Recenzja: Żel pod prysznic "Biała Glinka i Migdały", Bingo Spa

piątek, 28 listopada 2014 49 komentarzy
Obietnice producenta:
Delikatny żel BingoSpa pod prysznic o zapachu słodkich migdałów zawiera białą glinkę, która posiada w składzie ponad 20 ważnych dla zdrowia i urody minerałów, w tym krzem, aluminium, fosfor, wapń, potas, selen, mangan, miedź. Posiada właściwości antyseptyczne i antybakteryjne - działa jak naturalny antybiotyk. Aktywizuje procesy odbudowy komórek. 
Ekstrakt migdałowy ma doskonałe właściwości zmiękczające i wygładzające skórę, odbudowuje warstwę lipidową naskórka. 
Żel w sposób naturalny oczyszcza i stymuluje proces regeneracji skóry. Złuszcza martwy naskórek, oczyszcza skórę z nadmiaru sebum, toksyn, niezdrowej mikroflory, poprawia ukrwienie, łagodzi stany zapalne, przywraca skórze równowagę mineralną. Łagodny dla każdego rodzaju skóry o bardzo przyjemnym, sprzyjającym zmysłom zapachu. 

300 ml kosztuje 7,50 zł ( lub w promocji za mnie niż 6,00 zł ) w sklepie internetowym Bingo Spa
Moim zdaniem:
Kilkanaście dni temu pisałam o płynie micelarnym Bingo Spa, który jest nowością marki. A dziś mam dla Was recenzję żelu pod prysznic, klasyka znajdującego się w ofercie marki od kilku lat :)
Na wstępie chciałabym wykonać ukłon w stronę producenta. Za co? Za szacunek do nas blogerek, za liczenie się z naszym zdaniem, za branie naszych sugestii i propozycji zmian do serca. Jak pisałam w recenzji płynu micelarnego, marka Bingo Spa jest mi znana od dłuższego czasu. Na początku naszej 'znajomości' opakowania zakręcane były na aluminiową nakrętkę, co nie wiązało się z komfortem używania. Narzekałam na to nie tylko ja, ale też inne blogerki współpracujące z marką. Jak się z czasem okazało, marka wzięła sobie nasze słowa do serca i mało poręczne nakrętki zmieniła na czarne 'klipsy' wykonane z mocnego plastiku, dużo wygodniejsze w używaniu, a także bardziej estetyczne wizualnie :) Jak już jestem w temacie opakowania, to pokrótce napiszę, iż jest to smukła, prosta butelka o pojemności 300 ml. Jej przezroczyste ścianki umożliwiają kontrolowanie ubywania kosmetyku. Butelka dobrze leży w dłoni, jest poręczna, nie wyślizguje się z mokrych dłoni. 
Żel ma mleczną konsystencję charakterystyczną dla większości produktów przeznaczonych pod prysznic czy do kąpieli. W kontakcie z wodą/gąbką/ciałem wytwarza nie za dużo piany, za co ode mnie ma minusik, bo ja lubię jak piany jest wszędzie pełno :D Co do zapachu to przyznam się Wam, że jestem zawiedziona... Spodziewałam się słodkiego, migdałowego zapachu, który uprzejmi poranny prysznic. Żel faktycznie ładnie pachnie migdałami, ale zapach jest tak słabiutki, ale ledwo można go wyczuć w opakowaniu, o unoszeniu się go w powietrzu czy utrzymaniu na skórze można zapomnieć :(
Żel spełnia swoją podstawową funkcję, czyli dobrze myję skórę, pozostawiając ją oczyszczoną i przyjemną w dotyku. Subtelnie zmiękcza skórę, ale nie ma za grosz właściwości nawilżających, dlatego po kąpieli zawsze sięgam po balsam. Żel jest delikatny dla skóry, nie podrażnia jej, nie ściąga ani nie wysusza, ale też jej nie odżywia ani nie regeneruje. 
Podsumowując, w moim odczuciu żel jest takim średniaczkiem, który wywiązuje się ze swojego głównego zadania, ale poza tym nie robi nic. Gdybym kiedyś robiła zakupy w sklepie Bingo Spa raczej nie zdecydowałabym się na jego ponowny zakup.
Czytaj więcej »

Jesienny fiolet

środa, 26 listopada 2014 62 komentarze
Golden Rose, Rich Color, nr 104
Czytaj więcej »

Recenzja: Naturalne mydło werbena z kawałkami roślin, Alverde

poniedziałek, 24 listopada 2014 28 komentarzy
Obietnice producenta:
Naturalne mydło na bazie naturalnych olejów roślinnych zamiast pochodnych ropy naftowej. Całkowicie wegańskie. Nadaje się nawet do wrażliwej skóry. Bez syntetycznych zapachów, barwników i konserwantów. Z roślinną gliceryną. O intensywnym i orzeźwiającym zapachu werbeny i cytryny.

100 g kosztuje 7,50 zł w internetowej drogerii Cytrynowa

Moim zdaniem:
Dawno temu porzuciłam mydła na rzecz żeli pod prysznic i płynów do kąpieli, które są po prostu wygodniejsze w codziennym użyciu, wydajniejsze i lepiej się pienią. Tradycyjnymi mydłami w kostce przeważnie myję ręce, tylko od czasu do czasu zastępując nimi inne produkty do mycia ciała. Sama mydeł nie kupuję, mimo to spora ich ilość zalega w łazience: albo tata przynosi hurtem kilka opakowań z pracy albo dostaję jakieś mydełko do testowania, jak to Alverde ;)
Mydło ma postać niedużej kostki o zielonym zabarwieniu z wygrawerowaną nazwą producenta, w której jest coś zatopione, ale nie wiem co :P Myślałam, że te brązowe punkciki wykażą się właściwościami peelingującymi, ale pełnią one tylko rolę 'ozdobników'. Mydełko zapakowane jest w niewielki kartonik, utrzymany w stonowanych barwach.
Mydełko nieźle się pieni i dobrze oczyszcza skórę, pozostawia ją miękką i przyjemną w dotyku. Nie wysusza ani nie ściąga skóry jak niektóre mydła, pozostawia ją gładką, ale nie nawilżoną, dlatego zawsze po kąpieli nie zapominam o balsamie czy kremie do rąk. 
Zanim zaczęłam testowanie mydła, długo, bardzo długo delektowałam się samym jego zapachem. Uwielbiam ten orzeźwiający, rześki zapach werbeny, w której wyczuwam nieco kwaśną cytrusową nutę. Mydło dostępne jest jeszcze w dwóch innych wariantach zapachowych: dzika róża i lawenda. Nie wiem jak dokładnie pachną, ale na pewno nie tak kapitalnie jak to z werbeną :)
Czytaj więcej »

Odżywka do włosów z masłem karite i olejkiem z awokado Ultra Doux, Garnier

sobota, 22 listopada 2014 47 komentarzy
Obietnice producenta:
Odżywka do włosów bardzo suchych i zniszczonych z nowej linii Garniera `Naturalna Pielęgnacja` wzbogacona ekstraktami z olejku z awokado i masłem karité. Producent obiecuje że włosy po użyciu odżywki będą łatwiejsze w rozczesywaniu, odzywione, niewiarygodnie miękkie i błyszczące. Odżywka ma gładką i kremową konsystencję, która nie obciąża włosów. 

200 ml/ok. 7,00 zł w supermarketach, drogeriach mniejszych i większych
Skład: Aqua/Water, Cetearyl Alcohol, Elaeis Guineensis Oil/Palm Oil, Behentrimonium Chloride, Cl 15985/Yellow 6, Cl 19140/Yellow 5, Stearamidopropyl Dimethylamine, Chlorhexidine Dihydrochloride, Persea Gratissima Oil/ Avocado Oil, Citric Acid, Butyrospermum Parkii Butter/Shea Butter, Hexyl Cinnamal, Glycerin, Parfum/Fragrance (FIL C39789/1). (03.07.2010)
Moim zdaniem:
Z ilości przeczytanych recenzji odżywki, o której dziś będzie mowa, jasno wynika, że zdecydowana większość z Was zakupiła ją pod wpływem szumu, jaki wokół niej panował i panuje cały czas. W moim przypadku było zupełnie na odwrót: najpierw kupiłam odżywkę, następnie przepadłam na całego, a dopiero na końcu uświadomiłam sobie jak jest o niej głośno w blogosferze :P I że brakuje jeszcze moich przysłowiowych "trzech groszy" :)
Pierwsze co przykuło mnie w tej odżywce to opakowanie, obok którego nie da się przejść obojętnie. Tubka wykonana z elastycznego tworzywa w intensywnym żółtym kolorze z brązową nakrętką rzuca się w oczy z daleka i aż mówi "weź mnie" ( przynajmniej tak było w moim przypadku, choć nie bez znaczenia był również fakt, że jest ona przeznaczona do włosów suchych i zniszczonych ). Możliwość postawienia jej 'na głowie' to niewątpliwy plus opakowania- odżywka ładnie ścieka w dół, dzięki czemu wyciśnięcie zawartości do samego końca nie stanowi problemu. Minusem jest jednak to, że przez nieprzezroczyste ścianki nie da się skontrolować ile odżywki jeszcze zostało. 
W odżywce odpowiada mi dosłownie wszystko. Ma rewelacyjną konsystencję, mocno kremową i gęstą, a jednocześnie lekką i jakby delikatnie rozwodnioną. Nie przecieka przez palce ani też nie spływa z włosów, przyjemnie się rozprowadza. No i ten zapach- słodkawy, intensywny, bez odrobiny nachalności. Na włosach utrzymuje się tak do dwóch godzin, dla mnie mógłby w ogóle się nie ulatniać :) Z tego co wyczytałam na blogach to i podobno skład jest niczego sobie jak na drogeryjną odżywkę za mniej więcej 7,00 zł.
Tradycyjnie, jak każdą inną odżywkę i tą nakładam mniej więcej od połowy włosów i nigdy jej nie spłukuję.  Odżywka dociąża włosy, czego moje właśnie potrzebują, inaczej puszą się jak u barana albo i jeszcze gorzej. Dyscyplinuje je, dzięki czemu lepiej się układają i nie elektryzują. Po jej użyciu włosy są zdecydowanie bardziej miękkie, gładkie i błyszczące. Są puszyste, a jednocześnie jedwabiste i jakby śliskie w dotyku. Zyskują elastyczność, są sypkie, sprężyste i mocno nawilżone, ale nie powierzchownie- mam wrażenie, że odżywka wnika w głąb włosa i nawilża go na całej grubości. Odżywka nie posiada właściwości silnie regenerujących, ale dobrze radzi sobie z odżywieniem włosów i ma dobroczynny wpływ na końcówki. 
Nie mam większych problemów z rozczesywaniem włosów, ale i tak zaobserwowałam, że odżywka zdecydowanie mi to ułatwia, dlatego uważam, że powinny ją wypróbować te z Was, które narzekają na plączące się włosy i trudności w ich rozczesywaniu. 
Jak wiecie, bo wspominam o tym nie pierwszy raz, moje włosy bardzo lubią silikony. W tej odżywce silikonów brak, a mimo to moje włosy naprawdę ją uwielbiają. Dlatego jej zakup uważam za strzał w dziesiątkę, a ona sama stała się moim ideałem :)
Czytaj więcej »

Niekosmetyczna wishlista

czwartek, 20 listopada 2014 46 komentarzy
Zupełnie nie wiem dlaczego wpisy typu 'wishlista' tak rzadko pojawiają się na moim blogu, przecież jest tyle rzeczy, które pragnę mieć, że właściwie nie powinnam pisać o niczym innym :P 
1. Mój stary portfel ledwie trzyma się kupy, pora więc rozejrzeć się za nowym. Wybór jest przeogromny, podoba mi się tyle modeli, tyle wersji kolorystycznych, że nie potrafię się zdecydować na jeden konkretny, chciałabym je wszystkie :P
2. Sweter w intensywnym kolorze na tyle uniwersalny, że nadawałby się zarówno do pracy, na spotkanie z koleżankami czy na buszowanie po sklepach. Mam jeden w kolorze fuksji, ale marzy mi się jeszcze różowy jak na zdjęciu oraz  zielony i czerwony.
3. Pod tak piękną pościelą człowiekowi aż się lepiej śpi i śni :) 
4. Klasyczne, jeansowe rurki są podstawą każdej damskiej garderoby. Posiadam dwie pary w swojej szafie, ale jedne są już tak stare, że praktycznie nadają się tylko do chodzenia po domu, a drugie jakoś mi nie leżą...
5. Najnowsza książka Harlana Cobena "Tęsknie za Tobą" jest punktem na tej liście, który może zostać najszybciej skreślony, albowiem już jakiś czas niby przypadkiem wspomniałam TŻ, że cieszyłabym się gdybym znalazła taki prezent pod choinką :D 
6. Chociaż rzadko używam, to jednak przydałaby mi się także porządna suszarka do włosów. 
7. Poszukiwania kalendarz na 2015 rok rozpoczęłam już w październiku, ale do tej pory nie znalazłam takiego, który całkowicie spełniałby moje oczekiwania. Chciałabym, aby był  solidnie wykonany, w przystępnej cenie, w formacie szkolnego zeszytu, miał dużo miejsca na zapiski i czaderską okładkę- czy naprawdę wymagam tak wiele :P?
Czytaj więcej »

