Recenzja: Naturalny hydrolat oczarowy, Manufaktura Kosmetyczna

czwartek, 26 lutego 2015 40 komentarzy
Obietnice producenta:
Hydrolat Oczarowy, nazywany wodą oczarową, to znakomity naturalny tonik do cery problematycznej, trądzikowej, wymagającej delikatnej pielęgnacji. Oczyszcza, a jednocześnie wzmacnia delikatną, alergiczną skórę. Szczególnie polecany do pielęgnacji cery zanieczyszczonej, z zaskórnikami, a jednocześnie naczynkowej, wrażliwej. Pachnie delikatnie słodkawo, ziołowo, ale subtelnie, nie intensywnie. Świetnie sprawdzi się jako tonik, samodzielnie, albo w mieszance z innymi hydrolatami. Hydrolat z oczaru, podobnie jak inne naturalne hydrolaty, charakteryzuje nieco kwaśny odczyn (PH około 4). Kwaśny odczyn może być przyczyną podrażnienia u osób nie stosujących wcześniej kwaśnych kosmetyków. Aby skorygować kwasowość należy dodać odrobinkę wodorowęglanu sodu, czyli zwykłej, spożywczej sody oczyszczonej.

100 ml kosztuje 15,00 zł, 200 ml 26,00 zł, a 500 ml 59,00 zł, a do kupienia jest tutaj

Moim zdaniem:
O wielu produktach kosmetycznych pewnie nigdy bym się nie dowiedziała, gdybym sama nie prowadziła bloga, a tym samym nie czytała innych o podobnej tematyce do mojego. Takim kosmetykiem byłby na przykład hydrolat oczarowy, wielce zachwalany przez blogerki :) Czy u mnie też wywołał taką ekscytację? 
Na stronie Manufaktury Kosmetycznej hydrolat ten dostępny jest w trzech pojemnościach, od 100 ml aż do pół litra. Ja do przetestowania otrzymałam buteleczkę o najmniejszej pojemności, która wystarczyła mi na ponad miesiąc codziennego stosowania i na dokładne poznanie właściwości pielęgnacyjnych tego płynu, albowiem recenzje napisałam dopiero, gdy produkt dobił już dna.
Hydrolat znajduje się w białej buteleczce u wylotu której znajduje się nakrętka z niedużą dziurką, zamykana na 'klapkę'. Opakowanie wykonane jest z mocniejszego tworzywa, ale niezbyt trwałego, albowiem po kilku dniach używania oderwała mi się wspomniana 'klapka'. Butelka sama w sobie jest poręczna, dobrze leży w dłoni, a niewielki otworek dozuje wystarczającą ilość płynu. 
Hydrolat oczarowy jest bezbarwny, klarowny niczym woda. Ma wyczuwalny ziołowy zapach, do którego po prostu trzeba się przyzwyczaić lub zatykać nos podczas aplikowania płynu na skórę ;) Słowem, nie przypadł mi do gustu, na szczęście jego woń długo nie pozostaje na skórze. Hydrolat szybko i całkowicie się wchłania, nie pozostawiając na skórze lepkiego filmu. Nie wiem od czego to zależało, ale czasami po przetarciu twarzy wacikiem nasączonym hydrolatem czułam lekkie uczucie ściągnięcia skóry.
Początkowo hydrolat oczarowy powodował u mnie delikatne uczucie dyskomfortu polegające na szczypaniu i uczuciu jakby przewrażliwienia skóry. Z czasem cera przyzwyczaiła się do jego działania i było już tylko lepiej. Płynu używałam jako toniku głównie wieczorami, pomiędzy zmyciem makijażu a nałożeniem kremu na noc. Można rzecz, że stanowił dopełnienie demakijażu, dzięki czemu miałam pewność, że moja skóra jest odpowiednio oczyszczona. Poza tym hydrolat dobrze tonizuje skórę, delikatnie łagodzi zaczerwienienia i stany zapalne oraz przynosi ukojenie zmęczonej skórze, zaś zaaplikowany w ciągu dnia przyjemnie odświeża i uspokaja ją. Hydrolat skutecznie reguluje produkcję sebum, skóra przestaje się błyszczeć i jest ładnie zmatowiona na długi czas. 
Hydrolatu dodawałam też do maseczek ze spiruliny czy różnokolorowych glinek. Dodanie kilku kropel sprawia, że maseczka ma przyjemniejszą konsystencję, łatwiej się rozsmarowuje po skórze, przy okazji 'zwiększa się' moc maseczek poprzez złagodzenie podrażnień, lepsze ściągnięcie porów i poprawienie kolorytu skóry. 
Podsumowując, z racji mojej problemowej cery wybierając hydrolat do testowania kierowałam się tym, aby był najbardziej dopasowany do mojej skóry i który pomógłby mi uporać się z niedoskonałościami. Nie pozbyłam się problemu w takim stopniu w jakim chciałam, ale zauważyłam wyraźną poprawę, którą w dużej mierze zawdzięczam właśnie temu hydrolatowi.
Czytaj więcej »

Ślubne inspiracje, czyli w poszukiwaniu tej jednej jedynej i wymarzonej sukni

wtorek, 24 lutego 2015 65 komentarzy
Po wielu dyskusjach i dłuższym zastanawianiu się sala weselna została zarezerwowana, kamerzysta i fotograf również, zespół też jest już zaklepany, wstępna lista gości przygotowana, świadkowa wybrana- uff, ciężko było, a to dopiero przedsmak tego, co nas jeszcze czeka ;) W tym roku z dalszymi przygotowaniami do Naszego Dnia mamy fajrant, w następnym to dopiero się zacznie :P 
Mimo że mam jeszcze sporo czasu, bo ślub odbędzie się dopiero pod koniec przyszłego roku, ja już szukam inspiracji jak ma wyglądać moja suknia ślubna :) Podoba mi się wiele modeli, o czym przekonacie się w dalszej części posta, i wiem, że nie będzie lekko zdecydować się na tę jedną jedyną. Wiem na pewno, że będę szyła suknię u krawcowej, bo a) wyjdzie taniej niż miałabym kupić w salonie, b) będzie indywidualna, taka której żadna inna kobieta mieć nie będzie :)
Jesteście ciekawe jaka powinna być moja wymarzona suknia ślubna? Tego nie wiedzą najstarsi górale, a co dopiero ja :P 
Jednego dnia marzy mi się suknia prosta w kroju, w stylu empire:
źródło
drugiego z krótkimi rękawkami:
źródło
innego dnia widzę w siebie w sukni typu Princessa:
a jeszcze następnego w sukni z koronkowymi rękawami 3/4:
Jedynego czego jestem pewna na 100% to to, że na poprawiny sprawie sobie małą białą, coś w tym guście:
źródło

A Wy wiecie jaka ma być Wasza wyśniona suknia ślubna :)?
Czytaj więcej »

Recenzja: Lakier do paznokci Diadem i Inicjatywa "Piękny wygląd. Piękna idea. 2H"

niedziela, 22 lutego 2015 48 komentarzy
Zanim przejdę do recenzji lakieru do paznokci chciałabym najpierw przybliżyć Wam piękną Inicjatywę 2H, która została stworzona przez markę Diadem we współpracy z organizacją non-profit. Projekt ten ma na celu wsparcie w walce o polepszenie warunków życia kobiet mieszkających w krajach Trzeciego Świata:
"Każdy sprzedany produkt Diadem Cosmetics pozwala zapewnić 2 godziny edukacji - jedną szkolną, ogólnoedukacyjną oraz drugą- warsztatową, pozwalającą kobiecie nabyć umiejętności zawodowe, takie jak wykonywanie makijażu, fryzjerstwo czy krawiectwo, które zapewnią jej start na drodze do ekonomicznej niezależności kobiety, a w konsekwencji do mądrych i niezależnych decyzji."

Myślicie, że 2 godziny to mało? Gdyby każdy z moich obserwatorów kupił choćby jeden, najtańszy kosmetyk marki Diadem, łącznie zapewnilibyśmy 2834 godzin edukacji, czyli 118 pełnych dni nauki!

Kupując kosmetyki Diadem dbamy nie tylko o nasz wygląd i piękno, ale co istotniejsze pomagamy kobietom z najbiedniejszych regionów świata, aby ich los uległ poprawie. Takie akcje są naprawdę ważne i warto je wspierać. 

Więcej o Inicjatywie 2H możecie poczytać tutaj

Skoro pokrótce zapoznałam Was z Inicjatywą 2H, którą mam nadzieję wspomożecie, to mogę zaprosić Was na dalszą część wpisu, w której zaprezentuję jeden z kosmetyków, który otrzymałam do przetestowania, mianowicie lakier do paznokci. 
Obietnice producenta:
Lakier o przedłużonej trwałości to nasycony pigmentami kosmetyk, bardzo długo utrzymujący się na paznokciu. Jednolita konsystencja zapewnia wyjątkowo krótki czas wysychania i niezmienność koloru. Unikatowa formuła sprawia, że łatwo się aplikuje, tworząc jednolitą powierzchnię pozbawioną smug. Unikatowa formuła powoduje niezwykle łatwą aplikację. Nie zawiera szkodliwych substancji takich jak toluen, żywica formaldehydowa, DBP i kamfora. Dodatkowo lakier jest odporny na uderzenia dzięki zawartym molekułom.
Dostępny w 60 różnych odcieniach.

12 ml kosztuje 13,90 zł w sklepie internetowym Diadem
Moim zdaniem:
Lakier znajduje się w szklanej, niedużej buteleczce o pojemności 12 ml. Pod czarną i kanciastą nakrętką kryje się pędzelek taki, jaki lubię najbardziej, czyli szeroki i płaski, nabierający odpowiednią ilość gęstej, kremowej konsystencji. Z takim pędzelkiem malowanie paznokci to czysta przyjemność: dwa ruchy i płytka paznokcia jest w całości pokryta kolorem. Lakier ma świetne krycie, przy odcieniu, który wybrałam wystarcza jedna warstwa na perfekcyjne pokrycie bez prześwitów, zacieków i smug. Do przetestowania wybrałam lakier w kolorze nr 258, który na zdjęciu pokazowym na stronie Diadem wygląda na stonowany róż wpadający lekko w czerwień, a w rzeczywistości okazał się pięknym, intensywnym różowym odcieniem :) 
Po pomalowaniu paznokci musiałam poczekać tylko kilka minut na to, aby lakier całkowicie wyschnął. Nawet jeśli zapomniałam nałożyć bazy to i tak nie musiałam się martwić, że lakier przebarwi płytkę, bo nigdy nic takiego nie miało miejsca. Na moich paznokciach lakier Diadem, bez bazy czy utwardzacza, utrzymuje się około trzech dni, ale już następnego dnia po pomalowaniu zaczyna powoli ścierać się na końcówkach. Ze zmyciem lakieru z paznokci nie ma najmniejszego problemu.
Podsumowując, trwałość lakieru jest troszkę kulawa, jednak szeroki wybór kolorów, genialny pędzelek oraz ekspresowe tempo wysychania skłania do zakupu ;)
Czytaj więcej »

Takie są skutki picia pokrzywy, część II

piątek, 20 lutego 2015 51 komentarzy
O ile regularne, codzienne picie naparu z pokrzywy nie sprawia mi żadnych trudności, o tyle o napisaniu posta z efektami tej kuracji notorycznie zapominam... Dziś szybko się reflektuję i zapraszam na drugi z kolei post o rezultatach kilkutygodniowego picia herbatki z pokrzywy- zainteresowanych pierwszym postem z tej serii zapraszam tutaj :)
Po pierwszych tygodniach kuracji zrobiłam sobie przerwę, do ponownego spożywania pokrzywy w postaci naparu wróciłam na początku listopada 2014 roku, a od 21 stycznia br. mam kolejną przerwę ( która miała trwać dwa tygodnie, ale jakoś się przedłużyła... ), którą zamierzam podtrzymywać do końca lutego, a z dniem 1 marca podjąć kolejny, trzeci już ( być może ostatni ) dwumiesięczny etap. W pierwszych tygodniach kuracji poszłam na łatwiznę i piłam gotową herbatkę z pokrzywy. Podpowiedziałyście mi jednak, że lepsza jest suszona pokrzywa, więc zrobiłam sobie odpowiedni zapas. 50 gramowa paczuszka starcza na dłużej, smak naparu jest wyraźniejszy, a efekty szybciej widoczne :)
Jakie efekty zaobserwowałam po kolejnych miesiącach?
Włosy
Kiedyś po rozczesaniu włosów na szczotce potrafiłam znaleźć nawet całą ich garść. Kuracja pokrzywą na tyle je wzmocniła, że garść włosów wybieram ze szczotki dopiero po tygodniu. Poza tym nie przetłuszczają się jak szalone, mam wrażenie, że szybciej rosną, zyskały na gęstości i objętości. 
Cera
Kolejne miesiące codziennego picia herbatki z pokrzywy nie przyniosły większych efektów w poprawie stanu mojej cery, na co po cichu najbardziej liczyłam. Grudki, z którymi ciągle walczę, nie zmniejszyły się ani trochę, jak to miało miejsce podczas początkowej części kuracji. Jedyne co mi poprawia humor to fakt, że skóra nie błyszczy się tak jakby była naoliwiona i że ma bardziej ujednolicony koloryt. 
Paznokcie
Uważam, że druga część kuracji pokrzywą miała największy wpływ na stan moich paznokci. Odkąd pamiętam były one kruche, łamliwe, rozdwajające się, a na co drugim widoczna była biała plamka. Teraz moje paznokcie są mocne, przestały się rozdwajać, a białe plamki odeszły w zapomnienie. Nie wiem czy to też zasługa pokrzywy, ale zauważyłam, że lakiery do paznokci, szczególnie z serii Rich Color od Golden Rose, dłużej trzymają się na moich paznokciach. 
Podsumowanie
Efekty drugiej części kuracji pokrzywowej nie powaliły mnie na nogi tak, jak tego oczekiwałam. Stan cery i włosów poprawił się minimalnie, mimo że liczyłam na więcej, dużo więcej. Jestem jednak usatysfakcjonowana tym, że tak dobrze wpłynęła na poprawę moich paznokci, które teraz podobają mi się nawet pomalowane bezbarwnym lakierem, co kiedyś było nie do pomyślenia ;) 
Czytaj więcej »

Recenzja: Krem do rąk i paznokci z naturalną solanką, Kołobrzeskie Spa

środa, 18 lutego 2015 29 komentarzy
Obietnice producenta:
Delikatny krem do rąk o lekkiej konsystencji zawiera naturalną solankę ze źródeł Uzdrowisko Kołobrzeg S.A. Przeznaczony do codziennej pielęgnacji suchej skóry dłoni. Odpowiednio dobrane składniki intensywnie nawilżają i lekko natłuszczają, pozostawiając skórę gładką i miękką. Krem przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry dłoni.

Składniki aktywne:
Naturalna solanka - zawiera cenne pierwiastki, wspaniale pielęgnując skórę.
Olej rycynowy - odżywia.
Ekstrakt z dzikiej róży - jest źródłem witaminy C.
Ekstrakt ze skrzypu polnego - wspomaga pielęgnację paznokci.
Wosk pszczeli - ma właściwości kojące.
Masło shea - natłuszcza.

100 ml kosztuje 10,90 zł w tym sklepie internetowym
Moim zdaniem:
Kremy do rąk mam chyba w każdej swojej torebce, przy laptopie, a także na szafce nocnej. Nie dlatego, że jestem wielką maniaczką kremowania dłoni, wręcz przeciwnie, jeśli nie mam żadnego kremu do rąk na widoku, zwyczajnie zapominam o ich pielęgnacji. Jednym z kremów, które aktualnie są w użyciu, jest krem z naturalną solanką, który otrzymałam od polskiej marki kosmetycznej Kołobrzeskie Spa.
Tubka, w której znajduje się 100 ml kremu różni się od większości znanych mi opakowań kremów do rąk. Nie jest to standardowa tubka wykonana z giętkiego i elastycznego plastiku. Ta ma inny kształt, taki trochę baniasty, a wykonana jest z twardego tworzywa, pozaokrąglana na rogach i lekko spłaszczona. Zakończona jest plastikową nakrętką z zatrzaskiem, który szczelnie chroni produkt przed zanieczyszczeniami oraz przypadkowym wylaniem się. Tubka jest poręczna, ma drobne gabaryty, dzięki czemu zmieści się nawet w niedużej torebce. Jak wspomniałam kilka zdań wcześniej, tworzywo, z którego została wykonana jest twardawe, ale ugina się pod naciskiem dłoni, wyciskając odpowiednią ilość kremu przez niewielką dziurkę. 
Krem jest bezzapachowy, ma średnio gęstą konsystencję w białym kolorze z leciutkim, prawie niezauważalnym na pierwszy rzut oka i ciężko uchwytnym na zdjęciach, morelowym zabarwieniem. Jest bardzo wydajny, wystarczy niewielka kropelka wielkości zielonego groszku na dokładne wykremowanie dłoni. Krem błyskawicznie się wchłania, nie pozostawiając na skórze lepkiej czy tłustej warstewki, tak bardzo nielubianej przez większość z nas. 
Krem przynosi ulgę suchym dłoniom, odpowiednio je nawilżając i zmiękczając. Zaraz po nałożeniu czuć przyjemnie ukojenie skóry. Krem niweluje uczucie wysuszenia oraz ściągnięcia, a także należycie dba o dłonie w zimowym okresie. Po nałożeniu kremu skóra dłoni jest wygładzona oraz dostatecznie odżywiona i uelastyczniona. Krem nie ma wybornych właściwości regenerujących, ale odpowiednio zadba o utrzymanie skóry dłoni w dobrej kondycji.
Podsumowując, krem naprawdę dobrze sprawdza się w codziennej pielęgnacji dłoni. Uważam, że jego cena nie jest wygórowana, że jest adekwatna zarówno do wydajności kremu jak i samego jego działania. Myślę, że jeszcze kiedyś do niego powrócę, najpierw jednak przetestuję kilka kremów, które mam od jakiegoś czasu na oku :)
Czytaj więcej »

Wyniki rozdania z Ekoa

poniedziałek, 16 lutego 2015 38 komentarzy
Na początku chciałabym podziękować wszystkim, którzy zgłosili się do organizowanego przeze mnie rozdania :) A już za chwilę, za momencik, zgodnie z regulaminem poznamy zwycięzce :) Przy losowaniu skorzystałam z generatora liczb, który pokazał następujący wynik:
Szczęśliwe zgłoszenie o numerze 8 należy do dakoty :)

Serdecznie gratuluję wygranej! :)
Czytaj więcej »

Moje kosmetyczne dziwactwa

piątek, 13 lutego 2015 67 komentarzy
Ostatniej niedzieli, odpoczywając po sobotniej imprezie ze znajomymi, w jednej dłoni trzymając kubek z parującą zawartością kofeiny, drugą manewrując myszką wokół laptopa, odwiedzałam nieznane mi jeszcze blogi. Na jednym z nich znalazłam tag o kosmetycznych dziwactwach autorki. Pomyślałam, że i ja pewnie takowe mam, więc czemu by ich nie spisać? Jak pomyślałam, tak też zrobiłam i dziś mam dla Was wykaz moich mniejszych i większych dziwactw urodowych i kosmetycznych :)
1. Kompletnie nie zwracam uwagi na składy
Zamiast skupiać się na składach czytam tylko to, co obiecuje producent... Nie szkodzą mi parafiny, gliceryny, silikony i inne cuda wianki, więc nie rozkładam składów na czynniki pierwsze ;)
2. Paznokcie u nóg maluje także zimą...
... gdy stopy zawsze schowane są pod skarpetką praktycznie przez cały czas i nikt oprócz mnie nie zwraca na nie najmniejszej uwagi :P
3. Mam manię wyrywania/ obcinania skórek wokół paznokci
Mogłabym powiedzieć, że jest to wręcz moja obsesja. Skórki wycinam co tydzień, a gdy odrastają i któraś odstaje nie spocznę, póki jej nie usunę. Ostatnio jedna skórka tak mnie denerwowała, że próbowałam pozbyć się jej biurową szpilką :P PS. Skórki wokół paznokci u stóp też zdarza mi się wyciąć...
4. Mając maseczkę na twarzy nie odzywam się do nikogo
A jeśli ktoś w tej właśnie chwili czegoś ode mnie chce, szybko zostaje spiorunowany wzrokiem Bazyliszka i usuwa mi się z pola widzenia :P
5. Myję zęby nawet kilka razy dziennie
Do niedawna myłam zęby dwa razy dziennie jak większość normalnej populacji, ale odkąd zdecydowałam się na aparat ortodontyczny zmuszona jestem przykładać większą uwagę do higieny jamy ustnej, stąd też częstsze i dokładniejsze mycie zębów, nawet 5-6 razy na dzień. 
6. Mam manię kupowania kosmetyków na zapas
W szczególności żeli pod prysznic, balsamów do ciała, podkładów, antyperspirantów czy szamponów. Nie cierpię świadomości, że coś może mi się skończyć, gdy najmniej się tego spodziewam, dlatego wolę mieć chociażby jedno opakowanie w zapasie. 
nr 09
7. Nie potrafię mieć długich paznokci, ale nie używam obcinaczek do paznokci
Najlepiej czuję się, gdy mam krótkie paznokcie, spiłowane tak tuż przy naskórku. Do ich skracania nie używam obcinaczek, tylko pilniczka, którym uzyskuje odpowiednią długość i kształt płytki. 
8. Najpierw korektor, potem podkład
Oglądając na blogach makijaże 'krok po kroku' zaobserwowałam, że wiele dziewczyn najpierw używa podkładu, dopiero potem korektora, co jest dla mnie nie zrozumiałe, bo ja robię to na odwrót :P 
9. Czyszczenie brwi patyczkiem do uszu
Większość używanych przeze mnie podkładów, nawet po dokładnym rozprowadzeniu, zbiera mi się w brwiach, co wygląda nieestetycznie, dlatego nadmiar podkładu ścieram patyczkiem do uszu, dopiero później rozczesuje je, układam, po prostu doprowadzam do ładu ;)

A jakie są Wasze kosmetyczne dziwactwa? Chętnie o nich poczytam :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Arbuzowy witaminowy balsam do ust, Laura Conti

środa, 11 lutego 2015 45 komentarzy
Obietnice producenta:
Chroni usta przed wysuszeniem, nawilża i wygładza. Wzbogacony biologicznie aktywnymi składnikami odżywczymi oraz witaminami E i A nawilża, regeneruje i chroni. Filtry UV zabezpieczają skórę przed niekorzystnym działaniem promieni słonecznych. Usta nie są podatne na pękanie, stają się jędrne, dobrze nawilżone, aksamitne. 

4g kosztuje 5,39 zł w tym sklepie internetowym, poza tym kosmetyki Laury Conti są dostępne w Rossmannie :)
Moim zdaniem:
Przeglądając w ostatnim czasie swoje zbiory kosmetyczne złapałam się za głowę na widok wszelakich mazideł do ust. Błyszczyki, szminki, pomadki, wazeliny- nazbierałam tego naprawdę sporo, ale nadal nie mogę zaprzestać kupowania kolejnych :P Dziś chciałabym zaprezentować Wam jeden z moich najnowszych nabytków, czyli arbuzowy balsam do ust, który otrzymałam do przetestowania w ramach kontynuacji współpracy z marką Laura Conti.
Balsam to oczywiście tradycyjny sztyft wykręcany przy pomocy malutkiej korbki znajdującej się na spodzie opakowania, utrzymanego w czarno-białej kolorystyce z ilustracją soczyście wyglądającego kawałka arbuza :) Niestety, chyba trafiło mi się felerne opakowanie, albowiem wykręcić pomadkę wykręcę i pomaluję nią usta, ale nie wkręcę jej już z powrotem- muszę sztyft lekko docisnąć opuszkiem palca, inaczej nie chce się schować do środka. Po zdjęciu plastikowej zatyczki ukazuje się prosto ścięty sztyft w morelowym kolorze. Wyczuwalny jest też przyjemny, słodkawo-owocowy zapach, o którym na upartego można powiedzieć, że podobny jest to arbuzowego aromatu.
Pomadka ma treściwą konsystencję, początkowo wydaje się ona twarda i trudna do rozsmarowania, ale to tylko pozory, albowiem miękko i równomiernie rozprowadza się do ustach, wygładzając je i dodając im delikatnego połysku. Balsam odpowiednio pielęgnuje delikatną skórę ust, chroni ją przed wysuszeniem, pękaniem i spierzchnięciem oraz optymalnie nawilża i zmiękcza. Rozwiązuje też problem suchych skórek, które przy systematycznym użytkowaniu skutecznie minimalizuje do zera.
Arbuzowy balsam do ust jest niewielkich gabarytów, więc można go zabrać ze sobą gdzie tylko się chce. Sztyft jest poręczną, higieniczną i dziecinnie prostą formą aplikacji, a sam balsam jest bardzo wydajny i niedrogi. Oprócz niesprawnego opakowanka, do produktu nie mam żadnych zastrzeżeń i ze względu na jego właściwości pielęgnacyjne naprawdę uważam, że jest wart szerokiego polecania :)
Czytaj więcej »

Piękny, choć niełatwy do opisania...

poniedziałek, 9 lutego 2015 60 komentarzy
Mowa o lakierze Golden Rose z serii Rich Color nr 42, który ma tak nietypowy kolor, że nie wiem jak go opisać-
 trzeba go po prostu zobaczyć :) 
Moim zdaniem jest to fioletowo-błękitny kolor, lekko przygaszony i przełamany srebrnym shimmerem- 
wygląda po prostu bajecznie :)
Czytaj więcej »

Regenerujący peeling-masaż do ciała Czarna Róża, Tołpa

sobota, 7 lutego 2015 48 komentarzy
Obietnice producenta:
Peeling-masaż ma komfortową, olejową konsystencję i otulający zapach. Odnawia, regeneruje i wygładza. Masuje i ujędrnia ciało. Eliminuje suchość i szorstkość. Pozostawia na skórze odżywczy film.
Czarna róża:
* zapobiega uszkadzaniu naturalnej bariery ochronnej skóry,
* chroni skórę przed działaniem wolnych rodników,
* koi i przywraca komfort.

Skład: Ethylhexyl Stearate, Sea Salt, Salt, Silica, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Polysorbate 20, Parfum, Peat Extract, Rosa Hybrid Flower Extract, Propylene Glycol, Aqua.

180 ml kosztuje 36,99 zł w sklepie internetowym Tołpy, peeling dostępny jest też w Rossmannie
Moim zdaniem:
Jako fanka naprawdę mocnych zdzieraków nigdy nie pomyślałabym, że zapałam tak ogromnym uczuciem do peelingu, który do najostrzejszych nie należy. Jeżeli jesteście ciekawe czym mnie tak ujął peeling-masaż od Tołpy, to zapraszam Was do dalszej lektury :)
Peeling otrzymujemy w niedużym, szerokim słoiczku zakręcanym na białe, plastikowe wieczko. Produkt dodatkowo jest zabezpieczony sreberkiem, dzięki czemu konsument ma pewność, że nikt wcześniej nie maczał w nim palców. Dzięki szerokiemu otworowi wyłuskanie peelingu do samego dna nie stanowi najmniejszego problemu. Szata graficzna jest prosta, nieprzesadzona, utrzymana w stonowanych odcieniach szarości i fioletu oraz w stylu charakterystycznym dla Tołpy. 
Peeling ma delikatnie brązowe zabarwienie, jak kawa z bardzo dużą ilością mleka. W gęstej i oleistej konsystencji peelingu zatopione są duże drobiny, jakby kryształki cukru lub grubej soli oraz czarne punkciki, które interpretuje jako kawałeczki czarnej róży :) 
Moja miłość do peelingu Tołpy zaczęła się od zapachu, który jest bajeczny, zachwycający, magiczny, otulający, bezkonkurencyjny...mogłabym tak wymieniać bez końca. Tak bardzo żałuję, że nie mogę Wam go pokazać, jestem przekonana, że pokochałybyście go tak jak ja. Kompozycja zapachowa jest naprawdę niesamowita, zdecydowanie jest to najpiękniejszy z zapachów, z jakimi miałam styczność. Sensualne połączenie słodkości z kwiatową nutą jest istną rozkoszą dla zmysłów.
Peeling przeznaczony jest do suchej, bardzo suchej i wrażliwej skóry, więc do najostrzejszych nie należy. Delikatnie ściera martwy naskórek, ale po spłukaniu czuć, że skóra jest dobrze wygładzona, odżywiona i uelastyczniona. Peeling pozostawia na skórze łagodny film, chroniący skórę przed wysuszeniem- kosmetyk bardzo dobrze nawilża skórę, po jego użyciu nie trzeba już sięgać po balsam. Produkt sprawia, że skóra jest gładka, mięciutka i aksamitna w dotyku. 
Niestety, w tej beczce miodu musiała znaleźć się też łyżka dziegciu... Peeling jest niesamowity, to już wiecie, ale jest też chyba najbardziej niewydajnym kosmetykiem jaki kiedykolwiek miałam. Poza tym uważam, że jego cena prawie 40,00 zł za niewielki pojemniczek jest po prostu za wysoka... 
Czytaj więcej »

Recenzja: Płyn micelarny z miętową wodą, Zielone Laboratorium

czwartek, 5 lutego 2015 47 komentarzy
Obietnice producenta:
Płyn micelarny o właściwościach łagodzących do demakijażu twarzy, polecany do wszystkich typów skóry. Może być stosowany do demakijażu delikatnej skóry wokół oczu. Nie zawiera agresywnych czynników oczyszczających, dzięki czemu łagodnie usuwa zanieczyszczenia i doskonale zmywa makijaż z twarzy i oczu  nie naruszając bariery hydrolipidowej skóry. Jego skuteczność polega na wykorzystaniu cząsteczek wolnych kwasów tłuszczowych, które gromadzone w dużej koncentracji tworzą kształty zwane micelami doskonale usuwającymi zanieczyszczenia i pochłaniającymi sebum. Odświeżająca woda miętowa zmniejsza zaczerwienienia, aktywuje mikrokrążenie skórne oraz przywraca blask cerze. Sok z aloesu koi podrażnia, regeneruje i odmładza skórę.

Skład: Mentha piperita flower/leaf/stem water ( woda miętowa ), polyglyceryl-4 caprate ( roślinny środek powierzchniowo czynny, odpowiedzialny za tworzenie miceli ), glycerin ( środek nawilżający ), aqua ( woda ), aloe barbadensis leaf juice (sok z wnętrza aloesu ), sodium phytate, sodium citrate ( składniki naturalnego związku chelatującego, które wspomagają działanie konserwantów ), dehydroacetic acid, benzyl alcohol, potassium sorbate, sodium benzoate  ( substancje zabezpieczające kosmetyk przed zepsuciem ), citric acid  (kwas cytrynowy – używany do ustalenia fizjologicznego pH płynu ).

150 ml kosztuje 42,00 zł w tym sklepie internetowym

Moim zdaniem:
Zielone Laboratorium to polska firma stworzona przez dwie siostry, Sylwię i Aleksandrę Dziegięć, produkująca wegańskie kosmetyki o bardzo dobrych składach, w których na próżno szukać sztucznych barwników, parafiny, silikonów czy syntetycznych związków zapachowych. Mam przyjemność poznać niektóre z tych produktów, dokładniej płyn micelarny z miętową wodą, olejek do ciała z olejem jojoba i marchwiowym oraz peeling do ciała z rozmarynem i pietruszką. Płyn micelarny dobił już dna, więc jego recenzję przeczytacie jako pierwszą :)
Niewielkich gabarytów obła buteleczka kryje w sobie 150 ml klarownego płynu w kolorze jabłkowego soku i o orzeźwiającym zapachu prawdziwej, świeżo zerwanej mięty :) Butelka wykonana jest z mocnego, przezroczystego plastiku, u wylotu której znajduje się czarna nakrętka zamykana na zatrzask, pod którym znajduje się niewielki otworek dozujący odpowiednią ilość płynu. Nakrętka szczelnie chroni kosmetyk przed wylaniem, a transparentność opakowania pozwala na kontrolowanie stopnia zużycia.
Płyn micelarny z wodą miętową jest łagodnym dla skóry kosmetykiem. Dokładnie usuwa makijaż i inne zanieczyszczenia, które zebrały się na twarzy w ciągu dnia, tonizując i przyjemnie odświeżając skórę. Po zastosowaniu tego płynu skóra jest czysta, świeża i promienna. Kosmetyk lekko matuje skórę, dodaje jej miękkości, łagodzi oraz koi podrażnienia, dzięki zawartości soku z aloesu. Makijaż zmywa całkiem dobrze, ale dużo delikatniej niż znane mi drogeryjne płyny micelarne, np. z Garniera. Nadaje się także do demakijażu oczu, aczkolwiek za duża jego ilość na waciku może spowodować lekkie szczypanie, które jednak w miarę szybko mija. 
Podsumowując, wegański płyn micelarny jest skuteczny w oczyszczaniu skóry z makijażu, ale robi to w sposób dużo łagodniejszy niż bardziej popularne płyny micelarne, które widujemy na co dzień na drogeryjnych półkach. Bardzo dobrze sprawdza się jako tonik do odświeżenia i ukojenia skóry w ciągu dnia. 
Na zakończenie dodam jeszcze, że 5% ze sprzedaży płynu micelarnego i innych kosmetyków Zielonego Laboratorium zostaje przekazanych na rzecz zwierząt w ramach Fundacji VIVA na kampanię Zaginął Dom, o której więcej informacji znajdziecie tutaj
Czytaj więcej »

Styczniowy projekt denko

wtorek, 3 lutego 2015 56 komentarzy
1. Odżywczy balsam do ust z olejkami roślinnymi, Laura Conti- recenzja tutaj
2. Malinowy balsam do ust, Yves Rocher- kupiłam z ciekawości i wcale nie żałuję, co więcej zamierzam wypróbować inne wersje smakowe, bo jest ich kilka, w tym kokosowa :D Pomadka delikatnie barwi usta na różowy kolor, ma bardzo dobre właściwości pielęgnacyjne, ochronne i nawilżające, jest mała i poręczna oraz bardzo wydajna. 
3. Limonkowy żel pod prysznic, Original Source- żel pachnie rześko, energetycznie i orzeźwiająco. Świetnie się pieni, dobrze oczyszcza i myje nie wysuszając przy tym skóry. Ma fantastyczny zielony kolor, taki 'oczodajny' :D Moim zdaniem żele OS są jednymi z lepszych, mają wiele zapachów do wyboru, dlatego często je kupuję :)
4. Błyszczyk do ust z kwasem hialuronowym Lip Sensation, Wibo- recenzja tutaj
5. Żel pod prysznic Róża i Jaśmin, Anatomicals- przywieziony z blogerskiego spotkania w Krakowie, odkopany z zapasów całkiem niedawno :P Dobrze myje i oczyszcza skórę, ale miałam wrażenie, że lekko ją wysusza, dlatego od razu po wyjściu z wanny sięgałam po balsam do ciała. Konsystencja typowa dla żeli pod prysznic, zapach kwiatowy, ale przyjemny, a tubka na tyle giętka, że bez problemu wycisnęłam z niej zawartość do ostatniej kropelki. 
6. Podkład Stay Matte, Rimmel- recenzja tutaj
7. Cukrowy peeling do ciała z pomarańczą i aromatem wanilii- recenzja tutaj
8. Masło do ciała Karmel i Cynamon, Tutti Frutti- na początku naszej znajomości masło bardzo fajnie nawilżało skórę na kilka godzin, z czasem poziom nawilżenia był coraz słabszy i szybciej zaczynałam odczuwać, że moja skóra potrzebuje kolejnej dawki nawilżenia. Konsystencja jest mało 'maślana'. Poza tym sądzę, że lepiej to masło sprawdzi się latem. Zapach fantastyczny, bardziej karmelowy niż cynamonowy, intensywny, ale nie męczący. 
 9. Żel do golenia Sensual, Joanna- stały punkt moich comiesięcznych denek, więc chyba nie ma sensu powtarzać się po raz kolejny. Dodam tylko, że żel ten pojawi się jeszcze w niejednym denku :)
10. Oczyszczający płyn bakteriostatyczny, Pharmaceris- kupiłam w zestawie z kremem na noc. Po kilku dniach systematycznego stosowania zauważyłam pierwsze efekty, mianowicie rozjaśnienie przebarwień, zredukowanie podskórnych krostek, zmniejszenie porów, a przede wszystkim wygładzenie i oczyszczenie skóry. 
11. Nafta kosmetyczna z olejem arganowym, Kosmed- recenzja tutaj
12. Łopianowy szampon przeciw wypadaniu włosów z aktywatorem wzrostu, Elfa Pharm- wytwarza dużo piany, dobrze myje i oczyszcza nie podrażniając skóry głowy ani nie przyczyniając się do powstawania łupieżu. Czy zauważyłam zmniejszenie wypadania włosów? Nie. Czy włosy zaczęły szybciej rosnąć? Też nie. Ot, po prostu zwykły szampon do codziennego stosowania, który robi to, co ma robić.
13. Diamentowa odżywka do paznokci, Laura Conti- recenzja tutaj
14. Aloesowy szampon do włosów, Equilibra- recenzja tutaj
15. Sól do kąpieli Sandałowiec i Ukojenie, Ekoa- recenzja tutaj
16. Odżywka pielęgnacyjna z olejkiem z awokado i masłem karite Ultra Doux, Garnier- recenzja tutaj
17. Kojący bio-żel pod oczy i na powieki ze świetlikiem- poprawny żel pod oczy za niewielkie pieniążki. Przyjemna, żelowa konsystencja łatwo się rozprowadza i szybko się wchłania. Tak jak obiecuje producent żel nawilża skórę pod oczami, delikatnie wygładza i napina oraz koi. Kupiłabym kolejne opakowanie, ale w moim wieku nadeszła już chyba pora na bardziej treściwe kremy pod oczy :P
18. Matujący płyn micelarny do demakijażu i tonizacji, Be Beauty- tak bardzo polubiłam wersję tego płynu do skóry wrażliwej ( recenzja tutaj ), że gdy pojawiła się do cery mieszanej i tłustej to od razu kupiłam :) Szybko okazało się, że nie mogę stosować tego płynu do demakijażu oczu, albowiem powoduje u mnie pieczenie, łzawienie i szczypanie oczu. Stosowałam go więc do odświeżania skóry w ciągu dnia i wieczornego oczyszczania skrupulatnie omijając okolice oczu. Spisał się po prostu dobrze, bez szału, ale kolejnej butelki raczej nie kupię.
19. Kwas hialuronowy 1%, Zrób Sobie Krem- stosowałam albo jako dodatek do maseczek albo jako krem do twarzy. Dzięki niemu skóra jest bardzo dobrze nawilżona, gładziutka i miękka w dotyku. 
20. Hipoalergiczny płyn micelarny, Biały Jeleń- recenzja niedługo :)
21. Serum oczyszczające, Zrób Sobie Krem- kupiłam zachęcona pozytywnymi ocenami na stronie producenta, ale po zużyciu całej buteleczki ciągle mam mieszane uczucia. Zauważyłam subtelną poprawę w kolorycie skóry, nawilżeniu oraz odżywieniu, ale żadnego polepszenia pod względem niedoskonałości cery, które nadal nie dają mi o sobie zapomnieć...
22. Płyn do higieny intymnej Konwalia Intima, Ziaja- z płynami Intima jest jak z żelem do golenia Joanny, który również znalazł się w tym zestawieniu, tzn. jest to stały element moich denek, który pojawi się jeszcze nie raz.
23. Krem matująco- nawilżający Triple Active Anti Shine, L'Oreal- szukam kremu idealnego, który kompleksowo zadba o moją cerę, ale ten na pewno nim nie jest. Ma miłą, jakby lekko żelową konsystencję, która szybko się wchłania, a sam krem nadaje się pod makijaż. Z nazwy jest kremem matująco- nawilżającym, ale zarówno efekt matu, jak i nawilżenia pozostawia wiele do życzenia. 
24. Intensywnie nawilżający krem do rąk hydro- regulujący, Exclusive Cosmetics- nie powiedziałabym, że jest to krem intensywnie nawilżający, który będzie ratunkiem dla wysuszonych dłoni. Jest to raczej krem dla osób, które chcą utrzymać skórę dłoni w dobrej kondycji. Łagodnie nawilża, uelastycznia i zmiękcza.
25. Peeling aroniowy, Zrób Sobie Krem- bardzo mocny, ostry mechaniczny peeling, po którym skóra, nawet delikatnie potraktowana, jest zaczerwieniona przez dłuższy czas. Perfekcyjnie ściera martwy naskórek, pozostawiając skórę miękką i wygładzoną, o wyrównanym kolorycie. 
Czytaj więcej »

Styczeń na zdjęciach

niedziela, 1 lutego 2015 58 komentarzy
 mam tyle pomysłów na blogowe posty, że musiałam zacząć je skrupulatnie notować, by nie pouciekły mi z głowy | nie mogłam się oprzeć tym poduszkom, Narzeczonego też namówiłam na zakup jednej :P | współpraca z Kołobrzeskim Spa | dobijający człowieka deszcz... i tak przez cały dzień...
 nareszcie mam swój spieniacz do mleka i to tylko za 9,99 zł :P | kolejne kosmetyczne porządki i kolejne wyrzutki... | najpyszniejszy sernik jaki jadłam | styczniowe nowości w domowej biblioteczce
 przypominam o rozdaniu, w którym można wygrać zestaw 4 kosmetyków- więcej informacji tutaj | przeczytane w styczniu: o książce "Bóg zawsze znajdzie Ci pracę" możecie poczytać tutaj | elegancko zapakowane kosmetyki od Zielonego Laboratorium | kolejny kokosowy przysmak
dopiero gdy zaczęłam czytać zauważyłam dedykację od mojej Blogowej Mikołajki- jak to mówią 'lepiej późno niż wcale' ;) | dietetycznie, czyli rybka z pełnoziarnistym makaronem i warzywnym sosem | wyłuskany z czeluści lakierowych zbiorów, dawno zapomniany lakier | do mojej Biedronki też dotarła Strefa Piękna ;)
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.