07:20:00

Recenzja: Olej z nasion konopi indyjskiej, Nacomi

Recenzja: Olej z nasion konopi indyjskiej, Nacomi
Obietnice producenta:
Olej zimno tłoczony, nierafinowany. Pochodzi z ekologicznych upraw w Kanadzie. Jest pozyskiwany z nasion konopi indyjskiej. Ma kolor zielony, zapach specyficzny dla konopi indyjskiej. Olej ten jest bardzo specyficznym olejem. Zawiera najbardziej ze wszystkich olei zimno tłoczonych zbilansowane nienasycone kwasy tłuszczowe. Są one na tyle zbilansowane, że przypominają naturalna ochronę naszej skóry. Dzięki temu olej ten poprawia ogólną kondycję skóry, która jest przesuszona, trądzikowa lub podrażniona. W dzisiejszych czasach poprzez nadmierne stosowanie chemii w kosmetykach nasza skóra wcześniej niż powinna ma zmarszczki, długo męczymy się z problemem trądziku nawet po 30 roku życia. Skóra jest podrażniona a naczynka zamiast zmniejszać się z czasem się powiększają. Aby zapobiec tym problemom, wystarczy stosować olej z konopi indyjskiej. Widocznie poprawia stan skóry, nawilża ją i zmniejsza zmarszczki. Jest zalecany przy leczeniu trądziku. Dodatkowo zmniejsza naczynka i zapobiega powstawaniu nowym.

Zalecany do stosowaniu w każdym wieku. Najlepiej stosować na noc.
Ciekawostka: Olej z konopi indyjskiej uważany jest za lekarstwo na raka.

30ml kosztuje 15zł, 50ml 22zł, a 100ml 35zł w sklepie internetowym Skarby Świata

Moim zdaniem:
Długo wzbraniałam się przed stosowaniem naturalnych olejków. Jeśli zapytacie 'dlaczego?' to nic Wam nie odpowiem, bo sama nie znam odpowiedzi. Teraz nie umiem wyobrazić sobie mojej pielęgnacji bez olejków, które z powodzeniem mogą zastąpić większość kosmetyków, np. balsam do ciała czy serum do włosów. Więc gdy otrzymałam propozycję współpracy od Skarbów Świata wiedziałam, że jednym z produktów, który wybiorę do testowania będzie olejek, jakikolwiek, taki którego jeszcze nie miałam. Mój wybór padł na olej z nasion konopi indyjskiej, polecany do skóry trądzikowej. 
Do testów otrzymałam buteleczkę o pojemności 30ml. Niby nie jest to dużo, ale olejek jest bardzo wydajny, co pozwoliło mi na dokładnie sprawdzenie jego właściwości. Produkt znajduje się w szklanej butelce, jak na olej przystało ma typowo oleistą konsystencję w kolorze ciemnej zieleni. Zapach jest dość specyficzny i trzeba się do niego przyzwyczaić. 
Olejek przetestowałam dosłownie od stóp do głów na różne sposoby:
włosy- bardzo malutką ilość rozcieram w dłoniach, po czym wcieram w same końcówki. Olejek dociąża włosy, które momentalnie przestają się puszyć i elektryzować. Regeneruje, wygładza i odżywia końcówki, nawilża je i dodaje im delikatnego blasku. 
twarz: olejkiem zastąpiłam krem na noc. Rano buzia jest lekko napięta, dobrze nawilżona, ma wyrównany koloryt i wydaje się być promienna. Dodaję go także do maseczek z glinek, dzięki czemu ich działanie jest wzmocnione, konsystencja jest bardziej kremowa i łatwiej rozsmarowuje się po skórze. 
ciało: olejek bardzo dobrze nawilża, łagodnie natłuszcza skórę, odżywiając i regenerując również najbardziej przesuszone partie ciała jak kolana czy łokcie. Sprawdza się także jako krem do dłoni czy stóp, zmiękczając i wygładzając skórę. 
Słowem podsumowania, jest to kolejny olejek, który bardzo dobrze spisał się w kompleksowej pielęgnacji całego ciała oraz włosów :)

16:01:00

Wyniki rozdania z Drogerią Cytrynową

Wyniki rozdania z Drogerią Cytrynową
Dziś krótko, zwięźle i na temat, czyli ogłoszenie wyników rozdania :)
Przyznam, że wybór do najłatwiejszych nie należał, ale ostatecznie zwyciężczyni została wybrana i jest nią
Benia Besia !!

Bardzo gratuluję i już spieszę z napisaniem e-maila :)

A Was zostawiam z hasłem Benii Besi:
Wspaniałe receptury,
bogactwo świata natury,
najlepszy przepis na urodę
i ciało wiecznie młode.
Piękno Ci przybliżymy,
zdrowym wyglądem otulimy,
bo przepis na urodę znamy
do Drogerii Cytrynowej zapraszamy.


00:01:00

Recenzja: Matująca baza pod makijaż Base Matyfying Primer, Lumene

Recenzja: Matująca baza pod makijaż Base Matyfying Primer, Lumene
Obietnice producenta:
Typ skóry: Do skóry tłustej i mieszanej. Dla cery z dużymi porami.
Rozwiązanie Lumene: Pokrycie  skóry matowym wykończeniem dzięki  wspaniałej, gładkiej bazie pod makijaż. Chroni  skórę przed błyszczeniem przez cały dzień.
Wskazówki: Nałóż produkt na wybrane miejsca (na krem), zwracając szczególną uwagę na strefę T.  Następnie możesz nałożyć podkład lub puder.
Porady wizażystki: Baza matująca może być też użyta sama i da niesamowity efekt, jeśli nie chcesz robić makijażu. Nałóż przede wszystkim na strefę T.
Lumene beauty base Primers bazy zawierają olej z nasion fińskiej borówki brusznicy. Doskonała skóra w błyskawicznym tempie! Dla kobiety w każdym wieku.
Rozwiązanie Lumene: Rozjaśniająca arktyczna borówka brusznica zastosowana w serii Lumene Beauty Base jest pełna odżywczych falwanoidów, nawilżających właściwości i antyoksydantów. Zawiera także witaminę C, aby rozjaśnić odcień skóry. Olej z nasion borówki wspomaga regenerację skóry. Jest ona świeża i lekka, a ty możesz być pewna, że makijaż wytrzyma cały dzień.
Arktyczne składniki - olej z nasion fińskiej lingonberry:
  • 100% naturalny olej pozyskany przez fińskich naukowców
  • Podstawowe kwasy tłuszczowe zawarte w oleju z nasion, kwasie linolowym (omega-6) i kwasie alfalinolowym (omega-3) chronią skórę przed przedwczesnym starzeniem
  • Zawierają rzadką formę witaminy E, tokotrienol, który jest znakomitym antyoksydantem
  • Zawiera witaminę C rozjaśniającą skórę
  • Efekt wzmocnienia, odżywienia i odnowienia 
25ml kosztuje 39,99zł w internetowej drogerii BodyLand
Moim zdaniem:
Jestem "szczęśliwą" posiadaczką mieszanej cery z tendencją do niedoskonałości i świecenia się jak psu jajca ( u mnie w domu się tak mówi :P ), a zarazem nad wyraz aktywną poszukiwaczką wszystkiego, co da jakikolwiek efekt matu na dłużej niż od wyjścia z łazienki do wyjścia z domu. No i znalazłam!
Baza znajduje się w małej tubce utrzymanej w kremowo- granatowej kolorystyce. Moim zdaniem takie połączenie kolorów dodaje opakowaniu jakieś klasy, elegancji :) Tworzywo, z którego zostało wykonane nie jest byle jakiej jakości, jest na tyle elastyczne i giętkie, że wyciśnięcie produkty nie sprawia żadnych trudności, a przez malutką dziurkę wydobywa się tyle kosmetyku, ile potrzeba. Jak napisałam wcześniej, tubka jest niewielka, ale poręczna i na pewno znajdzie się dla niej miejsce w każdej kosmetyczce.
Konsystencja bazy różni się od silikonowych baz, które kupuję najczęściej, ale pod palcami wyraźnie czuję, że odrobinę silikonu w sobie ma, że przy rozsmarowywaniu jej po skórze tworzy delikatną silikonową powłoczkę. W rzeczywistości konsystencja bazy wygląda tak jak na zdjęciu powyżej- trochę kremowa, trochę przypominająca maść, z dodatkiem czegoś żelowego. Dobrze rozprowadza się po skórze, dając matowo-pudrowe wykończenie. Baza ułatwia równomierne rozprowadzenie podkładu po skórze, który gładko sunie po twarzy. Sama w sobie jest lekka, nie czuć jej na twarzy, nie powoduje żadnego uczucia dyskomfortu. 
Przetestowałam ją z kilkoma różnymi podkładami i mogę Wam szczerze napisać, że baza nie współpracuje ze wszystkimi podkładami. Zupełnie nie potrafi się zgrać z podkładem 123 Pefrect Bourjois, który kilka godzin po nałożeniu na bazę zaczyna się ścierać, błyszczeć i ciążyć na twarzy. Dużo lepiej sprawdza się z podkładem Colorstay Revlon, z Lasting Performance Max Factor czy z dużo tańszym Max Satin Soraya. Z tymi podkładami gwarantuje matowe wykończenie, nie na cały dzień jak to obiecuje producent, ale na 6 godzin na pewno, przynajmniej w moim przypadku, później potrzebuje delikatnego wsparcia matującego pudru. Baza łagodnie wygładza nierówności skóry oraz przedłuża trwałość i świeżość makijażu.
Przez kilka dni stosowałam bazę codziennie i nie zauważyłam, by miała negatywny wpływ na cerę. Sprostała moim wymaganiom, zapewniając mojej cerze matowy wygląd na długie godziny. Przy tym jest tak wydajna, że naprawdę nie wiem kiedy dobije dna, a jej cena jest jak najbardziej adekwatna do jakości :) 

00:03:00

Upominki ze spotkania blogerek

Upominki ze spotkania blogerek
O spotkaniu blogerek w Krakowie pisałam pod koniec sierpnia ( o tu właśnie tu ), a dziś mam dla Was wpis typowo chwalipięcki :P, czyli o upominkach, które otrzymałam na spotkaniu i którymi obładowana musiałam iść najpierw przez Rynek, a później tłoczyć się z nimi w wypchanym po same brzegi autobusie powrotnym do domku :P Nie to żebym się żaliła, tak tylko piszę słowem wstępu, ale już przechodzę do rzeczy :)
W trosce o kompleksową pielęgnację stóp, marka SheFoot podarowała każdej z nas torebkę wypchaną po same brzegi: odświeżającym dezodorantem, kremem odżywczym, kremem na popękane pięty i przeciw zrogowaceniom oraz naturalnym peelingiem. Od mojej ukochanej Equilibry dostałam solny peeling oraz kilka próbek, m.in. wzmacniającego szamponu. Od MySecret otrzymałam utwardzającą odżywkę do paznokci, od Bandi antybakteryjny tonik głęboko oczyszczający plus kilka próbek, a od Mario Luigi serum młodości, które powędrowało do mamy. Gentle Day przygotowało zestaw promocyjny składający się z kilku wkładek i podpasek, testu do badań pH oraz długopisu. 
Pani Renata z Maroko Sklep obdarowała każdą z nas torebką, w której mogłyśmy znaleźć czarne mydło, olejek arganowy, glinkę rhassoul w płatkach, rękawicę Kessa, mydło z olejkiem arganowym, naturalny khol oraz figową konfiturę. Kornelia, która jest ambasadorką Anatomicals zrobiła nam niespodziankę i postarała się o kilka drobiazgów na nasze spotkanie. Każda dostała co innego, mnie przypadł żel pod prysznic o zapachu róży i jaśminu, mydło do dłoni pachnące miętą i cytryną oraz dwie botaniczne maseczki do twarzy. 
Od Oillan dostałam żel pod oczy oraz płyn micelarny. Drugi płyn micelarny i drugi krem pod oczy, a także dwa kremy ( na dzień i na noc ) oraz rozświetlający balsam to upominki od AA Cosmetics.
Jednym ze sponsorów była Soraya, dzięki której mam możliwość poznania nowości, czyli wyszczuplająco- ujędrniającego balsamu do ciała, modelująco- ujędrniajacego kremu do biustu oraz dwóch kryjących podkładów. Od Elfa Pharm również otrzymałam niemałą torebkę, a w niej same łopianowe dobroci do włosów, czyli odbudowujący balsam- maskę, serum, szampon i naturalny olejek. 
Po spotkaniu wróciłam do domu aż z pięcioma nowymi lakierami! Dwa w odcieniu niebieskiego i fioletu plus błyszczyk dostałam od Paese, a kolejne trzy od Virtual. W torebeczce Virtual znalazłam jeszcze dwa błyszczyki, korektor i kredkę do oczu. Nareszcie mam okazję poznać markę Love Me Green, od której otrzymałam krem rozświetlający. Nowością jest dla mnie także Biokap, teraz będę mogła sprawdzić jak na moich włosach zadziała jeden z ich produktów, czyli maska regeneracyjno- naprawcza. Biały Jeleń zadbał o mój demakijaż, czyli trzeci płyn micelarny do kolekcji :P A dzięki marce Pilomax szamponów do włosów prędko mi nie braknie :P 
Obiecałam Wam jeszcze pokazać identyfikator, który wykonała jedna z organizatorek, Karolina :)
Bardzo dziękuję wszystkim sponsorom za upominki :)

06:33:00

Recenzja: Odżywczy balsam do ust z olejkami roślinnymi, Laura Conti

Recenzja: Odżywczy balsam do ust z olejkami roślinnymi, Laura Conti
Obietnice producenta:
Z olejkiem arganowym, olejkiem jojoba i olejkiem ze słodkich migdałów. Efektywnie i kompleksowo działający balsam do ust. Dzięki kombinacji aktywnych składników – olejków arganowego, jojoba, ze słodkich migdałów oraz masła kakaowego i wosku pszczelego skutecznie chroni, doskonałe nawilża i odżywia delikatny naskórek ust. Sprawia, że nawet szorstkie usta stają się delikatne, miękkie i gładkie, chroni je przed przesuszeniem.

3,6 g/ 5,49 zł w sklepie internetowym lub w Rossmannie
Moim zdaniem:
Blogowanie pozwala mi na poznawanie marek, o których istnieniu wcześniej nawet nie słyszałam lub na które nie zwróciłabym uwagi, bo za tanie/za drogie/za niepozorne/itp. ( nie potrzebne skreślić ). Tak właśnie jest w przypadku produktów Laura Conti, które są tanie jak przysłowiowy barszcz, a mimo to bardzo dobre. W szczególności dotyczy to kosmetyków do pielęgnacji ust, o czym przekonałam się najpierw testując sztyft, a mocno utwierdziłam dzięki pomadce ochronnej, której dedykowany jest ten post.
Opakowanie balsamu do ust, co tu dużo mówić, wykonane zostało z kiepskiej jakości plastiku. Wystarczy drobny upadek z niewielkiej wysokości, by pojawiły się pierwsze pęknięcia i rysy. Utrzymane jest w perłowo-biało-zielonych kolorach i moim zdaniem jest to połączenie udane, przyjemne dla oka. Pomadka jest nieduża i znajdzie się dla niej miejsce w małej kopertówce oraz w torebce do pracy ( w której ciężko ją znaleźć pośród walających się innych rzeczy typu łyżeczka, gumy do żucia, cała masa nikomu niepotrzebnych świstków papierków i porwanych paragonów, itp. :P ). 
Balsam ma delikatny zapach i jest bezbarwny. Jego konsystencja jest taka jaka powinna być, czyli kremowa i zbita, ale jednocześnie lekka, co sprawia, że gładko sunie po ustach. Nakładanie pomadki to sama przyjemność, a nawet kilka jej warstw nie skutkuje sklejaniem się warg czy uczuciem chemicznego posmaku na ustach.
Pomadka dba i dobrze pielęgnuje delikatną skórę ust. Oprócz odpowiedniego nawilżenia, zapewnia ustom niesamowitą gładkość, miękkość oraz delikatny połysk. Radzi sobie z spierzchniętą skórą ust oraz niweluje suche skórki. Sprawdza się także jako baza pod szminki, które dłużej trzymają się na ustach, a takie które lubią wchodzić w zmarszczki ust, po prostu już tego nie robią. 
Podsumowując, pomadka Laura Conti jest kolejnym przykładem, że tani kosmetyk to dobry kosmetyk :)
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger