07:10:00

Recenzja: Olejek kokosowy do włosów Vatika, Dabur

Recenzja: Olejek kokosowy do włosów Vatika, Dabur
Obietnice producenta:
Kokosowy olejek Vatika firmy Dabur wspaniale pielęgnuje włosy, zapobiega ich wypadaniu, stymuluje ich porost oraz sprawia, że są nawilżone, odżywione i pełne promiennego blasku, a końcówki nie rozdwajają się. Pielęgnuje włosy, zapobiega ich wypadaniu, stymuluje ich porost, nawilża, odżywia i sprawia, że końcówki nie rozdwajają się. Kosmetyk pomaga również w zwalczaniu łupieżu oraz poprawia ukrwienie skóry głowy. Relaksujący masaż z użyciem olejku pomaga pozbyć się stresu i uwalnia od napięć związanych z codziennymi problemami.

Moim zdaniem:
Pamiętacie, że uwielbiam, kocham wręcz wszystko, co kokosowe? Dlatego wybierając kosmetyki do testowania z szerokiej gamy produktów oferowanych w sklepie Magiczne Indie wiedziałam, że wśród nich musi znaleźć się coś, co będzie pachniało tym egzotycznym owocem. I tak mój wybór padł na kokosowy olejek do włosów od Vatiki :)
Obła butla utrzymana jest w miętowo- zielonej kolorystyce i ma pojemność 300 ml. Butelka jest ciężka i mało poręczna, a przez szeroki otwór często wypływa zbyt dużo produktu. Myślę, że lepszym opakowaniem dla oleju kokosowego okazałby się słoik z szerokim otworem. Butla skrywa w sobie konsystencję, która w temperaturze pokojowej ma stałą formułę, którą ciężko wycisnąć z opakowania. Aby tego dokonać, trzeba się nieco wysilić. Po lekkim podgrzaniu ( np. w dłoniach ) olejek staje się bardziej płynny i już z łatwością wypływa przez szeroki otwór w butelce. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jak olejek wygląda w swojej stałej oraz płynnej formie. Jako olejek jest całkowicie bezbarwny, jako krem ma biały kolor. Jego zapach jest fenomenalny, bo olejek pachnie jak słodkie, kruche ciasteczka z wiórkami kokosowymi :) Jakby tego było mało, to aromat olejku okraszony jest jeszcze subtelną cytrynową nutą- dla mnie obłęd!
Produkt do włosów z Vatiki został nazwany olejem kokosowym chyba tylko ze względu na to, że jest on wymieniony jako pierwszy w składzie ;) Poza nim mamy jeszcze ekstrakt z henny, ekstrakt z cytryny oraz ekstrakt z agrestu indyjskiego. Wszystkie te składniki są jak najbardziej bezpieczne dla włosów, więc ich obecność jest mile widziana. Tytułowy olej kokosowy ma odpowiadać za to, aby włosy były miękkie, gładkie i lśniące. Henna znana jest ze swoich właściwości przyciemniających odcień włosów. Amla, czyli indyjski agrest ma odżywiać skórę głowy oraz wzmacniać włosy, a cytrynowy ekstrakt ma działać odświeżająco na skórę głowy oraz hamować łojotok. 
Olejek kokosowy można stosować na kilka sposobów: jako odżywkę bez spłukiwania, wcierając jego malutką ilość w końcówki wilgotnych lub wysuszonych włosów, a także jako maskę, którą można zostawić na włosach na 15 minut, godzinę, a nawet na całą noc. Używa się go naprawdę w minimalnych ilościach- zbyt dużo olejku na włosach może sprawić, że będą wyglądać na nieświeże, szybciej będą się przetłuszczać i będą za bardzo obciążone- co sprawia, że kosmetyk jest naprawdę mocno wydajny. Czytając o olejku kokosowym Vatika spotkałam się z opiniami, że po dłuższym stosowaniu może on wysuszyć włosy. Używam go od ponad miesiąca, raz- dwa razy w tygodniu jako odżywki, wcierając go w końcówki włosów i na razie nie zaobserwowałam, aby włosy były przesuszone. Póki co, olej kokosowy sprawia, że się nie puszą, nie elektryzują, są gładsze, miękkie i nawilżone, a także lśniące i pięknie pachnące!
Olejek posłużył mi nie tylko do pielęgnacji włosów, ale również ciała. W ciągu tych kilku tygodni, nieraz potraktowałam go jak klasyczny balsam do ciała, dzięki któremu moja skóra pachniała jak aromatyczne kruche ciasteczko :D Olejek ( w małych ilościach! ) łatwo rozprowadza się do skórze, otulając ją kuszącym zapachem i nietłustą, ochronną warstewką, która potrzebuje kilku chwil na całkowite wchłonięcie. Wystarczy użyć olejku raz, aby poczuć, jak skóra została porządnie nawilżona i odżywiona. Jak jest ukojona i elastyczna. Olejek wykorzystałam również w pielęgnacji skórek wokół paznokci. Wystarczy wetrzeć odrobinę olejku w skórki, aby porządnie je nawilżyć i odżywić. Mam też pomysł wykorzystania go jako bazy do peelingu. Myślę, że w połączeniu z kryształkami cukru może świetnie złuszczyć martwy naskórek, wygładzić i natłuścić skórę.
Jak same przeczytałyście, olejek kokosowy jest wielofunkcyjny, ma szerokie spektrum działania i za to go właśnie lubię. Bo jeśli u Was nie sprawdzi się w pielęgnacji włosów, to na pewno odpowiednio zadba o Waszą skórę. 

