Odżywka bez spłukiwania do włosów ciemnych Wax Daily Mist, Pilomax

piątek, 30 stycznia 2015 37 komentarzy
Obietnice producenta:
Zawiera pantenol, witaminę E i ekstrakt z henny. Łagodzi podrażnienia skóry głowy spowodowane zanieczyszczeniem środowiska i zabiegami fryzjerskimi. Nawilża włókno włosowe, ułatwia czesanie. Zmniejsza skłonność do rozdwajania. Poprawia stan uszkodzonych włosów i je pogrubia. Formuła bez spłukiwania powoduje, że włosy mają na sobie warstwę chroniącą przed działaniem zanieczyszczonego środowiska i suszeniem gorącym powietrzem. Odżywkę nakładać na wilgotne i umyte szamponem włosy, spryskując je od nasady aż po końce. Aby rozprowadzić preparat równomiernie należy przeczesać włosy grzebieniem o rzadkich zębach. Nie spłukiwać, pozostawić do wyschnięcia bądź układać jak zwykle. W przypadku kontaktu z oczami, natychmiast przemyć dużą ilością ciepłej wody.

Skład: Aqua/Water Eau, Panthenol (pantenol), Tocopheryl Acetate (witamina E), Lawsonia Inermis (Henna) Extract (ekstrakt z henny), Cetrimonium Chloride, PEG-12 Dimethicone, Polyqaternium-11, Cyclotetrasiloxane, Tricedeth-12, Cyclopentasiloxane, Amodimethicone, Phenoxyethanol, Polysorbate 20, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Linalool, Geraniol

Cena to około 18zł za 100ml 

Moim zdaniem:
Moje włosy lubią być dopieszczane maseczkami, odżywkami, różnego rodzaju olejkami. Staram się im dogadzać, jak tylko mogę kupując coraz to nowsze produkty do ich pielęgnacji, aby odwdzięczały mi się połyskiem oraz pięknym i zdrowym wyglądem :) Szykuję nawet oddzielny post o tym jak na co dzień dbam o swoje kosmyki, ale póki co zachęcam Was do przeczytania o tym, co sądzę o odżywce bez spłukiwania do włosów ciemnych Pilomax, którą dostałam na wakacyjnym spotkaniu blogerek w Krakowie.
Standardowo zacznę od opisu opakowania :) Jest to niewielka buteleczka o pojemności 100 ml wykonana z plastiku, u wylotu której znajduje się atomizer chroniony przezroczystą również plastikową nakładką. Po naciśnięciu pompka uwalnia spowijającą włosy delikatną mgiełkę. Przez białe ścianki nie da się sprawdzić, ile odżywki jeszcze zostało, ale po odkręceniu atomizera i zajrzeniu do środka wszystko widać jak na dłoni :) Odżywka jest bezbarwna, klarowna niczym woda i ma przyjemny, słodkawy zapach, wyczuwalny na włosach jeszcze kilka godzin po aplikacji. 
Odżywki używałam po każdym umyciu włosów, czyli co drugi dzień i mimo niedużej pojemności okazała się bardzo wydajna. I skuteczna w działaniu :) Spryskiwałam nią włosy na całej ich długości, czasami też przy skórze głowy, a mimo to nie obciążała włosów, nie sprawiała, żeby szybciej się przetłuszczały ani nie przyczyniła się do powstawania łupieżu. Świetnie nawilżała, dyscyplinowała i wygładzała moje włosy. Sprawiła, że w dotyku były miękkie i elastyczne, a ich rozczesywanie przyjemne i łatwe. Czasami używałam jej na suche włosy, dzięki czemu w jednej chwili zyskiwały na pięknym połysku. Systematyczne używanie tej odżywki pozytywnie wpłynęło na kondycje moich włosów, dzięki niej odzyskały zdrowy wygląd. 
Z założenia odżywka została stworzona do ciemnych włosów, ale ja nie zauważyłam, by w tej kwestii miała jakikolwiek wpływ na moje brązowe włosy. Myślałam, że z czasem sprawi, iż mój naturalny kolor pogłębi się, ale nic takiego nie miało miejsca. Myślę, że to tylko taki chwyt marketingowy, że równie dobrze na moich ciemnych włosach sprawdziłaby się wersja do włosów blond ;) 
Czytaj więcej »

Recenzja: Nierafinowane afrykańskie masło shea, Manufaktura Kosmetyczna

środa, 28 stycznia 2015 41 komentarzy
Obietnice producenta:
Masło Shea, nazywane inaczej także masłem karite, doskonalne kondycjonuje, nawilża i natłuszcza. Przyspiesza gojenie się ran, łagodzi podrażnienia skóry i stany zapalne, Opóźnia rozkład elastyny, działa silnie przeciwzmarszczkowo. Wzmacnia suche, łamliwe włosy, zapobiega rozdwajaniu się końcówek. Sprawi się znakomicie jako element pielęgnacji zarówno cery suchej, którą nawilży i odżywi, jak i tłustej, trądzikowej ze względu na działanie normalizujące, sebostatyczne. Natłuszcza, ale jednocześnie nie zatyka porów. Masło shea jest polecane także do pielęgnacji ciała w trakcie opalania, zarówno ze względu na właściwości pielęgnacyjne, jak i ochronne- stano naturalny, delikatny filtr UV. 

W internetowym sklepie Manufaktura Kosmetyczna masło shea dostępne jest w pięciu pojemnościach:
50 g za 12,00 zł; 100 g za 19,00 zł; 250 g za 42,00 zł; 500 g za 74,00 zł; 900 g za 116,00 zł
Moim zdaniem:
Lubię wielofunkcyjne kosmetyki, sprawdzające się w pielęgnacji całego ciała, twarzy i włosów, które zaprzeczają tezie, że jak coś jest do wszystko, to znaczy, że jest do niczego. Jednym z takich kosmetyków jest właśnie naturalne, afrykańskie ( wow :D ) i nierafinowane masło shea, które otrzymałam w ramach współpracy z Manufakturą Kosmetyczną
Manufaktura Kosmetyczna ma w swojej ofercie aż pięć różnych pojemności masła shea, od 50 g do prawie kilograma. Do testów otrzymałam 100 g ( wydaje się niedużo, ale masło shea jest naprawdę bardzo wydajne ), które znajduje się w gładkim, białym słoiczku ( bardziej szerszym niż wyższym ), wykonanym z mocniejszego plastiku i zamykanym na prostą nakrętkę. Szeroki otwór umożliwia bezproblemowe wyłuskanie masła shea do ostatniego grama. Szata graficzna jest skromna, żeby nie powiedzieć uboga- na wieczku opakowania znajduje się jedna jedyna nalepka z informacjami o składzie, terminie ważności i sposobach przechowywania. 
Masło shea ma kolor waniliowego budyniu i specyficzny orzechowy zapach, który nie każdemu może się spodobać, ale właśnie tak pachnie prawdziwe masło shea. Konsystencja jest gładka, mocno zbita, ciężka do rozsmarowania dopóty dopóki masło nie roztopi się pod wpływem ciepła skóry- po stopieniu jego twarda konsystencja zmienia się w oleistą, tłustawą maź.
Jak nadmieniłam na wstępie, masło shea jest kosmetykiem uniwersalnym, takim które z powodzeniem zastąpi wiele produktów do pielęgnacji, takich jak:
* krem do stóp- grubą warstwę masła wcieram w stopy, przykładając wagę szczególnie do pięt, a następnie zakładam grube skarpety i idę spać. Rano skóra stóp jest natłuszczona, zmiękczona i wygładzona, jednym słowem stopy wyglądają o wiele lepiej. 
* pomadka do ust- do wieczornej pielęgnacji ust również używam masła shea, które nawilża i zmiękcza delikatną skórę ust oraz niweluje suche skórki i problem spierzchniętych ust.
* olejek do skórek- odrobinę masła shea rozcieram w palcach, a następnie wcieram w skórki wokół paznokci, dzięki czemu są dobrze nawilżone i nie zadzierają się podczas odrastania. 
* krem do dłoni- masło shea świetnie zabezpiecza dłonie przed wpływem zewnętrznych czynników atmosferycznych, takich jak mrozy czy wiatry, sprawiając, że skóra dłoni nieustannie pozostaje miękka, elastyczna, jędrna i dobrze nawilżona. 
* serum do włosów- minimalną ilość wcieram w same końcówki włosów. Zgodnie z zapewnieniem producenta masło shea zapobiega rozdwajaniu się końcówek, dodatkowo powstrzymuje elektryzowanie się oraz puszenie włosów. 
* balsam do ciała- masło shea polecane jest szczególnie do skóry suchej i wrażliwej. Świetnie natłuszcza skórę, regeneruje i odżywia najbardziej suche miejsca, jak kolana czy łokcie. Posiada też właściwości łagodzące podrażnienia i zaczerwienienia, dlatego często stosuje je po depilacji. 
* krem pod oczy- masło shea ma właściwości przeciwzmarszczkowe, a że bliżej mi do 30. niż dalej, to pomyślałam, iż to najwyższa pora na zapobiegawczą pielęgnację przeciwzmarszczkową. Rano używam delikatnego żelu pod oczy, a wieczorem niewielką ilość masła shea wklepuję w okolice oczu. Mam nadzieję, że czynność ta zaprocentuje mi w przyszłości ;)
Podsumowując, masło shea jest produktem niezastąpionym, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jest to kosmetyk do zadań specjalnych, albowiem jakiegokolwiek zastosowania bym mu nie wymyśliła zawsze spisuje się na piątkę z plusem :)
Czytaj więcej »

Wybieram się na zakupy, czyli czym mnie skusiły promocyjne gazetki

poniedziałek, 26 stycznia 2015 55 komentarzy
Niektórzy do porannej filiżanki kawy czytają wiadomości z kraju i ze świata, ja przeglądam gazetki promocyjne, aby wiedzieć na co przepuścić ciężko zarobione pieniążki :P W moim miasteczku za bardzo nie mam jak poszaleć, ale wybieram się z narzeczonym do Łodzi, więc zawczasu zrobiłam rozeznanie do jakich sklepów po prostu muszę zajrzeć :)
W CCC upatrzyłam sobie dwie torebki oraz kozaki:

 cała gazetka tutaj

W Deichmannie zamierzam przyjrzeć się bliżej klasycznym czółenkom, idealnym do pracy:
 cała gazetka tutaj

Do Pepco lubię zaglądać w poszukiwaniu dodatków do domu, tym razem planuję wrócić z koszyczkami:
cała gazetka tutaj

 Oczywiście zajrzę także do Rossmanna, gdzie chyba zostawię najwięcej pieniędzy, bo niby wchodzę z zamiarem kupna konkretnych kosmetyków, ale ciężko mi się oprzeć niektórym promocjom :P
cała gazetka tutaj

Nie pominę też innych drogerii, np. Hebe, gdzie trwa promocja 2+1 za 1 grosz:
cała gazetka tutaj

Podskoczę też do Lidla po trójpaki koszulek, których u mnie nigdy za wiele:
 zaś w czwartek zamierzam sobie kupić w Lidlu koszulę i spodnie rurki:
cała gazetka tutaj

Tak wyglądają moje plany zakupowe, ale z czym wrócę to nawet najstarsi górale nie wiedzą :P


Czytaj więcej »

Rozdanie z Ekoa :)

piątek, 23 stycznia 2015 68 komentarzy
Krótkim słowem wstępu zapraszam Was do udziału w rozdaniu, które przygotowałam wraz ze sklepem internetowym Ekoa :)

Co trzeba zrobić, aby wziąć udział?
Po pierwsze, być lub zostać publicznym obserwatorem bloga ( Google+ także się liczy ).
Po drugie, udostępnić informację o rozdaniu na blogu ( podlinkowane zdjęcie, które znajdziecie pod koniec wpisu ).
Po trzecie, polubić FanPage Ekoa ( wystarczy imię i pierwsza litera nazwiska lub nick ).
Po czwarte, zostawić komentarz według wzoru, który znajdziecie poniżej.

Wzór komentarza:

Obserwuję jako:
Adres e-mail:
Na Facebook'u lubię jako:
Udostępniłam informację o konkursie:  TAK/NIE + link do bloga

Wygrać możecie zestaw czterech kosmetyków składający się z:

 soli do kąpieli Ekoa o zapachu sandałowca, oczyszczającej pasty do twarzy z serii Liście Manuka Ziaja, nawilżająco-ochronnego kremu do rąk z jaskółczym zielem Green Pharmacy oraz upiększającej mgiełki do włosów Timotei.
Regulamin rozdania:
1. Organizatorem jest autorka bloga MintElegance.
2. Sponsorem nagrody jest autorka bloga MintElegance oraz sklep internetowy EKOA.
3. Wszystkie nagrody są nowe.
4. Rozdanie może wygrać jedna osoba.
5. Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losowania. 
6. Rozdanie trwa od 23 stycznia do 13 lutego 2015 r. do godz. 23:59.
7. Zwycięzca zostanie ogłoszony w ciągu trzech dni od daty zakończenia rozdania.
8. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu, a Zwycięzca dodatkowo otrzyma wiadomość e-mailową.
9. Jeśli Zwycięzca w ciągu trzech dni od ogłoszenia wyników nie poda danych do wysyłki, zostanie wybrana inna osoba.
10. Nagroda zostanie wysłana w ciągu pięciu dni od otrzymania danych do wysyłki. 
11. Nagroda zostanie wysłana za pośrednictwem Poczty Polskiej wyłącznie na terenie Polski  na koszt Organizatora.
12. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).

Powodzenia! :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Nafta kosmetyczna z olejem arganowym, Kosmed

środa, 21 stycznia 2015 43 komentarze
Obietnice producenta:
Nafta kosmetyczna regularnie stosowana dodaje włosom elastyczności, zapobiega ich elektryzowaniu, ułatwia rozczesywanie i modelowanieNafta z olejem arganowym polecana jest szczególnie osobom, które borykają się z problemem słabych, zniszczonych włosów z rozdwojonymi końcówkami.
Olej arganowy – "płynne złoto" jest wyjątkowo  bogaty w substancje odżywcze. Zawierający witaminy E i F dogłębnie wzmacnia i odżywia włosy. Regularnie stosowany sprawia, że włosy stają się mocniejsze, grubsze i zyskują atrakcyjny połysk. Zapobiega rozdwajaniu końcówek

Skład: Petroleum, Argania Spinosa Kernel Oil,  Parfum.

150 ml kosztuje 7,00 zł w sklepie internetowym Kosmed
Moim zdaniem:
Nie jestem typową włosomaniaczką, nie wiem jaką porowatość mają moje włosy, nie oszczędzam im silikonów, a po umyciu zdarza mi się mocniej trzeć je ręcznikiem, jednak lubię eksperymentować w kwestii ich pielęgnacji, wypróbowywać nowe odżywki, maseczki, a ostatnio nawet naftę kosmetyczną ;)
W spłaszczonej butelce wykonanej z ciemnobrązowego plastiku znajduje się 150 ml przezroczystego płynu o lekko tłustej konsystencji oraz specyficznym i charakterystycznym zapachu nafty, który utrzymuje się na włosach do spłukania. Butelka zakończona jest niedużym otworkiem, dzięki któremu można bezproblemowo dozować tyle produktu, ile się chce. 
Naftę rozprowadzam na włosy na całej ich długości przed umyciem, dlatego też nie mam obaw przed wsmarowaniem jej we włosy tuż przy skórze głowy. Za każdym razem nie szczędzę jej sobie, mimo to wystarczyła mi na kilkanaście zabiegów. Po nałożeniu nafty trzymam ją na włosach około 10 minut, po czym myję włosy dwa razy, najpierw szamponem, który dobrze zmyje naftę ( najlepiej radzi sobie szampon Equilibra ), później tym, którego akurat używam. Przez kilka pierwszych dni kuracji, oprócz szamponów, nie stosowałam żadnego innego kosmetyku typu odżywka czy maseczka, aby sprawdzić jak nafta działa sama w sobie. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to fakt, że włosy po osuszeniu wydawały się jakby wysuszone i szorstkie w dotyku, głównie na końcach. Efekt ten powtarzał się za każdym razem, mimo stosowania różnych szamponów, stąd wiem, że to 'zasługa' nafty. Gdy zaczęłam na nowo używać odżywki na końce włosów wrażenie szorstkości i wysuszenia zniknęły jak ręką odjął. Nafta, mimo że zawiera olejek arganowy, nałożona tuż na skórę głowy nie obciąża włosów, wręcz przeciwnie, ponieważ znacznie przedłuża świeżość włosów i lekko odbija je od nasady. Po kilkutygodniowej kuracji włosy są mocniejsze i mniej wypadają, zyskały na zdrowym wyglądzie, jednak straciły na blasku- przynajmniej ja odniosłam wrażenie, że są po prostu matowe. W czasie tych kilku tygodni stosowania nafta ani razu nie podrażniła skóry głowy ani też nie przyczyniła się do powstania łupieżu. 
Podsumowując, zabieg naftą mimo początkowego wrażenia wysuszonych włosów oraz zmatowienia ich, koniec końców okazał się udanym debiutem w pielęgnacji moich włosach- dokładnie jest to moja pierwsza styczność z tego typu produktem, nie wykluczam, że ostatnia ;) Nafta jest niedrogim kosmetykiem, łatwo dostępnym, przede wszystkim w aptekach oraz bardzo wydajnym. Szczególnie polecam tym dziewczynom, których włosy mają tendencję do szybkiego przetłuszczania się, albowiem efekt przedłużenia świeżości jest naprawdę zaskakujący, pozytywnie oczywiście :)
Czytaj więcej »

"Bóg zawsze znajdzie Ci pracę" Regina Brett

poniedziałek, 19 stycznia 2015 40 komentarzy
Dzięki Patrycji, szerzej znanej w blogosferze jako Maleńka Bloguje, w mojej domowej biblioteczce znalazła się wyjątkowa pozycja literacka pt. "Bóg zawsze znajdzie Ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia" amerykańskiej dziennikarki i felietonistki  Reginy Brett, której publikacje w krótkim czasie zyskały duży rozgłos i ogromne uznanie wśród czytelników. 
Książka, tak jak poprzednie ( "Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu" oraz "Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym", które tak na marginesie zamierzam zakupić w najbliższych tygodniach ), to zbiór 50 niedługich felietonów, przedstawiających prawdziwie historie różnych ludzi, niosących otuchę, głębokie przesłanie, życiowe mądrości, o których w codziennym biegu łatwo zapominamy. Każdy czytelnik wyciągnie z lektury bezcenną naukę dla samego siebie, albowiem każda z 50 lekcji, którymi dzieli się z nami autorka niesie za sobą podnoszący na duchu, dodający sił morał. Sama przypomniałam sobie o prawdzie starej jak świat, że pieniądze nie są najważniejsze, bo cytując fragment książki: "Nie wszystko co się liczy jest policzalne i nie wszystko, co jest policzalne naprawdę się liczy". Inna lekcja, jaką wyciągnęłam z lektury felietonów Reginy Brett traktuje o tym, że muszę w końcu przestać myśleć o swoim marzeniu, a zacząć działać, by mogło się ono spełnić, Nawet gdyby miało okazać się porażką, to zawsze to będzie dla mnie cenne doświadczenie życiowe, a takich nigdy za mało.
"Bóg zawsze znajdzie Ci pracę" to książka krzepiąca, otulająca jak ciepły koc w mroźny wieczór. Porusza, motywuje, inspiruje, napełnia wiarą i optymizmem. Jej lektura pozwala czytelnikowi wytchnąć, wyciszyć się, chwilę zastanowić nad własnym życiem. Jak napisałam na wstępie, książka sama w sobie jest niezwykła, wartościowa i wyjątkowa, tak jak niezwykły, wyjątkowy i wartościowy jest każdy z nas, a lektura tej książki nie pozwala nam o tym zapomnieć :)
Czytaj więcej »

Zespół nienasycenia kosmetycznego, czyli moje tzw. chciejlisty :)

piątek, 16 stycznia 2015 74 komentarze
Spodobało mi się spisywanie w jednym miejscu kosmetyków ( i nie tylko ), które chciałabym przetestować w niedługim czasie, tworzenie z nich grafik oraz dzielnie się nimi z Wami w postaci tak zwanych chciejlist :D
1. Suchy olejek do ciała, Le Petit Marseillais- moja skóra lubi olejki, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że bardziej niż tradycyjne balsamy do ciała. Mleczko do ciała Le Petit Marseillais odpowiednio zadbało o moją skórę, więc wierzę, że olejek również mnie nie zawiedzie. Podobno można go tez wykorzystać w pielęgnacji włosów, jak to mówią "pożyjemy, zobaczymy" ;) Już wkrótce ma się pojawić na rossmannowskich półkach wraz z kilkoma innymi nowościami, jeżeli jesteście ciekawe jakie to nowości zajrzyjcie tutaj.
2. Oczyszczający tonik z szałwią lekarską, Fitomed- polecony przez jedną z blogerek w walce z podskórnymi grudkami. Póki co próbuję zużyć do końca niezwykle wydajny tonik Bandi, ale o tym nie zapominam, co więcej pokładam w nim spore nadzieje. 
3. Spray do prostowania włosów, Tresemme- ciężko dostępny w Polsce, ale z opinii, które przeczytałam na jego temat wynika, że jest wart zachodu, by go zdobyć. 
4. Aktywne serum korygujące do cery z niedoskonałościami, Bielenda- na wielu blogach spotkałam się z opiniami, że serum spełnia 100% obietnic producenta: redukuje błyszczenie, rozjaśnia przebarwienia, wygładza, poprawia koloryt, zwęża pory. No więc jak mogłabym nie chcieć go wypróbować :P? 
5. Płyn micelarny do skóry tłustej z tendencją do niedoskonałości oraz do cery normalnej i mieszanej 3w1, Garnier- pierwszy płyn micelarny Garniera uważam za hiciora wśród produktów do demakijażu twarzy, dlatego chcę sprawdzić na własnej skórze kolejne płyny micelarne, które w teorii są bardziej dopasowane do mojego typu cery, czyli mieszanej i z niedoskonałościami. 
6. Pefrumy Coco Mademoiselle, Chanel- jeden z moich najukochańszych zapachów. Dziewczęcy, ale elegancki jednocześnie, niezobowiązujący, słodkawo kwiatowy i taki ciepły. Nadaje się na każdą okazję. Mimo iż uważam, że zapach jest piekielnie drogi, to jednak wart swojej ceny. 
7. Pomadka do ust Glossy Temptation nr 3, Wibo- ponoć bardzo podobna do słynnych swego czasu Eliksirów, których mam kilka, używam praktycznie codziennie i nadal mi ich mało. Jeśli Glossy Temptation są tak samo dobre, to czuję, iż będzie to dłuższa znajomość ;)
8. Szampon i odżywka z cudownymi olejkami Ultra Doux, Garnier- te cudowne olejki to oczywiście arganowy i kameliowy, a najnowsza seria Ultra Doux ma zmiękczyć, nawilżyć, odżywić i zregenerować suche włosy, czyli wypisz wymaluj moje. 
9. Nawilżający lekki krem matujący Amarantus, Tołpa- naprawdę matuje i nawilża jednocześnie, a to jest właśnie to, czego potrzebuje moja skóra. 
10. Krem z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym, Bandi- kiedyś otrzymałam próbki tego kremu i przepadłam na całego, bo krem okazał się fenomenalny. Już po jednej aplikacji skóra była rozjaśniona, wygładzona i aż biła po oczach zdrowym blaskiem. Jest dość drogi ( około 70,00 zł ), ale i tak chcę go mieć! 
11. Rozświetlacz do twarzy i ciała Eclat de Luxe, Wibo- jako mała dziewczynka marzyłam o perfumach pompką-poduszeczką, która na ściśnięciu rozpylałaby otulającą mgiełkę zapachu... Jeszcze nie dorobiłam się takich perfum, ale póki co spokojnie zadowolę się rozświetlaczem w takiej szykownej wersji od Wibo.  
12. Regenerująca maska czekoladowa, Kallos- moje włosy są maseczkolubne, a czekoladowy zapach jest jednym z moich ulubionych, więc jeden produkt Kallos dopieści moje włosy i mój zmysł powonienia :D
Czytaj więcej »

Recenzja: Emalia do paznokci Manicure Spa Nail oraz Bezacetonowy zmywacz do paznokci o czekoladowym zapachu, Laura Conti

środa, 14 stycznia 2015 58 komentarzy
 Obietnice producenta:
Bezacetonowy zmywacz do suchych i kruchych paznokci z dodatkiem olejku ze słodkich migdałów nawilża i pielęgnuje. Delikatny, pielęgnacyjny zmywacz do paznokci o formule bezacetonowej. Zawiera glicerynę oraz olejek migdałowy łagodzący działanie substancji zmywających - paznokcie pozostają zdrowe, odpowiednio natłuszczone, a obecny w składzie aromat czekoladowy pozostawia na paznokciach bardzo przyjemny zapach. Polecany do wszystkich rodzajów lakierów do paznokci.
Preparat o szerokim spektrum działania:
* Szybko i dokładnie zmywa lakiery i inne preparaty do paznokci w tej formie bez wysuszania płytki paznokciowej. 
* Nawilża i redukuje kruchość paznokci pozostawiając je mocniejsze i zdrowsze.
* Zapobiega  matowieniu płytki paznokciowej  i wysuszaniu skórek.
* Pozostawia płytkę paznokcia natłuszczoną i nawilżoną.
Nadaje naturalny połysk, nie wysusza. 
* Profesjonalny, wyjątkowo wygodny sposób użycia.

Emalia do paznokci o pięknym połysku i wyjątkowej trwałości. Unikalne ceramiczne komponenty pozwoliły na uzyskanie emalii twardszej i odporniejszej na ścierania niż tradycyjna emalia. Nie odpryskuje i doskonale chroni paznokcie przez złamaniem. Wyjątkowo szybko wysycha, tworząc równomierną, gładką powłokę na płytce paznokcia.

135 ml zmywacza do paznokci kosztuje 8,00 zł w tym sklepie internetowym, lakier będzie dostępny jeszcze w tym miesiącu w tym samym sklepie za około 6,00 zł, poza tym produkty Laury Conti można już spotkać w Rossmannie
Moim zdaniem:
Dzisiejszy wpis jest typowo paznokciowy, o produktach bez których żadna lakieromaniaczka nie może się obyć, czyli o zmywaczu oraz kolejnym w kolekcji lakierze do paznokci :D
Zmywacz znajduje się w okrągłej buteleczce w mlecznym kolorze o niestandardowej pojemności 135 ml. Na wpół transparentne opakowanie umożliwia stałe kontrolowanie stanu zużycia. U wylotu butelki znajduje się pompka, nierzadko już spotykana przy zmywaczach do paznokci, do której wystarczy przyłożyć wacik i nacisnąć kilka razy, aby został on odpowiednio nasączony. Zmywacza używam od kilku tygodni i póki co dozownik działa bez zarzutu, jeszcze nigdy mi się nie zaciął. 
Producent kusi potencjalnego konsumenta obietnicą czekoladowego zapachu i faktycznie zmywacz posiada subtelny aromat czekoladowego ciastka, ale skażonego charakterystyczną wonią wszystkich zmywaczy do paznokci i wyczuwalnego tylko i wyłącznie po przysunięciu nosa do otworu w pompce. 
Zmywacz od Laury Conti spełnia swoje zadanie tak jak powinien. Zdążyłam przetestować go z kilkoma różnymi lakierami, w tym z paroma zawierającymi drobinki brokatu, i za każdym razem dobrze poradził sobie z ich zmywaniem, pozostawiając płytkę odpowiednio odtłuszczoną i gotową na nałożenie nowego koloru. Zmywacz, nawet przy systematycznym używaniu, nie wysuszył paznokci ani skórek wokół nich.
A teraz przejdziemy do recenzji lakieru do paznokci o nr 51, czyli w pięknym, wyrazistym niebieskim odcieniu :)
Lakier znajduje się w walcowatej, szklanej buteleczce o pojemności 11 ml. Po odkręceniu czarnej, plastikowej nakrętki naszym oczom ukazuje się równo ścięty i płaski pędzelek, który po zetknięciu z płytką rozszerza się, dzięki czemu malowanie paznokci jest łatwiejsze i bardziej precyzyjne. Pędzelek nabiera odpowiednią ilość średnio gęstej, lekko lejącej się konsystencji, dzięki czemu lakier nie rozlewa się przy skórkach. Krycie nie jest nadzwyczajne, albowiem do pełnego pokrycia płytki paznokcia, bez brzydkich prześwitów potrzebne są minimum trzy warstwy lakieru. Lakier nie pozostawia mało estetycznych smug ani się nie maże, tylko pokrywa paznokcie jednolitą, gładką i błyszczącą taflą. Na moich paznokciach utrzymuje się około 3-4 dni, przy czym pod koniec drugiego dnia czasami zaczyna się delikatnie ścierać na końcach. Poza tym dość szybko schnie, nie przebarwia płytki i łatwo się zmywa. 
Podsumowując, stwierdzam, że oba produkty Laury Conti są warte uwagi. Zmywacz zaskoczył mnie lekkim zapachem czekoladowych ciasteczek, a lakier urzekł mnie swoimi smerfowym kolorem :)

PS. Czy ktoś mi może powiedzieć dlaczego moje wpisy nie pokazują się w liście czytelniczej zaraz po opublikowaniu tylko dopiero po kilku godzinach:(?
Czytaj więcej »

Modelujący peeling do ciała z solą z Morza Martwego i aloesem, Equilibra

poniedziałek, 12 stycznia 2015 51 komentarzy
Obietnice producenta:
Modelujący solny peeling do ciała Equilibra to unikalna kompozycja składników, które złuszczają, wygładzają i odżywiają skórę, dostarczając jej niezapomnianych chwil relaksu podczas kąpieli jak i pod prysznicem.
Aloes: nawilża i odświeża.
Sól z Morza Martwego: zapobiega gromadzeniu się nadmiaru wody w organizmie, usuwa martwe komórki i zgrubiałą skórę.
Olejek eteryczny z rozmarynu: zapobiega gromadzeniu się nadmiaru wody w organizmie, zapewnia uczucie relaksu.
Olejek z nasion grapefruita: odżywia i uelastycznia skórę.
Wąkrota azjatycka, Kasztanowiec, Bluszcz: działają tonizująco i przeciwobrzękowo.
Mentol: działanie orzeźwiające i chłodzące.
Bez parabenów, wazeliny i barwników.

Skład: Sodium Chloride, Vitis Vinifera Seed Oil, Maris Sal, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Helianthus Annuus Seed Oil, Zea Mays Germ Oil, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Hedera Helix Leaf Extract, Centella Asiatica Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Menthol, Ascorbyl palmitate, Lecithin, Tocopherol, Citric Acid.

Cena: około 30zł za 600ml, dostępny w sklepach internetowych, aptekach i sklepach zielarskich

Moim zdaniem:
Z kubkiem gorącej kawy w dłoni, z wirującą pralką w tle oraz z prowadzącymi "Dzień Dobry TVN" pełna energii rozpoczynam nowy tydzień, przy okazji zapraszając Was na kolejny wpis. Tym razem chciałabym przedstawić Wam peeling solny Equilibra, przywieziony z krakowskiego spotkania blogerek :)
Peeling do ciała mieści się w ogromnym słoju, utrzymanym w kolorystyce charakterystycznej dla produktów marki Equilibra, czyli biało-zielonej. Szeroki otwór, przez który zmieści się każda kobieca rączka, pozwala na niekłopotliwe wydobycie peelingu do ostatniego kryształka soli. Dodatkowa folia zabezpiecza kosmetyk przed wścibskimi palcami niepożądanych osób, a dołączona szpatułka pozwala na dokładne zmieszanie ścierających drobinek z nawilżającymi olejkami. W moim przypadku szpatułka, po zrobieniu zdjęcia konsystencji, okazała się zbędna, albowiem lubię gmerać w peelingach własnymi palcami :P
Zapach jest specyficzny, intensywny, podobny do zapachu maści końskiej lub maści Vicks ( dokładnie o taką maść mi chodzi ). Nie każdemu przypadnie do gustu, ale można się do niego przyzwyczaić. Zdjęcie powyżej idealnie oddaje rzeczywistą konsystencję produktu, w której jest cała masa kryształków soli. Peeling dobrze "trzyma się" skóry, nie spływa, a drobinki nie rozpuszczają się w kontakcie z wodą. Intensywność peelingu można stopniować, tzn. im bardziej sucha skóra, tym bardziej odczuwalna jest ostrość złuszczających drobinek i na odwrót.
Ja, jako miłośniczka naprawdę mocnych zdzieraków, działanie peelingu oceniam bardzo wysoko. Ostre drobinki dają świetne efekty złuszczające i wygładzające skórę. Używając peelingu nie miałam litości dla skóry, masowałam ją tak, że była czerwoniutka i tak przyjemnie pulsowała od środka :) Peeling, po spłukaniu, pozostawia na skórze lekko tłustawy film, który zupełnie mi nie przeszkadza. Po wymasowaniu skóry nie musiałam jej dodatkowo nawilżać, bo całą robotę zrobił za mnie peeling i znajdujące się w nim olejki, które zapewniły jej odpowiedni poziom nawilżenia, odżywienia i zmiękczenia. 
No cóż, wychodzi na to, że jest to kolejny kosmetyk marki Equlibra, który bardzo przypadł mi do gustu :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Sól do kąpieli Sandałowiec i Ukojenie, Ekoa

sobota, 10 stycznia 2015 36 komentarzy
Obietnice producenta:
Naturalna sól do kąpieli z olejkiem eterycznym o zapachu sandałowca. Ukojenie, uspokojenie zmysłów i doskonałe odżywienie skóry. Podaruj sobie wyciszającą, aromaterapeutyczną kąpiel w Twoim Domowym SPA.Sól bocheńska zawiera unikalny kompleks biopierwiastków (sód, chlor, wapń, magnez, potas, mangan, jod, brom, żelazo) w przyswajalnych przez organizm proporcjach. Odżywia i regeneruje skórę działając równocześnie antyseptycznie i odświeżająco. Olejek z sandałowca to prawdziwa woń ukojenia. Stosowany w bezsenności i napięciu nerwowym przynosi skuteczne wyciszenie i uspokojenie. Działa antyseptycznie, łagodzi zapalenia skóry. Znany jest również jako afrodyzjak.
Skład: Sodium Chloride, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Cinnamyl Alcohol, Eugenol, Coumarin
300 g kosztuje 9,99 zł w tym sklepie internetowym
Obietnice producenta:
W ten styczniowy i szarobury poranek zapraszam Was na drugą kosmetyczną recenzję w tym roku, tym razem na temat soli do kąpieli Ekoa, która w ostatnich tygodniach umilała mi wieczorne kąpiele :)
Opakowanie, w którym znajduje się sól to niedużych rozmiarów, obła butla zakręcana na wygodną aluminiową nakrętkę. Przez transparentne ścianki gołym okiem widać, ile kosmetyku jeszcze zostało. Szata graficzna opakowania jest skromna, utrzymana w spokojnych, stonowanych barwach. W butli znajduje się 100 gram drobno zmielonej soli, która po wysypaniu odrobiny na rękę okazała się tak delikatna, tak eteryczna i leciutka niczym płatki śniegu spadające z nieba. Sól ma intensywny drzewny zapach, który wąchany prosto z opakowania wydaje się ciężki i drażniący, ale po rozpuszczeniu w wannie traci na swej ostrości, a zaczyna być otulający i subtelny, wyczuwalny jeszcze jakiś czas po kąpieli. Sól dostępna jest jeszcze w trzech innych kombinacjach: róża i odprężenie, eukaliptus i działanie rozgrzewające oraz rozmaryn i pobudzenie.
Opakowanie soli wystarczyło mi na cztery pełne relaksu i ukojenia kąpiele. Sól nie wysusza skóry, wręcz przeciwnie- po osuszeniu jest przyjemnie elastyczna i miękka w dotyku. Czuć, że sól dobrze oddziałuje na skórę, zapewniając jednocześnie doskonały relaks, pozwalając na wyciszenie i odpoczynek po ciężkim i męczącym dniu, odprężając ciało oraz umysł.
Podsumowując, sól Ekoa okazała się wdzięcznym dodatkiem kąpielowym. Nie jest to jednak kosmetyk niezbędny w mojej łazience, ale przyjemnie jest chociaż raz w tygodniu, szczególnie zimą, zafundować sobie rekreacyjny seans aromaterapii we własnych czterech ścianach :)
Czytaj więcej »

Nowości biżuteryjne :)

czwartek, 8 stycznia 2015 67 komentarzy
Do zrobienia zakupów w internetowej hurtowni ze sztuczną biżuterią Katherine przymierzałam się kilka razy, ale nigdy nie mogłam uzbierać narzuconej minimalnej kwoty 100,00 zł netto... Na mój fart, a zarazem biedę mojego portfela hurtownia zniosła minimalną sumę zakupów, więc gdy tylko się o tym dowiedziałam, od razu zgrzeszyłam (nie)małymi zakupami :D
 zestaw bransoletek za 6,03 zł
 zestaw bransoletek za 5,78 zł  i pastelowa bransoletka za 2,95 zł
 złota bransoleta za 6,03 zł
 złote kolczyki za 6,40 zł i kolorowe za 3,69 zł
 chabrowy naszyjnik za 10,95 zł
 pastelowy naszyjnik za 12,18 zł
kremowo- różowy naszyjnik za 14,15 zł

Moje pierwsze zakupy w hurtowni Katherine, wliczając w to przesyłkę, kosztowały mnie dokładnie tylko 80,14 zł, czyli naprawdę niewiele za tyle par kolczyków, bransoletek i naszyjników :) Biżuteria jest dobrej jakości, w rzeczywistości wygląda jeszcze piękniej i każdą rzecz będę nosić z przyjemnością :) Oczywiście hurtownia Katherine już zyskała miano ulubionego sklepu z biżuterią :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Krem pod prysznic i do kąpieli Choco&Cherry, BingoSpa

wtorek, 6 stycznia 2015 57 komentarzy
Obietnice producenta:
Najbardziej niespodziewany smakołyk dla Ciebie i Twojej skóry. Wiśnie w czekoladzie BingoSpa do kąpieli i pod prysznic! Możesz delektować się nimi  bez obawy, że przysporzą Ci dodatkowych kalorii. Wręcz przeciwnie - po kąpieli poczujesz się lekka i  świeża, cudownie radosna. Zniewalający, apetyczny zapach czekolady z wiśnią przynosi uczucie pełnego odprężenia, usuwa zmęczenie i uspokaja, a bogata receptura doskonale myje i oczyszcza skórę, nawilżając ją. Aromatyczna kąpiel BingoSpa zapewnia cudowną świeżość i relaks po całym dniu, pozostawiając długotrwały efekt miękkiej, jedwabiście gładkiej  i uwodzicielsko pachnącej skóry. Zawarta w czekoladzie kofeina oczyszcza skórę z toksyn, działa wyszczuplająco i antycellulitowo. Twoja promienna i pachnąca skóra odzyska młodzieńczy wygląd i aksamitną miękkość.
500 ml kosztuje 10,00 zł w sklepie internetowym BingoSpa
Moim zdaniem:
O ile w życiu cenię sobie stabilizację i monotonię, od czasu do czasu zmąconą życiowymi zawirowaniami, aby jednak nie było zbyt nudno ;), o tyle nie znoszę stagnacji w kosmetykach, zwłaszcza do pielęgnacji ciała. Dlatego nieczęsto kupuję po raz kolejny ten sam błyszczyk, krem do twarzy czy balsam do ciała. Wyjątki stanowią kosmetyki, które na tyle mną zawładnęły, że nie wyobrażam sobie, by mogło ich nie być pod ręką :) Do ich grona nie należy jednak krem pod prysznic i do kąpieli od Bingo Spa...
W prostej, transparentnej butelce zamykanej na czarny, plastikowy klips znajduje się aż 500 ml średnio gęstego płynu w różowym kolorze. Opakowanie jest higieniczne i poręczne, z którego łatwo można wycisnąć krem, które nie wyślizguje się z mokrych dłoni i umożliwia podglądanie ile kosmetyku ubyło, z którego etykietka nie ściera się. Płyn w kontakcie z wodą i gąbką tworzy bardzo dużo piany- moje stałe czytelniczki wiedzą, że lubię, gdy jest jej dużo :)
Wybierając ten płyn do przetestowania kierowałam się oczywiście zapachem, który cytując producenta miał być "zniewalający i apetyczny". Oczekiwałam słodkiego czekoladowego aromatu z lekką wiśniową nutą, a otrzymałam kosmetyk o mocnym, drażniącym zapachu sfermentowanych wiśni bez grama czekolady, nawet sztucznej... Powinnam dziękować niebiosom, że zapach mimo swej intensywności szybko się ulatnia, bo w przeciwnym wypadku chyba wylałabym całą zawartość butelki do ubikacji.
Działanie i właściwości pielęgnacyjne kremu na szczęście rekompensują jego przykry zapach. Od żeli/płynów/innych kosmetyków do mycia ciała nie wymagam wiele- mają oczyszczać skórę, zbytnio jej nie wysuszając. I tu nie mam zastrzeżeń- krem dobrze myje, oczyszcza i odświeża skórę, jednocześnie delikatnie zmiękczając naskórek. Skóra po osuszeniu pozostaje gładka i łagodnie nawilżona, jednak nie na tyle, bym odpuściła sobie posmarowanie ciała balsamem.  
Podsumowując, zapach płynu jest jego jednym mankamentem kosmetyku, ale na tyle dla mnie znaczącym, że dyskwalifikuje jego ponowne pojawienie się w mojej łazience. Poza tym płyn wywiązuje się ze swoich powinności, ale też nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych kosmetyków do mycia ciała, które znam. 
Czytaj więcej »

Grudniowy projekt denko

niedziela, 4 stycznia 2015 63 komentarze
1. Ujędrniająca oliwka do masażu Ziaja- dłuuugo wadziła mi w szafce, a ja dłuuugo zastanawiałam się jak ją wykorzystać, bo do codziennego stosowania jakoś mi się nie widziała. W końcu postanowiłam, że zastąpię nią oliwę z oliwek w peelingach domowej roboty. Z zadania oliwka wywiązała się na piątkę, fajnie nawilżając, wygładzając i zmiękczając skórę, niestety bez efektu ujędrnienia.
2. Krem pod prysznic i do kąpieli o zapachu japońskiej wiśni i czekolady Bingo Spa- recenzja na dniach
3. Żel pod prysznic ze słodkimi migdałami i białą glinką Bingo Spa- recenzja tutaj
4. Antyperspirant InvisiCool Garnier Mineral- nie wiem co takiego jest w tych antyperspirantach, ale uwielbiam je wszystkie i ten nie stanowi wyjątku :)
5. Zmywacz do paznokci Isana- żaden inny zmywacz mógłby dla mnie nie istnieć, moim zdaniem ten jest najlepszy. 
6. Serum do pielęgnacji ciała czekoladowo- pomarańczowe Bingo Spa- recenzja tutaj
7. Mikrozłuszczający krem z kwasem migdałowym na noc Liście Manuka Ziaja- recenzja tutaj
8. Intensywnie wygładzający balsam do stóp Foot Spa Paloma- ma przyjemną konsystencję, szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Delikatnie zmiękcza i wygładza, ale jest to efekt raczej słabo odczuwalny, nawet mimo systematyczności w stosowaniu. 
9. Odżywka bez spłukiwania do włosów ciemnych Wax Daily Mist Pilomax- recenzja wkrótce
10. Wysuszacz Utwardzacz Nabłyszczacz 3 w 1 Multi Action Eveline- recenzja tutaj
11. Szampon do włosów przetłuszczających się Wax Daily Pilomax- szampon nie wyróżniający się niczym szczególnym. Dobrze oczyszcza włosy, nie plącze ich, fajnie się pieni i ma przystępną cenę, ale d*py nie urywa ;)
12. Suchy szampon do włosów Cool&Crisp Fresz Batiste- dużo naczytałam się o suchych szamponach Batiste na Waszych blogach, więc jak tylko pojawiły się w Biedronce kupiłam jeden z ciekawości, a następnego dnia poszłam po jeszcze kilka, ot tak na zapas :P Nieraz uratował mnie z opresji i pozwalał moim włosom odzyskać świeży wygląd. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jest to produkt niezbędny w kobiecej kosmetyczce ;)
13. Regeneracyjna maska do włosów zniszczonych Querida Regenerative BTQX Werita- recenzja tutaj
14. Tonik zwężający pory na dzień i na noc Liście Manuka Ziaja- recenzja tutaj
15. Delikatny płyn micelarny Botanic Białe Kwiaty Tołpa- recenzja już wkrótce
16. Płyn micelarny do demakijażu Bingo Spa- recenzja tutaj
17. Silikonowa baza wygładzająca pod makijaż Smoothing Cashmere Pierre Rene- gdybym miała ograniczyć się do jednego słowa opisującego bazę Pierre Rene stwierdziłabym, że jest ona przyzwoita. Nie powoduje wysypu niedoskonałości, nawet używana codziennie, łatwo się rozprowadza, wygładza i delikatnie matuje skórę. Przedłuża trwałość makijażu, ale nie na długo. 
18. Krem z kwasem salicynowym- zamówiłam na Allegro, jak zwykle od nowego kremu do twarzy, tym bardziej z kwasem salicynowym, oczekiwałam nie wiadomo czego, a dostałam figę z makiem... 
19. Mascara Volume Booster Lovely- recenzja tutaj
20. Korektor Precision Touch Virtual- jeden z upominków przywiezionych z krakowskiego spotkania blogerek. Mało wydajny i o znikomym kryciu, jednym słowem nie polecam. 
21. Mascara Panoramic Lashes Wibo- recenzja tutaj
Czytaj więcej »

Świąteczno-grudniowy mix zdjęciowy

piątek, 2 stycznia 2015 64 komentarze
 moje mikołajkowe skarpetki z F&F, nie mogłam im się oprzeć :D | tak wielu obserwatorów jeszcze nie miałam, bardzo Wam dziękuję :* | przedświąteczny relaks po przedświątecznych porządkach | tyyyle dobroci za 13,00 zł, że nie wiem czy nie wrócę do Biedronki i nie dokupię jeszcze :P
 ciasto nie pierniki samo się nie zrobi... | pierwsza partia gotowa na włożenie do piekarnika | udekorowane czekają już na święta | w tym roku po raz pierwszy zrobiłam tradycyjny susz wigilijny :)
 jedne z grudniowych paznokci| dłuuugo zastanawialiśmy się z Narzeczonym jaki kolor wybrać ;) | taka promocja, że aż grzech nie skorzystać :P | stały element moich comiesięcznych miksów zdjęciowych, czyli książki przeczytane w grudniu
 nowości lakierowe do paznokci i do... ust | długo szukałam takiej sukienki | wrocławska choinka | ulubiony serek z Biedronki
 uwielbiam tych panów :D | pycha mleczko, bo kokosowe :D | jedna z ulubionych herbat | zawsze mam lodowato zimne stopy, a że mało chodzę w kapciach to ogrzewam je chociaż grubszymi skarpetami ;)
 lubię połączenie czekolady z chrupkimi dodatkami | podstawa mojego codziennego makijażu | świąteczny kubek jeszcze z dzieciństwa, czyli ponad 20-letni ;) | nowy sweterek z Lidla i bransoletki z Rossmanna, w których się zakochałam, są tak śliczne
 magnesy na lodówkę z przesłaniem | jeden prezent już zapakowany | genialny sweterek na święta, już miał być mój, ale zabrakło mojego rozmiaru :( | stoisko z bombkami w Porcie Łódź
 prezent od Narzeczonego, idealnie trafił w mój gust :) | a to prezent od szefowej :) | zawsze muszę zachorować zimą... | kolorowy mani na rozpogodzenie pochmurnych zimowych dni 
Tymbark prawdę powie :) | choineczka mojego M. | długo szukałam i znalazłam taki kalendarz jaki chciałam, już nawet zdążyłam go nieco zapisać :P | poranna kawka w pracy
końcoworoczne łupy wyprzedażowe | współpraca z Manufakturą Kosmetyczną | śnieg! i to w Święta :D | szaraczek, nr 12
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.