07:13:00

Sierpniowy projekt denko

Sierpniowy projekt denko
Wrzesień przywitał nas już kilka dni temu, a ja jeszcze nie rozliczyłam się ze zużyciami sierpnia. Jak co miesiąc, nie jest tego mało ;) A zaczniemy od zapachu, który towarzyszył mi przez wszystkie wakacyjne dni, czyli od wody toaletowej Zmysłowa Magnolia od Świt Pharma( 1 ), którą otrzymałam na spotkaniu blogerek we Wrocławiu. Z tego samego spotkania przywiozłam ze sobą kolagenowy płyn micelarny Active Lifting od Świt Pharma  ( 2 ), który strasznie szczypał i podrażniał moje oczy, ale do demakijażu reszty nadawał się idealnie. Z kosmetyków do makijażu w sierpniu udało mi się zużyć tylko tusz do rzęs Beauty Full Volume Bourjois ( 7 ), podkład Colorstay Revlon ( 5 ), pomadkę ochronną Pearly Shine Nivea ( 8 ) oraz ryżowy puder Paese ( 9 ). Pomadka Nivea to bubel jakich mało, odradzam wszystkim- moim zdaniem najgorsza z najgorszych od Nivea. O podkładzie Revlon miałam napisać, ale zapomniałam go sfotografować... Krótko mówiąc, rozumiem dlaczego cieszy się dużą sympatią i zgadzam się z Wami, że do ideału brakuje mu tylko pompki. Puder Paese kupiłam w ciemno, ale już po pierwszym użyciu wiedziałam, że trafiłam na prawdziwą perełkę :) Zmywacz do paznokci Isana ( 3 ) jest niezastąpiony i nie zamienię go na żaden inny. O złuszczającym kremie na noc Young Care Bandi ( 4 ) miałam napisać oddzielną notkę, ale w końcu doszłam do wniosku, że jest zbyt lichy i nie zasługuje na takie "wyróżnienie". Liczyłam na wiele, a dostałam figę z makiem. Białą glinkę Nacomi ( 6 ) moja kapryśna cera bardzo polubiła, więcej o jej właściwościach poczytacie w recenzji :)
W minionym miesiącu w końcu udało mi się zużyć  maskę do włosów Jasmine, Kallos ( 11 ). Nic specjalnego nie robiła z moimi włosami, dlatego tej wersji więcej nie kupię ( inne a i owszem ;). Dużo lepiej niż maska sprawdziła się odżywka do włosów Shine&Revive, Elisse ( 10 ) kupiona za grosze w Biedronce, którą zabrałam ze sobą na wakacje. Ułatwiała mi rozczesywanie, wygładzała i zmiękczała włosy, niwelowała ich puszenie i nadawała im delikatny blask, a to wszystko za mniej niż 5,00 zł :) W sierpniu zużyłam także odżywkę, którą otrzymałam na wrocławskim spotkaniu blogerek. Mowa o odżywce dodającej objętości Joanna ( 14 ). Nie mam zielonego pojęcia czy dodaje objętości, bo stosowałam ją od połowy włosów, by je zdyscyplinować i w tej kwestii spisała się bardzo dobrze. Z tej samej serii dostałam i wykończyłam szampon ( 13 ), ale nie zaobserwowałam by włosy zyskały na objętości. Za to szampon dobrze je oczyszczał i nie robił z nich siana. Dna dobił również jeden z moich ulubionych szamponów, czyli przeciw łamaniu się włosów od Gliss Kura ( 12 ). Zresztą, o wszystkich szamponach Gliss Kur mogę powiedzieć, że są moimi ulubieńcami :P O kuracji wzmacniającej ( 15 ) pisałam kilka tygodni temu, dlatego odsyłam do recenzji :)
O naturalnym balsamie do ciała z masłem shea ( 22 ) nie będę się rozpisywać, bo recenzja tylko czeka na opublikowanie- z niej dowiecie się wszystkiego :D O nierafinowanym oleju kokosowym od Nacomi ( 23 ) napisałam już w lipcu i od tamtej pory tęsknie za nim szalenie :P Żele Isana ( 16, 17 ) bardzo lubię i kupuję chyba najczęściej, za każdym razem o innym zapachu. Żel pod prysznic Lush, Luksja ( 18 ) kupiłam z jednym z wakacyjnych numerów Party ( albo Show? ). Towarzyszył mnie i TŻ na wakacjach. Dobrze mył, świetnie się pienił i nie wysuszał skóry. To samo mogę powiedzieć o żelu pod prysznic SUN&FUN Joanna ( 25 ). Powszechnie wiadomo, że w Biedronce można kupić bardzo dobre kosmetyki za śmieszne pieniądze. Jednym z nich jest łagodzący żel do golenia dla skóry wrażliwej Skino ( 19 ), który niczym nie odbiega od dużo droższych żeli Satin Care. Naprawdę warto go wypróbować, ja jestem z niego mega zadowolona ( mam już kolejne opakowanie )! Tak samo jak byłam zadowolona z winogronowego peelingu do ciała Fruit Bomb, Bielenda ( 24 )- jak tylko będzie znów dostępny w Biedronce, wykupię cały zapas :D Antyperspirant Ultra Dry, Rexona ( 20 ) polubiłam, ale daleko mu do mojego ulubieńca Garnier Mineral. Za to proteinowe serum modelujące biust MultiModeling, Ziaja ( 21 ) jest dużo lepsze od serum Eveline, które kiedyś namiętnie wcierałam w skórę.
I to tyle :) 

07:15:00

Recenzja: Codzienny scrub- gomaż do twarzy, Planeta Organica

Recenzja: Codzienny scrub- gomaż do twarzy, Planeta Organica
Obietnice producenta:
Cudowne właściwości soli, solanek i błota z Morza Martwego znane są już z czasów starożytnych. Już wówczas zauważono, że kąpiele w tym morzu korzystnie wpływają na skórę. Królowa Saba i Kleopatra potrafiły docenić to dobroczynne działanie. Dziś już wiemy na czym polega ten cud. Analizy składu wód, soli i błota Morza Martwego potwierdziły ich unikatowy skład. Bogata i niespotykana kompozycja makro i mikroelementów tłumaczy ich wpływ na skórę i organizm człowieka. Zachęcamy Was do sprawdzenia tego działania na sobie. Morze Martwe jest unikatowym naturalnym źródłem uzdrawiających soli bogatych w minerały i mikroelementy, które działają na skórę leczniczo, tonizująco i odmładzająco. Codzienny scrub-gomaż do twarzy to  unikatowy środek dla efektywnej walki ze zmianami skóry związanymi z wiekiem. W jego skład wchodzi 12 minerałów Morza Martwego, które mają wyraźne działanie uzdrawiające, tonizujące i odmładzające. Scrub-gomaż  zawiera certyfikowane organiczne składniki, które efektywnie pielęgnują skórę. Rozdrobnione pestki jordańskiej pistacji delikatnie oczyszczają i polerują  skórę,  przywracając  jej świeżość i gładkość. Organiczna oliwa z oliwek, bogata w witaminy E i F, nasyca skórę odżywczymi substancjami i wilgocią, podnosi jej elastyczność. Scrub-gomaż wyrównuje powierzchnię skóry, sprzyja jej regeneracji, podnosi efektywność dalszych zabiegów.

Skład (INCI):  Aqua enriched with Daed Sea Minerals, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil* (organiczna oliwa z oliwek), Pistacia Vera Seed Oil (olejek pistacjowy), Maris Sal (Dead Sea Salt), Cetearyl Glucoside, Panthenol, Glycolic Acid, Sodium Stearoyl Glutamate, Hydroxyethylcellulose, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Ethylhexylglycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Hydroxide.

75ml kosztuje 11,00zł w internetowej Drogerii Cytrynowa

Moim zdaniem:
Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile można się nauczyć prowadząc bloga. Nie mam tu na myśli nauki nowych trików makijażowych czy poszerzania wiedzy o porowatości swoich włosów, ale pogłębianie  zasobu słownictwa, czego namacalnym dowodem jest bohater dzisiejszego wpisu. Zanim zaczęłam sprawdzać jego działanie na swojej twarzy, musiałam sprawdzić co oznacza niezrozumiały dla mnie "gomaż". Wujek Google uświadomił mnie, że to nic innego jak peeling, scrub, masaż kulistymi ruchami. Dokształcona zostałam, więc spokojnie mogłam zabrać się za testowanie :)
Produkt otrzymałam w kremowej tubce o pojemności 75ml, którą można postawić na błękitnej, plastikowej nakrętce bez obaw, że zacznie się przewracać. Estetyka i połączenie kolorów tak bardzo mi wpadło w oko, że aż muszę o tym napisać :) Opakowanie naprawdę cieszy moje oko, jest taki harmonijne, gustowne, po prostu piękne w swej prostocie. Tubka jest gięta i plastyczna, bez problemu da się z niej wycisnąć całą zawartość. Nakrętka szczelnie chroni produkt, z łatwością się otwiera i zamyka.
Gomaż ma konsystencję delikatnego mleczka w kolorze pistacjowych lodów. Również zapach kojarzy mi się z pistacjami i mimo że czuć lekką chemiczną nutkę, to przypadł mi do gustu. Podczas wykonywania masażu czuć jak unosi się w powietrzu, co dodatkowo umila mi ten zabieg. W scrubie zanurzone są malutkie, niezbyt ostre drobinki ( podobno rozdrobnione pestki pistacji ), których nie jest za dużo ( same zobaczcie, prawie nie widać ich na zdjęciu ). Być może dlatego, według producenta, produkt można stosować każdego  dnia. Ja jednak używałam go co drugi dzień i przy takiej częstotliwości wystarczył mi na miesiąc.
Masaż scrubem wykonywałam wieczorami, jako dopełnienie demakijażu. Niewielką ilość rozcierałam w dłoniach, a następnie masowałam zwilżoną twarz przez minutę lub dwie, aby na sam koniec umyć twarz i wklepać krem. Gomaż pomaga doczyścić skórę z pozostałości po makijażu i innych zanieczyszczeń nagromadzonych w ciągu dnia. Zawarte w nim drobinki delikatnie złuszczają martwy naskórek, wygładzając skórę i lekko ją napinając. Po peelingu skóra wydaje się być promienista, świeża, o wyrównanym kolorycie. Dzięki zawartości oliwy z oliwek produkt zapewnia optymalny poziom nawilżenia i odżywienia skóry, która natychmiastowo zyskuje na elastyczności i regeneracji.
Moim zdaniem jest to naprawdę interesujący kosmetyk, który dba i pielęgnuje skórę. Jako zwolenniczka mocnych zdzieraków wolałabym, aby drobinki były ostrzejsze, ale patrząc z drugiej strony, dzięki takimi a nie innym drobinkom, gomaż nie zrobi krzywdy wrażliwszym cerom. 

07:12:00

Sierpień na zdjęciach

Sierpień na zdjęciach

 blogerska kawa latte z syropem kokosowym | czekoladowe babeczki, których unoszący się zapach umilał blogerskie pogaduszki | torba-prezent od jednego ze sponsorów :P | błękitna laguna
 w sierpniu zaczęłam codziennie pić napar z pokrzywy, o efektach kuracji napiszę za kilka tygodni | taaaka ryba patrzy na mnie w pracy :P | orzeźwiający smoothie z McDonald's | gdyby ktoś zapomniał, że kocham wszystko to, co kokosowe, to przypominam :P 
ostatnie wieczory sierpnia były dość chłodne, więc z TŻ rozgrywaliśmy partyjki scrabble jedna za drugą :) | takie karteczki muszę naklejać na ciastka kupione dla gości, by rodzice mi ich nie spałaszowali :P | przeczytane w sierpniu | Tymbark prawdę powie TŻ :D

07:08:00

Recenzja: Świeczka z masłem shea o zapachu piżma, Nacomi

Recenzja: Świeczka z masłem shea o zapachu piżma, Nacomi
Obietnice producenta:
Jeśli balsamy z półek sklepowych nie spełniają Twoich oczekiwań. Nie nawilżają Twojej skóry- ciągle musisz nakładać kolejne warstwy bez efektu, podrażniają Cię i wywołują alergię- proponujemy Ci naturalne masło do ciała! Balsam ma postać świeczki zapachowej. Po wytopieniu masła można nakładać na ciało. Spełnia dwie funkcje: balsamu oraz świeczki.
Świeczkę należy zapalić przed wejściem pod prysznic. W tym czasie w powietrzu roztacza się piękny zapach. po wyjściu z pod prysznica świeczka jest już roztopiona. Nakładamy roztopiony balsam na skórę. Po chwili masło powinno wchłonąć się w skórę.

POLECANY DO:
* pielęgnacji skóry ciała- każdy typ skóry,
* do masażu na ciepło- można podgrzewać balsam- zmienia konsystencję na klarowny olej,
* można stosować na końcówki włosów- następnie umyć włosy.

Skład: masło shea, olej kokosowy, witamina E, olejki eteryczne

Moim zdaniem:
Myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy, ale producenci kosmetyków chyba każdego dnia stają na głowie, aby pokazać mi jak bardzo jestem w błędzie. Przykład? Chociażby balsam do ciała, który jednocześnie jest świeczką!
Wyjątkowo zacznę od składu, ba! nawet połaszę się o jego 'analizę' ( być może dlatego, że a) jest krótciutki, króciutusieńki i b) dzięki wujkowi Google mam jako takie pojęcie o co biega ). W składzie znajdziemy tylko cztery pozycje, w tym wszystkie w 100% naturalne:
* masło shea- znacie i kochacie, tu występuję już na pierwszym miejscu, jest naturalny filtrem przeciw promieniom UV, nawilża i odżywia skórę;
* olej kokosowy- mój ulubiony zapach, tu niestety niewyczuwalny, odpowiedzialny za nawilżanie, zmiękczanie i wygładzanie skóry;
* witamina E- zapobiega starzeniu się skóry;
* olejki eteryczne- aby świeczka pachniała jak należy, w tym przypadku piżmem.
Nawet taki laik jak ja wie, że skład jest więcej niż dobry :)
A teraz biegniemy utartym torem, czyli czas na opis opakowania, konsystencji i zapachu. Świeczka znajduje się w metalowej puszce z nakrętką, co przy tego typu produkcie i jego konsystencji okazało się strzałem w dziesiątkę. Konsystencja świecy jest gęsta, zbita i treściwa, dopiero w kontakcie ze skórą robi się oleista, dzięki czemu łatwo ją rozprowadzić. Jest tłustawa w dotyku, ma kremowy kolor. Zapach świeczki przypadł mi do gustu, jest subtelny, a zarazem wyrazisty, ale niestety wyczuwalny tylko w opakowaniu, nie czuć go w pomieszczeniu podczas palenia.
Świece można stosować również bez konieczności jej zapalania, w zależności kto jaką konsystencję balsamu woli. Roztopiona jest lekko ciepła, ale nie gorąca, więc nie ma opcji poparzenia się. Towarzyszące ciepełko jest bardzo delikatne, a podgrzany balsam rewelacyjne rozprowadza się po skórze, otulając ją ochronna warstewką i eterycznym zapachem. Świeca bardzo dobrze nawilża, a właściwie natłuszcza skórę, odżywia ją i zmiękcza. Jest ona gładka, miękka, aksamitna i przyjemna w dotyku. Jak wspomniałam kilka zdań wcześniej, balsam w żaden sposób nie podrażnia, nawet nałożony na świeżo wydepilowaną skórę. 
Świeca używana na zimno czy na ciepło, jest bardzo wydajna, wystarczy na wiele tygodni, jak nie miesięcy. I ma tylko jeden, niewielki mankamencik ( oprócz niewyczuwalnego w pomieszczeniu zapachu ), a mianowicie to, że jak napisałam wcześniej, iż zawarte w niej oleje są, logicznie rzecz ujmując, tłustawe, więc po rozprowadzeniu trzeba odczekać dłuższą chwilę, by wchłonęły się w ciało, nie w ubranie. Poza tym uważam, że jest to produkt idealny i serdecznie Wam go polecam :)

Przypominam także o rozdaniu, które trwa do 12 września br. :)

07:20:00

Dezodorant odświeżający do stóp, SheFoot

Dezodorant odświeżający do stóp, SheFoot
Obietnice producenta:
Zapewnia stopom natychmiastowy efekt odświeżający i chroni je przed brzydkim zapachem aż do 24 godzin. Formuła z gliceryną i składnikiem dezodorujacym pochodzenia naturalnego jest łagodna dla skóry i ma działanie nawilżające. Receptura została wzbogacona ekstraktem z grejpfruta. Idealny dla osób uprawiających sport. Stosuj dezodorant odświeżający, gdy chcesz przywrócić stopom świeżość i nadać przyjemny zapach, a Twoja skóra stóp jest wrażliwa i ma tendencję do wysychania. Wybierz ten wariant także wtedy, gdy nie chcesz stosować antyperspirantu. Dezodorant odświeża i likwiduje przykry zapach potu równie skutecznie, ale nie blokuje gruczołów potowych. Możesz nim spryskiwać także skarpety, rajstopy i buty, bez obawy o zabrudzenie.

150 ml kosztuje około 20,00 zł, między innymi w Hebe, InterMarche, Naturze czy SuperPharm


Moim zdaniem:
Systematyczna pielęgnacja stóp, w moim przypadku leży i kwiczy zalewając się rzewnymi łzami. Nie mam głowy do regularnego moczenia stóp czy ich kremowania. Zdarzają się okresy, że praktycznie z zegarkiem w ręku, raz w tygodniu poświęcam im dłuższą chwilę, ale wystarczy, że zapomnę jeden jedyny raz i koniec, przez długi czas nie potrafię wpaść w ustalony wcześniej rytm... W łazience walają się z kąta w kąt kosmetyki do pielęgnacji stóp, patrząc na mnie tęsknym wzrokiem, że może ich w końcu użyję! Póki co jedynym produktem do stóp, którego kopnął zaszczyt bycia ostatnio w codziennym stosowaniu jest dezodorant od SheFoot.
Dezodorant mieści się w białej butelce o pojemności 150 ml. Zakończony jest dozownikiem- atomizerem, który nie zacina się, a po naciśnięciu rozpyla gęstą mgiełkę opatulającą stopy. Dezodorant nie różni się konsystencją od wody, ale ma mocny, perfumowany zapach, zalatujący alkoholem, zupełnie nie przypominający grejpfruta, którym to niby ma pachnieć ;)
Po rozpyleniu dość szybko wchłania się w skórę, przynosząc przyjemne uczucie odświeżenia i ochłodzenia, a także ukojenia po ciężkim dniu na nogach. Po użyciu dezodorantu skóra nie lepi się i jest delikatnie nawilżona. Wątpię czy dezodorant działa 24 godziny, jak to obiecuje producent, ale na długo redukuje brzydki zapach oraz w znacznym stopniu ogranicza potliwość stóp.
Uważam, że cena produktu jest adekwatna zarówno do jego działania jak i dużej wydajności. Przyznam, że tego typu dezodorant do stóp jest dla mnie nowością. W dodatku taką, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła ;) 
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger