjnej kondycji, pielęgnując i jednocześnie chroniąc. Znakomicie zabezpiecza delikatny naskórek ust przed utratą wilgotności i jędrności. Błyskawicznie przynosi ulgę spierzchniętymi przesuszonym ustom.

4,8 g w tym sklepie internetowym kosztuje 3,99 zł, za niewiele więcej dostępna jest również w Rossmannie
Moim zdaniem:
Jesień i zima to czas, gdy moja skóra potrzebuje większej troski i pielęgnacji. Dotyczy to również delikatnej skóry ust. Jeszcze na studiach moimi ulubionymi pomadkami ochronnymi były 'Nivejki', ale z czasem poszły w zapomnienie na rzecz innych, które okazywały się dobre, ale nie na tyle, bym chciała do nich powrócić. Teraz testuję pomadkę ochronną Laura Conti, więc jeśli jesteście ciekawe co o niej sądzę zapraszam do dalszej lektury :) 
Balsam to typowy sztyft znajdujący się w plastikowym opakowaniu. Plastik, z którego zostało wykonane nie jest najlepszej jakości, powiedziałabym, że jest dość kruchy i nasadka przy częstym stosowaniu zaczyna szybko pękać. Zarówno opakowanie jak i sama pomadka utrzymane są w delikatnym, pastelowym różu. Do przetestowania otrzymałam balsam o zapachu gumy do żucia i wiecie co? Naprawdę pachnie jak najprawdziwsza guma do żucia, którą zajadałam się będąc małym szkrabem :D Zapach jest przepiękny, nie skażony chemią i tak realistyczny, że pomadkę ma się ochotę zjeść, a nie malować nią usta :P
Pomadka ma świetną konsystencję, a aplikowanie jej na usta to sama przyjemność: łatwo roztapia się pod wpływem ciepła ust, ale z nich nie spływa, lekko sunie po ustach zostawiając na nich łagodną, nienachalną poświatę, podkreślającą naturalny kształt i piękno ust. Poza tym doskonale dba o ich delikatną skórę. Bardzo dobrze pielęgnuje usta, wspaniale je nawilża, a właściwie natłuszcza, odżywia oraz regeneruje. Na długo pozostawia usta gładkie i miękkie, którym nie straszne już wiatry, mrozy i zmienne temperatury. Mimo mojego nawyku oblizywania ust, przy pomocy tejże pomadki nie pękają, nie są wysuszone ani nie są spierzchnięte. 
Pomadka szybko została moim nowym ulubieńcem. Jest tańsza i znacznie lepiej pielęgnuje usta niż Nivea, której pomadki ochronne swego czasu miałam w każdej torebce i kieszeni. Pomadka dostępna jest jeszcze w trzech innych wersjach: mleczko kokosowe, mleczna czekolada i panna cotta. Mam chrapkę na wszystkie :D
Na koniec przedstawiam genialny chwyt marketingowy producenta, bo która z nas nie skusi się na kupno, skoro na opakowaniu widnieje napis, że od tego nie utyje :P?
Czytaj więcej »

Wesołych Świąt !

środa, 24 grudnia 2014 29 komentarzy
Wspaniałych świąt Bożego Narodzenia
spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze,
szampańskiej zabawy sylwestrowej
oraz samych szczęśliwych dni w nadchodzącym roku
życzę Wam moje kochane czytelniczki i wszystkim Waszym bliskim :)
Czytaj więcej »

Najszczęśliwsza!

poniedziałek, 22 grudnia 2014 72 komentarze
Miała być dzisiaj recenzja podkładu, który od kilku miesięcy jest moim numerem jeden, jednak to może zdecydowanie poczekać, najpierw muszę podzielić się z Wami moim szczęściem:
po prawie trzech latach związku zaręczyłam się! :)

Czytaj więcej »

Recenzja: Regeneracyjna maska do włosów zniszczonych Querida Regenerative BTQX, Werita

sobota, 20 grudnia 2014 31 komentarzy
Obietnice producenta:
Maska odżywia i pomaga odbudować nawet bardzo zniszczone i suche włosy. Specjalnie opracowana formuła oparta na działających na siebie synergicznie składnikach aktywnych działa wygładzająco na powierzchnię włosów, ułatwia rozczesywanie, odbudowuje strukturę włosa, a także pomaga utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia. Maska pomaga włosom odzyskać swój dawny naturalny blask i elastyczność.

300 ml kosztuje 42,00 zł w tym sklepie internetowym
Moim zdaniem:
Zauważyłam, że dawno nie było żadnej recenzji maski do włosów. Nie wiem jak to się stało, przecież systematycznie ich używam i to nie ciągle tych samych, bo co rusz przewija się przez moje ręce jakaś włosowa nowość :) Ostatnim moim takim nabytkiem jest maska regeneracyjna przeznaczona do zniszczonych włosów, którą testuję grubo ponad miesiąc.
Opakowanie, w którym znajduje się maska to wysoka, smukła butelka wykonana z mocnego tworzywa, kryjąca w sobie 300 ml produktu. Opakowanie jest solidnie wykonane, wytrzymałe na upadki, a szata graficzna jest estetyczna i miła dla oka. Dozownik to zwykła, plastikowa pompka, po naciśnięciu której z wnętrza opakowania wydobywa się nieduża ilość maski o kremowej, gęstej konsystencji, która po nałożeniu nie spływa z włosów, w delikatnym pastelowo-zielonym odcieniu. Maska ma przyjemny dla nosa zapach, ale trudny do określenia- taki 'fryzjerski', jeśli domyślacie się o co mi chodzi ;) 
Kosmetyk stosowałam na dwa sposoby: jako maska, którą po 15-20 minutach spłukiwałam letnią wodą, a także jako odżywkę do włosów bez spłukiwania. W obu przypadkach produkt wywiązał się z obietnic producenta, ale tak prawdę powiedziawszy działanie tego kosmetyku używanego jako maski nie różni się niczym od stosowania go jako odżywki. Moje nieposłuszne włosy wymagają sporej dawki nawilżenia i maska Verita sprostała temu wymogowi w zadowalającym mnie stopniu, tzn. po zastosowaniu włosy nie są szorstkie, nie elektryzują się ani nie puszą, co niestety mają w zwyczaju. Maska nie nadaje włosom takiej miękkości jakiej bym oczekiwała, zmiękcza włosy, ale delikatnie. Nie ułatwia rozczesywania włosów, ale za to dodaje im blasku i sprężystości. Przy regularnym stosowaniu maski gołym okiem widać, że kondycja włosów poprawia się, że włosy są odżywione i wyglądają zdrowiej. 
Podsumowując, maska spełnia główne zapewnienia producenta o nawilżeniu włosów, nabłyszczeniu ich i odżywieniu, ale nie jest to oszałamiający efekt wart 42,00 zł, albowiem takie same rezultaty można uzyskać drogeryjnymi kosmetykami za mniejsze pieniądze. 
Czytaj więcej »

TAG: Alfabet, czyli o mnie słów kilka :)

środa, 17 grudnia 2014 46 komentarzy
Dziś zapraszam Was na luźniejszy post, który pozwoli Wam bliżej mnie poznać :) A to dzięki Magdzie, z bloga Mademoiselle Magdalene, która nominowała mnie do krążącego w blogosferze tag'u "Alfabet" :)


A- ANGELINA JOLIE
Kilka razy spotkałam się z opinią, że jestem bardzo podobna do życiowej partnerki Brada Pitta, głównie z powodu pełnych ust, oprawy oczu i długich, brązowych włosów. Ja sama nie potrafię dopatrzyć się większego podobieństwa :P
B- BLOGOWANIE
Nie przerwanie od prawie już czterech lat ( jak ten czas szybko leci! ) moja największa pasja. Nie wiem co musiałoby się stać, żebym przestała dla Was pisać :)
C- CZOSNEK
Ogólnie jestem wszystkożerna, ale to świństwo wydłubię z każdego dania. Wiem, że czosnek jest zdrowy, działa lepiej niż niejeden antybiotyk, ale nie cierpię i koniec!
D- DEPILACJA
Zabieg, którego nie znoszę wykonywać... Czasami chciałabym być facetem i nie musieć golić nóg :P
E- EDUKACJA DOROSŁYCH Z GERONTOLOGIĄ
Z wykształcenia jestem pedagogiem, a tak nazywa się specjalizacja, którą ukończyłam.
F- FRANCJA
Kraj, który chciałabym zwiedzić, w szczególności Paryż. 
G- GŁASKANIE
Mam coś z kota, tak jak to zacne zwierzątko uwielbiam być głaskana i miziana :D
H- HISZPAŃSKI
Zawsze chciałam nauczyć się tego języka. Na studiach zapisałam się nawet na kurs, ale po pierwszym semestrze musiałam zrezygnować z powodu zmian w planie zajęć na studiach- niestety zajęcia na uczelni i w szkole językowej pokrywały mi się, a ja nie miałam jak się rozdwoić :P
I- INTERNET
Co tu dużo pisać, jestem uzależniona od Internetu. To uzależnienie trwa odkąd zaczęłam prowadzić bloga :P
J- JULIA
Tak zawsze chciałam mieć na imię.
K- KSIĄŻKI
Uwielbiam czytać, co już dobrze wiecie :) 
L- LAKIERY DO PAZNOKCI
Jako lakieromaniaczka nie mogłam wspomnieć o tych małych buteleczkach, kryjących w sobie całą gamę barw szczęścia :D 
M- MANDARYNKI
Uwielbiam i w okresie zimowym jem kilogramami! Kiedyś, jak byłam malutką i grzeczniutką dziewczynką ( phi :P ), rodzice sprezentowali mi pod choinkę calutką skrzynię mandarynek, blisko 20 kg- następnego dnia ostały się niedobitki, które pochłonęłam zaraz po przebudzeniu :P
N- NERWY
Przyznaję, jestem nerwową osóbką. Łatwo mnie wyprowadzić z równowagi, zdenerwować, wkurzyć i wszystko to od razu po mnie widać, bo nie potrafię kryć się ze swoimi emocjami. 
O- OSZCZĘDNOŚĆ
Cecha, której nie posiadam, chociaż bardzo bym chciała. Nie umiem zaoszczędzić kilku groszy na tzw. czarną godzinę, wszystko bym od razu przepuściła... Na szczęście mój TŻ ustawia mnie do pionu podczas zakupów. No dobra, przynajmniej się chłopaczyna stara :P
P- PISANIE
Lubię pisać i marzeniem moim jest możliwość zarabiania na życie piórem. 
R- RODZEŃSTWO
Jestem jedynaczką i zawsze chciałam mieć brata lub siostrę, a jeszcze lepiej i brata i siostrę :D I zawsze chciałam, aby moje rodzeństwo było ode mnie starsze, ale dlaczego to już nie wiem :P
S- SKARPETKI
Moją ostatnią manią jest kupowanie skarpetek :P Nie takich zwykłych, jednobarwnych, ale pociesznych, np. z myszką Miki, w serduszka czy ze Świętym Mikołajem :D
T- TRĄDZIK
Moja zmora od wielu, wielu lat. Próbowałam już wszystkiego, od picia ziółek po kurację retinoidami ( do końca której nie dotrwałam, albowiem tak źle się czułam po tych tabletkach, że nie mogłam z łóżka wstać i cały czas miałam odruchy wymiotne ). Obecnie raz jest lepiej, raz gorzej, często dobry podkład ratuje mnie z opresji i chęci starcia skóry twarzy pumeksem :P
U- UWAGA
Mam nie jedno za uszami, w czasach szkolnych nie byłam aniołkiem, ale nigdy nie zostałam na niczym przyłapana i nigdy nie dostałam żadnej uwagi do dziennika :D
W- WYPRZEDAŻE, PROMOCJE, OKAZJE, SALE
Gdy widzę chociaż jedno z tych słów na witrynie sklepowej od razu oczy mi się świecą, usta układają w szeroki uśmiech od ucha do ucha, a nogi jak zahipnotyzowane same kierują się w odpowiednie miejsce :D
Z- ZAKUPOHOLICZKA
"Każda kobieta potrafi z mężczyzny zrobić milionera pod warunkiem, że jest już miliarderem." Z wyszukanych przeze mnie informacji wynika, iż autorem tego zdania jest nie kto inny jak Charlie Chaplin- wypowiadając je musiał mnie mieć na myśli :P Uwielbiam zakupy i najchętniej kupowałabym wszystko, co mi tylko wpadnie w oko! Kiedyś lubiłam chodzić po galeriach, teraz preferuję zakupy internetowe. Oczekiwanie na kuriera i ta ekscytacja przy odbieraniu przesyłki jest nie do opisania!

Uff, dobrnęłam do końca- przyznam, że nie było wcale tak łatwo, jak mi się początkowo wydawało :) Mam nadzieję, że czytając mój osobisty alfabet miło spędziliście czas :) Do dalszej zabawy nominuję wszystkich, którzy tylko mają na to ochotę! :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Lakier do paznokci Perfect Nail Polish, Butterfly

poniedziałek, 15 grudnia 2014 37 komentarzy
Obietnice producenta:
Perfect Nail Polish Butterfly to lakier do paznokci nowej generacji, który nadaje intensywny kolor i połysk. Dopasowany pędzelek umożliwia łatwą i szybką aplikację oraz perfekcyjne i równomierne krycie. Odporny na uszkodzenia i ścieranie. Na paznokciach utrzymuje się nawet do 5 dni.
10 ml kosztuje około 5,00 zł, a sklepy, w których można go kupić znajdziecie tutaj
Moim zdaniem:
Dziś przygotowałam dla Was recenzję lakieru do paznokci Butterfly, którym pomalowałam paznokcie już tego samego dnia, w którym go otrzymałam- zawsze tak robię, gdy w moje ręce dostanie się nowa emalia :D
Lakier znajduje się w szklanej, kanciastej buteleczce o pojemności 10 ml. Pod czarną nakrętką kryje się szeroki, równo ścięty pędzelek, pozwalający na precyzyjne pomalowanie paznokci i nabranie odpowiedniej ilości lakieru- takie pędzelki lubię najbardziej :) Konsystencja jest średnio gęsta, przy malowaniu nie rozlewa się przy skórkach ani nie tworzy smug.
Do przetestowania otrzymałam kolor nr 514, czyli przygaszony, jakby przydymiony ciemnoniebieski kolor lekko wpadający w granat, idealnie wpisujący się w panującą jesienno-zimową aurę. Zaraz po nałożeniu pięknie się błyszczy, jednak z dnia na dzień połysk lakieru stopniowo maleje. Lakier bardzo dobrze kryje przy dwóch warstwach i nie potrzebuje dużo czasu na wyschnięcie. Czasami nakładam go na 'gołą' płytkę paznokcia, tzn. bez bazy w postaci odżywki i mimo ciemniejszego koloru nie przebarwia jej. Na moich paznokciach lakier Butterfly bez odpryskiwania czy ścierania, przy wykonywaniu obowiązków domowych trzyma się pełne trzy dni, po czym zaczyna się ścierać na końcach. Nie sprawia trudności przy zmywaniu, ściera się łatwo i nie farbuje skórek. 
Podsumowując, lakier oceniam bardzo dobrze, albowiem za nie wygórowaną cenę otrzymujemy dobrej jakości lakier do paznokci, którego szeroka gama kolorów zadowoli niejedną lakieromaniaczkę :)
Czytaj więcej »

Tanie i dobre, czyli 10 kosmetyków wartych polecenia za mniej niż 10zł

sobota, 13 grudnia 2014 73 komentarze
Mimo że moja kosmetyczka pęka w szwach, a półki uginają się od nadmiaru kosmetyków, próżno szukać pośród nich takich, których cena przyprawiałaby o zawrót głowy lub choćby zbliżała się do trzycyfrowej kwoty.  Jestem jedną z tych osób, które lubią mieć dużo za małe pieniążki. Tyczy się to wielu kategorii, w tym oczywiście kosmetyków, stąd dzisiejszy post o tych, które polecam na lewo i prawo przy każdej okazji i czy ktoś chce tego słuchać czy nie :P, a których cena wynosi maksymalnie 10,00 zł.
Zacznę od moich trzech niedawnych odkryć. Pierwszym z nich jest oczyszczająca pasta przeciw zaskórnikom z najnowszej serii Ziaja, Liście Manuka, która kosztuje około 8,00 zł. Wykupiłam całą linię, ale pasta jest zdecydowanie najmocniejszym jej ogniwem. Używam jej co dwa-trzy dni i szybko zaobserwowałam pierwsze efekty, o których możecie przeczytać w tym poście. Odkryciem numer dwa jest balsam do suchych miejsc z serii Oleje Świata Joanny, o którym szerzej pisałam już w tej notce. To jedyny kosmetyk, kosztujący nieco ponad 5,00 zł, który potrafi utrzymać moje niesforne brwi w ryzach. Odkryciem numer trzy ostatnich tygodni jest żel do golenia Skino z Biedronki, który nie różni się praktycznie niczym od żeli Satin Care, a jest trzy razy tańszy, bo kosztuje niecałe 6,00 zł. Skoro jestem już przy produktach z Biedronki, to nie sposób nie wspomnieć o znanym i lubianym w blogosferze płynie micelarnym do demakijażu Be Beauty, moim już nie najnowszym odkryciu za mniej niż 5,00 zł. Pisałam o nim tutajRewelacyjną odżywką do włosów, kosztującą około 7,00 zł, jest ta z olejkiem z awokado i masłem karite z Garniera. Kupiłam pierwsze opakowanie i przepadałam! Uwielbiam ją za zapach, za konsystencję, za nawilżenie i za jeszcze parę innych drobiazgów, o których możecie przeczytać tutaj :) Bloker Ziaja ( około 6,00 zł ) wybawił mnie nie tylko od problemu nadmiernego pocenia się, ale też mój portfel od ziającej pustki, bo wcześniej używałam Etiaxilu, który kosztuje około 50,00 zł, czyli prawie 10 razy tyle co Bloker! Więcej o Blokerze możecie poczytać tutaj
W zestawieniu niedrogich, a dobrych kosmetyków nie mogło zabraknąć lakieru do paznokci oraz kosmetyków do makijażu. Niedrogimi lakierami, które sobie bardzo chwalę są przede wszystkim te z serii Rich Color Golden Rose, które na stoiskach firmowych można kupić za 6,90 zł. Lubię je za szerokie pędzelki, świetne krycie i bogatą gamę kolorów. Pisząc o lakierach nie sposób pominąć najlepszego zmywacza do paznokci Isana. Duża butelka kosztuje tylko 6,99 zł, a produkt rewelacyjne radzi sobie ze zmywaniem nawet najbardziej opornych lakierów. Zaś z kosmetyków kolorowych namiętnie używam tuszu Curling Pump Up Lovely, o którym pisałam w lutym w tym poście. Tusz Lovely, kosztujący około 9,00 zł przebija jakością większość maskar z tzw. górnej półki.  Do malowania ust polecam pomadkę Eliksir Wibo, o której możecie poczytać tutaj. Niezbyt rzucające się w oczy opakowanie ukrywa prawdziwy skarb, który świetnie nawilża usta i podkreśla ich piękno, a to za cenę około 8,00 zł ;)
Takich postów mogłabym napisać na pęczki, bo znam naprawdę dużo produktów, których cena nie przekracza 10,00 zł, a które są naprawdę dobre, o ile nie fantastyczne. Zastanawiam się nawet czy nie pisać tego typu postów od czasu do czasu, co o tym sądzicie?
Czytaj więcej »

Recenzja: Serum czekoladowo-pomarańczowe do pielęgnacji ciała, Bingo Spa

czwartek, 11 grudnia 2014 40 komentarzy
Obietnice producenta:
Smakowite połączenie pomarańczy dojrzewających w marokańskim słońcu i czekoladowej słodyczy urzeka intensywnym zapachem i wypełnia radością na cały dzień! Serum BingoSpa sprawi, że pielęgnacja Twojej skóry stanie się niezapomnianą chwilą, chwilą na którą z niecierpliwością czekasz, chwilą, którą pragniesz, by trwała bez końca... dzięki czekoladzie.
Ziarno kakaowca - Theobroma cacao - z którego powstaje czekolada zawiera wiele cennych dla skóry substancji, posiada zdolność zmiękczania skóry. Poza tym wykazuje działanie odmładzające i odświeża skórę, skutecznie likwiduje suchości skóry. Antyoksydanty, czyli składniki spowalniające proces starzenia się skóry, znajdujące się w  czekoladzie, zapobiegają rozwojowi wolnych rodników, które wpływają na utratę przez skórę kolagenu, elastyny i innych protein. 
Składniki czekoladowego serum BingoSpa drenują i pobudzają metabolizm komórkowy, regenerują i działają kojąco. Te wyjątkowe właściwości zawdzięczamy obecności w ziarnie kakaowym różnorodnych substancji, z których najważniejsze to:
* psychoaktywne- ß-fenyloetyloamina, tryptofan, anandamid
* nawilżające i detoksykujące- kofeina i teobromina 
* antyoksydacyjne i ochronne w stosunku do komórek skóry- polifenole, głównie flawonoidy i kwasy fenolowych
Aksamitne i delikatne, czekoladowo - pomarańczowe serum BingoSpa do pielęgnacji ciała to odżywczy kompres, który ożywi i przywróci młodzieńczy blask zmęczonej i suchej skórze.
150 g kosztuje 16,00 zł w sklepie BingoSpa
Moim zdaniem:
W ten szarobury, zimny poranek, na kilkanaście dni przed Świętami Bożego Narodzenia mam dla Was coś na osłodę życia :) Dokładniej coś z czekoladą i pomarańczą, czyli serum do ciała Bingo Spa, które dostępne jest jeszcze w trzech innych wariantach zapachowych: czekolada z papają, czekolada z limonką i czekolada z morelą. A więc każdy znajdzie coś dla siebie :)
Serum znajduje się w takim samym opakowaniu jak płyn micelarny, o którym pisałam kilka tygodni temu ( o tutaj ), czyli smukłej, prostej butelce wykonanej z przezroczystego plastiku i zakończonej aplikatorem airless, który się nie zacina ani nie zapycha. Dzięki temu, że konsystencja serum należy do tych rzadszych i nieco wodnistych, bez problemu 'przeciska' się przez wąską rurkę i jeszcze węższy aplikator, który dozuje niewielką ilość balsamu- właściwie tyle, ile potrzeba do porządnego nakremowania dłoni. Logiczne więc, że aby uzyskać odpowiednią dozę serum do nabalsamowania całego ciała, trzeba się troszkę po nawciskać dołączonej pompki. Balsam stosuję nieprzerwanie od ponad miesiąca, pozostała mi jeszcze mniej więcej 1/3 zawartości, dzięki czemu za wydajność serum otrzymuje ode mnie punkt. 
Jak wspomniałam wcześniej, serum ma lekką konsystencję, przez co jego właściwości odżywcze i nawilżające nie są najkorzystniejsze dla mojej skóry w tym zimowym okresie. Gdyby serum miało treściwszą konsystencję, podobną do masła, spisałoby się idealnie, a tak wnioskuję, że dużo lepiej sprawdziłoby się w okresie wiosenno-letnim. Obecnie zapewnia mojej skórze przyzwoity poziom nawilżenia, ale bez efektu wow- w tym okresie moja skóra jednak potrzebuje czegoś ponad to. Po nałożeniu serum sprawia, że skóra jest miękka w dotyku i wygładzona. Dobrze sprawdza się stosowane po depilacji, albowiem delikatnie koi podrażnienia. 
Na koniec dodam, że kosmetyk bardzo dobrze rozprowadza się, szybko wchłania nie pozostawiając lepkiego filmu na skórze, a subtelny zapach świątecznego czekoladowego ciasta z dodatkiem skórki pomarańczy dodatkowo uprzyjemnia czynność balsamowania :)
Czytaj więcej »

Liście Manuka, Ziaja, część III

wtorek, 9 grudnia 2014 44 komentarze
Przyszła pora na recenzje ostatnich dwóch produktów z serii Liście Manuka od Ziaji :) 
Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc ma lekko mentolowy zapach i bardziej żelową niż kremową konsystencję, która szybko się wchłania. Nie wiedziałam czego spodziewać się po tym kremie, bo wcześniej nie miałam do czynienia z kosmetykami złuszczającymi, ale i tak niemało sobie po nim obiecywałam. Pierwsze dni jego stosowania nazwałabym pozytywnymi- skóra robiła się gładsza, rozjaśniona, łagodnie nawilżona, a pory delikatnie się zmniejszały. Kryzys nastąpił po mniej więcej tygodniu, gdy pewnego dnia obudziłam się z uczuciem ściągniętej i chropowatej w dotyku skóry ( mimo stosowania równocześnie kremu nawilżającego ). Krótko mówiąc tragedia, nawet nie mogłam się umalować, bo twarz wyglądała jeszcze gorzej :( Ten dyskomfort trwał około trzech dni, po czym przeszedł jak ręką odjął. Znów powróciłam do codziennego stosowania kremu i to był mój błąd, bo zapewniłam sobie nieprzyjemną powtórkę z rozrywki... Nauczona na błędach, zaczęłam używać kremu co drugi dzień, co okazało się najlepszym rozwiązaniem dla mojej cery, która z dnia na dzień wyglądała zdrowiej, była wygładzona i rozjaśniona.
Krem nawilżający balans korygująco- ściągający ma genialną, aksamitną konsystencję, przypominającą lekki mus. Szybko się wchłania, nie pozostawiając lepkiego filmu na skórze. Krem-balans świetnie nadaje się pod makijaż, dobrze współpracuje z korektorami i podkładami. Poza tym, że krem sprawdza się jako baza po makijaż, ma też satysfakcjonujące mnie właściwości pielęgnacyjne. Bardzo dobrze nawilża skórę twarzy, odświeża i przynosi ukojenie. Sprawia, że skóra się normalizuje, jest gładziutka w dotyku oraz ma wyrównany koloryt. Krem delikatnie rozjaśnia zaczerwienienia i przebarwienia, lekko odżywia skórę, reguluje produkcje sebum i łagodnie matuje. Nie wywołuje podrażnień, nie zapycha ani nie uczula.
Oba kremy znajdują się w takich samych tubkach o pojemności 50 ml. Opakowania różnią się tylko kolorystyką: tubka z kremem na dzień ma białe tło i zielone napisy, z kremem na noc odwrotnie :) Białe nakrętki pozwalają na stabilne ustawienie tubki 'do góry nogami' oraz szczelnie chronią przed dostaniem się bakterii czy zanieczyszczeń, a także przed wylaniem się kosmetyku. Zaś niewielki otworek pozwala dozować tyle kremu, ile tylko jest nam w danej chwili potrzebne. 
Podsumowując całą serię Liście Manuka uważam, że jest jedną z lepszych serii przeznaczonych do pielęgnacji cery mieszanej z tendencją do niedoskonałości i to w śmiesznie niskiej cenie ( cała seria łącznie z przesyłką nie kosztowała mnie nawet 60,00 zł ). Jak to często bywa, na serię kosmetyczną składają się te lepsze produkty ( pasta głęboko oczyszczająca ) i te nieco gorsze ( punktowy żel na niedoskonałości ), mimo to każdy z nich uzupełnia pozostałe, przez co działanie całej serii można nazwać kompleksowym, dzięki czemu przy regularnej pielęgnacji skóra odwdzięcza się ładniejszym wyglądem. Sama na pewno będę powracać do pasty oczyszczającej, nawilżającego kremu-balansu, żelu normalizującego do mycia twarzy oraz toniku zwężającego pory :)

PS. Jeżeli ciekawi Was co sądzę o pozostałych pięciu kosmetykach wchodzących w skład tej serii, to zapraszam tutaj i jeszcze tu :)
Czytaj więcej »

U mnie też był Mikołaj :D

niedziela, 7 grudnia 2014 56 komentarzy
Być może niektórym z Was obiło się o uszy, że Frambuesa pokusiła się o zorganizowanie Blogowych Mikołajek. Gdy tylko ta wiadomość dotarła do mnie, od razu naskrobałam do niej maila, że ja też chcę być wciągnięta na listę :D Tak też zrobiła, dzięki czemu dziś mogę pokazać Wam jaki prezent przygotowała dla mnie Moja Mikołajka, czyli Patrycja z bloga Maleńka Bloguje :)
Przesyłka od Patrycji sprawiła mi mnóstwo radości, a gdy zobaczyłam najnowszą książkę Reginy Brett tak zapiszczałam z radości, że musiały mnie usłyszeć wszystkie psy w promieniu 10 km :P W paczce nie mogło zabraknąć akcentu kosmetycznego, czyli żelu pod prysznic Yves Rocher o lubianym przeze mnie zapachu soczystych pomarańczy oraz lakieru do paznokci w pięknym różowym odcieniu Wibo, a także czegoś słodkiego- Mamby ledwo dotrzymały do zdjęcia, a czekolada i ciasteczko skutecznie poprawiły mi humor, gdy byłam chora. Moja Mikołajka okazała się uzdolniona manualnie i wykonała dla mnie również piękną świąteczną kartkę. Za wszystko jeszcze raz bardzo Patrycji dziękuję :)
Marka Coloris również mnie rozpieściła przysyłając paczuszkę wypełnioną po samiuśkie brzegi! W środku znalazłam odżywczą maskę do dłoni i paznokci, zmywacz do paznokci o zapachu czekolady, odżywczy olejek arganowy do paznokci, lakier w kolorze bezchmurnego nieba, truskawkowy peeling do ust oraz dwa balsamy do ust, jeden w zapachu arbuzowym, a drugi gumy do żucia :) Oczywiście rozpoczęłam już pierwsze testy :D
Sama dla siebie też byłam Świętym Mikołajem i też zrobiłam sobie mikołajkową niespodziankę :D Na wyprzedaży w Takko kupiłam pasiastą bluzeczkę z pięknie ozdobionym dekoltem, w Biedronce zgarnęłam ostatni egzemplarz najnowszej powieści Harlana Cobena "Tęsknię za Tobą", a w Rossmannie skusiłam się na tusz do rzęs Wibo :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Błyszczyk do ust Miss Butterfly, Butterfly Verona

piątek, 5 grudnia 2014 41 komentarzy
Obietnice producenta:
Miss Butterfly Lip Gloss to najnowszy błyszczyk w kolekcji Butterfly. Delikatnie barwi usta i pozostawia na nich efekt kryształowego blasku. Ma delikatną i nieklejącą konsystencję. Nawilża, pielęgnuje i jednocześnie zachwyca pięknymi kolorami. Ma kuszący zapach dzikiej truskawki, który uzależnia. Dostępny jest w 12 modnych odcieniach.

9 ml kosztuje 6,85 zł w tym sklepie internetowym
Moim zdaniem:
Kilka tygodni temu napisał do mnie Pan Piotr z Verony z propozycją przetestowania kilku kosmetyków Butterfly. Ani Verona ani Butterfly nie były znanymi mi markami, więc chętnie przystałam na propozycję współpracy i wśród ogromu produktów wybrałam trzy: lakier do paznokci, tusz do rzęs oraz błyszczyk do ust, który dzisiaj postaram się Wam bliżej zaprezentować :)
Produkt zamknięty został w zaokrąglonym, małym opakowaniu wykonanym z plastiku z namalowanymi motylkami- nie wiem czy Wam też, ale mnie od razu skojarzyły się one z kosmetykami dla nastolatek :P W środku opakowania znajduje się 9 ml leciutkiej konsystencji. Po odkręceniu białej nakrętki naszym oczom ukazuje się aplikator w postaci włochatej gąbeczki, niedużych rozmiarów, którą wygodnie i dokładnie można pomalować usta nawet bez użycia lusterka. 
Jak już napisałam wcześniej, błyszczyk ma bardzo lekką konsystencję, dzięki czemu po nałożeniu nie wylewa się poza kontur ust, i zgodnie z zapewnieniami producenta nieklejącą się. Dostępny jest w 12 odcieniach, ja otrzymałam nr 02, który w opakowaniu wygląda na mocniejszy róż, ale nałożony na usta jest niezwykle subtelny. Kolor, który posiadam dodaje ustom bardzo delikatnego różowego zabarwienia i efektu tzw. mokrych ust. Zatopione w błyszczyku drobinki, prawie niewidoczne na pierwszy rzut oka, więc nie jakieś tandetne czy 'dyskotekowe', pięknie odbijają światło i sprawiają, że usta aż lśnią cudownym blaskiem :) Wadą, jaką dostrzegłam w tym produkcie jest jego trwałość, a właściwie brak, albowiem błyszczyk bardzo szybko znika z ust, w 'starciu' z jedzeniem nie ma żadnych szans. Mimo to jeszcze długo po wytarciu z ust czuć, że są wygładzone i miękkie w dotyku. 
Kończąc dzisiejszy wpis warto abym wspomniała jeszcze, iż błyszczyk Miss Butterfly nie tylko stanowi dopełnienie makijażu, ale też dba i pielęgnuje delikatną skórę ust, zapewniając jej optymalne i długotrwałe nawilżenie. 
Odcień nr 02
Czytaj więcej »

Listopadowe denko

środa, 3 grudnia 2014 58 komentarzy
1. Pokrzywowy szampon do włosów z łupieżem Ziajato najlepszy szampon przeciwłupieżowy dostępny w drogeriach. Butla o pojemności 500 ml kosztuję około 8,00 zł, czyli bardzo niewiele, a jest mega wydajna ( dowód? szampon dobił dnia dopiero po 5 miesiąc używania co 2 dni! ). Zgodnie z obietnicami producenta szampon dobrze się pieni, redukuje łupież, skutecznie oczyszcza skórę głowy i włosy, nie plącząc ich ani nie wysuszając. Oczywiście planuję zakup kolejnej sztuki :)
2. Odżywka do włosów z olejkiem z awokado i masłem karite Ultra Doux Garnier- recenzja tutaj
3. Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy Liście Manuka Ziaja- recenzja tutaj
4. Kuracja upiększająca do twarzy i szyi Magic Rose Evree- recenzja tutaj
5. Baza matująca Base Matyfying Primer Lumene- recenzja tutaj
6. Podkład Stay Matte Rimmel- recenzja już wkrótce :)
7. Perfumy Be Delicious DKNY- zapach świeży i energetyczny, wyraźny, ale nie za ostry. Połączenie zielonego jabłuszka między innymi z ogórkiem i konwalią, które są najbardziej wyczuwalne, to czyste mistrzostwo :)
8. Transparentny sypki puder Miyo- spełnia swoje zadania, czyli matuje i utrwala makijaż na kilka godzin. Nie podkreśla suchych skórek, nie zapycha i dobrze się aplikuje, chociaż lubi pylić. Jak na puder za około 10,00 zł spisał się całkiem dobrze i myślę, że w przyszłości jeszcze do niego wrócę :)
9. Pomadka Color Sensational Maybelline New York- recenzja tutaj
10. Tusz do rzęs False Lash Wings L'Oreal- recenzja tutaj
11. Naturalne masło do ust z rokitnikiem Laura Conti- recenzja tutaj
1. Żel pod prysznic grejpfrut z Florydy Yves Rocher- nie potrafię już zliczyć ile opakowań tych żel już zużyłam :) Najbardziej lubię je za różnorodność zapachów, odpowiednią konsystencję, dużo piany oraz skuteczne oczyszczanie bez wysuszania skóry. 
2. Oliwkowy płyn do higieny intymnej z kwasem mlekowym Ziaja- w kwestii pielęgnacji higieny intymnej od lat jestem wierna płynom Ziaja. Duże opakowania wystarczają na bardzo długo, wygodne pompki aplikują tyle kosmetyku, ile trzeba, a sam płyn jest jednocześnie skuteczny i delikatny. 
3. Odżywczy żel pod prysznic mleczko kokosowe z płatkami jaśminu Dove- kremowa konsystencja, cudowny zapach, genialne właściwości pielęgnujące i oczyszczające, oto powody dla których namiętnie kupuję żele Dove :)
4. Antyperspirant Ultra Dry Garnier Mineral- klasyk w moich denkach, który gdy tylko jest w promocyjnej cenie kupuję w ilościach prawie hurtowych :P 
5. Łagodzący żel do golenia dla skóry wrażliwej Skino- biedronkowy produkt, który jakością nie odbiega od żeli Satin Care z Garniera! Kosztuje niecałe 6,00 zł, a bardzo ułatwia zabieg depilacji, nie podrażnia skóry i nie wysusza. 
6. Aloesowy peeling do ciała z solą z Morza Martwego Equilibra- recenzja już niedługo :)
7. Specjalistyczny olejek Dermo-Oil Equilibra- recenzja tutaj
Czytaj więcej »

Listopad na zdjęciach

poniedziałek, 1 grudnia 2014 49 komentarzy
 jesienne, zimne wieczory, gdy luby remontuje łazienkę, spędzam najlepiej jak się da, czyli objadając się mandarynkami i czytając książki... | ...ewentualnie rozwiązując szarady umysłowe :) | myślałam, że kocham wszystko co kokosowe, ale smak tej wody mocno zweryfikował moje gusta... oboje z TŻ stwierdziliśmy, że woda kokosowa smakuje jak stara, brudna skarpeta :P | czy tylko ja maluje paznokcie na książkach :P?
 najpiękniejsza piosenka jaką kiedykolwiek słyszałam (klik!) | mniejszych zakupów w Ikei już się chyba nie dało zrobić :P | takie czaderskie skarpety można kupić w H&M :D | kończę pierwsze opakowanie ( w zapasie mam jeszcze jedno ), ale większych efektów nie widzę...
 żarcik od koleżanki :D | skromne zakupy biedronkowe | co ja znowu jem :D | kartki świąteczne dla koleżanki z zagranicy i blogerki, dla której szykuję mikołajkową niespodziankę :)
 w Home&You jest już baaardzo świątecznie, nic tylko kupować te wszystkie cudeńka :) | 1988 stron, czyli książki przeczytane w listopadzie | po ostatnich porządkach w lakierach zaczęło mi brakować różowych odcieni, no więc kupiłam od razu trzy :P od lewej w górę: 09, 130, 21 | uwielbiam niedzielne poranki, gdy gorącą herbatkę mogę na spokojnie wypić pod kołderką
ciepło, wygodnie i w miarę modnie, czyli idealna stylizacja na dłuuugie godziny spędzone w galerii handlowej | u mnie na tapecie już zima | w pracy mamy nową rybkę :) | kolorowe nowości do testowania
Czytaj więcej »

Recenzja: Żel pod prysznic "Biała Glinka i Migdały", Bingo Spa

piątek, 28 listopada 2014 49 komentarzy
Obietnice producenta:
Delikatny żel BingoSpa pod prysznic o zapachu słodkich migdałów zawiera białą glinkę, która posiada w składzie ponad 20 ważnych dla zdrowia i urody minerałów, w tym krzem, aluminium, fosfor, wapń, potas, selen, mangan, miedź. Posiada właściwości antyseptyczne i antybakteryjne - działa jak naturalny antybiotyk. Aktywizuje procesy odbudowy komórek. 
Ekstrakt migdałowy ma doskonałe właściwości zmiękczające i wygładzające skórę, odbudowuje warstwę lipidową naskórka. 
Żel w sposób naturalny oczyszcza i stymuluje proces regeneracji skóry. Złuszcza martwy naskórek, oczyszcza skórę z nadmiaru sebum, toksyn, niezdrowej mikroflory, poprawia ukrwienie, łagodzi stany zapalne, przywraca skórze równowagę mineralną. Łagodny dla każdego rodzaju skóry o bardzo przyjemnym, sprzyjającym zmysłom zapachu. 

300 ml kosztuje 7,50 zł ( lub w promocji za mnie niż 6,00 zł ) w sklepie internetowym Bingo Spa
Moim zdaniem:
Kilkanaście dni temu pisałam o płynie micelarnym Bingo Spa, który jest nowością marki. A dziś mam dla Was recenzję żelu pod prysznic, klasyka znajdującego się w ofercie marki od kilku lat :)
Na wstępie chciałabym wykonać ukłon w stronę producenta. Za co? Za szacunek do nas blogerek, za liczenie się z naszym zdaniem, za branie naszych sugestii i propozycji zmian do serca. Jak pisałam w recenzji płynu micelarnego, marka Bingo Spa jest mi znana od dłuższego czasu. Na początku naszej 'znajomości' opakowania zakręcane były na aluminiową nakrętkę, co nie wiązało się z komfortem używania. Narzekałam na to nie tylko ja, ale też inne blogerki współpracujące z marką. Jak się z czasem okazało, marka wzięła sobie nasze słowa do serca i mało poręczne nakrętki zmieniła na czarne 'klipsy' wykonane z mocnego plastiku, dużo wygodniejsze w używaniu, a także bardziej estetyczne wizualnie :) Jak już jestem w temacie opakowania, to pokrótce napiszę, iż jest to smukła, prosta butelka o pojemności 300 ml. Jej przezroczyste ścianki umożliwiają kontrolowanie ubywania kosmetyku. Butelka dobrze leży w dłoni, jest poręczna, nie wyślizguje się z mokrych dłoni. 
Żel ma mleczną konsystencję charakterystyczną dla większości produktów przeznaczonych pod prysznic czy do kąpieli. W kontakcie z wodą/gąbką/ciałem wytwarza nie za dużo piany, za co ode mnie ma minusik, bo ja lubię jak piany jest wszędzie pełno :D Co do zapachu to przyznam się Wam, że jestem zawiedziona... Spodziewałam się słodkiego, migdałowego zapachu, który uprzejmi poranny prysznic. Żel faktycznie ładnie pachnie migdałami, ale zapach jest tak słabiutki, ale ledwo można go wyczuć w opakowaniu, o unoszeniu się go w powietrzu czy utrzymaniu na skórze można zapomnieć :(
Żel spełnia swoją podstawową funkcję, czyli dobrze myję skórę, pozostawiając ją oczyszczoną i przyjemną w dotyku. Subtelnie zmiękcza skórę, ale nie ma za grosz właściwości nawilżających, dlatego po kąpieli zawsze sięgam po balsam. Żel jest delikatny dla skóry, nie podrażnia jej, nie ściąga ani nie wysusza, ale też jej nie odżywia ani nie regeneruje. 
Podsumowując, w moim odczuciu żel jest takim średniaczkiem, który wywiązuje się ze swojego głównego zadania, ale poza tym nie robi nic. Gdybym kiedyś robiła zakupy w sklepie Bingo Spa raczej nie zdecydowałabym się na jego ponowny zakup.
Czytaj więcej »

Jesienny fiolet

środa, 26 listopada 2014 62 komentarze
Golden Rose, Rich Color, nr 104
Czytaj więcej »

Recenzja: Naturalne mydło werbena z kawałkami roślin, Alverde

poniedziałek, 24 listopada 2014 28 komentarzy
Obietnice producenta:
Naturalne mydło na bazie naturalnych olejów roślinnych zamiast pochodnych ropy naftowej. Całkowicie wegańskie. Nadaje się nawet do wrażliwej skóry. Bez syntetycznych zapachów, barwników i konserwantów. Z roślinną gliceryną. O intensywnym i orzeźwiającym zapachu werbeny i cytryny.

100 g kosztuje 7,50 zł w internetowej drogerii Cytrynowa

Moim zdaniem:
Dawno temu porzuciłam mydła na rzecz żeli pod prysznic i płynów do kąpieli, które są po prostu wygodniejsze w codziennym użyciu, wydajniejsze i lepiej się pienią. Tradycyjnymi mydłami w kostce przeważnie myję ręce, tylko od czasu do czasu zastępując nimi inne produkty do mycia ciała. Sama mydeł nie kupuję, mimo to spora ich ilość zalega w łazience: albo tata przynosi hurtem kilka opakowań z pracy albo dostaję jakieś mydełko do testowania, jak to Alverde ;)
Mydło ma postać niedużej kostki o zielonym zabarwieniu z wygrawerowaną nazwą producenta, w której jest coś zatopione, ale nie wiem co :P Myślałam, że te brązowe punkciki wykażą się właściwościami peelingującymi, ale pełnią one tylko rolę 'ozdobników'. Mydełko zapakowane jest w niewielki kartonik, utrzymany w stonowanych barwach.
Mydełko nieźle się pieni i dobrze oczyszcza skórę, pozostawia ją miękką i przyjemną w dotyku. Nie wysusza ani nie ściąga skóry jak niektóre mydła, pozostawia ją gładką, ale nie nawilżoną, dlatego zawsze po kąpieli nie zapominam o balsamie czy kremie do rąk. 
Zanim zaczęłam testowanie mydła, długo, bardzo długo delektowałam się samym jego zapachem. Uwielbiam ten orzeźwiający, rześki zapach werbeny, w której wyczuwam nieco kwaśną cytrusową nutę. Mydło dostępne jest jeszcze w dwóch innych wariantach zapachowych: dzika róża i lawenda. Nie wiem jak dokładnie pachną, ale na pewno nie tak kapitalnie jak to z werbeną :)
Czytaj więcej »

Odżywka do włosów z masłem karite i olejkiem z awokado Ultra Doux, Garnier

sobota, 22 listopada 2014 47 komentarzy
Obietnice producenta:
Odżywka do włosów bardzo suchych i zniszczonych z nowej linii Garniera `Naturalna Pielęgnacja` wzbogacona ekstraktami z olejku z awokado i masłem karité. Producent obiecuje że włosy po użyciu odżywki będą łatwiejsze w rozczesywaniu, odzywione, niewiarygodnie miękkie i błyszczące. Odżywka ma gładką i kremową konsystencję, która nie obciąża włosów. 

200 ml/ok. 7,00 zł w supermarketach, drogeriach mniejszych i większych
Skład: Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Elaeis Guineensis Oil/Palm Oil, Behentrimonium Chloride, Cl 15985/Yellow 6, Cl 19140/Yellow 5, Stearamidopropyl Dimethylamine, Chlorhexidine Dihydrochloride, Persea Gratissima Oil/ Avocado Oil, Citric Acid, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Hexyl Cinnamal, Glycerin, Parfum/Fragrance (FIL C39789/1). (03.07.2010)
Moim zdaniem:
Z ilości przeczytanych recenzji odżywki, o której dziś będzie mowa, jasno wynika, że zdecydowana większość z Was zakupiła ją pod wpływem szumu, jaki wokół niej panował i panuje cały czas. W moim przypadku było zupełnie na odwrót: najpierw kupiłam odżywkę, następnie przepadłam na całego, a dopiero na końcu uświadomiłam sobie jak jest o niej głośno w blogosferze :P I że brakuje jeszcze moich przysłowiowych "trzech groszy" :)
Pierwsze co przykuło mnie w tej odżywce to opakowanie, obok którego nie da się przejść obojętnie. Tubka wykonana z elastycznego tworzywa w intensywnym żółtym kolorze z brązową nakrętką rzuca się w oczy z daleka i aż mówi "weź mnie" ( przynajmniej tak było w moim przypadku, choć nie bez znaczenia był również fakt, że jest ona przeznaczona do włosów suchych i zniszczonych ). Możliwość postawienia jej 'na głowie' to niewątpliwy plus opakowania- odżywka ładnie ścieka w dół, dzięki czemu wyciśnięcie zawartości do samego końca nie stanowi problemu. Minusem jest jednak to, że przez nieprzezroczyste ścianki nie da się skontrolować ile odżywki jeszcze zostało. 
W odżywce odpowiada mi dosłownie wszystko. Ma rewelacyjną konsystencję, mocno kremową i gęstą, a jednocześnie lekką i jakby delikatnie rozwodnioną. Nie przecieka przez palce ani też nie spływa z włosów, przyjemnie się rozprowadza. No i ten zapach- słodkawy, intensywny, bez odrobiny nachalności. Na włosach utrzymuje się tak do dwóch godzin, dla mnie mógłby w ogóle się nie ulatniać :) Z tego co wyczytałam na blogach to i podobno skład jest niczego sobie jak na drogeryjną odżywkę za mniej więcej 7,00 zł.
Tradycyjnie, jak każdą inną odżywkę i tą nakładam mniej więcej od połowy włosów i nigdy jej nie spłukuję.  Odżywka dociąża włosy, czego moje właśnie potrzebują, inaczej puszą się jak u barana albo i jeszcze gorzej. Dyscyplinuje je, dzięki czemu lepiej się układają i nie elektryzują. Po jej użyciu włosy są zdecydowanie bardziej miękkie, gładkie i błyszczące. Są puszyste, a jednocześnie jedwabiste i jakby śliskie w dotyku. Zyskują elastyczność, są sypkie, sprężyste i mocno nawilżone, ale nie powierzchownie- mam wrażenie, że odżywka wnika w głąb włosa i nawilża go na całej grubości. Odżywka nie posiada właściwości silnie regenerujących, ale dobrze radzi sobie z odżywieniem włosów i ma dobroczynny wpływ na końcówki. 
Nie mam większych problemów z rozczesywaniem włosów, ale i tak zaobserwowałam, że odżywka zdecydowanie mi to ułatwia, dlatego uważam, że powinny ją wypróbować te z Was, które narzekają na plączące się włosy i trudności w ich rozczesywaniu. 
Jak wiecie, bo wspominam o tym nie pierwszy raz, moje włosy bardzo lubią silikony. W tej odżywce silikonów brak, a mimo to moje włosy naprawdę ją uwielbiają. Dlatego jej zakup uważam za strzał w dziesiątkę, a ona sama stała się moim ideałem :)
Czytaj więcej »

Niekosmetyczna wishlista

czwartek, 20 listopada 2014 46 komentarzy
Zupełnie nie wiem dlaczego wpisy typu 'wishlista' tak rzadko pojawiają się na moim blogu, przecież jest tyle rzeczy, które pragnę mieć, że właściwie nie powinnam pisać o niczym innym :P 
1. Mój stary portfel ledwie trzyma się kupy, pora więc rozejrzeć się za nowym. Wybór jest przeogromny, podoba mi się tyle modeli, tyle wersji kolorystycznych, że nie potrafię się zdecydować na jeden konkretny, chciałabym je wszystkie :P
2. Sweter w intensywnym kolorze na tyle uniwersalny, że nadawałby się zarówno do pracy, na spotkanie z koleżankami czy na buszowanie po sklepach. Mam jeden w kolorze fuksji, ale marzy mi się jeszcze różowy jak na zdjęciu oraz  zielony i czerwony.
3. Pod tak piękną pościelą człowiekowi aż się lepiej śpi i śni :) 
4. Klasyczne, jeansowe rurki są podstawą każdej damskiej garderoby. Posiadam dwie pary w swojej szafie, ale jedne są już tak stare, że praktycznie nadają się tylko do chodzenia po domu, a drugie jakoś mi nie leżą...
5. Najnowsza książka Harlana Cobena "Tęsknie za Tobą" jest punktem na tej liście, który może zostać najszybciej skreślony, albowiem już jakiś czas niby przypadkiem wspomniałam TŻ, że cieszyłabym się gdybym znalazła taki prezent pod choinką :D 
6. Chociaż rzadko używam, to jednak przydałaby mi się także porządna suszarka do włosów. 
7. Poszukiwania kalendarz na 2015 rok rozpoczęłam już w październiku, ale do tej pory nie znalazłam takiego, który całkowicie spełniałby moje oczekiwania. Chciałabym, aby był  solidnie wykonany, w przystępnej cenie, w formacie szkolnego zeszytu, miał dużo miejsca na zapiski i czaderską okładkę- czy naprawdę wymagam tak wiele :P?
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.