07:44:00

Marcowe denko

Marcowe denko
1. Ciasteczkowy mus do ciała, Bioamare- cudownie pachnący balsam do ciała, który pod wpływem ciepła zmienia się z puszystej pianki w oleistą emulsję. Genialnie odżywia, zmiękcza i nawilża skórę. Więcej przeczytacie w recenzji
2. Perfumy damskie nr 172, Perfumik- odpowiednik Black Opium. Zapach charakterny, zadziorny i zmysłowy. Po perfumetce, swoją drogą bardzo trwałej i mocno wydajnej, nabrałam ochoty na oryginał. O tym i jeszcze innym zapachu od Perfumika przeczytacie w tej recenzji
3. Krem do stóp kojący przeciw pęknięciom, Green Pharmacy- krem znaleziony w jednym z ShinyBox. Nie wiem czy poradziłby sobie z pielęgnacją mocno wysuszonej skóry stóp, ale ogólnie daje rade i pozwala odpowiednio zadbać o stopy. O tym i innych kosmetykach Elfa Pharm pisałam w tym poście
4. Balsam do ciała Wyszczuplanie i Ujędrnianie, Body Diet 24, Soraya- balsam, niestety, nie wyszczuplił tego i owego :P, ale całkiem przyjemnie wygładził i ujędrnił skórę na udach, które to sumiennie traktowałam tym balsamem. Jednak po odstawieniu go, efekt napiętej i wygładzonej skóry po prostu znika...
5. Antycellulitowe serum liftingujące, Slim Extreme 4D, Eveline- lubię wszelkie sera (?!) z serii Slim Extreme. Ja wiem, że one działają tylko wtedy, gdy się ich używa, a po odstawieniu efekt znika, ale i tak je kupuję i z przyjemnością ich używam. Sera Eveline mają fajną konsystencję, która na skórze pozostawia taką delikatną, satynową, troszkę śliską warstewkę. 
6. Emulsja do opalania, Bioamare- kosmetyk otrzymałam na kilka tygodni przed ślubem, kiedy chodziłam na solarium. Używałam go przed każdą sesją opalania, a gdy zaprzestałam, dalej stosowałam go w pielęgnacji ciała. Jeśli Was zainteresowała emulsja Bioamare, zapraszam do zapoznania się z jej recenzją.
7. Antyperspirant Invisible, Garnier Mineral- po kilku latach stosowania Garnier Mineral nabrałam ochoty na coś nowego, dlatego długo nie zobaczycie ich w moich denkach, tak myślę ;) Obecnie używam kulki Ziaja. 
8. Emulsja do higieny intymnej, AA- po latach stosowania żeli Intima Ziaja sama zdecydowałam się wypróbować coś innego i mój wybór padł na AA. Emulsja kosztuje mniej więcej tyle samo, co żele Intima, ale ma mniejszą pojemność, a w działaniu jest tak samo dobra i myślę, że częściej będzie gościć w mojej łazience. 
9. Odżywczy peeling do ciała z filtratem ze śluzu ślimaka, Helix Vital Care, Vis Plantis- nie jest to mocny zdzierak, więc jeśli w przeciwieństwie do mnie, nie lubicie ostrych peelingów, to śmiało wypróbujcie właśnie ten. Jest delikatny, ale jednocześnie dobrze radzi sobie z usuwaniem martwego naskórka i wygładzaniem. W poście z przeglądem kosmetyków Elfa Pharm poczytacie więcej o tym peelingu. 
10. Żel pod prysznic KeepCool, Isana- zapach tego żelu jednoznacznie kojarzy się ze słodkością gumy Mamba! Cudownie pachnie, cukierkowo i słodko, a w dodatku ma jeszcze świetny landrynkowy kolor. Jeśli jeszcze kiedyś będzie w Rossmannie, wykupię cały zapas :D
11. Odżywka do włosów matowych i bez połysku, Million Gloss, Gliss Kur- powiecie, że jestem nudna, ale moje włosy naprawdę lubią wszystkie odżywki Gliss Kur. Używam ich w celu ujarzmienia, dociążenia moich skłonnych do puszenia się włosów. Ta ma fajny niebieski kolorek, ale taki sobie zapach. Jest bardzo gęsta i kremowa i lepiej nie przesadzić z jej ilością, bo szybko przetłuści włosy. 