Recenzja: Płyn micelarny do demakijażu, Bingo Spa

wtorek, 18 listopada 2014 43 komentarze
Obietnice producenta:
Płyn micelarny zawiera w swoim składzie micele- bardzo małe kuleczki zbudowane z wielu połączonych ze sobą cząsteczek zawieszonych w roztworze wodnym. Zewnętrzne cząsteczki tworzące micele mają własności hydrofilowe- przyciągają wodę, natomiast cząsteczki tworzące wnętrze miceli są hydrofobowe - odpychają wodę, ale dobrze łączą się z tłuszczami. Dzięki obu tym właściwościom płyn micelarny dobrze sobie radzi z wszelkiego rodzaju zanieczyszczeniami skóry, zbierając do wnętrza miceli zanieczyszczenia tłuste np. łój, sebum oraz tusz wodoodporny) i rozpuszczając w roztworze wodnym pozostałe zanieczyszczenia. Płyn nie podrażnia skóry ani nie pozostawia tłustego filmu. Nie wymaga stosowania dodatkowych preparatów wyrównujących pH. Bazą płynu micelarnego Bingospa jest woda demineralizowana
Aktywne składniki:
Aloes-  intensywnie nawilża, łagodzi podrażnienia,
Len- reguluje poziom wilgoci w naskórku, odżywia, chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych i zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry,
Rumianek łagodzi podrażnienia, zmniejsza obrzęki, odświeża skórę,
Alantoina- działa regenerująco, łagodzi, nawilża, wygładza i zmiękcza skórę.
150 ml kosztuje 16,00 zł w sklepie internetowym BingoSpa
Moim zdaniem:
Markę Bingo Spa i jej produkty miałam okazję poznać już jakiś czas temu. Większość z poznanych kosmetyków polubiłam, więc gdy kilka tygodni temu dostałam maila informującego, że rusza kolejna edycja testowania dla blogerek, chętnie się zgłosiłam :) Moje zgłoszenie zostało pozytywnie rozpatrzone, więc otrzymałam bon o wartości 50,00 zł do wydania w ich internetowym sklepie. Długo przeglądałam bogatą ofertę sklepu, by w końcu zdecydować się na cztery kosmetyki, w tym nowość marki jaką jest płyn micelarny, który jest bohaterem dzisiejszego wpisu :)
Smukła butelka o minimalistycznej, estetycznej szacie graficznej wypełniona jest po brzegi klarownym płynem micelarnym o subtelnym zapachu, który tak jak większość tego typu produkty w wyglądzie nie różni się niczym od zwykłej, czystej wody. Opakowanie zostało wykonane z transparentnego plastiku, dzięki czemu można kontrolować ubywanie produktu. Zamiast tradycyjnego otworku lub dzióbka, przez który można by wylać płyn na wacik, butelka posiada pompkę typu airless- grzebię w zakamarkach pamięci i dochodzę do wniosku, że pierwszy raz mam do czynienia z płynem do demakijażu z taką formą aplikacji. Przyznam, że początkowo rozwiązanie to wydawało mi się mało wygodne i mało praktyczne- przy kremach pompka airless sprawdza się bardzo dobrze, ale one mają treściwszą konsystencję niż wodnisty płyn micelarny. Po naciśnięciu pompka 'wypluwa' z siebie płyn mocnym, cienkim strumieniem. Wystarczą 3-4 psiknięcia, by odpowiednio nawilżyć wacik, którym później przeciera się twarz. 
Płyn dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu oraz zanieczyszczeń nagromadzonych w ciągu całego dnia, ale robi to łagodniej niż inne znane mi płyny micelarne, tzn. wolniej  i delikatniej rozpuszcza nałożone na twarz kosmetyki, dlatego aby dokładnie domyć i oczyścić skórę potrzebuję wacika więcej niż przy stosowaniu, np. produktu BeBeauty czy Garnier. Płynu używam również do odświeżania twarzy w ciągu dnia. Po użyciu skóra jest delikatniejsza w dotyku, nawilżona, elastyczna oraz mięciutka. Płyn przynosi ulgę skórze, koi i uspokaja. Nie wpływa w żadnym stopniu na niedoskonałości skóry, nie wywołuje uczulenia, alergii czy podrażnień. Nie pozostawia lepiącej warstwy, nie ściąga ani nie wysusza skóry. Przy demakijażu oczu nie rozmazuje tuszu ani kredki, ale niestety powoduje lekkie szczypanie i pieczenie, dlatego szybko zastąpiłam go płynem, który nie podrażnia moich oczu. Stosuję go także jako zamiennik zwykłej wody z kranu podczas przygotowywania maseczek z glinek lub spiruliny.  
Podsumowując, działanie płynu micelarnego Bingo Spa ma swoje plusy i minusy. Jest łagodny nie tylko dla skóry, ale też kosmetyków kolorowych na nią nałożonych, dlatego do dokładnego demakijażu potrzebne jest troszkę więcej czasu, uwagi i wacików. Lepiej sprawdza się jako odświeżający tonik. Gdybym miała wystawić mu końcową ocenę za całokształt byłaby to mocna czwóra, może z takim niewielkim plusikiem ;)
Czytaj więcej »

Sun Kissed Matt- puder brązujący Miyo

niedziela, 16 listopada 2014 55 komentarzy
Obietnice producenta:
Perfekcyjnie podkreśla kolor skóry. Idealny do modelowania konturu twarzy. Gwarantuje perfekcyjny wygląd i jedwabiste wykończenie makijażu.

SKŁAD: Talc, Mica, Zinc Stearate, Isopropyl Myristate, Dimethylimidazolidinone rice starch, Lanolin Oil, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Alumina, Glycerin, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, +/- [CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 77499].

10g kosztuje około 10,00zł
Moim zdaniem:
Jeżeli chodzi o makijaże jestem totalnym amatorem, a szczytem moich możliwości jest zmalowanie na oku w miarę prostej kreski. O blendowaniu cieni czy konturowaniu twarzy nawet nie śnię, taka jestem utalentowana :P Wszystko jednak z czasem się zmienia i bardzo małymi kroczkami próbuję urozmaicać mój makijaż, ale wierzcie mi, że bez ekstrawagancji, np. ostatnimi tygodniami zaczęłam używać bronzera- dla niektórych z Was to nic, dla mnie nie mała rewolucja- na konkturowaniu twarzy znam się tyle, co papuga na gotowaniu, ale przy pomocy tego pudru mogę chociaż nieco dodać koloru swojemu makijażowi ;)
Opakowanie jest charakterystyczne dla pudrów prasowanych, utrzymane w brązowym kolorze. Wykonane zostało z plastiku, więc może wydawać się tandetne, ale o dziwo jest wytrzymałe na upadki. Urodą nie grzeszy,  ale jest wygodne w używaniu i dobrze leży w dłoni, a zatrzask chroni zawartość przed pokruszeniem się czy zanieczyszczeniem. Wizualnie podoba mi się, jest minimalistyczne i w pewnym stopniu eleganckie w swej prostocie. 
Konsystencja pudru nie odbiega od innych w kamieniu, jest sucha i niepyląca. Bronzer nakładam pędzlem do różu ( który nie mam pojęcia skąd się znalazł w mojej kosmetyczce :P ), jego aplikacja jest łatwa, dobrze roztarty na skórze nie tworzy mało estetycznych plam. Używam go w minimalnej ilości, dzięki czemu na twarzy wygląda naturalnie. Mam mieszaną cerę, przy czym skórę na policzkach określiłabym jako normalną i puder trzyma się na niej kilka godzin, po czym zaczyna się lekko, aczkolwiek równomiernie ścierać. Z opisu producenta wynika, że jest to puder matowy, ale nie jest tak do końca, bo zanurzone są w nim delikatne drobinki brokatu, niewidoczne na pierwszy rzut oka, które dają efekt subtelnego rozświetlenia twarzy w dziennym świetle. Naturalny, ciepły odcień pudru bardzo mi odpowiada, wygląda naturalnie, nie jest za ciemny i wydaję mi się, że fajnie współgra z karnacją mojej cery :)
Podsumowując, uważam, że jest to wymarzony bronzer dla każdej dziewczyny stawiającej pierwsze kroki w makijażu czy totalnej analfabetki makijażowej jaką jestem ja :P Kosztuje niewiele, więc nawet jeśli nie zapałacie do niego miłością, nie będzie Wam szkoda wydanych kilku złotych. W mojej małej mieścince nie mam najmniejszego problemu z dostępnością kosmetyków Pierre Rene i Miyo- w jednym z supermarketów jest cała szafa! Stąd wiem, że puder Sun Kissed Matt kosztuje nieco ponad 10,00zł. To naprawdę niewiele za produkt dobrej jakości :)
Widać coś w ogóle :P?
Czytaj więcej »

Recenzja: Olejek specjalistyczny Dermo-Oil, Equilibra

piątek, 14 listopada 2014 35 komentarzy
Obietnice producenta:
Specjalistyczny olejek do pielęgnacji skóry o wszechstronnym zastosowaniu. Dzięki wyjątkowo miękkiej i gładkiej konsystencji szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Bogactwo składników w recepturze olejku zapewnia miękkość, jędrność i ochronę skóry twarzy i ciała.
Zawiera aż 99% składników naturalnego pochodzenia: olejek arganowy, migdałowy, z pestek winogron, witamina E.
blizny- pomaga poprawić wygląd już istniejących i nowopowstałych blizn. Stosowany systematycznie zwalcza niedoskonałości skórne spowodowane bliznami.
rozstępy- zapobiega powstawaniu rozstępów w okresie ciąży, szybkiego wzrostu u nastolatków, wahań wagi.
skóra sucha- pomaga odbudować skórze naturalną barierę lipidową skóry osłabioną w wyniku niekorzystnych warunków atmosferycznych, częstych kąpieli, przegrzania lub kontaktu z klimatyzacją.
przebarwienia- wspomaga poprawę wyglądu przebarwień i zmian pigmentacyjnych spowodowanych przez nadmierne nasłonecznienie, zmiany hormonalne i starzenie się skóry.
oznaki starzenia- wspiera walkę z oznakami starzenia się skóry zarówno na twarzy jak i ciele.

100 ml kosztuje ponad 30,00 zł w aptekach i sklepach zielarskich oraz internetowych 
Moim zdaniem:
W ten piątkowy listopadowy poranek zapraszam Was na recenzję specjalistycznego olejku Equilibra :)
W niedużym kartoniku o jasnoróżowych ściankach znajduje się niewielkiego rozmiaru prosta buteleczka wykonana z giętkiego przezroczystego plastiku zabarwionego na pomarańczowo. Jak możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej, buteleczka zakończona jest niewielkim otworkiem, który chroni przed nadmiernym wylaniem czy przelaniem olejku. Buteleczka zakręcana jest na białą, również plastikową nakrętkę. Całość jest prosta, schludna i estetyczna, po prostu miła dla oka :)
Olejek ma słodki, waniliowo-migdałowy zapach, bardzo przyjemny dla zmysłów i niewątpliwie umilający czynność nawilżania ciała. Konsystencja olejku jest klarowna niczym woda, rzadka, przy czym nie spływająca podczas nakładania na skórę. Olejek Equilibra jest tzw. olejkiem suchym, który wchłania się błyskawicznie i ani na chwilę nie pozostawia na skórze uczucia tłustości czy lepkości.
Specjalistyczny olejek Equilibra można stosować zarówno do ciała, jak i do twarzy, przy czym ja wykorzystałam go tylko do pielęgnacji ciała. Regularnie co wieczór zaraz po kąpieli wsmarowywałam olejek w skórę; przy codziennym używaniu wystarczył mi na około 4 tygodnie. Olejek przede wszystkim porządnie nawilża i zmiękcza skórę, niwelując uczucie suchości nawet na łokciach i kolanach. Przy systematycznym stosowaniu skóra staje się napięta, odzyskuje elastyczność, gładkość, jest bardzo dobrze zregenerowana oraz odżywiona, wygląda na zdrową i nabiera subtelnego blasku.  Tak się składa, że na ciele nie mam blizn, rozstępów ani przebarwień, więc nie mam pojęcia jak olejek wywiązuje się z tych deklaracji producenta.
W ostatnich miesiącach poznałam kilka produktów Equilibra i na żadnym się nie zawiodłam, tak samo jest z tym olejkiem, który tak na marginesie jest nowością w ofercie marki :) Chętnie poszłabym do apteki po kolejną buteleczkę, gdyby nie to, że robiąc ostatnio porządki w kosmetykach doliczyłam się... 10 rozmaitych mazideł do pielęgnacji ciała, które wypadało by najpierw zużyć, a dopiero potem kupować nowe :P
Czytaj więcej »

Liście Manuka, Ziaja, część II

środa, 12 listopada 2014 42 komentarze
Pod koniec października podzieliłam się z Wami spostrzeżeniami o żelu do mycia, paście oczyszczającej i tonik wchodzących w skład serii Liście Manuka ( zainteresowanych odsyłam do tego wpisu ). Oprócz wymienionych kosmetyków, w serii znajdują się jeszcze cztery inne produkty, między innymi żel z peelingiem oraz reduktor zmian potrądzikowych- oba te kosmetyki dobiły już dna, więc to najwyższa pora by napisać jak się u mnie spisały.
Żel z peelingiem oczyszczający pory znajduje się w takim samym opakowaniu z pompką co żel normalizujący z tej samej serii. Dla mnie jest to bardzo dobre rozwiązanie, bo pompka zawsze dozuje odpowiednią ilość żelu- na umycie twarzy wystarczą 2-3 pompki, dzięki czemu żel jest wydajny, spokojnie wystarcza na miesiąc codziennego używania. Żele do mycia z serii Liście Manuka różnią się zapachami ( ten pachnie subtelniej, jakby troszkę mydłem ) oraz konsystencją. Ten ma średnio gęstą konsystencję, w której zanurzone są zielone drobinki, niezbyt ostre, dla mnie praktycznie nie wyczuwalne. W kontakcie z wodą żel tworzy mizerną piankę, przez co miewałam wrażenie, że buzia nie była dostatecznie oczyszczona. Drobinki, które w teorii miały peelingować skórę, w praktyce szybko się rozpuszczały, nie dając efekty wygładzenia skóry i złuszczenia naskórka. Oprócz słabego oczyszczania skóry, delikatnego łagodzenia podrażnień oraz nadmiaru sebum i zapewnienia skórze miękkości nie spełnia żadnych innych obietnic producenta: nie pobudza martwych komórek naskórka, nie wspomaga redukcji zaskórników, nie nawilża ani też nie poprawia ogólnego wyglądu skóry.
Reduktor zmian potrądzikowych znajduje się w malutkiej, podłużnej tubce zakończonej wąskim aplikatorem. Kolorystyka opakowania jest taka sama jak całej reszty kosmetyków z Liści Manuka. Reduktor ma postać gęstego, ale jednocześnie leciutkiego kremu-żelu o mlecznym zabarwieniu. Początkowo stosowałam go miejscowo na większe krosty i pryszcze. Zauważyłam, że szybko się wchłaniał, nie odbarwiał skóry, nie powodował uczucia ściągnięcia, ale też zupełnie nie radził sobie z niedoskonałościami. Mam tu na myśli to, iż ani nie przyspieszał gojenia ani nie łagodził zaczerwienienia, po prostu nie robił nic, pomimo że uparcie wcierałam go w konkretne pryszcze przez kilkanaście dni. Koniec końców miałam go tak dość, chciałam jak najszybciej się go pozbyć, więc zaczęłam stosować jako krem na całą buzię. Jako krem spisał się trochę lepiej, tzn. fajnie nawilżał skórę, pozostawiając ją delikatną w dotyku. 
Reasumując, żel z peelingiem okazał się nie tyle bublem, co baaardzo przeciętnym kosmetykiem do oczyszczania i mycia twarzy. W tej kwestii o wiele lepiej sprawdza się żel myjący z tej serii. Za to z pełną świadomością bublem mogę nazwać reduktor zmian potrądzikowych, który nie robi kompletnie nic a nic z niedoskonałościami. Dobrze, że kosztował chociaż groszowe sprawy ( około 6-7 zł ), to przynajmniej nie jest mi tak szkoda wydanych pieniędzy. 
Czytaj więcej »

Ujędrniająco-wygładzający oraz intensywnie nawilżający balsam do ciała pod prysznic Argan Oil Eveline

poniedziałek, 10 listopada 2014 46 komentarzy
Obietnice producenta:
Ujędrniająco-wygładzający balsam do ciała pod prysznic przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji skóry suchej i pozbawionej jędrności. Innowacyjna formuła oparta o zaawansowaną technologię CELLFORTE®, działając w synergii z Luxury of Youth Complex™ intensywnie ujędrnia i napina skórę. Wyraźnie poprawia elastyczność oraz doskonale wygładza naskórek. Koenzym Q10 wspomaga metabolizm komórkowy, energizuje i bierze udział w procesach dotleniania wewnątrzkomórkowego. Zapobiega uszkodzeniom komórek. Olejek arganowy uważany za prawdziwy „eliksir młodości” regeneruje, ujędrnia  i napina, doskonale odmładza i poprawia kondycję skóry. Kompleks witamin A, E, F hamuje procesy starzenia się, chroniąc komórki skóry przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Przyjemny, delikatny zapach zapewnia wyjątkowe uczucie świeżości i komfortu.
Nowatorska receptura oparta o zaawansowaną technologię CELLFORTE® sprawia, że natychmiast po zastosowaniu skóra staje się aksamitnie gładka i miękka w dotyku.
Intensywnie nawilżający balsam do ciała pod prysznic przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji skóry normalnej i suchej. Innowacyjna formuła oparta o technologięCELLFORTE®, działając w synergii z Luxury of Youth Complex™ intensywnie nawilża, wygładza i regeneruje skórę. Wzmacnia naturalną barierę ochronną, odżywia i uelastycznia naskórek. Kwas hialuronowy ujędrnia i napina, przywraca skórze aksamitną gładkość. Olejek arganowy uważany za prawdziwy „eliksir młodości” regeneruje, doskonale odmładza i poprawia kondycję skóry. Kompleks witamin A, E, F hamuje procesy starzenia się, chroniąc komórki skóry przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Przyjemny, delikatny zapach zapewnia wyjątkowe uczucie świeżości i komfortu.

350ml/około 16zł w drogeriach mniejszych i większych
Moim zdaniem:
Balsamy do ciała pod prysznic są jednymi z nielicznych kosmetyków, które naprawdę mnie nie interesowały. Odkąd tylko ujrzałam pierwszy z nich, bodajże z Nivea, nie zrobiły na mnie większego wrażenia i nie odczuwałam potrzeby sprawdzania ich na własnej skórze. Ciężko było mi przetrawić, że kosmetyk, który zaraz po nałożeniu się spłukuje, zapewni mojej skórze odpowiedni poziom nawilżenia oraz odżywienia. Jak się z czasem okazało wypróbowanie dwóch z nich, dokładnie z Eveline, było mi jednak pisane ;)
Duża, biała butelka z pompką kryje w sobie aż 350 ml produktu. Przynajmniej teoretycznie, bo praktycznie po odkręceniu dozownika okazało się, że jednego balsamu jest mniej więcej do 3/4 wysokości butelki... Na szczęście druga butelka była wypełniona po brzegi. Pompka okazała się nie do końca przemyślanym sposobem aplikowania- dozuje niewielką ilość kosmetyku, w związku z czym trzeba się porządnie "namachać" by nabrać odpowiednią ilość balsamu, wystarczającą do wsmarowania w całe ciało. Największym atutem produktu jest fenomenalna konsystencja. Leciutka jak piórko, aksamitna w dotyku, rozwodniona, przypominająca rozmrożone lody śmietankowe. Ba, te balsamy nawet pachną jak lody śmietankowe w połączeniu z nutką wanilii! Zapach jest kolejnym dużym plusem, jest naprawdę obłędny, a co ważniejsze długo utrzymuje się na skórze. 
Jak napisałam wyżej balsamy mają delikatną konsystencję, przez co ich wydajności nie mogę zaliczyć do najwyższej. Aby dobrze nawilżyć całe ciało potrzebna jest spora ilość kosmetyku. Z drugiej strony taka a nie inna konsystencja sprawia, że aplikacja jest dziecinnie prosta- balsamy bardzo dobrze się rozprowadzają po mokrej skórze. Tuż po spłukaniu nadmiaru czuć, że skóra jest dobrze nawilżona, powiedziałabym, że wręcz naoliwiona i natłuszczona, nawet po wytarciu ręcznikiem. Jednakże efekt ten utrzymuje się maksymalnie kilkadziesiąt minut, po czym stopniowo zanika pozostawiając skórę dalej nawilżoną, ale już bez tego uczucia warstewki ochronnej. Tak jak obiecuje producent balsam nawilża, regeneruje oraz odżywia skórę, ale jest to efekt powierzchowny, a przymiotniki widoczne na opakowaniach takie jak "intensywne", "długotrwałe" lub "głębokie" są użyte na wyrost. Używając balsamu ujędrniająco-wygładzającego spostrzegłam, że skóra jest dodatkowo gładsza przez długi czas, ale o jakimkolwiek ujędrnieniu czy napięciu skóry nie ma mowy. Niemniej jednak podoba mi się to, iż po wyjściu spod prysznica nie muszę pamiętać o balsamowaniu ciała, nie muszę niczego wcierać, czekać aż się wchłonie. Jest to idealny produkt dla osób zabieganych, zapracowanych lub dla leniuszków nie lubiących tradycyjnych balsamów :P
Oba balsamy mają jeden duży mankament, który zaobserwowałam po kilku dniach codziennego stosowania. Po kilku godzinach od zastosowania zaczynałam odczuwać drażniące swędzenie na całym ciele oraz uczucie wysuszenia, szczególnie na nogach. Wnioskuję, że jest to wina tych balsamów, albowiem używałam ich z różnymi żelami/płynami/mydłami do mycia i za każdym razem wspomniane swędzenie i wysuszenie powracało. 
Podsumowując, balsamy pod prysznic Eveline przekonały mnie do "mokrej" formy balsamowania ciała, ale nie do ich ponownego zakupu- wysuszenie skóry skutecznie zniechęciło mnie do ich powtórnego kupna. Myślę czy nie wypróbować nie takiej już świeżej nowości od Nivea, chociaż wiem, że zbiera sprzeczne recenzje. A może jeszcze jakaś inna firma wprowadziła na rynek balsamy pod prysznic i tylko ja nic o tym nie wiem?
Czytaj więcej »

Moja przygoda z olejem lnianym i jej efekty

sobota, 8 listopada 2014 49 komentarzy
O zbawiennych właściwościach oleju lnianego przeczytałam oczywiście na blogach oraz na portalu Uroda i Zdrowie. Zachęcona zachwytem, wręcz ekscytacją nad nim, czym prędzej dorobiłam się dużej butli-mój wybór padł na olej Vis Natura, którego 500 ml kosztuje około 30,00 zł ( a kupić można go tutaj jeszcze w mniejszej pojemności 250 ml za 16,00 zł  ). 
Właściwości oleju lnianego są zaskakujące, nawet nie zdawałam sobie sprawy jaki kryje się w nim potencjał, dopóki nie poczytałam o nich w Internecie. Lista dobroci i korzyści, które płyną z regularnego spożywania oleju lnianego nie ma właściwie końca: 
* jest jednym z najzdrowszych olei, 
* wykazuje działanie przeciwnowotworowe,
* leczy łuszczycę, egzemę, atopowe zapalenie skóry,
* wzmacnia układ immunologiczny, 
* może zapobiegać otyłości i nadwadze,
* spowalnia procesy starzenia się skóry,
* obniża cholesterol,
* przyspiesza regenerację naskórka,
* przeciwdziała zaparciom, 
* zapobiega podrażnieniom słonecznym,
* wspomaga leczenie trądziku,
* uelastycznia i nawilża skórę.
Kurację rozpoczęłam w połowie września, zakończyłam dokładnie wczoraj. Każdego dnia rano, na czczo, piłam jedną łyżkę. Mocny, wyrazisty orzechowy aromat połączony z tranem okazał się nader paskudnym smakiem, pozostawiającym gorzki i cierpki posmak. Próbowałam mieszać go z wodą i sokiem z malin, z dodatkiem miodu, cytryny, soku aloesowego... Nic to nie dało, za każdym razem aż trzęsłam się z obrzydzenia i miałam odruch wymiotny, ale byłam twarda i wypiłam całą butelkę do samego dna. 
Czy było warto tak się męczyć? I tak i nie. Marzyłam, że po skończonej kuracji przede wszystkim dużej poprawie ulegnie stan mojej cery, tzn. miałam pozbyć się większości podskórnych grudek, jednak one uparcie tkwią na swoim miejscu, na niektóre z nich nie ma chyba mocnych :( Inne niedoskonałości w czasie kuracji nie pokazywały się, a te które były szybciej się goiły. Pozostając jeszcze w temacie skóry twarzy, to codzienne spożywanie jednej łyżki oleju porządnie nawilżyło i jakby uspokoiło skórę twarzy od środka, dodało jej miękkości i wyrównanego kolorytu. Zauważyłam też, że drobne, mimiczne zmarszczki wokół kącików oczu zostały delikatnie spłycone- moim zdaniem jest to zasługa oleju, albowiem od kilku tygodni zapominam o wklepywaniu kremu pod oczy. 
Skutki picia oleju odczuwalne okazały się nie tylko na twarzy, ale również na całym ciele. Skóra na ciele jest oczywiście mocno nawilżona, ale poza tym ma ładniejszy, zdrowszy kolor, a jej ogólna kondycja uległa znaczniej poprawie. Olej wykorzystałam też do domowego peelingu z kawy, który z powodzeniem zastąpił mi tradycyjną oliwę z oliwek. Fusy z kawy dobrze wygładziły i starły martwy naskórek, a olej lniany dogłębnie nawilżył, odżywił i uelastycznił skórę. 
Wnioskuję również, że olej przyczynił się do poprawy moich paznokci, z których to poznikały białe plamki. 
Podsumowując mój dzisiejszy traktat o ponad miesięcznej kuracji olejem lnianym z całą stanowczością stwierdzam, że jest to olej o najpaskudniejszym smaku :P, który bardzo korzystnie wpływa na ogólny stan skóry i całego organizmu. Uważam, że kurację tym olejem powinny rozważyć osoby, które borykają się z suchą czy wręcz bardzo suchą skórą, dla których nawilżające balsamy to jednak za mało. 
Czytaj więcej »

Recenzja: Africa- szampon nadający puszystość i objętość włosom cienkim, Planeta Organica

czwartek, 6 listopada 2014 38 komentarzy
Obietnice producenta:
Szampon na bazie organicznego olejku Avokado, którego owoce zostały ręcznie zebrane i pochodzą z bezpośredniego importu z Indonezji. Szampon delikatnie oczyszcza , nawilża włosy, nadaje im puszystość oraz objętość. 10% zawartości organicznego olejku Avokado
250ml kosztuje 14,50zł w internetowej drogerii Cytrynowa
Moim zdaniem:
Z kosmetykami Planeta Organica nie miałam do tej pory do czynienia, a o szamponie widocznym na zdjęciach na próżno szukałam informacji/ recenzji/ choćby kilku słów od osób, które go używały w Internecie. Co tylko sprawiło, że z dnia na dzień szampon ten zaczął mnie coraz bardziej intrygować ;) Jesteście ciekawe jak się spisał? Zapraszam do dalszej lektury :)
Butelka, w której znajduje się szampon jest nietuzinkowa i inna niż wszystkie. Utrzymana jest w brązowo-czarnej tonacji z zielonymi detalami, właściwie pistacjowymi ( gdyby przeczytał to jakiś facet, złapał by się za głowę :P ). Kształtem przypomina prostopadłościan, jest smukła, wysoka i niestety niezbyt fotogeniczna, bo nie mieszcząca się w kadrze tak jakbym chciała :P Wizualnie podoba mi się bardzo, ale jest mało funkcjonalna- po pierwsze przez ciemne ścianki nie widać stopnia zużycia, a po drugie kanciasta butelka i mocne tworzywo, z którego została wykonana uniemożliwiają łatwe wyciskanie produktu na dłoń. 
Szampon ma przezroczystą konsystencję, niezbyt gęstą, typową dla większości szamponów, która w kontakcie z wodą tworzy dużo delikatnej piany. Jednak na tle innych szamponów wyróżnia się zapachem- pachnie bosko, jak sok ananasowy! 
Według tego, co pisze producent szampon powinien oczyszczać włosy, nawilżać je, a także dodać im objętości i puszystości. Zgadzam się co do dwóch pierwszych zapewnień, bo produkt dobrze oczyszcza i myje włosy, nie plącząc ich, nie powodując łupieżu ani nie podrażniając skóry głowy. Nawilża je optymalnie, delikatnie wygładza i łagodnie dociąża, pozostawiając włosy miłymi w dotyku. Jednak mimo zużycia całej butelki, regularnego mycia co dwa dni nie zaobserwowałam większego odbicia włosów od nasady głowy ani też odczuwalnej różnicy w ich puszystości. 
Podsumowując, obietnice producenta zostały spełnione pół na pół, więc spokojnie mogę nazwać szampon przeciętniakiem, ale pamięć jego zapachu być może skusi mnie na zakup kolejnego opakowania ;)
Czytaj więcej »

Październikowy projekt denko

wtorek, 4 listopada 2014 51 komentarzy
1. Zmywacz do paznokci BeBeauty- kupiony przez moją mamę, zużyty przez moją skromną osobę :P Dobrze zmywa lakier i domywa jego resztki, nie wysuszając płytki paznokcia i skórek. Niestety, trafiłam na wadliwe opakowanie: po kilku użyciach pompka odmówiła mi posłuszeństwa...
2. Pianka do golenia Skino- przy wrześniowym denku wspomniałam, że piankę Skino kupiłam przypadkiem. No więc, tak naprawdę to kupiłam dwa opakowania :P Uważam jednak, że był to dobry zakup. Pianka ma treściwszą konsystencję niż inne mi znane i dlatego też ją tak polubiłam. Nie podrażnia, dobrze zmiękcza włoski i ułatwia poślizg maszynki.
3. Antyperspirant Garnier Mineral- stały punkt moich denek, dla mnie te antyperspiranty są po prostu najlepsze :)
4. Reduktor zmian potrądzikowych Liście Manuka Ziaja- recenzja już za kilka dni
5. Łagodny krem do depilacji Velvetic- recenzja tutaj
6. Kryjąco-matujący podkład Make Up AA- nie, nie i jeszcze raz nie. Po pierwsze dlatego, że nie spełnia żadnej obietnicy producenta ( zero krycia, krótkotrwałe zmatowienie skóry ); po drugie dlatego, że tworzy efekt maski; po trzecie dlatego, że lubi zapychać. Broni go jedynie konsystencja, jakby kremowo- satynowa, która gładziutko sunie po buzi podczas nakładania.
7. Masło do ciała Winogrono Bielenda- rewelacyjna, treściwa i kremowa konsystencja, praktyczne i wygodne opakowanie, optymalne nawilżenie,wygładzenie oraz odżywienie skóry składają się na pozytywy balsamu. Jednak sztuczny, paskudny zapach odbierał mi całą przyjemność z jego używania...
8. Peeling do ciała Czekoladowa Pokusa Ekoa- recenzja tutaj
9. Tusz do rzęs Volum Express Maybelline New York- troszkę na siłę wykończyłam ten tusz: przyzwyczajona do silikonowych szczoteczek, miałam trudności z przestawieniem się na te normalne. Tusz ładnie wydłuża rzęsy i dodaje im koloru mocnej czerni, ale o obiecanej objętości można raczej tylko pomarzyć.
10. Żel z peelingiem oczyszczający pory Liście Manuka Ziaja- recenzja wkrótce
11. Balsam do ciała SUN&FUN Joanna- w przeciwieństwie do masła Bielendy, ten balsam pachnie obłędnie! Wakacyjnie, słodko, trochę cukierkowo. Właściwości pielęgnacyjne określiłabym jako przyzwoite, a stopień nawilżenia jako satysfakcjonujący moją niewymagającą skórę.
12. Ekspresowa odżywka regenerująca Gliss Kur- dużych właściwości regenerujących to ta odżywka nie posiada, ale ogólnie sprzyja kondycji moich włosów. Dlatego tak często kupuję odżywki w sprayu Gliss Kur ;)
13. Odżywczy żel pod prysznic Czarna Róża Tołpa- żałuję, że to była taka malutka tubka... O ile dobrze pamiętacie, nie przepadam za kwiatowymi zapachami w kosmetykach, ale ten żel nieco zweryfikował moje preferencje zapachowe. Żel pachnie niezwykle subtelnie, czuć w nim wyraźną kwiatową nutę, ale połączoną ze słodkim aromatem, co daje prawdziwą ucztę dla zmysłów. Kremowa konsystencja żelu w kontakcie z wodą tworzy sporą ilość piany, bardzo dobrze oczyszcza, dbając jednocześnie o skórę, która pozostaje czysta, odżywiona, nawilżona i aksamitnie gładka w dotyku. Na pewno kupię pełnowymiarowe opakowanie.
14. Kryjąco-rozświetlający korektor Art Scenic Eveline- zupełnie się nie sprawdził na moich przebarwieniach, nic a nic nie zakrywał... Użyłam go też raz czy dwa pod oczy, ale też nie podołał moim oczekiwaniom...
15. Odżywczy szampon z wyciągiem z owsa Yves Rocher- recenzja tutaj
16. Płyn micelarny do demakijażu z kwasem hialuronowym 30+ AA- robił to, co ma robić, czyli dokładnie zmywał makijaż i usuwał zanieczyszczenia nagromadzone w ciągu dnia. Delikatny dla oczu, nie podrażniał, nie powodował szczypania czy łzawienia. 
17. Olejek arganowy Evree- recenzja tutaj
18. Żel pod prysznic Jardins du Monde Yves Rocher- polubiłam ten żel jak każdy inny YR. Orzeźwiający i energetyczny zapach pomarańczy nastrajał mnie pozytywnie i dodawał kopa od samego rana :)
Czytaj więcej »

Październik na zdjęciach

niedziela, 2 listopada 2014 51 komentarzy

 jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby!- "Zemstę" mogłabym oglądać codziennie w każdym wydaniu |  październikowe spacery | mimo że jesień już od kilku tygodni ja ciągle mam ochotę na pastele na paznokciach ( nr 410 ) | przeczytane w październiku, recenzję książki "Perfekcyjna kobieta to suka" znajdziecie tutaj 
 tyle paczek przyniosłam ze sobą jednego dnia z poczty... | ... a w nich to, co tygryski lubią najbardziej, czyli książki z wymian, pokrzywa i drożdże na poprawę cery, zamówienie Zrób Sobie Krem i kilka innych kosmetyków | lakier Joko, który otrzymałam na krakowskim spotkaniu blogerek ( freesia nr 214 ) | porcja witamin i lekka lektura na dobry początek leniwego weekendu
 w Biedronce była promocja "3 książka za 1 gr"- zdjęcie mówi samo za siebie :P | z końcem października postanowiłam odświeżyć nieco swój rosyjski | zrobiłam porządki kosmetyczne, stare kosmetyki wylądowały na dnie kosza na śmieci... | kolejny lakier, który przywiozłam ze spotkania blogerek w Krakowie ( nr 110 )
promocja w Empiku "kup 3, zapłać za 2" również była dla mnie bardzo kusząca ;) | o takich godzinach odwiedzam Wasze blogi i piszę nowe posty | w lakierach też zrobiłam porządki, efekt? wyrzuconych 28 lakierów... | pokochałam bluzy, ja osoba, która przez pół gimnazjum, całe liceum i większość studiów nie miała w szafie ani jednej pary sportowych butów, o sportowych ubraniach nie wspominając
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.