22:07:00

Shiny Box ""HippieNess"

Shiny Box ""HippieNess"
Jejku, nie było mnie tu prawie tydzień! Rzadko miewam takie przerwy w blogowaniu, ale mam teraz taki nawał pracy, że wracając do domu jestem tak padnięta, że nawet nie chce mi włączać komputera... Dziś udało mi się wrócić o normalnej porze i mimo iż miałam ciężki dzień, to jednak mam siłę, by napisać dla Was nowy post :) A będzie nim recenzja zawartości sierpniowego Shiny Box'a "HipiieNess". W pudełku, które przybyło do mnie na początku tego tygodnia było 7 produktów pełnowymiarowych, jeden w wersji travel, próbka żelu kojącego na zmęczone nogi i stopy SheFoot  i produkt VIP, czyli zaproszenie dla dwóch osób na Beauty Days- Międzynarodowe Targi Fryzjerskie i Kosmetyczne, które odbędą się w dniach 21-23 września w Ptak Warsaw Expo. Ja na ten weekend mam już inne plany, więc jeśli któraś z Was ma ochotę się wybrać, to dajcie znać- chętnie oddam zaproszenie w dobre ręce :)
Prezentację pudełka zaczniemy od spożywczego produktu, czyli puddingu z ananasem, jarmużem i spiruliną Foods by Ann. Jest to produkt wymienny z zupą kremem lub smoothie. Marka już kilka razy wcześniej pojawiała się w box'ie- pamiętam jak bardzo smakował mi batonik z orzechami, jabłkiem i cynamonem :) Taka przekąska kosztuje nieco ponad 4,00 zł i z tego co widziałam produkty Foods by Ann dostępne są w Rossmannie. Ja zamierzam przyrządzić sobie ten pudding jutro na śniadanie- zawartość torebki wystarczy zalać gorącym mlekiem. Kolejnym pełnowymiarowym produktem jest olej arganowy EkaMedica. Szklana, brązowa buteleczka ma pojemność 100 ml. Płynne złoto Maroka jest jednym z moich ulubionych olei, więc na pewno je wykorzystam i to jeszcze tej jesieni, bo termin jego przydatności mija w styczniu przyszłego roku. W pudełku znalazło się również coś do pielęgnacji włosów, czyli maska z keratyną marki Novex. W dołączonej ulotce jest napisane, że ma to być produkt pełnowymiarowy o pojemności 210 g, jednak do mnie trafiło mniejsze opakowanie, mające 100 ml. Maska pachnie średnio, mam więc nadzieję, że nadrobi swym działaniem ;) A ma między innymi sprawić, że włosy przestaną się puszyć, będą nawilżone i zregenerowane, a także gładkie i błyszczące. Produktem dla klientek, których sierpniowy Shiny Box był drugim w ramach jednej i tej samej subskrypcji lub aktywnego pakietu jest jedwabiste mleczko do ciała z drobinkami Unani. Ten kosmetyk do ciała przepiękne pachnie! Zanurzone są w nim drobinki brokatu, które cudnie mienią się pod światło, ale nie dają tandetnego, dyskotekowego efektu. Szkoda, że ten produkt nie pojawił się wcześniej, np. w czerwcowym pudełku, bo jest to kosmetyk wręcz stworzony na lato :) Użyłam mleczka już kilka razy i póki co jestem oczarowana tym, jak dobrze nawilża skórę, dodaje jej miękkości i gładkości oraz ładnego blasku. 
Kosmetyk, który wypełnił swoimi gabarytami pół pudełka to relaksujący balsam do ciała O'Herbal, który ma pojemność aż 500 ml! I bardzo krótki termin przydatności, do połowy grudnia tego roku... Choćbym nie wiem jak się spinała, nie dam razy zużyć tak ogromnej butli balsamu w niecałe 4 miesiące. Podoba mi się, że dołączona została pompka, która póki co sprawnie działa. Balsam ma koić skórę, działać łagodząco i nawilżająco oraz ma nadawać jej gładkość i miękkość. Jest to produkt wymienny z płynem micelarnym, tonikiem do twarzy i szamponem z aktywnym węglem. Przyznam się Wam, że bardziej ucieszyłabym się z płynu do demakijażu ;) Produktów do stóp używam mało, ale jak już trafiło się domowe spa dla stóp SheFoot, to zamierzam z niego skorzystać. Najpierw należy wykonać peeling, w którym występują naturalne składniki ścieralne, takie jak pestki oliwek czy łupiny orzecha włoskiego; a następnie wsmarować maskę z masłem shea, gliceryną, olejem rycynowym i keratyną. Taki zabieg ma nawilżyć, wygładzić i zregenerować skórę stóp. Już przy okazji recenzji poprzedniego box'a pisałam, że dla mnie maseczki do twarzy mogą pojawiać się w każdym pudełku- ekipa Shiny wysłuchała moich próśb, bo w "HippieNess" skryły się aż dwie maseczki, a właściwie to trzy! Pierwsza z nich to oczyszczająco- odżywcza maseczka Dermaglin, która zdobyła nagrodę Laur Klienta 2018! Zawiera zieloną glinkę, jedwab oraz jojobę i jest produktem naturalnym, który ma poprawić kondycję skóry, oczyścić i odżywić oraz nadać gładkości i miękkości. Maseczka przeznaczona jest do każdego rodzaju skóry i jest jej naprawdę sporo, bo aż 20 g- dla oszczędniejszych taka saszetka wystarczy na 2-3 użycia. Kolejna saszetka zawiera dwie maseczki marki MultiBioMask: łagodzącą oraz oczyszczającą. Pierwsza z nich ma koić, wyciszać i odżywiać, zadaniem drugiej jest rozświetlenie skóry, zwężenie porów i usunięcie zanieczyszczeń. W żadnej z nich nie ma alkoholu, olejów mineralnych ani parabenów. 

Jak Wam się podoba taka zawartość pudełka? 
Jeżeli jesteście na tak, to możecie je jeszcze zamówić na stronie Shiny Box :)

08:44:00

Proste włosy z serią Final Control marki Marion

Proste włosy z serią Final Control marki Marion
Ten post miał pojawić się w piątek, ale zanim się zorientowałam nadszedł niedzielny poranek ;) Miałam bardzo ciężki tydzień i a w piątek wróciłam tam wypompowana, że nie miałam siły napisać nawet jednego konkretnego zdania. Dziś jestem w miarę wyspana- w miarę, bo do 1.00 mieliśmy gości, a teraz jest kilka minut po 7:00 :P, ale solidna porcja kofeiny, która paruje w kubku obok laptopa, daje mi porządnego kopa i zdania same układają mi się w głowie :D 
Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o serii kosmetyków Final Control Marion. Jest to nowość w ofercie marki, która składa się z trzech kosmetyków: lekkiego serum wygładzającego, kremu i płynu do stylizacji włosów. Buteleczka z serum ma pojemność 50 ml i zakończona jest wygodną pompką, a ono samo ma kremową konsystencję i całkiem znośny zapach.Wspomniana pompka dozuje niewielką ilość produktu, ale to dobrze, bo nie ma ryzyka, że przesadzi się z aplikowaniem kosmetyku na włosy. Ja przeważnie używam jednej- dwóch pompek i dla moich włosów jest to odpowiednia porcja. Elastyczna tubka z kremem do stylizacji ma pojemność 150 ml, a kryje w sobie bezzapachowy produkt o nieco lżejszej konsystencji niż serum. Buteleczka z atomizerem rozpylającym płyn do stylizacji włosów ma pojemność 200 ml. Kosmetyk ten ma ładny zapach, który dość długo utrzymuje się na włosach. 
Moje włosy są w miarę proste, ale mają tendencję do puszenia się i elektryzowania, potrzebują więc zdyscyplinowania i wygładzenia, dlatego chętnie sięgam po produkty, które mają zapewnić mi taki efekt. Seria Final Control bardzo dobrze wpisała się w ich potrzeby. Jednego dnia stylizuje włosy za pomocą płynu, następnego wybieram krem, zawsze kończąc ich układanie porcją serum nałożoną na same końce. Jeśli miałabym wybrać, który kosmetyk do stylizacji jest lepszy, bez zastanowienia wskazałabym na spray. Krem nie jest zły, ale na moich włosach sprawdza się nieco gorzej niż płyn. Każdego z tych kosmetyków używam w minimalnej ilości, dzięki czemu mocno zyskują na wydajności, a tym samym nigdy nie przedobrzyłam i nie uzyskałam efektu nieświeżych, przetłuszczonych włosów. Produkty marki Marion nałożone na włosy w odpowiedniej proporcji sprawiają, że włosy są dociążone, wygładzone, przestają się puszyć i elektryzować, a jednocześnie zachowują swoją lekkość, sprężystość i naturalność. Włosy wyglądają zdrowo, są miękkie i nawilżone, a dodatkowo ładnie się błyszczą. 
Kosmetyki Marion nie są dostępne w popularnych drogeriach, typu Rossmann czy SuperPharm- przynajmniej ja ich nigdy nie spotkałam, więc jeśli się mylę, to wyprowadźcie mnie z błędu. Na ich stronie znajdziecie jednak listę sklepów partnerskich, w których możecie je kupić: klik. Marion nie jest drogą marką, każdy z zaprezentowanych produktów będzie kosztować mniej więcej 10,00 zł. Do ich stworzenia wykorzystana została mikroemulsja stylizująca oraz ekstrakt z nasion soi. 

16:53:00

Słodka pianka i kokosowo- bananowy shake, czyli deserowa pielęgnacja ciała z kosmetykami Nacomi

Słodka pianka i kokosowo- bananowy shake, czyli deserowa pielęgnacja ciała z kosmetykami Nacomi
Marki Nacomi nie muszę nikomu przedstawiać, bo jest bardzo dobrze znana w blogosferze :) W swojej bogatej, stale rozszerzającej się ofercie, ma wiele produktów pielęgnacyjnych i o dwóch z nich chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć. Pierwszy to peelingująco- myjąca pianka, drugim kosmetykiem jest mus do ciała
Zarówno pianka, jak i mus do ciała zapakowane zostały w plastikowe słoiki, każdy o pojemności 180 ml. Opakowania są solidne i porządne wykonane, ich zawartość jest chroniona przez dodatkowe wieczko, zaś szeroki otwór umożliwia wygodne wybieranie kosmetyków do ostatniego grama. Szata graficzna jest podobna, różni ją tylko kolorystyka, która w obu przypadkach jest pastelowa, dziewczęca i stonowana. Na nalepkach znajdują się informacje o produkcie, składy, sposób użycia i termin ważności- tak się złożyło, że oba kosmetyki są ważne do września przyszłego roku. Pianka kosztuje około 25,00 zł, mus troszkę więcej- 27,00 zł. Kiedyś dostępne głównie w drogeriach internetowych, dziś można je znaleźć stacjonarnie w drogerii Hebe, gdzie często są na nie fajne promocje, np. 1+1 gratis :)
Gdybyście tylko mogły poczuć zapachy tych kosmetyków! Zakochałybyście się od razu, tak jak ja :D Mus do ciała cudownie pachnie bananami z lekko wyczuwalną kokosową nutą. W peelingująco- myjącej piance czuć mango, ale aromat nie jest tak intensywny i egzotyczny jak w musie. Mus dostępny jest jeszcze w czterech wersjach zapachowych: borówka, malina, mango i ciasteczko. Pianka występuje jeszcze w wariancie zapachowym borówki i mango. Mus ma ładny, cytrynowy kolorek i w opakowaniu wygląda na bardzo treściwy i zbity. Jest to jednak mylne wrażenie, w dotyku jest plastyczny, lekki, jak na mus przystało. Wystarczy minimalna jego ilość, by porządnie nawilżyć i natłuścić skórę. Im mniej, tym lepiej, ponieważ nawet cienka warstwa musu nałożona na skórę dość wolno się wchłania, dlatego używam go tylko wieczorami. Rano nie mam czasu na czekanie, aż kosmetyk się całkowicie wchłonie. Pianka ma pistacjowy kolor, jest gęsta i puszysta. Na pierwszy rzut oka nie widać w niej złuszczających drobinek, wyczuwalne są dopiero podczas masowania ciała. Jest ich dużo i są dość ostre, ale nie na tyle, by z pianki uczynić takiego prawdziwie mocnego zdzieraka. 
W składzie musu do ciała mamy między innymi masło shea, olej z pestek winogron i arganowy, wosk pszczeli oraz ekstrakt z kakao. Taka mieszanka sprawia, że po nałożeniu kokosowo- bananowego musu nasza skóra jest porządnie nawilżona, wręcz natłuszczona, odżywiona i zregenerowana. Nawilżenie skóry utrzymuje się bardzo długo. Dodatkowo jest ona aksamitnie miękka w dotyku i wygładzona. Dodatkowo masło shea, ekstrakt z kakao oraz olej z pestek winogron przeciwdziałają przedwczesnemu starzeniu się skóry utrzymując jej elastyczność. A więc im dłużej używam tego musu, tym widzę, jak skóra staje się z dnia na dzień coraz bardziej napięta. Mus pięknie pachnie, ale niestety jego zapach nie utrzymuje się długo na skórze. Mija chwila i już go nie czuć. Mówi się trudno, najważniejsze, że jego działanie jest długo wyczuwalne, a skóra jest dobrze nawilżona i zmiękczona. 
Cukier, gliceryna roślinna i witamina E to jedne z najważniejszych składników pianki peelingująco- myjącej. Cukier pomaga usunąć martwy naskórek, witamina E działa przeciwstarzeniowo, a gliceryna chroni skórę przed przesuszeniem i podrażnieniami. Piankę można używać na suchą skórę, ale jest wtedy mocniejsza w swym działaniu, ale jednocześnie bardziej tępa i oporna w rozprowadzaniu po ciele. Na wilgotnej skórze jest łatwiejsza w aplikacji.W obu przypadkach bardzo dobrze radzi sobie z złuszczaniem i ścieraniem martwego naskórka. Po masażu tą pianką skóra jest wygładzona i mięciutka. Nie używam jej codziennie, przeważnie sięgam po nią dwa razy w tygodniu. Pianka dobrze oczyszcza skórę, nie wysuszając jej. Pozostawia skórę w takiej kondycji, w jakiej była przed kąpielą. Systematycznie wykonany masaż przy pomocy tej pianki sprawia, że skóra robi się jędrniejsza i bardziej napięta. 
Podsumowując, z obu produktów do pielęgnacji ciała Nacomi jestem naprawdę mocno zadowolona. Zapachowo bardziej spodobał mi się mus, który jest też wydajniejszy niż pianka. Oba kosmetyki są bardzo aromatyczne i zdecydowanie umilają codzienne dbanie o naszą skórę. Pełne są dobroczynnych składników, mają przyjemne konsystencje, niewygórowane ceny i urocze opakowania. Jednym słowem, mają same zalety, nie znajduje w nich ani jednej wady! 

06:50:00

Demakijaż i pielęgnacja twarzy z marką Dermedic

Demakijaż i pielęgnacja twarzy z marką Dermedic
Hydrain 3 Hialuro to seria dermokosmetyków marki Dermedic, które mają za zadanie nawilżyć nawet najbardziej suchą, odwodnioną skórę. Moja cera nigdy nie była odwodniona, co nie oznacza, że nie zwracam uwagi na to, by dbać o odpowiednie jej nawilżenie. Wybierając płyn micelarny do demakijażu, kupuję taki, który nawilży moją skórę. Mimo iż mam cerę problematyczną, w jej pielęgnacji zawsze znajdzie się miejsce na dodatkowe nawilżenie, które może zapewnić dobry krem. Linia Hydrain 3 Hialuro bardzo dobrze wpisuje się w potrzeby mojej cery, dlatego też z ogromną przyjemnością używam kremu- żelu oraz micelarnego płynu do demakijażu, do których chciałabym Was przekonać dzisiejszą ich recenzją :)
Przezroczysta, plastikowa buteleczka z biała nakrętką ma pojemność 115 ml. Jest wygodna i praktyczna, tworzywo, z którego została wykonana jest dobrej jakości, a nakrętka u jej wylotu jest szczelna, ale da się otworzyć jedną ręką i to bez uszczerbku na paznokciach ;) Z tyłu zostały umieszczone różne ważne informacje, np. skład, sposób użycia czy też to, że produkt należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Płyn do demakijażu ma niewielką pojemność i nie wiem jak musiałybyście się starać, by używać go aż przez pół roku. Przez transparentne opakowanie widać stopień zużycia kosmetyku oraz jego dwufazową konsystencję: dolna warstwa ma piękny niebieski odcień, górna jest klarowna jak woda. Przed użyciem płynu do demakijażu należy go wstrząsnąć, tak aby obie warstwy się zmieszały tworząc błękitną, jednolitą ciecz. Płyn barwi wacik na niebiesko i ma lekki, oleisty zapach, który absolutnie w niczym nie przeszkadza. Szklany, ciężki słoiczek z kremem do twarzy ma wagę 50 g, które należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Krem okazał się być bardzo wydajnym kosmetykiem i nie jestem pewna czy uda mi się go wykończyć we wskazanym terminie. Ma pastelowo niebieski kolor i świeży, trochę jakby morski zapach, który podczas aplikacji nie jest wyczuwalny. Konsystencja kremu jest lekka i żelowa, gładko rozprowadza się po skórze i bardzo szybko się wchłania. 
Micelarny płyn dwufazowy do demakijażu jest nowością w ofercie Dermedic. To produkt hypoalergiczny, przebadany klinicznie i okulistycznie. Kosztuje około 20,00 zł. Cena ultranawilżającego kremu- żelu to około 30,00 zł. Oba te produkty kupicie w aptekach. 
W skład płynu micelarnego wchodzi między innymi woda termalna, kwas hialuronowy, kompleks fortilash oraz hydroweg VV. Pierwszy z kompleksów poprawia kondycję rzęs, sprawiając tym samym, że są gęstsze, grubsze i mocniejsze. Ja używam tego płynu jeszcze zbyt krótko, bo takiego wzmocnienia rzęs nie zaobserwowałam. Drugi kompleks utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia, dba również o fizjologiczną równowagę skóry. Faktycznie, po przemyciu skóry wacikiem nasączonym tym dwufazowym płynem, czuć jak jest ukojona i nawilżona. Micelarny płyn świetnie radzi sobie z demakijażem oczu oraz twarzy, nie podrażniając ani nie pozostawiając uczucia mgły na oczach. Jest to kosmetyk o dwufazowej formule, ale nie jest tłusty, nie zostawia na skórze lepkiej warstewki. Jest delikatny dla skóry, ale bardzo skuteczny. Wystarczy przyłożyć nasączony wacik na kilka sekund, by bezproblemowo zmyć makijaż oczu. Nie trzeba nic trzeć ani pocierać, a już na pewno nie pojawi się uczucie dyskomfortu, jak na przykład łzawienie czy szczypanie oczu. W demakijażu mojego codziennego makijażu radzi sobie świetnie, ale muszę nadmienić, że nie jest on wodoodporny, więc nie wiem jak poradziłby sobie z jego zmyciem. 
W składzie kremu również znajduje się wiele aktywnych składników, takich jak witamina E, woda termalna, kwas hialuronowy, gliceryna, mocznik, betaina czy skwalan. Lubię używać go rano, bo stanowi fajną bazę pod makijaż, zapewniając skórze odpowiedni poziom nawilżenia przez cały dzień. Dodatkowo niweluje uczucie ściągnięcia, po całym dniu przynosi skórze ukojenie, łagodzi podrażnienia i nie zapycha mojej skóry z niedoskonałościami. Przy kilkutygodniowym, regularnym stosowaniu widać, jak cera staje się bardziej wypoczęta, delikatnie jędrniejsza i jest dobrze odżywiona. Czuć, że niczego jej już chyba nie brakuje :) Ostatnio trzymam go w lodówce, dzięki czemu wykazuje dodatkowe właściwości orzeźwiające i ochładzające, co jest niesamowitym uczuciem w panujące jeszcze niedawno afrykańskie upały :D W ogóle według mnie ten krem to super wybór na lato, kiedy potrzebujemy solidnego nawilżenia skóry, a przy tym nie chcemy sięgać po bardziej treściwe i tłuste kremy. Jedyny jego minus to brak filtra. 
Podsumowując, zarówno płyn micelarny i krem- żel spełniły moje oczekiwania. Dwufazowy płyn rewelacyjnie rozpuszcza i zmywa makijaż, nie "zamydlając" oczu i pozostawiając skórę przyjemnie nawilżoną, gładką i mięciutką. Bardzo lekki krem stanowi fajną bazę pod makijaż, utrzymując poziom jej nawilżenia na wysokim poziomie. Oba kosmetyki musicie wypróbować! 

09:48:00

Pielęgnacja ust z BioLove

Pielęgnacja ust z BioLove
Kontigo to jedna z moich ulubionych internetowych drogerii. Nie tylko ze względu na szeroką ofertę, atrakcyjne ceny, ale przede wszystkim marki własne, które są naprawdę super! Jedną z nich jest BioLove, która na dobre zawładnęła moją kosmetyczką :D Mam sporo produktów do pielęgnacji ciała i twarzy, a ostatnio uzupełniłam swoje zapasy mazideł do ust o malinowy peeling oraz masełko o zapachu karamboli
Peeling do ust jest bezbarwny i gołym okiem widać w jego konsystencji drobinki cukru. Ma nieziemsko słodki zapach, który mi się podoba, ale malinowego aromatu ciężko mi się w nim doszukać. Trochę szkoda, ale nie drażni nosa ani nie przyprawia o ból głowy, więc mu to wybaczam ;) Słoiczek jest wygodny w użytkowaniu, ale mało higieniczny, wolałabym więc, aby peeling miał postać sztyftu. Mimo iż kryształków cukru jest naprawdę dużo, to peeling nie jest najmocniejszy i myślę, że mogą po niego sięgnąć osoby z wrażliwszą skórą warg. Po zakończonym masażu usta są bardzo dobrze nawilżone i odżywione. Scrub sprawia, że są niesamowicie gładkie i miękkie. Regularne stosowanie peelingu pozwala zapomnieć o suchych skórkach, a także zadbać o to, aby usta były zawsze wypielęgnowane i gotowe na zaaplikowanie kolorowej pomadki. 
Nie wiem jak pachnie karambola, ale dla mnie to masełko do ust ma zapach coca coli :P Znajduje się w takim samym pudełeczku, co peeling, dlatego używam go tylko w domu, bo po jego zaaplikowaniu mogę od razu umyć ręce. Mazidełko jest bezbarwne, nie nadaje ustom koloru, tylko delikatny połysk. Jest także bardzo wydajne, nie wiem czy uda mi się je zużyć do końca :P Konsystencja masełka wydaje się być mocno zbita, ale w aplikacji jest leciutka i gładko rozprowadza się po ustach. Pozostawia delikatnie tłustawą warstewkę, która się nie lepi i absolutnie w niczym nie przeszkadza. Masełko świetnie nawilża i odżywia usta, pozostawiając je mięciutkie i wygładzone. Sprawdza się także jako baza pod matowe pomadki. 
Peeling do ust oraz masełko mają pojemność po 15 ml i znajdują się w takich samych aluminiowych puzdereczkach. Scrub dostępny jest również o zapachu borówki, a masełko ma jeszcze trzy inne warianty zapachowe: granat, morela i panna cotta. Wszystkie brzmią bardzo smakowicie, prawda :D? Peeling kosztuje 12,99 zł, a masełko 9,99 zł i myślę, że jest to naprawdę niewiele jak za tak fajne kosmetyki. 

06:39:00

Detox by Volante

Detox by Volante
Detoks to nic innego jak oczyszczanie organizmu, usuwanie z niego toksyn oraz zbędnych produktów przemiany materii, które sprawiają, że między innymi jesteśmy ociężali i zmęczeni. Od kilku lat staram się raz w roku porządnie oczyścić swój organizm, bo wiem, że tego potrzebuje. W tym roku detoks przeprowadziłam za pomocą naturalnego suplementu diety, jakim jest Detox by Volante
Detox by Volante powstał jako naturalny suplement diety z najwyższej jakości hiszpańskich składników: oliwy z oliwek, ekologicznego soku z cytryny oraz lecytyny sojowej. W biało- różowym kartoniku z czarnymi detalami umieszczonych zostało 21 saszetek, po 10 ml każda. Jest to bardzo fajne rozwiązanie, bo pojedynczą saszetkę można wszędzie ze sobą zabrać, do pracy czy na wakacje. Taka trzytygodniowa kuracja kosztuje 149,00 zł. 
Detox by Volante można przeprowadzić 4 razy w roku, pamiętając o dwumiesięcznych odstępach pomiędzy kuracjami. Producent zaleca przyjmowanie jednej saszetki dziennie na czczo, około 30 minut przed posiłkiem. Nie do końca trzymałam się tego zalecenia, ponieważ dodawałam ten suplement diety przeważnie do jogurtu, który zjadałam na śniadanie. Lubię oliwę z oliwek, ale jej zapach bywa dla mnie nie do zniesienia. Detox by Volante pachnie jak każda oliwa z oliwek i ma jej konsystencję, lekko tłustawą. Nie przełknęłabym go ot tak, wolałam wymieszać go z jogurtem, wodą, a nawet zdarzyło mi się użyć go jako sosu do sałatki. 
Suplement diety Detox by Volante na pewno wzbogacił moje śniadania. Poza tym wierzę, że usunął z mojego organizmu to, co złe i tym samym wpłynął na lepsze jego funkcjonowanie. Po zakończonym detoksie zauważyłam lekką poprawę stanu cery- uważam, że może to być zasługa kuracji, albowiem w ostatnim czasie nie zmieniłam nic w swojej pielęgnacji. Oliwa z oliwek usprawnia procesy trawienia, dzięki czemu mam dodatkowy 1 kg mniej na wadze :D Po kilku dniach zaczęłam mieć również więcej energii i lepsze samopoczucie. Przez całą kurację nie odczułam żadnych skutków ubocznych, zauważyłam tylko same korzyści :)

16:59:00

Pielęgnacja i makijaż z marką Oriflame

Pielęgnacja i makijaż z marką Oriflame
Kosmetyki Oriflame na stałe zagościły w mojej kosmetyczce oraz na blogu. Latami nic nie zamawiałam, a teraz pół mojej łazienki obstawiona jest produktami tej marki :P W ostatnich dniach lipca pojawiło się kolejnych pięć, o których dzisiaj chciałabym Wam co nieco opowiedzieć. Recenzję rozpoczniemy od jedynego produktu do makijażu, który zamówiłam z ostatniego katalogu. Bardzo polubiłam pomadki Oriflame i praktycznie w każdym moim zamówieniu znajduje się kosmetyk do malowania ust. Tym razem jest to pomadka w wysuwanej kredce The One Express, która kosztuje 32,90 zł. Z 6 dostępnych odcieni wybrałam Coral Craze, który jest różowym kolorem z dodatkiem pomarańczy. Kredka ma przyjemną, aksamitną konsystencję i nie wyczuwam w niej żadnego zapachu. Jej formuła została wzbogacona masłem shea i witaminą E. Jest bardzo łatwa w aplikacji i co w niej lubię to, to że nie wylewa się poza kontur ust. Nie wysusza ust, ale też specjalnie ich jakoś nie nawilża. Pomadka nie grzeszy trwałością, schodzi przy pierwszym posiłku lub łyku kawy. Ale i tak ma w sobie coś za co ją lubię, a jej typowo letni kolorek jest ostatnio moim ulubionym :) 
Płyn micelarny Diamond Cellular to drugi kosmetyk, o którym chciałabym Wam co nieco napisać. Jest to preparat oczyszczający, tonik i płyn do demakijażu w jednym. Jego kluczowymi składnikami są: ekstrakt z zielonego groszku, biała trufla i micelarna technologia. Ekstrakt z trufli ma wygładzać zmarszczki, a z zielonego groszku ma poprawiać elastyczność skóry i wspierać jej procesy regeneracyjne. Płynu używam wieczorem do demakijażu lub rano do odświeżenia skóry. Nie podrażnia ani nie zapycha mojej cery, ale do zmywania oczu nie mogę go używać, ponieważ ma w sobie jakiś składnik, który powoduje, że zaczynają mi łzawić. Poza tym nie mam mu nic do zarzucenia. Dobrze zmywa makijaż, lekko nawilżając skórę i zostawiając ją miękką oraz przyjemną w dotyku. Pozostawia ją wypielęgnowaną i gotową na inne kosmetyki. Plastikowa, przezroczysta buteleczka z srebrnymi detalami i pompką jest jedną z najbardziej eleganckich i luksusowo wyglądających opakowań, jakie kiedykolwiek miałam :) Ma pojemność 200 ml i kosztuje 69,90 zł. Z tej samej serii kosmetyków zamówiłam także krem pod oczy Multi- Perfection, który kosztuje tyle samo co opisany wcześniej płyn micelarny. Jego opakowanie jest równie stylowe i ekskluzywne. Pompka, która znajduje się u wylotu smukłej buteleczki o pojemności 15 ml i dozuje taką ilość produktu, która w zupełności wystarczy na zaaplikowanie kremu na skórę pod oczami. Konsystencja kosmetyku jest bardzo leciutka i wchłania się błyskawicznie i myślę, że krem może być stosowany pod makijaż. Mam go od niedawna, więc jeszcze nie zauważyłam, aby zmniejszał zmarszczki. Wykazuje jednak fajne działanie nawilżające i kojące, dodatkowo lekko napina skórę pod oczami i sprawia, że spojrzenie jest rozświetlone i świeższe. Używam go regularnie i póki co nie wywołał u mnie najmniejszego dyskomfortu.
Nawilżający szampon do włosów HairX Advanced Care Gloss & Moisture ma pojemność 250 ml i w regularnej cenie kosztuje 37,90 zł. Wlany został do wysokiej butelki, która nie wyślizguje się z mokrych dłoni, a postawiona na wannie nie wywraca się. Szampon ma klasyczną konsystencję, bardzo ładnie pachnie, a w kontakcie z wodą tworzy gęstą, myjącą pianę. Dobrze domywa włosy, nie podrażniając skóry głowy i nie powodując wysypu łupieżu. Po wysuszeniu włosy są nawilżone, miękkie i wygładzone. Szampon nie plącze ich, więc są łatwiejsze w rozczesaniu, nawet bez użycia odżywki. Nie obciąża włosów, ale sprawia, że są bardziej zdyscyplinowane. Kosmetykiem, który również przeznaczony jest do pielęgnacji włosów, ale też ciała, jest olejek Love Nature z olejkiem z awokado. Przezroczysta, plastikowa buteleczka ma pojemność 100 ml i kosztuje 32,90 zł. Olejek ma ładny zapach, lekko mydlany. W pielęgnacji włosów używam go na same ich końce, dzięki czemu są ujarzmione i zdyscyplinowane. Dodatkowo olejek sprawia, że włosy ładnie się błyszczą, są wygładzone i zmiękczone. Dodaje im również elastyczności, eliminuje ich puszenie się i elektryzowanie. Nigdy nie zdarzyło mi się przesadzić z jego ilością, aplikuję niewielką jego dawkę, dzięki czemu olejek zyskuje na wydajności. Stosuję go także w pielęgnacji ciała, w tym również do stóp i skórek wokół paznokci, bo jak każdy olejek i ten z Oriflame jest wielofunkcyjny. Bardzo dobrze nawilża skórę na długie godziny, sprawiając, że jest miękka i delikatna w dotyku. Skóra jest odżywiona, zregenerowana, olejek nadaje jej ładnego, zdrowego blasku. Wchłania się dość szybko, ale i tak preferuję stosowanie go wieczorami. 
Reasumując, z każdego kosmetyku Oriflame, który dziś Wam zaprezentowałam, jestem bardzo zadowolona, każdy fajnie się u mnie sprawdził i każdy mogę Wam z czystym sercem polecić :)

16:31:00

Pogromca niedoskonałości, czyli oczyszczająca maseczka do twarzy od Nacomi

Pogromca niedoskonałości, czyli oczyszczająca maseczka do twarzy od Nacomi
Podczas ostatniej wizyty w moim ulubionym salonie kosmetycznym u mnie w miasteczku, kosmetyczka zapytała mnie co zrobiłam, że stan mojej cery tak się poprawił od naszego ostatniego spotkania. Odpowiedziałam jej, że jest to chyba zasługa oczyszczającej maseczki do twarzy Pogromca Niedoskonałości marki Nacomi, bo oprócz niej w mojej pielęgnacji nie pojawiło się nic nowego ;)
Maseczka ma kremową konsystencję, która po rozprowadzeniu na skórze nie zastyga, ale też nie spływa. Swoim kolorem przypomina trochę krem koloryzujący. Produkty Nacomi charakteryzują się pięknymi zapachami i ta maseczka podtrzymuje tę regułę. Pachnie naprawdę super! Ale gdybyście zapytały czym, nie umiałabym Wam odpowiedzieć :P Maseczki używam raz w tygodniu, nakładając na skórę twarzy średnio grubą warstewkę na minimum 15 minut. Po upływie tego czasu zmywam ją wacikami nasączonymi płynem micelarnym, ale nie robię tego zbyt dokładnie, bo lubię pozostałości maseczki wklepać w skórę twarzy tak jak krem .
Skład maseczki aż buzuje od składników, które dobroczynnie wpływają na stan mojej cery. Moja skóra lubi glinki, zwłaszcza zieloną, która świetnie oczyszcza i wchłania nadmiar sebum, dzięki czemu moja buzia nie błyszczy się jak kula dyskotekowa :P Maseczka sprawia, że skóra jest odświeżona, matowa, a jej koloryt wyrównany. Dzięki zawartości ekstraktu z aloesu jest dobrze nawilżona, miękka i zregenerowana. Aloes przeciwdziała też starzeniu się skóry. Ekstrakt z twardnika japońskiego ma działanie złuszczające, więc po każdym użyciu maseczki moja skóra jest przyjemnie gładka, a zaczerwienienia i blizny potrądzikowe robią się coraz mniejsze i jaśniejsze. W produkcji maseczki wykorzystane zostały również miedź, cynk oraz ekstrakt z pokrzywy, które znane są ze swoich właściwości przeciwbakteryjnych. Dla posiadaczki problemowej cery, skłonnej do niedoskonałości, obecność tych składników w kosmetykach jest naprawdę na wagę złota.
Express Skin Cleansing by Nacomi znajduje się w fioletowej tubce z czarnymi napisami i srebrną nakrętką. Tworzywo, z którego tubka została wykonana jest dobrej jakości: nie odkształca się, nie pęka, a naklejka z informacjami od producenta nie odkleja się, nawet pod wpływem wody. Tubka ma pojemność 85 ml i w sklepie internetowym producenta kosztuje 38,00 zł. 

07:46:00

Nowości kosmetyczne w lipcu

Nowości kosmetyczne w lipcu
W tym roku ostatnie dni lipca nie należały do moich ulubionych, ponieważ oznaczały koniec mojego urlopu:( Zaś sierpień to miesiąc, w którym zaczyna się kilkumiesięczny kocioł w mojej pracy... Na pocieszenie mam jednak trochę kosmetycznych nowości :D 
Moje zakupy w tym miesiącu były bardzo skromne i obejmowały tylko te produkty, których potrzebowałam. Mam nadzieję, że w kolejnych miesiącach będzie równie minimalistycznie :P Pierwszym kosmetykiem, który kupiłam w lipcu był wodoodporny krem korygujący CC do ciała marki Bielenda. W pierwszy weekend miesiąca byliśmy z mężem na weselu- nie chciałam zakładać rajstop, ale nie zamierzałam też pokazywać nóg bladych jak ściana :P Dlatego zdecydowałam się na kupno tego balsamu i przyznam Wam, że byłam z niego zadowolona: mimo szaleńczych tańców i upalnego dnia nie spływał z nóg i nie tworzył nieestetycznych smug, czego najbardziej się obawiałam. Balsam CC lekko "opalił" nogi, ujednolicił ich koloryt i sprawił, że naprawdę ładnie wyglądały. Więc jeśli kiedyś będziecie potrzebowały podobnego produktu to śmiało kupcie ten krem CC :) Drugim moim zakupem w lipcu był płyn do higieny intymnej Lactacyd, który kupiłam z prostego powodu- poprzedni się skończył. Z tego samego powodu kupiłam aceton do zmywania lakierów hybrydowych Semilac. Ostatni zakupiony kosmetyk, czyli płyn micelarny Aloesove, który był dołączony do magazynu Zwierciadło, to taka moja mała zachciewajka- chciałam poznać markę, która jest "siostrą" Sylveco. 
Nawet tłusta cera, jak moja, potrzebuje nawilżenia, dlatego bez wahania zgodziłam się na propozycję Pani Kingi z Dermedic, aby przetestować lekki, ultranawilżający żel- krem do twarzy oraz dwufazowy płyn micelarny do demakijażu, który jest nowością w ofercie marki. Oprócz oczyszczania skóry z makijażu i zanieczyszczeń, ma dodatkowo pobudzać wzrost rzęs, wzmacniać je i chronić. Brzmi fajnie, prawda? Miałam już okazję współpracować z Dermedic i jak do tej pory większość jej produktów dobrze się u mnie sprawdziła. Myślę, że z tymi dwoma produktami będzie podobnie.
Lipcowy Shiny Box "Summer Vibes" dotarł do mnie w ostatni piątek minionego miesiąca. Skrywał w sobie aż 10 produktów, w tym 8 pełnowymiarowych. Były to trzy kremy, w tym dwa do twarzy i jeden do pielęgnacji rąk, maska do włosów, antyperspirant o wakacyjnym zapachu, maseczka do twarzy, naklejki do paznokci, płynny kolagen oraz próbki dwóch kremów do twarzy. Całość pokazałam Wam już w tym poście
W czerwcu dostałam dwie przesyłki od Kontigo, a w lipcu- od Oriflame :D Pierwsza z nich zawierała dwie maseczki, w tym jedną z różową glinką, wygładzający scrub do ciała, żel pod prysznic oraz dwustopniową kurację odmładzającą. Kilka dni temu na blogu pojawiła się ich zbiorowa recenzja: klik.  
Drugą paczkę dostałam pod koniec miesiąca i były w niej kolejne wybrane przeze mnie produkty, czyli kredka do ust, nawilżający szampon do włosów, płyn micelarny do demakijażu, krem pod oczy oraz olejek do ciała i włosów.
Jak już pisałam na Instagramie, Kontigo mnie mocno rozpieszcza w ostatnim czasie :D W czerwcu dostałam z tej drogerii, bodajże, dwie przesyłki, na początku lipca kolejną, najbogatszą! Znalazłam w niej regenerującą maskę do włosów oraz odżywkę i szampon dodające objętości i blasku marki własnej YouNiverse, a także kilka kosmetyków mojej ukochanej marki Biolove, czyli krem do rąk, olejek do włosów, peeling i masełko do pielęgnacji ust.
Przesyłka od Marion, którą otrzymałam w ramach współpracy, skrywała w sobie nowości marki, czyli produkty do prostowania włosów z serii Professional Final Control. Są to: lekkie serum wygładzające, płyn oraz krem do stylizacji. Kosmetyki te mają zapewnić naturalny efekt stylizacji bez usztywniania włosów, sklejania ich i puszenia. 
 I to już wszystkie nowe kosmetyki, które zawitały do mnie w lipcu :) 
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger