00:04:00

O żylakach kończyn dolnych i sprawdzonych metodach na ich zapobieganie

O żylakach kończyn dolnych i sprawdzonych metodach na ich zapobieganie
Wiele osób twierdzi, że jestem bardzo podobna do mojej mamy. I muszę im przyznać rację: tak samo jak ona mrużę oczy, nasze nosy niczym się nie różnią, obie lubimy próbować nowych smaków, po niej mam lekką rękę do wydawania pieniędzy :P, tendencję do tycia oraz skłonność do żylaków. I waśnie o nich chciałabym dzisiaj nieco napisać. 
Zacznijmy od tego, co to w ogóle są żylaki koniczyn dolnych.  To trwałe, wrzecionowate lub workowate poszerzenia żył powierzchownych z towarzyszącym im wydłużeniem i charakterystycznym poskręcaniem. Jest to najczęstsza postać kliniczna przewlekłej niewydolności żylnej. Częściej występują u kobiet, a częstość ich występowania zwiększa się z wiekiem. Sprzyja im długotrwałe przebywanie w pozycji stojącej lub siedzącej, praca w wysokiej temperaturze, dźwiganie ciężarów. Często ich występowanie ma charakter rodzinny. Podstawowym czynnikiem prowadzącym do powstania żylaków kończyn dolnych jest zastój krwi w układzie żył powierzchownych. Jest on spowodowany nieprawidłowym funkcjonowaniem zastawek żylnych, czyli fałdów błony wewnętrznej żyły, które warunkują jednokierunkowy przepływ krwi. 
         Tak jak wspomniałam na samym początku, skłonność do żylaków kończyn dolnych otrzymałam w genach od mamy, jej sióstr, jej mamy, jej babci, słowem od chyba wszystkich kobiet z jej rodziny ( i pewnie moja córka ode mnie też dostanie taki ‘prezent’ ). Moja mama od najmłodszych lat uczulała mnie na punkcie dbania o nogi, abym tak jak moja ciocia nie musiała iść na operację ( moja ciocia operowała żylaki w prywatnej klinice Medicus Estetic w Tychach. Gdzie jeszcze leczyć żylaki? Tutaj jest wiele prywatnych klinik ).
Aby uniknąć nieprzyjemności jaką jest operacja ( dziękuję bardzo, kilka mam już za sobą )  staram się jak mogę, by zapobiegać ich rozwojowi. Jak? Przede wszystkim codziennie wcieram w całe nogi wszelkiego rodzaju maści, żele, kremy z wyciągiem z kasztanowca, który  znany jest ze swoich właściwości uszczelniających i wzmacniających naczynia krwionośne. Jednym z moich ulubionych żeli jest kasztanowy żel z prowitaminą B5 Ziaja, który dostępny jest zarówno w aptekach jak i drogeriach za około 7,00 zł. Wartym polecenia jest również żel Venescin, który można kupić w aptekach za niecałe 15,00 zł. Oba produkty mają przezroczystą konsystencję, przy czym Venescin ma lekko bursztynowe zabarwienie. Jak na żele przystało, dobrze się rozsmarowują, szybko wchłaniają, przynosząc odczuwalną ulgę nogom. 
Bardzo dobrym sposobem wzmocnienie naczyń krwionośnych w nogach jest trzymanie ich przez kilka minut do góry, tak by znajdowały się powyżej serca. U mnie wygląda to tak, że kładę się na plecach, wyprostowane nogi opieram o ścianę i w takiej pozycji czytam książkę. Robię tak kilka razy w tygodniu przez minimum 15 minut. 
Przynajmniej raz w roku robię kontrolne badania u flebologa, czyli lekarza specjalizującego się w diagnostyce i leczeniu chorób żył. Poza tym dużo się ruszam, wszędzie chodzę pieszo, pilnuję się, aby nie zakładać nogi na nogę, a gdy długo pracuję przy komputerze pamiętam, by co jakiś czas wstać, przejść się, wykonać kilka ćwiczeń, po prostu rozruszać nogi. Unikam także gorących kąpieli, rozgrzewających kosmetyków oraz butów na bardzo wysokim obcasie. Staram się również nie nabierać na wadzę, by nie obciążać nóg dodatkowym balastem. Są to metody sprawdzone, polecane przez lekarzy i przetestowane przeze mnie. Więc jeśli tak jak ja borykacie się z problemem żylaków kończyn dolnych polecam Wam wypróbowanie ich- ja tak zrobiłam i wiem, że działają.   

00:04:00

Recenzja: Wydłużający tusz do rzęs Cloudberry Excellength Mascara, Lumene

Recenzja: Wydłużający tusz do rzęs Cloudberry Excellength Mascara, Lumene
Obietnice producenta:
Mascara stymulująca rzęsy do wzrostu:
* natychmiastowe i długotrwałe przedłużenie rzęs,
* opatentowany składnik Lash Extenders i Widelash,
* ekstrakt z komórek macierzystych arktycznej maliny moroszki,
* widoczne efekty wydłużenia rzęs już po 3-4 tygodniach regularnego stosowania,
* silikonowa szczoteczka dociera nawet do najmniejszych rzęs,
* formuła zapobiegająca kruszeniu i rozmazywaniu,
* bez parabenów, alkoholu, bez zapachu

7ml kosztuje 42,50zł w internetowej drogerii BodyLand
Moim zdaniem:
Nie raz pisałam Wam, że tusze do rzęs to kosmetyki, bez których nie wyobrażam sobie dnia. Bez wymalowanych rzęs czuję się... po prostu goła, od razu mam wrażenie, że czegoś mi brakuje. Dlatego nie zdziwi Was zapewne to, że gdy otrzymałam propozycję współpracy od BodyLand, jednym z produktów, który wybrałam sobie do przetestowania był tusz do rzęs :P
Marka Lumene do niedawno była mi zupełnie obca, dlatego wybierając tusz kierowałam się tym, jaką posiada szczoteczkę oraz... wyglądem samego opakowania :P To podłużne, smukłe, połyskujące, pomarańczowo- złote momentalnie mi się spodobało, a gdy okazało się, że w środku kryje się jeszcze silikonowa szczoteczka, od razu zaprzestałam zagłębiania się w dalsze poszukiwania. 
Tak jak wspomniałam we wcześniejszym akapicie, szczoteczka jest silikonowa, ma bardzo krótkie i rzadkie włosie, tak delikatne, że malując rzęsy mam wrażenie, że one nie czeszą ich, tylko głaszczą- nigdy nie spotkałam się z tak łagodnymi włoskami przy tuszu do rzęs. Używając teraz innych mascar wydaje mi się, że ich szczoteczki wręcz drapią rzęsy. Szczoteczką z łatwością maluje się rzęsy, bez problemu dociera to wszystkich rzęs, również w kącikach oczu, pokrywając je kremową konsystencją i mocną czernią. 
Trwałość tuszu jest naprawdę świetna, trzyma się na rzęsach cały dzień, nie straszne mu nawet najbardziej tkliwe filmy, melodramaty, czyli typowe wyciskacze łez :P Poza tym nie rozmazuje się, nie kruszy, nie odbija na powiecie, a nadana rzęsom czerń nie traci na swej intensywności. Jest po prostu nie do zdarcia, ale przy demakijażu nie sprawia żadnych kłopotów. Tusz nie skleja rzęs, ładnie je rozczesuje i zgodnie z tym co obiecuje producent "natychmiastowo i długotrwale przedłuża rzęsy". Dodatkowo są one ładnie rozdzielone i podkręcone, dzięki czemu oprawa oczu nabiera wyrazistości, jest bardziej podkreślona, a samo spojrzenie staje się uwodzicielskie. Efekt jaki daje mascara jest codzienny, akcentujący naturalne piękno kobiecych oczu :) 
Słowem podsumowania, tusz wzorowo wywiązuje się z obietnic producenta, dlatego uważam, że jest wart swojej ceny, ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie napisała, że chętniej kupiłabym go za mniejsze pieniążki ;)
Efekt po nałożeniu dwóch warstw tuszu.

06:59:00

Odżywka w sprayu Smart Touch, Montibello

Odżywka w sprayu Smart Touch, Montibello
Obietnice producenta:
Ekskluzywna i inteligentna technologia stworzona do osiągania wyjątkowych rezultatów. Wykorzystanie wiązań peptydowych dających natychmiastową odbudowę uszkodzonym włosom. Filtry słoneczne chroniące przed promieniowaniem UVA-UVB. Hydrolizowane proteiny uzyskiwane z roślin, które poprawiają nawilżenie i wzmacniają strukturę włosa.  Roślinna kombinacja proteinowa - wyjątkowa kombinacja związków o wysokiej i niskiej masie cząsteczkowej, aby poszczególne składniki czynne działały na różnych poziomach włosów, nawilżając od wewnątrz, a w tym samym czasie, zapewniając nawilżenie i wzmocnienie z zewnątrz.

150ml kosztuje 49zł, głównie w sklepach internetowych lub sklepach z artykułami fryzjerskimi

Moim zdaniem:
Marka Montibello jest mi troszkę znana, albowiem moja mama używa ich produktu dodającego włosom objętości. Jest z niego tak zadowolona, że ma już chyba 4 opakowanie, dlatego też przed odżywką w sprayu, której poświęcony jest dzisiejszy wpis, poprzeczkę ustawiłam dość wysoko.
Opakowanie z atomizerem w przypadku tego kosmetyku to bardzo dobre rozwiązanie. Po naciśnięciu pompka rozpyla delikatną mgiełkę, która lekko otula włosy, nie obciążając ich. Zajrzałam do środka buteleczki, by sprawdzić jaką produkt ma konsystencję. Spodziewałam się, że będzie ciekła jak większość odżywek w sprayu, ale się pomyliłam, bo konsystencja okazała się półpłynna, trochę jak rozwodniony balsam do ciała, ale mimo to nie miałam problemów z rozpylaniem jej na włosach. Zapach jest przyjemny dla nosa, ale trudny do określenia. Gdybym miała go do czegoś przyrównać były to po prostu zapach salonu fryzjerskiego ;) Przy stosowaniu co drugi-trzeci dzień wystarczyła mi na dwa miesiące. 
Według producenta ten jeden produkt jest 'lekiem na całe zło':
  • Odżywia włosy- zdecydowanie tak, 
  • Intensywnie nawilża- czuć, że włosy są nawilżone, ale nie jest to efekt tak intensywny jak obiecuje producent,
  • Odbudowuje uszkodzone fragmenty- nie zauważyłam, 
  • Ochrona koloru przed promieniowaniem UVA-UVB- choćbym nie wiem jak chciała, nie umiem tego stwierdzić...,
  • Zwiększa delikatność włosów- oprócz delikatności dodaje też włosom miękkości,
  • Ochrona termiczna podczas suszenia- a także podczas prostowania włosów, 
  • Zdecydowanie mocniejszy połysk- dodaje włosom blasku, ale nie jest to efekt WOW oślepiający innych ludzi :P,
  • Większa objętość- nie zaobserwowałam, a szkoda, bo namiętnie szukam produktu, który dodałby odrobiny objętości moim włosom ( możecie coś polecić? ),
  • Zapobiega puszeniu się włosów- odżywka dociąża włosy, przez co faktycznie nie puszą się ani nie elektryzują, 
  • Zwiększenie odporności na łamliwość- od dłuższego czasu moje włosy nie są już łamliwe, więc nie umiem stwierdzić czy ta obietnica producenta zostaje spełniona,
  • Odbudowa końcówek- faktycznie, końcówki są zregenerowane i wyglądają na zdrowsze, 
  • Przywrócenie włosom młodego wyglądu- moje włosy i bez tej odżywki wyglądają młodo, tak jak ja :P A tak troszkę bardziej serio, to nie wiem co producent miał dokładnie na myśli, może to że wypadają siwe :P?
Oprócz wyżej wymienionych właściwości zaobserwowałam także, że odżywka przedłuża świeżość włosów o jeden dzień, co spodobało mi się w niej najbardziej. Ogólnie rzecz ujmując, jestem zadowolona z działania tej odżywki. Wiem, że jest to profesjonalny produkt, a taki przeważnie dużo kosztuje, ale nie płakałabym gdyby kosztował nieco mniej- wtedy na pewno zagościłaby u mnie na stałe, głównie przez bonusowy walor jakim jest przedłużenie świeżości włosów :)

16:07:00

Recenzja: Diamentowa odżywka do paznokci, Laura Conti

Recenzja: Diamentowa odżywka do paznokci, Laura Conti
Obietnice producenta:
Maximum  Diamentowa odżywka do paznokci utwardza płytkę i nadaje jej brylantowy blask. Preparat z diamentowym pyłem maksymalnie utwardza i wzmacnia płytkę paznokciową. Poprawia jakość i trwałość lakieru na paznokciach nadając im tym samym dodatkową ochronę. Użyty jako top coat nadaje niepowtarzalny blask, ożywia kolor oraz zapobiega odpryskiwaniu.
Stosować jako samodzielny lakier bezbarwny (nakładając 2 warstwy) lub jako warstwę nawierzchniową (pojedynczą) na kolorową emalię.

12ml kosztuje 8,99zł w sklepie internetowym lub w Rossmannie
Moim zdaniem:
Mimo iż moje paznokcie są kruche, łamliwe i lubiące się rozdwajać, rzadko kupuję odżywki do paznokci. Miałam ich kilka, ale efektów albo nie widziałam wcale albo były doraźne i krótkotrwałe. Mimo mojej sceptyczności do tego typu produktów, od mniej więcej dwóch miesięcy stosuję preparat, który z założenia ma wzmocnić płytkę paznokcia. A jak to się ma w praktyce?
Odżywka zapakowana jest w kartonowe pudełeczko, na którego odwrocie znalazłam wszystkie informacje na jej temat. Utrzymane jest w przejrzystym, jasnym designie. Sama odżywka znajduje się w szklanej buteleczce o mlecznych ściankach, zakończonej białą nakrętką z wąskim i długim pędzelkiem. Nakrętka dobrze leży w palcach, a pędzelkiem wygodnie maluje się paznokcie.
Odżywka ma typowy zapach lakierów do paznokci. Konsystencję ma rzadką, ale przy malowaniu nie rozlewa się przy skórkach. Ma mleczny kolor i zatopiony delikatny pyłek odbijający światło, który najładniej prezentuje się na ciemnych kolorach.
Mimo regularnego stosowania nie zauważyłam, by produkt wpłynął na stan moich paznokci. Moim zdaniem nie odżywia paznokci, nie utwardza ich ani nie wzmacnia. Słowem, mogłabym napisać, że jest to bubel, jednak odżywka broni się tym, iż rewelacyjnie sprawdza się jako baza pod lakier. Chroni płytkę paznokcia przed przebarwieniami oraz znacząco przedłuża trwałość lakieru. Najlepiej spisuje się w połączeniu z lakierami Safari Color, które na moich paznokciach mają tendencję do odpryskiwania po dwóch dniach, jednak w połączeniu z odżywką nie dość, że nie odpryskują tylko delikatnie, praktycznie niewidocznie ścierają się na końcach dopiero po czterech dniach, to jeszcze trzymają się na paznokciach przez cały tydzień. 
Podsumowując, preparat stosowany jako odżywka do paznokci okazał się najzwyklejszym bublem, ale jako baza pod lakier przedłużająca jego trwałość spisał się naprawdę dobrze, czego sama się nie spodziewałam.  

00:04:00

Szampon odżywczy do włosów suchych z wyciągiem z owsa, Yves Rocher

Szampon odżywczy do włosów suchych z wyciągiem z owsa, Yves Rocher
Obietnice producenta:
Szampon wzbogacony o mleczko z owsa o właściwościach odżywiających i łagodzących. Produkt sprawia, że włosy są miękkie, odżywione i jedwabiste. Formuła bez silikonu, aby odżywić włosy nie obciążając ich.
Zaangażowanie Kosmetyki Roślinnej:
● 98% składników pochodzenia naturalnego.
● Składniki pochodzenia roślinnego: mleczko z owsa bio, baza myjąca pochodzenia roślinnego.
● Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.
● Bez silikonu, bez sztucznych barwników.
● Bez parabenów.

300ml kosztuje 11,90zł w w sklepach stacjonarnych oraz w sklepie internetowym 
Moim zdaniem:
Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że produkty Yves Rocher są po prostu kiepskie, ale za to w wygórowanych cenach, zupełnie nieadekwatnych do ich jakości. Jakże się po raz kolejny pomyliłam! Na szczęście człowiek uczy się cały czas ( i na własnych błędach ) i teraz mogę polecić Wam szampon, który tak bardzo podbił moje serce, że bez pardonu zepchnął z piedestału mojego ulubieńca w tej dziedzinie, czyli Gliss Kur'a :)
Szampon dostępny jest w zielonej butelce o pojemności 300 ml. Ścianki butelki są lekko przezroczyste, więc jesteśmy na bieżąco z ubytkiem produktu. Butelka jest poręczna i wygodna w użyciu, posiada brązowy korek, który szczelnie chroni szampon i dozuje go tyle, ile chcemy. Ogólnie uważam, że opakowanie, w którym znajduje się szampon jest bardzo ładne i estetyczne, połączenie takich a nie innych odcieni zielonego i brązowego jest bardzo trafne i aż przyjemnie się na nie patrzy :) Na przejrzystych, czytelnych etykietkach znajdują się wszystkie istotne informacje. 
Konsystencja szamponu jest odpowiednio gęsta, w dotyku wydaje się być lekko tłusta. Ma białe zabarwienie z lekką perłową poświatą. Zapach bardzo mi się podoba, włosy pachną długo i intensywnie, nawet następnego dnia. Szampon jest bardzo wydajny, a w kontakcie z wodą wytwarza dużo puszystej i delikatnej piany.
Pisałam Wam kiedyś, że moje włosy wręcz ubóstwiają silikony, a i parabeny im nie straszne. W tym szamponie nie ma ani tego ani tego, więc byłam i ciągle jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co ten szampon robi z moimi włosami: dodaje im blasku oraz sprawia, że ładnie pachną i zdrowo wyglądają. Niesamowicie wygładza włosy, lekko je dociąża, dzięki czemu nie puszą się, nie elektryzują ani nie kręcą na wszystkie strony świata, jak to mają w zwyczaju. Szampon dogłębnie nawilża i odżywia włosy, sprawia, że są sprężyste i puszyste, lepiej się rozczesują oraz układają. Bardzo dobrze oczyszcza z zanieczyszczeń oraz produktów do stylizacji, nie podrażnia skóry głowy, nie powoduje łupieżu ani szybszego przetłuszczania się włosów. 
Dla mnie ten szampon jest hitem nad hitami, mam już kolejną butelkę, na której nie zamierzam poprzestać ;)
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger