"Od urodzenia" Elisa Albert

środa, 16 marca 2016 31 komentarzy
"Tak opisanego macierzyństwa jeszcze w literaturze nie było… 
Książka określana mianem „skutecznej pigułki antykoncepcyjnej”.
Tego nie można przegapić!"
                                                                                                                                                         Wydawnictwo Kobiece
Nie jestem jeszcze matką, ale zamierzam nią być. I chociaż w telewizji często pokazują wyidealizowany obraz macierzyństwa, to wiem, że w realnym świecie wcale nie jest tak różowo. Przekonała się o tym Ari, feministka i doktorantka, żona o 15 lat starszego męża i matka rocznego szkraba, Walkera. 
Elisa Albert stworzyła coś na miarę pamiętnika, w którym teraźniejszość nieco chaotycznie przeplata się z przeszłością, ze stron którego bohaterka niemym głosem prosi czytelnika o pomoc, bo jest tak samotna, mimo otaczających ją ludzi. W książce nie ma subtelności, łagodnego opisania blasków i cieni macierzyństwa. Jest za to mocno feministyczny punkt widzenia, momentami przerysowany, moim zdaniem, dla lepszego efektu, dla tąpnięcia w głowie czytelnika. Autorka niczego nie ubarwia, nie koloryzuje, nie gloryfikuje macierzyństwa i to wyróżnia jej książkę na tle innych o takiej tematyce. Jeśli bolą ją cycki, ponadgryzane od karmienia- dokładnie tak to nazywa, jeśli ma ochotę pieprzyć się z mężem- mówi o tym bez ogródek. Ponadto nie żałuje sobie przekleństw, ostrych słów, komentarzy i krytyki, unika za to określeń około macierzyńskich do tego stopnia, że o pierwszych urodzinach synka mówi "rocznica mojej operacji". Nie porodu, nie narodzin, tylko właśnie operacji, co przyznam, że mnie zaskoczyło, bo nigdy nie pomyślałam o przyjściu dziecka na świat jak o zabiegu lekarskim czy operacji, czym z medycznego punktu widzenia przecież jest, bo czy kobieta rodzi naturalnie czy przez cesarskie cięcie, otoczona jest lekarzami, położnymi, pielęgniarkami i zawsze kończy się na szwach i bliznach. U bohaterki są to blizny nie tylko widoczne gołym okiem, ale też te głęboko wryte w jej psychikę. 
Z opowiadań koleżanek czy kuzynek wiem, że kochają swoje dzieci nad życie, że gotowe są dla nich na największe poświęcenia, ale z drugiej strony mają ich czasami serdecznie dość. I tak samo jest z Ari: zabiłaby każdego, kto choćby pomyślał o skrzywdzeniu jej syna, nie wyobraża sobie życia bez niego, ale jednocześnie, po przysłowiowe dziurki w nosie, ma karmienia, przewijana, kołysania i przebierania. I notorycznego braku czasu dla siebie. Zapewne dlatego, że nie jestem matką, nie utożsamiałam się z nią, nie mniej jednak nie chciałabym mieć takiej osoby w swoim otoczeniu. Jak dla mnie jest konfliktową i roszczeniową osobą, która robi z siebie ofiarę, bo nikt nie przygotował jej do macierzyństwa. Serio? To nie tabliczka mnożenia, by móc wkuć ją na pamięć. Poza tym skoro ona taka mądra i oczytana, pani doktorantka, dlaczego nie poczytała poradników na temat macierzyństwa, od których aż uginają się półki w księgarniach? Ja wiem, że samo przeczytanie książki sprawy nie załatwi, ale wiedziałaby chociaż czego się spodziewać, prawda? A nie po fakcie ma do wszystkich pretensje, cały świat jest zły ( a w szczególności kobiety ), tylko ona jest teraz taka biedna i nikt jej nie rozumie. 
Czy po lekturze moja percepcja ciąży i macierzyństwa się zmieniła o 180 stopni? Nie. Czy książka słusznie określana jest mianem "pigułki antykoncepcyjnej"? Nie dla mnie. Czy naprawdę jest tak bardzo prowokacyjna, szokująca i emocjonująca? Nie do końca. Nie oznacza to jednak, że nie warto jej przeczytać, bo u niektórych osób może zamieszać w "dzieciopoglądzie". 

31 komentarzy

  1. Z przyjemnością przeczytam:). Blaski i cienie macierzyństwa sa mi doskonale znane i doznane, ale chetnie upewnię się, ze nie tylko ja mam czasem ochotę uciec na koniec świata :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie moje klimaty książkowe;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Odnoszę wrażenie, że nie polubilabym glownej bohaterki. Takie podejscie do macierzyństwa jakoś mnie odstrasza od lektury. Nie gloryfikuje tu bycia matką, bo to nie jest jak w reklamach, czasem faktycznie bywa ciężko. Ale rocznica mojej operacji? Masakra ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz widzę tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawa pozycja. Ja również nie jestem jeszcze mamą, ale w przyszłości zamierzam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. mimo wsyztskojakoś mnie zaciekawiła ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najczęściej owe frustracje, wynikające z bycia matką, biorą się po prostu z nieprzygotowania do tej roli. Uważam, że część kobiet w ogóle się do tego nie nadaje. Jeśli kobieta poczuje ten moment, w którym chce zostać matką i będzie czuła to w sobie, z pewnością zniesie wszystkie bóle i udręki jakie to za sobą niesie. Jak dla mnie autorka książki zachowuje się jak rozkapryszona nastolatka, która chyba sama nie wie, czy to rzeczywiście macierzyństwo, czy może całe życie ją męczy. Uważam, że jej podejście bardzo ukłuje kobiety, które pragną mieć dziecko nad życie, a z różnych przyczyn nie mogą.

    OdpowiedzUsuń
  8. hmm nie jestem pewna czy przypadłabym mi do gustu:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie nie moje klimaty, takie osoby powodują u mnie niechęć i irytację ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak dla mnie to część kobiet zostaje matkami bo taki instynkt się w nich rodzi, a inne po prostu zachodzą w ciążę. Nie dziwię się kobietom że mają dość swoich dzieci, bo wiele z nich jest naprawdę problemowych. Fakt, że nie które kobiety matkami być nie powinny, ale to czyjaś indywidualna sprawa czy ma dziecko, czy chce je mieć itp., i nie można oceniać człowieka. Rozumiem, że każdy ma do tego prawo, ale każdy też może sobie ponarzekać itp. Żeby kogoś zrozumieć trzeba postawić się w jego sytuacji. Na przykład ktoś może nie być świadomym tego, że dziecko to aż taki problem w życiu i że obróci wszystko o 180 stopni. Do wszystkiego trzeba podchodzić z jakimś dystansem i próbować zrozumieć :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba nie do końca dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdecydowanie nie mój rodzaj książek ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja sama jestem matką nikt mnie do tego też specjalnie nie przygotował, ale takiego podejścia do macierzyństwa nie rozumiem, co nie zmienia faktu że pewnie sięgnę po tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. My się właśnie staramy o dziecko, więc ta książka idealnie wpisuje się w odpowiedni czas.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja ostatnio jedynie lekkie powieści czytam, tak dla odmóżdżenia.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem jej ciekawa, chętnie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. hehe ja obecnie jestem w pierwszym trymestrze ciąży i po mimo nudności, obolałych piersi i ogólnego okropnego samopoczucia bardzo z mężem się cieszymy na nadjescie na swiat naszego dziecka i wiadomo nie bedzie lekko, mysle ze te nieprzyjemne obajwy ciazy sa celowe zeby powoli przygotowywac matke do tego co ja czeka, ale takie jest zycie :) a dziecko to najwieksze szczescie jakie moze spotkac rodziców :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciekawa fabuła, lubię takie książki; bez ogródek i konkretne :)
    Zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawe czy u mnie by ta książka namieszała :) muszę się przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Widzę że ta książka jest bardzo kontrowersyjna. Kobieta robi z siebie ofiarę. Lecz bez przesady. Teraz są takie czasy że jak ktoś nie ma ochoty karmić piersią może butelką. Nie trzeba samemu wychowywać dziecka. Są żłobki, nianie, rodzina. A rodzić można w znieczuleniu. Książka napisana jak przez kobietę z depresją poporodową, a to przecież też się leczy.

    OdpowiedzUsuń
  21. hmmm.... jak dowiem się, że jestem w ciąży - wtedy będę szukać takich książek :)

    OdpowiedzUsuń
  22. jak żałuję, że nie mam czasu na czytanie książek :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Macierzyństwo to cienie i blaski. Ale wydaje mi się, że tych blasków jest na tyle sporo, że cienie schodzą na drugi plan.

    OdpowiedzUsuń
  24. Myślę, że jak urodzisz książka nabierze dla Ciebie innej wartości. Bo właśnie tak jest...kiedy hormony szaleją, raz jest dobrze raz źle, raz śpisz 10x nie. I nie, tu nie chodzi o jakieś żale, przygotowania itd...tu chodzi o sam fakt wyczerpania psychicznego jak i fizycznego, na które w żaden sposób nie jesteś w stanie się przygotować. Może
    Ciebie nie dotknie to, może będzie lepiej ale możesz inaczej spojrzeć na to, co dziś wydaje Ci się przerysowane. Autorka ma żal, bo tak się właśnie najczęściej czuje. Żal i niekoniecznie wiesz dlaczego. Składa się na to wiele czynników (jak wyczerpanie). Na szczęście to mija :)

    OdpowiedzUsuń
  25. może nie moje klimaty, ale z ciekawości bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ciekawie się zapowiada. Chętnie przeczytam, choćby po to, żeby się przekonać jak to wygląda z punktu widzenia matki. Faktem jest, że wszędzie dookoła trąbi się o wspaniałości czasu ciąży i macierzyństwa, ale to jak to wygląda w praktyce ma chyba niewiele z tymi wizjami wspólnego. Myślę, że przeczytam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. O to ciekawe jak na nasze umysły by zadziałała :D

    OdpowiedzUsuń

SZABLON BY: PANNA VEJJS.