Recenzja: Maska do włosów z glinką Ghassoul, Bingo Spa

środa, 29 lipca 2015 53 komentarze
Obietnice producenta:
Glinka Ghassoul (Rassoul lub Rhassoul) występuje tylko w jednym miejscu na świecie, w północno-zachodniej części Maroka w rejonie miasta Fez. Glinka Ghassoul  zawiera unikalne bogactwo krzemu, magnezu i wapnia, które remineralizują i odbudowują włosy. Glinka charakteryzuje się wysoką zawartością składników mineralnych, zwłaszcza krzemionki, która ma bardzo ważny wpływ na wygląd skóry, włosów i paznokci. Krzemionka zwiększa gładkość i sprężystość włosów. Bardzo dobry współczynnik absorbcji i stosunek wymiany jonowej powoduje, że Ghassoul w oczyszczaniu, odtruwaniu i leczeniu skóry głowy jest bardziej skuteczna niż większość innych glinek. Skutecznie myje włosy i skórę głowy, nie uszkadzając łuski włosowej i włókien keratynowych. Chroni przed zanikiem warstwę lipidową skóry głowy. Po zastosowaniu maski BingoSpa z glinką Ghassoul włosy stają się błyszczące, miękkie i sprężyste.

500 ml maski kosztuje 12,00 zł w sklepie internetowym Bingo Spa
Moim zdaniem:
Mimo że z marką Bingo Spa współpracuję już dłuższy okres czasu, to dopiero podczas ostatniej edycji testów zdecydowałam się na maskę do włosów. Wcześniej dużo czytałam o maskach Bingo Spa na Waszych blogach, opinie były skrajne, ale ja i tak nabierałam coraz większej ochoty na bliższe ich poznanie. Mój wybór padł na maskę z glinką ghassoul, której właściwości pielęgnacyjne sprawdziłam na własnej skórze ( kilk ), a od kilku tygodni testuję jej działanie na włosach. Jeśli ciekawi Was jak się spisuje, zapraszam do dalszej lektury :)
W dużym słoju znajduje się aż pół litra perłowo- białej maski o średnio gęstej, trochę budyniowej konsystencji i dość przyjemnym zapachu, który kojarzy mi się z mieszanką woni żelu pod prysznic i kremu do twarzy. Maska jest niesamowicie wydajna, starczy mi na jeszcze kilka ładnych tygodni. 
Na składach się nie znam, nie analizuje ich, nie rozkładam na czynniki pierwsze, ale z ciekawości spojrzałam na którym miejscu znajduje się marokańska glinka ghassoul- jest na szóstym miejscu, czyli nie jest chyba tak źle, co ;)?
Powiem tak, maska niczym szczególnym mnie nie urzekła. Włosy po jej użyciu są takie... normalne. Owszem, trochę je zmiękcza, wygładza i dyscyplinuje, ale ich nie nawilża, a nałożona w za dużej ilości może spowodować szybsze przetłuszczanie się włosów. Nie zauważyłam, by maska wzmocniła czy odżywiła włosy, dodała im sprężystości czy połysku. Na plus jednak zasługuje to, że ułatwia ich rozczesywanie, ale co ważniejsze nie przyczynia się do powstawania łupieżu. 
Podsumowując, nie jest to zła maska, ale do ideału jednak jej daleko. Zmiękczy włosy, wygładzi je i ułatwi ich rozczesywanie, ale nie ma co liczyć na więcej. Do efektu 'wow' dużo jej jednak brakuje.
Czytaj więcej »

O tych zapominanych słów kilka...

poniedziałek, 27 lipca 2015 45 komentarzy
Mimo iż do pielęgnacji twarzy, włosów czy ciała przykładam dużo uwagi, to są jednak takie jego części, do których systematycznej pielęgnacji po prostu nie mam głowy... Mam nadzieję, że po tym poście co nieco w tej kwestii się zmieni ;) A oto lista tych części ciała, o pielęgnacji których zdarza mi się zapominać:
* BRWI- szczytem mojej 'pielęgnacji' brwi jest pójście raz na trzy tygodnie do kosmetyczki na ich regulacje, przeczesanie ich grzebykiem w trakcie wykonywania makijażu i od czasu do czasu ujarzmienie ich jakimś balsamem, pomadką czy kremem, by nie wywijały się na wszystkie strony świata, do czego mają tendencję. Obce mi są odżywki do brwi, henna czy kolorowe kosmetyki do ich stylizacji.
* SZYJA I DEKOLT- te dwa miejsca pomijam zarówno podczas balsamowania ciała, jak i kremowania twarzy, a przecież one też potrzebują troski i odpowiedniej dawki nawilżenia, abym jak najdłużej mogła je eksponować ;)
* STOPY- już tyle razy próbowałam wyrobić w sobie nawyk ich pielęgnowania: moczenia ich w wodzie z solą, ścierania tarką martwego naskórka, kremowania, itd. Udaje mi się przez kilka tygodni, góra miesięcy, a później wszystko szlak trafia... Za to o co tygodniowym malowaniu paznokci u stóp jeszcze nigdy nie zapomniałam :P

A jak to jest u Was :)?
Czytaj więcej »

Błyszczyk do ust Color Sensational Shine Gloss, Maybelline New York

sobota, 25 lipca 2015 54 komentarze
Obietnice producenta:
Długotrwały połysk oraz jednolite pokrycie kolorem, którym zabłyśniesz wszędzie, gdzie się pojawisz! Zawiera system Color Control i technologię Highlighting Color Serum dla uzyskania efektu wyjątkowego połysku. Formuła z witaminą E znanej z właściwości przeciw utleniających, aby chronić i odżywiać usta. 

6,8 g kosztuje ponad 20,00 zł, np. w Rossmannie
Moim zdaniem:
Powiem krótko, uwielbiam produkty do ust i mimo całkiem sporych zapasów nie umiem powstrzymać się przed kupnem kolejnych sztuk szminek, balsamów czy błyszczyków. Szczególnie, gdy jest na nie spora promocja, jak np. -40% jak to ostatnio bywa w Rossmannie ;) Właśnie w czasie trwania jednej z takich promocji skusiłam się na błyszczyk Color Sensational Shine Gloss od Maybelline New York.
Błyszczyk o lekkiej, nieklejącej i kremowej konsystencji oraz przesłodkim, landrynkowym zapachu został zamknięty w podłużnym, smukłym opakowanku zakończonym posrebrzaną nakrętką, pod którą znajduje się aplikator w postaci ściętej pod ukosem, miękkiej gąbeczki w różowiastym kolorze. Klasyczna gębeczka bardzo mi odpowiada, zawsze nabiera wystarczającą ilość kosmetyku i gładko sunie po ustach, równomiernie pokrywając je warstewką koloru. Szatę graficzną opakowania cechuje minimalizm i estetyka, co również bardzo mi odpowiada. 
Kolor, który posiadam to nr 150 pink shock, czyli cukierkowo- księżniczkowy róż bez zbędnych drobinek. Nałożony na usta, tworzy magicznie połyskującą taflę. Błyszcząca warstwa ściera się mniej więcej po godzinie, ale ciągle pozostaje warstwa koloru, który jakby 'wgryza się' w usta sprawiając, że kolor utrzymuje się jeszcze kilka godzin. Błyszczyk nie wysusza ust, nawilża je w małym stopniu, ale za to przyjemnie zmiękcza i wygładza. 
Co tu strzępić klawiaturę, błyszczyk od pierwszej aplikacji zawładnął moim makijażem i podbił moje serducho. Jest kolejnym po błyszczyku Wibo czy Bell, który chcę mieć we wszystkich dostępnych odcieniach :)
odcień 150 pink shock na ustach


PS. Mój ukochany laptopik wrócił z wakacji, więc mogę wrócić do blogosfery, a więc i do regularnego odpowiadania na Wasze komentarze :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Nawilżająca specjalistyczna kuracja do ciała Power Fruit, Evree

czwartek, 23 lipca 2015 39 komentarzy
Obietnice producenta:
Olejek do ciała- nawilżająca specjalistyczna kuracja do ciała do wszystkich rodzajów skóry. Zmień rutynową pielęgnację ciała na dwufazową pielęgnację specjalistyczną i zobacz jak głęboko nawilżone i odprężone będzie Twoje ciało. Działanie: intensywnie nawilża, rewitalizuje i odżywia, odpręża i łagodzi skórę, nadaj sprężystość i gładkość. Formuła olejkowa dobrze się wchłania. 

30 ml olejku kosztuje około 30,00 zł i dostępny jest on w większości drogerii, np. w Rossmannie
Moim zdaniem:
Wybaczcie moją chwilową nieobecność, ale mój laptop po kilku latach współpracy odmówił dlaszego posłuszeństwa i zażądał urlopu. No więc wysłałam go do komputerowego spa, gdzie od kilku dni jest poddawany różnym zabiegom mniej lub bardziej relaksującym, a ja zmuszona jestem do egzystencji przy pomocy starego rzęcha, który działa tak wolno, że nim załaduje się jedna strona, ja zdążę wyregulować sobie brwi u kosmetyczki :P No cóż, życie, jak to mówią. Dziś mam wolny wieczór, dlatego postaram się poodpowiadać na komentarze, a Was zostawiam z recenzją najnowszego olejku Evree :)
Olejek Power Fruit jest pierwszym od Evree, który ma dwufazową formułę. Górna jest mieszanką olejków, takich jak malinowy, winogronowy, jojoba, avocado i sezamowy, a dolna to kwas hialuronowy, którego zadaniem jest utrzymanie właściwego poziomu nawilżenia skóry, poprzez wiązanie wody. Przed użyciem obie warstwy należy ze sobą zmieszać, potrząsając buteleczką. Z ich połączenie powstaje przezroczysta, lekko oleista ciecz o subtelnym, zmysłowym, kwiatowo- słodkim zapachu.  Dużym zaskoczeniem w olejku jest to, że podczas aplikacji wcale nie zachowuje się jak olejek. Przy pierwszym użyciu pomyślałam sobie "kurczę, jakbym wcierała w skórę wodę" i to uczucie towarzyszyło mi do samego końca ( niestety, olejek dobił już dna, chlip... a tak na marginesie, to jak większość olejków Evree i ten popisał się niezłą wydajnością ). Kuracja szybko się wchłania, nie pozostawia uczucia lepkości, w ogóle nie ma w sobie za krzty oleisto- tłustej konsystencji. 
Marka jest konsekwentna w opakowaniach swoich produktów. Okrągła i przezroczysta buteleczka o pomarańczowym zabarwieniu zakończona jest białą nakrętką, którą należy nacisnąć z jednej strony, by z drugiej wychylił się dzióbek, przez który bezproblemowo przelewa się olejek. 
Olejek ma mieć działanie głównie nawilżające i z czystym sumieniem mogę to potwierdzić. Po kilku dniach stosowania go widać wyraźną poprawę w kondycji skóry: jest bardziej elastyczna, sprężysta i wygładzona. Kuracja likwiduje uczucie wysuszonej skóry, pozostawia ją odżywioną i miłą w dotyku. Nadaje jej ładnego kolorytu, fajnie nabłyszcza i wydaję mi się, że pięknie podkreśli wakacyjną opaleniznę. 
Recenzja jest pełna ochów i achów, bo olejek naprawdę na to zasługuje. Wiem, że się powtarzam, ale naprawdę jeszcze żaden olejek Evree mnie nie zawiódł, dlatego z przyjemnością polecam je dalej. Power Fruit oczywiście też :)
Czytaj więcej »

Niekończąca się opowieść, czyli moich kosmetycznych zachciewajek ciąg dalszy

poniedziałek, 20 lipca 2015 63 komentarze
1. Krem eliminujący zmiany trądzikowe o podwójnym działaniu, Effaclar Duo, La Roche Posay- czasami w swoich postach wspominam Wam, że ciągle męczę się z grudkowym trądzikiem, a Wy w swoich komentarzach polecacie mi różne specyfiki, jak właśnie ten krem. Zamierzam go sobie kupić bliżej jesieni, a na razie skrupulatnie zużywam te kremy, co mam. 
2. Lakier do paznokci w kolorze miętowym, Rich Color, Golden Rose- dwa dni temu chciałam pomalować sobie paznokcie na miętowy odcień i co się okazało? Że kurczę nie mam już tego koloru w swoich zbiorach :( A wakacje bez mięty na paznokciach, to nie wakacje przecież, prawda :P?
3. Kuracja do ust Kokosowe Pocałunki, Bomb Cosmetics- najpierw zauroczyło mnie opakowanie, a gdy doczytałam, że jest to balsam o kokosowym zapachu, to już więcej nie było mi trzeba :D
4. Stymulujące serum do rzęs, Revive Lashes, Floslek- ostatnio stwierdziłam, że moim rzęsom przydałaby się kuracja wzmacniająca, która przy okazji wspomogłaby wzrost moich króciutkich rzęs. To serum zbiera dobre recenzje, więc mój wybór padł właśnie na nie. 
5. Mineralny podkład, Lily Lolo- kolejny bardzo przez Was zachwalany kosmetyk, który chciałabym sprawdzić :) Mineralny podkład kusi mnie od dawna, ale zawsze wstrzymuje się z zakupem czekając aż wykorzystam te, które już mam.
6. Silikonowe jajeczko do czyszczenia pędzli, Brushegg- po tym jak kupiłam pędzel do podkładu Hakuro po głowie zaczęła krążyć mi myśl, że trzeba będzie czymś go czyścić. W tej samej chwili trafiłam na bardzo pozytywną recenzje tego oto uroczego jajeczka, co uznałam za znak, że jest mi ono pisane :P
7. Funkcjonalny krem na dzień, Super BB, Skin79- czyli prawdziwy, azjatycki krem BB, który zbiera dużo pozytywnych recenzji, a mnie aż ściska w żołądku z ciekawości jak on naprawdę jest ;)
Czytaj więcej »

Recenzja: Hialuronowy krem nawilżająco- normalizujący Hyaluron Plus, Norel dr Wilsz

piątek, 17 lipca 2015 62 komentarze
Obietnice producenta:
Ultralekki krem o delikatnej konsystencji dla skóry tłustej i mieszanej z objawami odwodnienia – szorstkością i łuszczeniem naskórka, przy równoczesnej nadprodukcji sebum. Skutecznie nawilża i uzupełnia niedobory wody w naskórku, bez obciążenia go tłustym filmem. Ogranicza skłonność do powstawania zaskórników i normalizuje wydzielanie sebum, dzięki czemu skóra mniej się przetłuszcza. Krem utrzymuje skórę optymalnie nawilżoną przez wiele godzin, pozostawiając ją wygładzoną, miękką i świeżą.  Receptura  kremu  zawiera  znane  z  działania  składniki  aktywne: 
hydroviton®PLUS (hialuronian sodu, składniki NMF – mocznik, sodium PCA, mleczan sodu oraz sacharydy) – kompleks długotrwale nawilżający, nasyca skórę substancjami silnie higroskopijnymi, które zatrzymują i wiążą wodę  w  naskórku;
ceramidy roślinne – odtwarzają i uzupełniają naturalne lipidy cementu międzykomórkowego warstwy rogowej naskórka. Uszczelniając cement zapobiegają ucieczce wody z naskórka (TEWL), nawilżają i wygładzają;
wyciągi z liści rozmarynu, kory wierzby i brzozy  –  działają  ściągająco, bakteriostatycznie i wygładzająco. Poprawiają koloryt cery i normalizują czynność  wydzielniczą  gruczołów  łojowych;
alantoinę  –  nawilża  i  łagodzi  podrażnienia.

50 ml kremu kosztuje 49,00 zł w sklepie internetowym producenta
Moim zdaniem:
Jak wiecie jestem posiadaczka mieszanej cery z tendencją do niedoskonałości ( głównie w postaci grudek ), którą w czasach naiwnej młodości wysuszałam przy pomocy 'pielęgnacyjnych' kosmetyków z alkoholem w składzie- tego mogłyście już nie wiedzieć i chociaż ta wiedza na nic się Wam nie przyda, to i tak jesteście już o nią 'bogatsze' :P Ale wracając do meritum tego ( przy )długiego wstępu, nie jestem już ani taka młoda ani taka naiwna i dobrze wiem, ze mojej cerze potrzebna jest też odpowiednia dawka nawilżenia, którą mają jej zapewnić przede wszystkim stosowane przeze mnie kremy. O jednym z nich chciałabym Wam właśnie napisać :)
Do białego kartonika z srebrnymi i niebieskimi akcentami schowany został szklany słoiczek o pojemności 50 ml. Słoiczek zakręcany jest na posrebrzaną nakrętkę, a jego uzupełnienie stanowi plastikowe, białe wieczko z wytłoczoną nazwą producenta, chroniące produkt przed zanieczyszczeniami. Na wspomnianym kartoniku, owiniętym dodatkowo zabezpieczającą folią, wypisane są wszystkie najistotniejsze informacje. Słoiczek z kremem stanowi niewątpliwą ozdobą toaletki, albowiem jest niezwykle eleganckie i luksusowe w swej prostocie.
Krem w kolorze złamanej bieli ( w rzeczywistości, bo na zdjęciu wyszedł biały jak śnieg ) jest bezzapachowy i tak jak zapewnia producenta ma lekką, delikatną konsystencję, która pod wpływem ciepła palców aż ślizga się po skórze, otulając ją eteryczną powłoczką i natychmiastowo zmiękczając. Krem wchłania się bardzo szybko, nie powoduje żadnego dyskomfortu, nie obciąża skóry tłustym filmem, a co najważniejsze, na co w ostatnim czasie zaczęłam zwracać większą uwagę, nie przyczynia się do utleniania się podkładów, a tym samym do ich ciemnienia na skórze.
Jest to krem przeznaczony zarówno na dzień, jak i na noc. Przeważnie używam go właśnie rano, ale wieczorami też zdarza mi się po niego sięgnąć. Już pierwsza jego aplikacja zapewniła mojej skórze odpowiednią dawkę długotrwałego nawilżenia, a systematyczne jego wklepywanie w widoczny sposób znormalizowało wydzielanie sebum, dzięki czemu moja skóra mniej się przetłuszcza i świeci, głównie na brodzie i trochę mniej na czole. Krem kompleksowo dba o moją cerę, pozostawiając ją miękką i aksamitną w dotyku, wygładzoną i delikatnie rozjaśnioną. Pozytywnie wpływa też na jej koloryt, lekko go wyrównując, dzięki czemu wygląda nieco zdrowiej.
W czasie tych kilku tygodni stosowania, krem w żaden sposób nie przyczynił się do pogorszenia stanu mojej cery, nie zapchał, nie uczulił ani nie podrażnił. Dobrze współpracuje z podkładami, stanowiąc przyjemną bazę pod makijaż. Kosztuje 49,00 zł i uważam, że nie jest to wygórowana cena, że jest jej wart. Wywiązał się z obietnic producenta, tym samym spełniając moje oczekiwania, a to przecież właśnie chodzi :)
Czytaj więcej »

Urocza niezapominajka

wtorek, 14 lipca 2015 64 komentarze
nr 101, Matte Velvet, Golden Rose
Czytaj więcej »

Recenzja: Perfumy Nicole

sobota, 11 lipca 2015 43 komentarze
Obietnice producenta:
Perfumy Nicole dla kobiet spowodują, że poczujesz się magicznie i wyjątkowo, a zarazem dodadzą Ci otoczki tajemniczości i kobiecości. W ofercie proponujemy perfumy o unikalnych, trwałych i wyjątkowych zapachach. Produkty Nicole to odpowiedniki markowych, oryginalnych perfum.

perfumy dostępne są w sklepie internetowym Nicole lub na stoiskach, które można spotkać w centrach handlowych
Moim zdaniem:
UWAGA, UWAGA! Tego na moim blogu jeszcze nie było! Mam zaszczyt zaprosić Was nie na recenzję kolejnego balsamu do ciała ani płynu micelarnego, nie będzie to też wpis poświęcony nowemu błyszczykowi do ust. Ta recenzja będzie jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna, albowiem będzie to recenzja PERFUM od marki Nicole! :)
Wśród dostępnych na stronie internetowej Nicole zapachów wybrałam nr 004, który ma być odpowiednikiem kultowych i moich ukochanych perfum Cocco Chanel Mademoiselle. Jest to zapach z grupy kwiatowej ( jest jeszcze grupa perfum zmysłowych i świeżych ), w skład którego wchodzi: wetyweria, pomarańcza, jaśmin, fasola tonka, mandarynka, piżmo, róża, paczula, bergamotka, ylang ylang, opoponax, mimoza oraz wanilia. Warto bym w tym miejscu wspomniała, iż wszystkie zapachy oferowane przez Nicole mają tak dokładnie rozpisane nuty zapachowe ;)
Buteleczka wykonana jest z mlecznego szkła, w środku niej znajduje się klarowna ciecz. Przezroczysty flakon umożliwia podglądanie, ile perfum jeszcze nam zostało. U wylotu znajduje się sprawnie działający, pozłacany atomizer, który po naciśnięciu, bez kapania, rozpyla otulającą, gęstą zapachową mgiełkę. Kropką nad i flakonu jest dobrze dopasowana czarna nakrętka, tj. nie lata luźno, nie spada i nie musimy jej szukać w torebce czy kosmetyczce. Buteleczka z perfumami jest poręczna, niewielkich rozmiarów i zmieści się nawet w niedużej, wieczorowej torebce.
Jak wcześniej nadmieniłam, wybrałam zapach, który miał być synonimem Cocco Chanel Mademoiselle. Nie jest to jednak taki sam, dobrze mi znany i przeze mnie wielbiony zapach, choć trochę go przypomina. Trochę obawiałam się, że w tak niedrogim zapachu będzie czuć alkoholową nutę, ale moje obawy okazały się niezasadne. Perfumy są eleganckie, zmysłowe, wyraziste, ale trochę ciężkie, dlatego, moim zdaniem, nie jest to propozycja na letnie, upalne dni. Jest to raczej zapach wpisujący się w jesienno- zimową aurę lub na specjalną, wieczorową okazję. Na skórze utrzymuje się do kilku godzin, po upływie których można go odświeżyć. Początkowo wyczuwalny jest intensywniej, dopiero z czasem zaczyna się rozwijać, przechodząc w delikatniejsze nuty. 
30 ml, czyli tyle ile ma mój flakonik, wybranego zapachu kosztuje tylko 24,99 zł ( zapachy dostępne są aż w 12 różnych pojemnościach i cenach, od 13,99 zł za 9 ml buteleczkę po 550,00 zł za litrową butle ), więc naprawdę niewiele, tym bardziej, że zapach jest bardzo wydajny. Nicole ma w swojej ofercie ponad 140 zapachów, damskich i męskich, także jest w czym wybierać, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie :)
Czytaj więcej »

Na wesoło o MintElegance

czwartek, 9 lipca 2015 68 komentarzy
czyli moja skromna osoba ukazana na kilku obrazkach wynalezionych w Internecie :D
macie może pomysł :P?
po trailerach powinny dopełniać mi popcorn, bym miała co chrupać na filmie :P 
 święta racja :P
 no właśnie...
 nigdy mi nie wyszedł...
 ale i tak kupię jakąś szmatkę :P
 taka prawda :P
 bardzo dobrze to znam :P
 tego nie muszę komentować :D
 i przekleństwa same cisną się na usta :P
 i Chodakowska mogłaby się schować :P
 dlatego nie lubię siebie na zdjęciach, bo ja zawsze słodko wyglądam i zawsze zdjęcie mi nie wychodzi :P
 mam magiczną szafę :D
szczególnie w te upały :P
przepraszać nie będę :P


Niby śmiesznie, ale jednak kurczę tak prawdziwie :P


PS. Jeśli spodobał Wam się ten post, to wiecie- mam w zanadrzu więcej takich obrazków :D
Czytaj więcej »

Ziołowy tonik oczyszczający do cery tłustej z szałwią lekarską, Fitomed

wtorek, 7 lipca 2015 75 komentarzy
Obietnice producenta:
Tonik wygładza i rozjaśnia skórę, zamyka pory. Łagodzi objawy trądziku grudkowo - krostkowego.

Skład dla zainteresowanych: Aqua, Herbal Extract, Glycerin, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Propylene Glycol, Allantoin, Panthenol, Alcohol, Fragrance, Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinone.

200 ml kosztuje około 10,00 zł w aptekach lub drogeriach internetowych

Moim zdaniem:
Witam w ten (prze)słoneczny, (prze)upalny lipcowy poranek! Od dwóch godzin, po trzech godzinach snu ( panujące upały nie pozwalają mi spać ), jestem na nogach. Zdążyłam zrobić rundkę rowerem po okolicznych wsiach ( tak, w końcu zebrałam swoje zacne cztery litery i zaczęłam uprawiać coś, co zwie się aktywnością ruchową! ), zrobić małe zakupy w Biedronce ( tak małe, że siatka prawie mi pękła ), a teraz z nogami na biurku i wieeelką szklanką mrożonej kawy piszę dla Was recenzję toniku z szałwią lekarską Fitomed :)
W prostej buteleczce znajduje się 200 ml toniku o brązowym zabarwieniu, który po otwarciu należy zużyć w ciągu 6 miesięcy. Opakowanie zakończone jest białą nakrętką z klapką, pod nią zaś ukryty jest niewielki otworek, dozujący odpowiednią ilość toniku, który tak nawiasem ‘mówiąc’ jest mega wydajnym kosmetykiem- tonik jest ze mną grubo od ponad miesiąca, używam go codziennie, czasami po kilka razy, a w buteleczce nadal jest połowa.
Tonik pachnie jak ziołowa herbatka. Jak wiecie ziołowe zapachy kosmetyków nie należą do moich ulubionych, chociaż woń toniku jest całkiem przyjemna, ale przecież nie o zapach chodzi, tylko o działanie ;) A jest ono krótko mówiąc świetne! Fajnie oczyszcza, tonizuje i odświeża moją mieszaną cerę z tendencją do niedoskonałości, przygotowując ją na aplikacje pozostałych kosmetyków pielęgnacyjnych. Tonik sam w sobie jest łagodny, nie powoduje podrażnień ani mało lubianego przeze mnie uczucia ściągnięcia skóry. Dzięki zawartości nagietka oraz d-pantenolu moja skóra ma zapewnioną dawkę nawilżenia,  jest także miękka i gładka w dotyku, delikatnie rozjaśniona i jakaś taka... czystsza :)
Głównym zapewnieniem producenta, które też skusiło mnie do wypróbowania tego toniku ( oprócz Waszych pozytywnych recenzji ;), jest to, że produkt łagodzi objawy trądziku grudkowo- krostkowego, który to osadził się na mojej żuchwie i tak jak panujący upał, spędza mi sen z powiek. W tej kwestii jest niewielka poprawa i bądźmy szczerzy- liczyłam na lepsze efekty, tym bardziej, że stosuję tonik w duecie z żelem z tej samej serii. Mam jednak nadzieję, że po kolejnych kilku miesiącach systematycznego stosowania będę mogła pochwalić się Wam licem bez ani jednej krostki ;)
Cóż mogę więcej dodać na koniec, jest to naprawdę bardzo dobry tonik o świetnym składzie, mega wydajności, a co ważniejsze naszej polskiej, rodzimej marki. Tak jak zdążyłam już wspomnieć, z tej serii mam jeszcze żel do mycia twarzy, którego recenzji też możecie się spodziewać, a w planach bliższe zapoznanie się z pozostałymi kosmetyki, w szczególności z kremami do buzi, bo kurczę jakoś polubiłam tę markę :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Wygładzający szampon do włosów, Just

niedziela, 5 lipca 2015 58 komentarzy
Obietnice producenta:
Dzięki zawartości składników pielęgnacyjnych takich jak wyciąg z czarnego owsa i lecytyna roślinna szampon wyrównuje szorstką strukturę włosów i chroni je przed utratą wilgoci. Po jego użyciu włosy są wygładzone, miękkie i lśniące. Olejki eteryczne działają pobudzająco na skórę głowy i wspomagają zdrowy wzrost włosów.

250 ml kosztuje 89,00 zł, o tym gdzie można kupić ten i inne kosmetyki Just poczytacie tutaj
Moim zdaniem:
Moje włosy mają tendencję do elektryzowania się i puszenia, więc wszelkie wygładzające kosmetyki są nieodłącznym elementem ich pielęgnacji. Częściej są to maski i odżywki niż szampony, ale jeden taki w dość niepozornej butelce też znalazł się w mojej łazience, stąd dzisiejsza jego recenzja :)
W białej, spłaszczonej butelce znajduje się 250 ml przezroczystej konsystencji. Zakręcana jest na prostą nakrętkę z wieczkiem, pod którym kryje się mała dziurka, przez którą szampon swobodnie przepływa. Butelka została wykonana z twardego tworzywa i wyciśnięcie z niej produktu wymaga niemałej siły, szczególnie gdy zaczyna dobijać dna. I tak jak wspomniałam we wstępie, butelka jest na tyle niepozorna i ma tak skromną szatę graficzną, że gdyby stała na drogeryjnej półce wśród tych wszystkich kolorowych, świecących, rzucających się w oczy opakowań innych producentów, to chyba umknęłaby mojemu bystremu oku :P
Szampon ma bezbarwną, odpowiednio gęstą konsystencję i bardzo przyjemny ziołowo-kwiatowy zapach. W kontakcie z wodą, nawet niewielka ilość szamponu tworzy obfitą, ale delikatną dla włosów pianę. 
A teraz najważniejsza część recenzji, czy opis tego jak szampon działa :) Po pierwsze, całkiem nieźle myje, odświeża i oczyszcza włosy z zanieczyszczeń oraz produktów, których od czasu do czasu zdarza mi się użyć do utrwalenia fryzury, czyli głównie lakieru do włosów. Ponadto zostawia włosy bardzo dobrze nawilżone oraz zgodnie z samą nazwą szamponu, odpowiednio wygładzone. Już po pierwszym myciu, włosy stają się przyjemnie miękkie w dotyku, sprężyste oraz zyskują zdrowy połysk. Na koniec dodam jeszcze, że szampon nie podrażnia skóry głowy, nie powoduje jej swędzenia, nie przyczynia się do powstawania łupieżu ani też nie plącze włosów. 
Kosmetyki Just nie należą do najtańszych, ale na własnych włosach ( dla przypomnienia testowałam jeszcze balsam pielęgnacyjny z olejkiem z czarnej jagody, o którym pisałam w tym poście ) przekonałam się, że są warte swojej ceny. Tym bardziej, że są to produkty bardzo wydajne. 
Czytaj więcej »

Poszły na dno, czyli czerwcowy projekt denko

piątek, 3 lipca 2015 62 komentarze
1. Żel myjący normalizujący na dzień i na noc, Liście Manuka Ziaja- recenzja tutaj
2. Zmywacz do paznokci, Isana- mój niekwestionowany ulubieniec!
3. Czekoladowy krem pod prysznic, Bingo Spa- recenzja tutaj
4. Wygładzający szampon do włosów z czarnym owsem i wanilią, Just- recenzja jeszcze w lipcu!
5. Szarlotkowe masło do ciała, Sweet Secret Farmona- posiada intensywny zapach, który z czasem może okazać się męczący, dlatego nie używałam go codziennie. Co do działania, to fajnie nawilża i wygładza skórę, ale miałam wrażenie, że im dłużej je stosowałam, tym mniejsze właściwości pielęgnacyjne wykazywało. 
6. Odżywcza maska do dłoni i paznokci do stosowania na noc, Laura Conti- recenzja tutaj
7. Marokańska glinka ghassoul, Zrób Sobie Krem- moja buzia lubi glinki, więc rozpieszczam ją nimi tak często jak tylko mogę. Glinka ghassoul przyjemnie nawilża, wyrównuje koloryt skóry, delikatnie rozjaśnia przebarwienia i zaczerwienienia. Najbardziej lubię ją rozrabiać z olejkiem, np. arganowym, wtedy efektu są jeszcze lepsze. 
8. Kolagenowe serum do rąk intensywnie rewitalizujące, Active Lifting Prestige- przyjemny krem do rąk, który zniweluje uczucie suchości i szorstkości, wygładzi i optymalnie nawilży dłonie, ale polemizowałabym na temat obiecanej przez producenta intensywnej rewitalizacji. 
9. Krem do biustu ujędrnianie i modelowania, Body Diet 24 Soraya- bardzo fajne serum do pielęgnacji biustu. Ma świetną konsystencję, szybko się wchłania, nie pozostawia uczucie lepkości, nie brudzi, można od razu po wsmarowaniu założyć bieliznę. Bardzo dobrze nawilża, poprawia jędrność i sprężystość oraz sprawia, że skóra biustu jest przyjemniejsza w dotyku. Czuję, że skuszę się na ten krem jeszcze nie raz ;)
10. Oczyszczający tonik antybakteryjny, Young Care Bandi- recenzja tutaj
11. Antyperspirant, Garnier Mineral- patrzy punkt 2 ;)
12. Płyn micelarny 3 w 1 z rumiankiem, Green Pharmacy- recenzja wkrótce
13. Cukrowy peeling do ciała złuszczająco- wygładzający, Paloma Body Spa- peeling o cudownie różowym kolorze i tropikalnym zapachu. Odpowiednio ostry, z dużą zawartością złuszczających drobinek, świetnie radzi sobie ze ścieraniem martwego naskórka, dzięki czemu skóra jest gładka i sprężysta, a także dobrze nawilżona, ale to już zasługa zawartego w peelingu olejku macadamia. 
14. Arbuzowy balsam do ust, Laura Conti- recenzja tutaj
15. Regenerująca maska do włosów z olejem arganowym i jedwabiem, Romantic Professional- maskę kupiłam w Biedronce za śmieszne pieniążki, bo jeśli dobrze pamiętam kosztowała około 8,00 zł, a jej działanie pozytywnie mnie zaskoczyło. Po pierwsze, maska dobrze zmiękcza włosy i dyscyplinuje je bez jednoczesnego ich obciążania. Ułatwia rozczesywanie włosów, dodaje im ładnego blasku, sprawia, że są milsze w dotyku. Dla mnie za taką cenę nic więcej nie potrzeba. 
Czytaj więcej »

Czerwiec na zdjęciach

środa, 1 lipca 2015 56 komentarzy
 sezon na truskawki trwa! | taka piękna, a mojego rozmiaru brak :( | konkursowe upięcie, niestety nie udało mi się wygrać... | przeczytane w czerwcu
 nowe kolory | przerwa obiadowa | sportowa elegancja, czy tak można nazwać mój styl? według stylistki tak ;) | drogę na katowickie lotnisko mam obcykaną chyba ze wszystkich stron
 kilka nowości w domowej biblioteczce | być w Porcie Łódź i nie wejść do Ikei? niemożliwe! | przerwa pomiędzy zakupami. tak na marginesie to letnie smaki kaw w Tchibo nie są takie dobre | nr 25
 będzie placek. z truskawkami jakby ktoś się nie domyślił :P | słonik z Sandomierza, na szczęście od M. | cisza przed burzą, dosłownie | napis w sklepowej przymierzalni tak bardzo odzwierciedlający mnie ;)
 moje małe uzależnienie | trójwymiarowa zakładka do książki przyleciała specjalnie dla mnie aż z Majorki | taki śliczny, że chyba go zachachmęcę z klatowego parapetu :P | pomysłowa doniczka 
taki sam zakątek chciałabym mieć w swoim ogrodzie | moja mama nadal nie może wyjść z szoku, że jej córka chodzi w sukienkach :P | tyyyle szczęścia w jednym kartonie | ponad 20 książek za nieco ponad 100,00 zł, to się nazywa interes :D
czereśnie. i teraz mogę pracować | stylizacja z żelazkiem w tle :P | tym razem nie oparłam się promocji | nowości kosmetyczne
małe zakupy w Golden Rose | gramy w pociągi | zakupy na Zalando, a co kupiłam zobaczycie tu | ostatnio kupiłam foremki do lodów, pierwsze jakie zrobiłam to jagodowo- truskawkowe :)
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.