07:14:00

Recenzja: Liposomowe serum do twarzy na bazie stabilnej witaminy C, C Intense, Cosmobell

Recenzja: Liposomowe serum do twarzy na bazie stabilnej witaminy C, C Intense, Cosmobell
Obietnice producenta:
C Intense to nowoczesny preparat przeznaczony do pielęgnacji skóry twarzy i ciała. Dzięki zastosowaniu najnowszych osiągnięć nanotechnologii C Intense wyróżnia się niezwykłą głębokością wnikania składników aktywnych, która zapewnia nieosiągalną dotąd skuteczność działania! Przewagą serum C Intense jest zastosowanie nanotechnologii. Obecnie ta metoda jest jedną z bardziej interesujących dla kosmetologów metodą przenikania substancji aktywnych przez skórę. Większość produktów kosmetycznych działa na powierzchniowe warstwy skóry, nie docierając do jej żywych warstw. W wyniku wieloletnich badań udało się opracować metodę umożliwiającą transport cennych składników do głębszych warstw skóry. 
SKŁAD: AQUA, GLYCERIN, PROPANEDIOL, ASCORBYL GLUCOSIDE, MORUS ALBA ROOT EXTRACT, PALMITOYL TRIPEPTIDE-5, SODIUM HYALURONATE, XANTHAN GUM, TRIDECETH-9, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, LECITHIN, ALCOHOL, POLYSORBATE 20, PROPYLENE GLYCOL, SODIUM HYDROXIDE, SODIUM CHLORIDE, SODIUM CHOLATE, RETINYL PALMITATE, TOCOPHEROL, PHENOXYETHANOL, ETHYLHEXYLGLYCERIN, PARFUM, D-LIMONENE, LINALOOL, CITRAL, CITRONELLOL.
30 ml kosztuje 109,00 zł w dobrych sklepach internetowych, np. w tym
Moim zdaniem:
Witaminy C nie muszę nikomu przedstawiać. Znana od pokoleń ze swoich właściwości wspomagających odporność, znalazła również swoje zastosowanie w kosmetyce. Zawarty w niej kwas askorbinowy jest silnym przeciwutleniaczem wolnych rodników, tym samym spowalnia procesy starzenia się skóry. W wieku 27 lat powinnam pomyśleć o przyszłości mojej skóry, co by jej młodym wyglądem cieszyć się jak najdłużej, dlatego do swojej codziennej pielęgnacji twarzy wprowadziłam liposomowe serum C Intense na bazie stabilnej witaminy C. 
To, że serum Cosmobell jest liposomowe oznacza, że jego aktywne składniki, takie jak tytułowa witamina C, a także kwas hialuronowy, tripeptyd kwasu palmitynowego oraz ekstrakt z korzenia białej morwy, zamknięte są w strukturach, które ułatwiają ich przenikanie do wnętrza skóry. Oznacza to, że serum nie działa powierzchownie, ale dociera do głębszych warstw skóry. 
W niedużej, ciemnobrązowej szklanej buteleczce znajduje się 30 ml produktu o żelowo- wodnistej konsystencji oraz delikatnie kremowym, półprzezroczystym zabarwieniu. Buteleczka wyposażona jest w prostą pipetkę, która bardzo ułatwia aplikację i pozwala na wygodne oraz higieniczne stosowanie serum. Pipetka ma białe, gumowe zakończenie, otoczone grubą obrączką w kolorze matowego złota. Całość sprawia wrażenie luksusowego produktu. Coś w tym jest, bo cena kosmetyku sięga powyżej 100,00 zł.
Serum ma troszkę cierpki, cytrusowy zapach. Nie wszystkim może się spodobać, mnie zupełnie nie przeszkadza, że czuć kwaskowatą nutę podczas aplikowania. Serum jest bardzo wydajne, zawartość jednej pipetki pozwala na wsmarowanie produktu w skórę twarzy i szyi. Liposomowy kosmetyk stosuję na noc, po dokładnym demakijażu i oczyszczeniu skóry. Jest ostatnim etapem mojej wieczornej pielęgnacji, chociaż zdarzyło mi się raz czy dwa wpuścić kilka jego kropel do maseczki, np. ze spiruliny, dzięki czemu jej oddziaływanie na skórę było jeszcze lepsze. Serum rozprowadzam kulistymi ruchami po twarzy i szyi. Bardzo szybko się wchłania. Nie pozostawia po sobie lepkiego czy tłustego filmu, nie powoduje żadnego dyskomfortu, chociaż natychmiast po nałożeniu lekko napina skórę, ale równie szybko "puszcza". Serum C Intense nie podrażnia, nie uczula, ani nie przesusza. Nie pojawiają się po nim żadne zaczerwienienia, nie zapycha porów, nie ma przykrych niespodzianek podczas jego stosowania. Przeznaczone jest dla wszystkich typów cery. 
Na efekty działania serum musiałam chwilę poczekać, nie jest to produkt dający błyskawiczne efekty. Wierzę jednak, że warto było na nie czekać i że będą długofalowe ;) Jak już wiecie, serum stosuję na noc. O poranku skóra jest uspokojona i delikatnie nawilżona. Przy regularnym stosowaniu, zauważyłam poprawę w jędrności i napięciu skóry, a także nieznaczną sprężystości. Ponadto koloryt skóry jest wyrównany, a wydzielanie sebum i błyszczenie skóry unormowane.  Dodatkowo przyuważyłam, że przebarwienia szybciej bledną ( w końcu! ). Dzięki serum kondycja skóry ma się lepiej, a ponadto mniejsze zmarszczki są wygładzone. Myślę, że jeszcze troszkę i te większe też będą "podprasowane". No i mam nadzieję, że, gdy serum dobije dna, efekt odmłodzenia tylko się wzmocni ;) Równocześnie z serum Cosmobell zaczęłam stosować żel do mycia twarzy z kwasem migdałowym Norel ( myślę, że jego recenzja też ukaże się na blogu ) i albo mi się wydaje, albo ta dwójka okaże się moim wybawieniem w potyczkach z podskórnymi grudkami. Nie chcę zapeszyć, ale odkąd produkty te zagościły w mojej pielęgnacji, zauważyłam, że są one jakby drobniejsze, jest ich jakby mniej, słabiej rzucają się w oczy, dają się ładniej zakamuflować makijażem.
Uważam, że liposomowe serum do twarzy na bazie stabilnej witaminy C Cosmobell jest świetnym produktem, który zadba o naszą skórę sprawiając, że na długo pozostanie młoda, piękna i zdrowa. Serum to skutecznie przekonało mnie do kosmetycznych właściwości witaminy C, którą zamierzam na stałe wprowadzić do pielęgnacji mojej problematycznej skóry twarzy. 

00:02:00

Łagodzący krem pod oczy, Sylveco

Łagodzący krem pod oczy, Sylveco
Obietnice producenta:
Hypoalergiczny, łagodzący krem pod oczy przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji wrażliwej i delikatnej skóry wokół oczu. W jego składzie znalazły się ekstrakty z kory brzozy, chabru bławatka oraz świetlika, które działają łagodząco, kojąco i zmniejszają obrzęki. Dzięki specjalnie dobranej, bezzapachowej formule, krem poprawia strukturę skóry, przywracając jej właściwy poziom nawilżenia oraz sprężystość. Usuwa objawy zmęczenia i zaczerwienienia, hamuje procesy starzenia się skóry.

30 ml kremu kosztuje w okolicach 30,00 zł 
Moim zdaniem:
Nie muszę Wam mówić, że dobry krem pod oczy to podstawa pielęgnacji delikatnej skóry wokół nich. Mimo że wiedziałam o tym od dawna, dość długo zajęło mi wyrobienie w sobie nawyku systematycznego wklepywania kremu w okolice oczu. Dziś nie mam z tym problemu, a moim sprzymierzeńcem w dbaniu o skórę pod oczami, od kilku tygodni, jest łagodzący krem Sylveco z chabrem, świetlikiem i brzozą.
Owalną buteleczkę o pojemności 30 ml otrzymujemy w kartoniku. Zarówno pudełeczko, jak i sama buteleczka, utrzymane są w skromnej, przejrzystej, jaśniutkiej kolorystyce z niebieskim akcentem, takim jak rysunek chabru. Krem pod oczy Sylveco wyposażony jest w pompkę airless, która zapewnia wygodne, ale przede wszystkim higieniczne dozowanie produktu. Całość, łącznie z chroniącą nasadką, wykonana jest z mocnego, grubego tworzywa, któremu upadki na kafelki w łazience są niestraszne. Jak już wspomniałam, pojemność kremu to 30 ml, którą należałoby zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Oj, chyba będę miała problem z wyrobieniem się w tym czasie, bo krem jest bardzo wydajny. Niecała pompka wystarcza mi na wklepanie kremu w skórę pod oczami i na powieki. 
Według producenta, krem jest bezzapachowy, ja jednak wyczuwam delikatny zapaszek, trochę taki kremowy, a troszkę ziołowy. Przyjemny i szybko ulatniający się.  Konsystencja kremu jest leciutka niczym śmietanka. 
Rano, cienką warstwę kremu, delikatnie wklepuje opuszkiem palca w okolice oczu i na powieki. Kosmetyk dobrze współpracuje z korektorami, chroniąc wrażliwą skórę przed ich bezpośrednim oddziaływaniem czy wysuszaniem. Wieczorem, przynajmniej raz- dwa razy w tygodniu, używam kremu jako swoistą maseczkę pod oczy, nakładając grubszą warstwę. Tak zastosowany krem wykazuje dużo większe właściwości nawilżające i łagodzące. Rano, skóra pod oczami wygląda na wypoczętą i promienną. Ogólnie rzecz ujmując, krem łatwo się rozprowadza, szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego bądź też lepkiego filmu. Chroni delikatną skórę pod oczami, poprawia jej napięcie i elastyczność, łagodnie rozświetla i dobrze nawilża. Krem doceniłam także za to, że nie podrażnił delikatnej skóry wokół oczu, że nie szczypie w oczy, nie powoduje łzawienia ani żadnego innego dyskomfortu. 
Cena łagodzącego kremu pod oczy Sylvevo nie przekracza 30,00 zł. Dostępny jest w sklepach zielarskich lub też w drogeriach internetowych. Myślę, że moja skóra pod oczami będzie mi wdzięczna za ten krem w przyszłości. Chętnie jeszcze do niego powrócę, ale po drodze zamierzam poznać jeszcze inne kremy do pielęgnacji skóry pod oczami. Na rynku kosmetycznym jest tak wiele nowości, że szkoda było by wiernie trwać tylko przy jednym produkcie :P

00:10:00

Recenzja: Dezodoranty- atomizery Lilia Wodna i Kwiat Pomarańczy, CD

Recenzja: Dezodoranty- atomizery Lilia Wodna i Kwiat Pomarańczy, CD
Obietnice producenta:
Dezodorant CD Happy w formie atomizera o świeżym i pobudzającym zapachu kwiatu pomarańczy, zapewnia zastrzyk energii oraz niezawodną ochronę przed nieprzyjemnym zapachem aż do 24 godzin. Dezodorant CD w atomizerze z naturalnym wyciągiem z lilii wodnej zapewnia długotrwałą świeżość, pewność i pielęgnację skóry.
  • Przebadany dermatologicznie
  • Odpowiedni dla skóry wrażliwej
  • Nie pozostawia białych śladów
  • Nie zawiera soli aluminium
Moim zdaniem:
W letnie, upalne dni wiele kosmetyków zamieniam na ich lżejsze odpowiedniki. Z recenzji błyszczyka 3D Smart Girls Get More wiecie już, że zastąpiłam nim matowe pomadki, a ulubiony podkład ColorStay Revlon lżejszymi fluidami lub kremem BB. Ukochane perfumy też chwilowo odstawiłam w dalszy róg toaletki, bo w zasięgu ręki postawiłam dwa dezodoranty CD, o zapachu lilii wodnej i kwiatu pomarańczy.
Producent nazwał swój produkt dezodorantem, o działaniu przeciwpotowym, chroniącym przez 24 godziny, nie pozostawiającym białych śladów. Jednocześnie zaopatrzył go w wyrazisty zapach i atomizer, który uwalnia pojedynczą zapachową mgiełkę. Jedno z drugim jakoś mi się "gryzie". I bądź tu, blogerko, mądra i napisz recenzję... 
Dezodoranty zostały umieszczone w wąskich, szklanych butelkach. Posiadają sprawnie działające atomizery. Przy okazji recenzji żelu pod prysznic ( klik dla zainteresowanych ) wspomniałam, że szata graficzna nie przykułaby mojej uwagi podczas zakupów i nadal podtrzymuję to zdanie. Jest ona czytelna, przyjemna dla oka, ale nie ma w sobie tego czegoś, co wyróżnia produkt wśród innych, co przyciąga wzrok i mówi "bierz mnie!". 
Zapachy dezodorantów mogłyby być wyraźne, ładne i lekkie. Lilia Wodna mogłaby nie być dusząca, a kwiat pomarańczy mógłby charakteryzować się świeżością i rześkością. Mogłyby, gdyby nie dwie wady deo atomizerów. Po pierwsze, oba są bardzo nietrwałe, bardzo szybko ulatniają się ze skóry czy ubrań. Po drugie, na pierwszym miejscu w składzie mamy alkohol, który, nie jakoś wybitnie mocno, ale jednak czuć podczas aplikacji. I mam wrażenie, że jego ulotna woń ciągnie się dopóty, dopóki zapach nie wywietrzeje. Czyli, w porywach, do godziny czasu, co w takiej sytuacji można uznać za zaletę. Bo innych walorów deo atomizerów, mimo szczerych chęci, nie znalazłam...  
Kosmetyki CD spotkacie w niedużych sklepikach z kosmetykami, w drogeriach Hebe oraz, podobno, w sieci delikatesów Piotr i Paweł. Produkty CD nie są drogie, 75 ml deo atomizerów kosztuje około 10,00 zł.  
Nawiązując do wstępu, dezodoranty postawiłam w zasięgu swojej ręki, ale przyznam Wam szczerze, że na sobie nie używam ich z jakąś wielką przyjemnością. Wszystko przez ten wyczuwalny w zapachach alkohol. Coś jednak muszę z nimi zrobić... Więc znalazłam dla nich inne zastosowanie i używam ich jako odświeżaczy powietrza :P 

07:00:00

Czerwcowy projekt denko

Czerwcowy projekt denko
Kolejny miesiąc się skończył, czas na podsumowanie zużytych kosmetyków. 
Tym razem, wyjątkowo, podzieliłam je na trzy grupy, kolejno: twarz, ciało i włosy.
1. Błyszczyk do ust Wild Rose, Lumene- mam to szczęście, że chyba nigdy nie trafiłam na błyszczykowy bubel. Błyszczyk Lumene charakteryzuje się gęstą konsystencją i pięknym, owocowym zapachem. Na ustach tworzy efekt mokrej tafli. O innych jego zaletach przeczytacie w recenzji.
2. Lipowy płyn micelarny, Sylveco- płyn, którego nie muszę nikomu przedstawiać, bo niejedna z Was go miała lub mieć będzie ;) Jest delikatny dla skóry, ale bezwzględny dla kosmetyków kolorowych ( nie wiem jak radzi sobie z wodoodpornymi ). Więcej poczytacie o nim w recenzji. 
3. Żel myjący do twarzy, BioLaven Organic- to nie jest to żel dla mnie. Jest zbyt delikatny, za mało się pieni, jest za bardzo wodnisty. Wolałam go zużyć jako żel pod prysznic. 
4. Czarne mydło w płynie pomarańczowe z olejkiem arganowym, Maroko Sklep- samo w sobie nie przypadło mi do gustu. Dopiero, gdy połączyłam je z soniczną szczoteczką, pokazało na co je stać. Więcej o produkcie w tej recenzji
5. Maseczka do twarzy z połczyńską borowiną i masłem shea, Uzdrowisko Połczyn- maseczka przeznaczona do suchej cery, ale na tłustej/mieszanej też dobrze się sprawdza :) Zapraszam na jej recenzję
6. Cukrowy peeling do ciała Jagodowa Muffinka, Perfecta Spa- peeling, który polubią zarówno fanki mocnych zdzieraków ( na sucho ) oraz te, które preferują delikatniejsze ścieranie martwego naskórka ( na mokro ). Ja wolę pierwszy sposób, moim zdaniem daje lepsze efekty. Skóra jest niesamowicie wygładzona i napięta, a olejek orzechowy zapewnia jej odpowiednie nawilżenie. 
7. Olejek arganowy, Maroko Sklep- wielofunkcyjny olejek, do którego wracam najczęściej. Świetnie działa na włosy, skórę i paznokcie. Więcej o jego możliwościach poczytacie w recenzji
8. Zimowy żel pod prysznic, Isana- żel z edycji limitowanej o przepięknym, karmelowo- waniliowym zapachu. Och, o zapachu można poematy pisać! Ale ja nie mam aż takiego daru pisarskiego... Ponadto żel jest naprawdę świetny, jeden z lepszych Isany. Niech żałują te, które nie załapały się na niego w Rossmannie. 
9. Kremowy żel pod prysznic Joyful, Isana- jeszcze jeden żel z limitowanej edycji, tym razem z ekstraktem z czarnej jagody. Fajnie się pieni, dobrze myje, nie wysusza skóry, czyli robi to, co ma robić. Ma mocny, ciemno niebieski kolor, który troszkę odbarwił mi gąbkę. 
10. Zmywacz do paznokci, Isana- jedno denko, a tyle produktów Isany :P I to jeszcze pod rząd :P Nie będę się rozpisywać, bo ile razy można powtarzać, że jest do najlepszy zmywacz do paznokci jaki może tylko być? 
11. Czekoladowy krem do rąk i paznokci, Sweet Secret, Farmona- krem o zapachu, który przy codziennym stosowaniu może szybko zrobić się mdły. Krem, który im dłużej się używa, tym mniejszy daje efekt.  
12. Odżywka odbudowująca Cement- Ceramid Elseve, L'Oreal- szybko się polubiłam z tą odżywką. Jest bardzo gęsta, treściwa i nie spływa z włosów. Dociąża włosy, eliminując ich puszenie się i elektryzowanie, dodaje im elastyczności i miękkości oraz ułatwia ich rozczesywanie. Na pewno do siebie wrócimy. 
13. Szampon odbudowujący Cement- Ceramid Elseve, L'Oreal- z szamponem też spotkamy się jeszcze nie raz ;) Genialnie się pieni, nie podrażnia skóry głowy, dobrze myje i oczyszcza, a po wysuszeniu włosy są sypkie, wygładzone i miękkie w dotyku.

00:02:00

Czerwiec na zdjęciach

Czerwiec na zdjęciach
wiecie jak wygląda żal za grzechy kobiety? "kupiłam niebieską bluzeczkę. żałuję, żałuję okropnie, że nie wzięłam jeszcze czerwonej" ( skecz "Góral na zakupach" Kabaretu Młodych Panów- polecam obejrzeć, padniecie ze śmiechu :D ). no więc, abym miała czystsze sumienie, kupiłam bluzeczki w Lidlu we wszystkich dostępnych kolorach :P | w pierwszy weekend czerwca bawiłam się na weselu, gdzie zajadałam się... ślimakami :P i miałam takie o, ładnie paznokcie pomalowane :D | 37 stopni po godzinie 17:00... masakra... | troszkę "przejadł" mi się pędzel Hakuro do aplikowania podkładu, postanowiłam wypróbować znane w blogosferze gąbeczki Real Techniques. na razie jestem w fazie testów, chociaż recenzja powoli się już tworzy. przed zakupem szczotki Tangle Teezer długo się wzbraniałam, ale w końcu uległam :P
 w czerwcu zamówiliśmy obrączki, które odebraliśmy kilka dni temu :) załatwiliśmy już sprawy formalne w Gminie, ustaliliśmy większość szczegółów z księdzem, ja intensywnie szukam materiału i koronki na suknię ślubną, a w lipcu zamierzamy uporać się z zaproszeniami :) | moje ostatnie uzależnienie. każdego dnia rano zachodzę do Biedronki, by potem popijać sobie smoothie w pracy | moje skromne zamówienie z Golden Rose. od teraz wzbraniam się nogami i rękami przed kolejnymi zakupami, skupiam się na zużywaniu zapasów. może w końcu się z nich wydostanę :P | nie jestem zagorzałą fanką piłki nożnej, ale meczy naszej reprezentacji podczas Euro nigdy bym sobie nie odpuściła. w tym roku grają na naprawdę wysokim poziomie, a mecz ze Szwajcarią! myślałam, że zejdę na zawał przy dogrywkach, a później przy karnych :P szkoda jednak, że z Portugalią wynik był odwrotny...
przygotowania do ślubu, remonty, sesja i praca skutecznie wypełniły cały mój czas. na tyle, że zabrakowało mi go na czytanie, więc w tym miesiącu skończyłam tylko dwie książki | sezon na owoce w pełni! | plusy czekania na koleżankę? dostrzeganie takich ślicznych kwiatuszków ;) | wielkie testowanie z marką Lirene :D 
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger