21:22:00

Marcowy projekt denko, który jest jednocześnie ostatnim ;)

Dobrze czytacie. Dziś pokażę Wam ostatnie denko na moim blogu. Lubiłam tworzyć dla Was tę serię postów, ale pod koniec miesiąca w końcu mamy się przeprowadzić z mężem do naszego pierwszego mieszkanka ( przez to mniej mnie ostatnio w blogsferze, ale niedługo wszystko ponadrabiam, obiecuję :) i szczerze Wam przyznam, że jakoś nie widzi mi się gromadzenie pustych opakowań po kosmetykach w nowo zrobionej łazience :P Drugim powodem jest to, że po tylu latach po prostu nie chcę mi się już ich zbierać, po trochu znudziła mnie też owa seria wpisów. Myślę, że w końcu pora pomyśleć na inną, która regularnie pojawiała by się na blogu. Ale zanim do tego dojdzie, zapraszam Was na ostatni projekt denko u MintElegance :)
Marcowe denko wyszło mi bardzo duże, dlatego podzieliłam je na trzy części: najpierw opowiem Wam o zużytych produktach do włosów, potem przejdziemy do szeroko pojętej pielęgnacji ciała, a na koniec zostawiłam najliczniejszą grupę kosmetyków, czyli tych do twarzy i do makijażu. Wzmacniająca maska do włosów O'Herbal ( 1 ) w ostatnich tygodniach służyła mi głównie jako produkt do golenia nóg :P Na początku ją stosowałam na włosy, miała jednak paskudny zapach, dlatego po kilku użyciach na włosach, wolałam nakładać ją na nogi, skąd jej zapach tak bardzo nie docierał do mojego nosa :P Regenerującą maskę z awokado i migdałami CosNature ( 2 ) otrzymałam, bodajże, na MeetBeauty. Spodobał mi się jej zapach, konsystencja oraz działanie. Nie używałam jej jako maski, ale jako odżywki bez spłukiwania. Maska fajnie zmiękczała, wygładzała, odżywiała i nawilżała moje włosy. Chętnie sprawie sobie jej kolejne opakowanie. Nie polubiłam się z szamponem do włosów osłabionych Alterra ( 3 ). Dla mnie miał tępą konsystencję, która na włosach wydawała mi się jakaś taka... oleista i tłusta. Poza tym szampon w ogóle się nie pienił. Jego końcówkę wykorzystałam jako żel pod prysznic. Kokosowy szampon do włosów z Oriflame ( 4 ) fajnie sprawdził się na moich włosach, a dodatkowo umilał mi zapachem wieczorne prysznice. To nie jest wielkie wow, które robi z włosami nie wiadomo co, ale do codziennego oczyszczania nadawał się w sam raz. Odżywka w sprayu Gliss Kur ( 5 ) to kosmetyk, który często pojawiał się w moich denkach. Jestem chyba wręcz uzależniona od tych odżywek, bo nawet ostatnio na promocji w Rossmannie 2+2 na kosmetyki do włosów, do koszyczka wrzuciłam jedną ;)
No to teraz pielęgnacja ciała :) Pierwszym kosmetykiem z tej grupy, który zużyłam jest scrub Swedish Spa od Oriflame ( 6 ), który ma rewelacyjny orzeźwiający zapach z wyczuwalną nutą imbiru. W złuszczaniu i wygładzaniu skóry sprawdzał się bardzo fajnie, dlatego warto, abyście go poznały. Regenerujący olejek do skórek i paznokci Mollon Pro ( 7 ) służył mi bardzo długo i żałuję, że już dobił końca. Oprócz ładnego zapachu, mimo że różanego, wykazywał też świetne właściwości nawilżające skórki, dbał o to, aby zawsze były miękkie, ładne i zdrowo wyglądały. Bloker Ziaja ( 8 ) do niedawna był moich produktem must have. Już kilka razy wspominałam Wam, że kiedyś miałam problemy z nadmiernym poceniem się, ale na chwilę obecną nie mam z tym kłopotu i bloker nie jest już dla mnie niezbędnym produktem, który muszę mieć w kosmetyczce. Wygładzający balsam do ciała na bazie masła kakaowego LillaMai ( 9 ) to prawdę powiedziawszy wyrzutek. Kosmetyk ląduje w denku, ponieważ popsuła się pompka i dozowanie go na ciało stało się po prostu niemożliwe. To znaczy, może wpadłabym na jakiś pomysł, by mimo wszystko wykorzystać balsam do końca, ale nie spodobał mi się na tyle, by chcieć się bawić, np. w próby rozcinania opakowania ;) Żel pod prysznic z ekstraktem z kokosa Palmolive ( 10 ) uwiódł mnie, oczywiście, zapachem :P Miał świetną, gęstą, kremową konsystencję, która tworzyła mnóstwo delikatnie oczyszczającej piany. Żel nie wysuszał mojej skóry, ale lubiłam używać po nim jeszcze balsamu nawilżającego. Pobudzający krem do rąk Evree ( 11 ) mocno pomógł skórze moich dłoni, które w tym roku, jak nigdy, wymagały odpowiedniej troski. Jedno jego użycie potrafiło sprawić, że moje dłonie były nawilżone, odżywione, gładkie i miękkie. Gdy kokosowe masło do ciała z Bielendy ( 12 ) dobiło dna, aż mi się łezka zakręciła w oku :P Bardzo, ale to bardzo je polubiłam, nie tylko za zapach, ale za konsystencję i przede wszystkim działanie, które okazało się być super! Top do manicure hybrydowego Semilac ( 13 ) był jednym z moich ulubionych, dlatego gdy widziałam, że zaczął się kończyć, zaraz zamówiłam kolejna buteleczkę.
Najbardziej obfita w zdenkowane kosmetyki to grupa z produktami do szeroko pojętej pielęgnacji twarzy oraz z tymi do makijażu. Mineralny puder micelarny Lirene ( 14 ) lubiłam przez długi, długi czas. Potem odłożyłam go trochę na bok, zastępując innymi, a gdy do niego wróciłam okazało się, że nie może dogadać się z stosowanymi przeze mnie podkładami i zmienia ich odcień na różowy... Dlatego mimo iż jeszcze trochę mi go zostało, postanowiłam się z nim pożegnać. Poziomkowy peeling do ust Evree ( 15 ) okazał się fajnym kosmetykiem, ale byłby jeszcze lepszym, gdyby miał formę sztyftu. Byłby po prostu wygodniejszy i bardziej higieniczny w użytkowaniu. Gąbeczka Real Techniques ( 16 ) ze zdjęcia była moją drugą i na jakiś czas ostatnią, bo znalazłam jeszcze fajniejszą i jeszcze tańszą, czyli z Top Choice. W jednym z Shiny Box'ów znalazłam koncentrat komórek macierzystych Farmona ( 17 ). Było to chyba na początku miesiąca, bo pamiętam, że produkt miał krótki termin przydatności, bodajże do końca kwietnia. Jak widać udało mi się wykończyć kosmetyk przed czasem ;) Zużyłam go głównie w pielęgnacji szyi i dekoltu, ale miłości z tego nie było. Błyszczyk do ust Bell ( 18 ) miał słodki, owocowy zapach. Lubiłam nakładać go na noc, bo zawsze rano budziłam się z nawilżonymi, miękkimi ustami. Brązowy żel stylizujący do brwi Wibo ( 19 ) to mój ulubiony produkt do brwi w formie tuszu. Przemyślana szczoteczka zawsze pozwalała mi na ładne pokrycie brwi kolorem, uczesanie ich i zdyscyplinowanie. Jakiś czas temu zamówiłam sobie kolejną sztukę, ale nie zauważyłam, że producent zmienił szczoteczkę w tym żelu. Niestety, dla mnie na gorszą...  Mascara do rzęs Clump Defy od Max Factor ( 20 ) to dla mnie odkrycie kosmetyczne ostatnich miesięcy. Precyzyjna, silikonowa szczoteczka idealnie potrafiła rozczesać i rozdzielić rzęsy. Sam tusz sprawiał, że rzęsy były mocno wydłużone oraz podkręcone. Trwałość, wydajność i brak jakichkolwiek reakcji alergicznych to kolejne mocne strony tej maskary. Chyba na najbliższej promocji w Rossmannie kupię sobie kolejne opakowanie ;) Lekki hyrdo- żel do mieszanej i tłustej cery Soraya ( 21 ) bardzo przypasował mojej skórze. Przyjemna, leciutka, żelowa konsystencja; efekt nawilżenia, wygładzenia i ładnego matu w jednym; świetna baza pod makijaż to tylko niektóre jego zalety. Za to drugi krem Soraya, czyli złoty krem- esencja ( 22 ) to jakaś porażka... Z moją mieszaną cerą nie mógł się dogadać zupełnie, a obiecywany efekt rozświetlenia okazywał się całą dyskoteką! Tak jakby ktoś wkruszył opakowanie rozświetlacza do kremu i wymieszał. Szkoda mi go jednak było ot tak wyrzucić, więc zużyłam go do pielęgnacji nóg :P Woda micelarna D'Alchemy ( 23 ) w swoim składzie miała tak dużo dobroczynnych dla skóry czynników, że szkoda było mi jej używać do zmywania makijażu. Zastąpiłam nią tonik ;) Muszę przyznać, że intensywnie nawilżający krem do twarzy Bandi ( 24 ) bardzo mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się po nim spektakularnych efektów, a jednak je dostałam. Ultra lekka konsystencja sprawiała, że krem wręcz sunął po skórze, zapewniając jej natychmiastową ulgę oraz nawilżenie. Peeling do twarzy z Neutrogeny ( 25 ) był moim pierwszym tej marki, ale nie spełnił moich oczekiwań. Lubię mocniejsze zdzieraki, a ten okazał się kremowym żelem z nieostrymi drobinkami, które delikatnie masowały skórę. Po używaniu tego "peelingu" miałam wrażenie, że skóra nie była tak oczyszczona, jak po moich ulubionych scrubach do twarzy. Rewitalizujący płyn micelarny Vianek ( 26 ) uwielbiałam za jego zapach, delikatność dla skóry oraz efekt nawilżenia i miękkości, jaki pozostawiał na skórze. Niestety, w kwestii demakijażu okazał się być trochę cienki. Mogłabym go polecić osobom, które na co dzień malują się jeszcze delikatniej niż ja, choć chyba już bardziej się nie da :P Opakowanie antybakteryjnego żelu do mycia twarzy Dermedic ( 27 ) okazało się być nie odporne na upadki... Zaraz jak tylko zaczęłam go używać, spadł mi pod prysznicem i oderwała mi się pompka, przez co korzystanie z niego zaczęło być kłopotliwe... Łagodne mleczko oczyszczające Dermedic ( 28 ) bardzo polubiłam, głównie za to jaką ulgę potrafiło przynieść mojej skórze po całym dniu w makijażu. W przeciwieństwie do innych, to nie było tłuste, ciężkie, nie pozostawiało też uczucia mgły na oczach. 

To pożegnalne denko wyszło mi naprawdę spore, takie z przytupem :P

31 komentarzy:

  1. Naprawdę spore denko :) Gratuluję swojego mieszkanka i doskonale Cię rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Również lubię bloker z ziaji:)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow niezłe denko! Pare produktów znam. Z Soraya miałam ten hydro żel do cery normalnej i mieszanej i byłam zadowolona z niego:) lubię takie konsytencje

    OdpowiedzUsuń
  4. Sporo osób odchodzi od pisania takich postów, a ja je lubiłam :P. Zawsze coś wypatrzyłam ciekawego, o czymś, co chciałam poznać sobie przypominałam. Tak jak teraz o D'Alchemy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma co robić czegoś na siłę. Denko jak zawsze niezłe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie uzywalam zadnego z tych produktow, ale ciekawi mnie ten krem z Evree

    OdpowiedzUsuń
  7. piękne denko :) a w nim mój ulubiony szampon Alterry.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zakończyłaś denka z przytupem - sporo udało się zdenkować :) Znam bloker Ziai i żel do brwi ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ile kosmetyków :O kilka z nich zapisałam i kupię w przyszłości, a część z nich zamówiłam w aptece Melissa :) więc czekam teraz na przesyłkę i zacznę testować :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozumiem Twoje podejście ;) U mnie worek z denkiem schowany między drzwiami a wanną ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. też uwielbiam te odżywki gliss kur, bloker ziaji mogę stosować tylko do stóp

    OdpowiedzUsuń
  12. Tej wersji odżywki Gliss Kur nie miałam jeszcze, miałam bodajże fioletową i nie byłam sepcjalnie zadowolona. Muszę tą obadać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Sporo zebrałaś, nie dziwię się, że szkoda Ci to gromadzić, u mnie zużytych opakowań wychodzi znacznie mniej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszymy się, że mogliśmy zaskoczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Z peelingiem Neutrogena też się nie polubiłam, bardzo słaby zdzierak z niego :(

    OdpowiedzUsuń
  16. wiesz co, ja też jakiś czas temu przestałam robić te denka. Szkoda mi miejsca w mieszkaniu, szkoda mi trochę czasu i tak stopniowo całkiem przestałam pisać takie posty :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Spore denko, u mnie też już się nie pojawi, za dużo roboty z tym składowaniem itd :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Duże denko. Szkoda, że koniec, w takich wpisach jednak często pojawiają się produkty, które nie zawsze nadają się na cały wpis.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wow, naprawdę sporo tego. Faktycznie szkoda miejsca w domu.

    OdpowiedzUsuń
  20. Doskonale Cię rozumiem:) Ja np nigdy nie lubiłam denek i dawno z tego zrezygnowałem bo mi się przejadły. Bardziej cieszy natychmiastowe wyrzucenie produktu do kosza:)

    OdpowiedzUsuń
  21. a mi tusze z max factora nie robią cudów;p

    OdpowiedzUsuń
  22. Sporo tych produktów, dużo osób kończy z takimi postami bowlasnue gromadzenie wszystkich zużytych produktów jest strasznie męczące ;)
    Pozdrawiam 😍

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja już ponad rok temu zrezygnowałam z publikowania projektów denko, bo nie dość że roboty przy tym sporo to jeszcze magazynuje się śmieci. Nie nie dla mnie już to ;p

    OdpowiedzUsuń
  24. Haha maseczka do golenia nóg:D doobre! w sumie u mnie też by się znalazło kilka produktów, które bardziej by się do tego nadawały;)
    Na to masło kokosowe z Bielendy mam ochotę, więc dobrze wiedzieć, że warto się na nie skusić:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jestem mega ciekawa jaką serią zamienisz tą :P

    OdpowiedzUsuń
  26. Kokosowy balsam do ciała Bielendy jest fajny:) ja go lubię:).

    OdpowiedzUsuń
  27. Lubię to kokosowe masełko do ciała :) Gratuluję nowego mieszkania :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Mnie też ta seria zanudziła i porzuciłam ją już chyba lata temu ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 MintElegance , Blogger