07:19:00

O dwóch niepozornie wyglądających ampułkach

O dwóch niepozornie wyglądających ampułkach
Obietnice producenta:
Serum Seni Dermo Treat NaturTech Montibello przeznaczone jest do wrażliwej, podrażnionej skóry głowy, niwelujące uczucie dyskomfortu. Ułatwia utrzymanie lśniących i zdrowych włosów.  Zawiera: ksylitole pochodzenia roślinnego i pochodne pszenicy, odpowiedzialne za nawilżanie i działanie kojące; metabolity o działaniu kojącym; witaminę B3 i Pantenol do utrzymania równowagi i nawilżenia.

12 ml serum w internetowym sklepie Sklep Fryz kosztuje 9,90 zł
Moim zdaniem:
W swojej codziennej pielęgnacji włosów, twarzy czy ciała bardzo rzadko sięgam po próbki czy kosmetyki w ampułkach. Właściwie robię to tylko wtedy, kiedy produkt nie występuję w większym opakowaniu w formie słoiczka, butelki czy tubki. Tak samo jest w przypadku serum Sensi Dermo Treat NaturTech Montibello, które dostępne jest w postaci niewielkiej tubki zakończonej wąziutkim aplikatorem.
W środku ampułki znajduje się 12 ml mlecznobiałej, rzadkiej konsystencji o subtelnym zapachu. Sama ampułka została wykonana z elastycznego, giętkiego tworzywa, łatwo uginającego się pod naciskiem palców. Delikatnie zwężający się aplikator, dozuje tyle serum, ile potrzeba. Jedna ampułka wystarcza na 2-2,5 użycia. Zabiera też bardzo mało miejsca, więc można ją zabrać w podróż i dodatkowo zadbać o włosy nawet poza domem. 
Ogólnie, na stan skóry głowy narzekać nie mogę, niestety mam problem z powracającym łupieżem i mimo iż tego na co dzień nie odczuwam, może to być spowodowane podrażnioną skórą głowy. Ratunkiem miało być serum Montibello. Stosowałam je zgodnie ze wskazówkami producenta, czyli wmasowywałam bezpośrednio w skórę głowy, zaraz po umyciu włosów. Serum nie należy spłukiwać i nieco obawiałam się, że obciąży moje włosy, jednak niczego takiego nie zauważyłam. Zastosowałam je jako kurację "intensywną", czyli przez kolejnych kilka myć z rzędu, odstawiając jednocześnie szampon przeciwłupieżowy. Testując to serum zwracałam uwagę nie tyle na poprawę stanu skóry głowy, bo jak wspomniałam wcześniej, nie odczuwam żadnego dyskomfortu z jej strony, co właśnie na właściwości zniwelowania łupieżu. Od zużycia obu ampułek minął miesiąc, a łupież nie powrócił. Ponadto zawarte w składzie ksylitole i pochodne pszenicy sprawiły, że włosy u nasady są nieco lepiej nawilżone. 
Marka Montibello ma w swojej ofercie jeszcze kilka innych ampułek, które mają zaspokoić potrzeby każdego rodzaju włosów, np. farbowanych, suchych i zniszczonych, delikatnych z dodatkiem keratyny, cienkich i potrzebujących objętości lub przetłuszczających się. Ja na pewno wypróbuję jeszcze te do oklapniętych włosów ( jeszcze nie znalazłam idealnego specyfiku, by odbić moje włosy od nasady głowy... ) oraz do suchych i zniszczonych :) 

00:09:00

Moja kolekcja lakierów Semilac oraz kilka słów na temat Top'u No Wipe :)

Moja kolekcja lakierów Semilac oraz kilka słów na temat Top'u No Wipe :)
Kilka tygodni temu pokazałam Wam zestaw do domowego wykonywania hybrydowego manicure ( klik ), a dziś chciałabym zaprezentować swoją powoli powiększającą się kolekcję lakierów Semilac :)
Obecnie mam piętnaście charakterystycznych buteleczek, w tym bazę, dwa topy- do i bez przemywania oraz dwanaście kolorów, od delikatnych nudziaków przez głęboką czerwień po uniwersalną czerń. Do moich faworytów należą w szczególności dwa brokatowe odcienie: klasycznego złota jakim jest Gold Disco oraz pięknie połyskującego, mieniącego się kilkoma odcieniami różu Pink Gold, które zawsze na zmianę goszczą na moich paznokciach. Drugimi w kolejności ulubieńcami są: Classic Nude, My Love, Nuts&Caramel, Mint oraz Indian Roses. Obiecuję, że wszystkie pokażę na swoich paznokciach! Mogłabym to zrobić na wzorniku, ale takowego nie mam, więc musicie wykazać się nieco cierpliwością, ale żeby nie zostawić Was z niczym, to odsyłam na Instagrama, gdzie będzie mogły zobaczyć połączenie kolorów Mint, Gold Disco oraz Delicate French ( kilk ), a także Pink Gold z Sleeping Beauty ( kilk klik :), utwardzone jedną z perełek Semilaca, czyli Topem No Wipe. 
Semilac co rusz wprowadza jakieś nowości, a ostatnią z nich jest top No Wipe, który jak podaje producent, nie wymaga przemywania cleanerem, tzw. warstwy dyspersyjnej, czyli tej lepkiej warstwy, która pozostaje po utwardzeniu w lampie. Ma także utwardzić lakier oraz nadać mu połysk. Podobnie jak pozostałe produkty Semilac, Top No Wipe znajduje się w czarnej, okrągłej buteleczce z białymi napisami o pojemności 7 ml. Od tradycyjnego topu jest nieco droższy, albowiem kosztuje 37,00 zł, ale jest też bardziej wydajniejszy, bo ma rzadszą konsystencję, a jedna cienka warstwa jest w zupełności wystarczająca na pokrycie i bardzo dobre utrwalenie koloru. Prosty, nie za gruby pędzel, równiutko ścięty umożliwia wygodną i precyzyjną aplikację. Jeśli mam być szczera, to w działaniu nie widzę różnicy pomiędzy topem No Wipe a tradycyjnym. Nowość Semilaca, tak jak jego starszy brat, świetnie utwardza lakier, zarówno zwykły, jak i brokatowy, nadając mu pięknego i długotrwałego połysku. Przy zmywaniu nie sprawia żadnych problemów, schodzi tak samo jak normalny top. 
Świeżynka marki Semilac to niezwykła wygodna, drobna oszczędność czasu, cleanera i wbrew pozorom pieniędzy. Gdybym miała wybierać, to bez zastanowienia kupuję top No Wipe, bo przyznam się Wam, że w wykonywaniu hybrydowego manicure to całe przemywanie cleanerem jest dla mnie odrobinę irytujące, więc cieszę się, że chociaż na koniec nie muszę tego robić ;)

00:35:00

Recenzja: Matujący sypki puder Flawless Matte oraz pędzel Super Kabuki, Lili Lolo

Recenzja: Matujący sypki puder Flawless Matte oraz pędzel Super Kabuki, Lili Lolo
Obietnice producenta:
Flawless Matte to wyjątkowy kosmetyk matujący. Doskonale sprawdza się jako naturalna baza pod podkład lub też jako nieskazitelne wykończenie makijażu. Ten puder o właściwościach absorbujących sebum zabezpiecza skórę twarzy przed nadmiernym świeceniem. Świetnie sprawdza się również jako mineralna baza pod cienie.
Pędzel Kabuki wykonany jest z najlepszego gatunkowo syntetycznego włosia, które jest ultra miękkie. Idealny do nakładania podkładu mineralnego.

Oba produkty dostępne są w sklepie internetowym Costasy: cena pudru to 81,90 zł, a pędzla 91,90 zł
Moim zdaniem:
Odkąd przetestowałam pierwszy sypki puder, inne przestały dla mnie istnieć. Sypki proszek odpowiada mi dużo bardziej niż jego prasowany odpowiednik, a jeśli jest w transparentnym odcieniu to już nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba :) Dziś chciałabym opowiedzieć Wam co nieco o jednym z takich pudrów, dokładniej rzecz mówiąc o mineralnym pudrze Lili Lolo, który, o dziwo, równie dobrze sprawdza się u mnie także na drogeryjnych podkładach.
Elegancki, matowy słoiczek z czarną nakrętką schowany został do biało- czarnego kartonika, charakterystycznego dla marki Lili Lolo. W środku słoiczka znajduje się 10 gram bezzapachowego, drobniutko zmielonego białego proszku ( bez skojarzeń poproszę :P ), który w dotyku jest niezwykle aksamitny.  
Aplikacja pudru jest dziecinnie prosta: najpierw wysypuję go na wieczko, zanurzam pędzel, otrzepuję z nadmiaru i 'omiatam' nim twarz, wykańczając i utrwalając makijaż. Puder, jako kropka nad i mineralnego makijażu, lekko rozjaśnia skórę, nadaje jej zdrowego, ujednoliconego, świeżego wyglądu. Nałożony na skórę, otula ją aksamitną powłoczką. Jest bardzo leciutki, przez co niewyczuwalny na skórze, pozwala jej oddychać, oraz jest całkowicie niewidoczny: będąc na wyprzedażowych zakupach, pewna pani powiedziała mi, że mam śliczną, gładką skórę o pięknym, równym kolorze i że niepotrzebne mi żadne podkłady. Nie przeszło  jej przez myśl, że mam pełny makijaż wykonany kosmetykami Lili Lolo, a ja nie wyprowadziłam jej z błędu, tylko podziękowałam za komplement :D Jak wspomniałam wcześniej, puder świetnie utrwala makijaż na wiele godzin, w ciągu dnia wystarczy mi jedna poprawka, a czasami i ta jedna okazuje się zbędna, bo makijaż jest w nienaruszonym stanie, o dziwo ( po raz drugi w jednej recenzji :D ), nawet na mojej mieszanej cerze z tendencją do świecenia się. Puder jest bardzo wydajny, wystarczy cieniutka warstwa na bardzo dobre utrwalenie makijażu i zmatowienie skóry, dzięki czemu cena nie wydaje się już być tak wygórowana. 
W składzie mineralnego pudru Lili Lolo znajdziemy kaolin i mikę. Tak, to wszystko, na tym skład się kończy :) Kaolin to inaczej biała lub porcelanowa glinka, najdelikatniejsza ze wszystkich. Polecana jest do cer tłustych, mieszanych, albowiem doskonale wchłania sebum i powoduje ściąganie porów ( potwierdzam! ). Bardzo słabo kryje, ale nadrabia właściwościami matującymi. Drugim i ostatnim zarazem składnikiem pudru jest mika, która nadaje produktowi lekkości, jedwabistości, a zaaplikowana na skórze sprawia, że nabiera ona delikatnego połysku, którego nie należy mylić z błyszczeniem się! Jej zawartość sprawia, że puder optycznie redukuje widoczność drobnych zmarszczek oraz niedoskonałości cery.
Z kosmetykami Lili Lolo ( dla przypomnienia, testowałam jeszcze korektor oraz podkład ) otrzymałam dodatkowo 'narzędzie' do ich nakładania, czyli pędzel Super Kabuki. Tak jak pozostałe produkty marki, został schowany do małego biało- czarnego kartonika. Sam pędzel jest niewielkich rozmiarów, w całości mierzy 7 cm, z czego 4 cm to syntetyczne włosie, które jest bardzo mięciutkie, miłe w dotyku i tym samym delikatne dla skóry. Jest solidnie wykonany, ładnie przycięty, nie gubi włosia i naprawdę fajnie się prezentuje. Dodatkowo jest poręczny, nie zajmuje wiele miejsca, więc można go bez problemu spakować nawet do małej kosmetyczki. Jest również łatwy do utrzymania w czystości, nie traci swojego kształtu, a włosie nie robi się sztywne i szorstkie. Początkowo musiałam nauczyć się z nim współpracować, albowiem wcześniej nie miałam pędzla z tak krótkim trzonkiem, ale gdy już nabrałam wprawy, używanie go zaczęło być czystą przyjemnością :) Pędzel jest wielofunkcyjny, można nim aplikować każdy sypki kosmetyk. Nakłada cienką warstwę, dzięki czemu podkład/puder/korektor wygląda bardzo naturalnie na skórze. Perfekcyjnie rozprowadza kosmetyki, nie tworząc mało estetycznych smug czy plam. Przy pomocy pędzla Super Kabuki, podkład lub korektor najlepiej aplikuje mi się metodą 'stempelkową', a puder ruchem omiatającym. 
Obecnie w sklepie Costasy trwa promocja, dzięki której możemy co nieco zaoszczędzić, ponieważ cena pudru jest niższa o około 12,00 zł, a pędzla o około 13,00 zł :)

00:41:00

Grudniowy projekt denko

Grudniowy projekt denko
1. Tropikalny żel pod prysznic, Isana Young- przyjemny żel pod prysznic na grosze o słodkawym zapachu  i ładniutkim różowym kolorze. Odpowiednio gęsty, tworzący duuużo piany, myjący, odświeżający, bez wysuszania skóry. 
2. Borowinowy nektar do kąpieli z miodem, Bingo Spa- aż 500 ml przyjemnego kosmetyku do mycia o subtelnym zapachu z gorzką nutką miodu, który odpowiednio dba o skórę, nie przesuszając, jej. Więcej na jego temat znajdziecie w tej recenzji. 
3. Żel do golenia Satin Care, Gillette- bardzo dobry produkt ułatwiający depilację, chociaż ostatnio lepiej depiluje mi się nogi przy pomocy zwykłego mydła w kostce. Ale żele Satin Care są tymi, do których często wracam, szczególnie gdy są w promocji. 
4. Antyperspirant Cotton Dry- Rexona- niekwestionowanym faworytem wśród antyperspirantów, są dla mnie te z Garniera, ale Rexonę mogłabym spokojnie umieścić na drugim miejscu. 
5. Ryżowy peeling do ciała, Bandi- świetny peeling w nietrafionym opakowaniu. No bo kto pakuje żelową, ale też gęstą i zbitą konsystencję z mnóstwem drobinek w butelkę z twardego tworzywa z małym dzióbkiem? Przecież aż się prosi o słoiczek z szerokim otworem, czyż nie? Tak to peeling jest naprawdę bardzo dobry, odpowiednio ostry, wygładzający i napinający skórę. 
6. Płyn micelarny Hydra Expert. Eveline- uwielbiam płyny micelarne, chętnie testuję różne marki i jeszcze nie trafiłam na taki, który by mi nie przypasował. Ten z Eveline również mogę polecić do porządnego demakijażu oczu i oczyszczania skóry.
7. Odżywcze mleczko do ciała z olejkami Oil Beauty, Garnier- jeden produkt i aż cztery różne olejki: różany, makadamia, arganowy i migdałowy, to nie mogło się nie udać. Mleczko otula skórę satynową, niewyczuwalną warstewką, rozpieszczając ją, nawilżając i odżywiając. Jednym słowem, mleczko jest fantastyczne, a o tym, co jeszcze mnie w nim uwiodło, przeczytacie tutaj.
8. Odżywka do paznokci, Nail Tek- niby zwykła odżywka, a jednak taka wielozadaniowa, bo oprócz odżywiania paznokci, sprawdza się też jako baza pod lakier, chroniąc płytkę przed przebarwieniami i znacznie przedłużając trwałość samego lakieru. O dodatkowych jej atutach przeczytacie w recenzji.
9. Nawilżająca pomadka do ust Eliksir, Wibo- pisałam o niej ponad 2 lata temu i od tamtego czasu nie zmieniłam o niej zdania. Ciekawych zapraszam do tej recenzji, gdzie poczytacie także o innych nawilżających pomadkach do ust. 
10. Kolagenowa maseczka w ampułkach z kawiorem i witaminami, Elogie- niewymagająca zmywania maseczka, którą stosowałam co drugą noc zamiast kremu do twarzy. Tak jak jej siostry, z kwasem hialuronowym oraz kofeiną i witaminami, dobrze nawilżyła moją skórę, ale większego szału nie było, o czym przeczytacie tutaj
11. Serum do wrażliwej skóry głowy Sensi Dermo, Montibello- niepozornie wyglądające ampułki, w których drzemie duża moc. Na pełną ich recenzję zaproszę Was już niedługo. 
12. Odżywka do suchych i puszących się włosów Nutritive Solutions, Dove- jedna z moich ulubionych odżywek, potrafiąca ujarzmić moje niezdyscyplinowane włosy. Świetnie nawilża, zmiękcza i nabłyszcza włosy, sprawiając, że się nie elektryzują, nie puszą, ładnie pachną i lepiej układają. 
13. Aktywna woda dla zmęczonej skóry, Saisona- nietypowa konsystencja, niespotykany zapach i świetne działanie, czyli tak mogłabym streścić pełną recenzję aktywnej wody, do przeczytania której zachęcam ;)
14. Szampon do suchych i zniszczonych włosów z wyciągiem z bio-róży, Lavera- mój pierwszy kosmetyk tej marki, ale na pewno nie ostatni. Zamiast silikonów, w składzie ma same naturalne składniki. Efekt? Gładkie, miękkie i błyszczące włosy. To szampon, który powinien znaleźć się w kosmetyczce każdej z nas. Więcej na jego temat znajdziecie tutaj
15. Nawilżający peeling do twarzy do domowej mikrodermabrazji, Nacomi- recenzja wkrótce, na dzień dzisiejszy mogę napisać, że bardziej przypasował mojej mamie niż mnie. 
16. Krem przeciw zrogowaceniom, She Foot- odkopany z czeluści kosmetycznych zapasów, okazał się przyjemniaczkiem, który nakładany grubą warstwą na noc, nawilżył i odżywił skórę stóp, poprawiając ich ogólny wygląd. 

07:59:00

Grudzień na zdjęciach

Grudzień na zdjęciach
 pięknie ozdobiony mikołajkowy box nadal cieszy moje oczy :) | i jak tu ze mną żyć :P? | początek grudnia przywitałam choróbskiem... | przeczytane w grudniu, w ciągu roku udało mi się łącznie przeczytać 72 książki :)
ale się uśmiałam :D | najpiękniejsza! bo moja :P | prezenty dla najbliższych zapakowałam już tydzień przed świętami :) | kolejne stare lakiery wylądowały w koszu

Po więcej zapraszam na Instagrama :)
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger