Fantastyczna piątka, czyli kosmetyczni ulubieńcy roku 2016: pielęgnacja twarzy

piątek, 30 grudnia 2016 57 komentarzy
Już prawie 6 lat prowadzę bloga kosmetycznego, a mimo to ani razu nie pojawił się post o moich ulubieńcach. Nie wiem jak zdołałam się uchować, bo z tego co się orientuję wpisy o ulubionych kosmetykach są jednymi z najchętniej czytanych, w tym przeze mnie samą ;) W końcu jednak "dojrzałam" do tego typu postów i przez kilka najbliższych tygodni spodziewajcie się wpisów z moimi ulubionymi kosmetykami roku 2016, które podzieliłam na cztery kategorie: pielęgnacja twarzy, ciała, włosów oraz makijaż. Znajdzie się też jeden post o niekosmetycznych ulubieńcach, ale wszystko w swoim czasie. Póki co zapraszam na najlepszą piątkę w kategorii pielęgnacja twarzy. Wśród moich ulubieńców jest jeden produkt, który poznałam wcześniej niż w tym roku, ale od pierwszego użycia jest moim faworytem, oraz cztery nowości, które odkryłam w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. 
Płynu micelarnego 3w1 Garnier nie muszę nikomu przedstawiać. Poznałam go dwa lata temu ( klik ) i choć w między czasie miałam kilka innych płynów micelarnych, to zawsze mam jedną butlę w zapasie, bo bardzo często do niego powracam. Jest to produkt, który nie ma ani jednej wady- serio! Poczynając od "spraw technicznych" takich jak duża pojemność, fantastyczna wydajność i jeszcze lepsza cena, kończąc na jego właściwościach pielęgnacyjnych i demakijażowych. Delikatnie, aczkolwiek stanowczo i skutecznie rozpuszcza kosmetyki do makijażu, nie uczulając, nie zapychając skóry ani nie podrażniając oczu. Jednym pociągnięciem zmywa pudry, tusze, kredki, itd. pozostawiając skórę odświeżoną, ukojoną, delikatnie nawilżoną i przygotowaną na dalszą pielęgnację. 
Oczyszczający żel myjący bez mydła przeciw niedoskonałościom Mixa to moje tegoroczne odkrycie. Żel ma to wszystko, co sobie cenię. Po pierwsze, fajną konsystencję, która w kontakcie z wodą tworzy dużo piany, która jest łagodna dla skóry i zarazem skuteczna w oczyszczaniu z resztek makijażu oraz nagromadzonych w ciągu dnia zanieczyszczeń. Po drugie, bardzo lubię to uczucie fantastyczniej świeżości, czystości i orzeźwienia jakie pozostawia po każdym umyciu. Po trzecie, ma naprawdę świetny wpływ na moją cerę. Żel bardzo dobrze oczyszcza skórę, łagodzi podrażnienia, nie wysusza, nie podrażnia ani nie zapycha. Dodatkowo normalizuje wydzielanie się sebum i tym samym sprawia, że skóra mniej się świeci, jest bardziej promienna i ma ładniejszy koloryt. Ponadto żel Mixy ma także przyjemną dla kieszeni cenę, ładny design opakowania, wygodną formę aplikacji przy użyciu pompki oraz dobrą wydajność. Jestem w połowie pierwszej butelki, ale na pewno nie ostatniej. 
Nawilżający krem przeciw niedoskonałościom Mixa, po żelu z tej samej serii, jest moim kolejnym ulubieńcem roku w kategorii pielęgnacji twarzy. W kremie też wszystko mi odpowiada. Od wygodnej, estetycznej i miłej dla oka tubki, po lekką niczym śmietanką konsystencje, aż do oddziaływania na skórę. Skóra natychmiast staje się nawilżona, ukojona i delikatna w dotyku. Przynosi ukojenie podrażnionym miejscom, nawilża suchsze partie twarzy, matuje te, które lubią się błyszczeć za bardzo. Krem świetnie współpracuje z kolorowymi kosmetykami, dla których stanowi dobrą bazę. Ponadto ma przyjemny zapach i szybko się wchłania, nie pozostawiając filmu na twarzy. Krem, tak samo jak żel, nie podrażnia skóry ani nie jest komedogenny. Oba te kosmetyki sprawiły, że mam ochotę poznać jeszcze inne produkty Mixy, w tym na pewno żel micelarny oraz tonik do cery z niedoskonałościami. Czuję, że w nich też jest spory potencjał. 
Kojący krem pod oczy do codziennej pielęgnacji AA ma fajną, nieco gęściejszą konsystencję niż większość znanych mi kremów pod oczy. Jest treściwszy, a moja prawie trzydziestoletnia skóra wokół oczu tego właśnie potrzebuje. Krem szybko się wchłania, przynosząc natychmiastowe ukojenie. Regularnie wklepywany w skórę wzmacnia i uelastycznia ją, napina, dba o optymalny poziom jej nawilżenia oraz dodaje jej gładkości. Skóra pod oczami wygląda na wypoczętą, zdrowszą i rozświetloną. Nie pozwala też mimicznym zmarszczkom na zbytnie rozpanoszenie się :P I jeszcze nie podrażnia skóry, nie powoduje pieczenia ani łzawienia oczu. Cudo!
Odżywczy sztyft do ust z maliną nordycką Neutrogena kupiłam podczas jednej z rossmannowskich promocji -49%. Jest to mój pierwszy kosmetyk z Neutrogeny, ale na pewno nie ostatni, bo sztyft jest genialny! Wygląda dość niepozornie, opakowanie niezbyt rzuca się w oczy, jednak skrywa w sobie prawdziwą perełkę. Pomadki używam głównie na noc. Rano moje usta są nawilżone, odżywione, wygładzone i mięciutkie. Nie pamiętam już co to suche skórki czy spierzchnięte wargi, mogę też bez skrupułów malować je matowymi pomadkami, bo mam pewność, że dzięki sztyftowi Neutrogeny nie wysuszą moich ust. 

Jakie kosmetyki znalazły się wśród Waszych ulubieńców w pielęgnacji twarzy w 2016 roku :)?
Czytaj więcej »

Recenzja: Odżywczy peeling cukrowy do ciała, Equilibra

wtorek, 27 grudnia 2016 51 komentarzy
Obietnice producenta:
Peeling zawiera unikalną kompozycję soli morskiej, cukru trzcinowego  i naturalnych olejków roślinnych, która złuszcza, wygładza i odżywia skórę. Sól morska zapobiega zatrzymywaniu się wody. Cukier trzcinowy delikatnie złuszcza i nawilża. Naturalne olejki odżywiają skórę, nadają jej miękkość i jędrność. Aloes modeluje oraz zapewnia ulgę i nawilżenie. Witamina E uzupełnia produkt o działanie antyoksydacyjne.

550 g kosztuje 34,99 zł w sklepie internetowym Equilibra 
Moim zdaniem:
Marka Equilibra skradła moje serce już pierwszym produktem, który dany było mi poznać kilka lat temu. O ile dobrze pamiętam był to aloesowy szampon do włosów. Od tamtego czasu w mojej pielęgnacji przewinęło się też wiele innych kosmetyków tej marki, a moim ostatnim nabytkiem jest odżywczy peeling cukrowy do ciała. 
W duży, ciężkim od swojej zawartości słoju kryje się 550 g peelingu o konsystencji, która jest "zwarta" i jednocześnie... rzadka i taka swobodna. Aby zrozumieć, co mam na myśli, trzeba chyba jednak kupić peeling i zobaczyć na własne oczy o czym piszę :P Ścierające martwy naskórek drobinki cukru i soli morskiej zatopione są w nawilżającym olejku, są odpowiednio ostre, ale też na tyle delikatne, aby nie podrażnić skóry. W dotyku konsystencja jest oleista i lekko tłusta. Peeling jest "przylepą", przykleja się do skóry i nie chce się spłukać pod bieżącą wodą. Potrzeba żelu pod prysznic i gąbki, a także dłuższej chwili, aby dobrze go zmyć. Jest to trochę uciążliwe, jednak efekt jest wart zachodu. Cukrowy peeling Equilibry ma ładny, słodko- cukierkowy zapach, który opatula skórę na kilka godzin. 
W peelingu tym nie ma parabenów, alkoholu, alergenów i barwników. Jest za to sól morska i cukier trzcinowy, które złuszczają, usuwają martwy naskórek i wygładzają skórę. Jest również zmiękczający i nawilżający ekstrakt z aloesu oraz olej ze słodkich migdałów. I jest jeszcze witamina E, znana ze swoich antyoksydacyjnych, czyli spowalniających starzenie się skóry właściwości. Jednym słowem, same rarytasy dla naszej skóry :)
Wystarczy niewielka porcja peelingu, aby wygładzić i nawilżyć skórę oraz wykonać relaksujący masaż całego ciała. Peeling wręcz natłuszcza skórę, dzięki czemu jest gładka i mięciutka w dotyku. Wspomniałam już, że konsystencja jest oleista i tłustawa, przez co na skórze pozostaje delikatny film. Mnie ta dodatkowa warstewka nie przeszkadza, bo nie muszę się już balsamować, albowiem moja skóra ma zapewnioną odpowiednią dozę nawilżenia i odżywienia, jednak nie wszystkim ta otoczka może się spodobać. Dzięki stosowaniu go raz w tygodniu zauważyłam także, że moja skóra zyskała również na jędrności oraz jest troszkę bardziej napięta i elastyczna. Niestety, peeling już mi się skończył, bo używałam do regularnie i z dużą przyjemnością.
Wydajność peelingu jest świetna, ogromne opakowanie wystarcza na długie tygodnie. Dodatkowo produkt ma fajny skład i przede wszystkim cenę adekwatną do jakości. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko polecić Wam ten peeling :)
Czytaj więcej »

Wesołych Świąt!

sobota, 24 grudnia 2016 18 komentarzy
Już po raz szósty chciałabym życzyć Wam wszystkiego najwspanialszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia. 
Mnóstwa prezentów pod pięknie ustrojoną choinką,
samych pyszności na wigilijnym stole,
radosnej rodzinnej atmosfery,
dni wypełnionych melodią kolęd i śmiechem osób bliskich Waszym sercom,
dużo zdrowia, spokoju i wytchnienia od codziennych trosk,
a także wystrzałowego Sylwestra
oraz samych pomyślnych dni oraz spełnienia wszystkich planów i marzeń w Nowym Roku :):*:*:*
Czytaj więcej »

(Nie) świąteczne paznokcie

czwartek, 22 grudnia 2016 35 komentarzy
Dawno nie pokazywałam Wam swoich umalowanych paznokci. Nie to, co na Instagramie- tu pokazuję każdy nowy manicure, każde wymyślone przeze mnie połączenie kolorów. Tym samym chciałam nader subtelnie zaprosić Was do odwiedzania mojego profilu, obserwowania, komentowania i kilkania w serduszka :D
Dziś z samego rana, jak tylko wyprawiłam męża do pracy, coś zmalowałam, coś co ma być już na Święta, ale samo w sobie nie jest za bardzo świąteczne. Do wykonania manicure użyłam trzech lakierów hybrydowych: nr 052 marki Victoria Vynn oraz nr 091 i nr 099 od Effective Nails. Mam nadzieję, że się podoba :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Szafranowy krem do rąk, Maroko Sklep

poniedziałek, 19 grudnia 2016 47 komentarzy
Obietnice producenta:
Naturalny krem do rąk z olejem arganowym, masłem shea i szafranem to luksusowy, doskonały kosmetyk do pielęgnacji dłoni i paznokci. Zawarte w kremie cenne naturalne składniki: olej arganowy, olej ze słodkich migdałów, masło shea, ekstrakt z szafranu i aloesu silnie odżywiają oraz regenerują skórę dłoni. Skóra staje się nawilżona, odnowiona i wygładzona. Krem zabezpiecza przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych. Kosmetyk dobrze się wchłania i pięknie pachnie. Krem jest bogaty w witaminę E i masło shea. 

Skład: Aqua, glyceryl stearate, potassium palmitoyl, hydrolized wheat protein (hydrolizat protein wapnia), crocus sativus extract (ekstrakt z szafranu), butyrospermum parkii butter (masło shea), glycerin (gliceryna), caprylic/capric triglyceride, argania spinosa kernel oil (olej arganowy), prunus amygdalus dukis oil (olej ze słodkich migdałów), aloe barbadensis leaf extract (ekstrakt z liści aloesu), xanthan gum (guma ksantanowa), benzyl alcohol, dehydroacetic acid.

50 g kremu kosztuje nieco ponad 32, 00 zł w Maroko Sklep
Moim zdaniem:
Już po raz kolejny mam przyjemność współpracować z Maroko Sklepem, który jest największym importerem oleju arganowego w Polsce. Jak zawsze, mogłam wybrać kosmetyki, które chciałabym bliżej poznać. Wybrałam pięć, wśród których był dzisiejszy bohater, czyli szafranowy krem do rąk. 
Nieduży, szklany słoiczek z posrebrzaną nakrętką kryje w sobie 50 g leciutkiej konsystencji. Krem jest wydajny i szybko się wchłania, nie pozostawiając żadnej tłustej warstewki, tylko niewyczuwalną, delikatną otoczkę, chroniącą przed czynnikami zewnętrznymi. Ze względu na rodzaj opakowania, kremu raczej nie wrzucimy do torebki, bo korzystanie z niego, np. w tramwaju będzie raczej mało wygodne. Najlepiej, gdy postawimy go na szafce nocnej lub w pobliżu komputera, przy którym my blogerki spędzamy dużo czasu ;) Krem mocno nie przypadł mojemu mężowi ze względu na swój intensywny, specyficzny zapach szafranu. Faktycznie, początkowo jest uciążliwy, ale według mnie szybko się ulatnia i po kilku minutach czuć tylko jego delikatną woń. Jednak mój mąż nawet po godzinie twierdzi, że nadal nim śmierdzę... Cóż ja mogę powiedzieć- uroki małżeństwa z kosmetyczną blogerką :P 
W kremie znajdziemy wiele aktywnych składników, które świetnie wpływają na kondycję skóry dłoni, takich jak: mocno nawilżający i odżywiający skórę olej arganowy, niszczący wolne rodniki, a więc działający przeciwstarzeniowo olej ze słodkich migdałów, redukujący plamy skórne szafran, zalecane do skóry suchej ze względu na swoje właściwości natłuszczające masło karite, utrzymujący prawidłowy poziom wilgotności skóry wyciąg z aloesu oraz roślinną glicerynę, która silnie nawilża, wygładza i uelastycznia skórę. Moja skóra dłoni nie jest wymagająca, więc taka kombinacja wartościowych składników nie mogła się u mnie nie sprawdzić. Lubię sięgać po ten krem, bo z każdym wsmarowaniem go w dłonie zapewnia mojej skórze odpowiednią dawkę nawilżenia i odżywienia. Tym samym dłonie są przyjemniejsze w dotyku, bardziej miękkie i gładsze. Nie wiem jednak czy krem sprawdziłby się tak samo dobrze u osób z suchą czy wręcz przesuszoną skórą dłoni. 
Mogłyście się już domyślić, że krem polubiłam, ale zaznaczę jeszcze raz: skóra moich dłoni jest normalna, nie przesuszona, więc krem nawet o tak lekkiej konsystencji jaką ma krem szafranowy od Maroko Sklep potrafi sprostać jej wymaganiom. I dlatego zużyję go do końca, choćby mojemu mężowi miało wykręcić nos od jego zapachu :P 
Czytaj więcej »

Przepis na świąteczne pierniczki

piątek, 16 grudnia 2016 49 komentarzy
Nie pamiętam kiedy ostatnio pojawił się wpis kulinarny u mnie na blogu. Pomyślałam więc, że zbliżające się wielkimi krokami Święta Bożego Narodzenia to wspaniała okazja do napisania takiego postu. Wybór tematu okazał się łatwy, po prostu podzielę się z Wami swoim przepisem na świąteczne pierniczki- to wpis dla spóźnialskich, którzy jeszcze nie zdążyli ich upiec ;) Specjalnie publikuję go w piątek, bo myślę, że w weekend będzie Wam łatwiej wygospodarować trochę wolnego czasu na ich upieczenie niż w tym ostatnim tygodniu przed Świętami. 
 Składniki:
- 2 szklanki mąki
- 3/4 szklanki cukru
- 1 jajko
- 1/2 kostki margaryny
- 25 dag miodu
- łyżeczka sody
- łyżeczka przyprawy do piernika

Sposób przyrządzenia:
Miód ucieramy z masłem, następnie dodajemy cukier, jajko i ponownie ucieramy. Do masy dodajemy resztę składników ( tj. przyprawę do piernika, mąkę oraz sodę ) i zagniatamy ręcznie ciasto tak długo aż będzie odchodzić od rąk ( średnio zajmuje to ok. 15 minut, a gdyby ciągle się kleiło należy po trochu dodawać mąki ). Zagniecione ciasto owijamy w folię aluminiową i zostawiamy w lodówce na 24 godziny. 
Następnego dnia kawałkami rozwałkowujemy ciasto na grubość około 0,5 cm ( można zrobić grubsze lub cieńsze, przy czym pamiętajcie, że pierniki urosną podczas pieczenia ) i wykrawamy pierniczki. Wykrojone układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 150 stopni na około 8-10 minut. Ostygnięte dekorujemy lub nie, Wasza wola :) Tak przygotowane pierniki można przechowywać kilka tygodni, najlepiej w metalowych puszkach. Po ostygnięciu są twarde, ale jeśli włożymy do puszki kawałek jabłka, szybko zrobią się miękkie. 
A to moje małe "arcydzieła"- możecie śmiać się do woli z moich zdolności dekorowania pierników :P
Czytaj więcej »

Kosmetyczne zaskoczenia

środa, 14 grudnia 2016 52 komentarze
Zdarza mi się kupić kosmetyk w ciemno bądź otrzymać taki, który na pierwszy rzut oka niewiele po sobie obiecuje. Ze swojej kosmetyczki wyciągnęłam pięć takich, co do których nie miałam dużych oczekiwań, a które okazały się dla mnie największymi zaskoczeniami. Oczywiście, w tym dobrym słowa znaczeniu.
O pierwszym z nich, czyli o olejku po kąpieli Raspberry Love od Indigo pisałam już na blogu ( klik ). Pisząc jego recenzję nie myślałam o nim w kategorii kosmetycznego zaskoczenia. Dopiero gdy zaczęłam przeglądać zawartość swojej kosmetyczki w poszukiwaniu produktów do dzisiejszego wpisu, przypomniałam sobie, że na początku podchodziłam do niego jakoś sceptycznie i długo zwlekałam z jego otwarciem. I zupełnie nie wiem dlaczego patrzyłam na niego trochę z ukosa, skoro wszystko mi w nim odpowiada: rozkoszny zapach, nietłusta konsystencja, wielofunkcyjność ( stosuję go do ciała, do skórek i do włosów ) oraz wspaniałe właściwości pielęgnacyjne.
Podkład Healthy Mix Bourjois jest moim jedynym rozświetlającym podkładem, który naprawdę polubiłam i który świetnie spisuje się na mojej mieszanej cerze, skłonnej do świecenia się i do niedoskonałości. Posiadam odcień nr 52, który jest dla mnie kolorem idealnym. To ładny beż z domieszką żółtych tonów, który ładnie wtapia się w skórę, ujednolica jej koloryt, a co ważniejsze: nie tworzy efektu maski i mimo tego, iż delikatnie się utelnia, nie odcina się od reszty ciała. Podkład nałożony pędzlem dobrze maskuje to, co wymaga przykrycia. Poziom krycia można stopniować, dopasowując go do własnych potrzeb i aktualnego stanu skóry. Bardzo odpowiada mi krycie Healthy Mix. Mimo, że jest to podkład rozświetlający, to twarz nie świeci się na kilometr. Rozświetlenie jest naprawdę ładne i subtelne. Co jeszcze mogę o nim napisać? Nie narzekam na jego trwałość, trzyma się na skórze cały dzień, chociaż po kilku godzinach od nałożenia wymaga przypudrowania. Jak każdy podkład, którego używam ;) Jestem w połowie swojej pierwszej buteleczki tego podkładu, ale wiem, że nie będzie ona ostatnią.
Zieloną bazę pod makijaż Ms.Perfect od Bell wrzuciłam do koszyka podczas szybkich zakupów w Biedronce. Dopiero w domu zadałam sobie pytanie "po co?". I szybko znalazłam odpowiedź. Baza działa jak niczego sobie krem, otulając skórę twarzy delikatną, lekko nawilżającą warstewką. Zielone pigmenty produktu "przygaszają" zaczerwienienia i zasłaniają popękane naczynka. Baza dobrze współpracuje z podkładami oraz innymi kosmetykami, przedłużając trwałość makijażu. Zbyt często stosowana może zapychać skórę, dlatego chwilowo mam od niej przerwę. Jednak jak na bazę za kilka złotych sprawuje się bardzo dobrze i chętnie kupię jej kolejną tubkę.
O ile mnie pamięć nie myli, pomadkę ColorTrend z Avonu otrzymałam w przesyłce od Agaty. Sama na pewno bym sobie jej nie kupiła, bo jedyne co zamawiam z katalogów Avon to te duże płyny do kąpieli i to też od wielkiego dzwonu. No, ale jak już dostałam nową szminkę, to trzeba było ją wypróbować. I nawet się nie spodziewałam, że tak mi przypasuje! Ku mojemu zaskoczeniu pomadka jest dobrze napigmentowana, ma fajną kremową konsystencję i dobrze maluje się nią usta. Kolor również bardzo mi odpowiada, a także to, że delikatnie nawilża usta i całkiem nieźle się na nich trzyma. Szminka ColorTrend okazała się chyba największym kosmetycznym zaskoczeniem i będzie drugim produktem, który chętnie będę zamawiać z katalogów Avon.
Kolejny biedronkowy produkt Bell, tym razem błyszczyk w słoiczku z serii Candy. Błyszczyk ma wspaniały, słodki zapach przypominający gumę balonową. Malutki słoiczek jest poręczny, chociaż mizianie w nim palcem jest mało higieniczne. Na ustach pozostawia delikatną poświatę. Dobrze nawilża, odżywia i natłuszcza wargi sprawiając, że długo pozostają gładkie i miękkie. Błyszczyka Bell używam też do ujarzmiania brwi, chyba nawet częściej niż do nawilżania ust ;)

A Was jakie kosmetyki pozytywnie zaskoczyły :)?
Czytaj więcej »

Recenzja: Czosnkowy szampon z henną do włosów łamliwych i wypadających oraz Migdałowa odżywka do suchych i matowych włosów, Vatika

niedziela, 11 grudnia 2016 34 komentarze
Rozpieszczanie moich włosów trwa w najlepsze. Tym razem o ich kondycję i ładny wygląd dbają produkty Vatika, migdałowa odżywka oraz szampon, nie byle jaki, bo czosnkowy! Zaciekawionych zapraszam do lektury :)
Oba kosmetyki znajdują się w podobnych, kształtnych opakowaniach, które różnią się od siebie tylko kolorystyką. Butelka z odżywką ma pistacjowy kolor oraz pomarańczową nakrętkę, zaś butelka z szamponem jest cała biała z lekkim, perłowym połyskiem. Butelki są wygodne, nie wyślizgują się z dłoni, posiadają też otwory na tyle duże, by bez problemu przecisnął się półpłynny szampon, a tym bardziej mocno gęsta odżywka. 
Odżywka ma delikatnie pomarańczowy kolor i bardzo słodki, piękny, migdałowy zapach. Szampon ma taki sam odcień, jak butelka, w której się skrywa. Posiada też wyrazisty, czosnkowy zapach, który czuć podczas mycia włosów, ale po wysuszeniu ulatania się. I bardzo dobrze, bo nie chciałabym, żeby moje włosy pachniały czosnkiem :P Nawet tym starannie dobranym i pochodzącym z Hiszpanii, jak wyczytałam w opisie tego kosmetyku. 
Zarówno odżywka, jak i szampon, pełne są aktywnych składników, które mają mieć dobroczynny wpływ na włosy. I tak, w odżywce znajdziemy migdały, miód i jogurt, odpowiedzialnych za odżywienie, nawilżenie, wzmocnienie i nabłyszczenie suchych i matowych włosów. W szamponie oprócz tytułowego czosnku, który ma przede wszystkim wzmocnić włosy, są także: nadająca świeżości i blasku limonka oraz pogrubiająca włosy i dodająca im miękkości henna.
Kosmetyki dobrałam do aktualnych potrzeb moich włosów i cieszę się, że tak dobrze się sprawdziły, zarówno solo, jak i w duecie. Odżywka nie spływa z włosów, nałożona w racjonalnej ilości świetnie dociąża włosy, niwelując ich puszenie się i dodając im gładkości. Dodatkowo zmiękcza i fantastycznie nawilża włosy oraz nadaje im ładnego połysku. Migdałowa odżywka przywraca im także zdrowy wygląd, ułatwia ich rozczesywanie i wyraźnie poprawia ich kondycję. Szampon mocno się pieni, ale jest delikatny dla skóry głowy. Bardzo dobrze oczyszcza włosy z zanieczyszczeń i produktów do ich stylizacji, pozostawiając je miękkie, odżywione i wzmocnione. Ponadto nie plącze włosów, nie robi z nich siana, nie powoduje też swędzenia skóry głowy ani nie przyczynia się do powstawania łupieżu.
Oba kosmetyki są warte wypróbowania, tym bardziej, że dostępne są w przystępnych cenach ( szampon 13,00 zł za 200 ml, a odżywka 15,00 zł również za 200 ml ), np. w internetowych sklepie Magiczne Indie.  
Czytaj więcej »

Etui na telefon od Etuo.pl

czwartek, 8 grudnia 2016 48 komentarzy
Jeszcze do wakacji etui na telefon było dla mnie zbędnym gadżetem. Wszystko zmieniło się, gdy wymieniłam stary telefon na obecny. Wydałam na niego sporo, ale nie będę pisać ile, bo to nie jest miejsce na tego typu przechwałki. Ważne jest to, że kolejnym zakupem musiało być porządne etui, które ochroni mój nowy telefon przed zarysowaniem, pęknięciami i możliwymi upadkami. 
Do niedawna miałam etui tylko na tylną część telefonu, które sprawowało się dobrze dopóty, dopóki mój małżonek nie zauważył ryski na ekranie, przez którą trochę mi się dostało po uszach :P Ale jak Boga kocham, nie mam pojęcia kiedy i jak się ona zrobiła... ! Postanowiłam więc kupić kolejną obudowę, tym razem z klapką chroniącą również ekran. Mój wybór padł na pokrowiec o wdzięcznej nazwie "akwarelowy kwiat" z serii Flex Book Fantastic. Zdecydować się na ten jeden konkretny wzór nie było łatwo, bo sklep internetowy Etuo.pl, w którym złożyłam zamówienie, oferuje mnóstwo fantastycznych modeli, a nawet możliwość własnoręcznego zaprojektowania wymarzonej obudowy, i to chyba na każdy typ telefonu.
W moim nowym pokrowcu, oprócz pięknego nadruku, przede wszystkim podoba mi się możliwość złożenia go tak, że telefon jest oparty, więc mogę ustawić go gdzie chcę i nadrabiać zaległości filmowe lub serialowe, gdy mój mąż korzysta z komputera :) Etui ma formę książki, dzięki czemu chroni jednocześnie telefon ze wszystkich stron, włącznie z ekranem. Duży plus należy się za to, że w gumowej obudowie znajdują się otwory na przyciski i gniazdka na tyle duże, że nie trzeba ściągać pokrowca, by naładować telefon czy podłączyć słuchawki. Moja stara obudowa na telefon też posiadała odpowiednie otwory, ale zbyt małe, abym mogła do końca docisnąć kabel od ładowarki. Przy każdym ładowaniu musiałam ściągać obudowę, co było mało praktyczne biorąc po uwagę fakt, że z telefonu korzystam bardzo dużo i nierzadko muszę ładować go codziennie. 
Na koniec mogę jeszcze dodać, że pokrowiec na telefon Etuo.pl na żywo prezentuje się jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Jest świetnie wykonane, z dobrego jakościowo tworzywa, a nadruk jest wyraźny i naprawdę ładnie się prezentuje. No i nie mogę nie napisać o trwającej obecnie świetnej promocji 2+1, dzięki której kupując dwa etui trzecie, najtańsze, otrzymacie gratis! Dla siebie lub dla kogoś bliskiego ( albo też dla mnie :D ), na przykład jako prezent pod choinkę :) 
Czytaj więcej »

Recenzja: Intensywnie nawilżający krem na pierwsze zmarszczki, Aqua π Cosmetics

sobota, 3 grudnia 2016 36 komentarzy
Obietnice producenta:
Moisturizing Lifting Face Cream to krem o właściwościach intensywnie i długotrwale nawilżających, wygładzających pierwsze zmarszczki oraz zapobiegających starzeniu się skóry. Starannie dobrana formuła kremu skutecznie i długotrwale nawilża, niweluje pierwsze oznaki starzenia się skóry oraz zapewnia uczucie komfortu i ukojenia. Regularne stosowanie kremu zapewnia wygładzenie pierwszych zmarszczek, optymalne nawilżenie oraz znaczącą poprawę wyglądu skóry. Krem jest wyjątkowo wydajny, ma niezwykle lekką, półpłynną konsystencję, która po kontakcie ze skórą zamienia się w delikatną, wymagającą wmasowania emulsję.

50 ml kremu w sklepie internetowym Aqua Pi kosztuje 159,00 zł
Moim zdaniem:
Czas płynie nie ubłagalnie, wielkimi rokami przybliżając mnie do "zmiany kodu na trzy z przodu" ;) W środku ciągle czuję się na osiemnaście lat, jednak odbicie w lustrze twardo sprowadza mnie na ziemię... Wiąże  się to z moim większym zainteresowaniem kosmetykami na pierwsze zmarszczki, przeciw zmarszczkom, wygładzającymi zmarszczki, itp. I dlatego w mojej codziennej pielęgnacji twarzy zagościł ostatnio Intensywnie nawilżający krem na pierwsze zmarszczki Aqua π Cosmetics.
Krem ten jest światową innowacją, albowiem tak naprawdę jest on eliksirem w żelu. Przynajmniej według producenta. W praktyce oznacza to, że, cytując: "kremy do twarzy Aqua π Cosmetics posiadają unikalną konsystencję uwarunkowaną obecnością wody naładowanej słabymi polami elektromagnetycznymi. Nazywamy ją eliksirem w żelu. To absolutna nowość zarówno w Polsce, jak i na rynkach światowych.". Żeby było jeszcze bardziej WOW, producent wymienia dwa sposoby aplikowania swojego kremu. Pierwszy, tradycyjny, czyli wklepanie opuszkami palców i pozostawienie do wchłonięcia. Drugi sposób jest rekomendowany przez producenta, a polega on na nałożeniu kremu pędzelkiem do masek, pozostawieniu do wchłonięcia i starciu nadmiaru wacikiem. Dodatkowo producent twierdzi, że kremu nie powinno się wsmarowywać, bo wchłonie on się tylko poprzez wklepywanie lub ugniatanie. Tu mi producent zabił ćwieka, bo nie wiem jak Wy, ale ja nigdy nie ugniatałam sobie twarzy... Albo robiłam to nawet o tym nie wiedząc? 
Krem dostałam zapakowany w biały kartonik ze srebrnymi napisami. Podoba mi się taka elegancka, klasyczna i minimalistyczna szata graficzna. W środku kartonika znajdował się ciężki, szklany słoiczek o pojemności 50 ml, ładnie prezentujący się na toaletce. Krem ma bardzo rzadką, wodnisto- żelową konsystencję, która jest niesamowicie lekka, aksamitna, a sam krem jest mega wydajny. Ma bardzo subtelny zapach, który dla mnie jest jednak zbyt chemiczny. Ratuje go to, że jest niewyczuwalny podczas wklepywania kremu w skórę. 
Te z Was, które mnie już znają wiedzą, że wieczorem traktuje moją twarz olejkami, siłą rzeczy więc kremu tego używam rano, tak jak zaleca producent, wklepując go delikatnie w skórę. Testuję krem sumiennie od blisko dwóch miesięcy i zdążyłam zaobserwować, że bardzo dobrze współpracuje on z różnymi podkładami, zarówno tymi tańszymi, jak np. z Bielendy, jak i droższymi, np. Revlon czy Bourjois. Jak już zdążyłam Wam napisać, krem Aqua Pi jest bardzo wydajny, błyskawicznie się wchłania, nie pozostawiając po sobie śladu, np. w postaci lepkiej, tłustej warstewki. Krem faktycznie jest intensywnie nawilżający, dodatkowo zapewnia przyjemnie uczucie ukojenia, łagodząc podrażnienia i niwelując uczucie ściągniętej skóry. Ponadto sprawia, że skóra jest uspokojona, mięciutka i aksamitna w dotyku. Krem nie podrażnia, nie zapycha ani nie uczula. Co do obietnic wygładzenia zmarszczek oraz zapobiegania starzenia się skóry, nie zauważyłam radykalnej różnicy. Zmarszczki są delikatnie, ale to naprawdę delikatnie spłycone. Po kremie za tyle kasy i po tylu tygodniach stosowania spodziewałam się nieco większych efektów. Nie wykluczone jednak, że po kolejnych miesiącach wklepywania go w skórę nie zajdą jakieś diametralne zmiany. 
Podsumowując, ten nie należący do najtańszych krem nawilżający na pierwsze zmarszczki niczym nie odbiega od kremów z drogeryjnych półek. Zużyję go z przyjemnością do końca, bo lubię to uczucie nawilżenia i miękkości, jakie zapewnia mojej skórze, ale na drugi słoiczek się nie pokuszę. 

PS. Jutro wyjeżdżam do Karpacza, więc następnego postu spodziewajcie się w środę :)
Czytaj więcej »

Listopadowy projekt denko

czwartek, 1 grudnia 2016 34 komentarze
1. Szampon do ekstremalnie nadwyrężonych włosów Serum Deep- Repair, Gliss Kur- na moich włosach wszystkie szampony Gliss Kur świetnie się spisują, dlatego często gęsto mam jakiś pod ręką. Po nich moje włosy nie puszą się, nie elektryzują, są podatniejsze na układanie oraz ładnie pachną i się błyszczą. 
2. Oczyszczający peeling do twarzy,Sylveco- peeling bardzo dobrze oczyszcza skórę, wygładza i przygotowuje ją na dalsze etapy pielęgnacji. Drobinki korundu świetnie ścierają martwy naskórek, a olej jojoba i masło shea zapewniają skórze odpowiedni poziom nawilżenia i odżywienia. We wrześniu ukazała się recenzja peelingu, z której dowiecie się jeszcze więcej. 
3. Masło shea, Indigo- rewelacyjny kosmetyk! On i kilka innych sprawiło, że mam ochotę bliżej poznać inne produkty Indigo, zwłaszcza lakiery hybrydowe ( i tu mała dygresja: wiecie, że zbliżają się Święta? i że byłam w tym roku bardzo grzeczna i zasługuję na ładny prezent? :D ). Masło pięknie pachnie i rewelacyjne pielęgnuje skórę, nawet najbardziej wysuszoną. 
4. Łagodzący krem pod oczy, Sylveco- przede wszystkim jest mega wydajny. W lipcu napisałam jego recenzję po kilku tygodniach stosowania, a dna dobił raptem kilka dni temu. Moja skóra nie lubi, gdy długo stosuję jeden kosmetyk, dlatego też z czasem krem ten zaczynał coraz słabiej oddziaływać. Obecnie używam kremu AA, ale do Sylveco jeszcze kiedyś wrócę. 
5. Olej marula, BioOleo Cosmetics- genialny olej, który wiele dobrego uczynił z moją cerą. Po kilkutygodniowej kuracji tym olejkiem moja skóra jest jak nowo narodzona: jest jędrniejsza, gładsza, bardziej miękka w dotyku, uspokojona i taka świeża. Olej marula zapewnił jej idealne odżywienie, nawilżenie i regenerację. Jestem nim tak zachwycona, że na jednej buteleczce na pewno się nie skończy. 
6. Kremowe serum do twarzy Aqua Skin Care, Marion- serum kupiłam w Biedronce za kilka złotych. Po kilku pierwszych aplikacjach myślałam, że przypadkiem trafiłam na kosmetyczną perełkę. Pochwaliłam chyba za wcześnie, bo w ciągu następnych paru dni tak mnie zapchało, że obawiałam się, iż nie dojdę już do ładu ze swoją cerą... Resztkę serum wykorzystałam do pielęgnacji ciała. 
7. Krystaliczny żel pod prysznic Orientalna Magnolia, Lirene- z jego recenzji dowiecie się, że nie lubię pisać o żelach pod prysznic. Żel Lirene nie odbiega niczym od wielu innych żeli dostępnych na rynku kosmetycznym. Jest w porządku, ale nie spodziewajcie się fajerwerków. 
8. Szampon głęboko oczyszczający Pure Wax, Pilomax- zwykły szampon do codziennego mycia włosów. Dobrze oczyszcza z zanieczyszczeń, ale może plątać włosy, a bez odżywki się nie obejdzie. Jest tak zwyczajny, że szkoda strzępić na niego klawiatury, bo nic mądrzejszego o nim nie napiszę. 
9. Odżywka bez spłukiwania do bardzo zniszczonych i suchych włosów Ultimate Repair, Gliss Kur- dwufazową odżywkę stosowałam zarówno na suche, jak i wilgotne włosy, często też przed prostowaniem, głównie od połowy ich długości aż po końce. Ułatwia rozczesywanie włosów, dyscyplinuje i zmiękcza, ale na nic więcej nie liczcie. Napisałam o niej co nieco w tym poście
10. Krem BB Dollish, Lioele- mój pierwszy, prawdziwie azjatycki krem bb, który mega zaskoczył mnie swoim kolorem. Po wyciśnięciu na dłoń jest jasnofioletowy! Dopiero przy aplikowaniu na skórę, w jakiś magiczny sposób zmienia swój odcień i idealnie wpasowuje się w koloryt skóry. 
11. Maskara Volume Million Lashes So Couture, L'Oreal- dzięki temu tuszowi przekonałam się do maskar L'Oreal, które będę teraz chętniej kupować. Ale tylko podczas dużych promocji, bo bolałoby mnie wydanie 60,00 zł na tusz do rzęs :P Pisałam o nim w tamtym roku, o tutaj i myślę, że nic bym w tej recenzji nie zmieniła. 
12. Maskara 4D, Smart Girls Get More- tak jak napisałam w recenzji: jest to dobry tusz, ale ma swoje wady. Podoba mi się jak rozdziela, wydłuża i podkreśla rzęsy, ale męczy mnie to, że rozmazuje się pod okiem i jest tak problemowy w demakijażu. 
13. Pomadka do ust Color Edition, Eveline- to właściwie wyrzutek, a nie zdenkowany kosmetyk. Szminka wydaje się być fajna, podoba mi się jej konsystencja, kolor ciepłego brązu, pigmentacja i to jak zachowuje się na ustach. Jednak ta pomadka tak okropnie śmierdzi, że nie da się wytrzymać z nią na ustach choćby minuty. Zapach jest okropny, duszący i co gorsza, czuć go nawet po umalowaniu ust. Lubię kosmetyki Eveline, ale ta pomadka to jakieś nieporozumienie...
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.