06:19:00

Recenzja: Emulsja do opalania SPF 30, Bioamare

Recenzja: Emulsja do opalania SPF 30, Bioamare
W tym roku nie miałam ani czasu ani okazji do opalania się na słońcu. Jeśli jednak śledzicie mojego Instagrama to wiecie, że na kilka tygodni przed ślubem zdecydowałam się na kilka wizyt w solarium. Przed pierwszym seansem otrzymałam przesyłkę wypełnioną kosmetykami Bioamare, wśród których znalazłam emulsję do opalania spf 30, którą postanowiłam przetestować w połączeniu z solarium.
W prostej, białej tubce kryje się 150 ml bardzo gęstej konsystencji, o zwyczajnym kremowym zapachu. Emulsja jest tępa w rozprowadzaniu, lubi pozostawiać białe smugi, czyli należy ją bardzo dobrze wsmarować w skórę. 
Jak już wspomniałam, balsam stosuję każdorazowo przed, a także po solarium. Po wyjściu skóra nie piecze, nie jest zaczerwieniona ani podrażniona. Jest to na tyle fajny i uniwersalny kosmetyk, że z powodzeniem może być stosowany dla swoich właściwości nawilżających, które są zasługą olejów: arganowego, avocado, kokosowego i ze słodkich migdałów. Ich obecność przyczynia się także do tego, że skóra jest odżywiona, gładka i miękka. W składzie emulsji znajdziemy też naturalne filtry, tlenek tytanu i tlenek cynku, chroniące skórę przed szkodliwym działaniem promieni UVA i UVB, ale pozwalające na utrzymanie ładnej opalenizny. Według mnie, ochrona na poziomie spf 30 jest optymalna. Kiedyś, gdy lubiłam namiętnie opalać się na słońcu, używałam produktów o niższej ochronie, jednak z wiekiem świadomość o szkodliwości opalania rośnie, a wraz z nią wysokość ochrony ;) 
Bioamare to marka, która oferuje kosmetyki w 100% naturalne, bez sztucznych dodatków oraz uczulających lub niebezpiecznych dla skóry substancji. Ich produkty są odpowiednie dla alergików, nie są testowane na zwierzętach. A co najlepsze, dostępne są w Tesco w niewygórowanych cenach ;) Bohaterka dzisiejszego posta kosztuje około 17,00 zł za 150 ml.

08:14:00

Oczyszczający peeling do twarzy, Sylveco

Oczyszczający peeling do twarzy, Sylveco
Obietnice producenta:
Hypoalergiczny, kremowy peeling z korundem przeznaczony do oczyszczania skóry ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Peeling zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego o działaniu normalizującym pracę gruczołów łojowych, łagodzącym podrażnienia i przyspieszającym regenerację. Stosowany systematycznie dotlenia skórę, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum.

75 ml kosztuje około 21,00 zł w Internecie lub sklepach zielarskich
Skład: Woda,  Korund,  Olej sojowy,  Masło karite (Shea),  Gliceryna,  Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego,  Stearynian glicerolu,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Olej z pestek winogron,  Ekstrakt ze skrzypu polnego,  Wosk pszczeli, Alkohol cetylowy,  Alkohol benzylowy,  Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy, Olejek z drzewa herbacianego 
Moim zdaniem:
Jestem pewna, że większość z Was, czytających ten post, doskonale zna dzisiejszego bohatera, może nawet go lubi, a już na pewno o nim słyszała. Bo mowa dziś będzie o hypoalergicznym, oczyszczającym peelingu do twarzy Sylveco. 
Opakowania marki charakteryzują się prostotą, przejrzystością i wyłuszczeniem najważniejszych, naturalnych składników danego kosmetyku, dzięki czemu wiemy, co jest w środku. W przypadku tego peelingu mamy do czynienia z korundem, który jest jednym z najmocniejszych materiałów ściernych; ze skrzypem polnym, który dostarcza skórze wielu cennych składników odżywczych, uelastycznia ją i normalizuje' a także z drzewem herbacianym o właściwościach bakteriobójczych, grzybobójczych i wirusobójczych. 
W niedużym, plastikowym słoiczku z metalową nakrętką znajduje się 75 ml gęstej, kremowej i jedwabistej konsystencji, przypominającej troszkę masło, o ziołowym zapachu wymieszanym z nutą drzewa herbacianego. Na pierwszy rzut oka, produkt nie wygląda jak peeling. Dopiero po nałożeniu na  skórę czuć, że ma on w sobie ogrom maciupeńkich, ale dość ostrych drobinek korundu, odpowiedzialnych za usuwanie martwego naskórka.
Z moich obserwacji wynika, że im więcej nałożę peelingu na skórę, tym jakby jego działanie słabło. Nie umiem tego logicznie wytłumaczyć, ale najlepsze efekty jego oddziaływania na skórę widzę wtedy, gdy użyję go naprawdę niewiele. Bo tak naprawdę, na dokładny masaż skóry twarzy, nie jest go potrzeba nie wiadomo w jak dużej ilości. 
Po peeling sięgam raz-dwa razy w tygodniu, podczas wieczornej pielęgnacji. Zgodnie z zaleceniem producenta, nakładam go na zwilżoną wcześniej skórę twarzy, masuję przez minutę lub dwie, a następnie zmywam, aplikuję maseczkę, a na sam koniec krem lub olejek. Twarz po użyciu oczyszczającego peelingu Sylveco jest bardzo dobrze oczyszczona i przygotowana na dalszą pielęgnację. Poza tym jest również świetnie wygładzona i miękka w dotyku. Dzięki zawartości oleju sojowego oraz masła shea, peeling także delikatnie nawilża oraz odżywia skórę. Ponadto, przy regularnym stosowaniu, pory są mniej widoczne, skóra jest jędrniejsza, a jej koloryt bardziej wyrównany i zdrowszy. 
Jest to mój któryś z kolei kosmetyk Sylveco, który mnie nie zawiódł. Jest to średnio ostry peeling, który fajnie oczyszcza, złuszcza martwy naskórek i pozostawia gładką oraz miękką skórę. W planach mam przetestowanie jego kuzyna, czyli peelingu wygładzającego. Wiem, że marka ma w swej ofercie jeszcze peeling enzymatyczny, ale on już mnie tak nie kusi. Tak się składa, że od enzymatycznych wolę mechaniczne peelingi ;) 

00:06:00

Recenzja: Top, baza i tape bond, a także lakiery hybrydowe Victoria Vynn

Recenzja: Top, baza i tape bond, a także lakiery hybrydowe Victoria Vynn

Moja przygoda z hybrydowym manicurem trwa niezmiennie od ponad roku. Przez cały ten czas używałam mega popularnego Semilaca. Jednak coraz częściej zaczęłam spotykać się z opiniami, że uczula, a ja bardzo chciałabym  tego uniknąć. Dlatego postanowiłam poznać inne lakiery hybrydowe i tak od kilku tygodni na moich paznokciach gości amerykańska marka topowych produktów dedykowanych stylizacji paznokci, jaką jest Victoria Vynn. 
Z całej gamy produktów do paznokci Victoria Vynn wybrałam pięć: dwa lakiery kolorowe, bazę, top oraz tape bond, czyli bezkwasowy podkład, którego głównym zadaniem jest zwiększenie przyczepności nakładanych produktów. Tape bond to produkt, który łączy płytkę paznokcia z bazą, matuje, a także odtłuszcza. Warto wspomnieć, że jest to produkt bezpieczny dla naszych paznokci, ponieważ nie zawiera polimerów. Ma cieniutki pędzelek i bardzo wodnistą konsystencję, a podczas malowania nim paznokci wcale go nie widać. Jest tak niewidoczny i tak szybko wysycha, tworząc niedostrzegalną praktycznie warstewkę na płytce, że zawsze, gdy go używam zastanawiam się czy na pewno pomalowałam nim paznokcie :P Jak już wspomniałam, można, ale nie trzeba, nałożyć go przed bazą. Jest to produkt, którego nie utwardzamy w lampie, tylko zostawiamy do wyschnięcia przez około 30 sekund. Następnie, standardowo, należy nałożyć bazę, kolor i top, a każdą warstwę utwardzić w lampie. 
Spośród szerokiej gamy kolorystycznej ( ponad 100 kolorów!, więc wybór nie był łatwy ), zdecydowałam się na dwa z serii Gel Polish Color, mianowicie 048 ( który pokażę w swoim czasie, cierpliwości ;) oraz 052, widoczny na zdjęciu poniżej. Jest to kolor stonowany, już bardziej jesienny, wpadający w bordo z nutą ciemnego fioletu, przypominający czerwone wino ;) Lakier ten ma nieco rzadszą konsystencję niż Semilac i trochę mniejsze krycie. Mimo iż jest to kolor z gamy tych ciemniejszych, do pełnego pokrycia, bez najmniejszych prześwitów, potrzebne są trzy cienkie warstwy. Odcień 052 pięknie się błyszczy, a kolor nie traci na swej intensywności. Lakier posiada wygodny, płaski i prosty pędzelek, którym fajnie maluje mi się paznokcie. Jak na hybrydy przystało, Victoria Vynn może pochwalić się minimum dwutygodniową trwałością manicure. Później pojawia się u mnie już zbyt duży odrost i lakier muszę ściągnąć... A skoro o tym już mowa, to usuwanie lakierów Victoria Vynn jest bezproblemowe i nie ważne czy użyjemy do tego klipsów czy nie. Hybrydy szybko rozpuszczają się pod wacikiem nasączonym acetonem, odchodzą większymi płatami, a ich resztki łatwo da się usunąć przy pomocy drewnianego patyczka. 
Baza i top są przezroczyste i mają odpowiednio gęstą konsystencję. Tutaj nie będę się rozpisywać, bo bardzo dobrze wiecie po, co te dwa produkty są. Zarówno baza, jak i top spełniają swoje zadania, czyli: baza stanowi podkład pod kolor, nie pozwala na przebarwienie płytki i sprawia, że lakier długo utrzymuje się na paznokciach, a top nadaje połysk i utrwala lakier. Po utwardzeniu w lampie, należy przemyć go cleanerem, aby usunąć warstwę dyspersyjną. 
Dodatkowo, z czego bardzo się cieszę, otrzymałam jeszcze klipsy do ściągania hybryd, w ilości sztuk 10. Jestem z nich bardzo zadowolona i jeśli jeszcze takowych nie macie, to kupujcie czym prędzej, bo znacznie ułatwiają pozbywanie się lakieru z paznokci. Są wykonane z mocnego plastiku, wszystkie są takiej samej wielkości, a stopień ich zacisku na palcu można regulować. Używam ich w połączeniu z wacikiem i/lub folią aluminiową, dzięki czemu teraz ściąganie hybryd jest dla mnie samą przyjemnością. I znacznie mniej czasochłonną. 
Produkty Victoria Vynn do wykonania hybrydowego manicure zamknięte są w kwadratowych, czarnych buteleczkach o pojemności 8 ml. Dostępne są głównie drogą internetową: pod tym linkiem znajdziecie listę drogerii, w których możecie je nabyć. Ich ceny wahają się w okolicach 30,00 zł, czyli kosztują jak większość lakierów hybrydowych. Cena 10 klipsów to koszt 20,00 zł, przy czym jest to inwestycja na lata ;)

00:01:00

Sierpniowy projekt denko

Sierpniowy projekt denko
1. Żel pod prysznic o kokosowym zapachu, Original Source- ta wersja zapachowa mi się nie spodobała, chociaż wiecie, że kokos jest jednym z moich ulubionych zapachów. Pachnie jakoś tak staro, jak zjełczałe jajko. Nie polecam. I cieszę się, że tata pomógł mi go szybko zużyć. 
2. Żel po prysznic o zapachu marakui i frezji, Balea- w porównaniu z żelem z punktu wyżej, ten pachnie obłędnie. Nie za słodko, egzotycznie i wakacyjnie. Ma fajną konsystencję, dobrze się pieni, a poza tym robi to, co każdy przyzwoity żel pod prysznic powinien robić, czyli dobrze myje i oczyszcza, nie wysuszając skóry. 
3. Regenerujący olejek do ciała z serii Repair, Saisona- olejek spełnia wszystkie obietnice producenta. Świetnie nawilża, zmiękcza i regeneruje. Więcej przeczytanie o nim w recenzji
4. Ujędrniający cukrowy peeling do ciała, Creme Brulee, Perfecta- na sucho jest genialnym zdzierakiem! Tak mocnym, że skóra jest aż czerwona. Na mokro też się fajnie sprawdza, również złuszcza martwy naskórek i wygładza, ale delikatniej. 
5. Płyn micelarny 3w1, Garnier- tego pana nie muszę nikomu przedstawiać. Jest znany w blogosferze wzdłuż i wszerz ;) Jest ze mną niezmiennie od dwóch lat, a więcej poczytacie o nim w tej recenzji
6. Spirulina, Zrób Sobie Krem- perełka pielęgnacyjna o okropnym zapachu pokarmu dla rybek :P Dla problematycznej cery jak znalazł. Więcej informacji znajdziecie w recenzji, a ja lecę zamówić kolejny słoiczek ;) 
7. Dwufazowy płyn do demakijażu oczu, Lirene- w użyciu mam już drugą buteleczkę :) O tym, jak jest to fajny produkt do demakijażu przeczytacie w recenzji, która pojawiła się na blogu na początku miesiąca ;) 
8. Błyszczyk do ust, Paese- bardzo przyjemny błyszczyk, który pozostawia na ustach ładny połysk, podbijając ich naturalne piękno. Nie klei się, fajnie natłuszcza, zmiękcza i wygładza. I przepięknie pachnie. 
9. Mascara Volume Million Lashes Feline, L'oreal- początkowo używałam jej ja, jednak z czasem weszła w posiadanie mojej mamy, która tusze L'Oreal bardzo sobie chwali. Pełna recenzja pod tym linkiem
10. Liposomowe serum do twarzy na bazie stabilnej witaminy C, C Intense, Cosmabell- moje pierwsze serum z witaminą C, ale myślę, że nie ostatnie. Regularnie stosowane poprawia jędrność skóry, pomaga walczyć z przebarwieniami skóry, wyrównuje koloryt. O innych jego zaletach dowiecie się z recenzji
11. Szampon odbudowujący z olejkiem z awokado i masłem karite, Ultra Doux Garnier- zachwycona odżywką, skusiłam się na szampon. Niestety, zakup okazał się chybiony, bo szampon szybko przetłuszcza włosy, które już po kilku godzinach wyglądają jakby były umyte z trzy dni temu. Szampon jest u mnie skreślony, ale odżywkę nadal wielbię ;)
12. Bursztynowo- arganowa maska do włosów, Gold Oil Essence, Montibello- skończyła się :(, a była taka fajna! Dyscyplinowała moje nieposłuszne kosmyki, wygładza, zmiękczała i dodawała im blasku oraz ładnego zapachu. O tym, co jeszcze dobrego z nimi robiła, przeczytacie w recenzji
13. Przeciwłupiezowy szampon leczniczy, Zoxin med- do tej pory używałam Nizoralu, ale ten jest równie skuteczny. Stosuję go raz na tydzień lub dwa i problem łupieżu mam z głowy. Dosłownie ;) 

00:04:00

Sierpniowy InstaMix

Sierpniowy InstaMix
 po dwóch miesiącach od remontu w moim przedpokoju znów wisi lustro! takie, w którym mogę się oglądać w całej swej okazałości! z tej okazji aż zrobiłam zdjęcie outfit'u przed wyjściem do pracy :D | ostatnie dni sierpnia były naprawdę piękne i słoneczne | "nie jedz! jeszcze zdjęcie na instagrama", czyli o tym, że życie z blogerką wcale nie jest łatwe :P | przeczytane w sierpniu
 po roku malowania paznokci Semilac'iem, przyszedł czas poznać inne lakiery hybrydowe. moja kolekcja powiększyła się o lakiery Claresa, a także... | ... Victoria Vynn i Effective Nails. recenzji ich wszystkich możecie spodziewać się na blogu- pierwsza już we wrześniu | w mojej kosmetyczce pojawiły się też prawdziwie azjatyckie kosmetyki | wyślij blogerkę urodową rano po bułki na śniadanie, to Ci wróci z naręczem nowych kosmetyków :P 
 moje konto Instagramowe ma już rok! jak ten czas szybko leci... | wyszło trochę świątecznie :P po tym manicure moje paznokcie miały trzytygodniową przerwę, którą wykorzystałam na przetestowanie odżywki- utwardzacza do paznokci Herome ( klik ) | w sierpniu byłam na zakupach w Ptaku. zakupy okazały się intensywne, ale też udane i po nich należała mi się pyszna kawka i owocowa bomba witaminowa | na sam widok tego zdjęcia, buźka mi się sama śmieje :D przeszło godzinę spędziłam w tym sklepie, po której wyszłam z kilkoma nowymi bransoletkami :D
sierpień spędziłam na powolnym dopinaniu przygotowań ślubnych na ostatni guzik. szukałam też sukienki poprawinowej, ale żadna sklepowa nie spełniła moich oczekiwań, dlatego... | ...kupiłam materiały, znalazłam projekt i mój problem z sukienką rozwiąże krawcowa ;) i będę mieć pewność, że nikt inny nie będzie miał takiej samej sukienki jak ja :D | pierwsza z przedślubnych spowiedzi odhaczona | biel pięknie prezentuje się na opalonej skórze, więc postanowiłam zadbać i o to :) wiem, że solarium jest szkodliwe dla skóry, ale korzystam z niego po raz pierwszy w swoim dwudziestosiedmioletnim życiu i tylko ze względu dla zbliżający się mój ślub ;) 
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger