Recenzja: Naturalne masło karite do ust z rokitnikiem Spf 15, Laura Conti

środa, 30 lipca 2014 26 komentarzy
Obietnice producenta:
Unikalna kompozycja masła Karite i olejku z owoców rokitnika przeznaczona do pielęgnacji skóry zniszczonej, przesuszonej, łuszczącej się i wymagającej regeneracji. Olej z owoców rokitnika wykazuje zdolność częściowej absorpcji promieniowania słonecznego z zakresu UVB oraz wysoką aktywność antyoksydacyjną zwalczającą wolne rodniki, co zalicza je do naturalnych filtrów przeciwsłonecznych. Wysoka zawartości witaminy A w postaci karotenoidów odpowiada za własności regeneracyjne olejku, chroni przedwczesnym starzeniem się skóry, wzmacnia włókna kolagenowe. Błyskawicznie przynosi ulgę spierzchniętym, przesuszonym ustom.  Bez konserwantów, parabenów, kompozycji zapachowych I barwników.

4,8g kosztuje 6,99zł w Rossmannie lub w sklepie internetowym producenta
Moim zdaniem:
Wróciłam !! Jestem opalona, wypoczęta i naładowana pozytywną energią :) W najbliższym poście pokażę Wam kilka migawek z urlopu, a już dziś zapraszam do poczytania o produkcie, dzięki któremu nie spaliłam sobie ust wylegując się w słoneczku na plaży, czyli o sztyftcie do ust z Spf 15. 
Prosty sztyft, w którym znajduje się produkt zapakowany jest w kartonik, na którym widnieją wszystkie istotne informacje. Sam sztyft wykonany jest z białego, twardego plastiku  wytrzymałego na upadki. Oklejony jest zielono- czerwoną nakleją, w tej samej kolorystyce jest wspomniany wyżej kartonik. Na spodzie opakowania znajduje się małe pokrętełko, dzięki któremu masło sprawnie wysuwa się i wsuwa z powrotem. Sztyft jest niewielkich rozmiarów, zmieści się w każdej kosmetyczce, w najmniejszej kopertówce, a także w kieszeni spodenek.
Konsystencja masła jest zbita, a jednocześnie na tyle miękka, że dobrze rozprowadza się po usta, z łatwością po nich sunie. I na tyle lekka, że nawet po nałożeniu kilku warstw nie czuć jej na ustach. Bardzo dobrze trzyma się ust, nie wylewa się poza ich kontur, nie pozostawia nielubianego przeze mnie chemicznego posmaku. Jest bezzapachowe i bezbarwne.
Mam nawyk oblizywania ust, więc bywają spierzchnięte i suche, dlatego po pomadkę sięgam kilka razy dziennie. Wygląda ona dość niepozornie i być może dlatego nie oczekiwałam po niej nie wiadomo jakich cudów, ale po raz kolejny przekonałam się, że pozory mogą mylić :) Po nałożeniu masła usta stają się takie 'śliskie', delikatnie połyskliwe, a kolorowe szminki suną po nich jak... po maśle :P Masło dba i pielęgnuje usta, nawilża je i zmiękcza, przynosi szybką ulgę przesuszonym ustom. Zawarty olej rokitnika uważany jest za naturalny filtr przeciwsłoneczny, dlatego balsam świetnie chronił moje usta na urlopie. A dzięki witaminie A są wygładzone i zregenerowane.
Podsumowując, masło wywiązuje się ze wszystkich obietnic producenta. Oprócz tego jest niedrogie, wydajne i dostępne w drogeriach stacjonarnych. Dzielnie troszczyło się o moje usta na urlopie, więc nie wróciłam z poparzonymi i wysuszonymi :) Naprawdę polecam! 
Czytaj więcej »

Moja wakacyjna kosmetyczka

czwartek, 24 lipca 2014 52 komentarze
Już za parę dni , za dni parę, Wezmę plecak swój i gitarę... Wróć, nie za parę dni tylko już jutro ( !! ), zamiast plecaka wezmę walizkę na kółkach, a miejsce gitary zajmie wakacyjna kosmetyczka, której zawartość chciałam Wam dziś pokazać. Mam ten komfort, iż nad morze jedziemy z TŻ samochodem, więc nie muszę chodzić do drogerii i szukać najpotrzebniejszych kosmetyków w wersjach mini lub przelewać do mniejszych buteleczek. Nawet gdy moja kosmetyczka będzie nieco ciężka, mój dżentelmen będzie ją dźwigać za mnie :P 
Ja tu gadu-gadu, a Was pewnie ciekawi co takiego zabieram ze sobą nad morze? Liczę, iż pogoda będzie mnie rozpieszczać, że będę mogła nieco się opalić, więc podstawą mojej kosmetyczki jest wodoodporna emulsja do opalania oraz krem do twarzy Sopot Sun Ziaja. Nie wiem czy moje cera jest fotowrażliwa, ale na pewno będzie mi wdzięczna za wklepywanie tego kremu w ciągu dnia. Kupując wspomniane produkty otrzymałam gratis w postaci orzeźwiającej mgiełki, którą również wrzuciłam do kosmetyczki. Pozostając przy kosmetykach do ciała, zabieram także małą buteleczkę płynu do higieny intymnej Ziaja, żel pod prysznic Luksja, który kupiłam z ostatnim numerem Party oraz krem do rąk Biały Jeleń, który będzie pełnił również rolę balsamu do ciała. Dorzucam jeszcze masło karite z Spf 15 do pielęgnacji ust.
W wyborze pielęgnacji twarzy ograniczyłam się tylko do dwóch produktów, żelu oraz kremu z serii Liście Manuka Ziaja. Nie szalałam też pakując kosmetyki do włosów, zabieram tylko szampon Yves Rocher oraz odżywkę Elisse
W mojej wakacyjnej kosmetyczce znajdzie się też miejsce na troszkę kolorówki, czyli korektor Eveline, podkład Perfect 123 Bourjois, błyszczyk Astor tusz do rzęs Lovely, a także płyn micelarny do demakijażu BeBeauty. Oczywiście nie będę malować się przed wyjściem na plażę, tylko wieczorami, gdy wraz z TŻ będziemy chodzić na kolacje, koncerty czy inne letnie wojaże :) Jako lakieromaniaczka muszę zabrać ze sobą zmywacz BeBeauty i chociaż jeden lakier do paznokci :D Mój wybór padł na miętowy lakier z Golden Rose, ale zastanawiam się jeszcze nad jednym :P
Pakując wakacyjną kosmetyczkę nie zapomniałam także o małej paście do zębów, antybakteryjnym żelu, maszynce do golenia, antyperspirancie i lekkiej wodzie toaletowej
I to by było wszystko. Niektórym z Was będzie się wydawać, że to dużo, że mogłabym się bardziej ograniczyć. Znajdą się wśród Was takie, które będą zdania, że tak naprawdę zabieram ze sobą niewiele. Ale ja wiem, że wybrałam te produkty, które na pewno okażą się przydatne, które podczas mojego pobytu nad morzem na pewno będą w stałym użyciu :)


PS. Następnej notki spodziewajcie się w połowie przyszłego tygodnia :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Olej kokosowy nierafinowany, Nacomi

wtorek, 22 lipca 2014 50 komentarzy
Obietnice producenta:
Można stosować jako balsam do ciała. Jest idealny do cery suchej i łuszczącej się, swędzącej. Najlepsze rezultaty można uzyskać wcierając olej w jeszcze wilgotna skórę,tuż po kąpieli. Łagodzi objawy związane z łuszczycą, zapaleniem skóry i egzemą. Używany do masażu wspomaga naturalną, równowagę skóry. Zmiękcza skórę zapobiegając jej przesuszeniu oraz łuszczeniu się. Zapobiega zmarszczkom, obwisłej skórze oraz plamkom na ciele. Sprzyja zdrowemu i promiennemu wyglądowi skóry. Dostarcza ochrony przed szkodliwymi skutkami ultrafioletowego promieniowania słonecznego.

W sklepie internetowym Skarby Świata olej kokosowy dostępny jest w słoiczkach o pojemności 100g za 18,50zł lub 200g za 35,00zł
Moim zdaniem:
Pomiędzy gotowaniem obiadu, pakowaniem na wakacyjny wyjazd, praniem, prasowaniem i bieganiem do krawcowej na przymiarki sukienki znalazłam jeszcze czas na napisanie recenzji nierafinowanego oleju kokosowego Nacomi :) 
Opakowanie, w którym otrzymałam olej to 100ml słoiczek o grubych, plastikowych ściankach w mlecznym kolorze, zamykany na białą nakrętkę z dodatkowym wieczkiem chroniącym produkt. Uważam, iż jest to odpowiedni rodzaj opakowania, umożliwiający bezproblemowe wydobywanie kosmetyku.
W zależności od temperatury olej przybiera różne postaci- gdy jest zimno jego konsystencja jest zbita, przypominająca masło kosmetyczne, a gdy tylko robi się nieco cieplej zmienia się w klarowną ciecz. Przy pielęgnacji ciała czy włosów bardziej odpowiada mi jego stała konsystencja, gdy mam zamiar dodać odrobinę do maseczki na twarz wolę jak jest płynny. Zapach olejku jest bardzo apetyczny, pachnie prawdziwym rajskim kokosem! Dobrze wiecie, że jest to jeden z moich najukochańszych zapachów, więc używanie olejku to dla mnie czysta przyjemność :) A stosuje go różnorodnie:
* jako dodatek do maseczki do twarzy- mam wrażenie, iż dodanie oleju do maseczki wzmacnia jej działanie. Po zmyciu skóra jest dobrze nawilżona, miękka, jednocześnie jakby napięta, odzyskuje równomierny koloryt, nabiera sprężystości i promienistości. Olej nie przyczynił się do zniwelowania moich niedoskonałości, ale też nie zadziałał w drugą stronę- i chwała mu za to ;)
* jako balsam do ciała- stosuję jak każde inne mazidło do pielęgnacji ciała, ale tylko w wolne wieczory, ponieważ olej potrzebuje dłuższej chwili, aby wchłonąć się w ciało. Olej dogłębnie nawilża skórę, zmiękcza oraz regeneruje. Sprawdza się także jako krem do dłoni, które zyskują na delikatności, miękkości i gładkości. 
* jako baza do peelingu- olej mieszam z kilkoma łyżkami cukru, po czym powstałą masę wsmarowuję w ciało, najczęściej w nogi dzień przed depilacją. Tak przygotowany peeling nie tylko zapobiega wrastaniu się włosków, ale też złuszcza martwy naskórek, wygładza skórę, optymalnie ją natłuszcza, odżywia i regeneruje, pozostawiają niesamowicie delikatną i aksamitną w dotyku. I pachnącą, oczywiście :)  
* jako serum na końcówki włosów- bardzo malutką ilość olejku ( odrobinkę więcej i włosy wyglądają jakby były nie myte przez tydzień... ) wcieram w same końcówki. Olej widocznie poprawia ich kondycję i stan, świetnie je nawilża, skleja te po rozdwajane, dzięki czemu włosy wyglądają na zadbane i zdrowe. Są dociążone, więc nie puszą się ani nie elektryzują.
* jako balsam do ust- wystarczy zanurzyć opuszek palca, a następnie rozsmarować po ustach, by momentalnie poczuć jak produkt je natłuszcza, odżywia i niesamowicie zmiękcza. 
Olej kokosowy jest u mnie w stałym użyciu, więc niestety dobija już dna... A szkoda, bo chyba się od niego uzależniłam... Od jego słodkiego zapachu i kapitalnego oddziaływania na moją skórę i włosy :)
Czytaj więcej »

Velvet Matte Lipstick, Golden Rose

niedziela, 20 lipca 2014 67 komentarzy
Obietnice producenta:
Pomadka do ust Velvet Matte tworzy na ustach aksamitne matowe wykończenie. Wysoka zawartość pigmentów oraz długotrwała formuła sprawia, że pomadka długo utrzymuje się na ustach. Idealnie się rozprowadza, a dzięki zawartości składników nawilżających oraz wit. E dodatkowo odżywia i nawilża usta. Paleta zawiera 27 odcieni od klasycznej czerwienie po odcienie nude. Produkt nie zawiera parabenów i jest testowany dermatologicznie.

4,2g kosztuje 10,90zł na stoiskach firmowych Golden Rose czy w sklepie internetowym producenta
Moim zdaniem:
O pomadkach Velvet Matte było głośno w blogosferze kilka miesięcy temu. Pamiętam, że swego czasu nie było dnia, w którym nie trafiłabym na ich recenzję. Przeczytałam wiele wpisów im poświęconych, obejrzałam na zdjęciach chyba wszystkie dostępne odcienie i w końcu sama zapragnęłam je mieć, przetestować, sprawdzić czy naprawdę są takie dobre. Więc kiedy tylko nadarzyła się okazja bycia w pobliżu stoiska Golden Rose ( wiem, mogłabym zamówić przez Internet, ale chciałam je wymacać i zobaczyć kolory na żywo ) bez wahania skierowałam tam swoje kroki w celu zakupienia pomadki. I tu zaczęły się schody- jaki odcień wybrać, skoro jest ich ponad 20 i wszystkie takie piękne? Najlepiej wszystkie :P, ale mój portfel by mi tego nie wybaczył do końca życia, wiec po długich dylematach, rozważaniach i konsultacjach z sprzedawczynią wybrałam pomadkę o nr 03, czyli w odcieniu nude. 
Moje pierwsze spotkanie z tym produktem nie było udane, nałożyłam o jedną czy dwie warstwy za dużo, przez co miałam wrażenie ciężkich ust. Z czasem nauczyłam się z nią współpracować i teraz stanowi podstawę mojego codziennego makijażu. 
Szeroka gama kolorystyczna niewątpliwie jest plusem Velvet Matte, albowiem każda z nas znajdzie coś dla siebie. Golden Rose w swojej ofercie ma całą paletę barw, od jasnych kolorków na co dzień ( jak mój ) po intensywne odcienie czerwieni na wieczór lub dla co odważniejszych pań. 
Pomadka zamknięta jest w bordowym opakowaniu ze złotymi napisami. Mimo iż zostało wykonane z plastiku, w całości wygląda elegancko i estetycznie. Konsystencja jest kremowo-satynowa, zbita, ale na tyle miękka, by przy nakładaniu aż sunęła po ustach równomiernie pokrywając je warstewką koloru. Ma przyjemny, jakby słodkawy zapach.
Mimo iż preferuję błyszczyki do ust w swoich kosmetycznych zbiorach mam także kilka pomadek, więc mam z czym porównać produkt od Golden Rose. Pomadkę wyróżnia jej pigmentacja- wystarczy jedno pociągnięcie, by usta zostały pokryte pięknym kolorem. Jak na szminkę za niecałe 11zł nie ma co narzekać na jej trwałość- powalająca na kolana nie jest, trzyma się na ustach godzinę, czasami dwie, ale przynajmniej schodzi równomiernie. Mimo, że jest to matowa pomadka to daje aksamitne wykończenie, a pomalowane nią usta wyglądają naprawdę apetycznie i pięknie. Dobrze trzyma się ust i nie wypływa poza kontur. Czytałam, że matowe pomadki mają tendencję do wysuszania ust i podkreślania suchych skórek, dlatego ( o ile nie zapominam ) przed nałożeniem Velvet Matte pociągam usta ochronną pomadką. Nawet jeśli zdarzy mi się ominąć ten etap w makijażu i tak nie zauważyłam, by podkreślała suche skórki, a nieprzesadzona ilość warstw sprawia, iż pomadki nie czuć w ogóle na ustach. 
Pomadkę polecam każdemu- za 10,90zł otrzymujemy naprawdę dobry produkt :)
nr 03 na ustach
Czytaj więcej »

Recenzja: Odżywki do włosów szorstkich, matowych, suchych i zniszczonych Keratyna, Joanna

piątek, 18 lipca 2014 39 komentarzy
Każdy wpis poświęcam pojedynczym produktom kosmetycznym, ale tym razem postanowiłam zrobić wyjątek i w jednym poście napisać recenzję dwóch odżywek do włosów z serii Keratyna marki Joanna.
Obietnice producenta:
Twoje włosy łamią się i kruszą? Są szorstkie, źle się rozczesują, brak im witalności i zdrowego wyglądu? Zregeneruj je z produktami z keratyną stanowiącą podstawowy budulec włosa! Odżywka Keratyna zawiera innowacyjny kompleks keratynowy, który rozpoznaje najbardziej uszkodzone miejsca na powierzchni włosa aby je wzmocnić i uzupełnić ubytki keratyny. Dzięki niej Twoje włosy są chronione i odbudowane dzień po dniu, mocniejsze i pełne sprężystości.
Problem: Włosy szorstkie, matowe, łamliwe i zniszczone
Recepta: Odżywka Keratyna
Efekt: Włosy zregenerowane i odbudowane, błyszczące i zdrowo wyglądające
Składniki wiodące: Innowacyjny kompleks keratynowy

200g kosztuje około 7zł, odżywka jest szeroko dostępna w drogeriach
Moim zdaniem:
Na pierwszy ogień idzie kremowa odżywka do spłukiwania. Jej opakowanie od tego, w którym znajduje się szampon z tej samej serii, różni się jedynie kolorem nakrętki i napisów. Butelka jest poręczna, wygodna i nie wysuwa się nawet z mokrych dłoni. Kryje w sobie lekką, kremową konsystencję, średnio gęstą, która po nałożeniu nie spływa z włosów. Odżywka ma przyjemny zapach, troszkę taki słodkawy.
Odżywkę nakładam od połowy włosów po same końce i mimo wskazania producenta, by po kilku minutach spłukać ją z włosów, nigdy tego nie robię. Dzięki temu moje puszące się na wszystkie strony świata włosy są okiełznane, dociążone i dają się układać tak jakbym tego chciała. Odżywka ułatwia rozczesywanie włosów, dodaje im sprężystości, zmiękcza je i wygładza. 
Obietnice producenta:
Odżywka w spray’u Keratyna zawiera innowacyjny kompleks keratynowy, który rozpoznaje najbardziej uszkodzone miejsca na powierzchni włosa aby je wzmocnić i uzupełnić ubytki keratyny. Dzięki niej Twoje włosy są chronione i odbudowane dzień po dniu, łatwe w rozczesywaniu i pełne życia. 
Problem: Włosy szorstkie, matowe, łamliwe i zniszczone.
Recepta: Odżywka w spray'u Keratyna.
Efekt: Włosy zregenerowane i odbudowane, błyszczące i zdrowo wyglądające.
Składniki wiodące: Innowacyjny kompleks keratynowy.
150ml kosztuje około 8zł
Moim zdaniem:
Przyszedł czas na odżywkę w spray'u, która znajduje się w plastikowej, przezroczystej butelce o pojemności 150ml. Odżywka ma ciekłą konsystencję w kolorze przywodzącym mi na myśl rozcieńczony sok jabłkowy. Jest poręczna, posiada wygodny atomizer, po naciśnięciu którego uwalnia delikatną mgiełkę o słodkim zapachu. 
Odżywkę traktuję jako dopełnienie każdorazowego mycia włosów. Spryskuję nią jeszcze mokre włosy, dzięki czemu rozczesywanie ich to bułka z masłem. I to właściwie byłoby wszystko co mogę napisać o tej odżywce, bo mimo regularnego stosowania kilka razy w tygodniu nie zaobserwowałam żadnego oddziaływania na moje włosy. Jedynie co mogę na jej temat jeszcze napisać to to, iż nie wysusza włosów i ogólnie im nie szkodzi, ale nie ma co oczekiwać od niej regeneracji, odżywienia czy wzmocnienia. 

Podsumowując, pierwsza z zaprezentowanych odżywek świetnie sprawdza się na moich włosach, które permanentnie potrzebują nawilżenia i poskromienia. W połączeniu z szamponem stwarza duet, który czyni moje włosy gładkimi i miękkimi w dotyku. Z drugą odżywką szału nie ma, większych problemów z rozczesywaniem włosów nie mam, więc gdy dobije dna kolejnego opakowania raczej nie kupię. 
Czytaj więcej »

Serum proteinowe modelujące biust MultiModeling, Ziaja

środa, 16 lipca 2014 48 komentarzy
Obietnice producenta:
Produkt multimodelingu łączy w sobie działanie substancji o różnych funkcjach z zakresu kosmetologii i dermatologii. Zawiera składniki zwiększające spoistość tkanki łącznej, usprawniające komunikację między naskórkiem a skórą właściwą, intensywnie regenerujące. Zwiększa elastyczność i jędrność skóry osłabionej rozciąganiem. Nadaje się dla kobiet po porodzie. Lekka konsystencja serum i bardzo świeży, niespotykany zapach daje uczucie komfortu i swobody. 

migdały/olej jojoba/algi – wyraźnie napinają naskórek, odbudowują aktywność kolagenu i elastyny, przeciwdziałają ich degradacji. Przyspieszają proces zabliźniania rozstępów. Zapobiegają wiotczeniu skóry, utrzymują elastyczność i jędrność na poziomie skóry młodej.
kwas hialuronowy –  zachowuje elastyczność skóry odpowiedzialny za hydrodynamikę komórek skóry, zapobiega transepidermalnej utracie wody. Chroni przed efektem wiotczenia skóry.

100ml kosztuje mniej niż 10zł, serum i inne kosmetyki  z tej serii można kupić w sklepie internetowym Ziaja oraz na firmowych stoiskach, np. w Porcie Łódź 

Moim zdaniem:
Biust, nieważne mały czy duży, jest niewątpliwie atrybutem kobiecości :) Z rozmiaru swojego biustu jestem bardzo zadowolona, uważam że jest taki jaki powinien być i aby zachować jego sprężystość i jędrność regularnie stosuję odpowiednie specyfiki do jego pielęgnacji. Jak na prawdziwą blogerkę przystało i w tej dziedzinie pielęgnacji często sięgam po nowości kosmetyczne, w tym po proteinowe serum modelujące biust Ziaja.
Serum do biustu jest jednym z sześciu produktów wchodzących w serię MultiModeling. Opakowania całej linii utrzymane są w białej tonacji z czarnymi detalami w postaci napisów. Samo serum znajduje się w tubce o pojemności 100ml, którą można postawić 'na głowie'. Wykonana została z elastycznego plastiku, więc wyciśnięcie kremu z tubki nie sprawia najmniejszych trudności, a niewielkiej wielkości otwór umożliwia wytłoczenie tyle produktu, ile potrzeba. Wieczko szczelnie chroni serum przed czynnikami zewnętrznymi. Otwiera się dość ciężko, ale nie na tyle by połamać sobie paznokcie. 
Zapach tego serum określiłabym jako kremowy, bardzo delikatny i ulotny. To samo mogłabym napisać o konsystencji, która przypomina łagodne mleczko. Bardzo ładnie i lekko się rozprowadza oraz szybko wchłania nie pozostawiając na skórze klejącej warstwy.
Serum stosuję codziennie, przeważnie wieczorem. Niewielką ilość rozcieram w dłoniach, po czym zgodnie z podpowiedzią producenta, wsmarowuję okrężnymi ruchami zaczynając od dołu piersi, a kończąc na dekolcie. Dość szybko zauważyłam pierwsze efekty regularnego stosowania produktu. Skóra jest odpowiednio nawilżona, zyskuje na sprężystości i elastyczności. Gołym okiem widać, że delikatna skóra piersi jest w lepszej kondycji. Patrząc na swoje piersi z góry odnoszę jeszcze wrażenie, iż serum jakby wypełnia je oraz delikatnie zaokrągla ich kształt.
Producent obiecuje także między innymi zapobieganie wiotczenia skóry czy przyspieszenie zabliźniania rozstępów- odpukać, póki co nie mam takich problemów, więc nie powiem Wam jak w tych kwestiach spisuje się serum. Jeśli jednak szukacie kosmetyku 'zapobiegawczego', który pozwoli Wam jak najdłużej cieszyć się młodym i pięknym biustem, to z czystym sercem polecam Wam właśnie to serum :) 

UWAGA UWAGA !!
Po trzech latach blogowania zdecydowałam się na założenie Fan Page'u :)
Liczę na Wasze polubienia :D

Czytaj więcej »

Recenzja: Sól do kąpieli Amazonia, APN Cosmetics

poniedziałek, 14 lipca 2014 28 komentarzy
Obietnice producenta:
Aromatyczna sól do kąpieli Amazonia zawiera ekstrakty z acai i guarany. Kąpiel w wodzie z dodatkiem soli skutecznie zmiękcza martwy naskórek i przygotowuje skórę do kolejnych zabiegów. 

600g w sklepie internetowym producenta kosztuje tylko 9,90zł 
Moim zdaniem:
Sole do kąpieli to jedne z moich ulubionych umilaczy wieczornych kąpieli. Najchętniej sięgam po nie jesienią i zimą, gdy oprócz wygrzania się w kąpieli, chcę także odprężyć się i rozkoszując miłym zapachem. Latem i wiosną chętniej wykorzystuję je do moczenia stóp i tak właśnie było z solą Amazonia, którą otrzymałam do testów i która jest już ostatnim produktem od APN Comsetics , który Wam zrecenzuje.
Opakowanie jest baaardzo duże i póki wypełnione jest solą, baaardzo ciężkie :P Wykonane zostało z mocnego, przezroczystego plastiku, a zakręcane jest na czarną nakrętkę. Utrzymane jest w takiej samej kolorystyce co reszta produktów z serii Amazonia. Zapach w opakowaniu jest intensywny, ziołowy, chyba najbardziej podobny do zapachu żelu pod prysznic. Sól ma postać małych kamyczków w kolorze zielono-niebieskim- na taki sam odcień barwi wodę. 
Jak napisałam na wstępie, sól wykorzystuję do moczenia stóp, przeważnie raz w tygodniu ( nie lubię brać kąpieli, gdy jest wiosna lub lato ). Do bardzo ciepłej wody wrzucam garść lub dwie soli i nadrabiając zaległości książkowe, moczę stopy przez około 20 minut. Sól bardzo wolno rozpuszcza się uwalniając całkiem aromatyczny zapach, który jeszcze bardziej umila cotygodniowy zabieg. Kąpiel z solą przynosi ulgę i odprężenie zmęczonym stopom oraz delikatnie je nawilża. 
Moja mama także wyraża się pozytywnie o tym produkcie. W przeciwieństwie do mnie używa teraz tej soli do kąpieli i chwali sobie w niej to, że nie wysusza skóry, nie ściąga jej ani nie podrażnia. A także za to, że pozostawia skórę gładką i miękką w dotyku. 
Jednym słowem, za mniej niż 10zł możemy wyczarować sobie seans Spa dla ciała i zmysłów ( lub dla samych stóp ) we własnych czterech ścianach :) 
Czytaj więcej »

Pierwsze ( być może ostatnie ) łupy wyprzedażowe

sobota, 12 lipca 2014 49 komentarzy
Uwielbiam wyprzedaże, ale z roku na rok albo robię się coraz bardziej wybredna albo w sklepach naprawdę sprzedają już w większości same szmatki, szmateczki i szmatunie. Dlatego mogę stwierdzić, iż w tym roku wyprzedaże obeszły się ze mną bardzo łagodnie. Mimo kuszących promocji kupiłam tylko kilka rzeczy i to takich, które od dłuższego czasu znajdowały się na mojej liście, czyli czarny klasyczny żakiet z Bershki ( przeceniony na 79,90zł z 99,90zł ) oraz ciemne jeansy z Cropp'a ( 49,90zł z 79,90zł ).
Zwykłą czarną bluzeczkę z guziczkami i rękawem 3/4, która także znajdowała się na mojej liści kupiłam w Sinsay ( w cenie regularnej 24,90zł ). Nieplanowanym, ale bardzo przyjemnym zakupem jest tylko torebka z Oodji, za którą zapłaciłam 39,90zł, a która wcześniej kosztowała 84,90zł! 
W H&M kupiłam jeszcze bawełniane spodenki do spania ( regularna cena 19,90zł ) oraz czarny sweterek z rękawem 3/4 ( został przeceniony z 99,90zł na 30zł :)- jest prosty i klasyczny, więc to zakup na lata. W Sinsay upolowałam jeszcze różową koszulkę ( za całe 14,99zł, a wcześniej kosztowała 24,99zł ), w sam raz na lato i mój wakacyjny wyjazd nad morze :)
Skoro piszę o nowościach to nie mogę nie wspomnieć, iż dzięki Rekomenduj.to zostałam ambasadorką Le Petit Marseillais :) Mleczko do ciała oraz kremowy żel pod prysznic ( a także kilkadziesiąt próbek ), zapakowane niczym prezent w białe pudełko z karbowanego papieru i owinięte w zieloną bibułkę, ucieszyły moje oczy i gust estetyczny :) Mam dziś wolne popołudnie, więc czym prędzej sfotografuję kosmetyki z każdej ze stron, po czym szybko zabiorę się za testowanie, by już niedługo zdać Wam relację!
Czytaj więcej »

Recenzja: Odżywka do włosów Beautiful Long, Balea

czwartek, 10 lipca 2014 37 komentarzy
Obietnice producenta:
Zauważalnie zdrowsze i silniejsze włosy na całej długości- i gładko sunący grzebień. Balea pomoże Ci osiągnąć efekt niesamowicie gładkich i miękkich włosów- bez obciążania. Odżywcza formuła z fito-keratyną i olejkiem Inca Inchi wzmocni Twoje włosy i podkreśli ich długość. Ułatwia rozczesywanie włosów. Kompleks pielęgnujący z pantenolem ochrania naturalną równowagę wilgoci we włosach. Odżywka wzmacnia zniszczone włosy, wygładza ich powierzchnię oraz chroni włosy przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, dlatego włosy są miękkie, błyszczące oraz silne i zdrowe od cebulek aż po końce. Uszkodzone włosy są wzmocnione, powierzchnia włosów jest idealnie gładka i chroniona przed stresem oraz zewnętrznymi wpływami środowiska. Długie włosy są elastyczne, wytrzymałe i idealne na drodze sunącego po nich grzebienia- od nasady do końców kosmyków.
200ml w drogerii Cytrynowej kosztuje 12,50zł
Moim zdaniem:
Jeszcze kilka tygodni temu o produktach Balea czytałam tylko na blogach, a teraz proszę- piszę już kolejną recenzję odżywki do włosów tej marki, tym razem z serii profesjonalnej do włosów długich. Jeśli ciekawi Was jak się sprawdziła, zapraszam do dalszej lektury :)
Opakowanie to plastikowa, elastyczna tubka z płaską nakrętką, na której można postawić odżywkę. Szata graficzna jest taka sobie, nie do końca wpasowała się w mój gust. Tubka zamykana jest na tzw. klik, a otwór jest na tyle duży, że kosmetyk bez problemu wychodzi. Dzięki miękkiemu opakowaniu można wycisnąć z tubki całą jej zawartość bez potrzeby rozcinania jej na pół. 
Odżywka ma biały kolor oraz gęstą i kremową konsystencję, która nie jest lejąca, więc nie spływa z włosów. Zapach jest dość typowy dla produktów do pielęgnacji włosów, jest specyficzny, mocny i intensywny, ale nie utrzymuje się długo na włosach. Mimo mojej rozrzutności i obfitego jej używania, odżywka wystarczyła mi na miesiąc stosowania co drugi-trzeci dzień. 
A teraz najważniejsze, czyli działanie :) Odżywkę standardowo nakładałam od połowy włosów po końce, oczekując od niej wygładzenia oraz ujarzmienia mojej niesfornej czupryny. Już podczas nanoszenia jej czułam, że włosy są śliskie w dotyku, a po wysuszeniu i ułożeniu gołym okiem było widać, że są dociążone, ale nie obciążone, przez co lepiej się układają. Odżywka nawilża włosy, dodaje im elastyczności, sprężystości i bardzo ułatwia ich rozczesywanie. Włosy są okiełznane i lekko błyszczące. Zauważyłam także, że wyglądają znacznie lepiej, zdają się wyglądać na dużo zdrowsze. 
Podsumowując, jest to kolejny produkt Balea, z którego działania jestem zadowolona. Odżywka spełnia swoje podstawowe zadania, nie przesusza włosów, jest wydajna i niedroga- więcej mi nie potrzeba :)

Edit: Odżywkę testowałam w maju i trochę jeszcze w czerwcu, a piszę o tym, ponieważ lada dzień szykuję dla Was recenzję innej odżywki do włosów testowanej przeze mnie od połowy czerwca ( terminy, ach terminy... ).
Czytaj więcej »

Matujący płyn micelarny-tonik 2w1 do mycia twarzy Dermo Face,Tołpa

wtorek, 8 lipca 2014 40 komentarzy
Zdaniem producenta:
Matujący płyn micelarny - tonik 2 w 1 do mycia twarzy jednocześnie usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum oraz tonizuje skórę. Ściąga rozszerzone pory. Przywraca równowagę miedzy przetłuszczającymi i przesuszonymi partiami twarzy. Pozostawia skórę matowa i nawilżona. Jednocześnie usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum oraz tonizuje skórę. Ściąga rozszerzone pory. Przywraca równowagę między przetłuszczającymi i przesuszonymi partiami twarzy. Pozostawia skórę matową i nawilżoną.
▪ usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum
▪ zwęża rozszerzone pory i odświeża
▪ nawilża i zapewnia długotrwały efekt matowej skóry

200ml kosztuje 27,99zł w sklepie internetowym producenta, a także we wszystkich znanych mi drogeriach


Moim zdaniem:
Dzisiaj mam dla Was recenzję produktu, który znalazł się w moich zapasach zupełnym przypadkiem. Kilka miesięcy temu Tołpa przygotowała bardzo kuszącą promocję- po pierwsze, kosmetyki do pielęgnacji twarzy były przecenione aż o 50%, po drugie była darmowa wysyłka, a po trzecie po wpisaniu odpowiedniego kodu można było otrzymać gagatka widocznego na zdjęciu. Nie muszę chyba wspominać, że takie promocje działają na mnie bardziej niż miodek na Kubusia Puchatka :D
Butelka, w której zamknięto płyn wykonana została z twardego przezroczystego plastiku. Ma delikatną i przejrzystą szatę graficzną, a także jest bardzo poręczna i wygodna. Korek zapewnia łatwe w użyciu i komfortowe dozowanie płynu.  Konsystencja jest jak woda- klarowna, czysta i płynna. Ma bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny zapach. 
Płynu używałam głównie wieczorami, od czasu do czasu w ciągu dnia dla odświeżenia. Delikatnie, aczkolwiek skutecznie usuwa zanieczyszczenia, za jednym pociągnięciem zmywa podkład, puder, róż pozostawiając skórę twarzy przyjemnie czystą, gładką i miłą w dotyku. Skóra jest nawilżona, lekko zmatowiona, płyn tonizuje ją oraz odświeża. Nie wysusza ani nie ściąga skóry, nie podrażnia, słowem nie wyrządza skórze żadnej krzywdy, a wręcz przeciwnie ma na nią dobroczynny wpływ. 
Kosmetyk Tołpy znakomicie się u mnie sprawdził, moja skóra bardzo go polubiła. Chętnie kupowałabym go częściej, gdyby nie jego cena. Dlatego będę wypatrywać go na promocjach :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Szampon do włosów szorstkich i matowych Keratin, Joanna

niedziela, 6 lipca 2014 51 komentarzy
Obietnice producenta:
Szampon zawiera innowacyjny kompleks keratynowy, który rozpoznaje najbardziej uszkodzone miejsca na powierzchni włosa aby je wzmocnić i uzupełnić ubytki keratyny. Dzięki niemu włosy są chronione i odbudowane dzień po dniu, delikatnie oczyszczone i miłe w dotyku. 

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide MPA, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Chloride, Laureth - 4, Hydroxypropyl Guar, Hydroxypropyltrimonium Chloride, Polyquazemium - 10, Glycol Distearate, Cocamide MEA, Laureth - 10, Almondmethicone, C11 - 15, Pareth - 5, C11 - 15, Pareth - 9, PEG - 90M, Disodium EDTA, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Corn Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Soy Protein, Citric Acid, Parfum, Butylphenyl Methylopropional, Limonene, Linalool, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothizaolimone, Methylsothiazolimone

200ml kosztuje około 7-8zł w internecie, drogeriach, sklepach kosmetycznych, a także w supermarketach
Moim zdaniem:
Szamponów Ci u mnie ostatnio pod dostatkiem. Nie wiem skąd ich się tyle nagle wzięło, ale w drogeriach mogę omijać półki z szamponami przynajmniej do końca tego roku :P Mam te dodające objętości, a także te nawilżające czy przeciwłupieżowe, ale od kilku tygodni zdecydowany prym w oczyszczaniu moich włosów stanowi szampon z keratyną marki Joanna
Opakowania szamponów ( i nie tylko ) Joanny różnią się tylko kolorystyką, a tak butelki są dokładnie takie same- spłaszczone i lekko zwężające się ku środkowi. Seria z keratyną utrzymana jest w czarno-pomarańczowej tonacji, a jedynym mankamentem butelki jaki widzę jest fakt, iż przez ciemne, nieprzezroczyste ścianki nie da się kontrolować zużywania szamponu. Poza tym butelka jest poręczna, dobrze trzyma się w dłoni i jest na tyle nieduża, że zmieści się w wakacyjnej kosmetyczce :) Szampon ma słodkawo- chemiczny zapach oraz gęstą i klarowną konsystencję.
Przy każdym wpisie poświęconemu szamponom do włosów do upartego powtarzam, że moje kłaczki wręcz ubóstwiają silikony, więc i tym razem nie może być inaczej- szampon Joanny jest naładowany chemią ( ale nie parabenami! ) i pewnie dlatego tak się polubił z moją czupryną :) Już niewielka jego ilość tworzy mnóstwo delikatnej piany, która bardzo dobrze myje i oczyszcza włosy z nagromadzonych zanieczyszczeń. Już przy spłukiwaniu można odczuć, że włosy są śliskie w dotyku. Po wysuszeniu włosy są lekko odbite od nasady i wygładzone na całej długości. Szampon dodaje im odrobiny blasku oraz niesamowitej miękkości. Jednak najbardziej polubiłam ten szampon za to, że potrafi opanować puszenie się moich dość niesfornych włosów. 
Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że szampon nie podrażnia skóry głowy, nie powoduje łupieżu ani szybszego przetłuszczania się włosów. Jest wręcz stworzony dla osób z puszącymi się włosami, które tak jak ja w nosie mają silikony :)
Czytaj więcej »

Czerwcowy projekt denko

piątek, 4 lipca 2014 52 komentarze
1. Lotion do ciała Melon Tango, Balea- recenzja wkrótce
2. Odżywka do włosów Beautiful Long, Balea- recenzja już niedługo
3. Jedwabista odżywka z wyciągiem z owsa Nutrition, Yves Rocher- jeżeli narzekacie na puszące się włosy, kręcące się na wszystkie strony jak ja, ta odżywka będzie dla Was wybawieniem. Niesamowicie wygładza włosy, dyscyplinuje je i przywołuje do porządku. Odżywia i nawilża włosy, ma też dobroczynny wpływ na końcu. Dla mnie odżywka idealna, która zawsze będzie miała honorowe miejsce w mojej łazience. 
4. Zmywacz do paznokci, Isana- stały punkt moich denek i niekwestionowany ulubieniec :)
5. Antyperspirant Invisible, Garnier Mineral- antyperspiranty Garnier Mineral są najlepsze, kto w to nie wierzy ten trąba :P 
6. Korund Mikrodermabrazja, Zrób Sobie Krem- bardzo drobno zmielony peeling, który rewelacyjne ściera martwy naskórek, niweluje wszystkie suche skórki i porządnie wygładza skórę. Mieszam go z kremem do twarzy i kwasem hialuronowym, dzięki czemu buzia jest także nawilżona. W niedługim czasie planuję zakupy w sklepie ZSK i korund na pewno znajdzie się w moim zamówieniu :)
7. Kwas hialuronowy Professional Face Therapy, Eveline- recenzja tutaj
8. Podkład korygujący cerę 123 Perfect, Bourjois- recenzja tutaj
9. Tusz do rzęs Extra Super Lash, Rimmel- recenzja tutaj
10. Tusz do rzęs, Inveo- recenzja tutaj
11. Korektor kryjąco-rozświetlający Art Scenic, Eveline- korektor nie rozświetla, a i krycie pozostawia wiele do życzenia...
12. Odżywczy żel pod prysznic mleczko migdałowe i hibiskus, Dove- uwielbiam ten żel! Za wszystko- za kremową konsystencję, delikatny zapach, za to ile tworzy piany i za wydajność. Świetnie myje i oczyszcza, pozostawia skórę delikatną i aksamitną w dotyku, lekko nawilżoną i odżywczą. Ideał, w zapasie mam jeszcze dwie butelki :)
13. Kremowy żel pod prysznic Creme, Be Beauty- jeżeli szukacie niedrogiego, a bardzo dobrego żelu pod prysznic biegnijcie natychmiast do Biedronki po ten :) Za mniej więcej 5-6zł otrzymujemy kremową konsystencję, całkiem przyjemny zapach, dobrą wydajność oraz dobre oczyszczenie i nie wysuszanie skóry. 
14. Żel pod prysznic Carambola Lambada, Balea- recenzja tutaj
15. Żel pod prysznic zielona cytryna z meksyku, Yves Rocher- orzeźwiająco pachnący żel, ale mało wydajny... Dobrze myje i oczyszcza, tworzy dużo piany, nie wysusza skóry, dostępny jest w kilku wariantach zapachowych, do tego często w promocyjnej cenie. 
16. Peeling do ciała Arbuz, Bielenda- tak mi się spodobał, że niedawno kupiłam drugi tylko winogronowy :) Ten ma fantastyczny, bardzo mocny i żywy czerwony kolor oraz mnóstwo ostrych drobinek dobrze ścierających martwy naskórek. Peeling wygładza skórek, pozostawia ją także miękką i nawilżoną. 
17. Naturalny peeling cukrowy z olejem arganowym i nasionami truskawek, Nacomi- recenzja tutaj
18. Peeling myjący z pomarańczą Naturia, Joanna- producent powinien zmienić nazwę tego produktu na 'żel delikatnie peelingujący' ;) Drobinki są praktycznie niewyczuwalne, prawie wcale nie radzą sobie z ścieraniem martwego naskórka, ale mimo to lubię od czasu do czasu kupić ten peeling, głównie ze względu na zapachy.
Czytaj więcej »

Recenzja: Biała glinka, Nacomi

środa, 2 lipca 2014 42 komentarze
Obietnice producenta:
Biała glinka to produkt bardzo ceniony przez kosmetyczki i kobiety na całym świecie. Jest to bardzo cenny minerał, który pochodzi z dna Morza Śródziemnego. Spoczywająca w głębinach siła natury, to cała masa pierwiastków i mikroelementów, które mają zbawienny wpływ na cały organizm. Zarówno skóra jak i włosy, pragną kontaktu z bogactwem białej glinki. Dzięki zawartości krzemu, aluminium, potasu, selenu, miedzi czy manganu, jest to kosmetyk, który pozwala zachować piękną, młodą i jędrną skórę, oraz zdrowe i silne włosy. Niektórzy fani właściwości białej glinki stosują ją wewnętrznie, na różnego rodzaju dolegliwości zdrowotne. Zawiera cenne mikroelementy, oczyszcza, ujędrnia i nadaje zdrowy wygląd skórze. Polecana jest do cery wrażliwej, suchej, naczyniowej.

Glinka dostępna jest w sklepie internetowym Nacomi w trzech pojemnościach: 100g za 14,50zł, 200g za 23,50zł i 300g za 34,00zł.
Moim zdaniem:
W ramach walki o piękną skórę, regularnie stosuję maseczki z glinki. Służą mojej skórze, więc sięgam po nie coraz chętniej. Pisałam już o swoich spostrzeżeniach o glince czarnej, w płatkach, a dziś mam dla Was wpis poświęcony glince białej, którą kilka tygodni temu otrzymałam od Nacomi
Glinkę można kupić w plastikowych słoiczkach o pojemnościach 100g, 200g i 300g ( do testów otrzymałam najmniejszy słoiczek ). Biała nakrętka szczelnie chroni produkt przed czynnikami zewnętrznymi, a zabezpieczeniem przed niepożądanym wysypaniem się glinki jest dodatkowe, również plastikowe, wieczko. Na opakowaniu znajduje się krótka informacja o właściwościach białej glinki, a także skład, termin ważności i sposób stosowania. Sama glinka ma postać białego, bardzo drobno zmielonego i bezzapachowego proszku. 
Po glinkę sięgam raz w tygodniu, przeważnie w weekend, kiedy mam więcej wolnego czasu. Przygotowując maseczkę mieszam czubatą łyżeczkę glinki z kilkoma kroplami olejku z nasion konopi indyjskiej ( o którym w niedługim czasie też napiszę ) oraz kapką wody. Dodanie olejku sprawia, że po wymieszaniu glinka zmienia się w kremową pastę, która łatwo rozsmarowuje się po skórze i która nie zasycha zbyt szybko. Całość przygotowuję w szklanej miseczce, ponieważ przeczytałam, że ma to ogromne znaczenie dla właściwości glinki- aby ich nie straciła nie można używać nic metalowego. 
Biała glinka przeznaczona jest głównie do cery wrażliwej i normalnej, ale na mojej mieszanej z tendencją do niedoskonałości też spisała się całkiem nieźle. Standardowo nakładam maseczkę po peelingu na około 15 minut, po czym spłukuję letnią wodą, a na koniec wklepuję krem ( na chwilę obecną jest to krem nawilżająco-matujący 25+ Biloiq, o którym w niedługim czasie też napiszę ). Skóra po zmyciu maseczki jest delikatnie rozświetlona i wygląda na wypoczętą. Biała glinka sprawia, że skóra jest również gładka, miękka i lekko napięta, a pory są obkurczone, a co za tym idzie wyraźnie zmniejszone. Przyspiesza gojenie się ran, uspokaja zaczerwienienia oraz dobrze matuję skórę. Po kilku tygodniach regularnego stosowania maseczki z białej glinki i olejku z nasion z konopi indyjskiej odnoszę wrażenie, że moja cera jest jakby czystsza i wydziela znacznie mniej sebum- mniemam, że to zasługa tej mieszanki, bo tak długo jak stosuję maseczki z białą glinką nie zmieniałam niczego w pielęgnacji swojej twarzy. 
Nie wiem czy już Wam kiedyś o tym pisałam czy nie, ale odkąd poznałam glinki na dobre zrezygnowałam z gotowych maseczek, które można kupić w drogeriach czy aptekach. Wszystkie się u mnie sprawdzają, nawet biała, która ogólnie nie jest przeznaczona do mojej cery, ma na nią dobroczynny wpływ :)
PS. Wiecie, że białej glinki można używać także do mycia zębów? 
Podobno usuwa kamień nazębny, niweluje przykry zapach, działa wybielająco i bakteriobójczo ;)
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.