Recenzja porównawcza tuszy do rzęs

poniedziałek, 22 lipca 2013 36 komentarzy
Porównawcza recenzja nawilżających pomadek już była ( tutaj ), więc dziś pora na ranking tuszy do rzęs :)

Miejsce 7 The Colossal Volum Express, Maybelline New York
Na początku testów myślałam, że ostatnie miejsce w tym rankingu zajmie tusz Rimmel, ponieważ jeszcze chyba nigdy nie miałam kosmetyku tej marki, który by mnie zadowolił na tyle, że poleciłabym go koleżankom czy też Wam samym. Dlatego jestem też troszkę zaskoczona tym, że na szarym końcu mojego zestawienia znalazł się tusz od MNY, ponieważ jeszcze nie tak dawno temu bardzo lubiłam te tusze ( dopóki jeden z nich mnie nie uczulił ).
Tusz zamknięty jest w dużym, obłym opakowaniu utrzymanym w żółto-czarnej kolorystyce. Ma taką "mokrą", wodnistą konsystencję, czyli dokładnie taką jakiej szczerze nie cierpię... Nie wiem czy któraś z Was też tak ma, ale ja wolę malować rzęsy lekko podeschniętym tuszem :P
Szczoteczka jest duża, zwykła ( tzn. nie silikonowa ) i zwykle nabiera za dużo tuszu, dlatego trzeba zdjąć jego nadmiar, by nie posklejać rzęs. Zresztą, nawet to nie uchroni nas przed posklejanymi rzęsami. Nie wiem czy trafiłam na felerny egzemplarz czy ogólnie wszystkie te tusze są takie beznadziejne, ale już jedna warstwa skleja mi rzęsy... Muszę później spędzać dodatkowe minuty na rozczesywaniu ich.
Oprócz sklejania rzęs ten tusz nie robi z nimi nic innego- ani nie pogrubia ani nie wydłuża, nawet ich minimalnie nie podkręca. Za to lubi się grudkować i rozmazywać. Nie należy też do trwałych tuszy, z upływem czasu tak jakby...wyparowuje, znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Zmywanie tego tuszu też nie należy do najprzyjemniejszych czynności, bo jak już wspomniałam wcześniej lubi się rozmazywać, a nie tak jak inne tusze ładnie rozpuszczać pod wacikiem z kosmetykiem do demakijażu.
Jedyny plusik jaki mogłabym przyznać jest za niesamowicie intensywną czerń, którą tusz ten nadaje moim rzęsom.
Maskara jest łatwo dostępna, chociażby w Rossmannie i kosztuje około 30zł, ale kupno jej oznacza wyrzucenie pieniędzy w błoto. W tej cenie można mieć dwa tusze z Wibo, które sprawdzają się znacznie lepiej niż ta.
 Miejsce 6 False Lash Wings, L'Oreal
Jest to mój drugi tusz do rzęs z L'Oreala.
Opakowanie jest duże, posrebrzane z czarnymi detalami. Jest ładne i samo w sobie cieszy oko.
Tusz ma kremową, ale "mokrą" konsystencję, przez co już przy drugiej warstwie może sklejać rzęsy. Posiada także nietypową, inną niż wszystkie silikonową szczoteczkę- z jednej strony ma dłuższe włoski, z drugiej krótsze, a sam jej kształt jest trudny do opisania, bo nie jest ani prosta, ani nie zwęża się ku końcowi ani nie jest mega duża. Dociera jednak do wszystkich rzęs, nawet tych najmniejszych. Niestety, szczoteczka zbiera zawsze za dużo tuszu i jeśli nie wytrze się nadmiaru o brzeg opakowania tuż przed pomalowaniem rzęs to zamiast nich będziemy mieć tzw. owadzie nóżki.
Maskara ma więcej minusów niż plus. Do tych drugich zaliczyć mogę fakt, że przy jednej warstwie wydłuża rzęsy. Dodatkowo jest kosmetykiem, który nie podrażnia oczu, nie robi grudek ani nie sprawia trudności w demakijażu.
Minusów jest troszkę więcej... Zaliczam do nich między innymi to, że jak już wspomniałam nieco wyżej tusz już przy drugiej warstwie skleja rzęsy. Nie dodaje im ani obiecywanej przez producenta objętości ani pogrubienia, a zamiast podkręcać rzęsy prostuje je. Jakby tego było mało po kilku godzinach kruszy się i osypuje, a także rozmazuje tworząc efekt pandy.
Reasumując jest to przeciętny tusz z nieprzeciętną szczoteczką, który nie jest zupełnie wart swojej wysokiej ceny, ok.50zł. 
Miejsce 5 Extra Super Lash, Rimmel
Nie mam przekonania do marki Rimmel, a do ich tuszy to już w szczególności. Kilka razy kupiłam na własną odpowiedzialność tusz Rimmel z myślą, iż okaże się wielkim zaskoczeniem, jednak za każdym razem moje nadzieje zostawały szybko rozwiane... Myślałam, że może maskara Extra Super Lash sprawi, że zmienię zdanie, ale nawet i ona nie podołała temu zadaniu.
Opakowanie tuszu jest proste, takie smutne, bo utrzymane w czarno-szarej kolorystyce. Kryje w sobie 8 ml kremowej, gęstej konsystencji oraz szczoteczkę w kształcie strzałki, tzn. takiej, która zwęża się ku końcowi, co zapewnia dobre manewrowanie przy oku oraz dotarcie do króciutkich rzęs przy kącikach oczu. Szczoteczka nie jest silikonowa, a włosie ułożone jest spiralnie.
Tusz przy dwóch warstwach ładnie rozdziela rzęsy, przy trzeciej zaczyna je już sklejać. Wydłuża rzęsy i naprawdę bardzo delikatnie podkreśla całe oko, więc moim zdaniem jest to dobry tusz do codziennego makijażu. Producent wspomina coś o super pogrubieniu, ale nie dajcie się na to nabrać, bo jest to jeden wielki pic na wodę- tusz nic a nic nie pogrubia, nawet minimalnie. Większość tuszy do rzęs nadaje im kolor intensywnej czerni, ale nie ten. Czerń, którą nadaje rzęsom jest matowa i prawie niewidoczna.
Jest to dość trwały tusz, który nie robi grudek, ale lubi się osypywać i nieco rozmazywać pod okiem.Jest też tuszem łatwo zmywalnym, nie pozostawiającym tzw. efektu pandy i nie podrażniającym oczu.
Czy kupiłabym ten tusz ponownie? Nie, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, lubię poznawać coraz to nowe maskary, a po drugie lepsze i tańsze od tego są tusze Wibo, które bardzo cenię i często do nich wracam :)
Kosmetyki Rimmel są szeroko dostępne, m.in. w Rossmannie, gdzie tusz ten kosztuje około 18zł.
Miejsce 4 Beauty Full Volume, Bourjois
Jest to mój pierwszy tusz z Bourjois i drugi po różu kosmetyk tej marki :)
Opakowanie maskary jest duże, proste i stabilne. Utrzymane w czarno-różowej kolorystyce kryje w sobie 9 ml kremowej, tak jakby lekko przyschniętej konsystencji- takie właśnie lubię najbardziej :) Szczoteczka jest zwykła, gruba i prosta w kształcie, ale trochę ostra- czasami czuję jak szarpie rzęsy lub, że drasnęłam się nią w powiekę, jednak manewrowanie nią przy oku nie sprawia mi żadnych trudności.
Maskara ładnie rozdziela rzęsy, wydłuża je i unosi, ale nie zauważyłam żadnego pogrubienia, nie wspominając o dziesięciokrotnym obiecanym przez producenta. Nie osypuje się, nie tworzy grudek i wytrzymuje na rzęsach długie godziny. Jedna warstwa tego tuszu daje bardzo naturalny efekt, dwie ładnie podkreślają oko, a trzy już zaczynają sklejać rzęsy.
Przy testowaniu tuszu do rzęs zwracam dużą uwagę na to czy nie podrażnia oczu i w tej kwestii tusz Bourjois zdaje egzamin na pięć. W kwestii demakijażu oceniłabym go znacznie niżej, bo bardzo rozmazuje się pod oczami tworząc tzw. efekt pandy.
Kosmetyki Bourjois są szeroko dostępne, a ten tusz kosztuje około 30zł.

Miejsce 3 Big&Beautiful Boom!, Astor
Nigdy wcześniej nie miałam tuszu Astora, ten jest pierwszym w mojej kolekcji i przyznaję, że jestem z niego nawet zadowolona :)
Opakowanie jest duże, obłe oraz całe pozłacane i kryje aż 12ml tuszu o kremowej konsystencji. Szczoteczka nie jest silikonowa, ma bujne włosie ( :P ) i jest baaardzo duża, przez co troszkę trudno manewruje się nią koło oka, szczególnie przy kącikach.
Przy dwóch-trzech warstwach tusz nie skleja rzęs, ale ładnie je wydłuża, leciutko podkręca i ładnie rozdziela. Oczy są podkreślone, a rzęsy nabierają koloru intensywnej czerni. W moim odczuciu jest to tusz dobry do codziennego makijażu, a dziewczyny, które lubią mieć naprawdę mocno podkreślone oczy raczej się z nim nie polubią, bo nawet mimo starań nie daje on spektakularnego efektu. Tusz Astora jest bardzo trwałym tuszem, wytrzymuje na rzęsach przez długie godziny nie mażąc się, nie osypując i nie grudkując. Nie sprawia najmniejszych problemów z demakijażem, ładnie schodzi z płynem micelarnym nie pozostawiając po sobie tzw. efektu pandy. Nie podrażnia oczu co jest dla mnie równie ważne jak efekt na rzęsach.
Tusz kosztuje około 30zł i jest naprawdę łatwo dostępny- widziałam go i w Naturze i w Rossmannie, a nawet chyba w Tesco. 

Miejsce 2 Studio Lash Mascara, Miss Sporty
Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek wcześniej miała w swojej licznej kolekcji tuszy do rzęs jakiś z Miss Sporty. Ten w zielonym opakowaniu jest pierwszy i coś czuję, że mimo wszystko nie ostatni :)
Opakowanie tuszu kryje w sobie 8ml kremowej, nie za gęstej nie za rzadkiej konsystencji. Jest proste, stabilne, utrzymane w zielonym kolorze z srebrnymi detalami. Szczoteczka jest plastikowa, ma krótkie włoski i zwęża się ku końcowi.
Patrząc na obietnice producenta, czyli że tusz: wydłuża, unosi rzęsy, perfekcyjnie rozdziela, nie skleja ich, nie osypuje się ani nie robi smug nie mogę się nie zgodzić :) Producent podaję w jakich procentach tusz ten ma wydłużać i unosić rzęsy. Niestety nie jestem w stanie sprawdzić czy naprawdę rzęsy są wydłużone o te 60% i uniesione o 70% :P , ale faktycznie są zauważalnie dłuższe i ładnie podkręcone. Rzęsy tusz ten może sklejać przy jakieś trzeciej-czwartej warstwie. Poza tym jest bardzo trwały i łatwy w demakijażu, ale po kilku godzinach może rozmazywać się pod okiem.
Tusz ten w Rossmannie kosztuje około 13zł i jest kolejnym dowodem na potwierdzenie mojej tezy, że tanie nie znaczy gorsze, bo droższe jest przeważnie przereklamowane ;)
Miejsce 1 Dolls Lash Ultra Volume, Wibo
W swojej kosmetyczce mam dwa te tusze, jeden kupiłam w Rossmannie podczas promocji -40%, a po niedługim czasie drugi dostałam do testowania od Bangli.
Opakowanie tuszu ma koralowy kolor z srebrnymi napisami, które z upływem czasu ścierają się, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, bo nie to jest ważne w kosmetyku. Opakowanie jest stabilne, estetyczne i po prostu miłe dla oka.
Szczoteczka jest zwykła, bardzo przypomina mi szczoteczkę tuszu 2000 Calorie Max Factor. Zwęża się ku końcowi, łatwo manewruje się nią przy oku i dociera do nawet najkrótszych rzęsek.
Konsystencja jest kremowa i gęsta, czyli taka jaką lubię najbardziej. Nie cierpię tuszy, które mają wodnistą konsystencję, bo strasznie sklejają mi rzęsy.
Maskara Wibo ładnie wydłuża, podkręca i pogrubia rzęsy. Nie jest to efekt sztucznych rzęs jak u lalki, ale mimo wszystko bardzo ładnie podkreśla oczy, nadając rzęsom kolor intensywnej czerni. Przeważnie maluję rzęsy tym tuszem dwa-trzy razy i nie zauważyłam by kiedykolwiek je skleił, wręcz przeciwnie bardzo ładnie je rozczesuje i rozdziela.
Tusz nie podrażnił czy też nie uczulił moich oczu, co jest oczywiście dużym atutem tego kosmetyku. Jest bardzo trwały, nie rozmazuje się, nie grudkuje ani nie osypuje się w ciągu dnia.
Ze zmyciem także nie ma żadnego problemu- rozpuszcza się pod wacikiem nasączonym kosmetykiem do demakijażu, nie rozmazuje się ani nie tworzy efektu pandy.
Tusz ten po raz kolejny przekonał mnie, że tanie równa się dobre, a marka Wibo ma w swojej ofercie kosmetyki naprawdę warte uwagi. Można go kupić w Rossmannie za cenę około 9-10zł.

PS. Zapomniałam napisać, że za każdym razem pomalowałam rzęsy jedną warstwą tuszu.

Tusze do rzęs otrzymałam od serwisu bangla.pl
w ramach współpracy z Klubem Kejt


36 komentarzy

  1. Ja przeszlam przez wszystkie colosale i bardzo je lubie :) cat eyes ro chyba moj ulubiony :D

    OdpowiedzUsuń
  2. hmmmm chyba loreal najlepszy, trudno powiedzieć

    OdpowiedzUsuń
  3. o, a ja żadnego z tych tuszy nie używałam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie niebawem wybieram się na zakupy do Rossmana więć podpatrzę tusz nr 1. Bardzo przydatne porównanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi się chyba najbardziej podoba ten efekt z Astora, ale miejsce 1 i 2 również wygląda ciekawie. ;)
    Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Sporo tych tuszy i recenzji :) Miałam tusz z Astora, był bardzo fajny, jak również collosal który u ciebie jest na ostatnim miejscu :) Również był ok

    OdpowiedzUsuń
  7. chyba się skuszę na dolls lash aczkolwiek nazwa mnie odstraszyła w sklepie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam tylko ten z Rimmela. Niestety "szału nie było" ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie najlepszym tuszem ever jest Miss Sporty Fabulous lash wodoodporny. Hit, którego nigdy nie opuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja średnio lubię się z tą maskarą wibo.

    OdpowiedzUsuń
  11. u mnie colossal sprawdza sie najlepiej

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja ten Bourjois uwielbiam po prostu nie wiem czemu tak nisko hehehe :)

    OdpowiedzUsuń
  13. z powyższych tuszy miałam tylko Big&Beautiful Boom! od Astora i byłam z niego zadowolona :)
    nigdy nie miałam żadnej maskary firmy Wibo ani Miss Sporty, bo zazwyczaj sięgam po tusze z 'wyższej półki' .. jak widać te tańsze również są warte uwagi, więc na pewno w przyszłości jakiś z nich wypróbuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. W swojej skromnej kolekcji miałam opisany prze Ciebie tusz z Bourjois, sprawował się całkiem nieźle:)

    OdpowiedzUsuń
  15. I okazuje się, że najtańszy tusz spisał się najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hmm, muszę się przyjrzeć temu z Wibo! Choć ja bardzo lubię Colossala, ale tego zwykłego:D (z fioletowymi napisami)

    OdpowiedzUsuń
  17. U mnie niestety ani maskary z Wibo ani z Lovely się nie sprawdzają :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Trafiłam na kilka naprawdę dobrych maskar z Wibo, ta firma lubi zaskakiwać :)

    OdpowiedzUsuń
  19. efekt nr 1 i nr 3 są moim zdaniem najlepsze, ale nie lubię tych szczoteczek klasycznych ;c
    co do kremu, to pewnie masz starszą wersję, one się trochę składem różnią, ale też każda buzia reaguje inaczej ;d

    OdpowiedzUsuń
  20. z Loreala też nie jestem szczególnie zadowolona, za to lubię Maybeline, Wibo też mam, ale pierwszego miejsca bym mu jednak nie dała ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. muszę przetestować te "laleczkowe rzęsy" :) kusi mnie ten tusz, dużo nie kosztuje, ale najpierw muszę zużyć to, co mam :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja najbardziej lubię ten tusz z Astora. To absolutnie mój numer 1 :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Najtanszy najlepszy. Zawsze tak bylo :)

    OdpowiedzUsuń
  24. ja już się przekonałam do tuszy z Wibo i Lovely - i tylko te będę kupować :)

    OdpowiedzUsuń
  25. miałam colosala, ale tego klasycznego :) niestety osypywał mi się, choć na początku był moim ideałem :(

    OdpowiedzUsuń
  26. miałam colosala, ale tego klasycznego :) niestety osypywał mi się, choć na początku był moim ideałem :(

    OdpowiedzUsuń
  27. Przyznaję, że żaden nie zrobił na mnie jakiegoś mega wielkiego wrażenia;p

    OdpowiedzUsuń
  28. wspaniały post!!!! musze przyznać, ze zawsze walcze ze sobą przy wyborze tuszu!!! ze wg na ceny.. ale jak widać nie jest to takie wazne!!
    ♡ ♡ ♡ ♡
    pozdrawiam:* Ola

    OdpowiedzUsuń
  29. w sumie, wszystkie wyglądją tak samo na rzęssach ;o

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja uwielbiam colosala - miałam 2 maskary ;D I zgadzam się z Tobą - zdarzają się grudeczki, ale nie pamiętam już jak było z konsystencją. Fajnie pogrubiał, dawał efekt sztucznych długich rzęs.
    Rimmel Extra super Lash jest w obecnym używaniu - nie wiem co zapewnia producent bo przyznam, że nie czytałam ale rzeczywiście fajny codzienniak. Ładnie podkręca i wg mnie rzęski wyglądają na dłuższe.
    Reszty maskar nie miałam :D

    OdpowiedzUsuń
  31. no popatrz, okazuje się, że najtańsze maskary są najlepsze :) ja sama używam Curling Pump Up z Lovely a wcześniej Spectacular Me i oba tusze bardzo sobie zachwalam a cenowo też są ok, bo kosztują koło 10zł :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Cena nie zawsze odzwierciedla jakość :)
    Świetne porównanie produktów :)

    OdpowiedzUsuń

SZABLON BY: PANNA VEJJS.