Znalezione w Shiny Box'ie: Regeneracyjny krem pod oczy L'Orient

sobota, 22 kwietnia 2017 25 komentarzy
Dzisiejszym wpisem chciałabym zapoczątkować nową serię na blogu zatytułowaną "Znalezione w Shiny Box'ie". Jako Ambasadroka co miesiąc dostaję pudełka wypełnione po brzegi kosmetykami. Wśród nich są takie, które bardzo polubiłam, których używam z przyjemnością i dlatego chciałabym poświęcić im osobne posty. Pierwszą taką perełką jest regeneracyjny krem pod oczy L'Orient, który znalazł się w styczniowym pudełku "Party Time". 
O regeneracyjnym kremie pod oczy producent pisze, że "zawiera unikalną kombinację minerałów z Morza Martwego, witamin, protein i naturalnych ekstraktów roślinnych wspomagająca ochronne konturów okolicy oczu. Pozwala utrzymać naturalny poziom nawilżenia i elastyczność. Stosowany regularnie spłyca zmarszczki, usuwa opuchliznę i cienie pod oczami. Pozostawia okolice oczu promienne, pełne naturalnego blasku. Idealny do codziennej pielęgnacji na noc i na dzień dla każdego rodzaju cery". 
Krem pod oczy otrzymujemy w jasnej buteleczce zakończonej pompką air less, która sprawnie działa, nie zacina się i dozuje taką ilość produktu, jaką na daną chwilę potrzebujemy. Ja używam pół pompki, taka porcja wystarcza mi na wklepanie kremu w skórę pod oczami, w zewnętrznych kącikach, a czasami nawet odrobinę zaaplikuję na powieki. Szata graficzna opakowania jest minimalistyczna, elegancka w swojej prostocie i chociaż nie wyróżnia się niczym szczególnym, to naprawdę mi się podoba. Początkowo zaskoczona byłam, że w tak dużym opakowaniu znajduje się tylko 15 ml kremu i myślałam, że to miniaturka kosmetyku. Jest to jednak pełnowymiarowy produkt, a buteleczka jest tak duża, bo prawie połowę jej wysokości zajmuje pompka wypychająca kosmetyk ku górze. 
Krem pod oczy L'Orient ma subtelny, kremowy zapach oraz konsystencję leciutką niczym śmietanka. Szybko się wchłania, nie obciążając delikatnej skóry pod oczami. Kremu używam głównie w wieczornej pielęgnacji, ale czasami zdarza mi się użyć go ponownie rano. Dobrze współgra z kosmetykami do makijażu, ani korektor ani podkład nie ważą się na nim ani się nie rolują. Po pierwszym użyciu kremu czuć duże ukojenie oraz nawilżenie skóry pod oczami. Regularne wklepywanie kremu L'Orient przyczynia się do znacznego wzmocnienia skóry, poprawy jej elastyczności i napięcia. Skóra pod oczami jest rozjaśniona oraz bardziej promienna. Dłuższe stosowanie kremu sprawia, że drobne zmarszczki są delikatnie spłycone, zmniejszają się cienie pod oczami, a o opuchliźnie zapomniałam kompletnie. Jak dla mnie, jest to najlepszy krem pod oczy, jaki miałam okazję poznać w ostatnich miesiącach. 
Dermokosmetyki marki L'Orient dostępne są głównie w Mydlarniach u Franciszka. Krem pod oczy ma pojemność 15 ml i kosztuje 64,00 zł. Może się wydawać dużo, ale oprócz samego oddziaływania na delikatną skórę pod oczami, należy wziąć pod uwagę jego naturalny skład i naprawdę świetną wydajność.
Czytaj więcej »

Recenzja: Regeneracyjne serum do twarzy, Regenerum, Aflofarm

środa, 19 kwietnia 2017 38 komentarzy
Obietnice producenta:
Regenerum regeneracyjne serum do twarzy to innowacyjny produkt spo szerokim spectrum działania, który silnie odbudowuje, nawilża i odżywia skórę, jednocześnie widocznie ją wygładzając.  Regeneracyjne serum do twarzy przeznaczone jest do każdego rodzaju cery, nawet dla cery przesuszonej i odwodnionej, wymagającej regeneracji. Może być stosowane zarówno jako kuracja, jak i do codziennej pielęgnacji zamiast kremu i/ lub jako baza pod makijaż.

50 ml/ około 30,00 zł w aptekach
Moim zdaniem:
Zastanawiałyście się kiedyś, ale tak naprawdę, czym różni się serum od kremu? Szczerze Wam powiem, że ja nigdy nie wgryzałam się w ten temat. Wystarczała mi wiedza, że mając i serum i krem, jako pierwsze aplikuje się właśnie serum. Dopiero pisząc tego posta zaczęłam bardziej się interesować różnicami pomiędzy nimi i teraz już wiem, że przyjmuje się, iż serum to kosmetyk silniej działający niż krem, posiadający w swym składzie silniejsze i bardziej skoncentrowane substancje odżywcze, ale mający lżejszą konsystencję i lepszą wchłanialność w skórę niż krem. Mimo 28 lat na karku, miałam mało styczności z serami do twarzy, ale testując nowość, jaką jest regeneracyjne serum do twarzy Regenerum od Alofarm, zgadzam się w 100% z taką definicją tego produktu.
Opakowanie serum to biała tubka o pojemności 50 ml i bardzo minimalistycznej szacie graficznej, którą tworzą napisy. Tubka zapakowana została w kartonik, na którym umieszczone zostały wszystkie niezbędne informacje. Zakończona jest pompką air- less, co bardzo mi odpowiada, bo takie rozwiązanie zapewnia nie tylko wygodne, ale przede wszystkim higieniczne dozowanie kosmetyku. Tworzywo, z którego tubka została wykonana, jest elastyczne i gdyby pompka się zacięła, łatwo by mi było wycisnąć pozostałości serum. Tubka zamykana jest na plastikową zatyczkę, na której możemy postawić kosmetyk. Poza tym opakowanie jest nieduże i bardzo lekkie, możemy je wszędzie ze sobą zabrać. 
Serum zaskoczyło mnie swoją konsystencją, ale było to zanim przeczytałam, że jest to kosmetyk charakteryzujący się lżejszą formułą niż krem. Po wyciśnięciu wydaje się, że serum jest gęste, ale wystarczy zacząć rozprowadzać je po skórze, aby przekonać się jak mylne jest pierwsze wrażenie. Konsystencja serum jest naprawdę lekka i delikatna. Kosmetyk szybko się wchłania, pozostawiając skórę w lekkim macie. Dodatkowo serum do twarzy Regenerum ma bardzo ładny zapach, który jest subtelny, ale też trochę słodki, a trochę kremowy. 
Serum do twarzy Regenerum, jak każde inne, powinno być aplikowane na twarz jako pierwsze, aby zawarte w nim aktywne składniki miały szansę wniknąć w głąb skóry i zadziałać zgodnie z przeznaczeniem. Następnie powinno się wklepać delikatnie krem pod oczy, a dopiero potem krem do twarzy, który zabezpieczy substancje czynne wewnątrz skóry, dzięki czemu serum zadziała jeszcze lepiej. Wcale sobie nie żałuję tego kosmetyku, używam go codziennie do wieczornej pielęgnacji twarzy oraz szyi i dekoltu, dlatego dość szybko zaczął mi się kończyć. Mam go od około miesiąca i zostały mi jeszcze jakieś resztki. Zaczynając testy nieco obawiałam się czy nie zapcha mojej cery, ale na szczęście tak się nie stało. Serum też nie uczuliło ani nie podrażniło skóry. Producent zapewnia, że jego kosmetyk nadaje się także jako baza pod makijaż, ja jednak przyzwyczaiłam się już do stosowania go na noc. 
W pielęgnacji twarzy używałam serum w duecie z kremem, ale na skórę szyi i dekoltu aplikowałam je już samodzielnie. Nowość Regenerum sprawia, że skóra jest odpowiednio nawilżona, uelastyczniona i przyjemna w dotyku. W połączeniu z kremami, maseczkami i innymi kosmetykami, których używam, sprawia, że skóra jest również miękka i gładka. Po kilku tygodniach dało się zauważyć, że cera nabiera zdrowszego wyglądu, a koloryt jest bardziej wyrównany.
Podsumowując, jestem zadowolona z z serum i uważam, że jest to dobry kosmetyk, którego cena jest adekwatna do działania i wydajności. Serum do twarzy nie jest moim pierwszym kosmetykiem Regenerum, ale śmiało mogę powiedzieć, że obok regeneracyjnego serum do włosów, jest na pewno jednym z ulubionych.  
Czytaj więcej »

Lakiery do paznokci z limitowanej edycji Secret Garden, Bell

poniedziałek, 17 kwietnia 2017 35 komentarzy
Secret Garden to najnowsza limitowana kolekcja kosmetyków Bell, które przez kilka najbliższych tygodni będą dostępne w sklepach Biedronkach. W tej wiosennej edycji znajdziecie kolorowe konturówki do oczu w płynie, błyszczyki do ust, serum powiększające usta, wielokolorowy puder korygująco- upiększający oraz lakiery do paznokci, które otrzymałam w Boxie Only You "Rozkwitnij wiosną" i które dzisiaj Wam pokaże.
Secret Garden to kolekcja przepięknych, wiosennych lakierów w 6 inspirujących, kwiatowych odcieniach:
06 Rose to klasyczna, głęboka czerwień,
04 Orchid jest ciemną fuksją z subtelnie mieniącymi się różowymi drobinkami,
05 Tulip to energetyzująca pomarańcza,
03 Secret Flower jest morskim odcieniem niebieskości,
02 Forget Me Not to delikatny, pastelowy niebieski z opalizującymi drobinkami,
01 Magnolia jest pięknym odcieniem nude wpadającym w róż.
Tak, wiem, wiem- numeracja nie jest do końca po kolei, ale najpierw pomalowałam wzornik, a potem spojrzałam na kolory i przypisane im numerki :P
Lakiery mają dwa typy pędzelków: grubszy, szerszy ku końcowi i równo ścięty jest w odcieniach nr 03, 02, 04, 06, w pozostałych dwóch kolorach pędzelek też jest równo ścięty, ale cieńszy i prosty- różnice między nimi możecie zobaczyć na zdjęciu wyżej. Nie wiem czy taki podział pędzelków jest we wszystkich lakierach z tej edycji, ale mnie się akurat tak trafiły i pomyślałam, że warto o tym wspomnieć. Oba pędzelkami bardzo dobrze i wygodnie maluje się paznokcie, bo oba ładnie rozprowadzają lakier po płytce paznokcia. Lakiery, oprócz poręcznych pędzelków, mają też kremową konsystencję, są odpowiednio gęste i nie rozlewają się przy skórkach, dzięki czemu malowanie nimi paznokci to naprawdę czysta przyjemność.
Lakiery są bardzo dobrze napigmentowane. Nawet dwa najjaśniejsze odcienie już przy dwóch warstwach idealnie pokrywają płytkę paznokcia równomierną, półmatową a półbłyszczącą powłoką koloru bez żadnych smug. Lakiery Bell szybko wysychają, nie odpryskują na drugi dzień, ale na trzeci mogą się delikatnie ścierać na końcówkach. Przynajmniej czerwony, którym paznokcie ma pomalowane moja mama i ciemniejszy niebieski, którym pomalowałam paznokcie koleżance. Ja obecnie używam hybryd, ale lakiery Bell na pewno wykorzystam w zdobieniu paznokci metodą stemplowania- po raz pierwszy już w piątek :D
Lakiery do paznokci serii Secret Garden dostępne są w Biedronce w cenie 6,99 zł za 8 ml. Przypominam, że jest to edycja limitowana, więc jeśli któryś z kolorów Was zachwycił, to radzę pospieszyć się z zakupami :D
Czytaj więcej »

Lustereczko i czyścik, czyli moje nowe akcesoria do telefonu

piątek, 14 kwietnia 2017 35 komentarzy
Phone Mirrors Design to producent ręcznie robionych lusterek i innych akcesoriów do telefonu. Flagowym produktem marki jest Peemer, czyli stylowe, nietłukące się ( wierzę na słowo, bo nie zamierzam sprawdzać ;) lustereczko, które można przykleić do telefonu, ale też do innych mobilnych urządzeń. Firma ma w swojej ofercie kilka takich lusterek, a jedno z nich chciałabym Wam dzisiaj pokazać.
Lusterka Peemer mają różne kształty, mogą mieć kolorową ramkę i być ozdobione kryształkami Swavorskiego. Z kilku dostępnych modeli wybrałam dla siebie lustereczko Silver Kameleon Love. Ma ono kształt serduszka, otoczonego metalową ramką, w którą wtopione zostały malutkie kryształki. Całość prezentuje się kobieco, słodko i uroczo. Lustereczko ma wymiary 55mm na 55mm i mocowane jest za pomocą bardzo cieniutkiego rzepu, który nie niszczy obudowy telefonu, a po odklejeniu nie pozostawia żadnych śladów. Gadżet na telefon został do mnie bardzo ładnie zapakowany, w srebrne pudełeczko przewiązane wstążeczką, które pokazywałam już na Instagramie. Samo lusterko było owinięte w różową bibułkę, a puzdereczko wypełnione zostało styropianowymi kuleczkami, które dodatkowo amortyzowały lustereczko, aby dotarło do mnie bez najmniejszej skazy. 
Do lustereczka został dołączony niewielki czyścik do ekranu, który został wykonany z mikrofibry. W sklepie internetowym znajdziecie wiele wzorów, od słodko różowych, jak na zdjęciu wyżej, przez panterkowe czy z motywem sów, po typowo męskie, np. footballowe. Jeden taki czyścik kosztuje 7,90 zł i jest wielokrotnego użytku, a także nadaje się do prania. Peemer Cleaner może być stosowany nie tylko do czyszczenia telefonu, ale też okularów czy samego lustereczka. Ma postać cieniutkiej naklejki o wymiarach 30mm na 35 mm, a warstwa czyszcząca została wykonana z mikrofibry, dzięki czemu łatwo i szybko usuwa zabrudzenia ( odciski palców, kurz, brud ), nie rysując powierzchni. Czyścik Peemer można mieć zawsze pod ręką, przyklejając je na tył telefonu.
Wracając jeszcze do lusterka, to, które otrzymałam jest z serii Premium i kosztuje 86,00 zł. Lustereczka z Joy&Fun są wykonane z tworzywa sztucznego i sporo tańsze, albowiem kosztują 29,00 zł. Moim zdaniem Peemer to ładne i estetycznie wykonane akcesorium do telefonu. Myślę, że taki gadżet znajdzie uznanie nie tylko wśród zwolenniczek selfie. Uważam, że doceni go wiele kobiet, bo która z nas nie ma czasami potrzeby sprawdzenia czy dany odcień czerwonej pomadki pasuje do nas i warto go kupić, czy między zębami nie zostały resztki z obiadu lub czy testowany tusz do rzęs nie rozmazuje się pod okiem? Dzięki Phone Mirrors Design nie musimy rozglądać się za lusterkiem lub szukać go w czeluściach naszych torebek, w których dobrze wiemy znajduje się wszystko to, co naj(nie)potrzebniejsze:D, bo od dziś lusterko mamy zawsze pod ręką, w jednym i tym samym miejscu.
Czytaj więcej »

Recenzja: Olejek kokosowy do włosów Vatika, Dabur

wtorek, 11 kwietnia 2017 53 komentarze
Obietnice producenta:
Kokosowy olejek Vatika firmy Dabur wspaniale pielęgnuje włosy, zapobiega ich wypadaniu, stymuluje ich porost oraz sprawia, że są nawilżone, odżywione i pełne promiennego blasku, a końcówki nie rozdwajają się. Pielęgnuje włosy, zapobiega ich wypadaniu, stymuluje ich porost, nawilża, odżywia i sprawia, że końcówki nie rozdwajają się. Kosmetyk pomaga również w zwalczaniu łupieżu oraz poprawia ukrwienie skóry głowy. Relaksujący masaż z użyciem olejku pomaga pozbyć się stresu i uwalnia od napięć związanych z codziennymi problemami.

Moim zdaniem:
Pamiętacie, że uwielbiam, kocham wręcz wszystko, co kokosowe? Dlatego wybierając kosmetyki do testowania z szerokiej gamy produktów oferowanych w sklepie Magiczne Indie wiedziałam, że wśród nich musi znaleźć się coś, co będzie pachniało tym egzotycznym owocem. I tak mój wybór padł na kokosowy olejek do włosów od Vatiki :)
Obła butla utrzymana jest w miętowo- zielonej kolorystyce i ma pojemność 300 ml. Butelka jest ciężka i mało poręczna, a przez szeroki otwór często wypływa zbyt dużo produktu. Myślę, że lepszym opakowaniem dla oleju kokosowego okazałby się słoik z szerokim otworem. Butla skrywa w sobie konsystencję, która w temperaturze pokojowej ma stałą formułę, którą ciężko wycisnąć z opakowania. Aby tego dokonać, trzeba się nieco wysilić. Po lekkim podgrzaniu ( np. w dłoniach ) olejek staje się bardziej płynny i już z łatwością wypływa przez szeroki otwór w butelce. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak olejek wygląda w swojej stałej oraz płynnej formie. Jako olejek jest całkowicie bezbarwny, jako krem ma biały kolor. Jego zapach jest fenomenalny, bo olejek pachnie jak słodkie, kruche ciasteczka z wiórkami kokosowymi :) Jakby tego było mało, to aromat olejku okraszony jest jeszcze subtelną cytrynową nutą- dla mnie obłęd!
Produkt do włosów z Vatiki został nazwany olejem kokosowym chyba tylko ze względu na to, że jest on wymieniony jako pierwszy w składzie ;) Poza nim mamy jeszcze ekstrakt z henny, ekstrakt z cytryny oraz ekstrakt z agrestu indyjskiego. Wszystkie te składniki są jak najbardziej bezpieczne dla włosów, więc ich obecność jest mile widziana. Tytułowy olej kokosowy ma odpowiadać za to, aby włosy były miękkie, gładkie i lśniące. Henna znana jest ze swoich właściwości przyciemniających odcień włosów. Amla, czyli indyjski agrest ma odżywiać skórę głowy oraz wzmacniać włosy, a cytrynowy ekstrakt ma działać odświeżająco na skórę głowy oraz hamować łojotok. 
Olejek kokosowy można stosować na kilka sposobów: jako odżywkę bez spłukiwania, wcierając jego malutką ilość w końcówki wilgotnych lub wysuszonych włosów, a także jako maskę, którą można zostawić na włosach na 15 minut, godzinę, a nawet na całą noc. Używa się go naprawdę w minimalnych ilościach- zbyt dużo olejku na włosach może sprawić, że będą wyglądać na nieświeże, szybciej będą się przetłuszczać i będą za bardzo obciążone- co sprawia, że kosmetyk jest naprawdę mocno wydajny. Czytając o olejku kokosowym Vatika spotkałam się z opiniami, że po dłuższym stosowaniu może on wysuszyć włosy. Używam go od ponad miesiąca, raz- dwa razy w tygodniu jako odżywki, wcierając go w końcówki włosów i na razie nie zaobserwowałam, aby włosy były przesuszone. Póki co, olej kokosowy sprawia, że się nie puszą, nie elektryzują, są gładsze, miękkie i nawilżone, a także lśniące i pięknie pachnące!
Olejek posłużył mi nie tylko do pielęgnacji włosów, ale również ciała. W ciągu tych kilku tygodni, nieraz potraktowałam go jak klasyczny balsam do ciała, dzięki któremu moja skóra pachniała jak aromatyczne kruche ciasteczko :D Olejek ( w małych ilościach! ) łatwo rozprowadza się do skórze, otulając ją kuszącym zapachem i nietłustą, ochronną warstewką, która potrzebuje kilku chwil na całkowite wchłonięcie. Wystarczy użyć olejku raz, aby poczuć, jak skóra została porządnie nawilżona i odżywiona. Jak jest ukojona i elastyczna. Olejek wykorzystałam również w pielęgnacji skórek wokół paznokci. Wystarczy wetrzeć odrobinę olejku w skórki, aby porządnie je nawilżyć i odżywić. Mam też pomysł wykorzystania go jako bazy do peelingu. Myślę, że w połączeniu z kryształkami cukru może świetnie złuszczyć martwy naskórek, wygładzić i natłuścić skórę.
Jak same przeczytałyście, olejek kokosowy jest wielofunkcyjny, ma szerokie spektrum działania i za to go właśnie lubię. Bo jeśli u Was nie sprawdzi się w pielęgnacji włosów, to na pewno odpowiednio zadba o Waszą skórę. 
Czytaj więcej »

Marcowe denko

niedziela, 9 kwietnia 2017 45 komentarzy
1. Ciasteczkowy mus do ciała, Bioamare- cudownie pachnący balsam do ciała, który pod wpływem ciepła zmienia się z puszystej pianki w oleistą emulsję. Genialnie odżywia, zmiękcza i nawilża skórę. Więcej przeczytacie w recenzji
2. Perfumy damskie nr 172, Perfumik- odpowiednik Black Opium. Zapach charakterny, zadziorny i zmysłowy. Po perfumetce, swoją drogą bardzo trwałej i mocno wydajnej, nabrałam ochoty na oryginał. O tym i jeszcze innym zapachu od Perfumika przeczytacie w tej recenzji
3. Krem do stóp kojący przeciw pęknięciom, Green Pharmacy- krem znaleziony w jednym z ShinyBox. Nie wiem czy poradziłby sobie z pielęgnacją mocno wysuszonej skóry stóp, ale ogólnie daje rade i pozwala odpowiednio zadbać o stopy. O tym i innych kosmetykach Elfa Pharm pisałam w tym poście
4. Balsam do ciała Wyszczuplanie i Ujędrnianie, Body Diet 24, Soraya- balsam, niestety, nie wyszczuplił tego i owego :P, ale całkiem przyjemnie wygładził i ujędrnił skórę na udach, które to sumiennie traktowałam tym balsamem. Jednak po odstawieniu go, efekt napiętej i wygładzonej skóry po prostu znika...
5. Antycellulitowe serum liftingujące, Slim Extreme 4D, Eveline- lubię wszelkie sera (?!) z serii Slim Extreme. Ja wiem, że one działają tylko wtedy, gdy się ich używa, a po odstawieniu efekt znika, ale i tak je kupuję i z przyjemnością ich używam. Sera Eveline mają fajną konsystencję, która na skórze pozostawia taką delikatną, satynową, troszkę śliską warstewkę. 
6. Emulsja do opalania, Bioamare- kosmetyk otrzymałam na kilka tygodni przed ślubem, kiedy chodziłam na solarium. Używałam go przed każdą sesją opalania, a gdy zaprzestałam, dalej stosowałam go w pielęgnacji ciała. Jeśli Was zainteresowała emulsja Bioamare, zapraszam do zapoznania się z jej recenzją.
7. Antyperspirant Invisible, Garnier Mineral- po kilku latach stosowania Garnier Mineral nabrałam ochoty na coś nowego, dlatego długo nie zobaczycie ich w moich denkach, tak myślę ;) Obecnie używam kulki Ziaja. 
8. Emulsja do higieny intymnej, AA- po latach stosowania żeli Intima Ziaja sama zdecydowałam się wypróbować coś innego i mój wybór padł na AA. Emulsja kosztuje mniej więcej tyle samo, co żele Intima, ale ma mniejszą pojemność, a w działaniu jest tak samo dobra i myślę, że częściej będzie gościć w mojej łazience. 
9. Odżywczy peeling do ciała z filtratem ze śluzu ślimaka, Helix Vital Care, Vis Plantis- nie jest to mocny zdzierak, więc jeśli w przeciwieństwie do mnie, nie lubicie ostrych peelingów, to śmiało wypróbujcie właśnie ten. Jest delikatny, ale jednocześnie dobrze radzi sobie z usuwaniem martwego naskórka i wygładzaniem. W poście z przeglądem kosmetyków Elfa Pharm poczytacie więcej o tym peelingu. 
10. Żel pod prysznic KeepCool, Isana- zapach tego żelu jednoznacznie kojarzy się ze słodkością gumy Mamba! Cudownie pachnie, cukierkowo i słodko, a w dodatku ma jeszcze świetny landrynkowy kolor. Jeśli jeszcze kiedyś będzie w Rossmannie, wykupię cały zapas :D
11. Odżywka do włosów matowych i bez połysku, Million Gloss, Gliss Kur- powiecie, że jestem nudna, ale moje włosy naprawdę lubią wszystkie odżywki Gliss Kur. Używam ich w celu ujarzmienia, dociążenia moich skłonnych do puszenia się włosów. Ta ma fajny niebieski kolorek, ale taki sobie zapach. Jest bardzo gęsta i kremowa i lepiej nie przesadzić z jej ilością, bo szybko przetłuści włosy. 
12. Aloesowy szampon do włosów, Equilibra- jestem wielką fanką kosmetyków do pielęgnacji włosów Equilibra i swoją miłością do marki udało mi się zarazić mamę :) Szampon jest delikatny dla skóry głowy, świetnie oczyszcza włosy i pozostawia je miękkie w dotyku. 
13. Oczyszczający płyn micelarny, Charmine Rose- kosmetyk otrzymałam w jednym z Shiny Box'ów. Dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu i odświeżaniem skóry, ale nie mogłam go stosować w demakijażu oczu, bo powodował u mnie lekkie pieczenie i łzawienie.  
14. Płyn micelarny, Selfie Project- bardzo dobry płyn micelarny, który z powodzeniem może być stosowany również przez osoby, które nastoletni okres mają już za sobą ;) Kosmetyk za jednym pociągnięciem rozprawia się z kolorowymi kosmetykami oraz brudem i kurzem, które gromadzą się w ciągu dnia.  W recenzji przeczytacie nie tylko o płynie micelarnym, ale również o matującym pudrze antybaktryjnym. 
15. Peeling oczyszczający do twarzy, Neem, DermoViva Vatika- peeling miał dobry wpływ na moją skórę. Nie jest to typowy, mocny zdzierak, ale mimo to dawał radę ze złuszczaniem martwego naskórka. W lutym pojawiła się jego recenzja.
16. Oczyszczający żel do mycia przeciw niedoskonałościom, Mixa- żel ten znalazł się w moich kosmetycznych ulubieńcach roku 2016 w kategorii pielęgnacji twarzy ( klik ). W tym kosmetyku odpowiada mi wszystko: wygodne opakowanie z pompką i z ładną szatą graficzną; fajna konsystencja, która z wodą tworzy dużo delikatnie myjącej piany; oraz to uczucie świeżości, czystości i odświeżenia, jakie pozostawia. Obecnie używam innego żelu, ale do tego z Mixy wrócę jeszcze nie raz. 
17. Odżywczy płyn micelarny- tonik z ekstraktem z nagietka, Vianek- niedługo pojawi się recenzja ;)
18. Płyn do czyszczenia pędzli, Pro Cleanse, MUR- kupiłam z ciekawości, ale czy pojawi się u mnie ponownie to jeszcze nie wiem. Chciałabym chyba wypróbować teraz coś nowego. Spryskiwałam nim pędzle po każdym ich umyciu oraz zawsze po wykonaniu makijażu, czyli codziennie. Przelałam go do buteleczki z pompką, bo tak wygodniej mi się go używało. Jest bardzo wydajny, a jego cena to około 20,00 zł w drogeriach internetowych.
19. Naturalny pomarańczowy dwufazowy płyn do demakijażu, Beaute Marrakech, Maroko Sklep- recenzja pojawi się w niedługim czasie, cierpliwości :)
20. Odmładzające serum z filtratem ze śluzu ślimaka, Helix Vital Care, Vis Plantis- tutaj też odsyłam Was do postu z przeglądem kosmetyków Elfa Pharm, gdzie znajdziecie jego krótką recenzje. 
21. Serum energetyzujące pomidor z ogórkiem, Ava- kosmetyk otrzymałam w boxie Inspired By U.R.O.K. Pomidorowo- ogórkowe serum, które mnie pachnie surowym kalafiorem :P Używałam go głównie w pielęgnacji skóry szyi i dekoltu. 
22. Bezbarwny żel utrwalający kształt brwi, EyeBrown Fixer, Wibo- kupiłam na rossmannowskiej promocji -49% na kolorówkę, więc zapłaciłam za żel może 5,00 zł. Jest to kosmetyk, który ni ziębi ni parzy. Fajnie go mieć, ale gdy go zabraknie, to nic się nie stanie. Ja jednak drugi raz go chyba już nie kupię, wolę przetestować coś innego do stylizacji brwi. 
23. Podkład ColorStay, Revlon- jeden z moich ulubionych podkładów. Powoli wykańczam kolejną buteleczkę, a następna już czeka w kolejce. O tym dlaczego tak lubię ten podkład przeczytacie w recenzji.
24. Serum do rzęs, Bodetko Lash- kilkanaście tygodni systematycznego stosowania serum dało widoczne efekty, którymi zachwycają się koleżanki i które możecie podziwiać w niedawnej recenzji :)
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.