Cudowna moc spiruliny

sobota, 16 sierpnia 2014 47 komentarzy
Po wielu latach mycia, wcierania, przecierania, pocierania, wklepywania i każdego innego rodzaju ciapciania i chlastania twarzy drogeryjnymi kosmetykami postanowiłam nieco odciążyć moją umęczoną buźkę i ograniczyć wszelkie kremy, maści, żele oraz inne cuda wianki do minimum, przechodzą na jaśniejszą stronę mocy, czyli pielęgnację naturalną. Nie ukrywam, że spora w tym Wasza zasługa- w całej mojej blogowej karierze naczytałam się ogromu wpisów, w których wychwalałyście produkty naturalne, z których same uwarzyłyście, zmieszałyście i wytworzyłyście własne kosmetyki. Nie jestem tak oblatana jak niektóre z Was w tych kwestiach, jeszcze nie odważyłam się zrobić sobie samej krem, żel czy serum, ale proste w wykonaniu maseczki śmigam jak ta lala :) Głównie z różnokolorowych glinek, ale o nich napisałam już tyle postów, że tym razem napiszę o innym cudzie natury, czyli aldze zwanej spiruliną. 
Na początek kilka słów o niej samej, zaczerpniętych ze strony ZróbSobieKrem, z której najczęściej kupuję  to zielone cacuszko:
Spirulina  to zielono-niebieska mikroalga, posiadająca formę spirali. Jest najbardziej niezwykłą rośliną odżywczą, jaka została odkryta przez człowieka. Do dnia dzisiejszego nie znaleziono na naszym globie żadnego organizmu, żadnej rośliny, ani też żadnego środka kosmetycznego, który zawierałby tak bogatą kombinację naturalnych, łatwo przyswajalnych i bezpiecznych dla człowieka substancji odżywczych. Działa na skórę jak serum,  które maksymalnie i natychmiast po kuracji poprawia ukrwienie, reguluje czynności gruczołów łojowych, poprawia koloryt skóry oraz jej wygląd, co zauważalne jest niemalże natychmiast. Przy tym pomaga regulować równowagę kwasowo– zasadową, dzięki czemu cera staje się elastyczna. Wzmacnia naczynia krwionośne, chroniąc je przed pękaniem. Dzięki właściwością odżywczym i ściągającym pory, maseczka z alg nakładana jest np. po zabiegach oczyszczających skórę lub do zabiegów mających na celu maksymalne odżywienie skóry.
Stworzenie maseczki o dobroczynnym wpływie na cerę jest tak proste jak obsługa cepa: czubatą łyżeczkę zielonego proszku mieszam z kilkoma kroplami wody ( którą można zastąpić ulubionym hydrolatem ) oraz olejku ( np. z nasion konopi indyjskiej, arganowanego, z awokado ), a jak mam pod ręką to i kroplą kwasu hialuronowego. Uzyskaną papkę rozprowadzam po twarzy, zatykam nos, pozostawiam na 15-20 minut, po czym spłukuję i wklepuję krem. W czasie wspomnianego kwadransa nie wychylam nosa z łazienki, aby nie doprowadzić reszty domowników do stanu (przed)zawałowego- na zdjęciu niżej zobaczycie dlaczego ;) Uważam także przy wycieraniu twarzy z niedomytych resztek spiruliny, albowiem brudzi ona wszystko w promieniu 20 metrów, a ręcznik, którym początkowo wycierałam twarz wymagał później nawet trzykrotnego prania... Z czasem nauczyłam się wycierać twarz ręcznikiem papierowym, dzięki czemu rodzicielka nie chce już powyrywać mi nóg z czterech liter :P
Tak jak pisałam wcześniej, spirulinę kupuję w internetowym sklepie Zrób Sobie Krem, gdzie dostępna jest w opakowaniach o pojemności: 10g za 3,49zł, 30g za 9,77zł, 60g za 18,17zł oraz 150g za 42,57zł. Otrzymuję ją w białym, aptecznym słoiczku zamykanym na plastikowe wieczko. Przy pierwszym jego uchyleniu moje zmysły węchu i wzroku doznały szoku. Zapoznałam się z wieloma recenzjami spiruliny, więc byłam przygotowana na rybi zapach i ciemny proszek, ale nie myślałam, że zapach pokarmu dla rybek będzie tak intensywny i mocny, a zieleń tak ciemna, że aż prawie czarna. 
Działanie tej mikroalgi na moją problematyczną cerę, mogłabym w skrócie ująć w samych 'ochach' i 'achach'. Spirulina naprawdę dobrze oczyszcza skórę i reguluje pracę gruczołów łojowych, dzięki czemu jest długotrwale matowa. Ma dobroczynny wpływ na skórę, która jest zauważalnie bardziej wygładzona, napięta i elastyczna. Zaczerwienienia są uspokojone i rozjaśnione, a blizny potrądzikowe szybciej się goją. Skóra jest zregenerowana, odżywiona, spirulina intensywnie i głęboko ją nawilża oraz wyrównuje jej koloryt, dzięki czemu wydaje się być promienna, wypoczęta, zdrowsza i po prostu czystsza.
Oprócz śmierdzącego smrodu ( wiem, masło maślane masłem posmarowane ), spirulina nie ma żadnych innych mankamentów, jest to produkt wręcz idealny. Przez wspomniany rybi smród, seans z maseczką na twarzy nie należy do tych najbardziej relaksujących, ale warto się przemóc, aby tak jak ja zaobserwować fenomenalne efekty :)
Proszę, nie przestraszcie się :P

47 komentarzy

  1. nie wiem czy bym zniosła rybi smród którego tak nie znoszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie niestety spirulina podrażnia :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Z chęcią bym ją użyła ale boję się trochę zapachu: )

    OdpowiedzUsuń
  4. Już jedna blogerka Patrycja mi polecała spirulinę i zachwalała jakie daje efekty na włosach, ale ona miała w tabletkach. W sumie skusiłam się, ale chyba za mało ich miałam żeby zobaczyć ich działanie. Ciekawi mnie ta Twoja spirulinka do twarzy :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie miałam czegoś takiego :) Spirulina kojarzy mi się tylko z jedzeniem dla naszych rybek czy skorupiaków, bo one właśnie zawierają ten składnik :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że coś dla mnie, spirulinka trafia na moją wl :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kupiłam algi w Biedronce i domyślałam się, że będzie śmierdzieć rybą, ale nie mogłam wytrzymać z tą maską na twarzy i pod nosem trzymałam olejek eteryczny :D Boję się już następnego seansu :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasem warto jest się namęczyć z zapachem, który nam nie odpowiada dla tak pozytywnego działania danego kosmetyku jak w Twoim przypadku spirulina.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaciekawiłaś mnie chociaż nie ukrywam, że trochę boję się tego smrodku;) Do tej pory nigdy nie miałam styczności ze spiruliną więc z chęcią ją wypróbuję, tym bardziej że również stawiam na naturalną kosmetykę twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę kiedyś wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  11. z tego co czytam to same plusy może sama kiedyś wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nigdy nie używałam spiruliny. Zapach mnie trochę zniechęca ale działanie wręcz przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zapisałam sobie tę spirulinę do pliku o nazwie: "muszę kupić"... Chyba u mnie też przyszedł czas na przejście na jaśniejszą stronę mocy ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo chętnie wypróbuję !:) Maseczka ma zabójczy kolor hehe :D <3
    www.llealicious.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Pierwszy raz czytam jakąś recenzję spiruliny ale czuję się zainteresowana :)

    OdpowiedzUsuń
  16. haha sama się zabieram do zakupów w ZróbSobieKrem i pobawieniu się :D

    OdpowiedzUsuń
  17. przyznam, że mnie bardzo zaciekawiłaś tym co napisałaś. Niewykluczone, że nie skorzystam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. nie jestem pewna czy dała bym radę wytrzymać "zapaszek"

    OdpowiedzUsuń
  19. Lubię ryby, więc zapach chyba też zniosę, jak w końcu nałożę na siebie algi :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mimo, że śmierdzi niemiłosiernie to działa fenomenalnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Za ciekawie to nie wygląda. Ale skoro jest efekt, to warto spróbować.

    OdpowiedzUsuń
  22. wypróbuje kiedyś, ale najpierw zapasy :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie,nie,nie,to nie dla mnie. Mam przykre wspomnienia z algami morskimi i ich zapachem a nawet smakiem:(

    OdpowiedzUsuń
  24. uwielbiałam swego czasu zarówno na włosach jak i na buzi :))

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie dawno właśnie kupiłam na próbę małą porcję spiruliny:) Śmierdzi niesamowicie i wystarczyła odrobina nieuwagi, żeby uciapać moją opaskę na włosy:( Ale przynajmniej wiem, że do twarzy mi w takiej butelkowej zieleni;P

    OdpowiedzUsuń
  26. Muszę w końcu ją wypróbować, nawet już mi chyba nie straszny ten zapach ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Faktycznie zapach jest okropny, ale ja po chwili się przyzwyczajam i już nie jest najgorzej! :P Ja smaruję nią nogi, podobno świetnie działa na cellulit, przede wszystkim bardzo dobrze napina skórę. Muszę wrócić do swoich kuracji bo efekty były dość widoczne :P

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj jak ja lubię tego typu wynalazki. Tylko tato się śmieje, że Fiona przyszła (a mam do tego rude włosy) :-0

    OdpowiedzUsuń
  29. Ostatnio też się zaopatrzyłam w spirulinę, a po tej recenzji mam ochotę od razu się nią wysmarować ;) Żywię nadzieję, że na mojej mieszanej cerze efekty będą równie fenomenalne ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. mam spirulinę i ją lubię :) fajna do maseczek, chociaż bardzo ciężko się zmywa po połączeniu z kwasem hialuronowym ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Czytałam o spirulinie, ale nie używałam tego cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Muszę kupić!! Choć wiem, że niektórych ona uczula, ale trzeba spróbować:) "zatykam nos" haha :P

    OdpowiedzUsuń
  33. Dla urody czasami warto pocierpieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Chciałam ją sobie zamówić, ale obawiałam się zapachu xd

    OdpowiedzUsuń
  35. piękny kolorek, wcale tak strasznie się nie prezentujesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Fajnie wyglądasz, tak artystycznie jakby przez malarza zaprezentowana :)
    Co do samej spiruliny, ja jednak spasuje, gdyż nie ufam tego rodzaju specyfikom.

    OdpowiedzUsuń
  37. Lubię spirulinę :) Jakoś znoszę ten zapach. Ostatnio kupiłam w biedronce mieszankę 3 alg i zamówiłam sobie takie same na zrób sobie krem. Jak mi się skończy biedronkowa, będę miała swoją mieszankę.

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie wyglądasz wcale strasznie :-) Nie miałam nigdy tego specyfiku.

    OdpowiedzUsuń
  39. Słyszałam już o spirulinie, ale do tej pory nie odważyłam się jej wypróbować. Może czas to zmienić...

    OdpowiedzUsuń
  40. ja używam samych alg do twarzy i już mi przeszkadza ten smród, to nie wiem co by było przy takiej dawce smrodu o której piszesz :P Jednak można się poświęcić dla takich efektów! ;) Pozdrawiam i obserwuję

    OdpowiedzUsuń
  41. Pierwszy raz słyszę. Ale jestem zachwycona recenzją i samą spiruliną ;) Chyba się skusze :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Nie miałam, ale wygląda ciekawie, chciałabym się przekonać jak zareaguje na nią moja skóra. ;-)

    OdpowiedzUsuń

SZABLON BY: PANNA VEJJS.