Recenzja: Szampon tatarako-chmielowy do włosów łamliwych i zniszczonych, Barwa

środa, 30 września 2015 39 komentarzy
Obietnice producenta:
Odkryj magiczną moc ziół! Barwa Ziołowa to linia kosmetyków oparta na dobroczynnym działaniu naturalnych składników. To seria, której receptury zostały zaczerpnięte z tradycyjnej, ludowej mądrości.
  • ekstrakt z tataraku – bogaty w witaminy i składniki mineralne wzmacnia włosy i zapobiega ich wypadaniu,
  • ekstrakt z chmielu – siła odżywczych składników odbudowuje zniszczone włosy i zapobiega ich łamaniu.
250 ml szamponu w sklepie Barwy kosztuje tylko, UWAGA, tylko 3,99 zł 
Moim zdaniem:
Ostatnio przejrzałam archiwum z kilku ostatnich miesięcy i zauważyłam, że dawno nie było typowo włosowego wpisu, dlatego dziś zapraszam Was na recenzję ziołowego szamponu :)
Nie wiem jak Was, ale mnie design butelki z szamponem nie powala na kolana. Ot, zwykła plastikowa butelka o mocno ciemnych ściankach, delikatnie zwężająca się ku górze, gdzie znajduje się, również plastikowa, nakrętka z zamknięciem typu klik. Po podważeniu zatyczki, naszym oczom ukazuje się nieduża dziurka, przez którą szampon łatwo wypływa, zawsze w odpowiedniej ilości, nigdy za wiele, więc nic się nie zmarnuje.  
Jak widać na wyżej załączonym zdjęciu, produkt Barwy jest... bezbarwny :P Poza tym ma ziołowy zapach ( phi, jakby mógł pachnieć jakoś inaczej, skoro jest tatarakowo- chmielowy :P ), a konsystencją nie różni się od innych szamponów. W kontakcie z wodą bardzo dobrze się pieni, fajnie rozprowadza się po włosach, zaś jego wydajność określiłabym jako standardową. 
Teraz najważniejsze, czyli działanie! Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy z codziennych zanieczyszczeń, a także domywa produkty użyte do stylizacji czy suche szampony. Po umyciu włosy są puszyste i ładnie się błyszczą. Nie wysusza włosów ani ich nie nawilża, ale też nie takie jest jego zadanie. Główną jego powinnością ma być wzmocnienie łamliwych i zniszczonych włosów i choć zużyłam już prawie całą butelkę, to mimo najszczerszych chęci nie widzę, aby moje włosy mniej się łamały czy też wypadały, za co produkt niestety łapie u mnie minusa. 
Mimo nie do końca spełnionych obietnic producenta, z szamponu jestem nawet zadowolona, ale bez większego entuzjazmu. Jest to poprawny szampon, który dobrze umyje i odświeży włosy, a także nieco przedłuży ich świeży wygląd i który w dodatku kosztuje tyle, co tabliczka czekolady Milki z kawałeczkami ciasteczek Oreo- chociaż gdybym miała wybierać, to wolałabym jednak tabliczkę czekolady :P
Czytaj więcej »

Jak znaleźć czas na czytanie książek?

poniedziałek, 28 września 2015 27 komentarzy
Mimo że ostatnimi tygodniami mam na głowie tyle spraw, że czasami nie wiem w co ręce włożyć, to nie wyobrażam sobie, by w tym natłoku zajęć i obowiązków nie wygospodarować choćby chwili na lekturę. Wiem, że przy dobrej organizacji czasu jest to naprawdę możliwe, co w dzisiejszym wpisie postaram się udowodnić, sprzedając Wam moje patenty na czytanie książek :)
1. CZYTAM WSZĘDZIE, GDZIE SIĘ DA
Najbardziej lubię czytać w domowym zaciszu, jeszcze lepiej gdy jestem opatulona kocykiem i w zasięgu ręki mam kubek z ulubioną herbatą :) Mimo to poza domem też nie rozstaję się z książką, zawsze jakąś przy sobie mam, co pozwala mi na czytanie w każdym miejscu: w kolejce do lekarza, w podróży czy też czekając na spóźnioną koleżankę.
2. ZACZYNAM I KOŃCZĘ DZIEŃ Z KSIĄŻKĄ
Od zawsze wstaję przed pianiem koguta, więc rano mam czas na czytanie, dlatego też pierwszą rzeczą, jaką robię po przebudzeniu jest wysłanie sms-a do narzeczonego ;) i jednoczesne sięgnięcie po książkę, którą aktualnie czytam. Tak samo robię wieczorem, tuż przed snem. 
3. WYŁĄCZAM TZW. ROZPRASZACZE
Wiecie jak to jest- robicie coś i kątem oka widzicie migającą ikonkę wiadomości na Facebook'u lub nowy komentarz na blogu. Odczytujecie, odpisujecie, przy okazji przypomnij się Wam, że miałyście sprawdzić stan konta bankowego, pocztę, Instagrama i nagle, tak niepostrzeżenie jedna krótka chwila zmienia się w godzinę... Dlatego, gdy biorę książkę do ręki, wyłączam nie tylko komputer, ale również telewizor i ściszam dźwięki w telefonie. 
4. PLANUJĘ, JAKIE KSIĄŻKI CHCĘ PRZECZYTAĆ
Ostatnio zaczęłam praktykować planowanie tego, jakie książki chcę przeczytać w danym miesiącu. Początkowo myślałam, że pomysł ten szybko spali na panewce, ale o dziwo stosik lektur czekających na przeczytanie działa na mnie bardzo mobilizująco i pomaga jeszcze bardziej mi się zorganizować :)

Ponoć statystyczny Polak czyta jedną książkę w ciągu całego roku! Dla mnie to przerażająca statystyka i skrupulatnie staram się ją zawyżać. Wzięłam nawet udział w ogólnopolskiej akcji "52 książki w 52 tygodnie" ( na dzień dzisiejszy przeczytałam 57 książek ;), chociaż tak naprawdę cel ilościowy jest najmniej ważny- ja po prostu kocham czytać i będę to robić zawsze, każdego dnia, bo dla mnie dzień bez książki jest dniem straconym :)
Czytaj więcej »

O usuwaniu zmarszczek kwasem hialuronowym

piątek, 25 września 2015 39 komentarzy
Mając mniej niż 25 lat i kupując nowy kosmetyk do twarzy nie zwracałam uwagi czy ma działanie przeciwzmarszczkowe. Teraz, gdy bliżej mi do trzydziestki niż dalej coraz częściej patrzę na to, aby stosowane przeze mnie produkty do pielęgnacji skóry twarzy wykazywały właściwości anty zmarszczkowe. Jednym z moich faworytów w tej kwestii jest powszechnie znany kwas hialuronowy, o którym mam dzisiaj dla Was kilka słów :)
Kwas hialuronowy zwany jest też eliksirem młodości. Jest to naturalnie występująca w naszym organizmie substancja w postaci soli sodowej, której podstawowym zadaniem jest wiązanie wody, a co za tym idzie kwas ten odpowiedzialny jest za nawilżenie naszej skóry, a także jej gładkość i sprężystość. Każdego dnia około 30% tego kwasu ulega rozpadowi, a na jego miejscu pojawiają się nowe jego cząstki. Jednak, jak same dobrze wiecie, z wiekiem ilość kwasu hialuronowego w naszym organizmie zmniejsza się, przez co dochodzi do degeneracji tkanek, w których się znajduje. Dlatego też należy uzupełniać kwas hialuronowy od zewnątrz, np. za pomocą kremów, suplementów diety lub też zastrzyków. Ten ostatni sposób jest najbardziej znany w medycynie estetycznej, na pewno nie jedna Was chociażby słyszała o wypełnianiu zmarszczek właśnie tym kwasem. W usuwaniu zmarszczek jest najbardziej popularny, albowiem jak wspomniałam wcześniej, naturalnie występuje w ludzkim organizmie, a więc jest bezpieczny i nie wywołuje żadnych reakcji alergicznych. Jednak nie wszyscy mogą sobie pozwolić na zabieg z wykorzystaniem „eliksiru młodości”, głównymi przeciwwskazaniami są: ciąża, karmienie piersią, nadwrażliwość na kwas hialuronowy, skłonność do powstawania blizn przyrostowych, stany zapalne skóry typu trądzik.

W zależności od tego, jaka część twarzy zostanie poddana zabiegowi i jaki efekt zadowoli nas najbardziej, podaje się kwas o różnej gęstości.  Aby zniwelować kurze łapki, zmarszczki na czole lub te nosowo-wargowe i wargowo-bródkowe wstrzykuje się kwas hialuronowy o małej lub średniej gęstości. Najrzadszą jego postać stosuje się przy wykonywaniu mezoteriapii igłowej, która ogólnie odmładza skórę twarzy. Istotne jest, aby wykorzystywany w zabiegach kwas hialuronowy był całkowicie zgodny z naszym własnym, przez co my jako pacjentki nie zostaniemy narażone na żadne powikłania.
Kwas hialuronowy stosowany do wygładzania zmarszczek ma postać krystalicznego i bardzo plastycznego żelu.  Poza działaniem wypełniającym, silnie stymuluje skórę i pobudza ją do regeneracji, dzięki czemu po wchłonięciu zmarszczki są już na ogół płytsze niż przed zabiegiem.
Godzinę przed zabiegiem miejsca, w które chcemy wypełnić kwasem należy posmarować kremem, który w swoim składzie zawiera środek znieczulający, np. dostępną na receptę maść Emla. Wypełniacz jakim jest kwas hialuronowy podaje się za pomocą bardzo cieniutkiej igiełki pod- lub śródskórnie wzdłuż zmarszczki powodując jej wypełnienie. Po wstrzyknięciu żelu w linię zmarszczki preparat wiąże wodę i powiększa objętość danej okolicy wygładzając zmarszczki.
Zabieg wypełnienia zmarszczek kwasem hialuronowym trwa około 30 minut, a efekt widoczny jest natychmiast i utrzymuje się minimum 6 miesięcy. Bezpośrednio po zabiegu skóra może być nieco opuchnięta i zaczerwieniona, ale objawy te przeważnie ustępują po kilku godzinach. Trwałość efektu zależy głównie od gęstości i stopnia czystości wypełniacza- im gęstszy i bardziej oczyszczony, tym dłużej kwas hialuronowy pozostanie w skórze. Po upływie tego czasu kwas ulega całkowitemu wchłonięciu się i zabieg trzeba powtórzyć.
Ja się chyba kiedyś w przyszłości skuszę, a Wy ;)?

PS. Więcej o kwasie hialuronowym, o tym jak działa i innych jego właściwościach poczytacie w tym artykule.
Czytaj więcej »

Recenzja: Olej arganowy, Biotanic

wtorek, 22 września 2015 42 komentarze
Obietnice producenta:
Czysty, tłoczony na zimno olej arganowy pozyskiwany jest z owoców rzadkiego drzewa (arganii żelaznej), rosnącego tylko w najczystszych rejonach Maroka! Wysoko skoncentrowany olej zawiera prawie 100 aktywnych składników o działaniu nawilżającym, regenerującym i ochronnym – m.in. niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT), izoflawony, skwalan, witaminy E i F oraz wiele innych aktywnych biologicznie składników. O niezwykłych właściwościach oleju może świadczyć fakt, że aby pozyskać jeden litr tego cennego surowca, trzeba zużyć aż 30kg owoców! Dzięki wysokiej zawartości przeciwutleniaczy olej arganowy najeży do najskuteczniejszych kosmetyków o działaniu ochronnym! Codzienne stosowanie kosmetyku chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, które powstają na skutek działania promieni słonecznych, zanieczyszczeń i niezdrowego trybu życia. Olej jest w 100% naturalny - nie zawiera konserwantów oraz innych dodatków!

50 ml olejku w sklepie internetowym Biotanic kosztuje 46,00 zł, dostępny jest również stacjonarnie w tych sklepach
Moim zdaniem:
Oleje od niedawna goszczą w mojej codziennej pielęgnacji, bo dopiero od mniej więcej roku. I chociaż przetestowałam ich kilka i jeszcze jest wiele, które chcę wypróbować, to najczęściej powracam do oleju arganowego, którego wielofunkcyjność zadowoli nawet najbardziej wymagającą konsumentkę :) 
Olejek arganowy, zwany też Złotem Maroka, otrzymałam kilka tygodni temu do marki Biotanic. Jest to 100% naturalny olej, bez konserwantów i innych niepotrzebnych dodatków. Zamknięty został w szklanej buteleczce o pojemności 50 ml, której zakończenie stanowi posrebrzana nakrętka z pipetką, znacznie ułatwiającą aplikację oraz wpływającą na dużą wydajność produktu, ponieważ zawsze nabiera odpowiednią ilość olejku. Buteleczka jest bardzo ładna, swoim minimalizmem i estetyką cieszy oko. Została dodatkowo schowana w kartonowe pudełeczko, na którym wypisane zostały wszystkie istotne informacje na temat produktu. Olejek ma żółty kolor, orzechowy zapach i tłustawą konsystencję, jak to na olej przystało ;)
Jak napisałam na wstępie, Złoto Maroka jest olejem wielofunkcyjnym, doskonale sprawdza się nie tylko w pielęgnacji twarzy, ale również włosów, ciała i paznokci. Na własnej skórze przekonałam się, że świetnie zastępuje kremy do twarzy, balsamy do ciała, olejki do kąpieli, odżywki do paznokci i skórek czy też sera (??) na końcówki włosów:
* ze względu na tłustość olejku, w pielęgnacji twarzy używam go zamiast kremu na noc lub też dodaję kilka kropel do maseczki, wzmacniając jej działanie. W przypadku mojej skóry, olej wchłania się błyskawicznie, dosłownie jakby go spijała, czego efektem jest nawilżona, ujednolicona i mięciutka skóra. 
* zaczęłam stosować manicure hybrydowy w domowym zaciszu ( o tym też będzie wpis :) i po każdym zdjęciu lakieru, wcieram w płytkę i skórki wokoło paznokci kroplę tego olejku, dzięki czemu są super nawilżone oraz odżywione, skórki nie zadzierają się i w ogóle paznokcie ładnie i zdrowo wyglądają.
* kilka kropli Złota Maroka wpuszczam też do wanny pełnej wody. Zabieg ten sprawia, że po kąpieli ciało jest fantastycznie natłuszczone, odżywione, a także uelastycznione, zmiękczone i wygładzone. Olej godnie zastępuje też balsamy do ciała, dbając nawet o najbardziej suchą skórę. 
* w pielęgnacji włosów, olejku używam bardzo oszczędnie i stosuję go tylko na końcówki, głównie w celu ich zregenerowania. Olej arganowy ładnie je 'skleja", co sprawia, że zdrowo wyglądają.
Co tu dużo pisać, olejek arganowy zajął honorowe miejsce wśród moich kosmetyków. Polubiłam go nie tylko ja, ale też moja mama i wiem, że niejedna z Was również pała do niego dużą sympatią :) Ale nie ma się co dziwić, bo jest to naprawdę rewelacyjny produkt! 
Czytaj więcej »

Na wesoło o MintElegance, część II

sobota, 19 września 2015 51 komentarzy
Ostatni tego typu wpis ( dla przypomnienia ten tutaj ) bardzo Wam się spodobał, dlatego mam dziś dla Was drugą jego część, być może nie ostatnią, bo Internet to niekończące się źródło śmiesznych obrazków opisujących autorkę tego bloga :P
 i tak każdego dnia...
i weź się tu kobieto nie zdenerwuj
 ...bo podobno jest strasznie niesmaczna :P
 eh, te moje egzystencjalne problemy :P
 nawet nie wiem jak to skomentować... why?!
 to samo tyczy się bloga, instagrama, itp. itd. :P ale nikt tego u mnie w domu nie rozumie :P
 dlatego już nie oglądam tej bajki :P
magia, po prostu magia...
 a on jeszcze tego nie wie :P
 robiłeś? ja nadal tak robię :P
 ja też robię taką minę na słowo 'jedzenie' :P
 dokładnie tak
 uświadomił mi to dopiero narzeczony...
no właśnie!
Czytaj więcej »

Recenzja: Łagodząca woda micelarna H2O24, Le'Maadr

czwartek, 17 września 2015 39 komentarzy
Obietnice producenta:
Specjalistyczna woda micelarna do skóry wrażliwej: 
- łagodzi podrażnienia,
- zmywa makijaż,
- idealna po peelingu, depilacji, zabiegach kosmetycznych,
- aktywne składniki nawilżają i trwale poprawiają witalność skóry,
- przebadana dermatologicznie,
- nie zawiera parabenów.
Specjalistyczna woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu, zawierająca substancje nawilżające i łagodzące, m.in.: allantoinę, d - pantenol, aloes. Łagodzi podrażnienia, zmniejsza uczucie zaczerwienienia i uczucie dyskomfortu. Skóra jest odpowiednio nawilżona, staje się gładka i elastyczna. 

500 ml kosztuje 29,00 zł w aptekach

Moim zdaniem:
Wydawało mi się, że przetestowałam już wszystkie płyny micelarne godne uwagi, aż przyszyła paczka od InfoPlus24, a w niej łagodząca woda mineralna i okazało się, że oczywiście jak zawsze miałam rację- tylko mi się wydawało ;) 
Wodę micelarną otrzymałam w pokaźnych rozmiarów butelce o pojemności aż 500 ml. U jej wylotu znajduje się plastikowy, ale twardy i wyprofilowany korek, ułatwiający otwieranie. Otworek dozujący jest niewielki, dzięki czemu woda nie wylewa się w nadmiarze. Jak wspomniałam na początku, butelka wcale nie jest mała, ale to nie znaczy, że jest niewygodna, wręcz przeciwnie, bardzo dobrze leży w dłoni, nie wyślizguje się, a to, że jest przezroczysta pozwala na kontrolowanie stopnia zużycia produktu. Butelka nie wyróżnia się niczym szczególnym, etykietka jest okrojona i minimalistyczna, ale jednocześnie zawiera wszystkie najważniejsze informację, jak np. o tym, że woda Le'Maadr została przebadana dermatologicznie i nie zawiera parabenów.  
Wody micelarnej Le'Maadr używam od kilku tygodni i od tego czasu szukam i szukam, ale nie umiem znaleźć żadnych jej wad. Kosmetyk świetnie radzi sobie z oczyszczaniem twarzy zarówno z makijażu, jak i sebum oraz innych zanieczyszczeń. Woda jest łagodna dla skóry, nie powoduje ściągnięcia lub pieczenia, również oczu, nawet najbardziej wrażliwych, jak moje. Jest nadzwyczajnie wydajna, a to dzięki skuteczności, bo wiele jej nie trzeba, by dokładnie oczyścić skórę twarzy, jednocześnie zapewniając jej odpowiedni poziom nawilżenia i przyjemnego uczucia gładkości. Woda nadaje skórze również miękkości, elastyczności i delikatności. Bardzo lubię używać jej szczególnie po mocniejszych peelingach, kiedy to łagodzi skórę i przynosi jej błyskawiczne ukojenie. 
Na zakończenie pokażę Wam skład wody, który jest chyba najkrótszym składem płynu micelarnego, jaki widziałam: Woda, Sok z aloesu, Gliceryna, Panthenol, Poloxamer 184, Allantoina, DMDM Hydantion/ Methylchloro-Isothiazolinone/ Methylisothiazolinone.
Podsumowując, działanie wody micelarnej Le'Maadr odpowiada mojej mieszanej skórze z tendencją do niedoskonałości: świetnie, szybko i skutecznie oczyszcza, wygładza, zmiękcza i nie wysusza skóry, zapewnia jej ukojenie, a duża pojemność wystarczy mi na baaardzo długo. Naprawdę Wam polecam zapoznanie się z tą wodą, a ja zaczynam testowanie upragnionego peelingu glikolowego, również Le'Maadr :)
Czytaj więcej »

Preparat do usuwania skórek Instant Cuticle Remover, Sally Hansen

poniedziałek, 14 września 2015 52 komentarze
Obietnice producenta:
Preparat rozpuszczający i usuwający w 15 sekund stwardniałe skórki wokół paznokci. 

cena 29,5 ml płynu waha się od 15,00 zł do 30,00 zł w zależności od sklepu

Moim zdaniem:
Przez wiele, wiele lat wycinałam skórki wokół paznokci, jednak gdy dotarła do mnie wieść, że nie należy tego robić, postanowiłam wypróbować jeden z dostępnych na rynku preparatów  do usuwania skórek. Instant Cuticle Remover zbierał ( i zbiera do tej pory ) bardzo dobre recenzje, dlatego mój wybór padł właśnie na niego. O ile dobrze pamiętam kupiłam go w internetowej drogerii Ezebra za mniej niż 17,00 zł i po kilku miesiącach używania śmiało mogę powiedzieć, że był to jeden z moich lepszych zakupów :)
Preparat znajduje się w niewielkiej, płaskiej buteleczce w niebieskim kolorze z białymi detalami, w tym nakrętką, pod którą znajduje się wygodny, zwężający się ku końcowi aplikator z malutkim otworkiem, umożliwiającym precyzyjne dozowanie. Solidnie zakręcany korek skutecznie chroni zawartość przed dostawaniem się zanieczyszczeń oraz niepożądanym wylaniem się, np. w podróży. Buteleczka została dodatkowo zapakowana do tekturowego pudełka zawierającego wszystkie szczegółowe informacje, w tym sposób użycia, skład czy termin ważności- 24 miesiące od otwarcia. Mimo że produkt jest bardzo wydajny, spokojnie da się go zużyć w ciągu tych dwóch lat. Preparat jest całkowicie bezzapachowy i przezroczysty, ma półpłynną, leciutko żelową konsystencję, którą łatwo rozprowadza się po skórkach i z których nie spływa. 
Korzystanie z preparatu do usuwania skórek jest dziecinnie proste. Najpierw aplikujemy żel na każdą skórkę, odczekujemy jakiś czas, odsuwamy drewnianym patyczkiem, a na koniec dokładnie myjemy i kremujemy dłonie. Od samego początku mojej znajomości z preparatem Sally Hansen nie przestrzegałam czasowych wskazówek producenta, po kilku latach wycinania ich zrobiły się twarde i mocne, więc 15 sekund to zdecydowanie za krótki czas na ich rozpuszczenie i zmiękczenie. Nawet po kilku miesiącach używania tego żelu, gdy skórki nieco już osłabły, nadal potrzebuję pełnej minuty, by w optymalnym stopniu zostały zmiękczone na tyle, by dały się ładnie odsunąć. Żel stosuję systematycznie, przynajmniej raz w tygodniu, dzięki czemu po pierwsze z każdą aplikacją skórki robią się coraz delikatniejsze, po drugie nie nadążają odrosnąć, a więc i po trzecie nie zadzierają się. 
Moim zdaniem, ten preparat to jeden z tych kosmetyków, które po prostu trzeba mieć w swojej kosmetyczce. U mnie na pewno go już nigdy nie zabraknie i dziwi mnie tylko to, dlaczego aż tyle czasu zwlekałam z jego kupnem?
Czytaj więcej »

Recenzja: Oliwkowe masło do ciała i oliwkowy olejek pod prysznic Green Olive, Barwa

czwartek, 10 września 2015 61 komentarzy
Obietnice producenta:
Masło oliwkowe jest jak kremowy mus, który po nałożeniu na skórę momentalnie się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Połączenie osiągnięć współczesnej technologii z tradycyjnymi składnikami takimi jak: olejek z oliwek, naturalny olej ze słodkich migdałów, masło shea i witamina E, pozwoliło stworzyć unikalny produkt, który nie tylko głęboko nawilża, ale przede wszystkim zmiękcza i regeneruje naskórek chroniąc go przed czynnikami zewnętrznymi. Masło oliwkowe Barwy Harmonii nie zawiera parabenów oraz składników pochodzenia zwierzęcego. Produkt został stworzony w oparciu o najdelikatniejsze składniki, dlatego polecany jest dla osób z bardzo suchą i wrażliwą skórą. Masło zostało przebadane dermatologicznie.
Olejek oliwkowy jest niczym płynne złoto, które po nałożeniu na wilgotną skórę zamienia się w lekką, kremową pianę. Połączenie osiągnięć współczesnej technologii z tradycyjnymi składnikami takimi jak: olejek z oliwek, naturalny olej ze słodkich migdałów i witamina E pozwoliło stworzyć unikalny produkt, który nie tylko dokładnie oczyszcza, ale przede wszystkim głęboko nawilża i pielęgnuje skórę. Efekt zregenerowanej, jędrnej i miękkiej skóry poczujesz natychmiast po zastosowaniu!

180-mililitrowy słoiczek masła do ciała w sklepie internetowym Barwy w regularnej cenie kosztuje 21,99 zł ( klik ), a 200 ml olejku pod prysznic w tym samym sklepie kosztuje 19,99 zł ( kilk )
Moim zdaniem:
Krzątając się przed wyjściem do pracy i dopijając ostatnie łyki kawy, przypominam sobie, że wczoraj naszykowałam dla Was recenzję oliwkowego duetu od Barwy, więc spieszę się szybciutko ją opublikować :)
Zacznijmy od masła do pielęgnacji ciała, w składzie którego znajdziemy regenerujący skórę olejek z oliwek, wzmacniający barierę ochronną skóry olej ze słodkich migdałów, nawilżające i odżywiające masło shea oraz witaminę E, która działa przeciwstarzeniowo. Zmieszanie tych składników dało gęstą i kremową konsystencję o pistacjowym kolorze i zapachu... klasycznego kremu Nivea. Serio, nie wyczuwam nawet odrobiny oliwkowej nuty. Masło pod wpływem ciepła skóry roztapia się, dzięki czemu łatwo rozprowadza się po ciele, otulając je delikatną ochronną warstewką. Niewielkich gabarytów, przezroczysty słoiczek pozwala na bezproblemowe wydobycie produktu do samego dna, nic się nie zmarnuje. Po wsmarowaniu masła w skórę nie czuć nieprzyjemnej, tłustej lub klejącej się warstewki, jak wspomniałam wcześniej kosmetyk zostawia tylko delikatną ochronną otoczkę, która dość szybko wnika w skórę sprawiając, że jest zmiękczona, nawilżona i wygładzona. Codzienne stosowanie oliwkowego masła poprawia koloryt skóry, regeneruje ją i odżywia. Jak dla mnie nic więcej nie potrzeba :)
Czas na olejek do kąpieli, który tak jak masło do ciała, ma w swoim składzie olejek z oliwek i słodkich migdałów oraz witaminę E. Smukła butelka nie zajmuje dużo miejsca na wannie, zakręcana jest na prostą aluminiową nakrętkę, pod którą kryje się niewielki, ale precyzyjny otworek. Wygodnie leży w dłoni, ale wolałabym, by zamiast nakrętki zakończona była zamknięciem typu klik lub pompką- oba te rozwiązania uważam za wygodniejsze w produktach pod prysznic. Olejek swoją konsystencją i kolorem przypomina tradycyjną oliwę z oliwek. Dużym zaskoczeniem dla mnie jest to, że w kontakcie z wodą olejek się pieni- myślałam, że przy jego tłustawej konsystencji nie będzie miało to miejsca. Olejek doskonale myje skórę, nie wysuszając jej ani nie powodując mało przyjemnego uczucia ściągnięcia. Wręcz przeciwnie, po użyciu tego olejku skóra jest nie tylko miękka i przyjemna w dotyku, ale też lekko nawilżona. Jest również łagodny dla skóry, tzn. nie podrażnia jej, tylko pozostawia delikatnie pachnącą. 
Podsumowując, oliwkowy duet Barwy stanął na wysokości zadania i kompleksowo zadbał o pielęgnację mojej skóry. Wygodne opakowania ( pomijając nakrętkę przy olejku pod prysznic ) o miłej dla oka szacie graficznej, ukrywają w swoich wnętrzach prawdziwe perełki, które dbają o to, aby skóra była w jak najlepszej kondycji :)
Czytaj więcej »

Maseczka do twarzy z połczyńską borowiną i masłem shea, Uzdrowisko Połczyn

wtorek, 8 września 2015 48 komentarzy
Obietnice producenta:
Maseczka ma właściwości nawilżające i jest przeznaczona dla skóry suchej. Ponadto poprawia jej kolor i wygląd, przeciwdziałając efektowi skóry zmęczonej i podrażnionej. Ma działanie oczyszczające i ściągające. Jednym słowem, dotlenia i odżywia, nadając jednocześnie uczucie świeżości. Po nałożeniu maseczka powoduje rozmiękczenie zewnętrznej warstwy skóry, dzięki czemu substancje aktywne (połczyńska borowina oraz masło Shea) szybciej i głębiej wnikają poprzez warstwę rogową naskórka.

Skład: Kaolin, Aqua, Ceteareth-25, Glycerin, Peat, Cetyl Alcohol, Shea Butter, Jojoba Oil, Avocado Oil, Macadamia Oil, Xanthan Gum, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Lecithin.

70 ml kosztuje 18,00 zł w tym sklepie internetowym
Moim zdaniem:
W stosowaniu maseczek nie mogę pochwalić się systematycznością. To znaczy mogę, ale tylko przez pewien okres czasu, po którym następuje faza totalnego zapomnienia, że taki produkt do pielęgnacji jak maseczka w ogóle istnieje :P Obecnie jestem w tej pierwszej fazie, kiedy to moja cera jest rozpieszczana maseczkami przynajmniej raz w tygodniu, a zdarza się nawet, że dwa razy ;) Ponieważ glinki mi się już pokończyły, a do złożenia zamówienia ze strony Zrób Sobie Krem jakoś mi nie po drodze, tym bardziej że w sierpniu wydałam zdecydowanie za dużo na kosmetyki, to odkopałam z otchłani moich zapasów maseczkę z borowiną i masłem shea :)
W kartonowym pudełeczku ukryta jest wygodna aluminiowa tubka, która pozwala wydobyć kosmetyk do samego końca. Na pierwszy rzut oka wydaje się być wypełniona po same brzegi, ale po naciśnięciu szybko okazuje się, że jedna czwarta jej zawartości to samo powietrze... Opakowanie jest troszku oszukańcze, albowiem tubka ma objętość 100 ml, a zgodnie z opisem producenta, maseczki jest tylko 70 ml. 
Połczyński produkt ma brązowy kolor, jednak po rozprowadzeniu na skórze wpada bardziej w rudawy odcień. Jak na borowinowy kosmetyk przystało, pachnie trochę torfem, trochę ziemią i jeszcze trochę błotkiem, ale nie jest to uciążliwy zapach, po nałożeniu szybko się ulatnia i nie przeszkadza w noszeniu maseczki. Jest ona gęsta i kremowa jednocześnie, dobrze się rozprowadza, nie zasycha ani też nie spływa z twarzy. 
Przy mojej mieszanej cerze, maseczka sprawdza się wyśmienicie, chociaż przeznaczona jest do skóry suchej. Przede wszystkim bardzo dobrze nawilża, zmiękcza i wygładza. Dzięki co tygodniowym zabiegom przy użyciu tej maseczki kondycja skóry uległa poprawie, jest dogłębnie oczyszczona, pory są delikatnie ściągnięte, a stany zapalne uspokojone. Kosmetyk łagodzi zaczerwienienia i leciutko rozjaśnia przebarwienia, a także wyciąga na wierzch ukryte pod powierzchnią skóry niedoskonałości i sprawia, że szybciej się goją. Po zastosowaniu maseczki skóra jest świeża i aksamitna w dotyku oraz odpowiednio odżywiona i zregenerowana.
Podsumowując, w maseczce nie wygląda się wyjściowo, co ukazuje zdjęcie poniżej, a opakowanie jest nieco oszukańcze, jednak właściwości pielęgnacyjne wszystko to rekompensują. 
Tak maseczka wygląda zaraz po nałożeniu na skórę. 
Czytaj więcej »

Recenzja: Organiczny peeling kokosowy z wiórkami kokosowymi, Nacomi

niedziela, 6 września 2015 56 komentarzy
Obietnice producenta:
Produkowany przez Nacomi organiczny peeling do ciała jest w 100% ekologicznym produktem. Nasz kokosowy peeling stworzony został z nierafinowanego olejku kokosowego.
Jeśli chcemy by skóra była odżywiona i nawilżona podczas peelingu to nasz produkt jest idealnym wyborem. Peeling naturalny Nacomi posiada Ecocert czyli jest w pełni ekologiczny i nierafinowany. Regularne złuszczanie naskórka jest bardzo ważne w codziennym dbaniu o nasze ciało i skórę, co więcej dzięki organicznemu peelingowi Nacomi na skórze pozostaje delikatna powłoczka, dzięki której nie jest konieczne stosowanie dodatkowego balsamu. Jeśli jesteśmy miłośnikami kokosowego zapachu to będziemy zachwyceni.
W pełni ekologiczny, organiczny i wskazany dla miłośników 100% natury.

150 ml słoiczek kosztuje 23,00 zł w tym sklepie internetowym
Moim zdaniem:
Z marką Nacomi pierwszy raz spotkałam się w maju zeszłego roku i totalnie oszalałam na punkcie jej produktów! W tym roku również mam przyjemność rozkoszować się ich kosmetykami, w których nie znajdzie się emulgatorów, parabenów, sls czy mineralnych olejów. Z całej gromadki, którą otrzymałam w lipcu, na pierwszy ogień poszedł kokosowy peeling z wiórkami kokosowymi, na recenzję którego serdecznie Was zapraszam :)
Niewielkich gabarytów plastikowy słoiczek, zakręcany na aluminiowe wieczko, skrywa w sobie 150 g mocno zbitego, cukrowego peelingu o zniewalającym aromacie kokosowych ciasteczek- jednym słowem, zapach palce lizać! 
Skoro jest to kosmetyk w 100% naturalny, to zapewne ciekawi Was jego skład. A więc tak, na pierwszym miejscu mamy trzcinowy cukier, tuż za nim organiczny i nierafinowany olej kokosowy oraz olej ze słodkich migdałów. Skład zamykają wiórki kokosowe oraz estrowa forma witaminy E, dopuszczona do użycia w kosmetykach naturalnych. 
Świetny skład peelingu, przedkłada się na jego fantastyczne działanie. Przede wszystkim spełnia swoje podstawowe zadanie: jest dość mocnym zdzierakiem, więc bardzo dobrze radzi sobie ze złuszczaniem martwego naskórka. Dzięki zawartym olejkom, po spłukaniu skóra jest naoliwiona, otoczona subtelną warstewką, która po kilku chwilach znika, pozostawiając idealnie gładką, nawilżoną i pełną blasku skórę. Używając tego peelingu, mogę zapomnieć o balsamie do ciała, bo on odwala całą robotę, takie dwa w jednym ;) Skóra jest odpowiednio odżywiona, zadbana, jednym słowem rozpieszczona do granic możliwości. 
Choćbym nie wiem jak bardzo się starała, to nie dostrzegam w tym peelingu żadnych mankamentów. Może z wyjątkiem jednego- zdecydowanie za szybko się skończył!
Czytaj więcej »

Sierpniowy projekt denko

czwartek, 3 września 2015 57 komentarzy
1. Szampon przeciwłupieżowy z dziegięciem brzozowym i cynkiem, Green Pharmacy- najbardziej śmierdzący szampon, jaki kiedykolwiek miałam! Ale dobrze działał, więc byłam w stanie wybaczyć mu jego wstrętną woń. Działał, tzn. oczyszczał włosy, dodając im świeżości, niwelował łupież, nie podrażnił skóry głowy i nie plątał włosów, jednak potrafił zrobić z nich siano, dlatego bez odżywki po umyciu ani rusz. 
2. Odżywczy olejek arganowy do paznokci i skórek, Laura Conti- recenzja tutaj
3. Błyszczyk do ust z kwasem hialuronowym Lip Sensation, Wibo- recenzja tutaj
4. Zmywacz do paznokci, Isana- wiem, jestem nudna, bo w co drugim denku pokazuję ten sam zmywacz, ale co ja poradzę na to, że moim zdaniem jest on najlepszym z najlepszych?
5. Olej tamanu, Manufaktura Kosmetyczna- recenzja tutaj
6. Perfumy Coco Mademoiselle- daleko im do oryginalnego zapachu, ale spodobały mi się na tyle, że zużyłam je nawet w dość krótkim czasie. Plus za trwałość, bo okazała się naprawdę dobra.
7. Pogrubiająco- wydłużająca maskara z kolagenem Collagen Wear Volume Mascara, Wibo- początki z tą maskarą były dala mnie trudne. Zamiast wydłużać i pogrubiać, tylko sklejała rzęsy. Dopiero po jakimś czasie pokazała na co ją naprawdę stać: zwykła szczoteczka ładnie rozczesuje rzęsy, wydłużając je i podkręcając, przy okazji nadając im odcień głębokiej czerni. Tusz trzyma się rzęs przez cały dzień, nie kruszy się ani nie osypuje, jednak po kilku godzinach może się delikatnie rozmazywać pod oczami. 
8. Naturalne czarne mydło, Maroko Sklep- recenzja tutaj
9. Cukrowy peeling do ciała z olejem z kwiatów z kamelii japońskiej, Cosmepick- recenzja tutaj
10. Suchy szampon do włosów Tropical, Batiste- przetestowałam już kilka wersji szamponów Batiste i każda sprawdza się u mnie bardzo dobrze, odświeżając włosy, dzięki czemu mogę na szybciocha wyskoczyć rano po bułki na śniadanie nie przerażając ekspedientki :P
11. Żel do golenia z nutką Olay Satin Care, Gilette- bardzo dobry żel do golenia, który mógłby być nieco tańszy. Wywiązuje się z obietnic producenta, czyli ułatwia depilację oraz nie pozostawia suchej ani podrażnionej skóry. 
12. Kokosowy żel pod prysznic, Original Source- żele OS dość często goszczą w mojej łazience, czego dowodem jest chociażby to, że w jednym denku znalazły się aż dwie sztuki :) Ładnie pachną, fajnie się pienią, nie wysuszają skóry i dokładnie ją oczyszczają, a w Biedronce można je kupić bardzo taniutko. 
13. Żel pod prysznic z maliną i wanilią, Original Source- to samo co wyżej :)
14. Płyn micelarny do demakijażu do skóry wrażliwej, Be Beauty- recenzja tutaj
Czytaj więcej »

Sierpień na zdjęciach

wtorek, 1 września 2015 51 komentarzy
 praca, praca, praca | Nacomi rozpieszcza mnie do granic możliwości | czekając aż koleżanka wyjdzie z przymierzalni, prawdziwa blogerka robi zdjęcia czego się da, nawet ściany :P | wypisz, wymaluj ja :D
 przeczytane w sierpniu, od początku roku 50 książek :) | po całym tygodniu należy się odrobina relaksu z koleżanką na ploteczkach | taka impreza :P | baby blue
 zakupy z Ezebry | i tak dzień w dzień... | chipsowe serducho od lubego :D | rowerzystka pełną gębą
 też będę mieć taką rejestrację :D | trzeba dbać o odpowiednie nawodnienie organizmu- w sierpniowe upały potrafiłam wypić nawet 4-5 litrów dziennie | zapas tuszy na rok, przynajmniej! | na odmóżdżenie
 marchewkowe pole na paznokciach | książki kuszą mnie z każdej strony | koczek, czyli ulubiona fryzura w sierpniu | do Rossmanna weszłam tylko po pilniczki...
 nie mogłam im się oprzeć <3 | szybkie zdjęcie przed wyjściem do pracy ;) | no dobra, nie będę zaprzeczać :P | lubię otrzymywać tak ładnie zapakowane kosmetyki do testowania :)
uwierzycie, że w sierpniu napisałam 700- setny post? | to Ci para :D | koktajl pietruszkowy na dobry początek dnia | współpraca z Barwą, w ramach której testuję szampon, masło do ciała i olejek pod prysznic



Do obejrzenia jeszcze innych zdjęć z sierpnia, serdecznie zapraszam Was na Instagrama :)
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.