00:05:00

Recenzja: Nafta kosmetyczna z olejem arganowym, Kosmed

Recenzja: Nafta kosmetyczna z olejem arganowym, Kosmed
Obietnice producenta:
Nafta kosmetyczna regularnie stosowana dodaje włosom elastyczności, zapobiega ich elektryzowaniu, ułatwia rozczesywanie i modelowanie. Nafta z olejem arganowym polecana jest szczególnie osobom, które borykają się z problemem słabych, zniszczonych włosów z rozdwojonymi końcówkami.
Olej arganowy – "płynne złoto" jest wyjątkowo  bogaty w substancje odżywcze. Zawierający witaminy E i F dogłębnie wzmacnia i odżywia włosy. Regularnie stosowany sprawia, że włosy stają się mocniejsze, grubsze i zyskują atrakcyjny połysk. Zapobiega rozdwajaniu końcówek. 

Skład: Petroleum, Argania Spinosa Kernel Oil,  Parfum.

150 ml kosztuje 7,00 zł w sklepie internetowym Kosmed
Moim zdaniem:
Nie jestem typową włosomaniaczką, nie wiem jaką porowatość mają moje włosy, nie oszczędzam im silikonów, a po umyciu zdarza mi się mocniej trzeć je ręcznikiem, jednak lubię eksperymentować w kwestii ich pielęgnacji, wypróbowywać nowe odżywki, maseczki, a ostatnio nawet naftę kosmetyczną ;)
W spłaszczonej butelce wykonanej z ciemnobrązowego plastiku znajduje się 150 ml przezroczystego płynu o lekko tłustej konsystencji oraz specyficznym i charakterystycznym zapachu nafty, który utrzymuje się na włosach do spłukania. Butelka zakończona jest niedużym otworkiem, dzięki któremu można bezproblemowo dozować tyle produktu, ile się chce. 
Naftę rozprowadzam na włosy na całej ich długości przed umyciem, dlatego też nie mam obaw przed wsmarowaniem jej we włosy tuż przy skórze głowy. Za każdym razem nie szczędzę jej sobie, mimo to wystarczyła mi na kilkanaście zabiegów. Po nałożeniu nafty trzymam ją na włosach około 10 minut, po czym myję włosy dwa razy, najpierw szamponem, który dobrze zmyje naftę ( najlepiej radzi sobie szampon Equilibra ), później tym, którego akurat używam. Przez kilka pierwszych dni kuracji, oprócz szamponów, nie stosowałam żadnego innego kosmetyku typu odżywka czy maseczka, aby sprawdzić jak nafta działa sama w sobie. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to fakt, że włosy po osuszeniu wydawały się jakby wysuszone i szorstkie w dotyku, głównie na końcach. Efekt ten powtarzał się za każdym razem, mimo stosowania różnych szamponów, stąd wiem, że to 'zasługa' nafty. Gdy zaczęłam na nowo używać odżywki na końce włosów wrażenie szorstkości i wysuszenia zniknęły jak ręką odjął. Nafta, mimo że zawiera olejek arganowy, nałożona tuż na skórę głowy nie obciąża włosów, wręcz przeciwnie, ponieważ znacznie przedłuża świeżość włosów i lekko odbija je od nasady. Po kilkutygodniowej kuracji włosy są mocniejsze i mniej wypadają, zyskały na zdrowym wyglądzie, jednak straciły na blasku- przynajmniej ja odniosłam wrażenie, że są po prostu matowe. W czasie tych kilku tygodni stosowania nafta ani razu nie podrażniła skóry głowy ani też nie przyczyniła się do powstania łupieżu. 
Podsumowując, zabieg naftą mimo początkowego wrażenia wysuszonych włosów oraz zmatowienia ich, koniec końców okazał się udanym debiutem w pielęgnacji moich włosach- dokładnie jest to moja pierwsza styczność z tego typu produktem, nie wykluczam, że ostatnia ;) Nafta jest niedrogim kosmetykiem, łatwo dostępnym, przede wszystkim w aptekach oraz bardzo wydajnym. Szczególnie polecam tym dziewczynom, których włosy mają tendencję do szybkiego przetłuszczania się, albowiem efekt przedłużenia świeżości jest naprawdę zaskakujący, pozytywnie oczywiście :)

08:00:00

"Bóg zawsze znajdzie Ci pracę" Regina Brett

"Bóg zawsze znajdzie Ci pracę" Regina Brett
Dzięki Patrycji, szerzej znanej w blogosferze jako Maleńka Bloguje, w mojej domowej biblioteczce znalazła się wyjątkowa pozycja literacka pt. "Bóg zawsze znajdzie Ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia" amerykańskiej dziennikarki i felietonistki  Reginy Brett, której publikacje w krótkim czasie zyskały duży rozgłos i ogromne uznanie wśród czytelników. 
Książka, tak jak poprzednie ( "Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu" oraz "Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym", które tak na marginesie zamierzam zakupić w najbliższych tygodniach ), to zbiór 50 niedługich felietonów, przedstawiających prawdziwie historie różnych ludzi, niosących otuchę, głębokie przesłanie, życiowe mądrości, o których w codziennym biegu łatwo zapominamy. Każdy czytelnik wyciągnie z lektury bezcenną naukę dla samego siebie, albowiem każda z 50 lekcji, którymi dzieli się z nami autorka niesie za sobą podnoszący na duchu, dodający sił morał. Sama przypomniałam sobie o prawdzie starej jak świat, że pieniądze nie są najważniejsze, bo cytując fragment książki: "Nie wszystko co się liczy jest policzalne i nie wszystko, co jest policzalne naprawdę się liczy". Inna lekcja, jaką wyciągnęłam z lektury felietonów Reginy Brett traktuje o tym, że muszę w końcu przestać myśleć o swoim marzeniu, a zacząć działać, by mogło się ono spełnić, Nawet gdyby miało okazać się porażką, to zawsze to będzie dla mnie cenne doświadczenie życiowe, a takich nigdy za mało.
"Bóg zawsze znajdzie Ci pracę" to książka krzepiąca, otulająca jak ciepły koc w mroźny wieczór. Porusza, motywuje, inspiruje, napełnia wiarą i optymizmem. Jej lektura pozwala czytelnikowi wytchnąć, wyciszyć się, chwilę zastanowić nad własnym życiem. Jak napisałam na wstępie, książka sama w sobie jest niezwykła, wartościowa i wyjątkowa, tak jak niezwykły, wyjątkowy i wartościowy jest każdy z nas, a lektura tej książki nie pozwala nam o tym zapomnieć :)

07:39:00

Zespół nienasycenia kosmetycznego, czyli moje tzw. chciejlisty :)

Zespół nienasycenia kosmetycznego, czyli moje tzw. chciejlisty :)
Spodobało mi się spisywanie w jednym miejscu kosmetyków ( i nie tylko ), które chciałabym przetestować w niedługim czasie, tworzenie z nich grafik oraz dzielnie się nimi z Wami w postaci tak zwanych chciejlist :D
1. Suchy olejek do ciała, Le Petit Marseillais- moja skóra lubi olejki, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że bardziej niż tradycyjne balsamy do ciała. Mleczko do ciała Le Petit Marseillais odpowiednio zadbało o moją skórę, więc wierzę, że olejek również mnie nie zawiedzie. Podobno można go tez wykorzystać w pielęgnacji włosów, jak to mówią "pożyjemy, zobaczymy" ;) Już wkrótce ma się pojawić na rossmannowskich półkach wraz z kilkoma innymi nowościami, jeżeli jesteście ciekawe jakie to nowości zajrzyjcie tutaj.
2. Oczyszczający tonik z szałwią lekarską, Fitomed- polecony przez jedną z blogerek w walce z podskórnymi grudkami. Póki co próbuję zużyć do końca niezwykle wydajny tonik Bandi, ale o tym nie zapominam, co więcej pokładam w nim spore nadzieje. 
3. Spray do prostowania włosów, Tresemme- ciężko dostępny w Polsce, ale z opinii, które przeczytałam na jego temat wynika, że jest wart zachodu, by go zdobyć. 
4. Aktywne serum korygujące do cery z niedoskonałościami, Bielenda- na wielu blogach spotkałam się z opiniami, że serum spełnia 100% obietnic producenta: redukuje błyszczenie, rozjaśnia przebarwienia, wygładza, poprawia koloryt, zwęża pory. No więc jak mogłabym nie chcieć go wypróbować :P? 
5. Płyn micelarny do skóry tłustej z tendencją do niedoskonałości oraz do cery normalnej i mieszanej 3w1, Garnier- pierwszy płyn micelarny Garniera uważam za hiciora wśród produktów do demakijażu twarzy, dlatego chcę sprawdzić na własnej skórze kolejne płyny micelarne, które w teorii są bardziej dopasowane do mojego typu cery, czyli mieszanej i z niedoskonałościami. 
6. Pefrumy Coco Mademoiselle, Chanel- jeden z moich najukochańszych zapachów. Dziewczęcy, ale elegancki jednocześnie, niezobowiązujący, słodkawo kwiatowy i taki ciepły. Nadaje się na każdą okazję. Mimo iż uważam, że zapach jest piekielnie drogi, to jednak wart swojej ceny. 
7. Pomadka do ust Glossy Temptation nr 3, Wibo- ponoć bardzo podobna do słynnych swego czasu Eliksirów, których mam kilka, używam praktycznie codziennie i nadal mi ich mało. Jeśli Glossy Temptation są tak samo dobre, to czuję, iż będzie to dłuższa znajomość ;)
8. Szampon i odżywka z cudownymi olejkami Ultra Doux, Garnier- te cudowne olejki to oczywiście arganowy i kameliowy, a najnowsza seria Ultra Doux ma zmiękczyć, nawilżyć, odżywić i zregenerować suche włosy, czyli wypisz wymaluj moje. 
9. Nawilżający lekki krem matujący Amarantus, Tołpa- naprawdę matuje i nawilża jednocześnie, a to jest właśnie to, czego potrzebuje moja skóra. 
10. Krem z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym, Bandi- kiedyś otrzymałam próbki tego kremu i przepadłam na całego, bo krem okazał się fenomenalny. Już po jednej aplikacji skóra była rozjaśniona, wygładzona i aż biła po oczach zdrowym blaskiem. Jest dość drogi ( około 70,00 zł ), ale i tak chcę go mieć! 
11. Rozświetlacz do twarzy i ciała Eclat de Luxe, Wibo- jako mała dziewczynka marzyłam o perfumach pompką-poduszeczką, która na ściśnięciu rozpylałaby otulającą mgiełkę zapachu... Jeszcze nie dorobiłam się takich perfum, ale póki co spokojnie zadowolę się rozświetlaczem w takiej szykownej wersji od Wibo.  
12. Regenerująca maska czekoladowa, Kallos- moje włosy są maseczkolubne, a czekoladowy zapach jest jednym z moich ulubionych, więc jeden produkt Kallos dopieści moje włosy i mój zmysł powonienia :D

08:10:00

Recenzja: Emalia do paznokci Manicure Spa Nail oraz Bezacetonowy zmywacz do paznokci o czekoladowym zapachu, Laura Conti

Recenzja: Emalia do paznokci Manicure Spa Nail oraz Bezacetonowy zmywacz do paznokci o czekoladowym zapachu, Laura Conti
 Obietnice producenta:
Bezacetonowy zmywacz do suchych i kruchych paznokci z dodatkiem olejku ze słodkich migdałów nawilża i pielęgnuje. Delikatny, pielęgnacyjny zmywacz do paznokci o formule bezacetonowej. Zawiera glicerynę oraz olejek migdałowy łagodzący działanie substancji zmywających - paznokcie pozostają zdrowe, odpowiednio natłuszczone, a obecny w składzie aromat czekoladowy pozostawia na paznokciach bardzo przyjemny zapach. Polecany do wszystkich rodzajów lakierów do paznokci.
Preparat o szerokim spektrum działania:
* Szybko i dokładnie zmywa lakiery i inne preparaty do paznokci w tej formie bez wysuszania płytki paznokciowej. 
* Nawilża i redukuje kruchość paznokci pozostawiając je mocniejsze i zdrowsze.
* Zapobiega  matowieniu płytki paznokciowej  i wysuszaniu skórek.
* Pozostawia płytkę paznokcia natłuszczoną i nawilżoną.
* Nadaje naturalny połysk, nie wysusza. 
* Profesjonalny, wyjątkowo wygodny sposób użycia.

Emalia do paznokci o pięknym połysku i wyjątkowej trwałości. Unikalne ceramiczne komponenty pozwoliły na uzyskanie emalii twardszej i odporniejszej na ścierania niż tradycyjna emalia. Nie odpryskuje i doskonale chroni paznokcie przez złamaniem. Wyjątkowo szybko wysycha, tworząc równomierną, gładką powłokę na płytce paznokcia.

135 ml zmywacza do paznokci kosztuje 8,00 zł w tym sklepie internetowym, lakier będzie dostępny jeszcze w tym miesiącu w tym samym sklepie za około 6,00 zł, poza tym produkty Laury Conti można już spotkać w Rossmannie
Moim zdaniem:
Dzisiejszy wpis jest typowo paznokciowy, o produktach bez których żadna lakieromaniaczka nie może się obyć, czyli o zmywaczu oraz kolejnym w kolekcji lakierze do paznokci :D
Zmywacz znajduje się w okrągłej buteleczce w mlecznym kolorze o niestandardowej pojemności 135 ml. Na wpół transparentne opakowanie umożliwia stałe kontrolowanie stanu zużycia. U wylotu butelki znajduje się pompka, nierzadko już spotykana przy zmywaczach do paznokci, do której wystarczy przyłożyć wacik i nacisnąć kilka razy, aby został on odpowiednio nasączony. Zmywacza używam od kilku tygodni i póki co dozownik działa bez zarzutu, jeszcze nigdy mi się nie zaciął. 
Producent kusi potencjalnego konsumenta obietnicą czekoladowego zapachu i faktycznie zmywacz posiada subtelny aromat czekoladowego ciastka, ale skażonego charakterystyczną wonią wszystkich zmywaczy do paznokci i wyczuwalnego tylko i wyłącznie po przysunięciu nosa do otworu w pompce. 
Zmywacz od Laury Conti spełnia swoje zadanie tak jak powinien. Zdążyłam przetestować go z kilkoma różnymi lakierami, w tym z paroma zawierającymi drobinki brokatu, i za każdym razem dobrze poradził sobie z ich zmywaniem, pozostawiając płytkę odpowiednio odtłuszczoną i gotową na nałożenie nowego koloru. Zmywacz, nawet przy systematycznym używaniu, nie wysuszył paznokci ani skórek wokół nich.
A teraz przejdziemy do recenzji lakieru do paznokci o nr 51, czyli w pięknym, wyrazistym niebieskim odcieniu :)
Lakier znajduje się w walcowatej, szklanej buteleczce o pojemności 11 ml. Po odkręceniu czarnej, plastikowej nakrętki naszym oczom ukazuje się równo ścięty i płaski pędzelek, który po zetknięciu z płytką rozszerza się, dzięki czemu malowanie paznokci jest łatwiejsze i bardziej precyzyjne. Pędzelek nabiera odpowiednią ilość średnio gęstej, lekko lejącej się konsystencji, dzięki czemu lakier nie rozlewa się przy skórkach. Krycie nie jest nadzwyczajne, albowiem do pełnego pokrycia płytki paznokcia, bez brzydkich prześwitów potrzebne są minimum trzy warstwy lakieru. Lakier nie pozostawia mało estetycznych smug ani się nie maże, tylko pokrywa paznokcie jednolitą, gładką i błyszczącą taflą. Na moich paznokciach utrzymuje się około 3-4 dni, przy czym pod koniec drugiego dnia czasami zaczyna się delikatnie ścierać na końcach. Poza tym dość szybko schnie, nie przebarwia płytki i łatwo się zmywa. 
Podsumowując, stwierdzam, że oba produkty Laury Conti są warte uwagi. Zmywacz zaskoczył mnie lekkim zapachem czekoladowych ciasteczek, a lakier urzekł mnie swoimi smerfowym kolorem :)

PS. Czy ktoś mi może powiedzieć dlaczego moje wpisy nie pokazują się w liście czytelniczej zaraz po opublikowaniu tylko dopiero po kilku godzinach:(?

08:09:00

Modelujący peeling do ciała z solą z Morza Martwego i aloesem, Equilibra

Modelujący peeling do ciała z solą z Morza Martwego i aloesem, Equilibra
Obietnice producenta:
Modelujący solny peeling do ciała Equilibra to unikalna kompozycja składników, które złuszczają, wygładzają i odżywiają skórę, dostarczając jej niezapomnianych chwil relaksu podczas kąpieli jak i pod prysznicem.
Aloes: nawilża i odświeża.
Sól z Morza Martwego: zapobiega gromadzeniu się nadmiaru wody w organizmie, usuwa martwe komórki i zgrubiałą skórę.
Olejek eteryczny z rozmarynu: zapobiega gromadzeniu się nadmiaru wody w organizmie, zapewnia uczucie relaksu.
Olejek z nasion grapefruita: odżywia i uelastycznia skórę.
Wąkrota azjatycka, Kasztanowiec, Bluszcz: działają tonizująco i przeciwobrzękowo.
Mentol: działanie orzeźwiające i chłodzące.
Bez parabenów, wazeliny i barwników.

Skład: Sodium Chloride, Vitis Vinifera Seed Oil, Maris Sal, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Helianthus Annuus Seed Oil, Zea Mays Germ Oil, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Hedera Helix Leaf Extract, Centella Asiatica Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Menthol, Ascorbyl palmitate, Lecithin, Tocopherol, Citric Acid.

Cena: około 30zł za 600ml, dostępny w sklepach internetowych, aptekach i sklepach zielarskich

Moim zdaniem:
Z kubkiem gorącej kawy w dłoni, z wirującą pralką w tle oraz z prowadzącymi "Dzień Dobry TVN" pełna energii rozpoczynam nowy tydzień, przy okazji zapraszając Was na kolejny wpis. Tym razem chciałabym przedstawić Wam peeling solny Equilibra, przywieziony z krakowskiego spotkania blogerek :)
Peeling do ciała mieści się w ogromnym słoju, utrzymanym w kolorystyce charakterystycznej dla produktów marki Equilibra, czyli biało-zielonej. Szeroki otwór, przez który zmieści się każda kobieca rączka, pozwala na niekłopotliwe wydobycie peelingu do ostatniego kryształka soli. Dodatkowa folia zabezpiecza kosmetyk przed wścibskimi palcami niepożądanych osób, a dołączona szpatułka pozwala na dokładne zmieszanie ścierających drobinek z nawilżającymi olejkami. W moim przypadku szpatułka, po zrobieniu zdjęcia konsystencji, okazała się zbędna, albowiem lubię gmerać w peelingach własnymi palcami :P
Zapach jest specyficzny, intensywny, podobny do zapachu maści końskiej lub maści Vicks ( dokładnie o taką maść mi chodzi ). Nie każdemu przypadnie do gustu, ale można się do niego przyzwyczaić. Zdjęcie powyżej idealnie oddaje rzeczywistą konsystencję produktu, w której jest cała masa kryształków soli. Peeling dobrze "trzyma się" skóry, nie spływa, a drobinki nie rozpuszczają się w kontakcie z wodą. Intensywność peelingu można stopniować, tzn. im bardziej sucha skóra, tym bardziej odczuwalna jest ostrość złuszczających drobinek i na odwrót.
Ja, jako miłośniczka naprawdę mocnych zdzieraków, działanie peelingu oceniam bardzo wysoko. Ostre drobinki dają świetne efekty złuszczające i wygładzające skórę. Używając peelingu nie miałam litości dla skóry, masowałam ją tak, że była czerwoniutka i tak przyjemnie pulsowała od środka :) Peeling, po spłukaniu, pozostawia na skórze lekko tłustawy film, który zupełnie mi nie przeszkadza. Po wymasowaniu skóry nie musiałam jej dodatkowo nawilżać, bo całą robotę zrobił za mnie peeling i znajdujące się w nim olejki, które zapewniły jej odpowiedni poziom nawilżenia, odżywienia i zmiękczenia. 
No cóż, wychodzi na to, że jest to kolejny kosmetyk marki Equlibra, który bardzo przypadł mi do gustu :)
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger