Camouflage Cream, Catrice

poniedziałek, 29 czerwca 2015 62 komentarze
Obietnice producenta:
Kremowa i matowa konsystencja korektora gwarantuje wysokie krycie maskując wszystkie niedoskonałości cery, cienie pod oczami oraz przebarwienia. 

3 gramowy słoiczek kosztuje około 13,00 zł w Drogeriach Natura lub w internetowych drogeriach
Moim zdaniem:
Dzisiaj powiem, a właściwie to napiszę, kilka słów na temat świetnego produktu, jakim jest kamuflaż marki znanej z Drogerii Natura, jaką jest Catrice. Przeczytałam o nim wiele pozytywnych recenzji, które skłoniły mnie do bliższego zapoznania się z tym kosmetykiem, albowiem jak same wiecie, miewam problemy z zaczerwienieniami i bliznami potrądzikowymi, które trzeba zakryć, by nie straszyć napotykanych ludzi :P
Malutki, czarny słoiczek został wypełniony produktem po same brzegi. Jego szata graficzna jest skromna, utrzymana w minimalistycznym stylu. Całość jest solidnie wykonana, a przezroczysto- czarna nakrętka mocno trzyma się swojego miejsca, nie ma obaw, że w najmniej oczekiwanym momencie się odkręci.
Kamuflaż, według mojego nosa, jest bezzapachowy. Chyba, że przyłoży się słoiczek do nosa i mocno zaciągnie, wtedy czuć kremową woń. Konsystencja korektora jest gęsta, mocno kremowa ( jak sama nazwa wskazuje ), dobrze się aplikuje zarówno pędzelkiem, jak i opuszkiem palca- nie krzyczcie!, sama dobrze wiem, że jest to mało higieniczny sposób, ale rano, gdy człowiek się spieszy, to zdarzy mu się zapomnieć użyć odpowiednich "narzędzi" ;)
Wśród dostępnych czterech odcieni, wybrałam nr 020 Light Beige, czyli drugi w kolejności najjaśniejszy kolor. Jest on minimalnie ciemniejszy od mojej karnacji, ale "przykryty" podkładem i pudrem ładnie się stapia i staje się niewidoczny. Ale co ważniejsze, bardzo dobrze kryje to, co jest do zamaskowania. Już niewielka jego ilość wystarczy, by uzyskać satysfakcjonujący efekt. Wiem, że niektóre z Was używają go też pod oczy, ale ja się od tego wzbraniam, ze względu na jego ciężkawą konsystencję. Nałożony na skórę pod podkład i utrwalony pudrem wytrzymuje kilka godzin bez żadnych poprawek. Używam go codziennie i nie zauważyłam, by wysuszył skórę, zapchał czy przyczynił się do powstania jakiejkolwiek nowej niedoskonałości na mojej twarzy.
Kamuflaż Catrice to wydatek rzędu kilkunastu złotych, ja za swój egzemplarz w jednej z internetowych drogerii zapłaciłam nieco ponad 11,00 zł. Są to naprawdę śmieszne pieniążki jak za produkt tak dobrej jakości :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Miodowy balsam do dłoni z cytryną, Bingo Spa

piątek, 26 czerwca 2015 50 komentarzy
Obietnice producenta:
Delikatny balsam BingoSpa o zapachu cytryny, posiada lekką konsystencję. Przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry dłoni. Dokładnie nawilża i dyskretnie natłuszcza, znacząco wygładza naskórek. Odżywcze składniki  zawarte w miodzie regenerują zmęczoną skórę. Balsam BingoSpa wchłania się szybko i równomiernie, wzmacnia osłonę lipidową skóry , ogranicza utratę wody własnej z naskórka. Chroni skórę dłoni przed negatywnym wpływem detergentów i innych czynników środowiskowych podrażniających i wysuszających skórę. Pozostawia ją miękką, jedwabiście gładką i pachnącą.

250 g kosztuje 20,00 zł w tym sklepie internetowym
Moim zdaniem:
Mówi się, że dłonie są naszą wizytówką, dlatego należy o nie właściwie dbać, by zawsze były piękne. W ich pielęgnacji mają pomóc nam różnorakie kremy, których szeroka gama pozwoli każdej z nas znaleźć odpowiedni produkt dla naszych dłoni. Dziś chciałabym przedstawić Wam jeden z nich, mianowicie miodowo-cytrynowy balsam od Bingo Spa.
Kosmetyk znajduje się w owalnym słoiczku zakręcanym na czarną nakrętkę. Szeroki otwór umożliwia bezproblemowe wykorzystanie balsamu do samego końca, a przezroczystość opakowania ułatwia doglądanie, ile produktu jeszcze zostało. W słoiczku jest aż 250 g kremu, więc z racji swej wielkości przeznaczony jest on raczej do używania w domu- u mnie stoi na szafce nocnej, więc zawsze mam go pod ręką :) 
Balsam ma orzeźwiający, cytrynowy zapach, ale z chemiczną nutą, charakterystyczną dla kostek do wc- słabą, bo słabą, ale jednak uchwytną przez zmysł węchu. Zapach najbardziej czuć w opakowaniu i trochę podczas aplikacji, na szczęście nie jest uciążliwy ani intensywny, nie jest wyczuwalny na skórze, tylko jakiś czas czuć w powietrzu mgielną woń cytryny, ale już bez tej chemicznej powłoczki. W konsystencji i kolorze wygląda jak ubita śmietana. Z jednej strony krem jest dość treściwy, a z drugiej niezwykle delikatny. Przyjemnie rozprowadza się po skórze, w miarę szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej, lepkiej czy denerwującej warstewki. Ilość balsamu widoczna na zdjęciu powyżej jest wystarczająca na porządne wykremowanie całych dłoni.
Moim zdaniem jest to krem idealny na obecną porę roku. Podtrzymuje dobrą kondycje skóry dłoni, optymalnie ją nawilża i wygładza. Przynosi natychmiastową ulgę suchym dłoniom, ale na próżno szukać w nim właściwości regenerujących czy mocno odżywczych, dlatego na początku akapitu napisałam, że jest to fajny krem na wiosenno-letni czas, zimą czy jesienią jego działanie mogłoby okazać się niewystarczające. Mocno spierzchniętym, popękanym dłoniom ukojenia raczej też nie przyniesie, jest na to zbyt lekki. 
Podsumowując, nie jest to jakiś nadzwyczajny krem do rąk, ale w moim przypadku dobrze nawilża i wygładza dłonie, pozostawiając je przyjemne w dotyku. Na razie nic więcej moim dłoniom nie potrzeba :)
Czytaj więcej »

Dwufazowy płyn do demakijażu oczu Pur Bleuet, Yves Rocher

środa, 24 czerwca 2015 51 komentarzy
Obietnice producenta:
Dwufazowy płyn do demakijażu oczu z wyciągiem z bławatka to skuteczny kosmetyk, który dokładnie usuwa z oczu nawet wodoodporny makijaż. Kosmetyk nie wymaga spłukiwania. Przed użyciem produktu, należy wstrząsnąć butelką, by obie formuły płynu się wymieszały. Kosmetyk był testowany pod kontrolą okulistyczną.

125 ml kosztuje 24,00 zł, ale często jest w promocji za około 16,00 zł w sklepie internetowym Yves Rocher lub w sklepach stacjonarnych, głównie w galeriach handlowych
Moim zdaniem:
Z dwufazowych płynów do demakijażu zrezygnowałam już dawno temu na rzecz płynów micelarnych, które jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. Co więc robi tu dwufazówka do oczu Yves Rocher? Jest to prezent, który okazał się tak skutecznym produktem do demakijażu, że zasłużył na swoją własną recenzję :)
W niedużej, przezroczystej i zaokrąglonej butelce znajduje się 125 ml bezwonnego płynu "podzielonego" na dwie warstwy, dolną transparentną i górną ciemnoniebieską, które po wstrząśnięciu mieszają się, tworząc jednolitą ciecz w błękitnym kolorze. Jak każda znana mi dwufazówka, i ta po zmieszaniu jest tłustawa. Jednak nie jest to uciążliwa warstewka, wyczuwalna jest tylko po dotknięciu palcem jako taka silikonowa powłoczka. Wracając jeszcze do opakowania to jest ono zakręcane na prostą, białą nakrętkę, pod którą kryje się malutka dziurka, niepozwalająca na zmarnowanie choćby kropelki płynu, który przy codziennym stosowaniu wystarczy na 4-5 tygodni.
Dwufazówka do oczu zawiera wyciąg z bławatka, znany ze swoich łagodzących właściwości, które czuć podczas demakijażu. Skutecznie, aczkolwiek delikatnie usuwa makijaż oczu, nawet ten mocniejszy. Jest na tyle dobry, że nie trzeba mocno trzeć oka, aby zmyć resztki nałożonych kosmetyków. Nie wysusza delikatnej skóry pod oczami, wręcz przeciwnie, zostawia ją delikatnie nawilżoną. Mimo iż jest to płyn przeznaczony typowo do oczu, to radzi sobie też z demakijażem twarzy. Świetnie sprawdza się przy wrażliwych oczach, nie podrażnia ani nie szczypie w oczy, jednak zaaplikowany w większej ilości czasami pozostawia kilku chwilowe uczucie mglistego spojrzenia. 
Jedynym mankamentem  płynu Yves Rocher jest jego cena, bo można kupić tańszą i równie skuteczna dwufazówkę do demakijażu, ale z tego co zdążyłam zauważyć, często jest na niego promocja i właśnie wtedy warto go kupić :)
Czytaj więcej »

Moje dwa ulubione posiłki do pracy gotowe w 10 minut

poniedziałek, 22 czerwca 2015 59 komentarzy
Będąc studentką często jadałam na mieście, co odbijało się na moim portfelu ( bo jedzenie w knajpkach do najtańszych nie należy ) i mojej wadze ( ale w boczki szło aż miło ). Teraz, jako kobieta pracująca, wyrobiłam w sobie nawyk szykowania posiłków w pojemnikach, które zajmują 3/4 mojej torebki, ale przynajmniej oszczędzam, no i przede wszystkim wiem, co jem. Pomyślałam więc, że podzielę się z Wami przepisami na moje dwa ulubione posiłki idealnie sprawdzające się w pracy lub szkole, które są syte, szybkie w przygotowaniu i dietetyczne :)
Kuskus z warzywami
* 1/3 szklanki kaszy kuskus
* mała puszka kukurydzy
* 3-4 pomidorki koktajlowe
* 1/2 świeżego ogórka
* szczypta chili
* łyżeczka oliwy z oliwek
Kuskus zalewam wrzątkiem, około 1 cm nad powierzchnię kaszy i zostawiam na kilka minut. W międzyczasie odcedzam kukurydzę, w kostkę kroję obranego ogórka i wyparzone pomidory. Warzywa wraz z kaszą wrzucam do salaterki, dokładnie mieszam, dodaję chili i oliwę z oliwek i jeszcze raz mieszam, po czym wstawiam na min. godzinę do lodówki, aby składniki się "przegryzły".
Serek wiejski z rzodkiewką i słonecznikiem
* serek wiejski granulowany
* 1/2 zielonego ogórka
* 5 rzodkiewek
* garść słonecznika
* sól czosnkowa, pieprz
Serek wiejski odcedzam z śmietanki. Obranego ogórka i rzodkiewki kroję w kostkę i wraz ze słonecznikiem dodaję do serka. Przyprawiam solą czosnkową i pieprzem i dokładnie mieszam do połączenia się składników, po czym wstawiam do lodówki na godzinkę.

Jak same widzicie, posiłki są banalnie proste i szybkie w przygotowaniu, a w dodatku bardzo pyszne! 
Też przygotowujecie sobie posiłki do pracy/na uczelnie czy preferujecie jednak jedzenie na mieście lub szybki wypad do sklepu :)?
Czytaj więcej »

Recenzja: Krem do twarzy Acne Action Asr+, Murier

piątek, 19 czerwca 2015 53 komentarze
Obietnice producenta:
Krem zawiera wyciąg z roślinnych komórek macierzystych i ekstrakt z zielonej herbaty. Unikalne połączenie dobrodziejstw natury i nowoczesnej medycy wspomaga odbudowę skóry. Bogactwo aktywnych składników sprawia, że krem jest odpowiedni do pielęgnacji cery problematycznej, przede wszystkim tłustej i trądzikowej. Polifenole, taniny i kofeina zawarte w zielonej herbacie oraz witamina E walczą z rodnikami i wspomagają ochronę przed zagrożeniami związanymi z aktywnym trybem życia. Stosując krem regulanie poprawimy wygląd oraz kondycję skóry.
* zmniejsza błyszczenie i przetłuszczanie skóry
* normalizuje pracę gruczołów łojowych
* zwęża i oczyszcza pory
* redukuję istniejący trądzik, zapobiega powstawaniu nowych zmian

Skład dla zainteresowanych: Aqua, Cyclopentasiloxane, Urea, PEG-100 Stearate, Glyceryl Stearate, Alkohol,  Isopropyl Alcohol, Glycerin, Dimethicone, Isohexadecane, Ethylhexyl Stearate, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Sodium Caproyl/Lauroyl Lactyl Lactate Triethyl Citrate, Cyclopentasiloxane, C30-45 Alkyl Cetearyl Dimethicone Crosspolymer, Propylene Glycol, Camellia Sinensis Leaf Extract, Synthetic Beeswax, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Vitis Vinifera Callus Culture Extract, Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Polysorbate 20, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Parfum, Linalool, Benzyl Benzoate, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Benzyl Alcohol, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Xanthan Gum, Lactic Acid, Salicylic Acid, Sodium Hyaluronate, Disodium EDTA.

50 ml to koszt 119,00 zł, do kupienia w sklepie internetowym producenta
Moim zdaniem:
Znalezienie idealnego kremu do twarzy wcale nie jest takie proste, jakby mogło się wydawać. Szczególnie, gdy ma się kapryśną cerę, jak moja... W ostatnim czasie jej wymaganiom stara się sprostać krem do cery tłustej, mieszanej i ze skłonnością do zmian trądzikowych, czyli wypisz wymaluj takiej jak moja, francuskiej marki Murier. Czy mu się to udaje? Odpowiedź znajdziecie w dalszej części wpisu.
Mała, poręczna tubka utrzymana jest w minimalistycznym, takim czystym i bardzo przejrzystym stylu. Od swojego krewnego, czyli kremu na noc, o którym pisałam tutaj, różni się tylko kolorem nakrętki i napisów; w tym przypadku zamiast energetycznej czerwieni mamy harmonijną, jasną zieleń. Szeroka nakrętka umożliwia postawienie tubki do góry nogami, a ukryty pod nią niewielki otworek dozuje odpowiednia ilość produktu. Elastyczność opakowania pozwala na wygodne wyciśnięcie kremu do ostatniej kropelki. Tubka schowana została w kartonik, szczelnie owinięty folią, tak aby nikt niepożądany nie maczał w kosmetyku paluszków ;)
W tubce kryje się 50 ml lekkiej, kremowo- żelowej konsystencji, którą przyjemnie rozprowadza się po skórze i która wchłania się prawie natychmiast po aplikacji. Myślałam, że zawarty w kremie ekstrakt z zielonej herbaty sprawi, iż będzie on miał lekki herbaciany zapach, ale się pomyliłam, bo tak naprawdę krem ma gruszkową woń :) Zapach nie jest intensywny, znika zaraz po nałożeniu, ale i tak uprzyjemnia stosowanie kremu.
Krem stosuję regularnie od nieco ponad miesiąca miesiąca. W tym czasie stan mojej cery z dnia na dzień ulegał poprawie. Przede wszystkim nieco ujednolicił się jej koloryt, a skóra zyskała na delikatności i miękkości. Jest odrobinkę bardziej promienna, dobrze nawilżona i wygładzona. Krem nieznacznie minimalizuje widoczność porów, zwęża je, ale nie zauważyłam, by niwelował nadmiar sebum. Podczas stosowania tego kremu na mojej twarzy nie pojawił się ani jeden pryszcz. Jak wiecie, moim utrapieniem są podskórne grudki, z którymi uparcie walczę, dlatego liczyłam też, że krem Murier troszkę mnie wspomoże w tej walce, ale nic takiego, niestety, nie miało miejsca. Zresztą, nie powinnam być  tym faktem rozczarowana ani zdziwiona, bo te moje grudki są chyba odporne na wszystkie kosmetyki, czary i inne gusła :P Ale wracając jeszcze do właściwości kremu, to nie powoduje on żadnego dyskomfortu, nie ściąga skóry, nie podrażnił jej ani też nie uczulił. Z jednej strony nadaje się pod makijaż, bo podkład się na nim nie roluje i wszystko byłoby jak w bajce gdyby nie druga strona medalu, czyli to, że po jakimś czasie podkłady zaczynają na nim ciemnieć...- wszystkie, bez wyjątku. 
Podsumowując, krem Acne Action Asr+, mimo kilku drobnych niedoskonałości, mógłby pretendować na miano kremu idealnego, ale dyskwalifikuje go to, że w połączeniu z jakimkolwiek podkładem sprawia, że po kilku godzinach twarz znacznie odróżnia się od reszty ciała... 
Czytaj więcej »

Rewitalizująco-naprawcza maska do włosów Bellezza, Biokap BiosLine

środa, 17 czerwca 2015 42 komentarze
Słówko od producenta:
Nowa rewitalizująco - naprawcza maska BIOKAP Bellezza jest przeznaczona głównie dla bardzo wysuszonych i zniszczonych włosów. Zawiera hydrolizowaną fitokeratynę z ryżu, która zachowuje się ona podobnie do naturalnie występującej keratyny - wypełnia włókna włosowe, wzmacniając trzon włosa i przeciwdziałając rozdwojonym końcówkom. Fitokeratyna wnika głęboko we włosy i rekonstruuje pierwotną strukturę włosa, dzięki czemu odzyskują miękkość, nawilżenie i blask. Ceramidy roślinne z oliwy z oliwek i olejek ze słodkich migdałów pomagają odbudować zniszczone końcówki oraz dają silnie odżywczy efekt dla całych włosów. Przed zastosowaniem maski zalecamy użycie szamponu rewitalizująco - naprawczego Bellezza. 

200 ml maski to koszt około 40,00 zł w internetowych drogeriach
I moje piętnaście groszy:
W kwietniowym denku znalazła się rewitalizująco-naprawcza maska do włosów, która wzbudziła Wasze niemałe zainteresowanie, w związku z czym obiecałam Wam jej recenzję- oto i ona :)
Opakowanie jakie jest, każdy widzi na zdjęciu, ale nie wypada nie wspomnieć o nim kilku słów ;) A jest to prosty słoiczek w kolorze ciemnej, butelkowej zieleni. Zakręcany jest na szeroką nakrętkę, a jego zawartość jest dodatkowo zabezpieczona plastikowym wieczkiem.  Owy słoiczek wraz z zawartością został jeszcze schowany w kartonowe pudełeczko, na ściankach którego wypisane zostały wszystkie najistotniejsze informacje dotyczące kosmetyku. 
W swojej konsystencji maska bardzo przypomina mi waniliowy budyń, ale zrobiony niewprawną rączką, bo z małymi grudkami ;) Niestety, nie pachnie już jak ten smakołyk, ale zapach i tak uważam za przyjemny i nienachalny.
Maski używałam raz-dwa razy w tygodniu, oczywiście zaraz po umyciu włosów, na których zostawiałam ją na mniej więcej 15-20 minut. Nigdy żadnej maski nie nakładam tuż przy skórze głowy, tylko gdzieś tak od połowy długości włosów, ale to już pewnie wiecie, bo wspominałam o tym nie raz :) Rewitalizująco-naprawcza maska ma treściwą konsystencję, ale nałożona w odpowiedniej ilości i dokładnie zmyta nie obciąża włosów i nie powoduje ich 'przyklapu' u nasady. Włosy po jej użyciu są elastyczne, wygładzone i porządnie nawilżone. Maska zapobiega elektryzowaniu oraz puszeniu się włosów, a także ułatwia ich rozczesywanie. Systematycznie stosowana znacząco poprawia ich kondycję i wygląd. Nie wiem czy zgodnie z tym co pisze producent przeciwdziała rozdwajaniu się końcówek, bo od dłuższego czasu nie mam z nimi najmniejszego problemu, za to pozostałe obietnice zostały jak najbardziej spełnione. 
Jeśli przebrnęłyście przez całą recenzję, to zapewne domyślacie się już jej podsumowania: oczywiście maskę Bellezza jak najbardziej Wam polecam! Nie należy do najtańszych i łatwo dostępnych, ale jest warta swojej ceny oraz tego, aby poświęcić chwilę na poszukanie jej w internetowych sklepach. 

PS. Mam nadzieję, że udało mi się zaspokoić Waszą ciekawość ;)
Czytaj więcej »

O zakupach na Zalando.pl

poniedziałek, 15 czerwca 2015 72 komentarze
Jestem jedną z osób, które zakwalifikowały się do projektu Zalando i otrzymały od TRND bon o wartości 100 zł oraz kilkadziesiąt kuponów zniżkowych do rozdania. Część kuponów już rozdałam ( zostało mi jeszcze trochę, gdyby któraś z Was była zainteresowana- piszcie śmiało ;), pierwszych zakupów też dokonałam, więc dziś mogę się nimi pochwalić :D
Na Zalando zrobiłam dwa zamówienia. Zakupy przebiegły bardzo sprawnie, rejestracja jest dziecinnie prosta, wszystko jest opisane jasno i czytelnie. Obu zamówień dokonałam w Boże Ciało, jedno zaraz za drugim, a co jest najśmieszniejsze jedną paczkę otrzymałam w poniedziałek, następną we wtorek. Żeby było jeszcze zabawniej jako pierwsze dostałam zamówienie złożone to nieco później :P  Aha, to, co mówią o Zalando to prawda: za standardową przesyłkę kurierem nie płaci się ani grosza, nawet przy opcji za pobraniem. 
Do zamówienia otrzymałam dodatkowo bony rabatowe na 40 zł oraz saszetki z rozpuszczalną kawą.
Wybór w Zalando jest ogromny! Od nadmiaru ubrań, butów, dodatków może rozboleć głowa- tak samo od niektórych cen ;) Jednak tak jak w każdym sklepie można liczyć na promocje i wyprzedaże :D Zanim zdecydowałam się co chcę kupić minęło sporo czasu, ale koniec końców udało mi się dokonać wyboru, chociaż nie było łatwo!
O kupnie jednokolorowej sukience maksi zaczęłam myśleć już w ostatnie wakacje, ale żadna z mierzonych nie spełniała moich oczekiwań. Ta z Zalando jest dokładnie taka, jaką chciałam mieć, no i tuszuje wszystkie moje (nie)doskonałości. W mojej szafie brakowało czerwonej torebki- takową już mam, więc teraz myślę o czerwonych szpilkach :P Jest troszkę mniejsza niż myślałam, ale i tak uważam, że to był bardzo dobry zakup. A majteczki zamówiłam dlatego, że po prostu mi się spodobały :P
 Tak dokładnie wyglądają zamówione przeze mnie rzeczy na stronie Zalando. 
Mojemu Narzeczonemu też się coś dostało, dokładniej dwie koszulki. Niestety, zdjęcia koszulek dla Mojego M. pochodzą ze strony Zalando, ponieważ nie zdążyłam zrobić własnych, bo bardzo szybko je zachachmęcił do siebie :P

Czuję, że nie będą to moje ostatnie zakupy na Zalando, tym bardziej, że mam kolejne kupony rabatowe :D
Czytaj więcej »

Recenzja: Migdałowy olejek, Equilibra

piątek, 12 czerwca 2015 55 komentarzy
Obietnice producenta:
W 100% czysty olej roślinny do pielęgnacji i masażu doskonale nawilża, chroni i wygładza skórę ciała, nie pozostawiając tłustych śladów. Jego właściwości uelastyczniające pomagają w zapobieganiu rozstępów w okresie ciąży lub wahań wagi. Otrzymywany w procesie tłoczenia na zimno dzięki czemu zachowuje bogactwo dobroczynnych składników. Olej migdałowy jest bogaty w witaminę A i E, stanowi naturalną ochronę przed czynnikami zewnętrznymi, wzmacnia i poprawia ukrwienie skóry.

100 ml olejku kosztuje około 30,00 zł w aptekach i sklepach zielarskich
Moim zdaniem:
Już kilka razy nadmieniałam, że dobrze jest czytać blogi i poznawać kosmetyki, na które wcześniej ( prawie ) wcale nie zwracało się uwagi. W moim przypadku były to na przykład olejki do ciała, których nie wybierałam z drogeryjnych półek uginających się pod stosem przeróżnych mazideł do ciała, albowiem kojarzyły mi się z tłustą konsystencją, która będzie się wchłaniać i wchłaniać bez końca... Jednak dostałam do przetestowania jeden olejek, potem drugi, trzeci i kolejny i moje przeświadczenie o oleistej konsystencji wchłaniającej się dniami i nocami, odeszło w zapomnienie :) Teraz olejki mają swoje stałe miejsce w pielęgnacji nie tylko mojego ciała, ale też włosów i paznokci, jak olejek, o którym dziś będzie mowa.
Zielona, wąska buteleczka kryje w sobie 100 ml przezroczystej i lekkiej konsystencji. U jej wylotu znajduje się pompka, która po naciśnięciu 'wypluwa' niewielką ilość olejku o przyjemnym, łagodnym migdałowym zapachu. Aplikator w postaci pompki dba o higieniczne dozowanie produktu. Jak wspomniałam na początku akapitu, olejek ma lekką, nietłustą konsystencję, dzięki czemu szybko się wchłania i nie tworzy na skórze lepkiego filmu. 
Jak prawie każdy olejek, i ten potraktowałam uniwersalnie, używając go od stóp aż po koniuszki włosów :)
Olejek- balsam do ciała:
- Bardzo dobrze nawilża
- Sprawia, że skóra odzyskuje elastyczność
- Łagodzi podrażnienia po depilacji
- Zmiękcza, regeneruje i wygładza
Olejek- serum do włosów:
- Eliminuje puszenie się i elektryzowanie włosów
- Delikatnie nabłyszcza
- Wygładza, zmiękcza i nawilża włosy
- 'Skleja' rozdwojone końcówki, dzięki czemu zdrowiej wyglądają
Olejek- olejek do skórek wokół paznokci:
- Zmiękcza i nawilża skórki
- Eliminuje ich zadzieranie się 
Jak widać czarno na białym, olejek sprawdził się w każdym pielęgnacyjnym aspekcie :) Equilibra w swojej ofercie ma jeszcze inne olejki z tej serii ( jojoba, z masłem shea, z kiełków pszenicy ). Po przetestowaniu migdałowego odnoszę wrażenie, że pozostałe też będą warte uwagi :)
Czytaj więcej »

Czy to brąz? Czy to fiolet?

środa, 10 czerwca 2015 57 komentarzy
Golden Rose, Rich Color, nr 78

Nie dość, że mój aparat przekłamuje kolory i aby uchwycić prawidłowy odcień muszę zrobić tysiąc pięćset sto dziewięćset zdjęć, to blogger i tak robi swoje, przez co kolor tak czy siak nieco odbiega od realu... ale i tak jest śliczny, prawda :)?
Czytaj więcej »

Recenzja: Puder brązujący Verano, Diadem

poniedziałek, 8 czerwca 2015 38 komentarzy
Obietnice producenta:
Puder brązujący „Verano” to kosmetyk uniwersalny, który można stosować na twarz i ciało, bez względu na kolor skóry. Podkreśla kości policzkowe, skroń i kości żuchwy, budując światłocień. Produkt przyciemnia koloryt cery i ukrywa zmęczenie. Doskonale sprawdza się przy wykonywaniu ponadczasowego makijażu „nude”. Lekka i jedwabista konsystencja pudru w połączeniu ze skórą daje efekt absolutnie naturalnej opalenizny - doskonała alternatywa dla osób, które nie mogą korzystać z kąpieli słonecznych. Przeznaczony dla kobiet w każdym wieku.

