Czerwiec na zdjęciach

poniedziałek, 30 czerwca 2014 55 komentarzy
w czerwcu oczywiście nie obyło się bez przesyłek. listonosz zaczął mnie witać słowami "wykończy mnie Pani" :P | praca w szkole też ma swoje przyjemności :) | małe zakupy ubraniowe z Lidla |  jedna z wspomnianych wcześniej przesyłek kryła kosmetyki do testowania w ramach współpracy z Coloris. przez najbliższe tygodnie będą sprawdzać takie produkty jak preparat z diamentowym pyłem utwardzający i wzmacniający paznokcie, lakier do paznokci, masło i balsam do ust oraz łagodny krem do depilacji miejsc wrażliwych 
 mini zakupy z Biedronki | nowe naszyjniki | wakacyjny talon od Patrycji z Drogerii Cytrynowej | dla nowożeńców
 leniwe, niedzielne śniadanie | testowanie wosków od Cytrynowej- Sicilian Lemon pachnie obłędnie, orzeźwiająco i rześko, a zapach Black Coconut moja mama określiła jako pogrzebowy :P | po wielu, wielu latach zrobiłam małe zamówienie u konsultanki Avon'u | chaos zwany pakowaniem przed wyjazdem :P
 przepyszna nowość z Biedronki | pamiątka z wesela kuzynki | współpraca z Joanną, w ramach której otrzymałam zestaw do włosów z keratyną składający się z szamponu i dwóch odżywek | jedna z piękniejszych okładek, jakie widziałam
 letnia stylizacja na spotkanie z TŻ | książki przeczytane w ostatnich tygodniach | widok z okna ostatniego piętra pensjonatu niedaleko Kamiennej Góry | kontynuacja współpracy z Equilibrą, tym razem testuję kurację wzmacniającą włosy
łazienkowy pomocnik do wyciągania kurka z wanny :P | bardzo trafna sentencja z książki "Oczarowana", którą polecam przeczytać :) | zawartość ostatniej już przesyłki od Drogerii Cytrynowej... teraz testuję woski Yankee Candle, mydełko Alvedre, codzienny scrub do twarzy Planeta Organica, szampon dodający objętości włosom Planeta Organica oraz sól do kąpieli | w podróży
Czytaj więcej »

Recenzja: Rewolucyjny produkt do eko-demakijażu bez użycia detergentów, Glov-On The Go

sobota, 28 czerwca 2014 42 komentarze
Obietnice producenta:
Rękawiczka do demakijażu GLOV Hydro Demaquillage pozwoli Ci zmyć cały makijaż tylko za pomocą wody. Tak! Nawet wodoodporną maskarę! To możliwe dzięki niezwykłym włóknom wykonanym w mikrotechnologii, które są 100 razy cieńsze od ludzkiego włosa. Dzięki kształtowi rozgwiazdy i właściwościom elektrostatycznym przyciągają wszelkie zabrudzenia i z mikroprecyzją oczyszczają naszą skórę. Produkty GLOV są hipoalergiczne, pobudzają mikrokrążenie w skórze, wygładzają ją, a co najlepsze można je stosować nawet do 3 miesięcy.
Korzyści jakie daje nam GLOV on-the-go to:
  • Efektywnie zmywa makijaż- efektywność produktów GLOV to wynik zaawansowanej mikro-technologii włókien, które zmywają nawet najmocniejszy makijaż tylko za pomocą wody.
  • Oczyszcza skórę twarzy- poprzez stosowanie samej wody pobudzamy skórę do własnej pracy hydro-lipidowej. W ten sposób zachowujemy równowagę w wydzielaniu wody i tłuszczów.
  • Naturalnie pielęgnuje- używając produktów GLOV chronimy naszą skórę przed jej nadmiernym kontaktem z nienaturalnymi składnikami.
  • Najlepszy dla skóry wrażliwej i alergicznej- wniosek potwierdzony w badaniach klinicznych w Instytucie Dermatologii SkinLab na grupie kobiet posiadających alergiczną skórę- „Produkt nie wykazuje żadnych właściwości drażniących lub uczulających. Jest to najlepszy sposób na demakijaż dla osób z wrażliwą skórą.”
  • Idealny do każdego rodzaju cery- w przypadku cery tłustej ściągają nadmiar sebum, pozostawiając skórę czystą i matową. W przypadku cery suchej nie podrażniają jej  sztucznymi składnikami i pobudzają  wydzielanie lipidów.
  • Pilinguje i pobudza krążenie skóry- złuszcza martwy naskórek i pobudza krążenie, przez co skóra staje się gładka i jędrna.
  • Delikatny dla oczu- zapewnia świetną pielęgnację okolicy oczu, przynosząc uczucie odświeżenia. Jest bezpieczny dla osób o nadwrażliwych oczach oraz noszących soczewki kontaktowe.
  • Zmieści się do każdej torebki- produkt GLOV Hydro Demaquillage jest wielkości chusteczki i możesz go bez problemu zmieścić do każdej torebki czy też torby na siłownie lub basen.
  • Nie jest płynem- GLOV przejdzie każdą kontrolę lotniskową. Zawsze możesz mieć go w torbie podróżnej oszczędzając cenne miejsce na inne kosmetyki.
Tak wygląda ściereczka po użyciu. 

Moim zdaniem:
Każda blogerka, każda kosmetyczka czy każda dermatolożka powie Wam, że demakijaż to podstawa w pielęgnacji twarzy. Przeczytacie o tym na każdym produkcie do demakijażu, w każdym artykule urodowym. Dokładny demakijaż można wykonać mleczkami, płynami micelarnymi, płynami dwufazowymi, oliwką, chusteczkami nasączonymi płynami, a nawet niepozornie wyglądającą rękawiczką, o której dzisiaj napiszę kilka słów. 
Z dużym dystansem podeszłam do najnowszego rozwiązania w demakijażu, jakim jest rękawiczka Glov, którą znalazłam w majowo- cytrynowej torebce. Wiedziałam, że taka ściereczka jest dostępna na rynku, przeczytałam o niej kilka recenzji, ale zupełnie mnie nie obchodziła, bo wierzyć mi się nie chciało, że może działać, że to kolejny 'pic na wodę, fotomontaż". No bo powiedzcie same, jak zwyczajnie wyglądający, mały ręczniczek może okazać się rewolucyjną metodą w demakijażu? I to tylko przy użyciu wody z kranu? 
Jak widzicie na pierwszym zdjęciu rękawiczka nie jest duża, wchodzi w nią prawie cała dłoń, dzięki czemu korzystanie z niej jest bezproblemowe i wygodne. Wykonana jest z miękkiego materiału, więc nie podrażnia skóry i mogą ja stosować także osoby o wrażliwej cerze. Jest miła i puchata w dotyku i pomimo codziennego używania nie traci tych właściwości. Jest bardzo łatwa w utrzymaniu: po wykonaniu demakijażu wystarczy lekko ją namydlić, wykonać małe ręczne pranie i gotowe, ściereczka jest jak nowa. Używam jej od ponad miesiąca i nic nie straciła na swoim wyglądzie. Rękawiczka Glov jest tak prosta w obsłudze jak budowa cepa- wystarczy wsunąć do jej środka dłoń, zmoczyć pod bieżącą wodą i gotowe, można już wykonać demakijaż, a przy okazji delikatny, a jednocześnie pobudzający masaż twarzy. 
W trakcie testowania produktu Glov przeczytałam kilka recenzji na ten temat. Im bardziej się w nie wgłębiałam, tym bardziej były one korzystne i zachęcające, a ja tym bardziej zastanawiałam się "why?!". Na mnie ta rękawiczka nie zrobiła tak piorunującego wrażenia jak na większości blogerek. Ok, zgadzam się, że świetnie radzi sobie ze zmyciem podkładu, pudru, różu czy bronzera, ale przy demakijażu oczu przepada z kretesem. Nie używam wodoodpornych kosmetyków, a mój makijaż oczu ogranicza się właściwie tylko do tuszu i od czasu do czasu eyelinera. Zauważyłam, że kiepsko radzi sobie z rozpuszczaniem produktów używanych do malowania oczu, że nie domywa mascar tak jak powinna- rankiem po pierwszym użyciu ściereczki do demakijażu obudziłam się z czarnymi podkuwkami pod oczami, co jednoznacznie oznaczało, że tusz nie został w całości zmyty. Aby oczy były naprawdę czyste trzeba mocniej trzeć je rękawiczką Glov, a jak same wiecie tarcie oczu osłabia rzęsy, a także powoduje zmarszczki wokół. 
Słowem podsumowania, mam mieszane uczucia co do tej ściereczki. Tak jak napisałam wcześniej, dobrze myje i oczyszcza twarz, jednocześnie ją masując i pozostawiając delikatną w dotyku i gładką, ale zupełnie nie sprawdza się przy demakijażu oczu. Jest to ciekawy gadżet, który sprawdzi się w czasie podróży ( jest lekka, zajmuje bardzo mało miejsca i nie trzeba taszczyć ze sobą dodatkowych kosmetyków ), ale nie jest to jednak produkt dla mnie. Zostanę przy tradycyjnej metodzie demakijażu, która nigdy mnie nie zawodzi, czyli przy płynie micelarnym i waciku ;)
Czytaj więcej »

Podkład korygujący cerę 123 Perfect Foundation, Bourjois

czwartek, 26 czerwca 2014 44 komentarze
Obietnice producenta:
Pierwszy podkład który posiada trzy pigmenty korygujące cerę. Pożegnaj się z ziemistą cerą i zaczerwienieniami. Podkład jest lekko matujący, długotrwale nawilżający oraz posiada SPF 10.

1. Żółte pigmenty - redukują cienie pod oczami.
2. Fiołkoworóżowe pigmenty - świeża cera bez plamek i piegów.
3. Zielone pigmenty - maskują popękane naczynka i czerwone ślady po trądziku.


30ml kosztuje około 50zł w Rossmannie
Moim zdaniem:
Moja cera lubi płatać mi różne figle, więc nie zawsze mogę sobie pozwolić na pokazanie się ludziom bez nałożenia podkładu. Od tego typu produktu wymagam krycia zaczerwień oraz wszelkich niedoskonałości, zmatowienia błyszczących partii twarzy oraz nie zapychania skóry. Są podkłady, które nieźle radzą sobie w wyżej wymienionych kwestiach, ale są też i takie, które nie mogą sprostać nawet jednemu z moich oczekiwań... A jak poradził sobie podkład 123 Perfect od Bourjois? Zapraszam do dalszej części notki, w której wszystko się wyjaśni ;)
Opakowanie to wysoka, smukła i szklana buteleczka. Dołączona do niej pompka pozwala na wygodne i łatwe dozowanie podkładu. Wśród dostępnych tonacji wybrałam Vanilla, czyli nr 52, który lekko wpada w żółte tony. Jest to jeden z jaśniejszych odcieni, ale bardzo dobrze pasujący do mojej karnacji. Konsystencja jest płynna, delikatnie satynowa i niezbyt gęsta, lekko rozprowadza się do skórze. Podkład nie jest 'ciężki' sam w sobie, nie obciąża skóry, dlatego dobrze się sprawdza w okresie wiosenno- letnim. 
Opisując właściwości zacznę od... wykończenia :) Podkład daje bardzo ładne wykończenie, matowe i bez smug. Po przypudrowaniu efektem matowej skóry mogę cieszyć się cały dzień, bez pudru stan ten utrzymuje się około 4-5 godzin, po których podkład może delikatnie ścierać się przy nosie. Krycie określiłabym jako średnie, tzn. zaczerwienienia i mniejszy blizny dobrze maskuje, ale większym już nie daje rady, nawet przy pomocy korektora. Ujednolica koloryt skóry, delikatnie ją nawilża i wygładza, sprawia, że jest miła i miękka w dotyku. 
Przy każdym nowym podkładzie obawiam się, że może mnie zapchać, ale nie podkład Bourjois :) Stosuję go prawie codziennie od kilku miesięcy i nie zauważyłam, by w jakimkolwiek stopniu negatywnie wpłynął na stan mojej cery, nie podrażnił jej ani nie uczulił. Poza tym jest bardzo wydajny ( wystarczył mi na 3 miesiące jak nic ), nie smuży ani nie tworzy efektu maski, nie roluje się i ogólnie dobrze współpracuje z innymi kosmetykami jak krem, róż czy korektor. To i wszystko co napisałam o nim wcześniej sprawia, że jest jednym z moich ulubionych podkładów- jeszcze zanim pierwsza butelka dobiła dna kupiłam już drugą :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Balsam do ciała Amazonia, APN Cosmetics

wtorek, 24 czerwca 2014 37 komentarzy
Obietnice producenta:
Balsam do pielęgnacji ciała AMAZONIA zawiera: olej makadamia oraz masło murumuru, które hamują proces starzenia się skóry, zmiękczają ją i nawilżają, a zawarta w nich witamina A skutecznie chroni przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, ekstrakty z acai i guarany- wykazujące działanie ujędrniające oraz wspomagające pielęgnację skóry z cellulitem. Balsam polecany jest do pielęgnacji wszystkich rodzajów skóry.

Moim zdaniem:
Długo nie potrafiłam wyrobić w sobie nawyku systematycznego nawilżania ciała. Moja skóra jest normalna, nie wymagająca szczególnej pielęgnacji, więc często gęsto z czystego lenistwa po prostu omijałam ten etap pielęgnacji. Później założyłam bloga, zaczęłam nawiązywać współpracę, w mojej łazience zaczęły pojawiać się coraz to nowsze balsamy do ciała, po których sięganie jakoś tak naturalnie stało się moim przyzwyczajeniem, sama nie wiem kiedy. O jednym z licznych balsamów zajmujących półki, półeczki i szafeczki w łazience będziecie mogły dzisiaj poczytać :)
Balsam otrzymujemy w plastikowej i obłej butelce z pompką w kolorze czarnym. Dzięki przezroczystym ściankom butelki widać nie tylko białą konsystencję produktu, ale też stopień jego zużycia. Zaś pompka pozwala na higieniczne i łatwe korzystanie z balsamu. Mamy także pewność, że nie nabierzemy kosmetyku za dużo. Wydajność produktu jest bardzo dobra- jedna pompeczka wystarcza na posmarowanie obu rąk. 
Jak nadmieniłam wyżej, balsam ma białą konsystencję, bardzo delikatną, przypominającą mleczko. Z lekkością rozsmarowuje się po skórze, nie pozostawiając tłustej warstwy i szybko wchłaniając się. Z całej serii Amazonia, balsam ma najbardziej subtelny zapach, szybko ulatniający się. 
Po zastosowaniu balsamu skóra jest wygładzona i aksamitna w dotyku. Balsam dobrze nawilża, a wrażenie odpowiednio nawilżonej skóry odczuwalne jest przez długi czas. Sprawia, że skóra jest miękka, elastyczna i odżywiona.  Nie umiem powiedzieć jak balsam sprawdziłby się u osób z suchą lub bardzo suchą skórą, nie wiem czy jego działanie okazałoby się wystarczające. Uważam jednak, że osoby z normalną skórą, taką jak moja będą z niego równie zadowolone jak ja :)
Czytaj więcej »

"Niewolnica pornobiznesu" Linda Lovelace, Mike McGrady

niedziela, 22 czerwca 2014 32 komentarze
Jeszcze do niedawna nie słyszałam ani o filmie "Głębokie gardło" ani o aktorce grającej główną rolę Lindzie Lovelace. Wszystko zmieniło się za sprawą kilku blogów poświęconych książkom, na których to znalazłam recenzję "Niewolnicy pornobiznesu". Mimo że (auto)biografie nie są moim ulubionym gatunkiem literackim postanowiłam zrobić wyjątek i przeczytać coś na co zwykle nie zwracam uwagi. Po lekturze doszłam jednak do wniosku, że wolę wymyślone historie niż te oparte na faktach, bo to jak człowiek może traktować drugiego człowieka jest po prostu niewyobrażalne...
Historia Lindy zaczyna się bardzo niewinnie. Ma dwadzieścia jeden lat, gdy poznaje Chucka Traynora, kilka lat starszego chłopaka, który od razu wpada jej w oko. Linda mieszka z agresywną matką i ojcem, który udaje, że nie widzi tego jak matka znęca się nad dziewczyną. Stłamszonej Lindzie spotkanie Chucka wydaje się bym wybawieniem i po kilku tygodniach znajomości przeprowadza się do niego. Początkowo jest jej jak w bajce: wspólnie z Chuckiem dbają o interesy, mają pieniądze i dużo czasu, który spędzają razem. Chuck jest dla niej miły, serdeczny, dba o nią i rozpieszcza prezentami. Niestety, Linda nie ma pojęcia o przeszłości Chucka, a nawet w najczarniejszych koszmarach nie śni o tym jaką przyszłość jej zgotuje...
Po jakimś czasie bary prowadzone przez Chucka przestają przynosić zyski, więc postanawia on wrócić do swojego dawnego zajęcia, jakim było sutenerstwo. Z dnia na dzień zmienił się w potwora, który gwałcił, bił, zastraszał i groził okrutną śmiercią Lindzie. Ostrzegał, że należy do niego, że jest od niego uzależniona, że jeśli zrobi coś wbrew jego woli zabije ją i jej bliskich. Nie spuszczał jej z oka, nawet będąc wśród ludzi musiała prosić go o pozwolenie na pójście do toalety. Nie rzadko chodził tam razem z nią i jej pilnował. Zapowiedział, że będzie jego dziwką, że będzie uprawiać seks z kimkolwiek jej nakaże. Zaczęło się od zgwałcenia jej przez pięciu biznesmenów. Chuck zagroził jej, że jeśli tego nie zrobi zabije ją i jej rodzinę. Linda poznała go już na tyle, że wiedziała, iż nie żartuje i zrobiła to czego chciał. A później było już tylko gorzej...
Z każdym dniem Chuck stawał się coraz większym sadystą. Wysyłał Lindę do największych zboczeńców i zwyrodnialców, robił jej perwersyjne zdjęcia, chciał nawet pojechać z nią do Meksyku, by tam wzięła udział w "rozgrywkach" uprawiania seksu z... osłem! Wyobraźcie sobie arenę, wokół mnóstwo mężczyzn licytujących się o to ile cm oślego penisa wejdzie w kobietę... Zmuszał ją do coraz  okropniejszych rzeczy, jak na przykład do stosunku z psem. Zainteresował się filmami porno i zapowiedział Lindzie, że zrobi z niej gwiazdę, co też niestety uczynił. Z pistoletem przy głowie grała w obrzydliwych filmach porno, tylko po to aby przeżyć...
Historia Lindy jest wstrząsająca i makabryczna. Pisząc o niej czuję jak trzęsą mi się ręce, a czytając o tym co ją spotkało zastanawiałam się jak można być tak okrutnym dla drugiego człowieka. W głowie mi się nie mieściło, że ludzie tacy jak Chuck naprawdę istnieją. Przy fragmentach o groźbach śmierci ze strony Chucka zastanawiałam się dlaczego nie powiedziała "wolę żebyś mnie zabił"... Najgorsze jest to, że Linda nie mogła liczyć na pomoc najbliższych, wszyscy umywali ręce tłumacząc się, że są małżeństwem i nie mogą w nie ingerować. 
Opowieść ta naszpikowana jest opisami perwersyjnych aktów seksualnych, brutalnych pobić i gróźb. W pewnym momencie ma się chęć odłożyć ją głęboko do szafy, zapomnieć o niej, już do niej nie wracać. Wrażliwe osoby, o słabych nerwach na pewno nie doczytają jej do końca...
Fragment książki, jeden z łagodniejszych.

PS. Jedna z blogerek zwróciła mi uwagę, że mam za małą czcionkę, dlatego postanowiłam ją zmienić. Mam nadzieję, że teraz będzie się Wam jeszcze przyjemniej czytało moje wpisy :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Naturalny peeling cukrowy do ciała z olejem arganowym i nasionami truskawkami, Nacomi

piątek, 20 czerwca 2014 45 komentarzy
Obietnice producenta:
Cukier z nasionami delikatnie złuszcza martwy naskórek. Masło shea i olej kokosowy pielęgnują skórę, nawilżają i natłuszczają. Złoto Maroka zapobiega starzeniu się skóry i odżywia. Peeling nawilża intensywnie skórę podczas kąpieli pod prysznicem i dzięki temu zastępuje również balsam. Pozostawia na skórze uczucie delikatnego natłuszczenia. Skóra jest rozjaśniona i gładka. Nie zawiera konserwantów, parabenów, alergenów i sztucznych barwników. 

Skład: Sucrose, butyrospermum parkii butter ( shea butter ), argania spinosa kernel oil, coconut oil, tocopheryl acetate, parfum, strawberry seeds

100g kosztuje 16zł, a 200g- 29zł w sklepie internetowym Nacomi
Moim zdaniem:
W najlepsze trwa sezon na truskawki :) Najlepsze są oczywiście nasze polskie, najlepiej świeżo zebrane z krzaczka. To jedne z moich ulubionych owoców, które uwielbiam za słodycz, smak i zapach. Mogłabym je jeść cały rok, gdyby było to tylko możliwe... Na szczęście od dziś będę mogła chociaż cieszyć się prawdziwym zapachem truskawek nawet zimą :) A to dzięki Nacomi i cukrowemu peelingowi z nasionami truskawek. 
Kosmetyk otrzymałam w małym i przezroczystym słoiczku z czarna nakrętką, dodatkowo zabezpieczony plastikowym wieczkiem. Tego typu opakowanie jest najlepszym rozwiązaniem przy tak mocno zbitych peelingach, pozwala na wygodne i bezproblemowe aplikowanie produktu, a jednocześnie na kontrolowanie jego zużywania. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, czytelna i estetyczna, a na spodzie słoiczka znajdują się wszystkie najważniejsze informację, łącznie ze składem. Skoro jesteśmy już przy składzie to wydaje mi się, że jest on bardzo przyjazny. Już na drugim miejscu znajduje się masło shea, a tuż za nim olejek arganowy i kokosowy. Nie ma żadnych konserwantów, ulepszaczy, barwników czy alergenów.
Truskawkowy peeling ma świetną, mocno zbitą konsystencję. Drobiny cukru są duże i ostre, dzięki czemu dobrze ścierają martwy naskórek i wygładzają. Peeling zaliczyłabym do tych mocniejszych, czyli takich jakie lubię najbardziej :) Na zdjęciu możecie zobaczyć nawet zatopione w peelingu pesteczki truskawek. Najlepszy jednak w produkcie jest jego zapach! Podczas masażu ciała czuć unoszący się aromat prawdziwych truskawek- nieopisana rozkosz dla wszystkich zmysłów, w szczególności dla węchu :)
Już przy spłukiwaniu peelingu pod bieżącą wodą czuć, że skóra jest niezwykle gładka i natłuszczona. Produkt pozostawia skórę niesamowicie miękką, delikatną w dotyku i aksamitną jak pupka niemowlaka :D Skóra jest tak nawilżona, że wszystkie balsamy/mleczka/kremy/olejki do ciała można odstawić w kąt, bo efekt nawilżenia odczuwalny jest jeszcze dwa dni później.
Peeling dostępny jest także w innych wariantach zapachowych, np. z morelą, z wanilią i wiśnią lub z kawą. Mam zamiar mieć je wszystkie :D 
Czytaj więcej »

Woda toaletowa "Zmysłowa Magnolia"

środa, 18 czerwca 2014 36 komentarzy
Obietnice producenta:
Świeży zmysłowy dotyk magnolii. To nowy kobiecy, delikatnie powabny i zmysłowy zapach. Woda toaletowa o nowym soczystym, tajemniczym i kuszącym, niezwykle kobiecym aromacie.  Ta wyjątkowa nuta zapachowa dedykowana jest kobietom ceniącym owocowo-kwiatowe, bezapelacyjnie kobiece zapachy. 

50ml/ 4,99zł w sklepie internetowym producenta lub stacjonarnie w Makro, drogeriach Jaśmin i Wispol

Moim zdaniem:
Od spotkania blogerek we Wrocławiu minęły już dwa miesiące, a ja nie napisałam jeszcze ani jednego słowa o jakimkolwiek produkcie, który wtedy otrzymałam. Dziś udało mi się znaleźć trochę czasu, usiąść, porządnie sprężyć i sklecić kilka zdań o jednym z upominków, czyli o wodzie toaletowej Świt Pharmy :)
W płaskim, gładkim w dotyku i minimalistycznym w formie flakonie znajduje się zabarwiona na lekki róż woda toaletowa. Zakrętka jest srebrna, tak samo jak atomizer, który się nie zacina, a po naciśnięciu rozpyla gęstą mgiełkę. Flakon wykonany został z grubego szkła, ale mimo to nie ciąży, dobrze leży w dłoni, jest poręczny oraz niewielkich rozmiarów, więc idealnie zmieści się w każdej damskiej torebce.
Początkowo myślałam, że zapach nie przypadnie mi do gustu, albowiem kwiatowe nuty to nie moja bajka. Jakże się myliłam! "Zmysłowa Magnolia" to uwodzicielski, kobiecy zapach z wyraźnie wyczuwalną słodko- owocową nutą. Niestety, nie może być tak pięknie jakbym chciała... Woń okazała się wybitnie nietrwała, bardzo szybko ulatnia się i wietrzeje. Krótko mówiąc po godzinie, dwóch praktycznie już jej nie czuć. Ale nie można oczekiwać cudów po zapachu za 5zł ;)
Lubię poczuć ten zapach w ciągu dnia, więc woda toaletowa towarzyszy mi w pracy, gdzie od czasu do czasu, ale nie za często 'odświeżam' go i na moment przenoszę się do ogrodu pełnego słodkich magnolii :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Żel pod prysznic Carambola Lambada, Balea

poniedziałek, 16 czerwca 2014 45 komentarzy
Obietnice producenta:
Najnowsza edycja limitowana. Żel pod prysznic o egzotycznym zapachu soczystej karamboli. Wybuchowa moc owoców sprawi, że prysznic stanie się tropikalną wyprawą! Kremowa formuła i neutralne dla skóry pH. Testowany dermatologicznie. Zaaplikować na gąbkę, myjkę lub zwilżona skórę. Spienić, następnie obficie spłukać. Nie spożywać.
300ml/ 6zł w Cytrynowej Drogerii
Moim zdaniem:
Dzięki Cytrynowej od kilku tygodni w mojej łazience goszczą kosmetyki dobrze znanej i lubianej w blogosferze marki Balea :) Po kremie do rąkodżywce do włosów i jeszcze kilku innych produktach przyszedł czas na żel pod prysznic o fantastycznym, egzotycznym zapachu.
Żel znajduje się w lekko spłaszczonej, szerokiej, ale wysokiej butelce o pojemności 300ml. Zamykana jest szczelnie na zatrzask typu 'klik'. Mimo że zamykanie jest solidne nie ma obaw, że połamiemy sobie przy otwieraniu paznokcie. Otwór dozujący nie jest ani za mały ani za duży, dzięki czemu po pierwsze nie marnujemy żelu, a po drugie nie denerwujemy się podczas wyciskania go na gąbkę :) Szata graficzna jest przyjemna dla oka, bardzo kolorowa i rzucająca się w oczy. 
Konsystencja nie odbiega od większości żeli pod prysznic. Nie jest ani za wodnista, ani za gęsta, doskonale się pieni- już niewielka ilość żelu wytwarza dużo piany. Żel nie jest do końca przezroczysty, ma leciutko żółty kolor, jakby pastelowy. A pachnie po prostu bosko! Owocowo, kusząco, soczyście i świeżo. Nie jest ani odrobinę przesłodzony czy mdły. Unosi się w całej łazience, działa energetyzująco i pobudzająco. Żel jest bardzo wydajny, dzięki czemu można cieszyć się jego zapachem długi czas :)
Po użyciu żelu Balea nie odczuwam żadnego dyskomfortu w postaci ściągniętej skóry, swędzenia, podrażnienia czy przesuszenia. Moja skóra bardzo dobrze reaguje na ten produkt- za każdym razem jest dokładnie oczyszczona i odświeżona, gładka oraz miękka. Żel nie wysusza, ale też dobrze nie nawilża skóry, dlatego zawsze po umyciu sięgam dodatkowo po balsam. 
Podsumowując, jeżeli szukacie niedrogiego żelu pod prysznic, który nie tylko dobrze umyje, ale i nie wysuszy Waszej skóry, o niesamowitym zapachu to gorąco polecam Carambola Lambada. Na pewno nie będzie rozczarowane :)

