09:08:00

Recenzja: Pomadka do ust w płynie Vivat Mat od Revers Cosmetics

Recenzja: Pomadka do ust w płynie Vivat Mat od Revers Cosmetics
Obietnice producenta:
Pomadka w płynie pozwalająca uzyskać spektakularny efekt wyraziście matowych ust. Dzięki kremowej konsystencji pomadkę nakłada się gładko jak błyszczyk, zapewniając ultramatowy, kryjący efekt. Vivat Mat delikatnie spulchnia usta dzięki czemu stają się one pełniejsze, a ich matowy kolor pozostaje na długi czas intensywny i nasycony.

5 ml kosztuje około 10,00 zł
Moim zdaniem:
Dawno już nie było na blogu recenzji szminki, dlatego w ten sobotni poranek zapraszam Was na wpis, w którym zaprezentuję pomadkę do ust  w płynie Vivat Mat od Revers Cosmetics. 
W niewielkim opakowaniu skrywa się pomadka o kremowej, aksamitnej konsystencji. Opakowanie wykonane zostało z plastiku, który nie jest najgorszej jakości, ale zawsze mogło być lepiej. Do pomadki został dobrany ukośnie ścięty pędzelek, który jest mięciutki i ogólnie rzecz biorąc dobrze maluje się nim usta. Nabiera jednak zbyt dużo produktu, więc przed nałożeniem pomadki muszę pamiętać o tym, aby wytrzeć jej nadmiar. 
Pomadka do ust Vivat Mat dostępna jest w kilkunastu odcieniach, do mnie trafił kolor nr 08- przynajmniej tak myślę, bo napisy z nalepki starły się, a wcześniej nie zdążyłam sprawdzić... Nie mniej jednak jest to chłodny, przygaszony róż, lekko wpadający w ciemny fiolet. Kolor iście jesienny, ale właśnie w takich odcieniach czuję się dobrze :) Pomadka nie jest jakoś super napigmentowana, więc tym samym trzeba troszkę się napracować, aby pokryła usta jednolitą warstwą koloru. Kosztuje przysłowiowe grosze, bo około 10,00 zł, a naprawdę pozytywnie zaskakuje. Jak za tak niską cenę, to nie mam jej nic większego do zarzucenia. Kolor szybko zasycha na ustach i nie tworzy na wargach skorupy. Wygląda ładnie i naturalnie, a efekt jaki pozostawia na ustach jest taki półmatowy. Pomadka cechuje się taką sobie trwałością, bo nawet po godzinie od nałożenia potrafi zostawić ślady, np. na szklance. Nie obejdzie się więc bez poprawek w ciągu dnia, zwłaszcza jeśli coś jem lub piję. Można je jednak nanosić bez obawy, że dołożone warstwy będą się odznaczać. Pomadka nie podkreśla suchych skórek, nie ma też tendencji do wylewania się poza kontur warg. Po całym dniu noszenia jej na ustach nie odczuwam, aby w jakimkolwiek stopniu je wysuszała lub ściągała. 
Podsumowując, pomadka Vivat Mat ma swoje plusy i minusy, jednak ze względu na niską cenę można przymknąć oko na jej pewne mankamenty. Ja chyba pokuszę się o sprawienie sobie jeszcze jednego kolorku ;) 

07:19:00

Peeling do ust o zapachu poziomki, Evree

Peeling do ust o zapachu poziomki, Evree
Markę Evree znam od dawna i cieszę się, że stale poszerza swój asortyment, bo robi to naprawdę dobrze. Moim ostatnim zakupem marki jest cukrowy peeling do ust o zapachu poziomki. Rzadko kupuję takie produkty do pielęgnacji ust, ale tym razem coś mnie podkusiło- najprawdopodobniej jakaś promocja :P I uwaga, będzie spoiler, był to bardzo dobry zakup. 
Peeling do ust otrzymujemy w małym, szklanym słoiczku o pojemności 10 g. Ma szeroki otwór przez który łatwo wydobyć produkt, ale zawsze nabieram go na palec zbyt dużo, więc siłą rzeczy co nieco się zmarnuje. Przydałoby się trochę inne rozwiązanie, ale gdybyście mnie zapytały jakie, to bym nie wiedziała :P Chociaż po chwili zastanowienia wydaję mi się, że lepszym pomysłem byłby sztyft, tak jak w przypadku peelingującej pomadki do ust Sylveco. Sam produkt jest różowego koloru i w jego konsystencji widać wiele kryształków cukru. Mam zastrzeżenia do zapachu, albowiem nie jest to aromat słodkiej, soczystej poziomki, tylko takiej sztucznej i chemicznej. Nie drażni jednak nosa, nie przyprawia o ból głowy, więc przymykam nieco oko na tą niedoskonałość. 
Peeling Evree jest mieszaniną składników aktywnych, takich jak: cukier, roślinna wazelina, olej rycynowy, masło mango oraz olej avocado. Kryształków cukru jest naprawdę dużo, więc peeling można uznać za jeden z mocniejszych, dlatego jeśli Wasze usta są wrażliwe i podrażnione, zwracajcie uwagę na to, aby wykonywać naprawdę delikatny ich masaż. Peeling nakładam na usta palcem, dokładnie rozsmarowuję i zostawiam na chwilę, aby zawarte w nim olejki wchłonęły się mocniej w usta. Na koniec pocieram wargą o wargę, wykonując ponowny masaż ust, a pozostałości wycieram chusteczka higieniczną. Po takiej kuracji ust są bardzo dobrze odżywione i nawilżone, niesamowicie gładkie i mięciutkie, a suche skórki odchodzą w zapomnienie. Są lepiej ukrwione, a więc optycznie wyglądają na wydatniejsze, a ich kolor na intensywniejszy. Peeling ust wykonuję raz- dwa razy w tygodniu, dzięki czemu moje usta są zawsze zadbane i przygotowane na nałożenie kolorowej pomadki.  
Peeling kupiłam w Rossmannie, bodajże za około plus minus 14,00 zł. Tak jak w wielu innych produktach marki i w tym peelingu nie znajdziemy parabenów, sls ani olejów mineralnych. Peeling występuje jeszcze w wersji pomarańczowej. Widziałam też, że są także balsamy do ust o tych dwóch zapachach, które prędzej czy później też pewnie wypróbuję ;)

08:10:00

Efekt maksymalnej objętości i maksymalnego wydłużenia rzęs, czyli recenzja tuszy Mystik Warsaw z wymiennymi szczoteczkami

Efekt maksymalnej objętości i maksymalnego wydłużenia rzęs, czyli recenzja tuszy Mystik Warsaw z wymiennymi szczoteczkami
Kilkanaście tygodni temu udało mi się zostać jedną z testerek tuszy do rzęs Mystik Warsaw, które kupić można w internetowej drogerii Kontigo. Przyznam Wam, że zawartość przesyłki nieco mnie zaskoczyła. Nie tym, że dodatkowo otrzymałam piękne pigmenty do oczu, które już Wam zdążyłam pokazać ( klik ), ale przede wszystkim tym, że tusze i szczoteczki zostały spakowane osobno! Serio, z takim mykiem jeszcze nigdy się nie spotkałam. 
W zestawie do testowania były dwa tusze do rzęs, zapewniające dwa różne efekty: maksymalnej objętości i maksymalnego wydłużenia, oraz aż trzy szczoteczki: pogrubiająca z włosia i dwie silikonowe: jedna wydłużająca, a druga rozdzielająca. Początkowo dość sceptycznie podeszłam do takiego pomysłu, stukając się po głowie i myśląc sobie "po kiego czorta?", ale po przetestowaniu szczoteczek i tuszy we wszystkich możliwych kombinacjach okazało się, że ten manewr nie jest wcale taki głupi. Dzięki temu możemy wybrać spiralkę taką, jaką lubimy, jaką maluje nam się rzęsy najwygodniej, bez potrzeby skreślania na straty całego tuszu. Ja lubię malować rzęsy silikonowymi szczoteczkami i tej z włosiem używam właściwie najrzadziej. Z tych silikonowych zaś bardziej odpowiada mi pierwsza z lewej, chociaż ta środkowa też jest całkiem niezła. Obie ładnie rozdzielają i rozczesują rzęsy, nie są ostre i "nie drapią" rzęs. 
Jeśli chodzi o same tusze, to jestem z nich zadowolona. Zbytnio nie różnią się od siebie konsystencją, nie są ani za mokre ani za suche. Są dobrze napigmentowane, fajnie aplikują się na rzęsy i są bardzo trwałe. Ich niewątpliwą zaletą jest to, że się nie rozmazują ani nie osypują w ciągu dnia. Maskara Voluminate pogrubia rzęsy, ale nie jest to efekt maksymalny, jak obiecuje producent. Jest to tusz do stosowania na co dzień, który ładnie podkreśli oko. Za to wersja Longevity tak cudownie wydłuża i jeszcze dodatkowo podkręca rzęsy, że z tych dwóch maskar właśnie ona została moim zdecydowanym ulubieńcem. Dzięki niej mam prawdziwą firankę rzęs, jak u modelek z kobiecych magazynów :D Plusem obu tuszy jest to, że nie podrażniają oczu i łatwo poddają się wieczornemu demakijażowi. 
Kosmetyki Mystik Warsaw dostępne są tylko w drogerii Kontigo. Jest to jedna z marek własnych drogerii, pozostałe to Moia, Moov oraz Biolove. W ofercie Mystik Warsaw jest więcej rodzajów tuszy do rzęs niż te dwa przedstawione przeze mnie. Można je kupić z dobraną już szczoteczką lub bez, wybierając taką, którą najbardziej lubimy. Sam tusz kosztuje 20,00 zł, a wybrana szczoteczka 3,99 zł. W sumie tyle, ile standardowy, dobry tusz do rzęs. 

06:42:00

Zużyte czy nie pozbywam się, czyli październikowy projekt denko

Zużyte czy nie pozbywam się, czyli październikowy projekt denko
Z racji moich ostatnich porządków w kosmetykach w dzisiejszym projekcie denko pokaże niemało wyrzutków, stąd też inny tytuł posta niż zwykle ;) Pozwoliłam go sobie zaczerpnąć od Mamy z Różową Torebką, która na swoim blogu prowadzi serię postów pod takim samym tytułem już długi, długi czas. Na zdjęciach kosmetyki zdenkowane są wymieszane z wyrzutkami, których pozbyłam się z różnych powodów. 
No to zaczynajmy, po kolei. O maśle do ciała Mediterranean ( 1 ) nie będę się rozpisywać, bo w listopadzie ( najpóźniej w grudniu ) pojawi się jego recenzja, z której wszystkiego się dowiecie. Pienista cukrowa pasta do ciała Organic Shop ( 2 ) to mój trzeci scrub do ciała marki. Kosmetyk fajny, ale zapachowo wypada średnio. O rewitalizującym toniku Kueshi ( 3 ) miałam napisać recenzję, ale w połowie buteleczki doszłam do wniosku, że właściwie nie ma o czym pisać... O kremach z serii Curatio Colyfine ( 4 i 10 ) pisałam na blogu na początku ubiegłego miesiąca, więc zainteresowanych zapraszam tutaj. Recenzja kuracji do dłoni Regenerum ( 5 ) też pojawiła się już na blogu i to nie tak dawno, bo raptem kilka dni temu. Skrócając ją do jednego zdania- kuracja w widoczny sposób poprawia kondycję skóry, dlatego warto ją zrobić chociażby przed imprezą ;) Odżywcza maska dodająca blasku Skin79 ( 6 ) to niestety wyrzutek, który ponad pół roku temu stracił termin ważności... Regenerująca emulsja Kueshi ( 7 ) okazała się być fajnym kremem nawilżającym, o właściwościach kojących i łagodzących, która z powodzeniem może zastąpić balsam po depilacji. Silikonową bazę pod makijaż Revers Cosmetics ( 8 ) musiałam wyrzucić, ponieważ pękła mi tubka, a zawartość zalała pół kosmetyczki... Wiecie już teraz skąd te porządki ;) O bazie, a także kilku innych kosmetykach marki pisałam w tym poście. Produkty Evree bardzo lubię i sobie chwalę i tak samo jest z upiększającym kremem pod oczy ( 9 ), który bliżej opisałam Wam we wrześniu, o tutajKolejną bazę, tym razem Smooth Your Face od Yoko ( 11 ) też musiałam wyrzucić z powodu wadliwego opakowania, z felerną pompką, która nie chciała dozować produktu... A zapowiadał się taki fajny kosmetyk. Błyszczyk do ust Vipera ( 12 ) zużyłam nawet nie wiem kiedy, co może świadczyć o tym, że jest wart polecenia. 
Lakier do włosów got2be ( 13 ) urzeka nie tylko swoim różowo-żółtym opakowaniem, ale też samym działaniem. Jest to lakier, który warto mieć w swojej łazience, bo potrafi porządnie utrwalić fryzurę bez sklejania włosów i czynienia z nich kasku. Szampon zwiększający objętość włosów Mediterranean ( 14 ) doczekał się swojej recenzji na blogu. Orzeźwiający żel pod prysznic Organic Shop ( 15 ) o mandarynkowym zapachu miał być fajnym produktem do mycia, a okazał się przeciętny. Przezroczysty, bez wyraźnego zapachu, z taką sobie pompką nie spełnił moich oczekiwań. O kremie na noc Aube ( 16 ) szykuję recenzję, proszę tylko o jeszcze chwilę cierpliwości. Dalej mamy jeden z moich najukochańszych podkładów, czyli Healthy Mix Bourjois ( 17 ), którego zużyłam już chyba z cztery buteleczki. Pojawił się też w moich makijażowych ulubieńcach minionego roku. Do tej pory nie wiem jak to się stało, że jego recenzja jeszcze nie pojawiła się na blogu? Muszę to szybko nadrobić, bo zasługuje na własny wpis :) W intensywnie regenerującym szamponie Biovax ( 18 ) podoba mi się jego opakowanie w postaci tubki stojącej do góry nogami. Samo działanie też nie jest złe, ale po tym szamponie włosy dość szybko się przetłuszczają, nie ma on tendencji do utrzymania ich świeżości na dłużej. Maska do włosów Beaute Marrakech ( 19 ) zawiera wiele drogocennych składników, które są błogosławieństwem dla włosów. Maska świetnie odżywia i nawilża włosy, dodaje im blasku oraz znacząco ułatwia ich rozczesywanie. Pieniący się żel do mycia twarzy z luffą -417 ( 20 ) znalazłam w jednym z ostatnich Shiny Boxów. Oprócz bardzo wysokiej ceny, nie ma w nim niczego szczególnego. 
Nie mam pojęcia skąd się u mnie wzięła pomadka Hean ( 21 ), ale jakoś nie przypadła mi ona do gustu. Ma ładne opakowanie, nie zalatujące tandetą, ale ona sama jest ciężka na ustach, a poza tym ma brzydki, chemiczny zapach, który długo się utrzymuje i po prostu drażni. Dlatego w końcu ją wyrzuciłam, tak samo jak szminkę Golden Rose ( 22 ), którą chyba od kogoś dostałam, a wylądowała do kosza, bo jej kolor nie był jednak moim kolorem. Normalizujący peeling do twarzy Vianek ( 23 ) zużyłam z przyjemnością i już żałuję, że się skończył. Spełnił wszystkie obietnice producenta, a poza tym ma fajną kremową konsystencję, mnóstwo drobinek korundu, który dobrze ściera martwy naskórek, pozostawiając skórę gładką, nawilżoną i miękką w dotyku. Serum na noc Aube ( 24 ) niedługo doczeka się swojej recenzji. Tusz do rzęs  BigVolume od Eveline ( 25 ) jest całkiem fajną maskarą, ale ma bardzo dużą szczoteczkę, z którą trzeba nauczyć się pracować. Z żelem do brwi Bell ( 26 ) trzeba uważać, bo jest bardzo mokry i jeśli jego nadmiaru nie wytrzemy o rant opakowania, to efekt który uzyskamy nie będzie nam się podobał. Dokładniej opisałam ten produkt w tej oto recenzji. Maskara pogrubiająca i stymulująca wzrost rzęs od Wibo ( 27 ) jest bardzo dobrze znana w blogosferze, a przy tym jest jedną z moich ulubionych. Używam jej już kilka lat i naprawdę mogę ją polecić. Błyszczyk do ust Freedom ( 28 ) kupiłam za grosze w Pepco. Jest świetny! Ma cudowny waniliowy zapach, nie klejącą konsystencję, a efekt jaki daje na ustach jest bardzo kuszący :D Żałuję, że nie kupiłam więcej jego sztuk :P Pomadka do ust w kredce Lovely ( 29 ) to kosmetyczka porażka w tandetnym opakowaniu. Kompletnie się u mnie nie sprawdziła i bez żalu ją wyrzuciłam. Błyszczyk do ust Bell ( 30 ) bardzo polubiłam, chociaż jest bardzo gęsty i czasami lubi się kleić. Matowa pomadka do ust w płynie HD Matte Inglot ( 31 ) towarzyszyła mi w dniu ślubu i mam do niej swego rodzaju sentyment ;) Niestety, musiałam ją wyrzucić, ponieważ mocno rozwarstwia się i straciła na swoich właściwościach. Tak samo stało się w przypadku pomadki Rouge Edition Aqua Laque od Bourjois ( 32 ), która też została wyrzutkiem. Miałam ją w kolorze nr 08, czyli Babe Idole, który bardzo mi przypasował. O korektorze- kamuflażu Revers Cosmetics ( 33 ) pisałam już recenzję, zainteresowanych odsyłam do tego postu. Jego opakowanie do złudzenia przypomina to, w którym dostajemy kamuflaż Catrice. Dwie pomadki Velvet Matte od Golden Rose ( 34 ) to ostatnie moje produkty z dzisiejszego denka. Z kilku posiadanych odcieni udało mi się zużyć dwa: 05 oraz 31. 

Uff, dużo tego się nazbierało w tak krótkim miesiącu :P

06:43:00

Gadżeciara, czyli mam dwa nowe etui na telefon ;)

Gadżeciara, czyli mam dwa nowe etui na telefon ;)
Są rzeczy, do których długo się przekonuje, ale gdy już to się stanie, to potrafię się w tym zatracić bez opamiętania. Przykłady mogę mnożyć: wiele czasu zabrało mi wprowadzenie olejków do pielęgnacji mojej cery, a teraz nie wyobrażam sobie, aby ich nie wykorzystywać, np. w demakijażu. Tygodniami zastanawiałam się nad założeniem Instagrama, a dziś można powiedzieć, że jestem od niego uzależniona ;) Długo też uważałam, że etui na telefon nie jest mi potrzebne, a teraz zmieniam je jak rękawiczki :P Najnowsze "wdzianka" na mojego Samsunga przyszły do mnie przed weekendem i są tak ładne, że muszę się nimi pochwalić :D
Nowe case na telefon zamówiłam na stronie Etuo.pl, która oferuje szeroki wybór etui, szkieł i folii na wszystkie możliwe telefony. Oczywiście długo zastanawiałam się, które wybrać, bo spodobała mi się znaczna większość :D A sklep oferuje dodatkowo usługę samodzielnego zaprojektowania etui. Po godzinie udało mi się w końcu zdecydować na marmurkowe etui z elementami złota i różu, które pochodzi z kolekcji Chic Design oraz na drugie z wizerunkiem kobiecych drobiazgów z kolekcji Fashion. Na InstaStories mogłyście zobaczyć, jak ładnie zostały zapakowane: owinięte w celofan, przewiązany wstążeczkami ze spersonalizowaną wizytówką. Taka drobnostka, a jak cieszy i pozytywnie wpływa na wizerunek sprzedawcy :) Obudowy są silikonowe i giętkie. Idealnie dopasowują się do telefonu i są banalnie łatwe w założeniu. Niewątpliwą ich zaletą są również odpowiedniej wielkości wycięcia na słuchawki czy ładowarkę, dzięki czemu nie trzeba ściągać etui z telefonu, aby go naładować.  
Oba etui nie dość, że chronią mój telefon przed uszkodzeniami i cieszą moje oko, bo naprawdę przepięknie wyglądają, to jeszcze są bardzo fotogeniczne, więc pewnie nieraz zagoszczą na moich zdjęciach :D 

Na koniec mam dla Was dobrą wiadomość: na hasło "blogznizka" otrzymacie bezterminowy kod rabatowy -10% na zakup etui, szkieł i folii w sklepie Etuo  :)
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger