W tym roku nie miałam ani czasu ani okazji do opalania się na słońcu. Jeśli jednak śledzicie mojego Instagrama to wiecie, że na kilka tygodni przed ślubem zdecydowałam się na kilka wizyt w solarium. Przed pierwszym seansem otrzymałam przesyłkę wypełnioną kosmetykami Bioamare, wśród których znalazłam emulsję do opalania spf 30, którą postanowiłam przetestować w połączeniu z solarium.
W prostej, białej tubce kryje się 150 ml bardzo gęstej konsystencji, o zwyczajnym kremowym zapachu. Emulsja jest tępa w rozprowadzaniu, lubi pozostawiać białe smugi, czyli należy ją bardzo dobrze wsmarować w skórę.
Jak już wspomniałam, balsam stosuję każdorazowo przed, a także po solarium. Po wyjściu skóra nie piecze, nie jest zaczerwieniona ani podrażniona. Jest to na tyle fajny i uniwersalny kosmetyk, że z powodzeniem może być stosowany dla swoich właściwości nawilżających, które są zasługą olejów: arganowego, avocado, kokosowego i ze słodkich migdałów. Ich obecność przyczynia się także do tego, że skóra jest odżywiona, gładka i miękka. W składzie emulsji znajdziemy też naturalne filtry, tlenek tytanu i tlenek cynku, chroniące skórę przed szkodliwym działaniem promieni UVA i UVB, ale pozwalające na utrzymanie ładnej opalenizny. Według mnie, ochrona na poziomie spf 30 jest optymalna. Kiedyś, gdy lubiłam namiętnie opalać się na słońcu, używałam produktów o niższej ochronie, jednak z wiekiem świadomość o szkodliwości opalania rośnie, a wraz z nią wysokość ochrony ;)
Bioamare to marka, która oferuje kosmetyki w 100% naturalne, bez sztucznych dodatków oraz uczulających lub niebezpiecznych dla skóry substancji. Ich produkty są odpowiednie dla alergików, nie są testowane na zwierzętach. A co najlepsze, dostępne są w Tesco w niewygórowanych cenach ;) Bohaterka dzisiejszego posta kosztuje około 17,00 zł za 150 ml.



