Shiny Box "So So Charming"

czwartek, 19 stycznia 2017 25 komentarzy
Na początku roku dostałam propozycję zostania Ambasadorką Shiny Box. Takich propozycji się nie odrzuca i dlatego dziś mogę przedstawić Wam zawartość pierwszego pudełko Shiny, jakie trafiło w moje ręce, czyli jasnoróżowego box'a "So So Charming". W pudełku kryje się 6 kosmetyków ( pięć do pielęgnacji skóry twarzy i jeden do ciała ) marki Charmine Rose w cenie 39,00 zł. Jest to marka kosmetyczna, która na europejskim rynku istnieje od 1989 roku, czyli w tym roku kończy 28 lat, tak jak ja :D
Pierwszym z kosmetyków, jaki znajdziecie w najnowszym Shiny Box'ie jest krem wypełniająco- modelujący o pojemności 15 ml ( 50 ml/80,00 zł ) przeznaczony dla skóry dojrzałej. Planowałam oddać go mamie, jednak po pierwszym użyciu postanowiłam, że jednak zostanie on u mnie. Bardzo odpowiada mi jego kremowo- żelowa konsystencja, subtelny zapach i to jaką fajną jest bazą pod makijaż. Ładnie wygładza nierówności twarzy i dobrze współpracuje z kolorowymi kosmetykami. W jego składzie znajduje się wiele aktywnych składników, np. kwas hialuronowy czy też olej z pestek brzoskwiń, które zapewniają skórze optymalną dawkę nawilżenia. 
W takiej samie tubce znajduje się krem z kwasem migdałowym ( 5% ) i salicylowym ( 2%), tym razem do skóry z niedoskonałościami i przebarwieniami ( 50 ml/ 60,80 zł ). Też ma ładny zapach oraz kremowo- żelową konsystencję, która łatwo się rozprowadza i szybko się wchłania. Bardzo, bardzo delikatnie złuszcza naskórek, a poza tym wygładza skórę i ją zmiękcza. Jest dosyć wydajny. Dopełnia moją wieczorną pielęgnację twarzy. 
Kolejne dwa kosmetyki, które są w Shiny Box'ie to CC balsam do ciała oraz łagodzący balsam z kwasem szikimowym. Oba znajdują się w poręcznych i higienicznych buteleczkach o pojemności 50 ml, utrzymanych w takiej samej szacie graficznej i zakończonych pompką air less. W sklepie producenta krem CC kupicie w opakowaniu o pojemności 200 ml i w cenie 96,00 zł, a balsam z kwasem w mega butli o pojemności aż 550 ml i w cenie 141,00 zł. 
Balsam CC jest bezzapachowy i łączy w sobie balsam pielęgnujący oraz krem korygujący koloryt skóry. Ma w sobie subtelne, rozświetlające drobinki, które dają piękny efekt skóry muśniętej słońcem. Kremowa konsystencja przypomina kolorem czekoladowy mus. Po wyciśnięciu balsam wydaje się dość ciemny, ale po rozprowadzeniu ładnie stapia się ze skórą i nie tworzy smug. Świetnie ujednolica koloryt skóry, niwelując widoczność drobniutkich niedoskonałości, jak na przykład pojedynczych przebarwień. Ponadto delikatnie nawilża skórę. 
Kwas szikimowy, który znajdziemy w kolejnym produkcie z boxa "So So Charming", ma przede wszystkim silne działanie antybakteryjne i przeciwtrądzikowe. Ten łagodzący balsam z kwasem szikimowym można stosować w domowym zaciszu po opalaniu, a także po wielu zabiegach kosmetycznych, na przykład mikrodermabrazji, z użyciem lasera lub kwasów. Na razie użyłam go tylko kilka razy, ale udało mi się zaobserwować delikatne wygładzenie.  Krem ten ma lekką konsystencję w delikatnym odcieniu błękitu oraz troszkę przy kwaskowaty, cytrusowy zapach. W swoim składzie ma również alantoinę, witaminę C i E, masło shea oraz wyciąg z opuncji. 
Ostatnie dwa produkty przeznaczone są do demakijażu. Jednym z nich jest oczyszczający płyn micelarny, którego regularna pojemność to 200 ml, a cena- 45,00 zł. Drugi to mleczko z wyciągiem z czarnej malwy, który również dostępny jest w 200 ml opakowaniu, a jego cena wynosi 41,60 zł. W Shiny Box'ie oba te produkty dostępne są w jednakowych butelkach z pompką o pojemności 100 ml. Mają taką samą, ładną i elegancką szatę graficzną.
Oczyszczający płyn micelarny ma kolor słabiutkiej zielonej herbaty i jest lekko perfumowany. Bardzo dobrze oczyszcza makijaż i zanieczyszczenia ze skóry. Świetnie rozpuszcza kolorowe kosmetyki. Po użyciu skóra jest miękka i nawilżona. Równie dobrze sprawdza się w demakijażu oczu, co przetestowałam razem z mamą, jednak u mnie powoduje lekkie pieczenie i łzawienie, dlatego zrezygnowałam z używania go w okolicach oczu. 
Mleczko z wyciągiem z czarnej malwy ma kremowo- żelową konsystencję w lekko różowym kolorze, bez problemu przeciska się przez wąską pompkę. Bardzo ładnie pachnie, przepięknie wręcz, tak kwiatowo i słodko jednocześnie, a trochę jak guma balonowa. Moim zdaniem mleczko ma najładniejszy zapach z wszystkich kosmetyków z pudełka "So So Charming" :) Przeznaczone jest dla każdego typu cery. Nie jest tłuste ani nie zostawia "mgły" na oczach. Świetnie łagodzi wszelakie podrażnienia, nawilża i zmiękcza skórę. W przeciwieństwie do płynu micelarnego nie podrażnia oczu. 
Jest to moje pierwsze kosmetyczne pudełko i muszę przyznać, że jestem zadowolona z zawartości, jaką w sobie kryje. Mimo iż są to mniejsze wersje pełnowymiarowych kosmetyków dostępnych w sklepie producenta, to ich pojemność pozwala na poznanie działania poszczególnych produktów. Wyjątkiem mogą być kremy w tubce o pojemności 15 ml, ale i one mogą skutecznie pobudzić naszą ciekawość i chęć ich dokładniejszego poznania :)
Czytaj więcej »

25 rzeczy, które zrobiłam w 2016 roku

poniedziałek, 16 stycznia 2017 102 komentarze

1. Wyszłam za mąż :)
2. Założyłam drugiego bloga ( www.tosiepopisalam.pl ).
3. Dwa razy pojechałam w góry, najpierw do Zakopanego, kilka miesięcy później do Karpacza.
4. Pierwszy raz w życiu jadłam takie rarytasy jak ślimaki, ośmiorniczki, przegrzebki, mule i mięso z rekina :D 
5. Pojechałam do Warszawy na konferencję Meet Beauty- w tym roku mam nadzieję pojechać znowu :) 
6. Kupiłam nową lampę do hybryd :D
7. Obchodziłam pierwszy rok istnienia na Instagramie i pięć lat blogowania. 
8. Skoro już przy Instagramie jesteśmy, to muszę się pochwalić, że przez ostatni rok zebrałam prawie 50 tysięcy like'ów pod swoimi zdjęciami ;)
9. Z mężem kupiliśmy mieszkanie! 
10. Zostałam ciocią Dorotki :D
11. Zaczęłam drugi rok nauki na kierunku technik rachunkowości.
12. Obejrzałam wszystkie sezony "Gotowych na wszystko".
13. Pierwszy raz w życiu korzystałam z solarium. 
14. Nawiązałam wiele ciekawych współprac, np. z Wydawnictwem Kobiecym czy Lirene. 
15. Znalazłam się w Rankingu Najpopularniejszych Polskich Blogów Kosmetycznych, który rok rocznie tworzy Marta z bloga lusterko.net- zdobyłam srebro! 
16. Zaczęłam chodzić w spódniczkach. Dla mnie to naprawdę wyczyn ;)
17. Byłam na Bożonarodzeniowym Jarmarku we Wrocławiu. 
18. Byłam na cudownym, relaksacyjnym zabiegu w spa.
19. Kupiłam pierwsze, prawdziwie azjatyckie kosmetyki. 
20. Dzielnie oglądałam mecze piłki nożnej podczas Euro 2016! 
21. Zmieniłam szablon bloga i prężniej zajęłam się jego promocją w social mediach. 
22. Spróbowałam wódki z syropem malinowym i tabasco, czyli tak zwanego Wściekłego Psa :P
23. Przeczytałam blisko 50 książek. 
24. Napisałam post, który został wyświetlony prawie 8 tysięcy razy ( klik ) !!!
25. Opublikowałam dwie wishlisty, z których udało mi się zrealizować pięć punktów: kupiłam deskę do prasowania, nowe etui na telefon, książkę Nicholasa Sparksa "Spójrz na mnie" i zegarek, a także przeczytałam "Sekrety urody Koreanek" Charlotte Cho, których recenzja pojawi się na dniach.

A co Wy zrobiłyście w minionym roku :)?
Czytaj więcej »

Recenzja: Podkład Matte&Moisture, Smart Girls Get More

sobota, 14 stycznia 2017 47 komentarzy
Obietnice producenta:
Matujący podkład z kwasem hialuronowym, który nawilża i matuje oraz nadaje świeży i promienny wygląd.

30 ml/ około 10,00 zł
Moim zdaniem:
W ostatnim czasie dane mi było poznać kilka kosmetyków do makijażu polskiej marki Smart Girls Get More. W ramach przypomnienia, w ciągu kilku miesięcy na blogu napisałam już o błyszczyku do ust, szmince, kredce do brwi, a także o tuszu do rzęs. Tym razem chcę Wam przedstawić podkład matująco- nawilżający.
Fludi został umieszczony w niewielkiej tubce zakończonej wąskim aplikatorem. Opakowanie zostało wykonane z w miarę elastycznego, giętkiego tworzywa, dzięki czemu podkład można wycisnąć do ostatniej kropelki. Prosta nakrętka po pierwsze szczelnie chroni kosmetyk przed wylaniem, a po drugie umożliwia stabilne postawienie tubki na toaletce. Jedynym mankamentem opakowania jest brak przezroczystych ścianek, przez które można by było kontrolować poziom zużycia kosmetyku. 
Podkład dostępny jest w pięciu odcieniach. Ja posiadam drugi z kolei, czyli 02 Light Beige. Jest to ładny odcień beżu, lekko wpadający w żółte tony. Jest to jasny, ciepły odcień, idealny wtapiający się w moją skórę i nie odcinający się od reszty ciała. Produkt Smart Girls Get More nie utlenia się, a ponadto jest bezzapachowy i ma genialną, kremową, a zarazem lekką i aksamitną konsystencję, którą bardzo dobrze rozprowadza się po skórze.
Podkład zawsze nakładam pędzlem Hakuro H50- tak zaaplikowany daje najlepszy efekt. Przede wszystkim, ładnie dopasowuje się do koloru skóry, tym samym nie tworzy efektu maski, a makijaż wygląda świeżo i naturalnie. Podkład matuje na około 2-3 godziny, później moja skóra potrzebuje przypudrowania. Za to efekt nawilżenia jest odczuwalny przez cały czas. Po demakijażu skóra nie jest spięta ani sucha, podkład nie pozostawia po sobie niemiłego wspomnienia. Dobrze rozprowadzony, w nie za dużej ilości ( bo dobrze wiemy, że im mniej, tym lepiej ) nie wchodzi w zmarszczki, nie waży się, nie smuży ani też nie podkreśla suchych skórek. Zaaplikowany pędzlem, świetnie ukryje zaczerwienienia i inne niedoskonałości cery. Do tego wszystkiego jest jeszcze lekki, pozwala skórze oddychać, a co ważniejsze: nie jest komedogenny, co oznacza, że nie zapycha porów skóry. Tym samym świetnie sprawdza się w codziennym makijażu. 
Nie spodziewałam się, że podkład, którego cena nie przekracza 10,00 zł okaże się tak dobrym kosmetykiem. Jestem nim szczerze zdumiona, bo niczym nie odstaje od droższych, drogeryjnych fluidów. Spotkać go możecie w Drogeriach Natura. Zachęcam, aby wrzucić go do koszyczka i wypróbować na własnej skórze. Coś czuję, że będziecie zadowolone :) 
Czytaj więcej »

Małżeństwo jest fajne.

czwartek, 12 stycznia 2017 106 komentarzy
Do napisania dzisiejszego posta zainspirowała mnie Agata swoim wpisem o małżeństwie. Zainteresowanych odsyłam pod ten link, a Tobie Kochana rachunek za reklamę wyślę pocztą :P
Mężatką jestem od kilku miesięcy, więc niewiele jeszcze wiem, ale tym bardziej się wypowiem :P Moim zdaniem, małżeństwo jest bardzo fajne. Zapytacie "co konkretnie jest takiego fajnego w małżeństwie?". No to Wam powiem:
Fajne jest to, że w weekendy wstaje razem z Tobą o świcie i gdy Ty szykujesz się do szkoły, on skrobie szyby w Twoim samochodzie.
Fajne jest to, że gdy on ogląda kolejny odcinek programu motoryzacyjnego, Ty na łóżku obok czytasz książkę. 
Fajne jest to, że o 22:00 je kolację i nadal jest szczupły, czego mu zazdrościsz, bo Ty na samą myśl o zjedzeniu czegokolwiek o tej godzinie już czujesz zbliżające się kilogramy. 
Fajne jest to, gdy potrząsasz mu przed oczami włosami, on od razu reaguje "Kochanie, byłaś u fryzjera!", a Ty naprawdę byłaś.
Fajne jest to, że gdy budzicie się w nocy sprawdzacie czy Wasza druga połowa jest na pewno przykryta i nie marznie. 
Fajne jest to, że on wraca z zakupów z czekoladową kokosową, której jeszcze nie jadłaś, bo wie jak bardzo lubisz wszystko, co kokosowe. 
Fajne jest to, że czekasz aż on wróci po ośmiu godzinach pracy. 
Fajne jest to, że wracasz do domu ze świadomością, że on tam jest i czeka na Ciebie. 
Fajne jest to, kiedy zaspana dostajesz od niego buziaka, zanim rano wyjdzie do pracy.
Fajne jest to, jak kręci oczami widząc ile kosmetyków nakładasz na swoje ciało przed snem :D
Fajne są wieczorne sprzeczki o to, co dziś oglądacie w telewizji.
Fajne jest to, gdy wieszasz pranie, a on zachodzi Cię od tyłu i znienacka przytula.
Fajne jest to jak cieszy się Twoimi sukcesami.
Fajne jest nawet to, że po ślubie jakoś tak głośniej przełyka, gdy pije :P
Fajne jest wspólne gotowanie.
Fajne jest to, jak mówi, że będzie lepiej.
Fajne jest to, że ledwo wejdzie z Tobą do sklepu odzieżowego, a już pyta "wychodzimy?".
Fajne jest to, że niepytany zrobi Ci kubek Twojej ulubionej herbaty.
Fajne jest też to, że "grzebie się" dłużej przed wyjściem od Ciebie.
Fajne jest to, że Ty zdążysz przejść pół marketu, podczas gdy on zatrzymał się na dziale motoryzacyjnym. 
Fajne jest nawet to, że gdy Ty oglądasz w sklepie torebkę/buty/nową sukienkę, mówi "zostaw to!masz już podobną" :P
Fajne jest to, że gdy go wkurzasz/drażnisz/wariujesz, on mówi "Boże, i tak całe życie".
Fajne są słowa "uważaj na siebie", gdy wybierasz się w dalszą podróż bez niego.
Fajne są też jego kapcie zostawione na środku pokoju, o które się potykasz.
Fajne jest to, że gdy pytasz co chce dostać na urodziny, on Ci odpowiada, że wiertarkę. I masz babo placek...
Czytaj więcej »

Fantastyczna piątka, czyli kosmetyczni ulubieńcy roku 2016: pielęgnacja ciała

poniedziałek, 9 stycznia 2017 73 komentarze
Kilka dni temu mogłyście poczytać o moich ulubieńcach roku 2016 w kategorii pielęgnacji twarzy. To był dopiero pierwszy wpis z tej serii, przygotowałam jeszcze cztery :D Dziś zapraszam na kolejny post o moich kosmetycznych faworytach w 2016 roku, tym razem w kategorii pielęgnacji ciała. Nie są to kosmetyki, które poznałam w minionym roku, ale te, których zdecydowanie używałam najczęściej.
Antyperspirat Garnier Mineral według mnie jest najlepszym drogeryjnym antyperspirantem. Świetnie chroni przed potem, jednocześnie pozwalając skórze oddychać. Podoba mi się jego zapach, to jak szybko się wchłania, a przede wszystkim to, że nie odbarwia ubrań ani nie pozostawia na nich nieestetycznych plam. Nie potrafiłabym już chyba zliczyć ile jego opakowań już zużyłam. 
Kremowy płyn do higieny intymnej Intima Ziaja ma same zalety: niską cenę, dużą pojemność, sporą wydajność, wygodne opakowanie z pompką oraz aksamitną, kremową konsystencje. Poza tym spełnia wszystkie obietnice producenta: delikatnie myje, nawilża oraz zapewnia długotrwałe uczucie świeżości i czystości. Czasami zdarza mi się "zdradzić" Intimę z innym żelem do pielęgnacji miejsc intymnych, jednak zawsze do niej powracam. 
Naturalne masło shea Bioamare wielofunkcyjny kosmetyk, który może zastąpić krem do stóp, serum do końcówek włosów czy balsam do ust. Uwielbiam go używać, bo jak żaden inny kosmetyk długotrwale i fantastycznie natłuszcza, odżywia i regeneruje moją skórę. Rewelacyjnie nawilża nawet najbardziej suche partie ciała, jak stopy, łokcie czy kolana. W mojej pielęgnacji ciała masło shea jest niezastąpione i zawsze mam je w swojej kosmetyczce. 
Perfumy Coco Chanel Mademoiselle zapach, który jest ze mną w ważnych momentach mojego życia: obrona pracy dyplomowej, zaręczyny, ślub. Jest lekki, świeży, szykowny, a jednocześnie z subtelną orientalną nutą. Cechuje go ponadczasowość, elegancja, harmonia. Nie sposób przejść obok tych perfum obojętnie. Szybko się nudzę, lubię często zmieniać kosmetyki, ale te perfumy nigdy mi nie spowszechnieją.  
Lakiery hybrydowe odkryłam w 2015 roku, ale w 2016 moja miłość do nich tylko wzrosła. Zaczęło się od Semilaca, potem przyszedł czas na Victoria Vynn, Effective Nails, Canii, ProCosmetics i Neess. W tym roku mam nadzieję poznać jeszcze między innymi Indigo i NeoNail ;) Dlaczego tak lubię hybrydy? Te z Was, które wypróbowały manicure hybrydowy wiedzą, że tak naprawdę nie da się ich nie lubić. Żadne inne lakiery nie gwarantują tak trwałego, błyszczącego, idealnego manicure!

Znacie już moich ulubieńców 2016 roku w pielęgnacji ciała, teraz chciałabym poznać Waszych :)
Czytaj więcej »

Grudniowy projekt denko

piątek, 6 stycznia 2017 58 komentarzy
1. Odżywczy krem na zniszczone skórki paznokci, Herome- niewielka tubka skrywa w sobie produkt z aż trzema składnikami nawilżającymi, dzięki którym skórki wokół paznokci są dobrze odżywione i zadbane. Więcej dowiecie się recenzji.
2. Brązujący balsam do ciała, Palmer's- mała próbka wystarczyła mi na trzy porządne wybalsamowania ciała. To zbyt mało, abym zaobserwowała czy moja skóra faktycznie troszkę zbrązowiała. Jednak nieestetyczne, ciemne plamy pomiędzy palcami, jakie zostawił po sobie balsam, już zauważyłam. 
3. Brązowy żel stylizujący do brwi, Wibo- mój pierwszy produkt do stylizacji brwi i od razu strzał w dziesiątkę! Spiralna szczoteczka świetnie rozczesuje brwi i nadaje im ładny kształt, a pigment podkreśla ich naturalny kolor. Jeszcze więcej dowiecie się z recenzji
4. Pogrubiający tusz do rzęs Volume Celebrities, Eveline- lubię kosmetyki Eveline, w tym tusze do rzęs, ale ten jest chyba największym niewypałem marki. Nie mogę odmówić mu ładnego wydłużania rzęs. Jednak bardzo przeszkadza mi w nim to, że lubi je sklejać, rozmazywać się pod okiem i sprawiać trudności w demakijażu. 
5. Pogrubiający tusz do rzęs 2000 Calorie, Max Factor- jeden z moich ulubionych tuszy do rzęs i to już od paru lat. Dokładniej, to od około czterech, bo to w 2013 roku popełniłam jego recenzję. Lubię ten tusz za to jak świetnie rozczesuje i pogrubia rzęsy, jak dobrze je wydłuża, jak dodaje spojrzeniu głębi. 
6. Korektor- kamuflaż w płynie, Catrice- do stosowania pod oczy stanowczo za ciężki, jednak do ukrycia niedoskonałości cery jest niezastąpiony. Nie waży się, nie odznacza, dobrze współpracuje z innymi kosmetykami do makijażu. recenzji dowiecie się o nim jeszcze więcej. 
7. Korektor w kremie Wake Up pod oczy, Manhattan- kupiłam chyba podczas jednej z rossmannowskich promocji -49% na kosmetyki do makijażu, więc wiele nie wydałam. I bardzo dobrze, bo korektor nie jest wart nawet tych kilku złotych, które przyszło mi zapłacić. Piszę tak dlatego, że nie wywiązał się z obietnic producenta. Miał tuszować podkrążone oczy i dodawać blasku zmęczonym, a nie robił ani jednego ani drugiego. 
8. Matujący podkład kryjący Ideal Cover Full HD, Eveline- jeden z fajniejszych podkładów, jakie dane mi było testować w minionym roku. W planach mam zakup kolejnej buteleczki. O jego głównych zaletach i kilku malutkich niedoskonałościach poczytacie w recenzji.
9. Peeling przeciwtrądzikowy do twarzy, Biomare- jeśli dobrze poszukacie, znajdziecie go w Tesco. Zawiera drobinki korundu, które świetnie złuszczają martwy naskórek, pozostawiając tym samym skórę gładką i miękką. O innych jego właściwościach przeczytacie w recenzji
10. Krem do rąk Purely Pampering, Dove- krem o delikatnej, troszkę wodnistej, a jednak treściwej konsystencji, który odpowiedni zadba o skórę dłoni. Na mojej niewymagającej skórze spisał się bardzo dobrze, podtrzymując ją w dobrej kondycji, nawilżając i zmiękczając. 
11. Dwufazowy płyn do demakijażu oczu, Lirene- to już drugie opakowanie tego płynu, ale wydaje mi się, że nie ostatnie. W zmywaniu oczu jest naprawdę rewelacyjny, działa szybko i skutecznie. Z recenzji dowiecie się czy spełnia inne obietnice producenta, w tym tą o wydłużeniu rzęs. 
12. Żel pod prysznic Lilia Wodna i Brzoskwinia, Balea- kolejny żel Balea o ładnym zapachu, który dobrze myje i odświeża, nie wysuszają przy tym skóry. Ukryty w poręcznej butelce, jest bardzo wydajny. 
13. Szampon do włosów z czosnkiem, Vatika- bardzo dobry oczyszczający szampon o nieuciążliwym czosnkowym zapachu, dodający włosom miękkości. Wydajny, niezbyt drogi, w poręcznej butelce. Nie tak dawno pojawiła się jego recenzja.
14. Ekspresowa odżywka regeneracyjna Ultimate Resist, Gliss Kur- zdradzę Wam sekret: ta odżywka pojawi się w włosowych ulubieńcach minionego roku. Wiem, że jest naszprycowana silikonami i całą inną chemią, ale uwielbiam spryskiwać nią włosy tuż przed prostowaniem. 
15. Hydro- żel do mycia ciała Soczysty Aloes, AA- wiecie, że nie lubię pisać o żelach pod prysznic, dlatego będę się streszczać. Warto go kupić, bo ładnie pachnie, jest wydajny, a używając go nie wysuszycie sobie skóry. 
16. Ultra- nawilżający płyn micelarny z błękitną algą, Lirene- kolejny świetny produkt do demakijażu od Lirene. Delikatny dla skóry, bezlitosny dla nagromadzonych zanieczyszczeń. Łagodzi, koi i delikatnie nawilża, przygotowując skórę na dalszą pielęgnację. Naprawdę zaczynam doceniać tę markę. 
17. Odżywczy peeling cukrowy do ciała, Equilibra- największy słoik z peelingiem, jaki kiedykolwiek miałam! Kosmetyk super natłuszcza skórę, wygładza i dodaje miękkości, czym rekompensuje swoją "przyczepność" i trudności w zmyciu z ciała. Jego recenzja pojawiła się na blogu zaraz po Świętach.

PS. Dacie wiarę, że to już 900-ny wpis na moim blogu :D
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.