PS. Gdybyście były ciekawe, na weselu było super :D A w najbliższy weekend czeka mnie powtórka z rozrywki :D
Czytaj więcej »

Recenzja: Mascara Celebrity Lash, Wibo

piątek, 13 czerwca 2014 44 komentarze
Obietnice producenta:
Tusz do rzęs o intensywnie niebieskim odcieniu pięknie podkreśla spojrzenie. Wydłuża i zwiększa objętość rzęs. 

7g kosztuje około 10zł w Rossmannie
Moim zdaniem:
W wieku 25 lat przyszło mi testować produkt, który moim zdaniem przystoi tylko nastolatkom, ewentualnie modelkom podczas sesji zdjęciowych lub pokazów ;) A mowa o moim pierwszym kolorowym tuszu do rzęs, czyli o niebieskiej maskarze Wibo, którą otrzymałam od portalu Uroda i Zdrowie.
Tusz znajduje się w smukłym, lekko obłym opakowaniu, utrzymanym w niebiesko-białej tonacji. Wielkość szczoteczki jest średnia, ma normalne włosie i leciutko zwęża się przy końcu. Myślałam, że będzie mi się nią dobrze malować rzęsy, ale niestety pomyliłam się. Może nie widać tego tak dobrze na zdjęciu poniżej, ale szczoteczka nie rozczesuje ani nie rozdziela rzęs, ale skleja ja w kilka kupek, które wyglądają jak nóżki pająka. Tusz nadrabia za to płynną, kremową konsystencją w ślicznym i intensywnym niebieskim kolorze. Pachnie jak większość mascar, czyli mocno chemicznie.
Według producenta tusz ma wydłużać i zwiększać objętość rzęs. I faktycznie, rzęsy są ładnie wydłużone,  a przy tym uniesione i podkręcone, ale maskara zupełnie nie nadaje im objętości. Intensywność koloru na rzęsach nie blaknie wraz z upływem czasu, jest tak samo mocna rano jak i wieczorem, wiele godzin po nałożeniu. Tusz jest bardzo trwały, wytrzymuje na rzęsach cały dzień bez kruszenia się, osypywania czy rozmazywania pod okiem. Jednak jak możecie zauważyć na zdjęciu, po pewnym czasie zaczyna się lekko grudkować. 
Maskara nie podrażnia, nie uczula, nie powoduje szczypania oczu, co zaliczam do jej atutów. Nie jest to jednak tusz dla mnie, bo pierwsze dlatego, że skleja rzęsy, a po drugie dlatego, że kolorowe tusze, tak jak piaskowe lakiery do paznokci, nie są po prostu dla mnie. Podobają mi się u kogoś innego czy na zdjęciach, ale na sobie już nie. 
Dwie warstwy tuszu.

PS. Następnego wpisu wypatrujcie w poniedziałek- przez weekend nie będę miała możliwości napisać, bo będę bawić się na weselu kuzynki :D
Czytaj więcej »

Oszczędność nie jest moją mocną stroną... czyli nowości w szafie

środa, 11 czerwca 2014 51 komentarzy
Zauważyłam, że dawno nie było wpisu zakupowego. Zupełnie nie wiem jak to się stało, bo moja szafa wzbogaciła się o kilka nowych ciuszków i butów :D Ale jak to mówią "co się odwlecze, to nie uciecze" i dziś mam dla Was post podsumowujący moje ostatnie zakupowe szaleństwa- przygotujcie się na dużo zdjęć i jeszcze więcej nowości :D
Zaczniemy od nabytków obuwniczych. Przyznam Wam, że nie pamiętam kiedy ostatnio kupiłam tyle par butów :P Sandałki kupiłam w Deichmann'ie chyba za 69zł. Obie pary lakierowanych balerinek w kolorze nude kupiłam na Allegro, obie pary z przesyłką kosztowały mnie 80zł. Niebieskie baleriny i trampki z kwiatki kupiłam w Biedronce, każda para kosztowała nieco ponad 20zł ( kupiłam jeszcze czarne balerinki i szare trampki, które nie załapały się na zdjęcie, bo o nich zapomniałam :P ). Żółte szpileczki kupiłam w jednym ze sklepów u mnie w miasteczku za 120zł. Są skórzane i bardzo wygodne :)
Białą bluzeczkę z czarnymi rękawkami kupiłam w Oodij za 40zł- jeżeli szukacie fajnych ciuszków dobrej jakości i w niewielkiej cenie, to z czystym sumieniem polecam Wam ten sklep. Robię w nim zakupy od kilku lat i jeszcze ani razu się nie zawiodłam :) Pasiastą mgiełkę kupiłam na Szafa.pl za niecałe 30zł z przesyłką. 
W Butiku kupiłam bluzę z szarymi rękawami i kwiatami na białym tle za mniej niż 40zł. Białą mgiełkę udało mi się nabyć w C&A za 50zł. 
Ramoneska była na mojej liście już od kilku lat, ale nigdy nie mogłam znaleźć tej jednej jedynej. Aż podczas ostatniej wizyty we Wrocławiu weszłam do Takko i tam upatrzyłam moją idealną ramoneskę ( w rzeczywistości tak się nie świeci ) za 170zł. Pudrowo różowe rurki, które także były na mojej liście kupiłam w New Yorker za 70zł. 
W ostatnich tygodniach kupiłam kilka kardiganów. Bardzo lubię rozpinane sweterki i zawsze mi ich mało, bo pasują do wszystkiego i na prawie każdą okazję. Błękitny kupiła mi mama w Biedronce za około 30zł, czarny i koralowy są z Lidla i kosztowały również około 30zł. Sweterek z pagonami kupiłam na Szafa.pl za ponad 30zł z przesyłką, a jeszcze jeden czarny sweterek z Zary upolowałam w SH za 10zł :)
Bluzeczki widoczne na zdjęciu kupiłam po 28zł w Biedronce. Są świetne i pasują mi do wielu rzeczy w szafie.
Kilka miesięcy temu stwierdziłam, że w mojej szafie brakuje ciemnej jeansowej katanki. Po kilku tygodniach bezowocnego poszukiwania w pierwszy weekend czerwca znalazłam taką jaką chciałam w Butiku. Akurat trwała promocji -50%, więc katanka nie kosztowała mnie więcej niż 50zł :) Jasne jeansy kupiłam w C&A za 59zł. 
Ostatnio mam fioła na punkcie t-shirtów. Jestem jednak bardzo wybredna w kwestii nadruków, dlatego w mojej szafie ( póki co :P ) jest tylko kilka tego typu koszulek. Zieloną i z azteckim wzorkiem kupiłam w Sinsay po 20zł, białą szaro- czerwonym napisem upolowałam w SH- była jeszcze z oryginalną metką i kosztowała 15zł. Za 15zł kupiłam też nową koszulkę z zdjęciami miast w Butiku. 
Bluzkę w kwiaty kupiłam na Szafa.pl za 30zł z przesyłką, a szarą sukienkę w Butiku za 39,95zł. Bardzo fajnie leży, ma rękawki 3/4, ale żałuję, że kieszenie są tylko ładnie wyglądającymi atrapami
W czerwcu idę na dwa wesela, w dwóch różnych częściach Polski, więc potrzebowałam nowej sukienki. Po przymierzeniu setek sukienek w Monnari natrafiłam na sukienkę idealną. Nieskromnie Wam powiem, że wyglądam w niej obłędnie :D Podoba mi się w niej absolutnie wszystko i nawet cena nie była mi taka straszna- 180zł. Nowości w szafie zamykają dwie klasyczne, lakierowane kopertówki, które można nosić zarówno na ramieniu jak i w dłoni. Za obie torebki kupiłam na Allegro i łącznie z przesyłką zapłaciłam za nie około 90zł. 

Następny post zakupowy pojawi się po wyprzedażach :D
Czytaj więcej »

Recenzja: Błyszczyk do ust z kwasem hialuronowym Lip Sensation, Wibo

poniedziałek, 9 czerwca 2014 37 komentarzy
Obietnice producenta:
Błyszczyk Lip Sensation nadaje natychmiastowy efekt gładkich i jedwabistych ust. Zawiera odżywczą formułę kwasu hialuronowego, który wypełnia nierówności naskórka. Stonowana kolorystyka dostępna w kolekcji idealnie dopasuje się do codziennego makijażu. Przy regularnym stosowaniu kwas hialuronowy poprawi kondycje ust powiększając ich objętość. Dzięki formule XXL usta stają się zmysłowe i sprężyste. Aplikator wykonany jest z delikatnego włosia, który miękko i jednolicie nakłada błyszczyk.
  • powiększa usta do rozmiaru XXL
  • zmysłowy efekt dzięki zawartości kwasu hialuronowego
  • nawilżone i powiększone usta


5ml około 8zł w Rossmannie, dostępny w 6 kolorach. 

Moim zdaniem:
Dziś po raz kolejny mam dla Was wpis o produkcie Wibo. Tym razem jest to błyszczyk, który według producenta wypełnia usta i nadaje im mega objętość. A jak jest w rzeczywistości? O tym w dzisiejszym poście, zapraszam do lektury :)
Błyszczyk znajduje się w małym, szklanym, kanciastym opakowaniu o przezroczystych ściankach i czarnej nakrętce, która szczelnie chroni produkt przed działaniem czynników zewnętrznych oraz przed niepożądanym wylaniem, np. w kosmetyczce. Aplikatorem w postaci miękkiej, nie za dużej i 'włochatej' pacynki, lekko, łatwo i przyjemnie maluje się usta. 
Konsystencja błyszczyku jest aksamitna, kremowa i gęsta. Do testów otrzymałam odcień nr 1, który wygląda na stonowany róż z jakby fioletowym przełamaniem, ale po nałożeniu na usta zmienia się w delikatny i jednocześnie bardzo soczysty różowy kolor. Efekt nie jest przesadzony, usta pociągnięte błyszczykiem wyglądają naturalnie. Jednak najlepszy jest zapach! Błyszczyk pachnie jak guma balonowa z waniliowym posmakiem :D
Moje usta z natury są duże, więc nie szukam błyszczyków optycznie je powiększających. I muszę Wam powiedzieć, że błyszczyk Wibo wcale nie dodaje im objętości. Jednak mimo wszystko jestem zdania, że jest to jeden z lepszych produktów do ust wśród wszystkich dostępnych na rynku kosmetycznym. Błyszczyk przede wszystkim ładnie podkreśla usta, nadaje im niesamowity połysk, świetnie sprawdza się w codziennym makijażu. Cudownie nawilża i wygładza usta oraz nadaje im miękkości, efekt ten odczuwalny jest jeszcze długo do zniknięciu błyszczyka. Usta są zadbane i tak... słodko wyglądające :D
Trwałość jest w porządku, bez jedzenia i picia trzyma się na ustach około 2 godzin. Błyszczyk nie klei się, nie wypływa poza kontury ust, nie wchodzi w załamania i nie podkreśla suchych skórek. Uwielbiam malować nim usta i zastanawiam się czy nie kupić kilku na zapas- gdyby ktoś wpadł na "genialny" pomysł wycofania znakomitego produktu ;)
Błyszczyk na ustach :)
Czytaj więcej »

Bloker Ziaja

sobota, 7 czerwca 2014 50 komentarzy
Obietnice producenta:
Regulator pocenia - działanie blokujące: skutecznie redukuje nadmierne pocenie. Ogranicza wydzielanie potu i przykrego zapachu. Zapewnia długotrwałe uczucie świeżości. Nie zawiera parabenów, alkoholu i barwników. Bez zapachu. Nie pozostawia śladów na ubraniu. Przebadany dermatologicznie w Klinice Dermatologicznej w Białymstoku pod kątem ewentualnego działania toksyczno-drażniącego.

Skład: Aqua, Aluminium Chloride, Glycerin, Hydroxyethylcellulose, Potassium Sorbate.

Cena: 6,90zł / 60ml w wszystkich drogeriach, supermarketach, na stoiskach Ziaja, a także w Internecie

Moim zdaniem:
Odkąd tylko sięgam pamięcią sen z powiek spędzała mi nadmierna potliwość... Próbowałam wszystkich sposobów na uporanie się z tym problemem, ale większość produktów działała na krótką metę lub wcale. Aż pewnego pięknego dnia kupiłam Bloker i moje życie odmieniło się o 180 stopni! No dobra, troszkę wyolbrzymiam, ale odkrycie Blokera umożliwiło mi raz na zawsze uporać się z 'potliwym problemem'.
Bloker znajduje się w poręcznym, dobrze układającym się w dłoni opakowaniu z kulką, która się nie zacina i dozuje tyle kosmetyku, ile trzeba. Mimo niewielkiej pojemności jest bardzo wydajny- jedno opakowanie wystarcza mi na rok! Ma płynną, przezroczystą konsystencję i jest bezzapachowy. 
Antyperspirant od samego początku stosuję zgodnie z wskazówkami producenta. Najpierw przez trzy kolejne nocy, a teraz dwa razy w tygodniu- w środy i niedziele. Niestety, raz nie zastosowałam się do zalecenia, by nie używać Blokera na świeżo wydepilowaną skórę pach... To pieczenie pamiętam do dzisiejszego dnia! Teraz pilnuję się, aby korzystać z tego antyperspirantu przynajmniej dzień po depilacji. 
Bloker jest ze mną od kilku lat, więc przetestowałam go naprawdę solidnie i wiem, że białe, niepozorne opakowanie kryje w sobie prawdziwy skarb! Już po pierwszych kilku dniach zaobserwowałam, że skutecznie reguluje wydzielanie potu- już nie muszę się martwić, że jak podniosę ręce do góry to ktoś zobaczy wielkie ślady potu pod pachami, bo ich po prostu nie ma :) W 100% spełnia swoje główne zadanie, a poza tym jeszcze nie brudzi ubrań, hamuje przykry zapach i zapewnia uczucie świeżości, czyli robi wszystko to, co obiecuje nam producent. Nic tylko polecać dalej :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Tusz do rzęs Panoramic Lashes Shine & Volume Mascara, Wibo

czwartek, 5 czerwca 2014 41 komentarzy
 
Obietnice producenta:
Maskara Panoramic Lashes z mega szczoteczką, która dzięki zwężonej końcówce pozwala na precyzyjne pomalowanie rzęs nawet w kąciku oka. Formuła maskary wzbogacona w otręby ryżu i pantenol oraz składniki stymulujące wzrost rzęs i zapobiegające ich wypadaniu. Kremowa formuła mascary nadaje rzęsom wyjątkową objętość bez sklejania. Nie obciąża rzęs pozostawiając je miłymi w dotyku. Nadająca mega objętość szczoteczka pozwala cieszyć się spektakularnym, panoramicznym wyglądem rzęs kiedy tylko zapragniesz.

około 12zł/11g w Rossmannie
Moim zdaniem:
Tusze do rzęs to kosmetyki bez których nie ruszam się nawet wynieść śmieci- wiedzą to wszyscy, a już na pewno Wy, bo często gęsto piszę o tym przy każdej recenzji tuszu ( mój M. twierdzi, że mam niespotykaną tendencję do powtarzania się :P ), więc tym razem nie mogło być inaczej :) Dziś przedstawię Wam nowy tusz Wibo, marki której mascary lubię najbardziej, tak samo jak Lovely.
Niepozorne to słowo idealnie opisujące opakowanie tego tuszu. Utrzymane w czarnej kolorystyce raczej nie przyciąga uwagi, a szkoda, bo już po pierwszym użyciu wiedziałam, ze trafiłam na perełkę :) Ale wracając jeszcze do opakowania, to jak same możecie zauważyć, jest proste, minimalistyczne i na swój sposób eleganckie i klasyczne. Po miesiącach używania tylko mascar z silikonowymi szczoteczkami musiałam na nowo nauczyć się 'obsługi' zwykłej, bo właśnie taką ma ten tusz. W dodatku jest duża i gęsta, ale mimo to bardzo dobrze mi się z nią współpracuje. Mimo swoich gabarytów dociera nawet do króciutkich rzęs tuż przy kąciku oka. Konsystencja jest typowa dla tuszy, nie za rzadka ani za gęsta.
Trwałość tuszu jest naprawdę godna pochwały: po 8 godzinach pracy tusz nadal jest na swoim miejscu, jego kolor nie traci na intensywności, nic się nie kruszy, nie osypuje ani nie rozmazuje pod okiem. Szczoteczka ładnie rozdziela rzęsy, dobrze je rozczesuje i lekko unosi ku górze. Rzęsy są wydłużone, pogrubione, nawet kilka warstw tuszu ich nie skleja. Oko jest wyraźnie podkreślone, a spojrzenie nabiera zalotnego charakteru, ale jest to naturalny efekt. 
Od tuszy nie wymagam właściwości pielęgnujących rzęsy, bo uważam, że od tego są wszelkiego rodzaju odżywki. Nie wierzę w obietnice producenta, że tusz wzmocni rzęsy, odżywi je i sprawi, że urosną do nieba, dlatego też nie zdziwiłam się, że mimo takich gwarancji producenta żadnego z tych zapewnień u siebie nie zauważyłam. Poza tym jestem z tuszu niesamowicie zadowolona, śmiało mogę o nim powiedzieć "mój kolejny ideał" :) 
Dwie warstwy tuszu.


PS. Przepraszam Was za ostatnie zasypywanie recenzjami Wibo, ale goni mnie ostateczny termin ich publikacji. W ciągu najbliższych dni spodziewajcie się jeszcze dwóch recenzji produktów Wibo: błyszczyka i jeszcze jednego tuszu do rzęs, tym razem niebieskiego ;) 
Czytaj więcej »

Majowy projekt denko

wtorek, 3 czerwca 2014 54 komentarze
1. Bloker Ziaja- recenzja za kilka dni
2. Maska do włosów Silk Kallos- maska okazała się dla mnie zupełnym zaskoczeniem, negatywnym niestety... To jakaś totalna porażka! Maska nie robi nic z włosami, a czasami miałam wrażenie, że je wysusza, przez co przypominały siano i jedyne co mi pozostawało to ich związanie, by jako tako wyglądały. Nawet dłuższe trzymanie jej na włosach lub nakładanie większej ilości nie przynosiło żadnych efektów. 
3. Odżywka bez spłukiwania Regeneracja i Połysk Ultimate Reapir Gliss Kur- recenzja tutaj
4. Kremowy żel pod prysznic z olejkiem arganowym Sensual Joanna- butla wielka jak hangar, a jej zawartość niewydajna jak rzadko kiedy... Ale to moje jedyne zastrzeżenie, poza tym żel jest całkiem przyjemny. Ma fajną kremową konsystencję, ładny zapach, dobrze myje i oczyszcza, a przede wszystkim nie wysusza skóry.
5. Antyperspirant Ultra Dry Cotton Rexona- najbardziej lubię antyperspiranty Garnier, ale tuż za nimi są te z Rexony :) Nie brudzą ubrań, ładnie pachną, nie podrażniają wydepilowanej skóry pod pachami ( jak robią to antyperspiranty Nivea ). 
6. Matujący płyn micelarny- tonik 2 w 1 Dermo Face Strefa T Tołpa- recenzja wkrótce
7. Peeling z nasion bzu czarnego Zrób Sobie Krem- coś dla osób lubiących mocniejsze tarcie :) Dobrze ściera martwy naskórek, wygładza, pobudza krążenie, dzięki czemu skóra lepiej wchłania maseczki i kremy. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że delikatnie rozjaśnia przebarwienia potrądzikowe. Nie podrażnia ani nie uczula, ale osoby o wrażliwej cerze powinny trzymać się od niego z daleka. 
8. Mus do ciała Melon i Arbuz Tutti Frutti Farmona- początkowo byłam zachwycona. Mus ma świetny zapach, leciutką konsystencję, która fantastycznie rozsmarowuje się po skórze. Przez pierwsze dni mus łagodnie nawilżał, wygładzał i przez kilka minut pozostawiał na skórze delikatną warstewkę ochronną. Jednak po jakimś czasie moja skóra chyba przyzwyczaiła się do tego musu, bo przestałam zauważać jakiekolwiek działanie tego musu, nawet po odstawieniu go na kilka dni...
9. Peeling do ciała Amazonia APN- recenzja tutaj
10. Krem rozjaśniający przebarwienia Bioliq- recenzja niedługo
11. Tonizujący krem do twarzy Green Tea Bioluxe- recenzja tutaj
12. Żel pod prysznic Amazonia APN- recenzja tutaj
13. Szampon do włosów Total Repair Gliss Kur- szampony Gliss Kur systematycznie pojawiają się w moich denkach, więc nie wiem czy jest sens po raz kolejny powtarzać, że są moimi ulubieńcami, że lubię to, iż po ich użyciu moje włosy są wygładzone, nawilżone, a także lepiej się układają. 
14. Ujędrniająco- wygładzający balsam do ciała pod prysznic Argan Oil Eveline- recenzja jeszcze w tym miesiącu
15. Żel do golenia Olay Satin Care- jeden z najlepszych żeli do golenia! Ma niesamowity niebieski kolor, delikatny zapach, dobrze się rozsmarowuje, ułatwia poślizg maszynki, nie podrażnia ani nie uczula. Po prostu rewelacja! Na mój fart bardzo często w promocji za około 12zł :) Chyba najbardziej wydajny ze wszystkich żeli Satin Care. 
16. Delikatny odświeżający płyn do higieny intymnej Z Apteczki Babuni Joanna- wierna od lat Ziaji Intima nie miałam pojęcia, że na rynku kosmetycznym jest tak samo dobry płyn do higieny intymnej z Joanny :) Produkt zauroczył mnie tak jak kiedyś wspomniana Ziaja. Delikatnie, ale skutecznie myje i odświeża, zapewnia komfort i uczucie świeżości. Jest bardzo wydajny, a przy tym kosztuje najwyżej 10zł. 
17. Nawilżająca odżywka zwiększająca objętość włosów Equilibra- recenzja tutaj
18. Kwas hialuronowy 1% Zrób Sobie Krem- kwas dodaję zawsze do maseczek z glinek, a czasami stosuję zamiast kremu na noc. Rewelacyjnie nawilża, zmiękcza, sprawia, że buzia jest gładziutka jak pupka niemowlaka :) 
19. Odżywka do włosów suchych i zniszczonych Argan Oil Joanna- ma bardzo ładny zapach i świetną, gęstą konsystencję. Lekko dociąża włosy, ułatwia ich rozczesywanie, sprawia, że przestają się elektryzować i puszyć. Wygładza, nawilża i dodaje włosom miękkości. W duecie z szamponem jest nie do pobicia :)
20. Szampon do włosów suchych i zniszczonych Argan Oil Joanna- świetnie się pieni, ładnie pachnie i nie podrażnia skóry głowy ani nie powoduje łupieżu. Dobrze myje i oczyszcza, pozostawia włosy błyszczące, miękkie oraz pełne witalności. Bardzo mi przypasował i na pewno jeszcze kiedyś kupię :)
21. Pomadka ochronna Sun Protect Nivea- najgorsza pomadka Nivea! Po pierwsze, okropnie śmierdzi, a w dodatku pozostawia na ustach chemiczny posmak, który czuć nawet kilka godzin po nałożeniu. Na sama myśl mną wstrząsa... Po drugie, bieli usta, nawet po jednej warstwie mam wrażenie, że moje usta są blade jak ściana... Po trzecie, wcale nie dba o usta, nie nawilża ich ani nie odżywia. Jednym słowem bubel, od którego najlepiej trzymać się z daleka.
22. Krem nawilżający pod oczy 25+ Bioliq- recenzja tutaj
23. Korektor do twarzy Affinitone Maybelline New York- szału nie ma, niestety. Jest bardzo wydajny i łatwy w aplikacji, ale słabo kryje. 
24. Tusz do rzęs Pump Up Lovely- recenzja tutaj 
25. Tusz do rzęs Magnetic Look Ultra Volume Eveline- recenzja tutaj
26. Skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1 Advance Volumiere Eveline- recenzja tutaj
Czytaj więcej »

Recenzja: Lakier do paznokci Candy Shop, Wibo

niedziela, 1 czerwca 2014 58 komentarzy
Dzisiaj mam dla Was recenzję kolejnego lakieru do paznokci od Wibo. Tym razem jest to lakier o piaskowej fakturze w kolorze nr 2. Jest to naprawdę piękny róż, nieco jaskrawy i trochę taki słodkopierdzący. Należy do tych lakierów, które mimo swojej atrakcyjności, nie są fotograficzne...
Lakier znajduje się w szklanej, spłaszczonej buteleczce o pojemności 8,5 ml z białą nakrętką. Ma gruby, szeroki pędzelek, którym wygodnie i precyzyjnie maluje się paznokcie. Na pierwszy rzut oka konsystencja wydaje się taka jak u innych lakierów do paznokci, dopiero w kontakcie z płytką paznokcia zaczyna ujawniać się tzw. efekt piasku. Lakier ma bardzo dobre krycie, już pierwsza warstwa ładnie kryje, a dwie idealnie pokrywają wszystkie prześwity. Zaś dzięki piaskowej fakturze w ogóle nie smuży. Wysycha w błyskawicznym tempie, a po całkowitym zaschnięciu nabiera matowego wyglądu.
Trwałość lakieru jest bardzo dobra. Trzyma się na paznokciach nawet tydzień, ale po trzech dniach minimalnie zaczyna ścierać się na końcach, a po pięciu delikatnie odpryskiwać Nie barwi płytki paznokcia, nie rozmazuje się przy zmywaniu, ale schodzi troszkę opornie.
Mimo jego wielu zalet, lakier nie są dla mnie. Żaden piaskowy lakier nie jest dla mnie. Co prawda, podoba mi się jak wyglądają na zdjęciach, ale na moich paznokciach już nie. Drażni mnie ta chropowatość, brak gładkości i swego rodzaju delikatności. Mam wrażenie, że 'ziarenka piasku' o wszystko zaczepiają, a delikatniejszy materiał mogłyby pozaciągać. 
Słowem podsumowania, lakier przykuwa uwagę, nie tylko kolorem, ale też swoją fakturą, więc jeśli jest wśród czytelniczek taka, która jeszcze nie miała piaskowego lakieru, to polecam wypróbować z Wibo :)
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.