Zmywacz do manicure hybrydowego z Biedronki

niedziela, 26 marca 2017 37 komentarzy
Uwielbiam manicure hybrydowy, ale nie znoszę go ściągać. Z tego co wiem, co wyczytałam na Waszych blogach, nie jestem w tym osamotniona ;) Więc, gdy kilka miesięcy temu na zakupach w Biedronce kątem oka zauważyłam nowość, jaką jest zmywacz lakieru hybrydowego BeBeauty, wiedziałam, że muszę go czym prędzej przetestować. 
Za zmywacz zapłaciłam około 6,00 zł. Znajduje się on w białej buteleczce o pojemności 150 ml. Opakowanie wyposażone jest w wygodną pompkę, na którą przykłada się wacik i kilka razy naciskając, nasącza się go bezbarwnym płynem. Aby dobrze nasączyć wacik, trzeba użyć sporej ilości zmywacza, więc wydajność nie jest jego mocną stroną. W jego składzie znajdziemy oczywiście aceton, a zaraz za nim lanolinę i olejek lemongrass, potocznie znany jako olejek z trawy cytrynowej, który nadaje produktowi przyjemny, cytrusowy zapach. 
Produkt przeznaczony jest nie tylko do zmywania manicure hybrydowego, ale ma też usuwać lakiery brokatowe i akrylowe. Zmywacza BeBeauty używa się tak samo jak zwykłego acetonu: najpierw należy lekko spiłować wierzchnią warstwę lakieru/topu, nasączony wacik nałożyć na płytkę paznokcia, owinąć folią na 15-20 minut, a następnie usunąć drewnianym patyczkiem pozostałości lakieru. 
Na ulotce wyczytałam, że zmywacz przeszedł niezależne badanie aplikacyjne, według których spisał się u 100% ankietowanych. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że nie wysusza skórek ani paznokci, całkowicie usuwa lakier oraz dobrze przygotowuje paznokcie do zabiegu manicure. Teraz ja Wam powiem, jak jest naprawdę. Zmywacz BeBeauty faktycznie nie wysusza skórek ani paznokci, a jest to zasługą wspomnianej już w poście lanoliny, która znana jest ze swoich właściwości natłuszczających i zapobiegających wysuszaniu. Przyznam również producentowi rację, że paznokcie są odpowiednio przygotowane na kolejny manicure. Jednakże, zmywacz ten mam już od dłuższego czasu, więc udało mi się go wypróbować na lakierach hybrydowych kilku różnych marek ( a także na klasycznych lakierach do paznokci, które zmywa bezproblemowo ). I powiem Wam, że nie wszystkim potrafi podołać. Świetnie rozpuszcza lakiery takich marek, jak Neess, Victoria Vynn, SPN Nails, Indigo oraz ProNail. Za to kompletnie nie radzi sobie z lakierami Semilac oraz Effective Nails. Nie mam bladego pojęcia, dlaczego przy niektórych lakierach spisuje się naprawdę super, sprawiając, że lakier sam odchodzi płatami od płytki paznokcia, a przy innych wypada, delikatnie mówiąc, po prostu kiepsko, w ogóle nie rozpuszczając lakieru. Być może wpływ na jego tak zróżnicowane działanie ma jakiś składnik występujący w wymienionych lakierach? Niech mnie ktoś oświeci, poproszę. 
W zapasie mam jeszcze jedną buteleczkę zmywacza BeBeauty. Ogólnie nie jest to zły produkt, bo bądź co bądź z rozpuszczaniem większości lakierów hybrydowych sobie radzi, jednak ja raczej pozostanę przy tradycyjnym acetonie, bez dodatków.
Czytaj więcej »

Recenzja: Olejek do opalania i masażu Neroli Essence, Song of India

piątek, 24 marca 2017 36 komentarzy
Obietnice producenta:
Olejek do opalania i masażu Neroli to wyjątkowe połączenie naturalnych olejków eterycznych dla zachowania blasku i elastyczności Twojej skóry. Zadbaj o urodę i dobry nastrój z wyjątkowym olejkiem do ciała. Poczuj się jak księżniczka Neroli!


Moim zdaniem:
Neroli to olejek eteryczny otrzymywany z kwiatów gorzkiej pomarańczy, używany w średniowieczu jako perfumy. Swoją nazwę zawdzięcza włoskiemu miasteczku Nerola, a popularność zyskał pod koniec XVII wieku, kiedy to księżniczka tego miasta, niejaka Anna Marie Orsini, przedstawiła go jako swój ulubiony aromat, dodając go do kąpieli i skraplając nim swoje rękawiczki. W XXI wieku i ja mogę poczuć się jak włoska księżniczka, dzięki uprzejmości sklepu internetowego Magiczne Indie, z którego mam  olejek Neroli Essence od Song of India ;)
Olejek przeznaczony jest do opalania i do masażu ciała oraz twarzy, ja wybrałam go jednak do testów z myślą o pielęgnacji ciała, bo jak wiecie, wszelkie olejki bardzo sobie cenię. Znajduje się w niedużej, plastikowej buteleczce o pojemności 100 ml. Nakrętka z klapką jest bardzo szczelna i warto uważać przy jej odchylaniu, bo można połamać paznokcie. Sam olejek jest rzadki, ma nietłustą konsystencję, zabarwioną na leciutki zielony kolor. O ile działanie olejku jest bardzo dobre, o czym w dalszej części recenzji, o tyle jego zapachu nie polubiłam. Ba, ja go wręcz nie znoszę! Kosmetyk Song Of India pachnie specyficznie, jak jakaś kiepska męska woda po goleniu lub męski żel pod prysznic. Zapach jest tak charakterystyczny, że nie da się go pomylić z niczym innym. W dodatku jest intensywny, a używany codziennie może przyprawić o ból głowy... Dlatego olejku używam rzadko i tylko czekam aż dobije dna, jego zapach jest naprawdę paskudny. W dodatku jest trwały, jego woń unosi się nawet kilka godzin po zaaplikowaniu na skóre...
Na szczęście, działanie olejku rekompensuje mi jego zapach okropnej wody kolońskiej. Mimo dużej zawartości różnych olejków, czyli słonecznikowego, arachidowego, migdałowego i z kiełków pszenicy, nie jest tłusty i szybko się wchłania, nie zostawiając na skórze lepkiej warstewki. Olejki te zapewniają odpowiednie nawilżenie skóry, odżywienie jej i zmiękczenie. Poza tym wygładzają skórę, łagodzą podrażnienia oraz wzmacniają barierę ochronną naskórka, a olejek z kiełków pszenicy wykazuje się dodatkowym działaniem przeciwstarzeniowym. Ponadto w składzie olejku znajdziemy jeszcze witaminę E, która również chroni skórę przed wczesnym starzeniem się, a wyciągi z aloesu i rumianku koją oraz nawilżają. Wystarczy użyć olejku raz, aby skóra była odżywiona, zmiękczona i przyjemnie gładka w dotyku. 
W internetowym sklepie Magiczne Indie znalazłam jeszcze trzy inne wersje tego olejku: Sandałowy, Aphrodesia, która ma nas przenieść do starożytnego sanktuarium oraz Budda Delight o kuszącym, cytrusowo- kwiatowym aromacie. Jestem ciekawa czy pachną ładniej niż Neroli czy też swoimi zapachami przypominają męskie kosmetyki...
Czytaj więcej »

Przegląd wybranych kosmetyków Elfa Pharm

środa, 22 marca 2017 44 komentarze
W ostatnich tygodniach w mojej kosmetyczce pojawiło się sporo kosmetyków Elfa Pharm. W dzisiejszym wpisie chciałabym przedstawić kilka z nich, które miałam okazję przetestować. Zanim jednak przejdziemy do głównych bohaterów wpisu, a jest ich aż siedem!, chciałabym co nieco napisać o samej firmie. Elfa Pharm powstała nie tak dawno, bo w 2011 roku w Krakowie. Wizytówką marki jest wysoka jakość za niską cenę oraz niezapomniane nuty zapachowe i składniki pochodzenia roślinnego. Oferta naturalnych kosmetyków Elfa Pharm obejmuje różnorodne produkty do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów, które został zebrane w kilka specjalistycznych marek i linii produktów: Vis Plantis to autorska marka kosmetyków, wykorzystująca właściwości niezwykłych składników, takich jak filtrat ze śluzu ślimaka czy dziegieć brzozowy; Intensive Hair Therapy to specjalistyczna linia szamponów i odżywek przeciw wypadaniu włosów; popularna marka kosmetyków Green Pharmacy, wśród których znajdziemy między innymi żele pod prysznic oraz płyny micelarne; O'Herbal to linia kosmetyków do kompleksowej pielęgnacji, która zawiera naturalne składniki, np. ekstrakt z chmielu i lnu; Dr Sante to marka kosmetyków do pielęgnacji włosów, które zawierają olej macadamia, olej arganowy oraz keratynę; a Fresh Juice to linia aromatycznych, kremowych żeli pod prysznic. Ja pokażę Wam kosmetyki z trzech chyba najpopularniejszych serii Elfa Pharm, czyli O'Herbal, Vis Plantis oraz Green Pharmacy. 
Wzmacniająca maska do włosów z ekstraktem z korzenia tataraku z linii O'Herbal ma w swoim składzie także witaminę PP oraz ekstrakt z palmy sabalowej. Wielki, utrzymany w odcieniach zieleni, słój ma pojemność 500 ml i kryje się w nim produkt o treściwej, gęstej, mocno kremowej konsystencji i średnio przyjemnym, typowo tatarakowym zapachu z domieszką trawy :P Mój nos szybko przyzwyczaił się do tego specyficznego aromatu, więc nie przeszkadza mi on już tak bardzo, jak na samym początku. Maskę stosuję zgodnie z jej przeznaczeniem i sugestiami producenta, czyli nie trzymam jej na włosach dłużej nić 2 minuty. Początkowo, trzymałam ją dłużej, bo około 10 minut, jednak efekt był taki sam. Maska dociąża włosy, dzięki czemu nie elektryzują się ani nie puszą, a poza tym są miękkie, przyjemniejsze w dotyku oraz bardziej sprężyste i gładsze. Maska ułatwia też rozczesywanie włosów. Zauważyłam, że kosmetyk jest bardzo wydajny, mimo iż wcale go sobie nie skąpie, a jego cena to nieco ponad 20,00 zł. 
Orzeźwiający balsam do ciała z ekstraktem z werbeny jest jednym z pięciu balsamów z serii O'Herbal. Znajduje się w przezroczystej, obłej butli o pojemności 500 ml, zakończonej wygodną i higieniczną pompką, dozującą odpowiednią ilość kosmetyku. Balsam jest leciutki, jego konsystencja jest rzadka i płynna, przypominająca troszkę śmietankę. Uważam, że ze względu na swoją formułę balsam świetnie sprawdzi się w nadchodzące, cieplejsze dni, bo jest nietłusty i szybko się wchłania. Bardzo podoba mi się jego orzeźwiający, lekko cierpki i przy kwaskowy, cytrusowy zapach- również idealny na letnie dni :) Balsam przyjemnie nawilża skórę, pozostawia ją mięciutką i wygładzoną, a także utrzymuje ją w dobrej kondycji. Nie jest to mocno odżywiający czy regenerujący kosmetyk, więc nie polecałabym go osobom z wysuszoną skórą, bo raczej nie sprosta jej wymaganiom. Ja mam normalną skórę, na której dobrze się sprawdza. Na zakończenie dodam, że balsam ma jeszcze bardzo przyjemną cenę, bo za półlitrowe opakowanie zapłacimy około 16,00 zł.
Odżywczy peeling do ciała z filtratem ze śluzu ślimaka z serii Helix Vital Care od Vis Plantis ma w swoim składzie dodatkowo ekstrakt z owoców goji i acai, a także olej macadamia, masło shea i glicerynę. Biała tubka o pojemności 200 ml ma przyjemną dla oka szatę graficzną. Wykonana jest z elastycznego tworzywa, dlatego bardzo łatwo wycisnąć z niej lekką, a zarazem kremową konsystencją, w której zanurzone są ścierające drobinki, które w 100% są z surowców odnawialnych. Peeling nie jest najostrzejszy, jednak podczas masażu ciała czuć delikatne drapanie granulek. Znacie mnie na tyle dobrze,że wiecie, iż wolałabym, aby uczucie ścierania było mocniejsze ;) Po kosmetyk sięgam raz w tygodniu i wcale go sobie nie żałuję! Już po pierwszym użyciu poczułam jak skóra została porządnie oczyszczona, a także wygładzona, zmiękczona i przygotowana na dalszą pielęgnację. Peeling kosztuje około 15,00 zł i dostępny jest jeszcze w kilku innych wariantach, np. z efektem wyszczuplania. 
Odmładzające serum z filtratem ze śluzu ślimaka też pochodzi z serii Helix Vital Care Vis Plantis. Ma pojemność 30 ml i kosztuje w granicach 35,00 zł. Znajduje się w białym, plastikowym opakowaniu z dozownikiem typu air less z nakładką. Pompka jest wygodna, zapewnia higieniczne korzystanie z kosmetyku i dozuje odpowiednią ilość produktu. Niestety, serum to wywołało u mnie dodatkowy wysyp niedoskonałości, dlatego szybko zaprzestałam używania go na skórę twarzy. Jednak nie skreśliłam go totalnie, bo smaruję nim szyję oraz dekolt, których skóra nie jest tak podatna na zapychanie, a czasami zastępuję nim krem do rąk- przecież nic się nie może zmarnować :D Serum jest bardzo leciutkie, przyjemnie się rozprowadza, nie jest tłuste, więc szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie żadnego filmu. Serum pozwala skórze utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia, dba o jej elastyczność i sprężystość. Mam nadzieję, że jego regularne wklepywanie w szyję i dekolt w przyszłości odpłaci mi się utrzymaniem jędrności tych partii ciała i obiecanym przez producenta działaniem przeciwzmarszczkowym ;)
Żel pod prysznic z oliwką i mlekiem ryżowym Green Pharmacy ma pojemność 500 ml i kosztuje mniej niż 10,00 zł. W swoim składzie nie ma parabenów, silikonów ani peg. Znajduje się w dużej, ciemnobrązowej, plastikowej butelce zakończonej nakrętką z klapką. Przez nieduży otwór z łatwością przelewa się gęsta, kremowa konsystencja, która w kontakcie z wodą fajnie się pieni. Żel ma przyjemny, łagodny zapach i robi to, co każdy żel pod prysznic robić powinien, czyli dobrze myje, oczyszcza i odświeża skórę, nie wysuszając jej, tylko pozostawiając ją miękką i gładką w dotyku. 
Kojący krem do stóp przeciw pęknięciom Green Pharmacy, zgodnie z zapewnieniami producenta, ma chronić skórę przed stóp przed nadmiernym rogowaceniem, wysuszeniem oraz pękaniem. Elastyczna tubka ma pojemność 75 ml, a cena kremu to tylko 5,00 zł. W składzie kremu znajdziemy alantoinę, olejek z włoskich orzechów oraz ekstrakt z babki lancetowatej. Krem ma lekką konsystencję i znośny, trochę mentolowy zapach. Jak wszystkie kremy do stóp, i tego używam na noc, najpierw smarując stopy grubą warstwą, a następnie zakładam skarpetki. Rano skóra stóp jest wygładzona, miękka, nawilżona i przyjemna w dotyku. Nie mam mocno wysuszonej skóry stóp ani nie skarżę się na bardzo popękane pięty, więc nie wiem jak krem poradziłby sobie w "trudniejszych warunkach". Myślę jednak, że wbrew obietnicom producenta, wiele by nie zdziałał, jest po prostu zbyt lekki. 
O płynie micelarnym z rumiankiem Green Pharmacy pisałam już jakiś czas temu: klik. Występuję on w dwóch pojemnościach: 250 ml i 500 ml. Bardziej opłaca kupować się większe opakowanie, kosztuje ono w granicach 12,00 zł. Jest to bardzo niska i przyjemna dla portfela kwota biorąc pod uwagę fakt, że płyn jest bardzo wydajny, bo wystarcza na około 2-3 miesiące codziennego stosowania. Rumiankowy płyn micelarny świetnie radzi sobie ze zmywaniem kolorowych kosmetyków, pozostawiając tym samym czystą skórę, gotową na dalszą pielęgnację. Płyn jest delikatny dla oczu, nie szczypie ani nie powoduje łzawienia. Nie wpływa też negatywnie na stan cery. Miałam już kilka butli tego płynu micelarnego i na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę, bo moim zdaniem jest to bardzo dobry produkt do demakijażu :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Szampon z olejem z opuncji figowej do włosów osłabionych i zniszczonych, Maroko Sklep

poniedziałek, 20 marca 2017 47 komentarzy
Obietnice producenta:
Szampon zawiera drogocenny olej z nasion opuncji figowej, bogaty w wielonienasycone kwasy tłuszczowe, który nadaje mu właściwości odżywcze i ochronne. Szampon intensywnie regeneruje, pielęgnuje oraz zmiękcza. Po jego zastosowaniu włosy wyglądają zdrowiej, stają się sprężyste, podatne na układanie oraz bardziej odporne na szkodliwy wpływ czynników zewnętrznych. 
Skład: Aqua, cocamidopropyl betaine, opuntia ficus - indica seed oil, glycerin, sodium chloride, benzyl alcohol, sodium cocoamphoacetate, citric acid, stearyl citrate, sodium benzoate, parfum.

250 ml kosztuje 24,87 zł w Maroko Sklep
Moim zdaniem:
Bohater dzisiejszego postu obiecuje, że po jego użyciu moje włosy będą zregenerowane, zmiękczone, sprężyste i podatne na układanie. Czy właśnie taki efekt udało mi się uzyskać stosując szampon z olejem z opuncji figowej?
W prostej, plastikowej butelce zakończonej nakrętką z klapką skrywa się 250 ml gęstej konsystencji w ładnym zielonym odcieniu. Butelka jest poręczna, a jej szata graficzna nawiązuje do marokańskiego pochodzenia kosmetyku. Nalepka się nie ściera, ani się nie odkleja, mimo że szampon cały czas stoi pod prysznicem, więc jest codziennie narażony na niemałe ilości wody ;) Zapach jest przyjemny, niemęczący, ale nie wyczuwam w nim nic konkretnego, jest taki "zmieszany". W kontakcie z wodą szampon robi się trochę "tępy" i słabo się pieni. 
Szamponu używam do pierwszego mycia włosów, albowiem dobrze oczyszcza z produktów do stylizacji i nagromadzonych zanieczyszczeń. Jest to produkt, który nie zawiera SLS, SLES, silikonów, parabenów, barwników, rafinowanych olejów ani pochodnych ropy naftowej. Moim włosom trudno jest dogadać się z kosmetykami do pielęgnacji bez SLS, dlatego tego szamponu nie mogę stosować solo, bo po każdym umyciu wydaje mi się, że włosy są jakieś... inne, bardzie szorstkie. Wbrew obietnicom producenta, nie zaobserwowałam, aby szampon mocno je zregenerował, a mimo wysokiej pozycji olejku z opuncji figowej w składzie kosmetyku nie uważam, aby wybitnie je nawilżył czy odżywił. Ponadto są mniej podatne na układanie oraz trudniej mi je rozczesać. 
Podsumowując, jeśli szukacie dobrego szamponu oczyszczającego bez całej tej zbędnej chemii, to polecam Wam wypróbować ten z opuncją figową, który znajdziecie w Maroko Sklep. Jeśli jednak Wasze włosy potrzebują "okiełznania", a na co dzień sprawiają trudności w rozczesywaniu, to lepiej rozejrzyjcie się za jakimś innym szamponem. 
Czytaj więcej »

Fantastyczna piątka, czyli kosmetyczni ulubieńcy roku 2016: pielęgnacja włosów

piątek, 17 marca 2017 56 komentarzy
Mamy już połowę marca ( serio, kiedy to minęło? ), a ja przypomniałam sobie, że przecież nie pokazałam Wam jeszcze włosowych ulubieńców 2016 roku! Nie wiem jak to się stało, dlatego dziś, jak najszybciej, nadrabiam tą ( tę? ) zaległość :)
Drewnianą szczotkę do włosów For Your Beauty kupiłam kilka lat temu w Rossmannie. Wtedy była w promocji i zapłaciłam za nią nieco ponad 20,00 zł. Obecnie kosztuje nieco więcej- sprawdzałam na stronie drogerii i teraz jej cena wynosi ponad 31,00 zł. Szczotka jest duża, masywna, ale też poręczna, dobrze trzyma mi się ją w dłoni. Przeznaczona jest do długich i gęstych włosów, w które wchodzi gładko, jak w przysłowiowe masło. Naturalne włosie w połączeniu z zaokrąglonymi szpileczkami świetnie rozczesują moje włosy, wygładzają je i sprawiają, że ładnie się błyszczą. Ja ją uwielbiam i zdecydowanie wolę ją od słynnej szczotki Tangle Teezer.
Nigdy bym nie pomyślałam, że jakikolwiek lakier do włosów zyska miano mojego ulubieńca. A jednak znalazł się jeden taki gagatek, który polubiłam od pierwszego użycia, a jest nim Volumizing HairSpray got2b od Schwarzkopf. W tym lakierze podoba mi się wszystko: świetne różowe opakowanie, jego genialny oraz lekko słodkawy zapach, który z miejsca podbił moje serce. Sam lakier nie obciąża włosów, nie robi z nich hełmu i daje się łatwo wyczesać. Dodatkowo, nie wysusza włosów, nawet gdy spryskuje nim włosy każdego dnia przez dłuższy okres. Jestem na duże tak. 
Dzięki suchym szamponom Batiste nie straszna mi wizja przetłuszczonych włosów ;) Na zdjęciu widzicie wersję Floral Essences, ale w zeszłym roku zdążyłam przetestować też inne i wszystkie się u mnie bardzo dobrze sprawdziły. Szampony te przede wszystkim świetnie absorbują sebum, dzięki czemu włosy wyglądają świeżo i zyskują dodatkową lekką objętość. Są łatwe do wyczesania, więc tym samym nie są widoczne ani na włosach ani na skórze głowy, a ponad to nie wywołują żadnych podrażnień czy reakcji alergicznych, nie przyczyniają się także do powstawania łupieżu. Używam ich rzadko, często w awaryjnych sytuacjach i jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. 
Odżywki w sprayu Gliss Kur nieraz widziałyście w moich denkach, nie mogło więc zabraknąć ich przedstawiciela w moich ulubieńcach. Od lat spryskuję nimi włosy przed prostowaniem- taki prosty trick sprawia, że prostownica sunie po nich gładko i lekko. Czasami używam ich też w ciągu dnia, dzięki czemu ładnie pachną, nie elektryzują się ani nie puszą, ale błyszczą się, są gładsze i mięciutkie. Nie są to odżywki, które w znaczący sposób poprawią stan włosów, mocno je odżywią czy zregenerują, ale mimo to bardzo je lubię i kupuję je już od tylu lat.
O migdałowej odżywce do suchych i matowych włosów Vatika pisałam już na blogu pod koniec grudnia minionego roku: klik. Lubię w niej wszystko: poręczną butelkę o przyjemnej szacie graficznej, jej piękny, słodkawo- migdałowy zapach, mocno kremową konsystencją, a przede wszystkim rewelacyjne działanie na moje włosy, które sprawiła, że odżywka Vatiki znalazła się w tym zestawieniu. Odżywka pełna jest aktywnych składników, takich jak migdały, miód oraz jogurt, których połączenie sprawia, że moje włosy są takie, jak lubię. To znaczy są odżywione, nawilżone i wygładzone, a do tego wszystkiego cudnie pachną i jeszcze piękniej się błyszczą. 

Jeśli interesują Was moi ulubieńcy w innych kategoriach, odsyłam do tych konkretnych wpisów:
Czytaj więcej »

Lutowe denko

środa, 15 marca 2017 55 komentarzy
Połowa marca, a ja dopiero publikuję lutowe denko! :P
1. Kremowy żel pod prysznic Malina i Piwonia, Le Petit Marseillais- najpiękniej pachnący żel pod prysznic, jaki dane mi było ostatnio używać. Delikatny zapach piwonii okraszony słodkością maliny tworzy niesamowitą ucztę dla naszych zmysłów. Jeszcze ta mięciutka piana i uczucie gładkiej, aksamitnej w dotyku skóry- no czego chcieć więcej? W ostatnich tygodniach to zdecydowanie mój żel pod prysznic nr 1! 
2. Odżywczy szampon z cudownymi olejkami do włosów zniszczonych i łamliwych Ultra Doux, Garnier- jest to moja druga butla tego szamponu. Kilka lat temu pojawił w jednym z denek i wtedy napisałam o nim, że jest nijaki. Cofam to! Szampon jest bardzo gęsty, ma piękny bursztynowy kolor i przyjemny zapach. Mocno się pieni, dobrze oczyszcza włosy, wygładza je, zmiękcza, nawilża i dodaje im blasku. 
3. Dwufazowy eliksir do włosów zniszczonych Elseve Total Repair, L'Oreal- jestem przyzwyczajona do odżywek w sprayu GlissKur, których używam od lat, a w porównaniu z nimi ten eliksir wypada jakoś słabo, poz tym jest od nich mniej wydajny. Czegoś mi  w nim brakuje, ale czego konkretnie, to nie potrafię określić. Niemniej jednak polubiłam ten produkt za to, że ułatwia rozczesywanie włosów, za co ma u mnie duży plus.
4. Łagodzący emolitenowy krem z olejkiem na dzień i na noc Babassu Oil, Lirene- bardzo spodobał mi się zapach tego kremu, subtelny, łagodny i z delikatną nutą słodyczy. Konsystencję też miał bardzo przyjemną, leciutką, troszkę jakby rozwodnioną. Używałam go głównie rano, więc powiem Wam, że oprócz tego, że zapewniał mojej skórze optymalną dawkę nawilżenia na cały dzień, to jeszcze dobrze współpracował ze stosowanymi przeze mnie podkładami. 
5. Krem do rąk Femme Fatale, Indigo- bardzo fajny kremik o nietłustej konsystencji i przyjemnym, słodkawym zapachu, który dobrze nawilżał, wygładzał i odżywiał skórę dłoni. Schowany został do niedużej tubki z pompką. Niestety, trafił mi się jakiś felerny egzemplarz z niedziałającą pompeczką... Niemniej jednak, jest to kolejny kosmetyk Indigo, który przekonał mnie, że marka ta ma naprawdę świetne produkty. 
6. Tonik zwężający pory na dzień i na noc Liście Manuka, Ziaja- jak markę Ziaja uwielbiam, tak ich toników jakoś zdzierżyć nie mogę, każdy jakoś tak bardzo długo się u mnie wchłania. Ten jest jedynym, który naprawdę lubię, pewnie ze względu na pompkę, dzięki której tonik w całości i dodatkowo szybko wchłania się w skórę. O toniku oraz innych kosmetykach z serii Liście Manuka pisałam już na blogu: tu, tu i jeszcze tu
7. Antybakteryjny żel do mycia twarzy Clarina, Himalaya- za bardzo nie będę się rozpisywać o tym produkcie, bo planuję jego recenzję, która myślę, że pojawi się jeszcze w marcu. Nadmienię tylko, że żel ten ma baaardzo mydlany zapach, "ciężki" sam w sobie i taki, który przeszkadzał mi w jego używaniu. 
8. Pomadka do ust Skuteczne Nawilżenie, Bielenda- bardzo dobra pomadka, o zapachu unisex :P, więc może być stosowana również przez naszych panów. Ma fajną, odpowiednio twardą formułę, a jednocześnie taką, która lekko sunie po ustach, pozostawiając na nich delikatną warstewkę, która nawilża, zmiękcza i wygładza usta. 
9. Błyszczyk do ust Fashion Colour, Bell- kolejny błyszczyk Bell, który polubiłam i który kupiłam w Biedroce. Nie klei ust, ładnie je nabłyszcza, pokrywa delikatną warstewką koloru, zmiękcza i nawilża. To wszystko za cenę kilku złotych, więc jestem jak najbardziej na tak. 
10. Multifunkcyjne serum do rzęs 5w1 z olejkiem arganowym SOS Lash Booster, Eveline- serum używałam jako bazy pod tusz. Kosmetyk ładnie wydłuża rzęsy, trochę podbija intensywność koloru i przedłuża trwałość maskary. Jest bezpieczny dla oczu, nie powoduje szczypania, podrażnień czy łzawienia.
11. Zmywacz lakieru hybrydowego, BeBeauty- w zapasie mam jeszcze jedną jego buteleczkę. Nie jest zbyt wydajny, a o tym jak się u mnie sprawdził poczytacie w recenzji, którą opublikuję za kilka dni. 
12. Fluid matujący MakeUp Academie, Bielenda- pod koniec lutego napisałam obszerną recenzję tego podkładu: klik. Jestem zachwycona tym fluidem i na pewno kupię jeszcze jego niejedną tubkę. Może nawet już na najbliższej promocji -49% w Rossmannie, której kolejna edycja rusza już w kwietniu ;)
13. Baza na zaczerwienienia Mr.Perfect, Bell- o bazie pisałam już we wpisie o kosmetycznych zaskoczeniach. Zawarte w niej zielone pigmenty ładnie przygaszają zaczerwienienia, a sama baza delikatnie wygładza skórę oraz dobrze współpracuje z podkładami i korektorami. Nie mogłam jednak używać jej codziennie, bo lubi zapychać.
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.