06:24:00

Recenzja: Krem-ratunek dla rąk, Instant Help, Evree

Recenzja: Krem-ratunek dla rąk, Instant Help, Evree
Obietnice producenta:
Oparty na łagodzących i naprawczych składnikach, działa na skórę niczym kojący opatrunek. Idealny na cały rok zarówno w trakcie mroźnej zimy, jak i upalnego lata. Zapewnia skórze ukojenie, łagodzi podrażnienia i przywraca dłoniom gładkość oraz szybko i głęboko nawilża dłonie. Składniki aktywne: gliceryna, masło mango, tlenek cynku i alantiona.
Krem Evree o pojemności 75ml jest szeroko dostępny, np. w Rossmannie, za około 8-9 zł.
Moim zdaniem:
Marka Evree szturmem podbija blogosferę, ale nie ma się co temu dziwić: mają składy bogate w naturalne ekstrakty, wyśmienite działanie, a to wszystko za bardzo przystępną cenę. Kosmetyk, który dzisiaj Wam zaprezentuję, posiada wszystkie te cechy i jeszcze więcej, a co dokładniej, to dowiecie się z recenzji :)
Bohaterem dnia jest krem- ratunek dla rąk dłoni, który z tym balsamem stanowi perfekcyjny duet do pielęgnacji całego ciała. Znajduje się w biało- czerwonej tubce, wykonanej z miękkiego, elastycznego plastiku. Solidne zamknięcie na zatrzask, szczelnie chroni zawartość tubki, jednocześnie nie sprawiając kłopotów z otwieraniem. Nie ma obaw, że połamiemy paznokcie, zatyczka działa bardzo sprawnie, a skryte pod nią niewielkie oczko "pilnuje", aby nie wycisnąć zbyt wiele produktu, aby nie zmarnowała się żadna kropelka. Tubka jest nieduża, poręczna, idealna do torebki.
Krem, tak samo jak balsam, ma śnieżnobiałą, aksamitną konsystencję i tak samo świetnie rozprowadza się po skórze, obtulając dłonie leciutką warstewką, bez uczucia lepkości. Ma również podobny do balsamu zapach, tylko bardziej przesłodzony, ale nadal ujmujący za nos ;) Zgodnie z zapewnieniami producenta, formuła kremu jest bardzo wydajna, a krem wydaje się nie mieć końca, mimo iż używam go już któryś miesiąc. 
Krem- ratunek dla rąk bogaty jest w składniki aktywne: w masło mango, które przeciwdziała wysuszaniu skóry, w tlenek cynku chroniący przed promieniowaniem UV, w przyspieszającą regenerację glicerynę oraz w łagodzącą podrażnienia alantoinę. Przesuszonej skórze dłoni przynosi natychmiastową ulgę i ukojenie, przywracając gładkość oraz miękkość. Głęboko i długotrwale odżywia, regeneruje, a także nawilża. Doskonale dba o delikatną skórę dłoni, sprawiając, że jest idealna wypielęgnowana w każdych warunkach. Zdarzyło mi się użyć kremu jako maseczki- nałożyłam grubszą warstwę, a następnie bawełniane rękawiczki. Rano ręce wyglądały zachwycająco. Przy stosowaniu kremu nie ograniczam się tylko do wmasowywania go w dłonie, bo gdy zabraknie mi kremu do pielęgnacji stóp, sięgam po krem- ratunek Evree, który jest jego godnym zastępcą.
Produktów marki Evree nie da się nie lubić, są na to zbyt dobre!

06:23:00

"Sekrety francuskiej kuchareczki" Marie- Morgane Le Moel

"Sekrety francuskiej kuchareczki" Marie- Morgane Le Moel
"Sekrety francuskiej kuchareczki" to druga po "Całej prawdzie o Francuzkach" (klik) książka francuskiej dziennikarki Marie- Morgane Le Moel, którą przeczytałam. I szczerze? Jest duża lepsza od pierwszej!
Krótkie rozdziały, przeplatane przepisami kulinarnymi, umożliwiają czytelnikowi poznanie autorki, bohaterki i narratorki w jednej osobie od najmłodszych lat. Marie- Morgane Le Moel dzieli się swoim dzieciństwem, okresem dorastania, pierwszymi miłościami, okresem studiów i trudami życia na obczyźnie. Opowiada o swoich marzeniach i rozterkach, daje się poznać jako ciepła, urocza, wesoła dziewczyna z sąsiedztwa, która pragnie znaleźć miłość na całe życie i spełniać się w wymarzonej pracy. Czytelnik razem z bohaterką spędza czas we Francji, poznając jej rodzinę i przyjaciół, wraz z nią wyjeżdża do Kanady i Australii, by razem przeżywać jej życiowe wzloty i upadki. 
"Sekrety francuskiej kuchareczki" to po części opowieść, po części książka kulinarna: każdy z rozdziałów zakończony jest przepisem na mniej lub bardziej znane francuskie danie czy deser. Autorka pokusiła się nie tylko o krótki opis dania czy dokładny spis potrzebnych składników i etapów przygotowania krok po kroku, ale też o kilka wskazówek, tak od samej siebie, np. jaki napój/wino/inny trunek pasuje do danej potrawy. Po głębszym wczytaniu się w zebrane przepisy okazało się, że wcale nie są skomplikowane, jak początkowo sądziłam, wręcz przeciwnie, dziecko by sobie z nimi poradziło, więc jak tylko znajdę wolną chwilę zamierzam bliżej poznać tajniki francuskiej kuchni :) 
Kolejna książka Marie- Morgane Le Moel to smakowita, dowcipna, mądra i pouczająca lektura, okraszona zabawnymi anegdotami, której atutem są przepisy kuchni francuskiej podane w prosty i przejrzysty sposób. Podczas lektury da się wyczuć, że smaki francuskiej kuchni odgrywają ważną rolę w życiu bohaterki, a każdy przedstawiony przepis ma znaczące odzwierciedlenie w kolejnych etapach jej życia. Króciutkie rozdziały i lekkie pióro autorki sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem, strony przewracają się jakby same, a czytelnik siedzi jak zauroczony nie mogąc oderwać się od opisanej historii.

00:09:00

Recenzja: Marokański pumeks hammam wykonany z gliny, Maroko Sklep

Recenzja: Marokański pumeks hammam wykonany z gliny, Maroko Sklep
Obietnice producenta:
Pumeks Hammam jest to w 100% naturalny, marokański pumeks wykonany z gliny. Tradycyjnie używany podczas rytuału hammamu. Idealny do stosowania w zaciszu swojej łazienki, doskonały do usuwania zrogowaciałego i martwego naskórka. Stopy dobrze namoczyć, a następnie przystąpić do zabiegu oczyszczania skóry. Skóra stóp staje się oczyszczona, gładka i miękka. Pumeks może być stosowany jako masażer.
Moim zdaniem:
Rozpakowując przesyłkę od Maroko Sklep, jedna z rzeczy zaskoczyła mnie najbardziej. Co to jest? Ozdoba? Przycisk do papieru? Przyrząd do robienia wzorów na ścianach? Nic z tych rzeczy, to "coś" okazało się być pumeksem ;)
Z taką formą pumeksu spotkałam się po raz pierwszy. Przyznajcie same, widziałyście gdzieś gliniane kółko, z jednej strony spłaszczone z wytłoczonym wzorem, z drugiej strony mające niewielki, aczkolwiek praktyczny uchwyt? No właśnie, ja też nie. Jak na gliniany przedmiot przystało, pumeks jest szorstki i taki sobie w dotyku, co jest jego mocną stroną. Gładki niewiele by zdziałał z martwym naskórkiem. Pumeksu Hammam używam na delikatnie nawilżone stopy. Jego żłobienia fajnie ścierają martwy naskórek, wygładzając i zmiękczając skórę. Niewielki uchwyt dobrze trzyma się w dłoni, nie wyślizguje się, dzięki czemu korzystanie z pumeksu jest wygodne. Ma średnicę około 8 cm, więc jest większy od tradycyjnych pumeksów, ale w działaniu jest tak samo dobry. Jak każdy pumeks, czy to zwykły czy taki niestandardowy, ściera się, więc co jakiś czas trzeba będzie go wymieniać. 
Podsumowując, nie jest to niezbędny przyrząd do pielęgnacji stóp, bo jego działanie jest porównywalne do dobrze znanych nam pumeksów, ale dla zaspokojenia ciekawości i chęci przetestowania czegoś tak odmiennego, można sobie kupić, tym bardziej, że nie jest to droga rzecz: w sklepie internetowym MarokoSklep pumeks kosztuje tylko 5zł ;)

06:11:00

Marcowy projekt denko

Marcowy projekt denko
1. Mocno utrwalający lakier do włosów And 44, Kemon- lakiery do włosów wybieram na chybił trafił, ale ten akurat dostałam. Mimo iż zaliczany do profesjonalnych kosmetyków do stylizacji włosów, jak dla mnie nie wyróżnia się niczym szczególnym, tzn. wywiązuje się ze swojego zadania, czyli utrwala włosy, ale drogeryjne lakiery robią to samo za dużo niższą cenę ( lakier Kemon to wydatek około 70-80 zł! ).
2, Szampon do przetłuszczającej się skóry głowy włosów, Equilibrio S, Actyva, Kemon- szampon o nieszablonowym zapachu z korzenną nutą bardzo przypasował moim włosom. Ułatwia rozczesywanie, nawet bez odżywki, dobrze oczyszcza, nawilża i ujarzmia nawet tak bardzo nieposłuszne włosy jak moje ;) Pełną recenzję szamponu znajdziecie pod tym linkiem.
3. Matujący podkład Stay Matte, Rimmel- moja początkowa ekscytacja tym podkładem, z każdą tubką malała. Nadal podoba mi się jego musowa konsystencja oraz efekt krycia, ale mojej cerze coś zaczęło w nim przeszkadzać, nie chciała z nim współgrać, a ja nie mogę dojść co jest z nim nie tak... Dla przypomnienia podaję link do recenzji sprzed półtora roku, teraz napisałabym ją zupełnie inaczej.
4. Hydro-aktywny żel pod oczy, Oillan Balance- są takie kosmetyki, które na początku robią wielkie WOW, a z czasem tracą na swej atrakcyjności. Tak właśnie było z tym żelem pod oczy: na początku wszystko super, ale im dłużej go używałam, tym bardziej miałam ochotę cisnąć nim o ścianę... Moja skóra pod oczami bardzo szybko się do niego przyzwyczaiła, przez co bardzo szybko przestałam zauważać jakiekolwiek efekty. Więcej się nie spotkamy. 
5. Korektor- kamuflaż, Pierre Rene- nałożony pędzelkiem i pokryty cienką warstwą podkładu genialnie ukrywa wszelkie niedoskonałości cery. Ładnie stapia się ze skórą, nie odznacza się, dobrze współpracuje z różnymi podkładami, nie waży się ani nie zapycha. Jest tak samo dobry jak słynny w blogosferze kamuflaż Catrice, a kosztuje chyba troszkę mniej.
6. Olej Inca Inchi, Nacomi- kolejny olejek, który dbał o pielęgnację mojej cery w zastępstwie kremu na noc. Subtelnie poprawił koloryt skóry, dogłębnie nawilżył, dodał jej elastyczności. Czym jeszcze zasłużył sobie na moje uznanie? Dowiecie się z jego recenzji.
7. Krem na popękane pięty, SheFoot- przy moich coraz mniej wymagających stopach spisał się bardzo fajnie: odżywił skórę, wygładził i nawilżył. Stała się zdecydowanie bardziej miękka i przyjemniejsza w dotyku. Chętnie jeszcze kiedyś do niego powrócę. 
8. Szampon pokrzywowy do włosów z łupieżem, Ziaja- mój faworyt wśród codziennych szamponów do włosów z łupieżem. Delikatny, a jednocześnie bardzo skuteczny. Dobrze myje, nie plącze włosów, nie podrażnia skóry głowy, a duża butla ( 500ml ) kosztuje grosze ( ok.8,00zł ), a wystarcza na długie miesiące. 
9. Kremowa odżywka do suchych i niezdyscyplinowanych włosów, Magiczna Moc Olejków, Elseve, L'Oreal- odżywka tak bardzo przypasowała moim włosom, że w zapasie mam jeszcze chyba dwie ;) Cała gama olejków ( lniany, słonecznikowy, rumiankowy, z kwiatu lotosu, różanego, z kwiatu gardenii ) zmiękcza, odżywia, nawilża i ujarzmia elektryzujące się i puszące włosy, dodając im blasku i sprężystości. Naprawdę polecam!
10. Płyn micelarny 3w1, Garnier- nie ma chyba osoby w blogosferze, która nie znam i nie lubi tego gagatka. Duża butla starcza na bardzo długo, a zawartość rozprawia się rach ciach z każdym makijażem. Pełną recenzję znajdziecie tutaj.
11. Płyn do kąpieli Red Berries, Avon- mój pierwszy kosmetyk z katalogu Avon od wielu, wielu lat (? miesięcy na pewno ). Skusił mnie zapachem, następnie kolorem i konsystencją, a na końcu ogromną ilością piany, jaką mi zapewniał. Takie połączenie zapewniało mi odprężający relaks podczas zimowych wieczorów. Myślę, że skuszę się jeszcze na nie jeden, tym bardziej, że za pół litra płacimy tylko około 10,00 zł. 
12. Balsam- ratunek dla ciała, instant Help, Evree- uff, balsam dobił dna! Nie zrozumcie mnie źle, jest fenomenalny, rewelacyjne dba o skórę zimową porą, ale jest bardzo wydajnym produktem, który z czasem zaczął mi się nudzić, chciałam już otworzyć jakieś inne zachomikowane mazidło do ciała :P Pełna recenzja tutaj.
13. Olejek do kąpieli Liczi i Rambutan, Tutti Frutti, Farmona- częsty dość w moich denkach, ale jak go nie lubić skoro pachnie tak egzotycznie, świetnie myje i oczyszcza, nie wysuszając skóry? No nie da się:D
14. Kremowy płyn do higieny intymnej z kwasem mlekowym, Intima, Ziaja- nieczęsto jestem wierna jednemu produktowi jednej firmy, ale płyny do higieny intymnej Ziaja tak bardzo przypadły mi do gustu, że nie zamieniłabym ich na żadne inne. Bezpieczne, delikatne, odpowiednio dbają o higienę, czystość, zapewniając uczucie świeżości i komfortu na długie godziny. 
15. Kremowy żel pod prysznic z miodem kwiatowym, Isana- do zakupu tego żelu wyjątkowo nie skusił mnie zapach, ale uroczy zezowaty ptaszek :D Pod jego piórkami ( czyt. w środku butelki ) skrywał żel do mycia o cudnym słodko-miodowym zapachu, który przyjemnie oczyszczał i odświeżał. Edycja limitowana, ale mam cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś może być dostępna w Rossmannie. 
16. Cukrowy peeling do ciała Mango i Brzoskwinia, Tutti Frutti, Farmona- pełen parafiny, wazeliny, konserwantów i barwników, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, bo po pierwsze ma fantastyczny zapach, po drugie bardzo dobrze ściera martwy naskórek, bo zanurzone w nim drobiny cukru są odpowiednio ostre, a po trzecie i czwarte jest szeroko dostępny i niedrogi. 

12:05:00

Marzec na zdjęciach

Marzec na zdjęciach
 przeczytane w marcu. od początku roku przeczytałam 18 książek :) | nigdy nie zapomina o kwiatach na Dzień Kobiet- dobrze go sobie wychowałam :D | nowa kampania TRND. kapsułki są mega wygodne, a płyn do płukania pachnie kokosem :D | prezent od serwisu Książki Kobiecym Okiem
o takim cudaku będę pisać na blogu :D | ta piosenka chodzi za mną od kilku dni | jadę :D co tam, że tego samego dnia mam egzamin, tym razem nie odpuszczę :P | w marcu na blogu mogłyście poczytać recenzję książki "Od urodzenia"
pojechać do Łodzi załatwić jedną sprawę i wrócić do domu ot tak, bez zajrzenia do centrum handlowego? toż to była by zbrodnia niesłychana :P | elegancki dżentelmen w każdym calu :D | takie dość nietypowe t-shirty wypatrzyłam w Sinsay :P | takie zakupy to ja najbardziej lubię :D
sama sobie też zrobiłam prezent na Dzień Kobiet :D | łupy z Lidla. nie wiem jak Wy, ale mnie nie wadzi kupowanie ubrań w supermarketach, tym bardziej jak są tak dobrej jakości :) | odezwała się we mnie wena, więc do zwykłych koszulek doszyłam kilka szklanych kamyków oraz cekinów i teraz mam dwie oryginalne bluzeczki ;) | małe zakupy z Sylveco, wszystko to, co jest bardzo wychwalane na blogach :)
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger