06:57:00

Znalezione w Shiny Box'ie: Upiększający krem pod oczy Magic Rose, Evree

Znalezione w Shiny Box'ie: Upiększający krem pod oczy Magic Rose, Evree
Każde pudełko Shiny to dla mnie nierzadko kopalnia nieznanych kosmetyków lub też takich, które chciałam przetestować, ale nieraz było mi z nimi nie po drodze. Takim właśnie produktem jest upiększający krem pod oczy z serii Magic Rose od Evree, który znalazłam w boxie "Celebration Time"
Krem znajduje się w malutkiej, białej tubce zakończonej cienkim aplikatorem. Szata graficzna jest minimalistyczna, składająca się z samych różowych i szarych napisów. Całość wygląda fajnie, jednak ładniejszy jest kartonik, w którym kupujemy krem. Nie zdążyłam go sfotografować, bo zanim o tym pomyślałam, to zdążyłam go wyrzucić do kosza, dlatego odsyłam Was na stronę Evree, byście mogły go popodziwiać: klik :D Konsystencja kremu jest taka na pół treściwa, odpowiednio gęsta, ale nie za tłusta i nie ciężka. Lekko się rozprowadza, otulając skórę ochronną warstewką, ale taką której w ogóle nie czuć. Na zdjęciu tego nie zobaczycie, ale możecie mi uwierzyć na słowo ;), że w konsystencji widoczne są subtelne, rozświetlające drobinki, które według tego, co wyczytałam o kremie, mają zapewniać efekt "glow". I faktycznie dzięki tym drobinkom skóra wygląda promiennie i zdrowo. 
Upiększający krem pod oczy Evree sprawia, że skóra pod oczami wygląda na wypoczętą, ale dba też o odpowiedni poziom jej nawilżenia. Pozwala zachować skórze jej elastyczność oraz napięcie, optycznie wygładza także niewielkie zmarszczki. Mam też sporą nadzieję, że działa profilaktycznie i chroni skórę przed pojawieniem się kolejnych ;) Odkąd używam tego kremu wydaje mi się, że skóra pod oczami jest taka... mocniejsza, jeśli wiecie o co mi chodzi. Dodatkowo jest naprawdę dobrze odżywiona. Krem aplikuję na skórę wieczorem, więc nie wiem, jak zachowuje się pod makijażem, ale czytałam kilka jego recenzji i podobno całkiem fajnie, ale to musiałybyście sprawdzić już same ;) 
Krem pod oczy z serii Magic Rose ma raczej standardową pojemność 15 ml i kosztuje około 30,00-35,00 zł. Widziałam go między innymi w Rossmannie, ale bez problemu kupicie go także w internetowych drogeriach. W jego składzie nie ma olejów mineralnych, parabenów i sls. Jest za to ekstrakt z róży damasceńskiej, eyeliss ( czyli peptyty zmniejszające opuchliznę pod oczami ) oraz rozświetlające drobinki. Taki skład bardzo mi odpowiada i tym samym jestem mocno usatysfakcjonowana poziomem pielęgnacji, jaki krem zapewnia mojej skórze wokół oczu. I dlatego kupuję go jeszcze nie jeden raz :)

06:52:00

Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji cery mieszanej Multi Essence 4w1, Bielenda

Multiwitaminowa esencja do pielęgnacji cery mieszanej Multi Essence 4w1, Bielenda
Być może zauważyłyście, że ostatnimi dniami mało mnie w blogosferze, w szczególności na Waszych blogach. Spowodowane jest to bardzo intensywnym okresem w moim życiu- te z Was, które śledzą mnie na Instagramie ( a te, które jeszcze tego nie robią proszone są o nadrobienie zaległości :P ) wiedzą, że niedawno odebraliśmy z mężem klucze od naszego mieszkania :) Jest ono w stanie deweloperskim, więc praktycznie każdy weekend spędzam albo "na budowie" z miarką w ręce rozplanowując, gdzie co będzie stało i zastanawiając się czy kuchnie przenosimy czy jednak zostaje na starym miejscu, albo w sklepach typu Castorama i Leroy Merlin. W pracy też mam kocioł, często zostaję po godzinach, ale jeszcze miesiąc, góra dwa i wszystko powinno już wrócić do normy, przynajmniej na polu zawodowym. Mam nadzieję, że jeszcze przez jakiś czas będziecie dla mnie wyrozumiałe i wybaczycie mi moją mniejszą obecność na Waszych blogach, ale staram się jak mogę, by móc w tym wszystkim znaleźć jeszcze czas na blogowanie. Dobrze, że zanim zaczął się ten chaos udało mi się napisać kilka recenzji na zapas, dlatego też dziś mogę Was zaprosić na wpis poświęcony multiwitaminowej esencji do pielęgnacji cery mieszanej od Bielendy. 
Marka swój produkt reklamuje jako kosmetyk 4w1, który ma: pielęgnować jak krem, regenerować jak maska, oczyszczać jak mleczko oraz tonizować jak... tonik ;) Przy wymyślaniu tych wszystkich obietnic kogoś za mocno poniosła wyobraźnia, to i tak uważam, że esencja do cery mieszanej ( są jeszcze dwie, o których wspominam niżej, ale których nie testowałam ) sprawdza się naprawdę bardzo dobrze. W mojej pielęgnacji esencja pełniła rolę toniku, nigdy nie próbowałam zmywać nią makijażu, więc nie wypowiem się na temat zapewnienia producenta, że oczyszcza jak mleczko. Jej działanie pielęgnacyjne oceniam pozytywnie: esencja stosowana jako tonik zapewnia fajne uczucie nawilżenia i wygładzenia, a gdy cera ma gorszy dzień, to dodatkowo zapewnia jej ochronę i przynosi cudowne ukojenie. Po esencje sięgałam nie tylko podczas wieczornej pielęgnacji, ale również rano, fundując skórze odświeżenie i lekkie zmatowienie. Esencja nadaje skórze lekki poślizg, dzięki czemu podkłady lub sera do twarzy rozprowadzają się tak gładko, że aż bajecznie :D Na mojej mieszanej cerze kosmetyk nie pozostawiał żadnej lepkiej warstewki, wręcz przeciwnie- skóra bardzo szybko wchłania produkt.  I co najważniejsze, o czym zawsze staram się pamiętać, aby wymienić w recenzowanych kosmetykach to to, że esencja jest delikatna dla skóry, nawet dla takiej jak moja, czyli problemowej, ale jednak wrażliwej. Produkt Bielendy nie podrażnia, nie uczula, nie jest też komedogenny. 
Multiwitaminowa esencja z Bielendy ma płynną postać. To taki tonik o subtelnym zapachu. Znajduje się w lekko płaskiej i przezroczystej butelce, zamykanej na klapkę. Butelka jest nie tylko ładna, ale też wygodna w używaniu i solidnie wykonana. Przez malutki otwór kosmetyk przelewa się bez problemu, ale rozwiązanie z pompką, a jeszcze lepiej z atomizerem rozpylającym delikatną mgiełkę, też byłoby fajne :) Esencja dostępna jest w trzech wersjach: zielona do cery mieszanej, różowa do suchej i wrażliwej oraz fioletowa do dojrzałej. W składzie każdej z nich na drugim miejscu znajdziemy filtrat drożdżowy, który bogaty jest w witaminy, aminokwasy i minerały. Wariant do cery mieszanej został wzbogacona w kwas glikolowy oraz witaminę B5. Esencje kosztują około 13,00 zł za 200 ml i z łatwością znajdziecie je zarówno w stacjonarnych, jak i internetowych drogeriach. 
Wprowadzenie do wpisu było długie, jak chyba nigdy wcześniej, to chociaż w podsumowaniu postaram się streścić ;) Tak się złożyło, że miałam dwie buteleczki tej esencji: jedną kupiłam sobie sama, drugą otrzymałam na Meet Beauty. Zużyłam tylko jedno opakowanie, drugim podzieliłam się z mamą, bo choć jest to bardzo fajny produkt, który naprawdę polecam przetestować, to jednak chciałam już zacząć używać czegoś innego- padło na tonik Kueshi, o którym też szykuję recenzję ;)

06:51:00

Recenzja: Szampon zwiększający objętość włosów, Mediterranean Cosmetics

Recenzja: Szampon zwiększający objętość włosów, Mediterranean Cosmetics
Obietnice producenta:
Szampon zwiększający objętość z kolagenem i kwasem hialurynowym. Ta zaawansowana kompozycja zwiększa elastyczność, objętość i odżywianie włosów. Idealny do cienkich i słabych włosów wymagających zwiększenia objętości korzenia włosów. 118% dodatkowego nawilżenia.

350 ml/ 39,00 zł w BiolenaPlus
Moim zdaniem:
Być może słyszałyście o marce Mediterranean Cosmetics, a jeśli nie to spieszę z wyjaśnieniami, że jest to marka kosmetyczna pochodząca z Grecji, która tworzy "certyfikowane kosmetyki najwyższej jakości, wybierając i łącząc najbardziej korzystne składniki znalezione w śródziemnomorskiej przyrodzie z nowatorskimi surowcami opartymi na najnowocześniejszej kosmetologii. (...) celem jest dalsze rozwijanie metod badawczych i produkcyjnych, tak aby wysoce skuteczne produkty kosmetyczne mogły być dostępne dla jak największej liczby kobiet". Od kilku tygodni poznaję kosmetyki tej marki, a dziś przygotowałam dla Was recenzję jednego z nich, czyli szamponu zwiększającego objętość włosów. 
Szampon znajduje się w okrągłej butelce o pojemności 350 ml. Szata graficzna jest z tych skromniejszych i utrzymana w biało- czarnej kolorystyce z dodatkiem niebieskiego. Butelka jest poręczna, nie wyślizguje się z dłoni, a przez otwór nigdy nie wylało mi się więcej szamponu, niżbym tego chciała. Konsystencja jest właściwa jak dla większości szamponów, odpowiednio gęsta i dobrze pieniąca się po nałożeniu na włosy. Jedyne co mi w produkcie przeszkadza, to zapach. Jest w nim coś, co po prostu drażni mój zmysł powonienia. Jednak sprawdza się na moich włosach, więc puszczam oko na tą małą niedogodność ;)
Szampon został wzbogacony kolagenem i kwasem hialuronowym. Zawartość kolagenu sprawia, że włosy są łatwe w rozczesywaniu, nie plączą się po umyciu i nabierają blasku. Zaś kwas hialuronowy wpływa na nawilżenie włosów, które stają się miękkie i delikatniejsze w dotyku. Szampon Mediterranean rozprowadza się łatwo i przyjemnie. Dobrze się pieni i oczyszcza włosy oraz skórę głowy, nie powodując podrażnienia ani łupieżu. Szampon nie robi z włosów siana, a jest to zasługa wspomnianego już kwasu hialuronowego, który dba o odpowiedni poziom nawilżenia. Dodatkowo są miękkie i lśniące, dłużej zachowują też swoją świeżość. Co do głównego zadania szamponu, czyli zwiększania objętości, to muszę przyznać, że szampon ładnie obija włosy od nasady, przez co wydaje się, że jest ich jakby więcej. 
Kosmetyki Mediterranean kupić możecie u allegrowicza BiolenaPlus, który w swojej ofercie ma ponad 40 produktów marki. Ja jeszcze mam peeling do twarzy, drugi do ciała oraz masło o zapachu wanilii i karmelu. Z szamponu jestem zadowolona i mam nadzieję, że z pozostałymi kosmetykami będzie tak samo :)

06:56:00

Odżywczo- wygładzający peeling do ciała,Vianek

Odżywczo- wygładzający peeling do ciała,Vianek
Obietnice producenta:
Odżywczo-wygładzający peeling do ciała z drobno zmielonymi pestkami moreli oraz cukrem, złuszcza martwy naskórek, wzmacnia i głęboko odżywia. Olej z pestek moreli i rokitnikowy dostarczają skórze dużej porcji witamin i przeciwutleniaczy, dzięki czemu zyskuje ona zdrowy koloryt i odpowiednią sprężystość. Apetyczny zapach sprawia, że masaż skóry staje się przyjemnością, a efekty widoczne są już po pierwszym użyciu.

