sobota, 27 sierpnia 2016

Olejek po kąpieli Raspberry Love, Indigo Nail Lab

Obietnice producenta: 
Olejek po kąpieli Indigo łączy w sobie wszystkie wyjątkowe cechy olejku arganowego z rewelacyjnym olejkiem ze słodkich migdałów, jednym z najlepszych we współczesnej kosmetyce. Wygładza skórę i ma bardzo wysokie zdolności nawilżające. Zawiera dużą ilość kwasu linolowego, który  jest podstawą funkcjonowania cementu międzykomórkowej, rogowej warstwy naskórka. Wzmacnia barierę hydrolipidową skóry. Olejek migdałowy działa jak eliksir młodości - nie pozwala na tworzenie się zmarszczek.


100 ml olejku kosztuje 29,00 zł w sklepie internetowym Indigo

Moim zdaniem:
Te z Was, które były na II Konferencji Meet Beauty, zapewne jeszcze dobrze pamiętają duże, złote torby z logo Indigo, w których kryła się cała masa upominków ;) Do dzisiejszej, porannej kawki przygotowałam Wam do poczytania recenzję jednego z nich, czyli olejku po kąpieli. 
Olejek Raspberry Love pachnie tak pięknie, że nie ma słów, by to opisać. To trzeba poczuć własnym nosem, ale OSTRZEGAM!- od tego zapachy szybko można się uzależnić. Konsystencja jest lekka, wodnista, niezbyt oleista. Olejek jest bezbarwny. Butelka z aplikatorem, w której otrzymałam olejek, pozwala na poręczne i higieniczne korzystanie z olejku. Pompka sprawnie działa, a butelkę wygodnie trzyma się w dłoni. 
Olejek może być stosowany na sucho lub na mokro, tuż po kąpieli. Dzięki zawartości olejku arganowego i migdałowego, skóra jest bardzo dobrze nawilżona, odżywiona i w dużo lepszej kondycji. Tak jak obiecuje producent, odzyskuje swój naturalny blask i staje się niesamowicie gładka i miękka w dotyku. Olejek świetnie sprawdza się też do pielęgnacji skórek wokół paznokci, nawilżając je i dbając o ich ładny wygląd. Na stronie producenta, wyczytałam, że olejek może też być stosowany jako serum do włosów przed ich umyciem. Przetestowałam go i na włosach, ale po swojemu, czyli wtarłam niewielką ilość olejku w końcówki włosów, ale po ich umyciu. Rozsądna ilość olejku nie obciążyła ani nie przetłuściła włosów, tylko spełniła obietnice producenta. Włosy faktycznie stały się nawilżone, miękkie, pachnące i błyszczące. 
Dostępnych jeszcze pięć innych zapachów tego olejku. Każda wersja ma swojego odpowiednika w różowej butelce. Różnica polega na tym, że dodane zostały delikatne, rozświetlające drobinki, opalizujące się na skórze. Wszystkie mają pojemność 100 ml i kosztują 29,00 zł. I jeśli pachną tak pięknie i mają tak fantastyczne właściwości, jak Raspberry Love, to chcę mieć je wszystki! Po kolei! :D

czwartek, 25 sierpnia 2016

O przesądach ślubnych z przymrużeniem oka

W jedno z sierpniowych popołudni, wraz z przyszłym ślubnym, pojechaliśmy rozejrzeć się za garniturem, coby mi Pan Młody w jeansach nie przyszedł przed ołtarz. W pewnej chwili dzwoni telefon, na wyświetlaczu pojawia się "Mama", więc odbieram. I słyszę takie oto słowa: "Pamiętaj, póki ja pamiętam, aby chrzestna do buta ślubnego włożyła Ci stówkę. Aha, i macie nie czytać swoich zapowiedzi! Bo to przynosi nieszczęście!", po których moja rodzicielka się rozłączyła, nie dając mi możliwości nawet zająknięcia się. Od tamtego czasu, w rozmowach dotyczących mego zamążpójścia, pojawiło się jeszcze kilka ślubnych przesądów, mniej lub bardziej absurdalnych, co stało się dla mnie inspiracją do napisania dzisiejszego posta ;)
1. Ślubu nie należy zawierać w miesiącach, w których nazwie nie występuje litera „r"- no dobra, jest to przesąd, który wyjątkowo miałam na uwadze wybierając datę ślubu. Mam jednak usprawiedliwienie! To wszystko z troski o moje przyszłe dzieci, coby ładnie się wysławiały :P ( u mnie w okolicy ślub w miesiącu bez literki "r" oznacza, że przyszłe dzieci będą mieć problem z jej wymawianiem ). No przecież dobra matka dla swoich dzieci zrobi wszystko, nawet w zabobon uwierzy :P 
2.  Narzeczona powinna kupić swojemu wybrankowi koszulę do ślubu, a on jej pantofelki- gdyby mój luby zobaczył, ile mnie kosztowały te pantofelki do ślubu, to by z krzesła spadł :P Poza tym nie dałabym mu kupić nawet breloczka w kształcie buta, bo moja mama całe życie mi powtarzała, że jak podaruje się komuś obuwie, to ta osoba odejdzie. Dosłownie lub w przenośni. Trochę powiało grozą... 
3. Jeżeli Para Młoda pomyli słowa przysięgi, oznacza to szczęście w ich przyszłym związku- spoko, da się zrobić. Obyśmy tylko imion nie pomylili :P
4. Jeśli w czasie ślubu rąbek sukni zasłoni but pana młodego, mąż będzie pod pantoflem żony- jeśli jest w tym chociaż odrobinę prawdy, to ja narzeczonemu całą suknią przykryję te buty :P Bo pyskaty mi się robi :P
5. Im więcej szkła stłucze się w trakcie ślubu, tym szczęśliwsze będzie życie pary młodej- to ja już wiem, dlaczego na greckich weselach tłucze się talerze. No cóż, jeśli to faktycznie ma zadziałać, to sama wytłukę całą zastawę na sali. Tylko nie wiem, kto za to później zapłaci...
6. Na kilka dni przed ślubem Panna Młoda powinna położyć swoje ślubne buty na parapecie, aby wleciało do nich szczęście, a w dniu ślubu była piękna pogoda- jeśli to ma być takie proste, to ja zastawię wszystkie parapety butami :P Parapetów i butów mam dużo, więc szczęście i piękna pogoda gwarantowane! 
7. Świadkiem powinna być osoba stanu wolnego- a guzik, u mnie będzie mężatka! 
8. Pan Młody powinien swoją przyszłą żonę prowadzić do ołtarza po lewej stronie, prawą ręką natomiast ma "odganiać" złe moce- to ja nie wiedziałam, że mój wybranek życia potrafi takie rzeczy! Skubany, nigdy mi się tym nie pochwalił! Może ma też jakieś inne magiczne moce, np. umie przewidzieć wygrane liczby w totka? Dobrze by było :D
9. W noc przed ślubem Panna Młoda powinna spać z parasolem pod poduszką, żeby zapewnić sobie dobrą pogodę na ślub- kolejny przesąd dotyczący ładnej pogody w dniu uroczystości. Tym razem jednak nie wiem jak to skomentować... Już wolę te buty na parapecie zostawić. 
10. Sukni pani młodej nie powinny przymierzać jej młodsze siostry, grozi im to staropanieństwem- jak dobrze, że nie mam młodszej siostry, chociaż jeden problem z głowy mniej...

Słowem, kreatywność ludzka nie zna granic. Nie wiem gdzie i z jakiego powodu zostały wymyślone, ale ktoś naprawdę chciał utrudnić życie sobie i przyszłym młodym parom ;) Brakuje mi tylko zabobonu, który, bez diety i ćwiczeń, obiecałby mi figurę modelki w dniu ślubu :D A jak jest z Wami, wierzycie w przesądy?

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Recenzja: Krem na dzień dobry i dobranoc 30+ oraz Maseczka na każdą porę dnia, Janda

Obietnice producenta:
Krem dedykowany dla skóry tłustej oraz mieszanej dla osób powyżej 30 roku życia. Skutecznie redukuje drobne zmarszczki czy szorstkość oraz normalizuje wydzielanie sebum. Rewolucyjna taktyka hydronasycenia, szybko poprawia nawilżenie i kondycję skóry oraz zapewnia komfort.
Maseczka na każdą porę dnia, szczególnie polecana do skóry potrzebującej  silnego wygładzenia i nawilżenia. Natychmiastowo przywraca skórze miekkość i jedwabistość. Hialuronowe systemy nawilżające działają na wielu poziomach w skórze zapewniając jej doskonałe „nawodnienie” i redukcję zmarszczek od wewnątrz. 

krem: 50 ml/ 46,00 zł ( klik ) oraz maseczka: 10 ml/ 4,99 zł ( klik ) dostępne są w Rossmannie
Moim zdaniem:
Kiedyś nie rozumiałam, że moja mieszana cera potrzebuje odpowiedniej dawki nawilżenia, tak samo jak skóra normalna czy sucha. Odstawienie wysuszających kosmetyków, często na bazie alkoholu, znacznie przyczyniło się do poprawy stanu mojej skóry. Teraz w swojej pielęgnacji stawiam na nawilżanie, bo wiem, że moja skóra tego potrzebuje. Ostatnimi dniami o jej optymalny stopień nawilżenia dba krem na dzień dobry i dobranoc Janda.
Krem zachwycał mnie stopniowo. Zaczęło się od dopracowanego w każdym szczególe słoiczka, który zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych estetycznie i wizualnie. Ciemnofioletowe szkło w połączeniu z biało- złotymi detalami tworzy wyszukaną całość, elegancką, z wyższej półki. Słoiczek z kremem Jandy zdecydowanie błyszczy wśród innych, które w jego towarzystwie wypadają dosyć marnie.
Konsystencja jak śmietanka, leciutka, aksamitna i delikatna, jest kolejną składową kremu, która mnie ujęła. Przyjemnie rozprowadza się po skórze, otulając ją cienką, nietłustą warstewką ochronną. Krem jest bardzo wydajny, szybko się wchłania, pozostawiając skórę miękką i miłą w dotyku. Dobrze współpracuje z podkładami płynnymi i mineralnymi. Żaden mi się na nim nie waży ani nie ciemnieje. 
Skóra, podczas stosowania kremu, jest jedwabista i wygładzona. Krem delikatnie matuje, ale na krótki czas. Daje za to długotrwałe uczucie ukojenia, łagodzi podrażnienia i naprawdę dobrze nawilża. Jest to zapewne zasługa zawartych w kremie olejów, w tym arganowego i z nasiona chia, a także hydrokreatora hialuronowego, który działa silniej niż kwas hialuronowy. Jak jeszcze działa krem? Na pewno nie obciąża skóry ani nie jest komedogenny. 
Krem można stosować zarówno na noc, jak i na dzień. Moją wieczorną pielęgnację wieńczy serum lub olejek, czyli coś bardziej odżywczego i treściwszego, co mocniej zadba o moją cerę. Dlatego kremu Jandy używam rano, ewentualnie po południu, gdy wrócę z pracy i zmywam makijaż, bo wiem, że już nigdzie nie będę wychodzić. 
Według producenta, krem przeznaczony jest dla osób 30+. Ja mam jeszcze nieco mniej :P, ale nie przeszkadza mi to w codziennym stosowaniu kremu. Mojej mamie "wiekowa sugestia" też nie wadzi i mimo iż ma 25 lat więcej ode mnie, każdego dnia podkrada mi ten krem :P 
Oprócz kremu, otrzymałam też maseczkę na każdą porę dnia, która, zgodnie z tym, co producent napisał na saszetce, ma zapewnić skórze zastrzyk nawilżenia. Już może w tamtym roku odeszłam od takich gotowych maseczek na rzecz sproszkowanych, do własnoręcznego przygotowania. Praktycznie zapomniałam jak to jest używać takich maseczek :P Ale do rzeczy. Maseczka ma 10 ml; jedna duża saszetka została podzielona na dwie mniejsze, po 5 ml. Nałożona oszczędnie, cienką warstwą, wystarczyłaby na 4-5 użyć. Mnie skończyła się po dwóch, ale to dlatego, że wcale jej nie oszczędzałam, od razu nakładałam całą zawartość pojedynczej saszetki na skórę ;) Maseczka ma postać średnio gęstego kremu, który całkowicie się nie wchłania. Tłustą warstewkę, która pozostaje na skórze, zmywam pod bieżącą wodą. I co widzę, co odczuwam? Pełnię nawilżenia, którą obiecał mi producent. Ponadto zmiękczenie i delikatne wygładzenie. I jeszcze ukojenie dla zmęczonej skóry, a dla mnie chwilę relaksu. 
Podczas trzymania maseczki na twarzy, nie odczuwa się żadnego dyskomfortu. Maseczka nie podrażnia, nie ściąga skóry, nie powoduje pieczenia. Na mojej mieszanej cerze spisała się znakomicie i myślę, że osoby z normalną lub suchą skórą też mogłyby ją polubić :)