06:22:00

Recenzja: silikonowa baza pod makijaż, prasowany puder i korektor do twarzy, Revers Cosmetics Beauty&Care

Recenzja: silikonowa baza pod makijaż, prasowany puder i korektor do twarzy, Revers Cosmetics Beauty&Care
Obietnice producenta:
Silikonowa baza pod makijaż skutecznie przedłuża trwałość makijażu, cera staje się idealnie wygładzona, aksamitnie miękka i matowa. Lekka, pielęgnacyjna formuła zawierająca olejki silikonowe przygotowuje skórę do nałożenia fluidu lub pudru, zapewniając ich równomierne rozprowadzenie bez uwydatniania zmarszczek. Chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych, nie obciąża skóry.
Prasowany puder dostępny jest zarówno w wersji matowej idealnej do konturowania twarzy jak i w wersji z rozświetlającymi drobinkami, zapewniającymi świeży, promienny wygląd makijażu. Mikroskopijne pigmenty odbijające światło idealnie stapiają się ze skórą. Poziom krycia pudru jest regulowany, od lekkiego do pełnego w zależności od aplikowanej ilości produktu. Puder delikatnie podkreśla naturalną rzeźbę twarzy. Dzięki wyselekcjonowanym składnikom pielęgnuje i chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.
Korektor do twarzy to wielozadaniowy korektor w płynie, optymalnie i bez efektu obciążenia koryguje  wszelkie niedoskonałości cery oraz cienie pod oczami. Sprawia że spojrzenie jest świeże i wypoczęte. Dzięki kremowej konsystencji i wysokiemu poziomowi krycia doskonale wyrównuje koloryt cery. Korektor tuszuje drobne zmarszczki, redukuje także widoczność zaczerwienień, nie rozmazuje się i nie przesuwa. Praktyczny aplikator z aksamitną końcówką pozwala na precyzyjną aplikację.
Moim zdaniem:
Domyślam się, że większość z Was może nie kojarzyć marki Revers Cosmetics, dlatego dzisiejszy wpis zacznę od kilku słów przedstawienia. Jest to marka kosmetyczna mająca swoją siedzibę w Raszynie. Za cel postawiła sobie tworzenie produktów najwyższej jakości, ale w przystępnych cenach. Specjalizuje się w kosmetykach do makijażu, ale w swojej ofercie ma również lakiery do paznokci, a także kremy i masła do ciała, np. o zapachu granatu z olejem z oliwek. W ramach współpracy z Revers Cosmetics otrzymałam aż sześć kosmetyków: bazę pod makijaż, korektor w płynie, sypki puder, matową pomadkę w płynie oraz dwa cienie do powiek. Trzy pierwsze zaprezentuję Wam dzisiaj, o reszcie opowiem w kolejnym wpisie :)
Na początku weźmiemy pod lupę silikonową bazę pod makijaż. Prosta tubka utrzymana jest w czarno- białej tonacji i skrywa w sobie 30 ml produktu. Szata graficzna tubki bardzo mi się podoba, mimo iż minimalistyczna i na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniająca, to jednak ma w sobie to coś. Tworzywo, z którego opakowanie zostało wykonane jest dobrej jakości. Sama tubka jest giętka, nie odkształca się, a napisy się nie ścierają. Na tyle tubki znajdziemy najważniejsze informacje o bazie oraz o tym, że należy ją zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia, a także sposób użycia i jej skład. 
Baza ma postać delikatnego, białego kremu. Jest bezzapachowa, lekko się rozprowadza i szybko wchłania w skórę, pozostawiając na niej niewyczuwalną warstewkę. Po nałożeniu bazy skóra jest miękka i przyjemna w dotyku. Delikatnie matuje i wygładza nierówności skóry, nie wysusza jej, ale przede wszystkim przedłuża trwałość makijażu, a takie jest jej główne zadanie. Bazy używam praktycznie każdego dnia i nie zauważyłam, aby negatywnie wpłynęła na moją cerę. Nakładam ją bardzo cienką warstwą, a następnie czekam około minuty i dopiero nakładam podkład. Bazę przetestowałam głównie z podkładami Cover i Matt od Bielendy ( na marginesie, ostatnio są one moimi ulubionymi ) oraz z kultowym ColorStay Revlon. Z każdym z tych podkładów baza bardzo fajnie współpracowała. Podkłady na niej nie ciemnieją, nie ważą się ani nie rolują.
Kolejny produkt, który mam Wam do zaprezentowania to sypki puder, który posiadam w odcieniu nr 05. Dostępny jest w sześciu odcieniach, przy czym dwa pierwsze to wersje rozświetlające, pozostałe- brązujące. Kolor, który ja mam nie jest dla bladolicych, ale polubią go osoby, które poszukują kosmetyków do makijażu wpadających w ciepłe tony. Lekko wpada w pomarańczowe nuty, ale jeśli puder nałożony jest w racjonalnej ilości, nie odznacza się na skórze. Jestem teraz nieco opalona, więc odcień pudru mi pasuje, zimą jednak będzie musiał pójść w odstawkę i znów poczekać do lata. 
Puzdereczko z pudrem wykonane jest z mocnego plastiku, utrzymane jest w czarno- złotej kolorystyce. Do pudru dołączony jest puszek z wygrawerowaną nazwą producenta, który ja wyrzuciłam, albowiem pudry, czy to sypkie czy prasowane, zdecydowanie lepiej nakłada mi się pędzlem. Puder jest drobno zmielony i ma w sobie coś satynowego. Trzeba go aplikować w naprawdę małych ilościach, gdy jest go zbyt dużo lubi się odznaczać i zbierać, np. w mimicznych zmarszczkach wokół oczu lub ust. Pudru Silk Touch używam do wykończenia makijażu, dzięki czemu jest utrwalony, a skóra jest dłużej matowa. 
I na koniec zostawiłam korektor do twarzy w płynie, którego opakowanie do złudzenia przypomina mi to, w którym znajduje się dobrze znany w blogsferze kamuflaż Catrice ;) To smukła, przezroczysta buteleczka o pojemności 10 ml, która zakończona jest zakrętką z aplikatorem w postaci ukośnie ściętej, mięciutkiej gąbeczki, którą często można spotkać w tego typu kosmetykach oraz w błyszczykach do ust. Dostępny jest w trzech odcieniach, ja testuję kolor nr 103, Natural. Bezpośrednio po nałożeniu na skórę wygląda na bardzo jasny, z czasem jednak zaczyna ciemniej i to dość szybko. Daje się jednak ładnie zakryć podkładem, jeśli dobrze go rozprowadzimy, to korektor nie będzie się przebijał. 
Według producenta, jego korektor przeznaczony jest do tuszowania niedoskonałości cery oraz cieni pod oczami. Ja używam go tylko do ukrywania zaczerwień i przebarwień potrądzikowych. Niestety, korektor nie ze wszystkimi sobie radzi. Zauważyłam, że jest dobry w maskowaniu drobnych niedoskonałości, z większymi jednak nie daje sobie rady. Dlatego też poleciłabym go osobom, które mają niewiele do zakamuflowania. Osoby z problematyczną cerą raczej się z nim nie polubią, po prostu może on nie spełnić ich oczekiwań. 
Podsumowując, z tej trójki kosmetyków Revers Cosmetics najbardziej polubiłam się z bazą. Na drugim miejscu postawiłabym puder, a ostatnie miejsce zajmuje korektor. Umieściłabym go przed pudrem, gdyby miał nieco lepsze krycie ;) Nie są to drogie kosmetyki, ich ceny oscylują w granicach 10,00 zł. Stacjonarnie ich nie spotkałam, ale widziane są w CH Tagrówek, a już na pewno znajdziecie je w niektórych hurtowniach lub drogeriach internetowych. 

06:42:00

Shiny Box "The Beauty Jungle"

Shiny Box "The Beauty Jungle"
Mamy już koniec miesiąca, pora więc na prezentację najnowszego Shiny Box'a! W każdym miesiącu moja ciekawość tego, co będzie skrywało pudełko jest naprawdę duża, ale w sierpniu była jeszcze większa, bo minimalna wartość boxa miała wynosić aż 400,00 zł! I to za 49,00 zł, bo tyle kosztuje Shiny Box. Brzmi fajnie, ale jak jest w rzeczywistości?
Szata graficzna pudełka "The Beauty Jungle" mocno mi się spodobała i już ona sama jest zachęcająca do kupna boxa. Tak bardzo grafika przypadła mi do gustu, że póki co jest ono jedynym, które sobie zostawiłam z myślą o późniejszym wykorzystaniu :) W moim boxie znalazłam 6 pełnowymiarowych produktów, dwa produkty- niespodzianki, miniaturkę oraz dodatkowy kosmetyk dla ambasadorek. Te z Was, które wcześniej wykupiły subskrypcję lub pakiet Shiny Box otrzymały dodatkowy produkt, czyli maskę do twarzy Unani.
Mazideł do ciała nigdy dość, dlatego uradowałam się na widok intensywnie regenerującego balsamu Cztery Pory Roku z wodą termalną oraz olejkiem z avocado ( ale mógł też się trafić krem do rąk ). Bardzo podoba mi się szata graficzna tubki, srebro z różem jest zawsze udanym połączeniem :) Z tego co wyczytałam na opakowaniu balsam ma długotrwale nawilżać, likwidować suchość i szorstkość skóry, przyspieszać procesy regeneracyjne naskórka oraz zapewniać ochronę przez działaniem czynników zewnętrznych. Od siebie mogę dodać, że całkiem fajnie pachnie, dobrze się rozprowadza po skórze, zostawiając na niej delikatny ochronny film. 
Kolejny kosmetyk to kremowa emulsja do mycia AA i jest to produkt wymienny z regenerującym balsamem do ciała. Dobrze, że otrzymałam żel do mycia, bo dwa produkty do balsamowania w jednym pudełku to chyba o jeden za dużo ;) W składzie balsamu mamy masło tucuma, olejek z awokado, masło shea oraz witaminę A i E. Emulsja ma ładny,taki otulający zapach, w którym wyczuwam coś "ciepłego" oraz leciutko kokosowego :D Na pewno zużyję z przyjemnością! 
Czas na produkt, którego widok zupełnie mnie nie ucieszył. Jest to Cameleo, czyli trwale koloryzująca farba do włosów od Delii w odcieniu ciemnego brązu. Nie chodzi o sam kolor, ale o fakt, że ja wcale nie farbuję włosów. Moim zdaniem, farba do włosów w boxie jest mało trafionym pomysłem z kilku prostych powodów: można nie trafić z kolorem, nie każdy farbuje włosy ( jak ja ) lub też jak moja mama, robi się to wyłącznie w salonie fryzjerskim albo korzysta się tylko z farb jednego producenta. Nie mam w swoim bliskim otoczeniu osoby, która byłaby zainteresowana przygarnięciem farby, więc jeśli którejś z Was podoba się odcień i chciałaby ją ode mnie dostać, proszę o kontakt :)
Pędzelek Donegal oraz cień do powiek Constance Carroll to wspomiane produkty- niespodzianki ;) Pędzelek jest naprawdę śliczny, pięknie cieniowany i naprawdę bardzo mi się podoba. Na pewno wykorzystam go do malowania brwi, bo nie wyobrażam sobie swojego codziennego makijażu bez tego elementu. Cień posiadam w kolorze nr 15 ( Saturn ) i jest to odcień brązowo- szary z połyskująca poświatą. Marki nie znam, kolor mi się podoba, więc od czasu do czasu na pewno zagości u mnie na powiekach.  
Pełnowymiarowe opakowanie regenerującej emulsji do twarzy Kueshi ma pojemność 50 ml, w Shiny Box'ie znajdziemy mniejszą tubkę o pojemności 30 ml. Trzecie pudełko, czwarty kosmetyk tejże marki, więc powoli zaczyna wiać nudą ;) Emulsja przede wszystkim ma zapobiegać przedwczesnemu starzeniu się skóry. Ładnie pachnie, tak kremowo, bardzo odpowiada mi też jej lekka, a zarazem nieco gęstsza konsystencja. W swoim składzie emulsja ma ekstrakt ze śluzu ślimaka oraz olejek różany. 
Pokazałam Wam już prawie całą zawartość boxa, a Wy jeszcze zastanawiacie się gdzie podziało się obiecane 400,00 zł? Ano jest w postaci vouchera do 3- miesięcznego dostępu do planu zdrowotno- medycznego drBarbara.pl, którego wartość to aż 369,00 zł! Cóż mogę Wam powiedzieć, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ;) Są osoby, które nie ucieszą się z takiego bonu i albo wyrzucą go do kosza albo puszczą dalej w świat, znajdą się też takie, które chętnie z niego skorzystają. Ja osobiście bardziej ucieszyłabym się z vouchera na zabieg kosmetyczny lub fryzjerski w jakieś sieci salonów ( aby nie musieć jechać do Warszawy, ale móc też się udać do bliższych mi Łodzi czy Częstochowy ;) Co jednak ja zamierzam zrobić z kuponem? Sprawdzę go, co mi szkodzi? A nóż widelec znajdę jakiś fajny przepis albo zyskam nową motywację do zgubienia kilograma lub dwóch ;) 
Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć też kosmetyki w saszetkach, które jak już możecie się domyślić trafią w ręce mojej mamy ;) Chusteczka samoopalająca do twarzy i ciała Efektima oraz domowe spa do stóp SheFoot to produkty pełnowymiarowe, a przeciwzmarszczkowy krem MincerPharma to próbka.
Jako ambasadorka otrzymałam dodatkowy produkt, czyli serum do skóry głowy VisPlantis. Jest to kosmetyk z dziegciem brzozowym, więc śmierdzi niemiłosiernie :P Serum ma rozwiązać problemy z łuszczycą, łupieżem oraz z łojotokowym zapaleniem skóry głowy. 
Tak prezentuje się cała zawartość sierpniowego boxa "The Beauty Jungle". Najbardziej zadowolona jestem z pędzelka, emulsji do mycia oraz balsamu do ciała. Najmniej- z farby do włosów. Pudełko okazało się dość nietypowe, z racji, że tym razem to nie kosmetyk jest produktem premium. Czy mi się podoba? Ciężko mi to jednoznacznie stwierdzić- i tak, i nie, mam jednak nadzieje, że wrześniowe będzie lepiej przemyślane ;) A co Wy o nim sądzicie?

07:01:00

Pigmenty do oczu Mystik Warsaw, Kontigo

Pigmenty do oczu Mystik Warsaw, Kontigo
Przybywam dziś z postem, w którym pokażę Wam coś, czego do tej pory u mnie na blogu nie było. I nie myślałam, że kiedykolwiek będzie, znając moje umiejętności makijażowe ;) Mowa o "niezwykle trwałych pigmentach do oczu o intensywnych, połyskujących kolorach" Mystik Warsaw, których mam aż sześć! 
Zacznijmy od tego, czy wiecie jak aplikować pigment? Ja nie wiedziałam, więc musiałam się dokształcić w tym temacie. Z tego co wyczytałam pigmentów w makijażu można używać na dwa sposoby: na sucho i na mokro. Jeśli chcemy użyć pigmentu według pierwszego sposobu, to najpierw musimy na powiekę nałożyć bazę, a następnie nabrać pędzelkiem niewielką ilość produktu, strzepać jego nadmiar i dopiero zacząć nakładać go na skórę. I tu mam dla Was małą radę- lepiej delikatnie "wklepywać" pigment, dzięki czemu unikniecie osypywania się, bo jak zobaczycie na pozostałych zdjęciach, jest to bardzo drobno zmielony, sypki produkt ;) Nakładanie pigmentu drugim sposobem, na mokro, umożliwi wydobycie głębi koloru. Wystarczy do tego zwykła woda, ale możecie też użyć słynnego w blogosferze płynu Duraline z Inglota. Należy zmieszać pigment z płynnym produktem lub aplikować go zmoczonym pędzelkiem. Przy tej metodzie również warto użyć bazy, aby cieszyć się długotrwałym makijażem. 
Skoro troszkę opowiedziałam Wam o tym jak stosować takie pigmenty, to teraz przejdziemy do prezentacji kolorów. Pierwszy z nich to ballet, czyli opalizujący biały wpadający delikatnie w kremowy odcień z subtelnymi złotymi i rozświetlającymi drobinkami. 
Kolejny kolor nazwany został  flamenco i jest to jasny brąz z ciepłymi odcieniami. Można go też nazwać "starym złotem". Również jest to odcień opalizujący, który cudownie mieni się w świetle.
Trzeci kolor to hula. W opakowaniu wygląda na morski odcień niebieskiego, ale na skórze delikatnie wpada w szarość. Na skórze tworzy taflę o srebrno- niebieskim rozświetlającym wykończeniu.
Następny pigment ma cudownie intensywny odcień niebieskiego i nazwany został jazz. Jest to kolor, który z miejsca zdobył moje miejsce. Trochę chłodny, z subtelna srebrną poświatą. 
Salsa to przedostatni pigment, który mam do zaprezentowania. Jest to czyste srebro, pięknie połyskujące w każdych warunkach. 
I na koniec zostawiłam pigment w kolorze klasycznego złota, czyli tango. Myślę, że będę dodawać go do balsamu do ciała, dzięki czemu nada mu rozświetlających właściwości :)
 na ręce od lewej, aplikowane na sucho: jazz, salsa, tango, hula, ballet i flamenco

Zdjęcie nie do końca oddaje urok pigmentów Mystik Warsaw, bo w rzeczywistości prezentują się jeszcze piękniej!
od lewej: flamenco, ballet, hula, tango, salsa i jazz nałożone na czarny lakier hybrydowy

Znacie mnie już na tyle dobrze, że wiecie, iż cieni do powiek używam tyle, co nic, a z pigmentami to ja mam pierwszy raz do czynienia :P Na pewno będę próbowała wykorzystać je w makijażu- z wyjątkiem pigmentu tango, który to będę dodawać do balsamu do ciała, bo czuję iż będzie to fenomenalne połączenie, dzięki któremu zwykłe mazidło do ciała zamieni się w rozświetlające ;)- częściej jednak spotkać je będzie można u mnie na paznokciach! Bo nie wiem czy wiecie, ale takie sypkie kosmetyki świetnie zastępują pyłki do zdobień. Na zdjęciu widzicie wzornik, który przygotowałam specjalnie do dzisiejszego wpisu. Pigmenty nałożyłam na utwardzony top no wipe ( wcześniej oczywiście pomalowałam wzornik bazą i kolorowym lakierem ) i zrobiłam to najzwyklejszą pacynką, a następnie utrwaliłam klasycznym topem, dzięki czemu całość nabrała dodatkowego blasku. Nie wiem jak Wam, ale mnie efekt pigmentów nałożonych na czarny lakier bardzo się podoba, a już szczególnie flamenco i salsa.
Jeśli spodobały Wam się zaprezentowane pigmenty i chciałybyście przetestować je na własnej skórze lub płytce paznokcia ( albo w każdy inny możliwy sposób ), to zapraszam Was do internetowej drogerii Kontigo, gdzie są dostępne po 15,00 zł za 2 gramowe opakowanie. 

07:08:00

Recenzja: Serum do rzęs i brwi oraz do włosów Regenerum

Recenzja: Serum do rzęs i brwi oraz do włosów Regenerum
Obietnice producenta:
Serum do rzęs i brwi składa się z dwóch specjalnie opracowanych formulacji: z eyelinerem do stosowania na linię rzęs zawiera odżywcze lipooligopeptydy, które stymulując cebulki przyspieszają wzrost rzęs oraz zagęszczają i pogrubiają strukturę włosków. Ze szczoteczką do stosowania na całej długości rzęs i brwi posiada w swojej formule żel z aloesu, witaminę E oraz olejek rycynowy, które wnikając we włókna włosków, nawilżają je, uelastyczniają i dogłębnie wzmacniają. Dodatkowo serum w naturalny sposób widocznie je przyciemnia.
11 ml/ około 24,00 zł w aptekach
Rege­ne­ra­cyjne serum do wło­sów spra­wia, że włosy są znów miękkie, gładkie, błyszczące i zdrowe na całej długości. Rege­ne­rum wzmacnia i regeneruje zniszczone włosy, napra­wia­jąc uszko­dze­nia powstałe na sku­tek dzia­ła­nia czyn­ni­ków zewnętrz­nych oraz zabie­gów ter­micz­nych, che­micz­nych i mecha­nicz­nych. Dodat­kowo serum neu­tra­li­zuje ładu­nek elektrostatyczny włosa, dzięki czemu niweluje efekt puszenia, ułatwiając pielęgnację i układanie, a dzięki systemowi stopniowego uwalniania substancji aktywnej, preparat zapewnia długotrwałą pielęgnację włókien keratynowych włosów, od korzenia po samą końcówkę.
125 ml/ około 15,00 zł w aptekach
Moim zdaniem:
Dzisiaj zapraszam Was na recenzję dwóch produktów Regenerum- serum do rzęs i brwi oraz do włosów. Jeden z tych kosmetyków okazał się godnym polecenia, drugi, no cóż, radziłabym go unikać. Domyślacie się może którego z nich nie polubiłam?
Recenzję zaczniemy od serum do włosów. Produkt został zamknięty w miękkiej tubce, której szatę graficzna stanowią czarne napisy na białym tle. Tubka jest wygodna w używaniu, nie wyślizguje się z dłoni, łatwo daje się ugniatać, umożliwiając bezproblemowe wyciśnięcie kosmetyku na dłoń. Serum jest gęste, kremowe, po nałożeniu na włosy nie spływa z nich. 
Regenerum do włosów używałam jak odżywki do włosów, aplikując je od połowy ich długości po same końce i nie spłukując. Serum przede wszystkimi zadbało o to, aby nawilżenie włosów było na odpowiednim poziomie. Pilnowało ( czas przeszły, bo już je zdenkowałam ), aby włosy się nie puszyły ani nie elektryzowały. Wystarczyło użyć go raz, aby włosy były przyjemne w dotyku, miękkie oraz gładkie. Serum dodatkowo zdecydowanie ułatwia rozczesywanie włosów, które są podatniejsze na układanie, zdrowo wyglądają i pozostają w dobrej kondycji.
Wśród składników serum do włosów mamy nasiona z drzewa korab, które poprawiają elastyczność włosów i ich odporność na czynniki zewnętrzne; eks­trakt z kieł­ków soi i pszenicy, działający odżywczo na włosy, a także pro­wi­ta­minę B5 i olej rycynowy, znane ze swoich odżywiających i wzmacniających właściwości
Pora na serum do rzęs i brwi. Jego opakowanie zostało dobrze przemyślane i zaprojektowane. Biała nakrętka z napisami z jednej strony zakończona jest cieniutkim pędzelkiem, z drugiej spiralną szczoteczką. Jednocześnie zakręca dwie, oddzielne buteleczki: w jednej jest mlecznobiała odżywka do rzęs i brwi, w drugiej przezroczyste, lekko żelowe serum do rzęs. Ich aplikacja jest prosta i wygodna: szczoteczką przeczesuję brwi i rzęsy, a na górną linię rzęs nakładam serum, tak samo jak eyeliner. 
W składzie serum do rzęs i brwi znajdziemy lipo­oli­go­pep­tydy, które stymulują cebulki rzęs do produkcji keratyny, czyli głównego budulca włosów; eks­trakt ze świe­tlikadziałający kojąco i łagodząco na delikatną skórę powiek; olej rycynowy, który intensywnie wzmacnia oraz stymuluje wzrost rzęs i brwi; kom­pleks matry­kiny i pro­wi­ta­miny B5 ograniczające wypadanie włosków oraz żel z alo­esu i wita­minę E, które wzmacniają i nawilżają rzęsy i brwi
Serum stosowałam sumiennie, naprawdę długi czas, bo ponad 2 miesiące. Wieczór w wieczór aplikowałam je na brwi i na rzęsy. Niestety, nie mogę opowiedzieć Wam o piorunujących efektach, bo prawdę powiedziawszy nie zauważyłam żadnych, nawet najmniejszych. Serum nie zagęściło ani nie wzmocniło włosków. Rzęsy nie są dłuższe, podkręcone ( jak w przypadku używania serum Bodetko Lash ), wizualnie też nie wyglądają, jakby było ich więcej. Z brwiami sprawa ma się tak samo, w jakim stanie były dwa miesiące temu, w takim są nadal. Jedyny plus jako dostrzegam w tym serum to to, że nie uczula, nie podrażnia, nie wywołuje łzawienia ani szczypania. Jednak to trochę za mało,...
Podsumowując, mimo najszczerszych chęci serum do rzęs nie mogę Wam polecić. U mnie się kompletnie nie sprawdziło. Za to odżywkę polubiłam bardzo. Więc, jeśli macie ochotę poznać produkty Regenerum, to polecam zacząć właśnie od serum do włosów.

06:49:00

Sok z czarnej porzeczki oraz rokintnikowy, czyli Soki Świata od Oleofarm

Sok z czarnej porzeczki oraz rokintnikowy, czyli Soki Świata od Oleofarm
Uwielbiam wypróbowywać nowe rzeczy. Tak na logikę, gdyby tak nie było, tego bloga też by nie było ;) Lubię testować nie tylko kosmetyki, ale też poznawać nowe smaki. Niedawno po raz pierwszy jadłam lody o smaku solonego karmelu, wypatruję czarnych :D, póki co delektując się 100% Sokami Świata o smaku rokitnika oraz czarnej porzeczki.
Soki Oleofarm są w 100% naturalne, nie ma w nich żadnych ulepszaczy, dodatków czy barwników. Oba soki rozcieńczam z wodą mineralną, według własnej proporcji wynoszącej "soku na oko na pół litra wody" :P Mimo iż nie przepadam za czarną porzeczki, to jednak ten sok posmakował mi bardziej. Nie jest cierpki ani nie za słodki, za to bardzo orzeźwiający. Czarna porzeczka ma w sobie dużo witaminy C, a więc wspomaga układ odpornościowy, a dodatkowo spowalnia proces starzenia się skóry. Bogata jest między innymi w flawonoidy, które działają oczyszczająco, oraz w kwarcetynę o właściwościach przeciwalergicznych. Sok z rokitnika ( zwanego też ananasem syberyjskim ) pachnie jak miód, a w połączeniu z wodą smakuje jak... woda z miodem ;) Na początku nie polubiłam się z tym smakiem, ale im dłużej piłam ten sok, tym bardziej mi podchodził. Ma jednak w swoim zapachu coś, co drażni mój zmysł węchu, dlatego pijąc go wstrzymuję oddech i wszystko jest cacy :P Rokitnik również jest bogaty w witaminę C, a poza tym w kwas tłuszczony omega 7, który odpowiada między innymi za ładny wygląd skóry. Powinny go spożywać osoby, które borykają się z problemem podwyższonego cholesterolu oraz z nadciśnieniem tętniczym. Co ciekawe, w soku z rokitnikna znajdziemy serotoniny, wykazujące działanie antydepresyjne oraz usprawniające pracę mózgu. 
Plusem i minusem jednocześnie jest krótki termin spożycia soków po otwarciu. Jest to plus, bo świadczy o braku konserwantów oraz przekonuje o jakości soków. Minus, bo ja sama ( nikt poza mną w domu nie lubi taki soków ) nie jestem w stanie wypić 490 ml soku z rokitnika rozcieńczonego jeszcze w wodzie tylko w siedem dni ;) Sok z czarnej porzeczki powinno się wypić w ciągu 3 tygodni od otwarcia. Jeden i drugi sok powinny też być przechowywane w lodówce, czego ja nie przestrzegałam, a i tak nic się z nimi nie stało. U mnie w miasteczku widziałam je tylko w jednym supermarkecie, gdzie oba soki miały podobną do siebie cenę wahającą się w granicach 20,00 zł. 
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger