Dzień z życia blogerki

środa, 20 stycznia 2016 40 komentarzy
Jednymi z wpisów, które najbardziej lubię czytać są te, które pozwalają mi bliżej Was poznać, które pokazują co lubicie robić, jak wygląda Wasze życie poza blogosferą. Sama też lubię tworzyć takie teksty, które są odskocznią od głównej tematyki mojego bloga. Dziś mam dla Was jeden taki wpis, w którym zapraszam Was do spędzenia ze mną, blogerką, całego dnia :)
6:00 z minutami
Mimo iż jest środek tygodnia, przede mną perspektywa 'luźniejszego' dnia, bez przerzucania papierków w pracy. Mogłabym pospać do 10:00, ale nie potrafię, każdego dnia budząc się niczym kogut tuż przed świtem. Gramolę się z łóżka i szurając kapciami po podłodze, krok za krokiem zmierzam do kuchni, gdzie jedną ręką nastawiam wodę na kawę, a drugą skrobię sms-a na dzień dobry do Ukochanego. Z ulubionym kubkiem parującego mleka z dodatkiem kawy ( wszyscy zgodnie twierdzą, że to co ja piję nie da się nazwać kawą :P ), siadam w fotelu i odpalam laptopa, co by sprawdzić czy mojego ostatniego wpisu nie zalało przypadkiem tsunami komentarzy :D Otwieram tysiąc pięćset sto dziewięćset okienek, odpowiadam na komentarze, zerkam na pocztę ( tja, na pewno ktoś do mnie napisał w środku nocy ), na FB ( tu pewnie też wiele się zmieniło ), w komórce sprawdzam Instagram, dopijam kawę i wracam pod kołderkę, gdzie przez kilkadziesiąt minut czerpię przyjemność z czytania.

8:00
Dosyć już tego wylegiwania się, pora naprawdę zacząć dzień. Po porannej toalecie z muzyką disco polo w tle ( dobra, już poszło w świat, pozwalam Wam się śmiać :P ), zaglądam do lodówki, gdzie jak zwykle oprócz przeterminowanej musztardy jest tylko światło, więc klnąc na czym świat stoi, z burczącym brzuchem udaję się po bułki do sklepu. Tja, kogo ja próbuję oszukać... Oczywiście, na bułkach się nie kończy, a moje szybkie zakupy potrafią trwać nawet godzinę. I nagle ni stąd ni zowąd obok serka, pieczywa i soku pomarańczowego w koszyku znajduje balsam do ciała, kolejny kubek i stos książek. Jednym słowem, promocje w Biedronce doprowadzą mnie kiedyś na skraj bankructwa. Taszczę więc te moje zakupy na trzecie piętro, spotykając po drodze listonosza, który wciska mi pod pachy trylion pięćset sto dwadzieścia trzy przesyłki i długopis między zęby, żebym mu pokwitowała odbiór. 

10:00 
Mając w nosie to, że zakupy walają się po przedpokoju, bo nie miałam już siły ich rozpakować, robię w końcu śniadanie, w łazience, gdzie jedną ręką nastawiam pralkę. Prawym uchem wysłuchując końca programu prania, jednym okiem zerkam na bloga, drugim nadrabiam zaległości serialowe, bo w końcu ktoś przetłumaczył najnowszy odcinek "Castle'a"! 

11:30
Pranie powieszone, pora wyprasować to wczorajsze- kurczę, trzyosobowa rodzina, a robi przemiał ubraniowy jak pułk wojska! Patrząc na górę ubrań obok żelazka, robię drugą kawę, odpalam "Miodowe lata", lustruję bloga i Instagrama, po czym w oparach pary lecą mi kolejne minuty dnia.

12:30
Z laptopem pod pachą udaję się do kuchni, trzeba coś wymyślić na obiad. Przekopując Internet i zawartość szafek, szukam inspiracji na coś, co zaspokoi głód pozostałych domowników. Gulasz zbyt czasochłonny, zupa była wczoraj, naleśników ze szpinakiem mi nie zjedzą, no dobra, to róbmy chińszczyznę. Wszystkie składniki bulgoczą za moimi plecami, a ja z kolejnym kubkiem, nie, nie, nie kawy, lecz herbaty, błądzę palcami po klawiaturze  pisząc kolejnego posta na bloga i w międzyczasie odpowiadając na komentarze, które pojawiły się od mojej ostatniej wizyty na blogu, czyli w ciągu jakiś  15 minut. 

14:30
Spoglądam szybko na Instagrama ( może dodam jakieś zdjęcie? ), przypominam sobie o przesyłkach przytarganych w pocie czoła, prawie w zębach. Rozpakowuję wszystkie po kolei, mocując się z taśmą i pieję z zachwytu, tyle tam dobroci! Już mnie palce swędzą przed ich zanurzeniem w nowym musie do ciała, gdy cichy głosik w głowie stanowczym tonem upomina się o zrobienie zdjęć na potrzeby bloga, bo przecież nie pokażę w połowie zużytych kosmetyków w upaćkanych opakowaniach! Pomysłu na ładne tło brak ( kłania się znikoma kreatywność ), więc zbieram po mieszkaniu sprawdzony zestaw, służący mi na zmianę jako tło, odpalam aparat, cykam pierwsze zdjęcie i ... no jasna ciasna, bateria się wyczerpała! Zdjęcia i testowanie muszą poczekać do następnego dnia, a ten balsam tak smutno na mnie patrzy, mówiąc "no, maźnij mnie!"...

16:00
Grrr, sokowirówka znów się popsuła! Pakuję więc ją w karton, przez pół godziny szukam gwarancji, po czym jadę ponad 20 km do sklepu, w którym kupiłam ten szajs, w myślach układając sobie wiązankę, którą usłyszy ode mnie facet, który mi ją wcisnął...

17:00
Sprzedawca nie ucieszył się z mojego widoku ( jakżeby inaczej, reklamować jeden sprzęt dwa razy w miesiącu, toż to lekka przesada ), coś tam mamrotał pod nosem, ale jak rzuciłam mu spojrzenie spod byka nr 6, to przestał i grzecznie przyjął sprzęt do reklamacji. Zmierzam ku wyjściu z Galerii, mijam Rossmanna i zatrzymuję się w pół kroku, po czym zawracam i już po chwili znajduję się pomiędzy regałami uginającymi się od kosmetyków i słyszę piskliwy głosik mojego portfela dobiegający z torebki: "przecież już mnie ogołociłaś do cna, czego Ty tu jeszcze szukasz?!". Rzucam mu pod nosem "cicho bądź" i spoglądam na półki. O, fajnie, to jest w promocji, ale to już mam. To też, to też i to też... Więc po co ja tu weszłam? Ach, po te patyczki do uszu, przecież z pustymi rękoma nie mogę wyjść.*

20:00
Wróciłam. Po kąpieli i kolacji, już w pidżamce siadam do czynności, za którą nie przepadam, czyli do ściągania hybryd. Odrosty straszą już na tyle, że dłużej nie mogę z tym zwlekać. Z palcami poowijanymi aluminiową folią, znów śmigam po klawiaturze, tym razem pisząc zarys kolejnej recenzji. Jak zwykle utknęłam na wstępie... I kurczę, znów zalałam skórkę lakierem! 

23:00
Leżę już w łóżku, opatulona po samą brodę, po raz ostatni patrząc, jakie nowe zdjęcia pojawiły się na Instagramie oraz układam w myślach plan na kolejny dzień. I zastanawiam się, który z przygotowanych postów opublikować w najbliższym czasie na blogu... I czy jutro bateria w aparacie znów nie odmówi mi posłuszeństwa i będę w końcu mogła zacieśnić więź z tym balsamem do ciała...

* no dobra, powiem Wam, wyszłam jeszcze z kolejnym tuszem do rzęs, nową pomadką, entnym żelem pod prysznic i batonikiem :P
 post pisany z przymrużeniem oka ;)

40 komentarzy

  1. Genialny post. Super, że akurat ten wybrałaś tym razem do opublikowania. :D Właśnie leżę w łóżku z laptopem i robię ostatni przegląd aktualizacji na blogach.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty wstajesz a ja się kładę spać :) I rano sama czarna kawa, jedynie ta lodówka nas łączy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Miłego kolejnego dnia :)

    Ja właściwie na bloga jestem w stanie zajrzeć tylko rano oraz wieczorem i to także nie zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny tekst:) Mój mąż gdy przechodzimy koło jakiejś drogerii mocniej sciska mnie za rękę żebym się łatwo nie oswobodziła. Przypadek?:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha ha ha:))))). Super. Dobra - ja tez odpalam miodowe lata:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja kocham te "luźniejsze" dni, gdy nie idę do pracy i muszę zasuwać w domu 100 razy więcej niż w dzień pracujący <3 Człowiek wstaje skoro świt, a czas wolny ma od 22.00 i jeszcze się nasłucha, że przecież nie był w pracy, więc pewnie leżał brzuchem do góry cały dzień :D

    OdpowiedzUsuń
  7. super pomysł, też tak zrobię może uda mi się nawet coś nagrać .Super pomysł jeszcze raz:

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy post.Lubię takie czytać..pozwalają bliżej się poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajny post! Czuję się jakbym spędziła ten dzień razem z Tobą ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajny post :D przeczytałam z przyjemnością ,)

    OdpowiedzUsuń
  11. Haha :D wygralas z tymi zakupami :) ja natomiast koniecznie musze zacząć od sniadania :) youtube i snapy

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo przyjemnie mi się czytało ten wpis. Ja też obiecał myślami bloga przez cały dzień nawet w pracy lustruję fotograficznym spojrzeniem w myślach kosmetyki którym muszę zrobić zdjęcia żeby w końcu móc je wziąć w obroty 😊

    OdpowiedzUsuń
  13. super pomysł, fajnie się czytało :) i ja też lubię Disco Polo! ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Ubawiłam się czytając ten post :)) Taki prawdziwy dzień z życia bl :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetnie opisany dzień ;D na poprawę humoru jak znalazł :) Też bym chciała tak wcześnie wstawać ;d

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny opis dnia, troszkę się na nim uśmiałam :D zazdroszczę biologicznego zegara który o 6 budzi do życia, mój nie daje o sobie znać wcześniej niż ok 10 a tyle rzeczy można by w tym czasie zrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiele snu potrzebujesz. aby normalnie, codziennie funkcjonować konieczne jest dla mnie minimum 8 godzin. oczywiście zdarza mi się spać tylko np. 4 ale to rzadkość i mam wtedy cały dzień na wariackich papierach. o 6 nigdy nie wstaję. dla mnie to jeszcze noc. mam wyciskarkę, na szczęście działa bez zarzutu i nigdy się nie popsuła jeszcze

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny post, dobrze się czytało:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja również bardzo lubię takie posty - są odskocznią od czytania recenzji, a dzięki temu, tak jak mówisz, możemy się lepiej poznać ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Hehe, dobrze że ja nie mam biedronki tak blisko, tam zawsze można coś wynaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny wpis, czytając go bardzo dobrze się bawiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ha ha muzyka disco polo mnie rozbroiła :) Ja ją puszczam podczas sprzątania, jakoś lepiej mi się wtedy odkurza. A najbardziej lubię Zenka :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetny post !!!14:30 Jak bym czytała o sobie heee:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Prawdziwy dzień z życia blogerki :) Oj śmiechowo czytając :)

    OdpowiedzUsuń
  25. ale fajny, luźny post! uwielbiam takie czytać ;))

    OdpowiedzUsuń
  26. A ja w łóżku przed snem naprawdę sprawdzam Instagrama :) Czy to leczą? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze chyba nie, ale coś mi się wydaję, że niedługo zaczną:P

      Usuń
  27. Fajny pomysł na post :) Biedny portfel :p ;D

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo lubie posty tego typu! Mam nadzieje ze kiedyś sama odważę sie na takie cos i napisze co ciekawego robimy ... tylko na razie taka stagnacja u nas

    OdpowiedzUsuń
  29. bardzo fajny i ciekawy post. :) Czekam z niecierpliwością na kolejne posty! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Świetny post na prawdę super się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Haa ja właśnie leże z tabletem w łóżku i przegladam najnowsze posty - Twój jest niesamowicie pozytywny- poproszę o wiecej :-)

    OdpowiedzUsuń
  32. Czujemy, że chyba ominęło nas coś ważnego. Do tej pory nie słyszeliśmy o serialu "Castle", a sądząc po ilości nakręconych sezonów i ilości pozytywnych komentarzy to chyba powinniśmy go znać.

    OdpowiedzUsuń
  33. Bardzo fajny tekst, który przyjemnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń

SZABLON BY: PANNA VEJJS.