12. Aloesowy szampon do włosów, Equilibra- jestem wielką fanką kosmetyków do pielęgnacji włosów Equilibra i swoją miłością do marki udało mi się zarazić mamę :) Szampon jest delikatny dla skóry głowy, świetnie oczyszcza włosy i pozostawia je miękkie w dotyku. 
13. Oczyszczający płyn micelarny, Charmine Rose- kosmetyk otrzymałam w jednym z Shiny Box'ów. Dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu i odświeżaniem skóry, ale nie mogłam go stosować w demakijażu oczu, bo powodował u mnie lekkie pieczenie i łzawienie.  
14. Płyn micelarny, Selfie Project- bardzo dobry płyn micelarny, który z powodzeniem może być stosowany również przez osoby, które nastoletni okres mają już za sobą ;) Kosmetyk za jednym pociągnięciem rozprawia się z kolorowymi kosmetykami oraz brudem i kurzem, które gromadzą się w ciągu dnia.  W recenzji przeczytacie nie tylko o płynie micelarnym, ale również o matującym pudrze antybaktryjnym. 
15. Peeling oczyszczający do twarzy, Neem, DermoViva Vatika- peeling miał dobry wpływ na moją skórę. Nie jest to typowy, mocny zdzierak, ale mimo to dawał radę ze złuszczaniem martwego naskórka. W lutym pojawiła się jego recenzja.
16. Oczyszczający żel do mycia przeciw niedoskonałościom, Mixa- żel ten znalazł się w moich kosmetycznych ulubieńcach roku 2016 w kategorii pielęgnacji twarzy ( klik ). W tym kosmetyku odpowiada mi wszystko: wygodne opakowanie z pompką i z ładną szatą graficzną; fajna konsystencja, która z wodą tworzy dużo delikatnie myjącej piany; oraz to uczucie świeżości, czystości i odświeżenia, jakie pozostawia. Obecnie używam innego żelu, ale do tego z Mixy wrócę jeszcze nie raz. 
17. Odżywczy płyn micelarny- tonik z ekstraktem z nagietka, Vianek- niedługo pojawi się recenzja ;)
18. Płyn do czyszczenia pędzli, Pro Cleanse, MUR- kupiłam z ciekawości, ale czy pojawi się u mnie ponownie to jeszcze nie wiem. Chciałabym chyba wypróbować teraz coś nowego. Spryskiwałam nim pędzle po każdym ich umyciu oraz zawsze po wykonaniu makijażu, czyli codziennie. Przelałam go do buteleczki z pompką, bo tak wygodniej mi się go używało. Jest bardzo wydajny, a jego cena to około 20,00 zł w drogeriach internetowych.
19. Naturalny pomarańczowy dwufazowy płyn do demakijażu, Beaute Marrakech, Maroko Sklep- recenzja pojawi się w niedługim czasie, cierpliwości :)
20. Odmładzające serum z filtratem ze śluzu ślimaka, Helix Vital Care, Vis Plantis- tutaj też odsyłam Was do postu z przeglądem kosmetyków Elfa Pharm, gdzie znajdziecie jego krótką recenzje. 
21. Serum energetyzujące pomidor z ogórkiem, Ava- kosmetyk otrzymałam w boxie Inspired By U.R.O.K. Pomidorowo- ogórkowe serum, które mnie pachnie surowym kalafiorem :P Używałam go głównie w pielęgnacji skóry szyi i dekoltu. 
22. Bezbarwny żel utrwalający kształt brwi, EyeBrown Fixer, Wibo- kupiłam na rossmannowskiej promocji -49% na kolorówkę, więc zapłaciłam za żel może 5,00 zł. Jest to kosmetyk, który ni ziębi ni parzy. Fajnie go mieć, ale gdy go zabraknie, to nic się nie stanie. Ja jednak drugi raz go chyba już nie kupię, wolę przetestować coś innego do stylizacji brwi. 
23. Podkład ColorStay, Revlon- jeden z moich ulubionych podkładów. Powoli wykańczam kolejną buteleczkę, a następna już czeka w kolejce. O tym dlaczego tak lubię ten podkład przeczytacie w recenzji.
24. Serum do rzęs, Bodetko Lash- kilkanaście tygodni systematycznego stosowania serum dało widoczne efekty, którymi zachwycają się koleżanki i które możecie podziwiać w niedawnej recenzji :)

07:14:00

Recenzja: Lakier do paznokci, Eliksir 7 w 1 oraz Efekt żelowych paznokci bez lampy UV od Diadem Cosmetics

Recenzja: Lakier do paznokci, Eliksir 7 w 1 oraz Efekt żelowych paznokci bez lampy UV od Diadem Cosmetics
Zauważyłyście jakie życie blogerki urodowej jest ciężkie i jak wielu wymaga poświęceń...? Taka blogerka, na przykład, po roku używania hybryd musi pomalować paznokcie klasycznym lakierem, aby móc zrecenzować dla swoich czytelniczek paznokciowy tercet od Diadem Cosmetics :P
Pierwszym produktem jest Eliksir 7 w 1, który kosztuje 20,00 zł, a w swoim składzie ma hexanal, czyli składnik o udowodnionym klinicznie działaniu utwardzającym paznokcie, a także olejek z baobabu i arganowy oraz ekstrakt z fiołka. Wolny jest za to od szkodliwych składników, czyli toluenu, ftalanów oraz formaldehydu. Jak każdy produkt do paznokci Diadem Cosmetics, eliksir znajduje się w kwadratowej, eleganckiej w swej prostocie buteleczce o pojemności 11 ml- wyjątkiem jest lakier kolorowy, który ma pojemność 10 ml. Pod matową nakrętką kryje się szeroki, prosto ścięty pędzelek, którym wygodnie maluje się paznokcie. Odżywka, bo chyba tak mogę napisać o tym eliksirze ;), jest mlecznobiała, przy czym paznokcie pokrywa przezroczystą, nabłyszczającą warstewką. Produkt ten, według zapewnień producenta, ma zapewnić 7 wspaniałych efektów, czyli: ma odżywiać i wzmacniać paznokcie, stymulować ich wzrost, chronić przed łamaniem i rozdwajaniem się, wygładzać płytkę, nawilżyć oraz nabłyszczyć. Podczas testów używałam go jako bazy pod kolor. Tym samym warstwa eliksiru zapewniała moim paznokciom powłoczkę chroniącą je przed przebarwieniami. Co do obietnic producenta, to na pewno mogę przyznać mu rację w tym, że wzmacnia paznokcie, niwelując ich pękanie, łamanie i rozdwajanie się. 
Kolejny produkt to Top Coat zwiększający objętość paznokci, który ma zapewnić im żelowy efekt bez lampy UV. Tak samo jak eliksir kosztuje 20,00 zł za 11 ml i w jego składzie nie ma toluenu, ftalanów oraz formaldehydu. Są za to filtry UV, które zapobiegają przebarwieniom, cząstki stałe nadające efekt objętości płytce paznokcia i nitroceluloza, zapewniająca olśniewający połysk. Preparat jest bezbarwny, gęsty, o żelowej konsystencji. Nie jestem do końca przekonana co do zwiększania objętości paznokci, ale produkt na pewno nadaje efekt żelowego manicure o wspaniałym połysku oraz przedłuża trwałość lakieru, ale też bez szału, bo raptem o jeden dzień ;) Aby uzyskać taki efekt, należy nałożyć jedną warstwę topu na wyschnięte już paznokcie. 
W paznokciowym zestawie znalazłam jeszcze hipoalergiczny lakier do paznokci w kolorze nr 81, czyli w odcieniu pięknej, głębokiej czerwieni. Jest to lakier, który w swoim składzie również nie ma szkodliwego toluenu i żywicy formaldehydowej, a ponadto brak w nim jeszcze dbp oraz kamfory. Ma najrzadszą konsystencję z wszystkich zaprezentowanych produktów. Jest jednak dobrze napigmentowany i do pełnego pokrycia płytki kolorem, bez prześwitów i smug, wystarczą dwie warstwy. W buteleczce, takiej samej jak w przypadku eliksiru i topu, znajduje się 10 ml lakieru, czego w ogóle po buteleczkach nie widać. Lakier kosztuje 13,90 zł, ale często jest w promocji. 
Lakier na całkowite wyschnięcie potrzebuje około 15-20 minut. Bez wsparcia ze strony top coatu wytrzymuje bez uszczerbku na paznokciach trzy dni, z topem dzień dłużej. Później da się zauważyć delikatne odpryski, ale na pojedynczych paznokciach. Z każdym dniem jest ich coraz więcej, więc lakier wypada już zmyć. Łatwo się zmywa tradycyjnym zmywaczem do paznokci, a także czystym acetonem, jeśli tego pierwszego nie macie akurat pod ręką. 
Cudną czerwień lakieru Diadem Cosmetics połączyłam z delikatną szarością z serii Rich Color Golden Rose, a zdobienie wykonałam przy pomocy płytki i stempla B.LovesPlates, które otrymałam podczas II Spotkania Łódzkich Blogerek :)

07:04:00

Nowości kosmetyczne w marcu

Nowości kosmetyczne w marcu
Zanim pokażę Wam kosmetyczne nowości marca, chciałabym się wytłumaczyć dlaczego taki wpis nie pojawił się w lutym. A właściwie to pochwalić, bo w lutym nie kupiłam ani jednego kosmetyku! I jestem z siebie piekielnie dumna :D W lutym nie nawiązałam też żadnej współpracy, a jedynymi nowościami były upominki z II Spotkania Blogerek Łódzkich, które pokazywałam tutaj oraz trzy ShinyBoxy, które szczegółowo opisałam w dwóch postach: tu i tu. Doszłam do wniosku, że nie ma co wrzucać tych trzech wpisów do jednego i się powtarzać, dlatego w lutym nie było notki o nowościach. W marcu jednak znów przybyło mi trochę kosmetyków, które pędzę Wam pokazać :D
W ramach kontynuacji współpracy z marka BingoSpa wybrałam sobie do testowania dwa produkty do pielęgnacji ciała. Pierwszym z nich jest krystaliczny peeling z ekstraktami japońskich roślin, takich jak zielona herbata, ginseng ( potocznie zwany żeń szeniem ) oraz ginkgo biloba. Drugi to wielka butla brzoskwiniowej kąpieli w ładnym, pomarańczowym kolorze i o cudownie egzotycznym zapachu!
W moje ręce wpadł malinowy peeling- krem z Organic Shop, który kupiłam w Tesco za 10,99 zł. Do wyboru były jeszcze inne wersje zapachowe, ale to malinowa skradła moje serce jako pierwsza. W marcu otrzymałam również nowość Regenerum, czyli regeneracyjne serum do twarzy, które ma silnie odbudować i odżywić skórę oraz widocznie ją wygładzić. Myślę, że jego recenzja pojawi się jeszcze w tym miesiącu. 
Od Pani Sylwii z Equilibry otrzymałam nowy nawilżający, aloesowy duet do włosów: szampon oraz odżywkę. W składzie obu kosmetyków znajdziemy wyciąg z liści pokrzywy, ekstrakt z siemienia lnianego oraz roślinną glicerynę. Dołączona była też miniaturka odżywki zwiększająca objętość włosów oraz kilka próbek, które szybko znalazły nowego właściciela, , dlatego zabrakło ich na zdjęciu. 
W marcu napisał do mnie Pan Marcin z Bionigree z propozycją przetestowania nawilżającej odżywki do skóry głowy i włosów, która w swoim składzie ma między innymi ekstrakt z czarnej porzeczki. Powoli wypatrujcie jej recenzji!
W marcu nie mogło oczywiście zabraknąć kolejnego Shiny Boxa :) Marcowe pudełko zatytułowane zostało "Pani Wiosna" i rozeszło się bardzo szybko, głównie dlatego, że jednym z kosmetyków, jakie można było otrzymać, było serum do rzęs Lash Volution. Pozostałe kosmetyki to mini rękawiczka Glov do poprawy makijażu, kremowy róż Bell, krem do stóp Delia, szampon Shauma, maseczka Bielenda, papka do cery trądzikowej Jadwiga oraz miniaturka suchego szampony Got2b. O boxie pisałam już tutaj
18 marca wybrałam się na Łódzkie Targi Pure Beauty połączone ze spotkaniem blogerek, które rozpoczęło się od prezentacji marki Souvre, od której każda z nas otrzymała drobny upominek. Ja dostałam mleczko do demakijażu, które podarowałam mamie, bo ona bardziej lubi takie kosmetyki. Na stoisku marki Apis kupiłam sobie galaretkę do ciała o rewelacyjnym arbuzowym zapachu za 12,00 zł. Nieco bardziej zaszalałam u Sylveco, ale też bez przesady ;) Kupiłam słynny olejek hibiskusowy tonik, a z Vianka odżywczy peeling do ciała oraz łagodzący olejek do demakijażu i za wszystko zapłaciłam 45,00 zł, bo nawilżający tonik- mgiełkę do twarzy dostałam gratis :D Z targów przywiozłam też mnóstwo próbek- wszystkie, co do jednej oddałam mamie ;)

Więcej nowości nie pamiętam, ze wszystkich bardzo się cieszę i ochoczo je testuję :D

06:29:00

Pani Wiosna, Shiny Box

Pani Wiosna, Shiny Box
Na najnowszego Shiny Box'a musiałam się sporo naczekać. W poniedziałek dostałam SMS-a z informacją o nadaniu przesyłki, jednak ona sama doszła do mnie dopiero w piątek. Myślę jednak, że warto było poczekać tych kilka dni ;)
Grafika pudełka bardzo mi się podoba. Mimo iż cała utrzymana jest w różowym kolorze, to nie jest przesłodzona. Jest pastelowa, subtelna, wyważona, "lekka", bardzo wiosenna :) Tym razem w boxie znalazło się siedem pełnowymiarowych kosmetyków oraz jedna miniaturka. Wartość wszystkich kosmetyków wynosi około 165,00 zł. 
Prezentację zawartości ShinyBox'a zacznę od miniaturki suchego szamponu Got2b ( 200ml/18,99zł ), która ma pojemność 100 ml. Suchego szamponu Schwarzkopf jeszcze nie miałam, jestem bardzo ciekawa jak sobie poradzi z odświeżaniem włosów, ale jego testowanie zostawię sobie na później- jest na tyle nieduży i poręczny, że zamierzam go zabrać ze sobą na wakacje :) Zajmie mało miejsca w kosmetyczce, a zawsze może się przydać. 
Szamponem z linii Nature Moments Shauma ( 400ml/10,99zł ) to ja się długo nie nacieszę, bo mój mąż stwierdził, że on go sobie weźmie :D I dobrze, bo ja mam ich wystarczający zapas, co nie oznacza jednak, że od czasu do czasu mu go nie podkradnę :P Z czterech dostępnych wersji do mnie trafił szampon wzmacniający z ekstraktem z miodu i olejem z opuncji figowej. Pozostałe trzy to lawenda i zioła prowansalskie, malina i olej ze słonecznika oraz oliwa z oliwek i aloes. Szampon do włosów słabych i delikatnych ma piękny miodowy kolor, jest bardzo gęsty i cudownie słodko pachnie. 
Polską papkę do cery trądzikowej Jadwiga ( 30ml/30,00zł ) miałam już okazję poznać kilka lat temu. Cieszę się, że znalazła się w boxie, bo aktualnie moja cera ma gorsze dni i liczę na to, że wspomoże moją walkę z niedoskonałościami. Producent obiecuje, że zmiany skórne, rozszerzone pory i przebarwienia odejdą w zapomnienie, a naturalny skład pozwoli na szybkie rozwiązanie problemów skórnych, bez podrażnienia cery. Brzmi cudownie, prawda?
Do pielęgnacji twarzy mamy jeszcze hydrożelową maseczkę ultra nawilżającą i z efektem mezoterapii Bielenda ( 2x5g/2,60zł ). U Was może to być trójfazowy zabieg wygładzający z mikrodermabrazją. Jest to produkt w saszetce, więc do jego przetestowania zostanie oddelegowana moja mama, która zabiera mi wszystkie tego typu kosmetyki. Hydrożelowa maseczka przeznaczona jest do każdego rodzaju cery, również wrażliwej. Producent obiecuje, że po jej użyciu cera będzie nawilżona, gładka, wypoczęta i promienna, a to wszystko dzięki bio kwasowi hialuronowemu oraz witaminom A, C, E oraz B3 i B5. 
Z kremu do stóp- regulatora potliwości z linii Good Foot od Delii ( 100ml/6,70zł ) jestem najmniej zadowolona, ponieważ w lutowym Shiny Box'ie znalazłam z tej samej serii musujące kulki do kąpieli stóp. Same więc rozumiecie, że tym razem oczekiwałam czegoś innego z Delii, która w swojej ofercie ma przecież tyle innych kosmetyków, w tym również do makijażu, jak te piękne matowe pomadki w płynie, których ostatnio dużo było na blogach. Ale tak na marginesie, ten zielony odcień tubki jest naprawdę ładny i bardzo wiosenny, co nie? :D
Przy jednej z ankiet, zespół Shiny spytał czy w boxie ma się znaleźć produkt Glov. Musiały przeważać odpowiedzi na "tak", bo do pudełek trafiła mini rękawiczka do poprawy makijażu ( szt/14,90zł ). Z kilku kolorów, ja musiałam oczywiście otrzymać różową :P Rękawiczka mieści się na jeden palec, jest bardzo mięciutka w dotyku, a ja jestem strasznie ciekawa jej działania, dlatego szybko zabieram się za pierwsze testy :)
Mój pierwszy róż w kremie, czyli High Definition Photo od Bell ( szt/12,99zł ). Mam odcień 02 i jest to stonowany, ale wpadający w zimne tony róż- w takim samym kolorze niedawno kupiłam sobie spodnie :D Kosmetyk jest jednak zbyt różowy dla mojej karnacji, ale zastanawiam się czy nie mogłabym go wypróbować jako pomadki do ust, bo mimo wszystko bardzo mi się podoba jego kolor :P
Na koniec zostawiłam najlepsze, czyli serum pobudzające wzrost rzęs Lash Volution ( 3ml/ 79,00zł ). Jest to produkt, z którego cieszę się najbardziej. I wiem też, że wiele z Was czekało właśnie na to serum. Zdążyłam przeczytać o nim mnóstwo pozytywnych opinii i od dawna miałam ochotę je przetestować. Jestem ciekawa czy pierwsze efekty zauważę już po 14 dniach, jak obiecuje to producent, bo liczę też na to, że moje rzęsy będą wyglądały tak samo jak u modelki z opakowania :D  Samo serum przewyższa cenę całego pudełka i dla niego samego warto było kupić to pudełko. 
Podsumowując, marcową edycję Shiny Box oceniam pozytywnie. Większość produktów wpisuje się w moje gusta. Oczywiście, najmocniejszym elementem pudełka jest serum LashVolution. Pozostałe kosmetyki nie są ani wyszukane ani ciężko dostępne, ale sama ich bym nie kupiła ( np. kremu do stóp czy różu Bell ), a tak będę miała okazję poznać je bliżej i przekonać się jak się spisują. A nóż widelec, znajdę wśród nich jakąś perełkę ;)
Copyright © 2016 MintElegance , Blogger