10 g kosztuje 29,90 zł w tym sklepie internetowym
Moim zdaniem:
Ryszard Rynkowski w jednej ze swoich piosenek śpiewał, że "dziewczyny lubią brąz". Odkąd w mojej kosmetyczce zagościł pierwszy puder brązujący, jestem w stanie zgodzić się z artystą :) I dlatego dziś mam dla Was recenzję kolejnego bronzera, tym razem od marki Diadem.
Standardowa puderniczka wykonana jest z mocniejszego tworzywa, więc nie ma obaw, że przy pierwszym lepszym upadku roztrzaska się w drobny mak. Posiada solidne zamknięcie, chroniące przed pokruszeniem lub zabrudzeniem pudru, ale też na tyle lekkie, by przy otwieraniu nie połamać sobie wszystkich paznokci. Puderniczka utrzymana jest w złotym kolorze, uzupełniona jest o nieduże lustereczko oraz puszek- z obu tych dodatków nie skorzystałam ani razu. Całość jest przyjemna dla oka i gustowna. 
Z dostępnych sześciu odcieni wybrałam ten o nr 02, o urokliwej nazwie 'kusząca czekoladka'. Po otwarciu lekko się zaniepokoiłam, ponieważ w pudrze zanurzona jest niezliczona ilość złotych drobinek. Na szczęście po nałożeniu na skórę nie są bardzo widoczne, ładnie się wtapiają, nie migrują po całej twarzy ani nie osypują na ubrania. 
Puder jest prasowany, ale przy nabieraniu go na pędzel muszę uważać, albowiem bardzo się sypie. Ma typowy pudrowy zapach i jest dobrze napigmentowany, więc wystarczy malutka jego ilość, by uzyskać oczekiwany efekt, dzięki czemu jest bardzo wydajny. Kolor scharakteryzowałabym jako ciepły brąz lekko wpadający w złotko, bardzo ładnie wygląda na twarzy. Puder daje efekt delikatnej opalenizny, ładnie podkreśla kości policzkowe i wysmukla twarz. Zawsze nakładam go niewielką ilość, tak aby skóra była tylko delikatnie muśnięta, bo zbyt mocne efekty nie są dla mnie, poza tym nie mam tak wprawnej ręki jak niektóre z Was, dlatego wolę nałożyć mniej produktu, aby efekt nie był przesadzony.
W aplikacji, roztarciu, wykonturowaniu puder nie sprawia żadnych trudności, poradzi sobie z nim każda dziewczyna, stawiająca swoje pierwsze kroki w makijażu. Na twarzy trzyma się kilka godzin, łatwo schodzi podczas demakijażu i nie zapycha skóry.
Z ciekawości poczytałam opinie innych blogerek i większość z nich jest pozytywna, czasami któraś ma do tego pudru niewielkie zastrzeżenia, ale koniec końców i tak poleca innym dziewczynom. Ja też nie będę wyjątkiem i na zakończenie recenzji napiszę po prostu- polecam :)
Czytaj więcej »

Kemon na blogach, czyli post konkursowy

piątek, 5 czerwca 2015 42 komentarze
Pisząc recenzję pudru zwiększającego objętość włosów Kemon ( klik ) zapomniałam wspomnieć, że bierze ona udział w konkursie "Kemon na blogach". Pierwszy etap polegał właśnie na napisaniu recenzji otrzymanego produktu- w tym etapie wzięło udział 50 blogerek i vlogerek, z których do drugiego, finałowego etapu zostało wybranych 10, które napisały najlepsze recenzje. Jeśli przeczytałyście do tego miejsca, to wiecie już, że jedną z nich jestem właśnie ja :D 
Jako finalistka otrzymałam trzy wybrane przez siebie produkty, przy pomocy których miałam wystylizować włosy. Mój wybór padł na lekki krem eliminujący efekt elektryzowania się włosów i dyscyplinujący je, który nałożyłam na jeszcze mokre końcówki włosów, mocno utrwalający lakier, dzięki któremu fryzura trzymała mi się długi czas oraz bardzo mocny spray nabłyszczający, o ładnym gruszkowym zapachu, który zwieńczył całe 'dzieło' :)
Uczesanie wykonała moja przyszła świadkowa, która do wszelakich upięć ma dryg i niesamowitą kreatywność w wymyślaniu fryzur, zaś ja byłam jej modeleczką :D Moja 'fryzjerka' zaczęła od związania włosów w dwa kucyki, jeden nad drugim, z których zaplotła kilka luźniejszych warkoczy. Te na górze, po kolei, lekko rozluźniała i owijała wokół gumki, formując z nich płatki róży i od czasu do czasu spryskując je lakierem. Te na dole okazały się niepotrzebne :P, dlatego je rozplątała i tak owinęła, żeby nie było widać przedziałka i schowała pod upięcie. 
Na koniec utrwaliła jeszcze całość lakierem i spryskała nabłyszczaczem- wszystko trwało niecałe 30 minut, a efekt końcowy ( nazwany różą ) zachwycił nie tylko mnie, ale każdego, kto widział to, co ona wyczarowała. Tak, wyczarowała to najodpowiedniejsze słowo :) A jak Wam się podoba :)?

PS. Trzymajcie za mnie kciuki, może w końcu coś uda mi się wygrać :D
Czytaj więcej »

Majowy projekt denko

środa, 3 czerwca 2015 64 komentarze
1. Maskara podkręcająca i unosząca rzęsy, Curling Pump Up Lovely- recenzja tutaj
2. Szarlotkowy żel do mycia ciała, Sweet Secret Farmona- w przeciwieństwie do swojego czekoladowo- pistacjowego brata nie ma męczącego, przyprawiającego o ból głowy zapachu. Wręcz przeciwnie, przyjemny, jednak nie mający nic wspólnego z szarlotką, słodki zapach rozkosznie unosi się w łazience umilając relaksującą wieczorną kąpiel czy szybki poranny prysznic. 
3. Szampon do włosów pozbawionych gęstości, Fibralogy Elseve L'Oreal- myślałam, że ta wielka butla mająca 400 ml pojemności, nigdy nie dobije dna, a ja będę na wieki skazana ( w pozytywnym sensie! ) na ten szampon. Mimo iż nie spełnia najważniejszej obietnicy producenta, tj. nie zwiększa grubości włosów ani nie dodaje im zachwycającej gęstości, ale i tak bardzo go polubiłam, bo miał świetny wpływ na moje włosy- leciutko odbijał je od nasady, należycie je nawilżał  oraz niwelował ich puszenie się. 
4. Płyn do higieny intymnej z macierzanką, Ziaja Intima- będzie krótko, zwięźle i na temat: moim zdaniem Ziaja Intima w każdej swojej wersji, ma najlepsze płyny do higieny intymnej. Miałam już chyba wszystkie dostępne warianty i każdy spisywał się u mnie na piątkę z plusem. 
5. Żel do golenia, Cien- jakie licho mnie podkusiło, by kupić ten żel?! Pewnie pomyślałam sobie, że skoro biedronkowy jest taki dobry, to lidlowy nie będzie gorszy- o moja naiwności! Jest jakiś rozwodniony, śmierdzi w całej łazience, wcale nie ułatwia depilacji, a jego jedyną zaletą jest piękny niebieski kolor. 
6. Odżywka pielęgnacyjna z olejkiem z awokado i masłem karite, Ultra Doux Garnier- recenzja tutaj
7. Balsam do suchych miejsc 3 w 1 z masłem pomarańczowym, Oleje Świata Joanna- recenzja tutaj
8. Nawilżający krem matujący, Amarantus, Tołpa Botanic- miała być wielka miłość, lecz nasza znajomość nie zakończyła się nawet na przyjaźni... Jak lubię kosmetyki Tołpa, tak na tym kremie, który notabene znalazł się na mojej wishliście, zawiodłam się na całej linii. Wymagałam od niego tylko tego, co obiecuje producent, jednak nawilżenie okazało się słabe, a matowienie było tak znikome, jakby nie było go wcale. 
9. Truskawkowy peeling do ust, Laura Conti- recenzja tutaj
10. Olejek migdałowy, Equilibra- recenzja już niedługo
11. Puder ryżowy, Loose Powder Pierre Rene- jeśli szukacie dobrego matującego pudru, to koniecznie musicie wypróbować właśnie ten. Dobrze utrwala makijaż, zapewniając satynowe wykończenie i ładny oraz długotrwały efekt matu. Najlepszy, najbardziej naturalny efekt daje zaaplikowany dużym pędzlem. 
Czytaj więcej »

Maj na zdjęciach

poniedziałek, 1 czerwca 2015 63 komentarze
 co jest najlepsze po wizycie u dentysty? oczywiście zakupy :D ps. wymarzona żółta koszula kupiona! właściwie to dwie :P | z M. wybraliśmy się do lasu, bo aż żal marnować taką ładną pogodę | pistacjowo- kokosowy mleczny napój też jest pycha | poszukiwania cichobiegów trwają
 nowa zakładka do książki | Panowie są genialni! | ostatnio spodobało mi się robienie zdjęć moich codziennych outfit'ów | no wypisz wymaluj ja :D
 psia torebka :P | nowy smak Radlera, jak nie lubię porzeczki, tak w połączeniu z limonką i piwem daje bardzo fajne smakowe połączenie | tak mi zakwitło pod blokiem | przyjemne z pożytecznym, czyli tak przeważnie spędzam sobotnie poranki
 no to w drogę! | jedna lepsza... | ... od drugiej | zielono mi, czyli śniadanie w kolorze nadziei: kanapeczki z guacamole i pomidorkiem, a do tego koktajl z pietruszki :)
 skromne uzupełnienie lakierowych zbiorów, oba nabytki pokażę na blogu | ulubione kolczyki | przerwa śniadaniowa w pracy | przeczytane w maju 
 przed wyjściem do pracy | rozpalamy grilla | a dupka rośnie :P | lekturka przed 10 maja
 mój nowy nabytek, jasna jeansowa koszula dokładnie taka, jaką chciałam mieć | mała rzecz, a tak cieszy, czyli kwiatuszek od Narzeczonego :) | no i dietę szlak trafił... | wieczorne spa dla paznokci
 ostatnimi dniami taka delikatna czerwień gości na moich ustach, w rzeczywistości kolor jest troszkę bardziej wyrazisty | dobra książka i butelka wody mineralnej, czyli dwie rzeczy, które zawsze towarzyszą mi w podróży | gramy w kalambury :D | Wy macie swoje stempelki, ja mam markera do płyt cd :P
jak to mówią "dobry chwyt marketingowy nie jest zły" :P | kapselek od Narzeczonego | czy muszę pisać, że weszłam do Rossmanna po jedną rzecz? w dodatku po taką, której i tak nie kupiłam? | koleżeńska kawka
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.