Skład: Glycine Soja Oil, Sucrose, Glyceryl Stearate, Cocos Nucifera Oil, Cera Alba, Sambucus Nigra Extract, Glyceryl Laurate, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Linalool, Limonene, Ci 77007, Ci 77491.

250 ml/ 17,99 zł w sklepie internetowym Vianek
Moim zdaniem:
Jak tylko zobaczyłam stoisko Sylveco i Vianka na I Łódzkich Targach Beauty wiedziałam, że po prostu muszę coś kupić :P Jako osoba, która może się chyba nazwać uzależnioną od wszelkiej maści peelingów ;), wiedziałam, że wśród zakupów na pewno znajdzie jeden z nich. Mój wybór padł na odżywczo- wygładzający z mielonymi pestkami moreli, za który zapłaciłam 15,00 zł. Targi odbyły się w marcu, a ja po ten peeling sięgnęłam dopiero w wakacje, wcześniej używając innych, np. malinowego z Organic Shop.
Wszystkie opakowania Vianka charakteryzują się prostotą i delikatnymi kwiatowymi zdobieniami- każda z sześciu serii produktów wyróżnia się swoim kolorem. Peeling, który jest dzisiejszym bohaterem wpisu pochodzi z serii pomarańczowej, czyli odżywczej. Umieszczony został w okrągłym słoiku o pojemności 250 ml. Jego zawartość została dodatkowo zabezpieczona banderolą, dzięki czemu zyskujemy pewność, że nikt przed nami go nie otwierał. Jest to szczególnie ważne, ponieważ peeling powinno się zużyć w ciągu 3 miesięcy od otwarcia. 
Peeling wygląda na mocno zbity i gęsty, a po zanurzeniu w nim dłoni okazuje się, że jest jakiś taki... miękki, trochę jak nieco roztopione masło ;) Z łatwością się nakłada i rozprowadza po ciele. Sunąc gładko po skórze pozwala na precyzyjne wykonanie masażu. Aplikacji towarzyszy słodkawy zapach, trochę kwiatowy i lekko perfumowany, który utrzymuje się przez jakiś czas, zarówno na ciele, jak i unosząc się w powietrzu. Kryształki cukru oraz drobno zmielone pestki moreli są wyczuwalne, ale nie za ostre. Świetnie radzą sobie ze ścieraniem martwego naskórka, ale nie sprawiają, że skóra po wykonanym zabiegu jest zaczerwieniona. Peeling preferuję używać na sucho, daje mocniejszy efekt, przyjemnie drapiąc skórę ;) Osobom, które wolą delikatniejsze masaże polecam stosować go na zwilżone ciało. Wyraźnie czuć obecność olejków w składzie, albowiem po spłukaniu peelingu na skórze pozostawiają tłustawą warstewkę, która znika po wytarciu ręcznikiem. Po użyciu peelingu Vianek można darować sobie balsamowanie ciała, bo skóra jest bardzo dobrze nawilżona, odżywiona i wygładzona. 
Peeling marki Vianek to naturalny produkt z dobrze skomponowanym składem, w którym znajdziemy między innymi olej sojowy, z pestek moreli oraz z rokitnika zwyczajnego. Jeśli więc szukacie właśnie takiego kosmetyku do pielęgnacji ciała, to polecam Wam zapoznać się właśnie z tym peelingiem. Bo jest to produkt naprawdę dobrze przemyślany, którym marka po raz kolejny podbiła moje serce ;)

06:46:00

5 serialowych propozycji na długie, jesienne wieczory

5 serialowych propozycji na długie, jesienne wieczory
Wiecie za co najbardziej lubię jesień? Za długie wieczory, które mogę spędzać pod kocem, z kubkiem gorącej herbaty, czytając książkę lub oglądając seriale :) Z blogosfery lub Instagrama wiem, że Wy też tak lubicie spędzać czas, dlatego z myślą o Was przygotowałam 5 serialowych propozycji, które, moim skromnym zdaniem ;), warto obejrzeć.
O tym serialu chciałam Wam napisać już dawno temu, ale jakoś nie było ku temu okazji. Richard Castle to popularny autor powieści kryminalnych, na podstawie których ktoś popełnia prawdziwe morderstwa. Zostaje poproszony przez nowojorską policję o pomoc w rozwiązaniu zagadki. Praca detektywa tak mu się podoba, że dzięki koneksjom u burmistrza uzyskuje zgodę na udział w śledztwach prowadzonych przez Kate Beckett, której, delikatnie mówiąc, nie jest to w smak. 
Serial łączy w sobie kryminalne zagadki z szczyptą humoru i dobrą grą aktorską. Jest mega wciągający! Doczekał się ośmiu sezonów, a jeden odcinek trwa około 45 minut.
O serialu "Confess" wspominałam już kilka tygodni temu na Instagramie. Poleciła mi go autorka bloga Okiem Marzycielki. Jest to krótki serial, składający się z siedmiu dwudziestokilkuminutowych odcinków- jest to jego jedyną wadą, obejrzałam go w jedno sobotnie przedpołudnie! Serial opowiada przepiękną historię miłosną Auburn i Owena. Ona próbuje uporządkować swoje życie. On jest artystą z problemami. Poznają się przypadkiem, oboje mają swoje tajemnice, ale ewidentnie czują, że coś między nimi iskrzy. Jak to jednak w życiu bywa, nic nie jest takie proste, jakby mogło się wydawać, a na horyzoncie jest ktoś trzeci, a nawet czwarty...
Serial powstał na podstawie książki pod tym samym tytułem autorstwa Colleen Hoover. Wcześniej nie miałam do czynienia z twórczością pisarki, po serialu wiem, że muszę koniecznie to nadrobić! 
Jeśli oglądałyście "Gotowe na wszystko", to pokochacie "Pokojówki z Beverly Hills"! Serial opowiada o perypetiach pięciu latynoskich pokojówek, które zbliżają się do siebie po tragicznej śmierci jednej z koleżanek i które na co dzień muszą zmagać się ze swoimi nierzadko dość specyficznymi pracodawcami. Jest to komediowo- dramatyczny serial, który łączy w sobie nierozwiązane tajemnice, mocno skrywane sekrety, pogoń za marzeniami, perypetie miłosne, seks, humor, intrygi i morderstwo...
Serial składa się z czterech sezonów. W pierwszych trzech mamy po 13 odcinków, w ostatnim jest ich dziesięć. Pierwsze sześć odcinków obejrzałam w jeden wieczór ;)

"The sinner" to najbardziej mroczny i najbardziej klimatyczny serial z wszystkich przedstawionych. Opowiada historię młodej kobiety, która dopuszcza się okrutnego morderstwa. Nie potrafi wytłumaczyć dlaczego to zrobiła, a detektyw prowadzący śledztwo uważa, że za tym czynem musi stać coś większego. I mimo, iż wina bohaterki jest ewidentna, ten nie odpuszcza i docieka prawdy, odkrywając jej głęboko skrywane tajemnice i trudne dzieciństwo w domu matki, religijnej fanatyczki. 
Z tego co wyczytałam, serial będzie miał tylko jeden sezon, składający się z ośmiu odcinków. Moim zdaniem, serial ten jest inteligentny, mocny, skupiający się na tym, co jest w nas ludziach, w naszej psychice. To propozycja dla koneserów, lubiących niestandardowe, kameralne seriale.
Na koniec zostawiłam polską produkcję, w której, moim zdaniem, już po pierwszym odcinku czuć potencjał. "Diagnoza" to najnowszy serial stacji TVN, którego akcja rozgrywa się w Rybniku. Główną bohaterką jest Anna, która wróciła do Polski po kilku latach nieobecności, aby zemścić się na człowieku, który zniszczył jej życie. Niestety, w wyniku poważnego wypadku traci pamięć
Nie jestem fanką seriali rozgrywających się w szpitalach i na salach operacyjnych, ale ten obejrzę chociażby ze względu na samą obsadę: fenomenalną Maję Ostaszewską, przystojnego Maćka Zakościelnego czy genialnego Adama Woronowicza. 




To moje wszystkie propozycje seriali- mam nadzieję, że wśród nich znalazłyście coś dla siebie :) A może znacie jeszcze jakiś fajny serial, który mogłabym obejrzeć?
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger