To się nazywa interes życia!

piątek, 30 sierpnia 2013 58 komentarzy
Uwielbiam kupować książki na stronie znak.com.pl, ponieważ nikt nie robi takich promocji jak oni! A ostatnią promocją przeszli nawet samych siebie- we wtorek 27sierpnia co drugą książkę można było kupić z 99% rabatem! Nie byłabym sobą gdybym nie skorzystała, dzięki czemu moja biblioteczka wzbogaciła się o kolejne 8 książek w tym o trzy, które kosztowały mnie po 15gr oraz o jedną za zawrotną sumę 33gr! :D
A to dowód dla niedowiarków :D

Swoją drogą zastanawiające jest to jak im się opłaca robić takie promocje, prawda?
Czytaj więcej »

Miesiąc na zdjęciach, sierpień

czwartek, 29 sierpnia 2013 31 komentarzy
 tort z wieczoru panieńskiego | jeden z licznych wakacyjnych mani | kawa+oliwa z oliwek=najlepszy peeling do ciała ! | moje zdjęcie na głównej Bangli
 relaks z książką | na zdrowie owocowy koktajl | wycieczka rowerowa z przyjaciółką | czekolada, że palce lizać !
 dużo wody dla ochłody | nowe bikini | glamour | prezent ślubny dla przyjaciółki i jej męża
owoce z bitą śmietaną-mniam | 'wydziergana' lokomotywa na rynku w Manufakturze | mogłabym jeść na okrągło | piękna historia miłosna- polecam
Czytaj więcej »

Sierpniowy projekt denko

środa, 28 sierpnia 2013 43 komentarze
1. Łagodzący balsam po depilacji Sensual- spodziewałam się czegoś lepszego, a to najzwyklejszy balsam po depilacji. 
2. Żel pod prysznic Original Source- odkąd kupiłam dwupak tych żeli w Biedronce często można je teraz spotkać w mojej łazience :) Fajnie się pienią, mają fantastyczne zapachy, nie wysuszają skóry i dobrze ją oczyszczają- ja nic więcej nie wymagam :)
3. Globalne serum antycellulitowe 360 stopni Dermo Body Cellulite Tołpa- recenzja tutaj
4. Antyperspirant Dry Comfort Nivea- dobry antyperspirant, którego lepiej nie stosować bezpośrednio po depilacji :P
5. Czekoladowy peeling myjący gruboziarnisty z masłem kakaowym Ziaja- ma dziwną taką kisielowatą konsystencję, jest mało wydajny i wcale nie jest gruboziarnisty, ale zgodnie z obietnicami producenta myje i masuje skórę, wygładza i zmiękcza.  
6. Korund Mikrodermabrazja Zrób Sobie Krem- perfekcyjnie ściera martwy naskórek, wygładza i sprawia, że skóra odzyskuje blask i równy koloryt. Trochę ciężko się zmywa i nie nadaje się dla osób z wrażliwą cerą, bo jest naprawdę mocnym zdzierakiem. 
7. Żel-krem nawilżający do skóry normalnej i mieszanej Triple Active Fresh L'Oreal- recenzja wkrótce
8. Odżywczy krem do rąk Be Beauty- bardzo dobry i naprawdę tani krem do rąk. Po wysmarowaniu nim dłoni są one gładziutkie, nawilżone, odżywione i mięciutkie. 
9. Mgiełka chroniąca włosy przed działaniem wysokiej temperatury Marion- to moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie :)
10. Żel mocny w spray'u Hegron- recenzja tutaj
11. Szampon z olejem z pestek moreli Bingo Spa- recenzja tutaj
12. Tusz do rzęs Revlon 3 D Extreme- pisałam już o nim w ostatnim denku. Niestety to już moje ostatnie opakowanie tego tuszu nad czym bardzo ubolewam :( Jeśli któraś z Was będzie mieć szczęście spotkać ten tusz to nie zastanawiajcie się tylko śmiało kupujcie! :D
13. Korektor do twarzy Liquid Concealer- nie polecam. Na cienie pod oczami się nie nadaje, a jego krycie pryszczy/zaczerwienień/blizn jest naprawdę minimalne.
14. Błyszczyk do ust Safari- tak bardzo lubię te błyszczyki, że w zapasie mam jescze dwa :) Są tanie, mają szeroka gamę kolorystyczną do wyboru, ładnie nabłyszczają usta i nawilżają je. Są troszke nietrwałe, ale za cenę mniej niż 5zł wybaczam im to :)
15. Szampon do włosów suchych i puszących się Wella Pro Series- nie mam zdania na temat tego szamponu. Nie zauważyłam by poprawił lub pogorszył stan moich włosów. Raczej nie kupię ponownie. 
16. Mleczko pod prysznic Kokosowa Terapia Ziaja- zapach ma trochę mdlący, ale i tak lubię to mleczko :) Dobrze się pieni, nie wysusza skóry i jest bardzo wydajne. 
17. Intensywnie regenerujący szampon z proteinami mlecznymi i laktozą Biovax- dozowanie tego szamponu to istna męczarnia, ale rekompensuje to jego działanie. Po umyciu włosy są miękkie, błyszczące, nawilżone, nie elektryzują się i dużo lepiej się układają. 
18. Woda micelarna do demakijazu twarzy i oczu- recenzja tutaj
19. Nawilżający płyn micelarny do demakijazu oczu i twarzy Ultra Nawilżanie AA technologia Wieku- nie podrażnia oczu, dobrze zmywa makijaż i odświeża buzię. 
20. Żel do golenia Satin Care- świetny żel do golenia, tylko trochę drogi. 
21. Nawilżający żel do mycia ciała AA Ciało Wrażliwe- fajnie pachnie, tak cytrusowo, ale jest szalenie nie wydajny- skończył mi się po niecałych dwóch tygodniach. Ma rzadką konsystencję, dobrze sie pieni, nie wysusza skóry, ale też jej nie nawilża.
22. Zmywacz do paznokci Isana- najlepszy zmywacz do paznokci!
Czytaj więcej »

DIY- filcowa zakładka do książki

poniedziałek, 26 sierpnia 2013 55 komentarzy
Korzystając z pomysłu Ani z bloga "chwytać marzenia" po raz pierwszy zrobiłam własne DIY, czyli filcową zakładkę do książki :)  
Nie jest tak ładna i perfekcyjnie wykończona jak Ani, ale jak na pierwszy raz nie jest chyba aż tak tragicznie, co :)?

Czytaj więcej »

Recenzja: Hipoalergiczny i antybakteryjny krem z tlenkiem cynku Flodomax, Sudopharma ( kiedyś Sudomax )

sobota, 24 sierpnia 2013 29 komentarzy
 Obietnice producenta:
Wyjątkowo łagodny i skuteczny krem stworzony dla ochrony szczególnie delikatnej skóry dziecka, narażonej na otarcia zaczerwienienia spowodowane używaniem pieluszek. Krem działa łagodząco na skórę i tworzy barierę ochronną przed działaniem czynników zewnętrznych, takich jak np. mocz, mogący powodować podrażnienia. Krem może być stosowany do łagodzenia skutków odparzeń i odmrożeń pielęgnacji skóry skłonnej do podrażnień i zaczerwień oraz skóry trądzikowej w celu zachowania jej dobrej kondycji i ochrony. Zawarty w kremie tlenek cynku posiada właściwości antybakteryjne i ściągające, odżywczy olej ze słodkich migdałów, dzięki zawartości cennych kwasów omega-6 i -9, wygładza i przywraca skórze równowagę lipidową. Pantenol przyspiesza jej regenerację, a lanolina działa zmiękczająco i wygładzająco.

Cena: ok. 10zł / 55g; 13zł / 110g, do kupienia w aptekach
 Skład: Aqua, Petrolatum, ozokerite, Hydrogenated Castor Oil, Glyceryl Isostearate, Polyglyceryl-3 Oleate, Zinc Oxide, paraffinum Liquidum, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Glycerin, Cera Alba, lanolin, Stearyl/PPG-3 Myristyl Ether Dimer Dilinoleate, magnesium Sulfate, panthenol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Lavandula Angustifolia Oil, Linalool.
Moim zdaniem:
O Flodomaxie ( wcześniej znanym jako Sudomax ) czytałam wiele pozytywnych opinii, a dzięki portalowi Bangla po kilkutygodniowym testowaniu ja także mogę korzystnie wypowiedzieć się o tym kremie :)
Do testowania otrzymałam dwa 55gr słoiczki w szarawym kolorze, z różową nalepką oraz białym odkręcanym wieczkiem. W wspomnianym słoiczku konsystencja kremy wydaje się ciężka, zbita i tępawa, ale wystarczy wziąć odrobinę na palec by przekonać się, że w rzeczywistości jest ona przyjemna w dotyku, leciutka i z zadziwiającą łatwością rozsmarowuje się do skórze. Taka konsystencja sprawia, że krem jest szalenie wydajny, że wystarczy go ociupinka by posmarować sporą część wybranego fragmentu ciała. Pozostając jeszcze w temacie konsystencji pragnę nadmienić, że jest ona śnieżnobiała, a sam krem pachnie mentolowo.
Nie mogę uskarżać się na odparzenia czy odmrożenia, ale na problemy z trądzikiem już tak i krem ten stosowałam głównie z myślą, że wspomoże moją bezustanną walkę z nieprzyjacielem ( zabrzmiało groźnie, wręcz po wojskowemu :P ). Codziennie wieczorem nakładałam grubszą warstwę kremu, a rano budziłam się z gładką, ukojoną i napiętą buzią. Wrogów typu krostki i pryszcze delikatnie wysusza i przyspiesza ich gojenie się oraz znikanie, a zaczerwienienia są złagodzne i dużo mniej widoczne. Krem nie ściąga skóry, ale odżywia ją i regeneruje. Po odstawieniu kremu nie zauważyłam by stan mojej cery uległ pogorszeniu, nie pojawiły się żadne przykre niespodzianki. Zarówno w trakcie stosowania jak i po odstawieniu nie zauważyłam, by krem podrażnił skórę lub uczulił.
Warto jeszcze wspomnieć, iż Flodomax nie zawiera ani parabenów, ani sztucznych substancji zapachowych za co zasługuje na spory plus. Jest to polski produkt, który naprawdę warto mieć w swojej łazience :)


Kosmetyk otrzymałam od serwisu bangla.pl
w ramach współpracy z Klubem Kejt

Czytaj więcej »

Recenzja: Szampon z olejem z pestek moreli bez SLES/SLS, Bingo Spa

czwartek, 22 sierpnia 2013 34 komentarze
Obietnice producenta:
SLS i SLES to skrót nazw dwóch detergentów, powszechnie stosowanych w kosmetyce. Odpowiednio jest to: laurylosiarczan sodu oraz etoksylowany laurylosiarczan sodu. Sa to składniki stosowane od kilkudziesieciu lat. Wbrew pogłoskom, mitom i zwykłym przekłamaniom, stosowanie SLS i SLES w kosmetykach nigdy nie budziło wątpliwości organizacji nadzorujących bezpieczeństwo kosmetyków. 
Niektóre osoby z wrażliwą skórą głowy lub posiadające delikatne włosy, mogą czuć dyskomfort po zastosowaniu szamponów z tradycyjnymi detergentami. Szampon BingoSpa bez SLES/SLS z olejem z pestek moreli stworzyliśmy z myślą o takich osobach.
Olej morelowy zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, kwas oleinowy i linolowy, a także witaminę A oraz składniki mineralne, które dbają o prawidłowe funkcjonowanie skóry głowy oraz zdrowy wygląd włosów. Nawilżające i zmiękczające działanie oleju z pestek moreli zwiększa elastyczność włosów, zwiększa odporność na rozdwajanie się końcówek, nadaje włosom jedwabisty blask i miękkość.
Zawiera keratynę oraz łagodne i przyjazne dla włosów i skóry substancje myjące. 

100ml/12zł do kupienia tutaj

Moim zdaniem:
Nie jestem włosomaniaczką, ale przykładam szczególną wagę do pielęgnacji włosów. Chętnie sięgam po nawilżajace maski do włosów, sprawdzam nowe odżywki do włosów i testuję przeróżne szampony, ostatnio nawet te bez dodatku SLES i SLS, na przykład takie jak ten z Bingo Spa. 
Zaraz po rozwarciu koperty z kosmetykami od Bingo Spa doznałam nie małego zaskoczenia, albowiem moim oczom ukazała się między innymi mała buteleczka, w której przeważnie można kupić syrop na kaszel, a nie szampon do włosów :P Jakby tego było mało, to konsystencją też przypomina syrop na kaszel- niby gęsty, ale lejący się, dodatkowo przezroczysty i o słodko-mdlącym zapachu, który za nim w świecie nie kojarzy mi się z morelami. Kolejnym i zarazem już ostatnim zaskoczeniem okazała sie wydajność tego maleństwa-100ml buteleczka wystarczyła mi na kilkanaście myć.
Po umyciu włosów tym szamponem są one nieco szorstkie w dotyku i matowe, ale wystarczy użyć odżywki lub maski do włosów by cała szorstkość zniknęła- ta zależność sprawdza się za każdym razem i bez względu na to czy odżywka jest nawilżająca, podkreślająca kolor czy dodająca blasku. 
Dodatkowo biorąc pod lupę zapewnienia producenta mogę stanowczo stwierdzić, że:
* szampon nie nawilża włosów, ale też ich nie wysusza;
* nadaje włosom miękkość, ale tylko przy użyciu odżywki do włosów;
* widocznie poprawia stan końcówek, są one zregenerowane oraz bardziej odporne na uszkodzenia i rozdwajanie się;
* nie zauważyłam aby dodawał włosom większego blasku.
Podsumowując, szału nie ma, ale jeśli komuś zależy na zregenerowaniu końcówek to serdecznie polecam :)
Czytaj więcej »

Moja biblioteczka

środa, 21 sierpnia 2013 46 komentarzy
"Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy" Cyceron

Jakiś czas temu otrzymałam e-maila z prośbą o pokazanie mojej biblioteczki. Dziś spełniam to życzenie i serdecznie zapraszam Was do zajrzenia w moją biblioteczkę :)
 Jedna z wiszących półek nad biurkiem...
 ...druga...
 ... i trzecia, która wisi nad komodą.
 Książki na komodzie.
 Regał zastawiony książkami.
 Zbliżenie na książki na górnych półkach...
...i na dwóch dolnych.
Czytaj więcej »

Recenzja: Aloesowe Chusteczki Złuszczające, Equilibra

poniedziałek, 19 sierpnia 2013 31 komentarzy
 Obietnice producenta:
Chusteczki złuszczające z aloesem (20%) zawierające alantoninę i glicerynę, zapewniają głębokie oczyszczenie i równowagę hydrolipidową skóry twarzy w dwu prostych krokach: 1. ZŁUSZCZANIE, 2. WYGŁADZANIE. Zielona szorstka strona chusteczki delikatnie usuwa martwe komórki i zanieczyszczenia, a miękka wygładza skórę twarzy, przywracając jej naturalną równowagę.

Dlaczego aloesowe chusteczki złuszczające?
-Wysokie stężenie aloesu: 20%;
-Aloes pozyskiwany w ręcznym procesie ekstrahowania na zimno, nie pasteryzowany, bez obróbki chemicznej;
-Wzbogacone alantoniną i gliceryną;
-Bezalkoholowe, nie zwierają chemicznych substancji złuszczających;
-Naturalne i łagodne;
-Testy wykazały iż regularne stosowanie chusteczek 2/3 razy w tygodniu usuwa do 37% więcej martwych komórek oraz wykazuje do 40% większą podatność skóry na zabiegi nawilżające i odżywcze. 

20sztuk/około 13zł w aptekach doz.pl
 Moja opinia:
Przyznam się, że do wszelkiego rodzaju chusteczek nawilżających/peelingujących/do demakijażu podchodziłam troszkę jak pies do jeża, uważając, że są gorsze od kremu nawilżającego, od peelingu czy od płynu micelarnego. Jednak dzięki marce Equilibra zaczynam zmieniać zdanie ;)
Utrzymane w delikatnie zielonej kolorystyce opakowanie zawiera aż 20 chusteczek o wymiarach 15cm x 20cm, które najlepiej zużyć w ciągu trzech miesięcy po otwarciu. Chusteczki są na tyle duże, że pozwalają na oczyszczenie nie tylko twarzy, ale także szyi i dekoltu. Każda z nich z jednej strony nasączona jest balsamem, a z drugiej pokryta małymi złuszczającymi grudkami, które do najostrzejszych nie należą, więc po te chusteczki mogą sięgać także osoby z wrażliwą cerą. 
Chusteczki stosuję dwa razy w tygodniu, przeważnie wieczorami i zgodnie z wskazówkami producenta najpierw używam szorstkiej strony chusteczki, która usuwa cały martwy naskórek, a następnie tej nasączonej balsamem aloesowym, która sprawia, że moja skóra jest nawilżona i miękka. Po użyciu chusteczek wyraźne czuć, że skóra jest oczyszczona, ukojona, wygładzona i delikatna w dotyku. 
Takie chusteczki świetnie sprawdzą się na wakacyjnych wyjazdach zastępując nam i peeling i krem, a tym samym ustępując miejsca w walizce na dodatkową parę klapek lub szortów :)
 Strona nawilżająca
Strona złuszczająca
Czytaj więcej »

Mini przegląd pocztowy

piątek, 16 sierpnia 2013 48 komentarzy
Ostatni post był o małym przeglądzie nowości, a dziś równie mały przegląd pocztowy :)
W ostatnich dniach z rąk listonosz odebrałam dwie przesyłki z portalu Szafa.pl. W jednej z nich znalazła się bawełniana torebka, którą dostałam z wymiany punktów; a w drugiej pozłacany łańcuch, który zamierzam przerobić i oczywiście pochwalić się na blogu :D
 Ostatnia paczka obfitowała w kosmetyki do testowania, które dostałam w ramach współpracy z marką Sanbern, która swoją działalność rozpoczęła w 2007 roku, w swojej ofercie ma 250 produktów nie tylko dla urody, ale także dla zdrowia oraz jest wyłącznym dystrybutorem firmy Krauterhaus Sanct Bernhard KG. Do przetestowania otrzymałam szampon z kofeiną przeciwko wypadaniu włosów, krem wzmacniający do paznokci oraz ochronny krem do rąk. 


Zapraszam do ciągle aktualizowanej zakładki "Książki na wymianę" :)
Czytaj więcej »

Mini przegląd nowości

wtorek, 13 sierpnia 2013 35 komentarzy
Wczoraj wybrałam się na małe zakupy w poszukiwaniu nowej szczotki do włosów, którą udało mi się kupić w atrakcyjnej cenie 12,99zł, a przy okazji wzbogaciłam moją biblioteczkę o kolejne pozycje w szalenie niskich cenach ( od góry: 6,99zł, 9,99zł oraz 9,99zł ). Takie zakupy to ja lubię :)
Czytaj więcej »

Szarość z odrobiną różu

poniedziałek, 12 sierpnia 2013 53 komentarze
Safari szary, nr 330
Safari różowy, nr 157
Czytaj więcej »

"Książę Mgły" Carlos Ruiz Zafon

niedziela, 11 sierpnia 2013 23 komentarze
Rodzina Carverów (trójka dzieci, Max, Alicja, Irina, i ich rodzice) przeprowadza się w roku 1943 do małej osady rybackiej na wybrzeżu Atlantyku. Zamieszkuje w domu niegdyś należącym do rodziny Fleishmanów, których dziewięcioletni syn Jacob utonął w morzu. Od pierwszych dni dzieją się tutaj dziwne rzeczy; nocą w ogrodzie Max widzi posągi artystów cyrkowych. Dzieci poznają kilkunastoletniego Rolanda, od którego dowiadują się różnych ciekawostek o miasteczku i o zatopionym pod koniec pierwszej wojny statku. Poznają także dziadka Rolanda, latarnika Victora Kraya. To on opowie im o złym czarowniku, Księciu Mgły, który gotów jest spełnić każdą prośbę lub życzenie, ale w zamian żąda bardzo wiele. Coś, co dzieciom wydaje się jeszcze jedną miejscową legendą, szybko okazuje się zatrważającą prawdą. Musiało upłynąć wiele lat, by Max zdołał wreszcie zapomnieć owe letnie dni, podczas których odkrył, niemal przypadkiem, istnienie magii.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                              Źródło LubimyCzytać.pl
Moje stałe czytalniczki wiedzą, że jestem wielką miłośniczką książek i pochłaniam je jedna za drugą. Mimo mojego uwielbienia dla literatury rzadko piszę o tych pozycjach, które przeczytałam. Skoro więc już piszę o jakieś książce, to musi ona być naprawdę wyjątkowa, musiała wywrzeć na mnie ogromne wrażenie, a tym samym naprawdę warto samemu ją przeczytać :) I tak właśnie jest z powieścią, której poświęcam dzisiejszą notkę. 
"Książę Mgły" jest debiutancką książką hiszpańskiego pisarza Carlosa Ruiza Zafona. Z jego twórczością spotkałam się pierwszy raz kilka lat temu, gdy znajomy polecił mi "Marinę". Tak bardzo zachwalał tę pozycję, że po prostu musiałam ją przeczytać i tym samym wsiąkłam na całego w twórczość tego hiszpańskiego autora.  Dla mnie Zafon tworzy świat, któremu nie tak łatwo się oprzeć. Jak napisała jedna blogerka ( niestety nie pamiętam, na którym blogu dokładnie to przeczytałam ) jego powieści się nie czyta, ale je się widzi, dzięki wyjątkowemu stylowi pisania, który jest przejrzysty, prosty, a jednocześnie bardzo obrazowy i poetycki.
Akcja książki rozgrywa się w 1943 roku, czyli jeszcze w czasie trwania II wojny światowej. Główny bohater, Max Carver wraz z rodziną, rodzicami i dwiema siostrami przeprowadza się do małego nadmorskiego miasteczka. Całą piątką wprowadzają się do domu byłego lekarza, w którym miejsce miała ogromna tragedia- dziewięcioletni syn poprzednich właścicieli utonął w morzu. Już od samego początku Max jest świadkiem dziwnych wydarzeń- wskazówki zegara na dworcu kolejowym poruszają się nie w tym kierunku co trzeba, a niedaleko domu odnajduje ogród z tajemniczymi, mrocznymi posągami, które poruszają się. Jednak dopiero spotkanie z nastoletnim Rolandem, jego dziadkiem i tajemniczym Księciem Mgły sprawią, że Max stanie się świadkiem niewytłumaczalnych zdarzeń i odkryje istnienie magii.
Niespełne dwieście stron czyta się bardzo szybko i z charakterystycznym dreszczykiem oczekiwania na to co wydarzy się na pozostałych stronach powieści. Książka ta to mieszanka przygody, magii i uczuć towarzyszących pierwszej nastoletniej miłości. Nie jest to pozycja wybitna, z wyższej półki, ale potrafi wciągnąć, przykuć uwagę i pochłonąć bez reszty. Bo przede wszystkim jest to powieść o poświęceniu, prawdziwej przyjaźni, miłości, której nawet śmierć nie jest straszna. A także o tym, że ciężko jest walczyć z przeznaczeniem, bo często z góry jesteśmy skazani na przegraną. 
Ukłon należy się nie tylko autorowi, ale także grafikom z wydawnictwa Muza za projekt okładki książki, który w każdym szczególe oddaje klimat jej zawartości, otoczki tajemniczości, magii i strachu. 
Książka skierowana jest głównie do młodzieży, ale moim zdaniem każdy znajdzie w niej coś wartościowego dla samego siebie, bez względu na to ile ma lat. 
Czytaj więcej »

TAG: 50 faktów o mnie :)

piątek, 9 sierpnia 2013 41 komentarzy
Ostatnio tag ten jest wszechobecny w blogosferze, przeżywa swój ponowny rozkwit,
więc i ja pomyślałam żeby nieco przybliżyć Wam moją skromną osobę :)

1. Moje imię z bierzmowania to Łucja.
2. Jestem zodiakalnym Baranem i wiele cech przypisanych temu znakowi odnajduje u siebie, między innymi porywczość, upartość, radzenie sobie w trudnych i skomplikowanych sytuacjach, niecierpliwość, niezależność czy chęć do rządzenia i kierowania innymi :D 
3. Jestem jedynaczką.
4. Od prawie 6 lat mam prawo jazdy, a mimo to jeżdżę naprawdę rzadko- ostatni raz jakieś... 2 lata temu :P
5. Jestem strasznym nerwusem, szybko się irytuję i podnoszę głos.
6. W dzieciństwie byłam straszną bałaganiarą. Teraz wkurzam się jak coś nie jest na swoim miejscu, jak mam nierówno ułożone książki na półce czy nie pościelone łóżko.
7. Jestem typowym skowronkiem, tzn. wstaję bardzo wcześnie nawet po imprezie czy w niedziele. Odkąd wróciłam do domu, czyli gdzieś od połowy czerwca dzień zaczynam  o 5:30 rano ;)
8. Odkurzania, pastowania, mycia podłóg unikam jak ognia.
9. Lepiej mi wychodzi pieczenie ciast niż gotowanie.
10. Chociaż uwielbiam czytać, to w całej swojej karierze edukacyjnej przeczytałam może z 7 lektur :P
11. Przez pierwsze 7 lat swojego życia mieszkałam na wsi.
12. "Przyjaciele", "Detektyw Monk", "Miodowe Lata" i "Mamuśki" to seriale, które mogłabym oglądać codziennie i nigdy mi się nie znudzą.
13. Bez kalendarza czuję się jak bez ręki. Zapisuje w nim totalnie wszystko nawet listę zakupów, pomysł na posta czy że mam zahaczyć o bankomat :P
14. Jestem torebkomaniaczką! W swojej szafie mam ponad 25 torebek.
15. Mam słabość do fast foodów...
16. Zawsze robię to co chcę i chodzę pod prąd: wszyscy znajomo wybierają się do miejscowego LO? to ja wyszukam takie, które ma wyższy poziom, o którym nikt nie słyszał i które jest oddalone o ponad 20km od mojego miasteczka! wszyscy pchają się na studia do Wrocławia? to ja pójdę do Łodzi! wszystkie kupiły czarne sukienki na bal gimnazjalny? to ja pokażę się w czerwonej! :D
17. Najlepiej pracuje mi się pod presją czasu. Im mam mniej czasu na zrobienie czegoś, tym bardziej się sprężę i lepiej to zrobię. Dlatego wszystko zostawiam na ostatnią chwilę i bardzo lubię mieć z góry ustalone terminy.
18. Czytanie książki zaczynam od...ostatniej strony. A właściwie od ostatniego zdania książki. Po prostu lubię wiedzieć jak zakończy się czytana historia, a ostatnie zdanie przecież nic i tak nie zdradza z całej fabuły :)
19. Piekielnie boję się węży... Do tego stopnia, że kiedyś z koleżanka narobiłyśmy strasznego pisku na plaży widząc zaskrońca :P
20. Lubię czytać plotkarskie portale typu Pudelek oraz gazety, np. Show :D
21. Nauka języków obcych idzie mi dość opornie...
22. Paznokcie u stóp maluje nawet zimą :D 
23. Pozostając w temacie paznokci- u dłoni maluje je co drugi dzień, u stóp raz w tygodniu nawet jeśli wyglądają jakby były pomalowane dosłownie przed sekundą :P
24. Nie lubię masła, ale kanapki bez "liźnięcia" masłem nie zjem :P
25. Szybciej mówię niż myślę, co czasami ma marne skutki...
26. Moja szafa pęka w szwach, ale to nie przeszkadza mi mówić, że "znowu nie mam się w co ubrać" :P
27. Był czas kiedy w mojej szafie nie było ani jednej sukienki czy spódniczki.
28. Urodziłam się ze stopą końsko-szpotawą. Przeszłam kilka operacji, dużo czasu spędzałam w szpitalach, sanatoriach i na rehabilitacji, a na nodze mam cztery pooperacyjne blizny.
29. Odkąd posiadam bloga z ręką na sercu mogę przyznać, że jestem uzależniona od Internetu.
30. Konto bankowe założyłam dopiero na drugim roku studiów :P
31. Uwielbiam kupować biżuterię, ale jedyną rzeczą jaką noszę jest łańcuszek z serduszkiem od ukochanego.
32. Nie lubię przepłacać ani wydawać dużej sumy na jedną rzecz, np. nigdy nie kupiłam spodni droższych niż 70zł.
33. Kocham wyprzedaże, promocje, wszelkie zniżki, gratisy i kupony :D
34. Będąc małą dziewcznką chodzącą do przedszkola uważałam, że mój głos chłopięcy i wstydziłam się odzywać :P
35. W życiu mam więcej szczęścia niż rozumu :P Niektórzy w ogóle mówią, że jestem w czepku urodzona :)
36. Jako jedynaczka marzę o dużej rodzinie.
37. Pozostając w temacie i wybiegając nieco w przyszłość to powiem Wam, że moje dzieci będą mieć zaj*bistą matkę :D
38. Mam coś na kształt manii liczenia, tzn. liczę ile ziemniaków kupuję, ile truskawek wrzuciłam do galaretki, a ile borówek do jogurtu :P W dodatku zawsze to musi być parzysta liczba :P
39. Nigdy nie farbowałam włosów. 
40. Nigdy nie leciałam samolotem.
41. Zawsze chciałam mieć starszego brata. 
42. Według wielu osób jestem podobna do Angeliny Jolie.
43. Kilka razy spotkałam się z opinią, że sprawiam wrażenie niedostępnej i wyniosłej, takiej do której strach podejść. Ci co jednak nie bali się do mnie zagadać mówią, że jednak klawa ze mnie babka :D
44. Jestem bardzo punktualna, a jeśli mam się spóźnić choćby 2 minuty zawsze to tym uprzedzam. Zaś osoby spóźnialskie postrzegam jako nie szanujące mnie ani mojego czasu. 
45. Nie łapię nic z chemii i fizyki i czasami zastanawiam się jak zaliczyłam te przedmioty w szkole :P
46. Bez wytuszowanych rzęs nie wyjdę nawet po bułki do sklepu czy pożyczyć cukier od sąsiadki.
47. Podoba mi się zapach benzyny i paliwa. 
48. Bardzo łatwo nabijam sobie siniaki. Obecnie mam trzy i nie mam pojęcia kiedy i gdzie je nabiłam.
49. Moje imię zawdzięczam filmowi "Piękna Angelika" :)
50. Nie widzę różnicy pomiędzy Coca-Colą a Pepsi oraz między piwem Tyskie a każdym innym, które nie jest smakowe :P

To by było na tyle :)
Zaciekawiło Was coś konkretnego? Może macie jeszcze jakieś pytania? :)
Czytaj więcej »

Recenzja: Globalne serum antycellulitowe 360 stopni z efektem ultradźwięków, Tołpa

środa, 7 sierpnia 2013 36 komentarzy
 Obietnice producenta:
Redukuje cellulit nagromadzony i stwardniały, odporny na działanie diety w całym obszarze ciała oraz zlokalizowany w nietypowych miejscach: łydki, kolana, biodra, brzuch, ramiona.Działa na komórki tłuszczowe jak ultradźwięki, stymulując rozkład tłuszczu, przyspiesza ich metabolizm i redukuje tkankę tłuszczową o ok.10%. Wyszczupla i modeluje ciało, eliminuje nadmierne centymetry w obwodach ciała: do - 3 cm w ramieniu, do - 2,5 cm w udzie, do - 2 cm w łydce, do - 2 cm w talii. Wspomaga usuwanie toksyn i nadmiaru wody. Silnie nawilża, ujędrnia i uelastycznia skórę. Wygładza nierówności, zwiększa napięcie i sprężystość skóry.
0%:
- alergenów,
- sztucznych barwników,
- PEG – ów,
- silikonów,
- oleju parafinowego,
- donorów formaldehydu,
- naturalny kolor,
- roślinne składniki aktywne,
- fizjologiczne pH,
- konserwanty,
- opakowanie bezpieczne dla środowiska – poddawane recyklingowi.

250ml/okoł 65zł
Blisko dwa miesiące temu otrzymałam przesyłkę z kosmetykami Tołpy. Oczywiście zaraz zabrałam się za testowanie pierwszego z nich, czyli Globalnego Serum Antycellulitowego 360 stopni z efektem ultradźwięków. Serum dobiło już dna, puste opakowanie wylądowało w koszyczku od Projektu Denko, więc najwyższa pora napisać o nim kilka słów :)
Chyba jak większość z Was podchodzę dość sceptycznie do antycellulitowych kosmetyków, bo nie ma co się oszukiwać- samym wsmarowywaniem czegoś w ciało niewiele zdziałamy. Potrzebny jest także ruch i zdrowa dieta. Dlatego podczas stosowania tego serum przykazałam sobie, że zgodnie z radą producenta będę udawać, że nie widzę restauracji typu fast food oraz zacznę więcej się ruszać. O ile z tym drugim dobrze sobie radzę, o tyle z dotrzymaniem pierwszego postanowienia jest kiepsko... Uwielbiam jeść! Dużo, często i nawet niezdrowo! Ale nawet moja okropna dieta nie okazała się straszna dla tego serum i co miało zrobić z cellulitem to zrobiło :)
Serum znajduje się w 250ml poręcznej butelce z dozownikiem. Pompka nie zacina się i zawsze dozuje odpowiednią ilość kosmetyku. Całość opakowania wykonana jest z mocnego i transparentnego plastiku oraz zapakowana w kartonik w środku którego znajdują się praktyczne informacje i wskazówki jak walczyć z pomarańczową skórką.
Konsystencja jest rzadka, lekka, ładnie pachnie i jest w kolorze toffi. Bardzo łatwo rozsmarowuje się i zadziwiająco szybko wchłania w skórę nie pozostawiając tłustej czy lepkiej warstewki. 
Serum wystarczyło mi na około dwa miesiące. Stosowałam je głównie na uda każdego dnia, czasami nawet dwa razy dziennie i zawsze zgodnie z wskazówką producenta, tzn. wsmarowywanie kosmetyku zaczynałam od kolan i masując zmierzałam ku górze.
Muszę przyznać, że efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Skłamałabym gdybym napisała, że cellulit zniknął całkowicie, ale nie zgrzeszę pisząc, że jest on  dużo mniej widoczny, spłycony i jakby rozbity od środka. Skóra na udach jest nawilżona, znacznie gładsza, bardziej miękka w dotyku, wygładzona i napięta. Uda są wysmuklone i nawet nie potrzebuję centymetra by stwierdzić, że co nieco z nich ubyło, a po ich  ściśnięciu nierówności są mało widoczne. 
Dużym minusem tego produktu jest jego cena- w Rossmannie widziałam, że kosztuje blisko 65zł. Chociaż patrząc z drugiej strony można rzecz, że jego działanie jest bezcenne :)

Kosmetyk otrzymałam od serwisu bangla.pl
w ramach współpracy z Klubem Kejt

Czytaj więcej »

Moje zamówienie z Zrób Sobie Krem- obiecałam, to pokazuję :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013 51 komentarzy
 Od mojego ostatniego zamówienia ze strony Zrób Sobie Krem minął przeszło rok. Kilka kosmetyków już dawno mi się pokończyło, a ja zbierałam się z zamówieniem i zbierałam, aż w końcu się zmobilizowałam i zrobiłam większy zapas naturalnych peelingów, jeden jest z owoców aronii, a drugi z nasion bzu czarnego. Stałym punktem moich zamówień z ZSK jest spirulina oraz kwas hialuronowy. Dodatkowo zamówiłam korund i po raz pierwszy marokańską glinkę, a bułgarski hydrolat z róży dostałam jako gratis do zakupów :)
Czytaj więcej »

Fluid matująco-wygładzający City Matt, Lirene+ Festiwal Piękna Douglas

piątek, 2 sierpnia 2013 45 komentarzy
Od producenta:
Fluid matująco-wygładzający, ma właściwości wygładzające i matujące. Specjalna formuła Nylon 12 sprawia, że skóra jest jedwabista i doskonale matowa. System mikrogąbeczek pochłania nadmiar sebum. Witaminy E i C doskonalą kondycję skóry twarzy i zachowują jej młody wygląd.
Do wyboru są 4 kolory: naturalny 204, beżowy 207, toffee 208, tiramisu 209

30ml/ około 25zł
Moja opinia:
Nie umiem tego wyjaśnić, ale nie mam przekonania do kosmetyków Lirene, w przeciwieństwie do mojej mamy, ale dzięki podkładowi City Matt powoli, małymi kroczkami zaczynam nabierać zaufania do tej marki kosmetycznej. Kilka miesięcy temu niespodziewanie skończył mi się podkład, więc biegiem pognałam do Rossmanna po nowy. Problem jednak polegał na tym, że był koniec miesiąca, więc mój portfel aż piszczał z braku pieniędzy :P , ale ja uparte dziewczę jestem i po prostu musiałam wyjść z nowym podkładem! Akurat w promocji były podkłady z AA i Lirene, wszystkie za mniej niż 20zł, czyli akurat za tyle ile miałam tego dnia w portfelu. Bez większego przekonania wzięłam z półki podkład City Matt w odcieniu 208 Toffee, który okazał się jednym z lepszych podkładów jakie kiedykolwiek miałam i już zakupiłam drugie opakowanie, na pewno nie ostatnie :) 
Podkład kryje się w niepozornym, szarym opakowaniu z higieniczną pompeczką. Buteleczka jest bardzo wygodna, a aplikator płynnie działa i dozuje taką ilość kosmetyku ile dusza zapragnie. Wadą tego opakowania jest brak przezroczystości, więc nie wiadomo kiedy produkt ma się ku końcowi. 
Zapach jest delikatny, taki mydlano- pudrowy i szybko się ulatnia. Konsystencja jest dokładnie taka jak lubię- kremowa, nie za gęsta i taka...satynowa. Z łatwością rozsmarowuje się po twarzy, nie tworząc smug, zacieków ani efektu maski. Ładnie stapia się z cerą, a po nałożeniu buzia jest gładziutka i aksamitna w dotyku. Podkład ładnie wyrównuje koloryt cery, nie podkreśla suchych skórek i jest w ogóle nie wyczuwalny na buzi. Dodatkowym atutem tego produktu jest także to, że nie ściera się w ciągu dnia i nie ciemnieje. 
Mogłabym się przyczepić do efektu matowienia. Przy mojej mieszanej cerze mat utrzymuje się około 3 godzin, później muszę już lekko przypudrować twarz. Tu muszę zaznaczyć, że efekt matu nie jest płaski, a skóra nabiera takiej... promienistości :) Nie jest to podkład kryjący, ale z pomocą korektora całkiem nieźle tuszuje wszystkie niedoskonałości, blizny i plamki. 
Zapewne najbardziej ciekawi Was trwałość tego podkładu ;) Nie wiem czy faktycznie zgodnie z zapewnieniami producenta utrzymuje się na buzi aż 16godzin, ale 8-10 to na pewno, więc moim zdaniem jest to bardzo trwały kosmetyk. Sprawdza się nawet w upalne dni, ładnie "trzyma się" buzi nie spływając.
Podkład jest bardzo wydajny, spokojnie wystarcza na 2 miesiące codziennego używania ( gdzieś wyczytałam, że przy codziennym stosowaniu może zapychać; ja używałam go codziennie przez okres 3 tygodni i nic takiego nie zaobserwowałam, mimo że moja buzia ma tendencje do zapychania ), a przy demakijażu nie sprawia żadnych trudności, ładnie schodzi zarówno przy użyciu płynu micelarnego jak i mleczka.
Słowem zakończenia muszę jeszcze wspomnieć, że do niedawna nie cierpiałam kupować podkładów. W drogerii odcień wydaje się zawsze w porządku, a w domu po umalowaniu jestem zawiedziona, bo albo jest za jasny albo za ciemny albo jakiś taki szarawy... Zaś odcień 208 Toffee jest jakby stworzony dla mnie i teraz kupowanie podkładu to dla mnie bułka z masłem- jeśli chcę przetestować jakiś nowy to porównuje jego kolory z City Matt, dzięki czemu mogę mieć pewność, że tym razem nie kupię nietrafionego koloru, a kosmetyk nie wyląduje na dnie kosmetyczki :)

Artykuł możecie przeczytać także tutaj


Wielki Festiwal Piękna w perfumeriach Douglas!



Chcesz poznać sekret piękna i odmienić swój look? Odwiedź swoją perfumerię Douglas w terminie od 16 lipca do 12 sierpnia 2013 i skorzystaj z wyjątkowych ofert. Tylko do 12 sierpnia przy zakupach otrzymasz miniatury kosmetyczne, próbki, atrakcyjne upominki i rabaty! Przyjdź do jednej z ponad stu perfumerii i poczuj się jak u siebie. Będziesz mogła skorzystać z bezpłatnych porad konsultantów, którzy doradzą w temacie makijażu, pielęgnacji czy doboru zapachów.


Strefa Letnich Cen, w której znajdziesz wybrane produkty luksusowych marek dostępne w atrakcyjnych, niskich cenach. Szukaj specjalnych ofert cenowych na perfumy, kremy pielęgnacyjne i kosmetyki z segmentu make- up takich marek jak: Collistar, Mont Blanc, Isadora, Valentino czy Rouge Bunny Rouge.


W ramach Wakacyjnego Festiwalu Prezentów przy zakupie wybranych produktów do pielęgnacji takich marek jak Sensai Kanebo, Elie Saab, Dr Irena Eris, Tom Ford, a także perfum m.in. Balenciaga czy Lanvin, otrzymasz wyjątkowe prezenty w postaci miniatur produktów, atrakcyjnych upominków i rabatów na kolejne zakupy.


Douglas to nie tylko zakupy! Na wszystkich odwiedzających perfumerie czekają konsultanci, którzy indywidualnie pomogą dobrać odpowiedni kosmetyk, odkryją tajemnice świata zapachów i zaprezentują nowości. W każdej perfumerii możesz skorzystać z jedenastu usług w tym aż z ośmiu bezpłatnych. Jeżeli posiadasz kartę Douglas, z płatnych usług skorzystasz za 50% ceny!
Czytaj więcej »
SZABLON BY: PANNA VEJJS.